Facebook - konwersja
Hashtag - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Hashtag - ebook

Ebook
15,90 zł 31,90 zł
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
9788379769902
Język:
Polski
Data wydania:
18 lipca 2018
Rozmiar pliku:
852 KB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
PROMOCJA
15,90
31,90
Cena w punktach Virtualo:
1590 pkt.

Hashtag - opis ebooka

Jedna przesyłka zmieniła jej życie

 

„Twoja paczka już na ciebie czeka!” – brzmiała wiadomość, która wydawała się zwykłą pomyłką. Tesa nie spodziewała się żadnej przesyłki, niczego nie zamawiała w sieci – a nawet gdyby to zrobiła, z pewnością nie wybrałaby dostawy do paczkomatu. Jeśli nie musiała, nie wychodziła z domu.

 

Postanowiła jednak sprawdzić tajemniczą przesyłkę – i okazało się to największym błędem, jaki kiedykolwiek popełniła. Wpadła bowiem w spiralę zdarzeń, która miała zupełnie odmienić jej życie…

 

Gdy Tesa na nowo odkrywa swoją przeszłość, przez media społecznościowe przetacza się nowy trend. Kolejni internauci zamieszczają wpisy z hashtagiem #apsyda. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że osoby te od lat uznawane były za zaginione…

FRAGMENT KSIĄŻKI

Przycisk do papieru

Pelcowizna, Praga-Północ

Strachowski biegł za dziewczyną Wybrzeżem Puckim i zastanawiał się, ile kilometrów miała już w nogach. On właśnie dobijał do dziesiątego i przy tempie poniżej pięciu minut na kilometr powoli miał dosyć. Ona jednak zdawała się wciąż przyspieszać, jakby uciekała przed kimś lub przed czymś.

Może tak było. Może każdy biegacz starał się to zrobić.

Krystian Strachowski zatrzymał się przy ogródkach działkowych, uznając poranny bieg za zakończony. Oparł ręce na kolanach, nabrał tchu, a potem powiódł wzrokiem wzdłuż Wisły. W tym miejscu rzeka miała jakieś czterysta metrów szerokości, właściwie trudno było dostrzec cokolwiek po drugiej stronie.

Strach wyprostował się, przeciągnął, a potem ruszył w stronę komendy rejonowej. Minął ją i skręcił w lewo, ku gmachowi uczelni, w której był zatrudniony. Dochodziła siódma rano, miał jeszcze wystarczająco dużo czasu, by wziąć prysznic i przygotować się do tego, co czekało go tego dnia.

Przypuszczał, że łatwo nie będzie. Pierwszy dzień roku akademickiego zazwyczaj wiązał się z całym szeregiem komplikacji.

Krystian wyciągnął torbę sportową z samochodu zostawionego na pustym jeszcze parkingu, a potem skinął głową do ochroniarza, którego jedynym zadaniem było podnoszenie i opuszczanie szlabanu.

– W tym roku jak zawsze? – zapytał podstarzały mężczyzna.

Strach uniósł brwi jak aktor w pantomimie.

– Znowu będzie pan codziennie rano zapierdalał po wybrzeżu? – doprecyzował ochroniarz.

– Nie wyobrażam sobie inaczej zacząć dnia.

Rozmówca wzruszył ramionami, a potem zapalił papierosa, jakby chciał zasugerować, że każdy zmaga się z jakimś nałogiem. Krystian posłał mu jeszcze uśmiech, a potem wszedł tylnym wejściem do głównego budynku.

Właściwie siłownia była o tej porze jeszcze zamknięta, ale dzięki dobrym układom z rektorem Strachowski mógł z niej korzystać od bladego świtu. Czasem po biegu robił jeszcze serię na ławeczce, tym razem jednak z niej zrezygnował i udał się prosto pod prysznic.

Tuż po ósmej był już na posterunku. Wyciągnął laptopa, położył go na blacie, a potem podłączył do systemu i włączył rzutnik. Wiekowy acer zarzęził niechętnie, ale po chwili obraz z ekranu pojawił się za plecami Krystiana.

Strach nabrał głęboko tchu i przesunął dłonią po krawacie. Omiótł wzrokiem pustą salę wykładową, myśląc o tych wszystkich nowych twarzach, które dziś zobaczy. Początek roku akademickiego dla części z tych ludzi będzie obietnicą czegoś nowego, obiecującego i ekscytującego.

Dla niewielkiej części. Wszyscy pozostali przyjdą tu tylko po to, by odbębnić pierwsze, niespecjalnie ciekawe zajęcia z podstaw zarządzania i stwierdzić, czy można odpuścić sobie systematyczne zjawianie się na wykładach, czy nie.

Był to już piąty rok, w którym Strachowski prowadził zajęcia w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania, zwanej przez wszystkich Koźmińskim, od nazwiska patrona. Przychodzili na nie studenci kilku kierunków, głównie tych, które z profilem uczelni tak naprawdę nie miały wiele wspólnego – i które raczej nie przyciągały osób żywo zainteresowanych zarządzaniem.

Osoby te będą dla Krystiana jak samochody mijane na autostradzie w trakcie długiej podróży. Większość przemknie niezauważenie, niektóre zirytują go, zmieniając pas bez kierunkowskazu lub spowalniając innych. Koniec końców za rok nie będzie pamiętał żadnego ze studentów.

Potrafił przypomnieć sobie większość słuchaczy z pierwszych semestrów pracy na uczelni, trochę osób z tych późniejszych, ale to wszystko. Parę lat w zupełności wystarczyło, by przeszedł w tryb automatu serwującego wiedzę grupie zobojętniałych nastolatków.

Strach rozpiął marynarkę i przysunął krzesło do laptopa. Dziś będzie musiał odfajkować kilka pozycji, które nudziły go nawet bardziej niż studenckie prezentacje w PowerPoincie.

Zacznie od tego, czym są organizacja i zarządzanie. Potem przejdzie do Petera Druckera, wyłoży jego neoklasyczne poglądy, wspomni o Maxie Weberze, czasu starczy też na Fayola, Forda i Taylora.

Krystian miał swój sposób na przedstawienie fundamentów zarządzania, niechronologiczny, ale skuteczny – w teorii miał sprawić, że studenci zrozumieją to i owo. W praktyce cała grupa i tak wykuje na pamięć czternaście zasad Fayola, pięć części procesu zarządzania, teorie X i Y McGregora i tak dalej…

Nie, nie cała. Znajdą się tacy, którzy naprawdę się przyłożą, zignorują podręcznikowe formułki i postarają się zrozumieć, co w rzeczywistości oznaczają dane kwestie. Ile takich osób będzie? Dwie, w porywach trzy.

Strach obserwował wchodzących do sali studentów, starając się wyłowić kogoś takiego. Większość pogrążona była w entuzjastycznych rozmowach, ale Krystian dostrzegł kilkoro samotników.

Jednym z nich była dziewczyna o wyjątkowo rubensowskich kształtach. Musiała ważyć grubo ponad sto kilogramów. Usiadła w pierwszym rzędzie, a potem wyjęła z torby kołonotatnik i podręcznik pod redakcją Koźmińskiego. Słuszny wybór. Słuszny, ale ryzykowny, jeśli wziąć pod uwagę, że jako jedyna miała ze sobą jakąkolwiek literaturę przedmiotu. Sama prosiła się o ostracyzm.

Nie patrzyła na innych, właściwie sprawiała wrażenie, jakby była w sali zupełnie sama. Mizantropka.

Krystian nieco się ożywił. Istniała szansa, że przynajmniej jedna osoba wysłucha tego, co miał do powiedzenia. Oprócz dziewczyny namierzył jeszcze kilkoro potencjalnych kandydatów. Jeden przyniósł najnowszy numer „Managera”, inny wyraźnie ignorował próbującego go zagadywać kumpla, skupiając się na wykładowcy.

Strach przypiął mikrofon do klapy marynarki i się podniósł.

– Witam państwa na pierwszym wykładzie z podstaw zarządzania – odezwał się.

Przykuł ich uwagę. Wszyscy ci ludzie świeżo po liceum nie mogli przejść obojętnie obok faktu, że ktoś zwracał się do nich per „państwo”. Strachowski miał jednak świadomość, że znikome uznanie, jakie sobie zyskał, rozpłynie się, kiedy tylko zacznie mówić o kierownikach i pracownikach w ujęciu klasycznej szkoły Taylora.

Nie pomylił się. Po dziesięciu minutach wykładu większość studentów powróciła do rozmów, część wyciągnęła gazety lub książki, a pozostali mazali bezmyślnie w notatnikach. Mizantropka zaś patrzyła na niego z zaciekawieniem.

Uciekała wzrokiem za każdym razem, kiedy na nią spojrzał, więc starał się tego nie robić. Trudno było mu się jednak skupić, kiedy musiał mówić do innych. Innych, którzy nie poświęcali jego słowom najmniejszej uwagi.

Na początku roku nie było jeszcze najgorzej. Pierwszoroczniacy dopiero oswajali się z nową rzeczywistością – minie kilka tygodni, zanim uświadomią sobie, że wszyscy starsi studenci przychodzą na zajęcia z laptopami.

Zamiast twarzy Strach będzie widział jedynie pochylone nad komputerami sylwetki. Widma.

Osoby takie jak mizantropka będą wyjątkami. Nielicznymi, ale cennymi. Dziewczyna zdawała się bowiem słuchać nawet, kiedy mówił o sześciu funkcjach przedsiębiorstw Fayola.

Kiedy wykład się skończył i studenci zaczęli z ulgą opuszczać salę, Krystian ściągnął słuchaczkę wzrokiem. Zawahał się, bo zaczepienie przez wykładowcę piętnowało właściwie gorzej niż przynoszenie podręcznika na zajęcia.

Strach uznał jednak, że warto zaryzykować. Zatrzymał dziewczynę przy biurku i posłał jej uśmiech. Większość studentów wyszła, mógł pozwolić sobie na nieco luźniejszy ton.

– Chyba minęła się pani z powołaniem – odezwał się.

Mizantropka zdawała się skołowana, jakby sam fakt, że ktoś się do niej odezwał, był czymś absolutnie niespodziewanym.

– Słucham? – spytała niepewnie, może nawet z pewnym przestrachem.

Krystian dopiero teraz uświadomił sobie, że z jej punktu widzenia znalazła się na wrogim terenie. Otoczona przez innych ludzi, sprawiała wrażenie zwierzyny w pułapce.

Zobaczywszy pierwsze kropelki potu na jej czole, Strachowski utwierdził się w tym przekonaniu.

– Powinna pani aplikować do łódzkiej filmówki – powiedział. – Prawie uwierzyłem, że ktoś na tej sali autentycznie mnie słucha.

Przełknęła głośno ślinę, rozejrzała się, a w końcu lekko uśmiechnęła.

– Mroczkowie mają większe zdolności aktorskie ode mnie – odparła.

Strach nie bardzo wiedział, jak zareagować. Normalnie po prostu pociągnąłby temat, ale dziewczyna była tak zestresowana niezobowiązującą rozmową, że cokolwiek by powiedział, zapewne pogorszyłby sytuację.

Cisza się przedłużała.

– Zresztą na pewno nie ja jedyna pana słuchałam.

– Obawiam się, że była pani wyjątkiem – odparł, zamykając laptopa. – Reszta skupiała się raczej na mówieniu niż słuchaniu.

Mizantropka pokiwała głową i znów zaległa niewygodna cisza. Strach odchrząknął, uznając, że najwyższa pora przejąć inicjatywę.

– Słyszała pani o Bernardzie Baruchu? – spytał.

– Niestety nie.

– To amerykański trader, który w dziewiętnastym wieku szalał na Wall Street. Z ledwo trzydziestką na karku dorobił się fortuny na spekulacjach na rynku cukrowym.

Ręka jej drgnęła, jakby dziewczyna chciała otrzeć kropelki potu z twarzy, ale w ostatniej chwili się rozmyśliła, obawiając się, że w ten sposób zwróci na nie uwagę rozmówcy.

– Baruch dożył niemal setki, stał się sławnym finansistą, ale też filantropem. A kiedy pewnego razu zapytano go, co łączy wszystkich ludzi sukcesu, jakich zna, odparł, że osoby te więcej słuchają, niż mówią.

Mizantropka znów pozwoliła sobie na lekki uśmiech.

– Prosta recepta – dodał Strach. – Ale dla niektórych nie do zrealizowania.

Dziewczyna nie odpowiadała.

– Jak się pani nazywa?

– Tesa.

Czekał na więcej, ale najwyraźniej nie uznała za stosowne, żeby podać mu imię lub nazwisko.

– W porządku – odparł. – A więc pani Teso, zapraszam we wtorek po zajęciach na spotkanie koła.

Kurwa, czy to nie zabrzmiało nazbyt protekcjonalnie? Dla niego nie, ale dla wyraźnie zakompleksionej dziewczyny tuż po maturze z pewnością mogło.

Uniosła brwi, wyraźnie nie mając pojęcia, co miał na myśli.

– Koło naukowe marketingu – wyjaśnił. – Sala D310. Wtorek. Osiemnasta.

– Ale…

– Spodoba się pani – uciął Krystian. – Mamy zgraną grupę, organizujemy ciekawe spotkania, a potem można wpisać sobie do CV przyzwoitą pozycję.

Nie musiał dodawać tego ostatniego. Dziewczyna nie potrzebowała żadnej dodatkowej motywacji, żeby zainteresować się tematem. Po pięciu latach nauczania Strach widział to jak na dłoni – podobnie jak to, że w wypadku Tesy problem dotyczył nie materii naukowej, ale zasobów ludzkich. Konkretnie tych, które ją otaczały.

Postanowił wyciągnąć do niej pomocną dłoń, a nie było nic lepszego od integracji w ramach koła. Należeli do niego ludzie, którym zależało na czymś więcej niż tylko na dyplomie ukończenia studiów.

– Pierwsze spotkanie jest w dużej mierze organizacyjne, ale na pewno zaprosimy kogoś interesującego, żeby dobrze zainaugurować rok – dodał Krystian.

– Po prostu nie wiem, czy… – zaczęła i zawiesiła głos, jakby spodziewała się, że znów jej przerwie. – Nie jestem pewna, czy uda mi się akurat wtedy być.

Zignorował ten wybieg.

– Nie będzie pani żałowała – zapewnił. – A po latach będzie pani wspominać to jako coś przełomowego.

Skrzywiła się ledwo zauważalnie, jakby w jakiś sposób zabrzmiało to dla niej złowrogo. Krystian spojrzał jej prosto w oczy, ale ona natychmiast uciekła wzrokiem i odsunęła się od biurka.

Chciał powtórzyć godzinę i miejsce spotkania, zanim jednak zdążył się odezwać, Tesa odwróciła się i ruszyła w stronę korytarza, rzucając jeszcze ciche „do widzenia”. Strach roztarł kark, uznając, że nie zaszkodziłoby popracować nad podejściem do introwertycznych studentów.

Nie spodziewał się, że Tesa zjawi się na spotkaniu koła, ale przyszła jeszcze przed czasem. Zajęła miejsce w pierwszej ławce, unikając jego spojrzenia, mimo że siedzieli raptem kilka metrów od siebie.

Skupiała całą uwagę na telefonie. Z tego, co Strach zdołał dostrzec, był to najnowszy model motoroli z klapką, RAZR V3. Miała wyświetlacz TFT, dwieście pięćdziesiąt sześć tysięcy kolorów – i drugi z tyłu, na którym pokazywały się powiadomienia. Niezły sprzęt.

Po chwili zeszli się pozostali członkowie koła. Krystian lubił tych studentów, wszyscy byli zaangażowani i dawali nadzieję na to, że jego robota w WSPiZ wiąże się nie tylko z przyzwoitą wypłatą, ale także z czymś więcej.

Największą sympatią darzył jednego ze studentów drugiego roku europeistyki. Chłopak był postury zbliżonej do Tesy, choć miał znacznie więcej pewności siebie. Całkiem słusznie, bo potrafił zagiąć kilku doktorantów, a jego idealistyczna obrona krzywej Laffera była tak przekonująca, że naprawdę można było uwierzyć w koncepcję amerykańskiego guru liberałów.

Strach uniósł dłoń, kiedy zobaczył, jak chłopak wchodzi do sali. Igor odpowiedział mu skinieniem głowy, a potem powiódł wzrokiem po zgromadzonych. Na dłużej zatrzymał spojrzenie na Tesie, zawahał się, po czym zdecydował się zająć miejsce obok niej. Oderwała się od telefonu tylko na moment, by wymienić z nim uścisk dłoni. Potem zaczerwieniła się i otarła rękę o spodnie.

Krystian przejrzał jeszcze trochę papierów, czekając, aż wszyscy się zejdą. Czasem miał wrażenie, że więcej czasu spędza na zmaganiach z ministerialną makulaturą niż na uczeniu studentów. Starsi wykładowcy podkreślali, że unijne wymogi w dziedzinie papierologii biją na łeb na szyję nawet te, które obowiązywały za czasów słusznie minionych.

– To jak, zaczynamy? – odezwał się Strachowski.

Kilka osób skinęło głowami. Tesa nadal była zajęta telefonem, a siedzący obok niej Igor coraz chętniej na nią zerkał. Strachowski uśmiechnął się w duchu.

Odłożył ostatni plik kartek na biurko, a potem wyjął z torby swoją ametystową czaszkę i postawił ją na papierzyskach.

Ciąg dalszy w wersji pełnej
mniej..

BESTSELLERY