-
nowość
Hearless. Consigliere - ebook
Hearless. Consigliere - ebook
Dla świata Santino Brassi był złotym chłopcem Hollywood – reżyserem, producentem i playboyem, który bryluje na czerwonych dywanach i nie zna słowa „nie”.
Dla mafii bezlitosnym consigliere – człowiekiem od brudnej roboty nowego capo, zarządcą klubów, sędzią wydającym wyroki i strażnikiem najciemniejszych sekretów organizacji.
Dla Avy Mancuso… koszmarem, przed którym udało jej się uciec. A przynajmniej tak sądziła.
Gdy los ponownie wciąga ją w jego świat, Ava odkrywa, że jej mąż – bo ich małżeństwo nigdy nie zostało unieważnione – jest jeszcze groźniejszy niż przed laty. Santino z kolei przekonuje się, że jego żona nie jest już cichą, zranioną dziewczyną, którą tak łatwo było złamać.
Ava ma plan: odzyskać wolność i raz na zawsze zerwać więzy, których nigdy nie chciała.
Santino jednak pragnie ją zatrzymać – bez względu na cenę.
Gdy nienawiść splata się z pożądaniem, a zemsta z pragnieniem… rozpoczyna się gra, w której oboje mogą stracić wszystko.
W świecie mafii nic nie dzieje się przypadkiem, a każdy ruch niesie konsekwencje.
Powrót Avy Mancuso może zburzyć imperium, które Santino budował przez całe życie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68587-44-9 |
| Rozmiar pliku: | 659 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Santino
Teraźniejszość
Oparty ramieniem o szybę spoglądałem na znajdującą się piętro niżej klubową salę. Uniosłem do ust drinka, zerkając jednocześnie na zegarek na nadgarstku drugiej ręki. Niedługo to miejsce wypełni się gośćmi pragnącymi oderwać się od problemów dnia codziennego. Będą pić, obłapiać panienki, a ci, których na to stać, zaliczą zajebisty seks. Kilka dziewczyn już siedziało przy długim barze, racząc się bezalkoholowymi drinkami. Było za wcześnie na klientów, a picie procentów przed pracą równało się wywaleniu z biznesu.
Oparłem głowę o szybę i zamknąłem na chwilę oczy. Od jakiegoś czasu czułem dziwny niepokój. Nagle pod powiekami jak echo przeszłości zobaczyłem zielone oczy. Zakląłem siarczyście, gdy niechciane wspomnienie w ułamku sekundy wypełniło mój umysł. Oderwałem się od szyby i przetarłem twarz dłonią. _Cholera, co się dzieje?_
– Wejść! – krzyknąłem, słysząc dwa uderzenia w drzwi.
Pociągnąłem porządny łyk whisky, która przyjemnie paliła w gardle, i spojrzałem na wchodzącego do gabinetu mężczyznę.
– Szefie, Dario i Arturo są już w Reno.
Pokazałem, żeby usiadł, i sam zająłem miejsce w głębokim fotelu, zadowolony, że będę mógł skupić się na czymś innym niż przeszłość.
Umberto był jednym z dwóch kapitanów i pracował bezpośrednio ze mną. Odpowiadał za dziewczyny i całą ochronę w klubach. Jego brat bliźniak, Ignacio, pełnił z kolei funkcję kapitana przyszłego bossa, Sebastiana Riny.
– Mają towar?
– Młodszą – wyjaśnił spokojnie. – Starsza jest jeszcze w pracy, ale zgarną ją, gdy tylko wróci do domu.
Kiwnąłem głową. Dwie nowe dziewczyny miały zostać przywiezione do Los Angeles, aby spłacić dług zaciągnięty przez ojczulka. Wczorajszej nocy, gdy w mojej miejskiej posiadłości odbywało się przyjęcie, Rina z lodowatym spokojem mafijnego egzekutora odstrzelił gościa. Należało się frajerowi. Nikt nie będzie okradał organizacji. Pozwolisz raz, nie wyciągniesz konsekwencji, a wszystkie mendy z okolicznych kanałów uznają, że można nas dymać na kasę.
– W porządku. Jak przyjadą, umieść je w pokojach, na razie oddzielnie, niech trochę skruszeją. – Uniosłem ramiona, rozciągając zesztywniałe mięśnie. – Uprzedź chłopaków, że mają nie ruszać towaru, bo Rina ich zabije. Potem zadecyduję, gdzie będą pracowały. Przypilnuj otwarcia, zjawię się za godzinę.
Zgarnąłem z blatu telefon. Wyszedłem z biura i korytarzem dotarłem do prywatnej części. Często zostawałem w nocy w klubie, więc wolałem mieć kawałek własnej przestrzeni, do której żadna panienka nie miała dostępu.
Wziąłem prysznic i włożyłem czarne materiałowe spodnie oraz szarobłękitną koszulę. Dobrałem do tego czarne buty od Hermèsa i schowałem telefon do kieszeni, gotowy do wyjścia. Zszedłem do klubu, który zapełnił się już gośćmi. Zająłem miejsce przy barze i obserwowałem, kto się zjawił i z kim rozmawia. Sytuacja z dnia na dzień robiła się coraz bardziej napięta, a w powietrzu wisiał smród nadciągających kłopotów. Węszące po naszych klubach szczury należało mieć na oku. Wrogów nam nie brakowało, tym bardziej że zbliżało się przejęcie władzy.
Dzisiejszej nocy wyjątkowo panował spokój. Kiwnąłem Umbertowi, żeby pilnował wszystkiego, i ruszyłem do części biurowej. Mijałem po drodze uśmiechnięte dziewczyny wychodzące z garderoby. _Jak personel jest zadowolony, to i biznes się kręci_ – pomyślałem.
Jakiś czas później przeciągnąłem się i odsunąłem na bok całkiem sporą stertę dokumentów. Tego właśnie nie znosiłem w całym tym biznesie – cholernych papierów, rachunków i zamieszania z nimi związanego. Gdybym prowadził zwykły klub, zatrudniłbym księgowego, albo jakiegoś ogarniętego menedżera i miał wszystko w dupie. Niestety, gdy jest się odpowiedzialnym za kilkanaście klubów, które należą do Cosa Nostry, trzeba samemu załatwiać pewne rzeczy. Przeglądałem właśnie kolejne faktury, gdy rozdzwonił się telefon. Dochodziła czwarta nad ranem, więc tylko Sebastiano albo samobójca zdecydowałby się dzwonić o takiej porze. Nie patrząc na ekran, odebrałem.
– Czego?
Po drugiej stronie ktoś wstrzymał oddech. Odsunąłem telefon od ucha i zerknąłem na wyświetlacz. Numer, którego nie znałem.
– O co chodzi? – warknąłem.
– To… ja.
Zaledwie cichy szept, ale zadziałał na mnie jak dotyk rozżarzonego do czerwoności pręta przesuwającego się po nagim ciele. Poderwałem się, przewracając fotel, na którym siedziałem, i z furią zacisnąłem palce na obudowie telefonu. Ten głos! Ten pieprzony głos! Otchłań wspomnień otworzyła się nieoczekiwanie i pochłonęła mnie, wyduszając z płuc każdy haust powietrza. Kurwa mać! Chyba się przesłyszałem! Z trudem opanowałem szalejące we mnie emocje.
Szybki oddech po drugiej stronie był jedynym dźwiękiem, jaki słyszałem. Co to miało być? Przez trzy lata miałem spokój. Po co teraz dzwoniła?
– Mam kłopoty.
Zaśmiałem się. Mrocznym, okrutnym śmiechem. Nie zamierzałem pozwolić, żeby otchłań ponownie pociągnęła mnie w swoje lodowate ramiona, do miejsca, z którego nie będzie już powrotu.
– Wiesz, gdzie mam twoje kłopoty? Dałem ci szansę, w zamian oczekując tylko jednego. Nie wchodź mi w drogę, w przeciwnym wypadku zrobię to, co powinienem był zrobić tamtego dnia. Zabiję cię.
– Dobrze.
Zdziwiony spojrzałem na ekran, gdy usłyszałem przeciągły dźwięk. Noż kurwa mać! Próbowałem oddzwonić, ale rozlegał się komunikat: „Abonent czasowo niedostępny…”.
_W co ona sobie pogrywa?!_1
Ona
Przeszłość
Stałam w ciemnym korytarzu w ciężkiej, źle dopasowanej sukni ślubnej. Po plecach spływał mi pot. Minęły zaledwie trzy godziny od chwili, gdy wypowiedziałam słowa przysięgi. Z trudem wyszły z moich ust.
W świecie, w którym przyszło mi żyć, małżeństwo z przymusu to coś powszechnego, jednak wszystko się we mnie buntowało przeciwko narzuconej mi, niechcianej roli żony. Ci wszyscy ludzie, którzy bawili się teraz w najlepsze, przyszli tutaj, by się upewnić, że dwie potęgi ich mafijnego świata faktycznie łączą się za pomocą węzła małżeńskiego. Bez znaczenia byłam ja, moje uczucia, plany i to, przez jakie piekło przeszłam. Nie pierwsza i nie ostatnia panna młoda. Musiałam się przyzwyczaić i stać przykładną żoną włoskiego _capo_, który teraz obejmował rządy nad dwiema silnymi rodzinami. Miał stworzyć potęgę, z którą każdy będzie musiał się liczyć. I tego cholernie mu zazdrościli.
Tak, zdecydowanie ten mężczyzna miał do tego predyspozycje. Mówiono, że był drugim po egzekutorze człowiekiem w organizacji. On i egzekutor powoli przejmowali władzę i przygotowywali się do niepodzielnych rządów nad Cosa Nostrą w Stanach. Razem tworzyli nierozerwalny związek. Niejednokrotnie słyszałam powtarzane szeptem historie o ich bestialstwie i czynach, do jakich posuwali się dla organizacji, zgodnie z przysięgą „krew za krew, życie za życie”.
I w tym całym mafijnym syfie, gdzie każdy każdemu przystawiłby broń do głowy i, uśmiechając się, jednym pociągnięciem rozbryzgał mózg przeciwnika na ścianie, przyszło mi żyć i w jeden dzień stracić wszystko, o czym marzyłam. Przez splot nieoczekiwanych wydarzeń, które nazwałabym pechem, utknęłam w mafijnej klatce.
„Dopóki śmierć was nie rozłączy”. Te słowa wciąż brzęczały mi w głowie. Pręty klatki, w której się znalazłam, odbierały mi wolę walki. Wiedziałam, czym skończyłby się przejaw buntu. Wciąż czułam każdy siniak i cios. Tak oto w tych czasach przygotowywano pannę młodą do ślubu – głodówką i pięścią.
Z dołu dotarła do mnie kolejna salwa śmiechu. Zagarnąwszy obszerne fałdy sukni, weszłam do jednego z pokoi wynajętych dla gości. Nikt nawet nie spostrzegł, że na sali nie było marionetki ubranej jak księżniczka – w kilometry koronek i jedwabiu, z wartym kilkadziesiąt tysięcy dolarów diademem i wielkim diamentem na palcu. Parsknęłam śmiechem. Pieprzeni kłamcy! Tacy są dumni z tego, że zakazali handlu ludźmi, a sprzedawali własne dzieci za traktaty pokojowe, spłatę długów czy – jak w moim przypadku – za połączenie dwóch rodzin. Jednym uściskiem dłoni niszczyli życie córek. Młotek, uderzenie i okrzyk księdza: „Sprzedana na wieczność!”. Tak powinny brzmieć słowa przysięgi! Gdybym dostała się na ostatnie piętro hotelu i skoczyła, to ciekawe, kiedy by się zorientowali, że ta leżąca na chodniku w kałuży krwi biedaczka w białej sukni to szczęśliwa panna młoda. Hipokryci i kłamcy!
Tacy sami jak mężczyzna, któremu zostałam sprzedana. Za obietnicę pokoju pomiędzy rodzinami. Za obietnicę utrzymania nazwiska dla następnych pokoleń. Moje dzieci miałyby odziedziczyć nazwisko, przez które zostałam towarem niepodlegającym zwrotowi i w tej chwili szczerze nim gardziłam.
Nie chciałam wracać do tych wszystkich ludzi, którzy patrzyli na mnie jak na ofiarę. Mężczyźni ze źle skrywanym obrzydzeniem i litością, a kobiety… Tak, kobiety, gdyby mogły, zabiłyby mnie, zanim postawiłam nogę w kościele. Każda z nich bez wahania popełniłaby morderstwo, aby znaleźć się na moim miejscu i należeć do tego, który stał się moim mężem. A raczej to ja byłam jego własnością.
Przez tych kilka miesięcy, które minęły od zaręczyn aż do dnia ślubu, dobitnie mi uświadomił, jak mało dla niego znaczę. Uwierzycie, że ani razu z nim nie rozmawiałam? Chyba że przysięga małżeńska liczy się jako konwersacja. Pierścionek przysłał mi przez jednego ze swoich ludzi, ale dostałam go dopiero przed wejściem do kościoła. Przez cały ten czas należał do osoby, która miała do niego większe prawa niż ja, a przynajmniej powtarzała to od wielu tygodni. Każdego dnia patrzyła mi w oczy, machając dłonią, na której lśnił wielki diament.
_Boże, czy to moja wina, że ona się pospieszyła, a śmierć przyszła zbyt późno?_
Potrząsnęłam głową. Już nic nie mogłam zrobić. Obeszłam moją klatkę z każdej strony, szukając sposobu na wydostanie się na zewnątrz, ale poza śmiercią nie było innej drogi. Na myśl o nadchodzących latach zbierało mi się na mdłości. Nie znałam mężczyzny, który od teraz miał do mnie prawo potwierdzone przez uścisk dłoni i przysięgę. Podwójne kajdany przytrzymujące mnie w miejscu: mafia i Bóg. Nienawidziłam jednego i drugiego. Przestałam wierzyć w Boga, bo wszystkie moje modlitwy trafiały do boskiego śmietnika. Nie zasłużyłam nawet na śmierć, o którą modliłam się przez minione tygodnie. Widocznie musiałam bardzo nagrzeszyć w swoim prawie osiemnastoletnim życiu, że Bóg postanowił zesłać na mnie pokutę w postaci życia z mężczyzną, który mnie ledwo tolerował. Jak z takiego związku mają narodzić się dzieci? Syn, który zgodnie z umową miał przejąć rodowe nazwisko?
Pieprzyć ich wszystkich.
Gdy zagarnęłam fałdy tej absurdalnie obfitej sukni, jakoś udało mi się usiąść na szerokim parapecie. Przez otwarte okno słyszałam dźwięki muzyki dobiegające z sali balowej. Niech się bawią. Niech piją. Może przy odrobinie szczęścia zapomną o mnie? Oparłam głowę o ścianę, przeklinając wbijający się w czoło diadem. Z obojętnością przesunęłam wzrokiem po niedużym pokoju z zaledwie kilkoma meblami i puchatym dywanem pokrywającym prawie całą podłogę. Okno bez firan, które dawałyby namiastkę prywatności. Uwagę zwracało spore łóżko wsparte na czterech kolumnach, zupełnie niepasujące wymiarami do tak małego pomieszczenia. Ten pokój wyglądał jak dodatkowa sypialnia głównego apartamentu i może rzeczywiście tak właśnie było? Znużona zamknęłam powieki, odcinając się od tego całego cyrku. Potrzebowałam chwili spokoju na poukładanie własnych myśli, zanim bez słowa dam się na wieczność zamknąć w małżeńskim więzieniu.
Musiałam chyba przysnąć, bo obudził mnie głośny kobiecy śmiech i towarzyszący mu męski głos. Mężczyzna właściwie mruczał ochrypłym szeptem, podczas gdy kobieta śmiała się piskliwie. Wstrząsnął mną dreszcz obrzydzenia, gdy zdałam sobie sprawę, do kogo należał ten głos. Zaskoczona rozejrzałam się, nie wiedząc, skąd dokładnie dochodziły odgłosy. Wtedy ich zauważyłam. Znajdowali się na tarasie biegnącym wzdłuż całego piętra, co znaczyło, że wyszli przez sąsiadującą z tym pokojem sypialnię. Gwałtownie podniosłam się z parapetu, aby mnie nie zauważyli. Oparta o drewnianą kolumnę łóżka obserwowałam to, co właśnie działo się na zewnątrz.
Nie powinnam być zdziwiona tym widokiem. Widziałam wyraz perfekcyjnej twarzy kobiety, gdy szłam nawą kościoła – a raczej byłam ciągnięta, ale to szczegół, którego chyba nikt nie zauważył. Uwagę gości przykuwał przede wszystkim bohater tego przedstawienia stojący przed ołtarzem w towarzystwie świadka. Jednak jej twarz – i to, co zobaczyłam w jej oczach – na chwilę zupełnie mnie zmroziła i wytrąciła z równowagi. Jeżeli liczyłam, że po tej całej szopce będę miała święty spokój z dala od tej toksycznej, niezrównoważonej emocjonalnie i psychicznie osoby, to najwyraźniej bardzo się myliłam.
Czy można aż tak nienawidzić? Wtedy myślałam, że nie, że człowiek nie może żywić tak bardzo destrukcyjnych uczuć. Choć miesiące poprzedzające ten dzień powinny były mi uświadomić, że naiwnie wierzyłam w coś tak abstrakcyjnego jak odrobina dobroci, to przekonałam się o tym dopiero dużo później. W dniu ślubu jeszcze nieśmiało tliło się we mnie przekonanie, że w końcu się uwolnię, a jej nie zabraknie odwagi – że wstanie, a potem wszem i wobec oświadczy, że to ona powinna znaleźć się na moim miejscu. Nie zrobiła tego.
A teraz patrzyłam, jak się śmieje, wsuwając zuchwałe dłonie w rozpięte spodnie mężczyzny. Przeklinałam ją za bycie takim tchórzem. Powoli uklękła, nie bacząc na drogą suknię, którą kupiła za moje pieniądze. Spoglądając w górę, wyjęła z rozporka jego męskość. Głębokie, ochrypłe mruczenie wydostające się z męskiego gardła wstrząsnęło mną, wywołując dreszcz na całym ciele.
Z trudną do określenia fascynacją obserwowałam, jak poruszając głową coraz szybciej, sprawiała mężczyźnie przyjemność ustami. Jego palce wplotły się w jej włosy i przyciągnęły głowę do bioder. Odgłos krztuszenia się, przerwany ochrypłym jękiem, wypełnił ciszę. Żałowałam, że nie zamknęłam okna, przynajmniej oszczędziłabym sobie tych wszystkich dźwięków.
Przez chwilę podziwiałam jego oświetloną blaskiem księżyca sylwetkę. Był naprawdę przystojny. Ciemne włosy miał potargane na wszystkie strony – ewidentny dowód na to, że już niejedne kobiece palce zburzyły ich początkową perfekcję. Czarna marynarka podkreślała szerokie ramiona i wąską talię, a opuszczone w tej chwili spodnie ukazywały umięśnione uda. Jednak mój wzrok najbardziej przykuwała jego twarz. Kontrast prawie czarnych włosów, ciemnego zarostu na kwadratowej szczęce i jasnoniebieskich oczu wydawał się porażający. Zimne jak lód spojrzenie, w którym były tylko pustka i obojętność. Oczy demona.
Podeszłam do drzwi. Podejrzewałam, że w chwili, gdy je otworzę, zorientują się, że ktoś obserwował ich wyczyny. Może nie ona, zbyt zaabsorbowana swoją ustną robótką, ale byłam dziwnie przekonana, że mężczyzna na balkonie doskonale zdawał sobie sprawę z otaczającego go świata i tego, co się dookoła działo. Musiałam poczekać na odpowiednią chwilę, gdy pogrążony w przyjemności na moment straci czujność. Z dłonią na klamce stałam i czekałam.
Mężczyzna zacisnął szczęki i brutalnie przytrzymał głowę kobiety w bezruchu, podczas gdy jego biodra rozpoczęły szaleńczą szarżę w jej ustach. Wbijał się nieubłaganie, nie zwracając uwagi na to, że się dławiła. Jej kunsztownie ułożone włosy rozsypały się na plecach, burząc wcześniejszą perfekcję.
Teraz. Ten moment, gdy jak samotny aktor na scenie na chwilę przymknął powieki, pogrążony w ekstazie. Wymknęłam się na korytarz niczym złodziej uciekający z miejsca przestępstwa. Nie powinnam była się tak czuć, bo przecież nie zrobiłam niczego złego. A jednak lodowaty strach spętał mnie, moje ruchy stały się powolne i niezdarne. W chwili, gdy stałam już poza sypialnią, coś kazało mi podnieść głowę. Mój wzrok napotkał niebieskie tęczówki mężczyzny.
Zobaczył mnie. Świadczyły o tym wbite we mnie demoniczne spojrzenie i grymas zaciśniętych ust. Uśmiechnęłam się z ironią i spokojnie zamknęłam drzwi. Nie rzuciłam się do szaleńczej ucieczki. Przed tym mężczyzną i tak nie znalazłoby się miejsce do ukrycia. Miał cyrograf na moją duszę, podpisany krwią.
Schodząc szerokimi schodami do sali balowej, przywołałam na twarz maskę, z którą prawie się zrosłam. Emocje w tych okolicznościach były niewskazane. Emocje to słabość, to pewna śmierć w tym świecie.
Wsunęłam się do środka. Rzeczywiście nikt nie zauważył mojej nieobecności. Może była szansa, żeby dyskretnie wyjść i po prostu się rozpłynąć? Zniknąć? Zrobiłam zaledwie dwa kroki w kierunku wyjścia, gdy silny uścisk wbitych w ramię palców zatrzymał mnie w miejscu.
Stanęłam ze spuszczoną głową, bo nagle wszyscy żywo zainteresowali się moją osobą. Och! Byłam zbyt zarozumiała. To nie ja spowodowałam ten nagły zwrot akcji, lecz mężczyzna stojący za moimi plecami i trzymający mnie w stalowym uścisku.
– Wybierasz się gdzieś?
Prawie podskoczyłam, gdy usłyszałam ten ochrypły głos i poczułam gorący oddech na szyi. Uniosłam podbródek i spojrzałam przed siebie. Nikt, a w szczególności on, nie będzie świadkiem mojej porażki. Nigdy!
Potrząsnęłam tylko głową, ponieważ słowa nie chciały mi przejść przez gardło. Kątem oka widziałam szerokie ramię zasłaniające mnie częściowo przed wzrokiem ciekawskich. Próżny trud, bo to, co mieli nadzieję zobaczyć, już zobaczyli. Wieść poszła w świat i będzie powtarzana z ust do ust przez najbliższe tygodnie, a nawet miesiące. A to, że ciągnąc mnie po schodach na górę, poniżał mnie jeszcze bardziej, dopełniało ich wyobrażenie tego, jak będzie wyglądało teraz moje życie.
Zauważyłam mężczyznę, który stał się mimowolnym świadkiem mojego upodlenia. Stał niedaleko schodów, z dłońmi schowanymi w kieszeniach spodni, i przyglądał mi się uważnie. Kolejne tego dnia lodowate spojrzenie, tym razem zielone jak szkło pustej butelki. Przeszedł mnie dreszcz. Ten mężczyzna sprawiał wrażenie, jakby przez warstwy sukni był w stanie dostrzec wszelką brzydotę oraz pokrywające ciało i duszę blizny. Odwróciłam wzrok i zacisnęłam usta. Nie miał prawa mnie oceniać! Nic o mnie nie wiedział!
Potykając się o obszerne fałdy sukni, dotarłam na piętro. Mężczyzna, który właśnie zrobił z nas widowisko na oczach dziesiątek przeszczęśliwych gapiów, praktycznie wrzucił mnie do sypialni i zatrzasnął za nami drzwi. Puścił moje ramię, jakby trzymał coś obrzydliwego. Brakowało tylko, żeby wytarł dłoń. Przeklinając, podszedł do okna i jednym szarpnięciem zaciągnął grube zasłony.
– Lubisz podglądać, jak widzę – syknął, opierając się o ścianę pomiędzy oknami.
Wzruszyłam ramionami, przenosząc wzrok na wiszący na ścianie obraz. Zachciało mi się śmiać, ponieważ przedstawiał jakieś abstrakcyjne gówno. Doskonała ironia, jeśli wziąć pod uwagę sytuację, w której się znalazłam. Jedno gówno na ścianie, drugie w sypialni. Nie miałam zamiaru tłumaczyć się z mojej wcześniejszej obecności w tym pokoju. Dokładnie tego samego oczekiwałam od niego z tej prostej przyczyny, że zupełnie mnie nie obchodziło, co robił ani z kim. Nie znałam go i nie chciałam poznać.
– Patrz na mnie, jak do ciebie mówię! – warknął, robiąc krok w moją stronę.
Westchnęłam, odwracając posłusznie wzrok.
Po raz pierwszy tak naprawdę miałam okazję zobaczyć go z bliska. Niebieskie oczy płonęły wściekłością. Zamierzał ją wyładować na mnie. Życie w mafii przyzwyczaiło mnie do takich właśnie sytuacji i dokładnie tego się spodziewałam. Przemoc w naszym świecie nie ograniczała się tylko do wrogów. Bicie żony należało do standardów w rodzinach, tak jak i bicie córek, gdy trzeba było je do czegoś zmusić. O technikach, jakie stosowano, mogłabym napisać doktorat, gdyby dali mi szansę na naukę.
Kobiety mafii nie miały nic do powiedzenia. Jak pozbawione wolnej woli marionetki podskakiwały, kiedy właściciel pociągał za sznurki. Ubierały się tak, jak odpowiadało mężom, zachowywały się tak, żeby nie przynieść im wstydu, a przede wszystkim rozkładały nogi wtedy, gdy mężom odechciało się pieprzyć dziwki i kochanki. Jeśli nie chciały, w każdej chwili mogły zostać do tego zmuszone. Byłyśmy ich własnością. Jak para kaloszy wyciągana w deszczowe dni, a w pozostałe schowana w mało widocznym miejscu.
Dziwka miała więcej swobody niż kobieta urodzona w tym świecie.
– Co? Zapomniałaś języka w gębie? Czy tak się napatrzyłaś, że odebrało ci mowę? Zazdrościsz? Chciałabyś być na jej miejscu? Chciałabyś, żebym to twoje usta zerżnął? – zakpił.
Prawie mnie zemdliło. Jak każda kobieta miałam raczej bujną wyobraźnię, ale tego nawet moja nie potrafiła przyswoić. Wreszcie zrozumiałam te wszystkie komentarze i powtarzane szeptem historie, jak ten mężczyzna odnosi się do kobiet. Słyszałam, że jest bestią w łóżku i dokładnie w taki sposób traktuje partnerki. Rżnie do krwi i tak długo, jak ma na to ochotę.
– Gdybyś mogła zajść w ciążę od obciągania, miałabyś już mojego fiuta w ustach. Trafiła mi się żona, na którą z trudem patrzę, ale będę musiał kiedyś zapłodnić – mruknął, jakby do siebie, zupełnie zapominając o tym, że stoję przed nim. Otrząsnął się po swoich słowach i pokręcił głową. – Mam zamiar przeciągać to tak długo, jak tylko możliwe, ale na pewno nie pójdę z tobą do łóżka. Rozumiesz?
Kiwnęłam głową, starając się nie okazywać żadnych emocji, a zwłaszcza ulgi. Tego bałam się najbardziej: że prędzej czy później będę musiała wypełnić swoje obowiązki względem tej rodziny, stając się inkubatorem dla męskiego nasienia. Waginą, w której on umieści swoją spermę w fizycznym akcie pozbawionym jakichkolwiek uczuć. Ja nazwałabym to gwałtem, ponieważ wiedziałam, że nigdy nie wyraziłabym na to zgody. Jednak w naszym świecie gwałt na żonie był normą. Z dziwkami się pieprzyli, żony gwałcili.
Czy sprawił mi przykrość swoimi słowami? Nie, byłam szczęśliwa, że właśnie tak o mnie myślał. Dawało mi to cholerną gwarancję, że szybciej doczekam się wizyty w gabinecie i zapłodnienia in vitro niż niechcianej obecności w mojej sypialni.
Mój plan okazał się idealny.
– Masz zostać tutaj – powiedział, podchodząc do drzwi. – Moi ludzie będą stali na zewnątrz. Każda próba opuszczenia tego pokoju spotka się z niemiłymi dla ciebie konsekwencjami. Siedź tutaj, aż przyślę po ciebie kogoś jutro rano.
Wyszedł, nawet na mnie nie patrząc. Gdyby nie słuszna obawa, że w sypialni mogą znajdować się kamery, odtańczyłabym taniec zwycięstwa i śmiałabym się z tego mężczyzny i jego ego, które przeżywało z pewnością jakąś zapaść. Miał powód, aby czuć się oszukany, przynajmniej w jego mniemaniu. Od kilku lat był najlepszą partią w całych Stanach Zjednoczonych oraz na Sycylii, a właśnie się zorientował, że poślubił wstrętną grubaskę. Jakiż to musiał być dla niego cios!
Trochę potrwało, zanim zdjęłam z siebie tę przeklętą suknię ślubną. Rzuciłam diadem w kąt, stanęłam naga pod prysznicem i przeczesałam dłonią długie, czarne jak smoła włosy. Ciepła woda przyjemnie rozluźniała napięte mięśnie i spływała czernią z moich kosmyków. Pofarbowanie ich przed tą szopką chyba spełniło swoją rolę. Ten kolor zdecydowanie nie pasował do mojej karnacji i raczej nie spodobał się samemu zainteresowanemu. Udało mi się przetrwać chyba jeden z najgorszych dni w moim życiu. Jeszcze nie chwaliłam dnia, bo do północy zostało trochę czasu i Demon z piekła rodem, a raczej z Hollywood, mógł pojawić się ponownie. Może i nie znałam tego mężczyzny, ale wiedziałam, że nie złamie danego mi słowa i będzie się trzymał z dala ode mnie i mojego łóżka. Moja w tym głowa, żeby nigdy nie zmienił zdania.
Leżąc w ciemności, słyszałam chodzących po korytarzu ochroniarzy. O północy, wraz z pierwszym wybiciem zegara zamknęłam oczy i, zaciskając palce na kołdrze, czekałam na ostatni dźwięk. Odetchnęłam, szepcząc w ciemności:
– Wszystkiego najlepszego z okazji osiemnastych urodzin, Avo.
Życzeniom towarzyszył głośny ryk mojego męża, który spędzał swoją noc poślubną w sąsiedniej sypialni, pieprząc się z moją kuzynką.
– Najgorszego na nowej drodze życia, skurwielu – dodałam.3
Santino
Teraźniejszość
Od urodzenia wiedziałem, kim kiedyś będę. Zanim zacząłem mówić, już bawiłem się plastikowymi pistoletami i rozbijałem na dywanie czarne samochody. W telewizji zamiast bajek Disneya na okrągło leciały filmy akcji czy takie klasyki jak _Ojciec chrzestny_. Siedziałem na dywanie, otoczony przez uzbrojonych po zęby ochroniarzy, którzy robili za niańki, i chłonąłem ten cudowny świat filmów. Gdybym wierzył w miłość, to śmiało mógłbym przyznać, że zakochałem się wtedy po raz pierwszy… Ale nie wierzę, więc przyjmijmy po prostu, że to była fascynacja.
W świecie, w którym przyszło mi żyć, rządziły mafijne zasady. Twarde i nie do ruszenia. Urodziłem się jako jedyny syn i spadkobierca jednej z najstarszych rodzin mafijnych w Stanach. Mój ojciec nie był już młodzieniaszkiem. Gdy przyszedłem na świat, liczył sobie prawie pięćdziesiąt dwa lata, a moja matka miała zaledwie dziewiętnaście. Zostałem _capo_ jako siedemnastolatek. Ojciec zginął, gdy pewnego dnia wychodził nad ranem z domu kochanki.
Oczywiście mogłem przejąć po nim interesy. Ale wiecie, co zrobiłem? Oddałem wszystko w ręce Daniela Rivasa, bossa amerykańskiej Cosa Nostry. Jak to mówią „na przechowanie”. Wiedziałem, że kiedy przyjdzie pora, przejmę władzę nad rodziną. Nie śpieszyło mi się jednak do tego.
Miałem zupełnie inne plany na życie. Plany, w których główną rolę odgrywał Sebastiano Rivas-Rina, spadkobierca Daniela. Dorastaliśmy razem, razem uczyliśmy się mafijnego rzemiosła i wiedzieliśmy, że kiedyś będziemy rządzić tym naszym światem.
Nie było między nami rywalizacji. Nie zakładaliśmy się, nie ciągnęliśmy zapałek, żeby ustalić pierwszeństwo. To dla nas bez znaczenia: ja, on czy wspólnie. Ważne było, żeby po wszystkim usiąść ze szklaneczką znakomitej whisky, wyłożyć nogi na stół i stwierdzić, że kolejny dzień upłynął nam dobrze.
Obserwując cały ten mafijny biznes, doszliśmy do wniosku, że nie wszystko nam się w nim podoba. Na początku były to tylko jakieś luźne, głupkowate pomysły, rzucane od niechcenia. Aż któregoś dnia stwierdziliśmy, że pewne rzeczy po prostu trzeba zmienić.
Dobre początki miał ojciec Sebastiana. Wciąż należałem do dzieciaków, gdy Danielo siłą wprowadził nowe prawa, ale doskonale zapamiętałem, jak mój stary się o to pieklił. Miał o co, bo ciągnął niezłą kasę z prostytucji, i chociaż to mój ojciec, śmiało mogę powiedzieć, że był pieprzonym pedofilem. Zaczął sypiać z moją matką, gdy ta miała zaledwie piętnaście lat, i przez lata utrzymywał swoje nieletnie kochanki.
Wyrok śmierci wydał Danielo, gdy dostarczyłem mu dowody na to, że stary dalej handluje dziećmi. Nie miałem z tego powodu wyrzutów sumienia. Prawo jest prawem, a każdy, kto je łamie, nie zasługuje na życie. Tego nauczył mnie ojciec, więc nie rozumiem, dlaczego był tak zaskoczony, gdy zobaczył mnie ze spluwą w dłoni. Już nie zdążyłem go o to zapytać.
Czasy, gdy mafia kryła się po rynsztokach i zapyziałych melinach, dawno minęły. Teraz prowadzimy interesy na legalu. Dokładnie tak, jak Danielo. Założył konsorcjum, zatrudnia tysiące pracowników, a wszystko to tylko przykrywka dla nielegalnych interesów.
Sebastiano poszedł o krok dalej. Skończył studia, założył własny biznes i już przed trzydziestką przeskoczył starego co najmniej o kilka milionów rocznie.
Tamtego dnia, gdy wspólnie postanowiliśmy zmienić nasz świat, zapadły między nami kolejne ustalenia. Skoro chcieliśmy być królami, potrzebowaliśmy mieć kontrolę nad czymś więcej niż nad kilkunastoma mafijnymi rodzinami i dochodowym biznesem.
Musieliśmy kontrolować media: stacje telewizyjne, rozgłośnie radiowe, prasę. Mieć władzę i pieczę nad wszystkim, co mogłoby zaszkodzić naszemu wizerunkowi. Mnie kusił duży ekran: blask, światła i nieskończenie wielkie możliwości. Nie łaknąłem sławy, nie pragnąłem zaszczytów, bo dla mnie familia i to, co budowaliśmy z Riną, były najważniejsze. Ukończyłem studia na kierunku reżyseria i w dwa lata zrobiłem większą karierę niż niejeden przez całe życie. I nie, nie pomogłem sobie eliminowaniem lub przekupywaniem co bardziej opornych. Kilku wciąż jeszcze żyje.
Wspaniałe lata… Piękne kobiety, które za szansę zagrania choćby najmniejszej roli obiecywały niebo, a potem faktycznie – potrafiły dokonać takiego cudu, i to niejeden raz. Kasa tak wielka, że zastanawialiśmy się, jakim cudem nikt przed nami tego nie zrobił. Kilku próbowało, niektórym coś tam się udało, ale żaden nie osiągnął tego, co my stworzyliśmy w zaledwie parę lat.
Tak jak Sebastiano, ja również musiałem nauczyć się żyć w dwóch światach jednocześnie. On dla wszystkich wierzących w Świętego Mikołaja i UFO był złotym dzieckiem, cudownym, fenomenalnym biznesmenem. Sebastianem Rivasem. Tylko nieliczni wiedzieli, kim tak naprawdę był, a nazwisko Rina znaczy więcej niż miliardy, które posiada Rivas.
Ja miałem nieco łatwiej. Wciąż pozostałem sobą, Santinem Brassim. Dla jednych reżyserem i cudownym dzieckiem Hollywood, dla innych – bezwzględnym mafiosem. Pasowały mi obydwie opinie.
Świat dookoła zmieniał się tak szybko, że nim się spostrzegłem, miałem już prawie trzydziestkę na karku, kasy więcej, niż byłem w stanie wydać, mnóstwo kobiet na skinienie ręki… i wrogów liczniejszych niż przyjaciół. Tak w zasadzie miałem tylko jednego przyjaciela.
A teraz razem z Sebastianem przejmowaliśmy władzę. Miało być inaczej. Miałem mieć kilka miesięcy na zabezpieczenie naszego terenu do dnia przekazania władzy, a nagle walnął piorun i dostałem zaledwie miesiąc. To nie tak, że nie uda mi się ogarnąć tematu, ale lubię mieć całkowitą kontrolę, a zamieszanie, jakie Rina spowodował swoją decyzją, rozwaliło wszystko.
Ledwo starczało mi czasu na sprawy związane z klubami, a jeszcze musiałem wspierać Sebastiana i ustalać nowe warunki sojuszy z naszymi sprzymierzeńcami: MacKenną, przywódcą Irlandczyków, i Gloomem, prezesem Shadow Riders MC. W czym rzecz? Wiadomo, że jak coś się sypie, to zawsze siedzi w tym _pakhan_, a raczej nowy szef Bratvy, który w ramach inicjacji postanowił wkurwić nie tych ludzi, co powinien.
Właśnie dzisiaj na polecenie Riny organizowałem spotkanie w Blue Hell, jednym z naszych burdeli. Musiałem zadbać o dobrą i przyjazną atmosferę do omawiania interesów. Alkohol jak zwykle ten sam. Rzadko sięgamy po czystą czy też inne wynalazki, preferujemy sprawdzoną moc i smak Macallana.
Spojrzałem przez szybę na salę i rozważałem, które dziewczyny umilą nam spotkanie. Problem w tym, że MacKenna i jego zastępca, Evans, już od kilku dni bawili się w naszych klubach i poznawali w sensie biblijnym pracujące dla nas dziewczyny. Wybór zaczynał robić się ograniczony.
Zerknąłem za siebie, na stojącego przy drzwiach mężczyznę.
– Umberto, zdejmij te dwie z baru. Będą dzisiaj na górze. – Wskazałem na blondynki trzęsące biustem przed twarzami siedzących przy barze gości.
– A kogo mam postawić za barem, szefie? Sam widzisz, że jak na wtorek, jest duży ruch. Jak nie chce szef tracić kasy na darmowe drinki w ramach rekompensaty za długie oczekiwanie, to muszę mieć dwie na zastępstwo.
– Weź te dwie nowe – rzuciłem bez zastanowienia.
– Irlandki?
– Nie, te z Reno. Widziałem ich zdjęcia. Te dziewczyny nie są złe, choć lepsze mamy na sali. Naprawdę będę miał duży problem, żeby umieścić je w takim miejscu, aby odrobiły dług tatusia. Ta młodsza jest niezła, ale starsza…
Takie jak ona można było spotkać w każdym podrzędnym barze. Pospolita twarz, coś wyzywającego w oczach i wydęte w grymasie usta. Panienka na szybkie rżnięcie w klubowym kiblu. U nas pracowały takie, które potrafiły zachwycić, a faceci wracali po więcej. Nikt nie zapłaci za coś, co może dostać za darmo.
– Może chociaż są dobre w czymś innym? – zasugerował.
Pokręciłem głową.
– Nie wiem, nie widziałem ich osobiście – wyznałem, wzruszając ramionami. – Sam widzisz, co się teraz dzieje. Do wyjazdu Oryginałów dziewczyny pracują za barem. Może i mniej zarobią, ale będą bezpieczne.
– Jasne, szefie. Zaraz sprowadzę nowe i przyprowadzę pozostałe na górę.
Pewnie Rina będzie na mnie wściekły za tę małą dziwkę, którą wybrałem dla motocyklistów, a którą on ostatniej nocy prawdopodobnie przeleciał w swoim apartamencie. Nigdy wcześniej tego nie zrobił i był przez to na mnie wkurwiony. Jednak potrzebowałem dla naszych gości dobrych dziewczyn, a ta aż rwie się do pracy. Wróżę jej karierę, o ile po spłaceniu długu będzie chciała dalej robić w seksbiznesie.
Ostatni raz się upewniłem, czy wszystko jest na miejscu, i choć miałem ochotę przelecieć na odstresowanie jedną czy dwie dupeczki, grzecznie ruszyłem do baru. Musiałem czekać, aż Rina raczy przywlec swój tyłek na miejsce. Przysłał mi właśnie SMS-a, że jest w drodze.
_Dawaj, bo cipki czekają_ – odpisałem, uśmiechając się pod nosem.
Uniosłem szklankę i od razu pojawiła się pomocna dłoń, która uzupełniła szkło rudą. Od niechcenia sprawdzałem, co słychać w wytwórniach i u pracujących dla nas reżyserów. Byłem ciekawy, czy wieść o przyjeździe Oryginałów krąży już po Los Angeles, czy dalej pozostaje tajemnicą.
W końcu Sebastiano się pojawił i atmosfera w klubie od razu się zmieniła. Śliczne oczęta przeskakiwały ze mnie na niego, dając znać, że ich właścicielki są bardziej niż chętne na bliższą znajomość. Zanim Rina dotarł do baru, kiwnąłem do barmanki. Odwróciła się do mnie bokiem, gdy nalewała whisky na trzy palce do dwóch niskich szklaneczek.
Zadziwiające… To ta nowa, którą kazałem Umbertowi postawić za barem. Przez chwilę obserwowałem, jak się porusza, i musiałem przyznać, że dziewczyna zupełnie dobrze sobie radziła. Może i nie dorównywała urodą swojej siostrze, ale ewidentnie miała coś w sobie. Poprawiłem fiuta w spodniach, zastanawiając się, dlaczego stoi jak pieprzony maszt. Nie słuchajcie Riny, bo to nieprawda, że mój kutas jest twardy dwadzieścia cztery godziny na dobę. Kiedyś muszę też wypoczywać, a sikanie z twardą fujarą nie należy do przyjemności.
– Czujesz to? – odezwałem się, gdy Sebastiano stanął przede mną.
Jak zwykle w swoich ulubionych czarnych kolorach, jakby sam fakt, że jego dusza ma kolor smoły, nie wystarczał. Podałem mu drinka. Zaśmiałem się na widok jego rozanielonej miny, która mówiła, że nie ma nic lepszego niż pierwszorzędna whisky.
– Chyba że smak pierwszorzędnej cipki… – powiedziałem głośno nasz wspólny żarcik.
_Razem pijemy, razem pieprzymy panienki i razem rozjebiemy ruską swołocz._