Hijo de la Luna - ebook
On zawsze wychodzi cało z opresji. Jej serca nie zdobył jeszcze nikt. Felix Carter, gwiazda dziennikarstwa śledczego, ma nosa do ukrytych historii, ciętą ripostę na każdą okazję i przezwisko „Szczęściarz", które jeszcze nigdy go nie zawiodło. Trafia na trop sprawy, od której włosy jeżą się na głowie — i na propozycję wywiadu z człowiekiem, którym gardzi. Poppy Saint, doktor matematyki z głową pełną pomysłów, prowadzi badania nad „wzorem przywiązania" w społecznościach na całym świecie. Błyskotliwa, zamożna, rozchwytywana — najjaśniej błyszczy wtedy, gdy chce coś ukryć. Żadne nie planuje się zakochać — i żadne nie wie, że zegar już tyka. A ktoś cierpliwy i pamiętliwy właśnie uznał, że nadszedł czas zemsty… Kiedy oddasz komuś serce, miłość staje się silniejsza niż śmierć. Los właśnie postanowił to sprawdzić. Powieść jest przeznaczona dla dorosłych czytelników.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788398098106 |
| Rozmiar pliku: | 1 017 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Poppy
Szczęściarz Carter trafił na bankiet, na którym na pewno nie chciał mnie spotkać.
Dobrze wyglądał. Lepiej niż siedem lat temu, chociaż już wtedy bez skrupułów go okłamałam i zaciągnęłam do mieszkania mojej matki. Dzisiaj Felix Carter był naprawdę znany i pisał o najbardziej kontrowersyjnych sprawach. Ale raz na jakiś czas wrzucał relacje z zawodów wędkarskich. Pasjonował się tym.
Jedyna pozbawiona seksu rzecz w tym facecie. Łowienie ryb, no naprawdę. Nawet jeżeli twierdził, że chodzi o kontakt z przyrodą i czas na przemyślenie różnych spraw w samotności.
Złapałam go za ramię i powiedziałam:
– Cześć, Wędkarz.
Odwrócił się i zaczął szukać w pamięci mojej twarzy. Rozpoznał mnie, ale nie wiedział, skąd. Spojrzał na plakietkę z nazwiskiem, obrzucił wzrokiem salę i w końcu wycisnął z siebie:
– Szczęściarz… Felix Carter.
Podaliśmy sobie ręce, a on dalej przeszukiwał bazę danych w swojej głowie. Musiało tam być sporo informacji o wielu różnych osobach. Pisał nie tylko dobrze, ale też dużo.
– Ale dobrze skojarzyłam „Wędkarza”?
Zignorował to. Jeszcze raz spojrzał na nazwisko na plakietce.
– Doktor Gwendolyn Saint – powtórzył. – Czy powinniśmy się znać?
– Tak. Złamałeś przeze mnie prawo.
Zerknął w mój dekolt i od razu przypomniał sobie, gdzie spotkaliśmy się pierwszy raz. W chwili, kiedy odzyskał kontrolę poznawczą nad sytuacją, powróciło także panowanie nad sobą.
– Proszę pokazać mi widok z okna, doktor Saint.
– Z przyjemnością.
Nie ruszyłam się z miejsca. Podszedł do nas kelner z tacą i Felix Carter podał mi kieliszek z alkoholem, który odstawiłam.
– Nie piję przed wystąpieniami publicznymi – wyjaśniłam. – Ale potem możemy iść do baru.
– W żadnym wypadku.
– Dzisiaj jestem już pełnoletnia.
Szczęściarz złapał mnie za łokieć i poprowadził w stronę wielkiego wykuszu z oknem wychodzącym na park uczelni. Trawniki i drzewka zostały przycięte w figury geometryczne, obecnie – zaśnieżone.
– Poppy, prawda? – Pochylił się do mojego ucha.
– Gwendolyn Saint. Poppy tylko dla najbliższej rodziny. Ale jeżeli z kimś się prześpię, to też.
Jego problem z samokontrolą zaczynał być widoczny. Poruszył ramionami i poprawił kołnierzyk koszuli. Miał posturę zwalistego niedźwiedzia i to był zdecydowanie mój typ. Poza tym Szczęściarz wyglądał tak, jakby zszedł z planu filmu o niezależnym dziennikarzu, który właśnie opublikował artykuł niszczący prezydenta.
Zerknęłam na salę, podchwyciłam zainteresowane spojrzenie matki. Dyskretnie postukała palcem w zegarek, a potem z uśmiechem odwróciła się do grupy swoich doktorantów.
– Spotkałem cię w barze, piłaś alkohol i zamawiałaś kolejne drinki bez żadnego problemu – powiedział Szczęściarz nieprzyjemnym tonem. – Skąd miałem wiedzieć, że jesteś za młoda?
– Mam na ciebie haka. Jakby to wpłynęło na twój wizerunek?
Szczęściarz Carter był szczególnie cięty na przemoc seksualną i jej sprawców. Niszczył ich w swoich artykułach i szukał takich tematów.
– Nie zrobisz tego – odparł spokojnie i oboje wiedzieliśmy, że to prawda.
– Byłeś moim najgorszym kochankiem – rzuciłam. – Która godzina? Zostaniesz, żeby posłuchać mojego wykładu?
– Byłaś dziewicą. Nie miałaś mnie z kim porównać – syknął mi do ucha.
– Porównałam cię z późniejszymi.
– Dlaczego to w ogóle zrobiłaś? – zapytał.
– Założyłam się z siostrą, że stracę dziewictwo z kimś nieprzeciętnym. Zrobiłyśmy losy i padło na ciebie.
Szczęściarz przesunął ręką po czole.
– Wiedziałem, że nie powinienem tu przychodzić.
– Wtedy byłeś zabawniejszy, Wędkarz – oświadczyłam.
Zaczęłam przepychać się w stronę sceny, a Carter szedł obok.
– Będziesz dawała wykład w gorsecie? – zapytał, oboje uśmiechaliśmy się do mijanych ludzi.
Stanęłam, założyłam czarną marynarkę, którą do tej pory trzymałam przewieszoną przez ramię. Zapięłam ją. Dekolt nadal był spory, ale nie było widać gołych pleców.
– Po bankiecie idę na łowy, Szczęściarz. Ale nie muszę. Dam ci szansę na poprawę. Możemy iść na miasto, a potem prosto do ciebie.
Szczęściarz podniósł wzrok. Poczułam zapach kobiecych perfum.
– Dobry wieczór, profesor Saint – powiedział grzecznie.
– Poppy, zapraszam. Nie chcę opóźnienia – powiedziała moja matka i przywitała się ze Szczęściarzem. Dziennikarzem, który miał życzliwie i profesjonalnie opisać bankiet.
Nie miała świadomości, że podaje dłoń facetowi, który pozbawił cnoty jedną z jej córek. Pogodnie pytała Szczęściarza, gdzie jest fotoreporter, a on przywołał ruchem ręki śmiesznego, rudego gościa w czapce z aparatem. Fotograf zrobił nam zdjęcie: matce, Szczęściarzowi i mnie. Na kolejnych byłam już tylko ja i Felix Carter.
Profesor Saint właśnie zapowiadała mój gościnny wykład.
Puściłam oko do Szczęściarza, szybko przeszłam kilkanaście kroków i wbiegłam na schodki, żeby widzieć salę przed sobą. Nachyliłam się do mikrofonu i powiedziałam:
– Dobry wieczór. Jestem niezwykle dumna, że profesor Saint zaprosiła mnie tutaj, chociaż nie kontynuuję jej ścieżki i nie zajmuję się medycyną. Dziękuję ci, mamo. Chcę państwu powiedzieć coś ciekawego na temat pewnego wzoru. Wzoru przywiązania.2
Szczęściarz
Poppy Saint dawała wykład i szło jej naprawdę dobrze. Świetnie też wyglądała. Phil z redakcji robił zdjęcia i miałem przekonanie, że sporo cyknie dla siebie, zwłaszcza z okolic między jej szyją a klapami obcisłego żakietu.
A ja słuchałem, żeby napisać artykuł, na który zamierzałem poświęcić kwadrans albo maksymalnie dwa. Innym słuchaczom wykład Poppy po prostu się podobał. Mówiła konkretnie i błyskotliwie zarazem.
Badania Gwendolyn Saint dotyczyły wzoru przywiązania na całym świecie. Było jasne, że dla medyków jest to pop-nauka, której w innym czasie nie potraktowaliby poważnie, ale zbliżały się święta Bożego Narodzenia i wszyscy czuli to magiczne ciepełko w sercach.
Zapewne dlatego matka Poppy zdecydowała się ją zaprosić na gościnny wykład. To pokazywało przywiązanie do zdolnej córki i nikt nie miał jej tego za złe tuż przed świętami. Poppy na pewno korzystała z pozycji profesor Saint, ale kto by tego nie robił na jej miejscu?
Poczułem klepnięcie w ramię. Lawrence jakiś tam.
– Szczęściarz, uważaj – powiedział półgłosem. Zrobiliśmy dwa kroki w bok, żeby nie przeszkadzać innym. – Trafiłeś w sieci Modliszki Saint.
Zmarszczyłem brwi i poprawiłem okulary.
– Modliszki?
– Słynie z tego. Z każdym śpi tylko raz, ale za to trudno ten raz zapomnieć. – Lawrence nie spuszczał wzroku z Poppy. – Ma swoje zasady.
– Jakie zasady?
– Dowiesz się bezpośrednio. Nie chcę psuć ci zabawy. – Lawrence dołączył do oklasków, ja też.
Gdy Poppy zaczęła schodzić z podwyższenia, a w tle rozległo się strojenie instrumentów smyczkowych, przytrzymałem go za ramię i zapytałem:
– Rozumiem, że ty już w tej sieci byłeś?
Wkurzał mnie taki scenariusz, bo ona była naprawdę olśniewająca, a Lawrence, no cóż… bynajmniej nie.
– Jedna z zasad dotyczy całkowitej poufności. – Znów klepnął mnie w ramię. W najwyższym stopniu irytujące. – Powodzenia. Ona tu idzie. Nie będziesz żałował, tak czy inaczej.
Poppy Saint szła w moim kierunku z drinkiem w ręku. Jej piersi celowały prosto w mój gadzi mózg. Odebrałem jej kieliszek i wypiłem jednym haustem.
– Opanuj się, Szczęściarz – powiedziała rozbawiona.
Pewnie była świadoma, jak dobrze furia koresponduje z seksem. W końcu badała ludzkie zachowania.
– Przynieś mi drugi – poleciła i wskazała jednego z kelnerów. – Z tamtej tacy. Piję tylko bezalkoholowe.
Właśnie miałem skomentować brak procentów, ale przypomniałem sobie, że prowadzę i jest mi to zdecydowanie na rękę. Przyniosłem dla nas drinki. Muzycy nadal rozkładali nuty i szykowali swoje instrumenty. Czekaliśmy na koncert na żywo.
– Będą grać _Danse Macabre_ Camille'a Saint-Saënsa – poinformowała doktor Gwendolyn Saint.
Popijała małymi łykami. Rzuciła na mnie spojrzenie zza okularów.
– Przeliterować ci? – zapytała złośliwie.
– Pieprz się, Poppy – odpowiedziałem.
– Romantyzm w muzyce – dodała.
– Zgaduję, że to twój pomysł.
– Tak. Matka chciała coś oryginalnego – oświadczyła.
– A ty jej powiedziałaś, że ludzie w Boże Narodzenie chcą słuchać „Tańca Szkieletów”.
Poppy spojrzała na mnie z uznaniem.
– Jednak to znasz. Myślałam, że…
Nie spodziewała się po mnie znajomości muzyki klasycznej.
Nachyliłem się i powąchałem jej krótkie jasne włosy.
– Kurwa, Poppy. Schowaj te swoje pańskie maniery.
– Okej, okej. Nie chciałam cię dotknąć.
Niezależnie od tego, że muzyka pasowała do świąt jak pięść do nosa, było to świetne wykonanie.
– Wiesz, co to za instrumenty? – zapytała szeptem. Znowu się czepiała.
– Też uważam, że ksylofon świetnie oddaje stukanie kości. Zamknij się, bo przeszkadzasz – szepnąłem.
Widziałem, że Lawrence odnalazł nas wzrokiem. Uśmiechał się ukradkiem.
Kiedyś pisałem artykuł z jego dziedziny i był moim konsultantem. Uważał się za najmądrzejszego, a był zwykłym imbecylem; teraz w dodatku dawał mi do zrozumienia, że widzi, jak wchodzę w sieci „Modliszki Saint”.
Więc zrobiłem coś, co pokazywało mój sposób działania. Szepnąłem Poppy, że ma świetne kolczyki i przejechałem ustami po brzeżku jej ucha. Podrapała się w to miejsce, poprawiła też kolczyk. Potem odsunęła się ode mnie.
– Jestem tu służbowo i ty zdaje się też – powiedziała i aż zagryzła wargę z uciechy.
_Danse Macabre_ trwał jeszcze około dziesięciu minut, wykonanie było do końca spektakularne, a kości szkieletów klekotały jak opętane. Poppy przesuwała dwoma palcami po nóżce kieliszka. Miałem ochotę przycisnąć ją do ściany i zerżnąć przy ludziach.
Kiedy znowu rozległy się oklaski, objęła mnie na sekundę i wsadziła coś do tylnej kieszeni spodni.
– Masz ostatnią szansę – szepnęła. – Potem bramka się zamyka.3
Poppy
Szczęściarz pojawił się przy mnie w chwili, kiedy wszyscy wychodzili z bankietu. Ludzie szukali swoich płaszczy i umawiali się na kontynuację wieczoru, a matka próbowała mnie zabrać na drinka z kilkoma ważnymi przyjaciółmi.
– Mam już plany, mamo. – Nie traciłam nadziei, że uda mi się dziś złowić na wędkę Szczęściarza.
Właśnie wtedy stanął za mną i poczułam, że wsuwa mi coś do kieszeni płaszcza. Byłam gotowa się założyć, że to karteczka z numerem telefonu, którą dałam mu niecałą godzinę wcześniej. Trzymałam rękę w tej samej kieszeni i złapałam go za palec. Wbiłam w niego paznokcie, a Felix uwolnił rękę i szczypnął mnie w biodro. Na szczęście nikt tego nie zauważył.
Matka spojrzała na nas. Jeszcze raz przyjrzała się Szczęściarzowi. On był także w jej typie, ale wiedziałam, że idzie na tego drinka ze swoim ostatnim facetem. Utrzymywali ten związek w dyskrecji.
Pomachałam do matki i jej znajomych, wzięłam Felixa pod rękę i pociągnęłam go za sobą do wyjścia.
Na schodach poczułam zawrót głowy i zwolniłam kroku, łapiąc się poręczy. Udawałam sama przed sobą, że to z powodu wysokich obcasów.
– Poppy, nie spisałem tego numeru – mruknął Szczęściarz.
– Trzeba było wyrzucić karteczkę. Po co mi ją oddałeś?
– Skąd wiedziałaś, że muszę wziąć ten bankiet zamiast kolegi z redakcji? – drążył niezadowolony. – Nie zajmuję się takimi pierdołami. Twoja matka jest wpływowa jak jasna cholera, a jego żona pojechała na porodówkę. Tylko dlatego tu przyszedłem.
– Dlaczego uważasz, że to był jakiś plan? – dziwiłam się dalej.
– Masz przygotowane takie karteczki ze swoim telefonem na wszelki wypadek? Rozdajesz je, komu popadnie? – zapytał.
Zatrzymałam się, znów ściskając poręcz. Byłoby łatwiej, gdyby Szczęściarz pomógł mi zejść, ale nie chciałam wprost go o to prosić.
– Felix, czy ty masz problem z samooceną?
– Nie.
Wyszliśmy prosto na mroźną alejkę kampusu.
– Zapnij się, Poppy, bo cycki ci zmarzną.
Jego zachowanie było dla mnie całkowicie czytelne.
Zapięłam płaszcz. Szliśmy w odległości dwóch kroków od siebie, ale ten dystans tylko podkręcał napięcie. On wiedział, że nie będzie w stanie mi się oprzeć i był zły na siebie.
– Nie daj się namawiać, Szczęściarz. Są święta, będzie miło – powiedziałam, kiedy otwierał swój samochód.
Udawał, że nie rozumie.
– Proponuję ci moje towarzystwo – powtórzyłam.
– Jak tu dotarłaś? – zagadnął, otwierając przede mną przednie drzwi.
– Zabrałam się z moją matką.
– Ona nie ma nic przeciwko temu, co robisz? – Wpuścił mnie do środka, obszedł samochód i bez pośpiechu ruszył.
Przekroczyliśmy bramę kampusu.
Przez kilka minut zbierałam myśli, a on włączył radio. Leciała piosenka _White Christmas_.
– Matka nie ma nic przeciwko, żebym korzystała z życia tak, jak mi się podoba. Co oznacza także korzystanie z mężczyzn.
– Nie wierzę. – Szczęściarz prawie puścił kierownicę, ale to był tylko teatralny gest.
– Moja matka ma na imię Geneviève. Wiesz, kim była święta Genowefa z Paryża? – zapytałam pozornie nie na temat.
– Jesteś tak przemądrzała, że trudno cię znieść, Gwendolyn – skomentował z niesmakiem.
Zaparkował przed barem „Louis’ Stories”. W środku na pewno panował gwar przeszkadzający w poważnej rozmowie. Zresztą nawet nie było oczywiste, czy znajdziemy miejsce. Wszyscy chcieli się zanurzyć w świąteczną atmosferę, spotykać z przyjaciółmi, pić i podsumowywać ten rok, a także robić plan na przyszły.
– Święta Geneviève jest patronką dziewic – wyjaśniłam. – Matka przez całe życie próbuje pozbyć się tego ciężaru. Przebiera w mężczyznach. Biorę przykład z niej.
– I na pewno chciałaby, żebyś opowiadała o tym jakiemuś dziennikarzowi? – spytał zdegustowany. – Jest ważną osobą, macie kupę kasy, ona prowadzi badania dotyczące raka, dlaczego jej to robisz, Poppy?
Pokręciłam głową. Ten sam mentorski ton, co siedem lat temu. I w dodatku stanął po stronie matki. Zirytował mnie, ale pohamowałam emocje. Podobnie jak on, nie chciałam się odsłaniać.
– Miała pięciu mężów – powiedziałam spokojnie. – Poza tym uważa, że ma te same prawa co mężczyzna. Tak wychowała mnie i moją siostrę.
Szczęściarz westchnął.
– Wysiądź, Poppy. Przywiozłem cię do baru. Możesz ruszać na swoje łowy – oświadczył.
– Za chwilę – powiedziałam.
Mój głos się lekko załamał. Zdjęłam okulary i położyłam głowę na oparciu. Zamknęłam oczy.
– Przepraszam – powiedział nagle.
Machnęłam ręką.
– Jesteś atrakcyjna i fajnie podchodzisz do poderwania faceta. Bez kompleksów i bezpośrednio. Nie oceniam tego w gruncie rzeczy – dodał Szczęściarz. O dziwo, był nieco speszony.
Zrobiłam kilka ćwiczeń oddechowych i jednocześnie sięgnęłam do klamki.
– Dobrze się czujesz? – zatroszczył się.
Spojrzałam na niego, z powrotem opanowana. Wystarczyło pchnąć drzwi auta i wyjść. Tak powinnam zrobić.
– W porządku. Stresują mnie wystąpienia publiczne – przyznałam się. – Dopiero teraz puszcza mi napięcie.
– Nie było widać. Świetnie ci poszło – zdziwił się Szczęściarz.
Nachylił się i zamknął te drzwi, a potem odpalił silnik i włączył się do ruchu.
– Kim była święta Gwendolina? – zapytał.
Uśmiechnęłam się, doceniając jego wysiłki.
– Szybko została wdową, zbudowała kościół w Walii i zginęła męczeńską śmiercią z rąk pogan. Moje imię oznacza „błogosławiony pierścień”. W liceum uczyłam się łaciny, greki, muzykologii i religioznawstwa.
Stanęliśmy na czerwonym świetle.
Felix spojrzał na mnie. Poprawił okulary.
– Poppy, jesteś ostatnią kobietą, którą chciałbym świadomie poderwać – zaczął poważnie. – Nie znoszę takich ludzi. Nie bierz tego osobiście, ale urodziłaś się po to, żeby osiągnąć sukces, bo masz bogatą matkę, która jest naukowcem, a ja się wychowałem na ulicy i moja matka sprzątała biura. Powtarzałem klasę i pewnie poszedłbym na dno, gdyby nie to, że jeden z nauczycieli w mojej szkole dał mi szansę.
– Nie masz żadnego powodu, żebyś czuł się gorszy. Dużo dokonałeś, Felix. Nie każdy to potrafi.
Znowu ruszyliśmy.
Carter jechał ulicą oświetloną ozdobami świątecznymi, tak jaskrawymi, że po prostu wypalały mózg, a w radiu śpiewał teraz Paul McCartney. Także on nagrał piosenkę o Bożym Narodzeniu. _Wonderful Christmastime._
Szczęściarz mówił spokojnym głosem i trzymał mnie za lewą rękę, z wyjątkiem sytuacji, kiedy musiał zmienić pas. To było bardzo miłe. Tym bardziej, że wcale tego nie ustaliliśmy, zrobił to spontanicznie.
– Muszę zweryfikować fakty sprzed siedmiu lat, Poppy. Inaczej nie potrafię myśleć o czymkolwiek.
– Proszę bardzo. – Wzruszyłam ramionami.
– Podeszłaś do mnie w barze. Wypiliśmy morze drinków i zaprosiłaś mnie do łóżka. Najpierw rozpaliłaś mnie do białości. W ostatniej chwili powiedziałaś, że jesteś dziewicą, a ja byłem pijany i nie dałem rady się zatrzymać, chociaż bardzo się starałem być delikatny wobec tego nagłego zwrotu akcji. Czuję się z tym źle do dzisiaj, Poppy.
– Było w porządku. Kłamałam. Nie byłeś moim najgorszym kochankiem – odparłam.
– Nie przerywaj. Potem poszedłem do twojej łazienki, żeby wyrzucić gumkę, chociaż proponowałem, żebyś to ty poszła się umyć, ale powiedziałaś, że musisz przez chwilę dojść do siebie. Chciałem wrócić i cię przytulić. Ale w twojej łazience obok kosmetyków dla nastolatek wisiał szkolny mundurek.
Zatrzymał się przed ceglanym budynkiem. Miał sześć pięter. Policzyłam to odruchowo.
– Po namyśle stwierdzam, że nie mogę się teraz z tobą przespać – powiedział.
– Skoro tak uważasz – rzuciłam niedbale i założyłam nogę na nogę, a Szczęściarz rzucił okiem w tym kierunku.
Potem nachylił się, przyciągnął mnie do siebie na tyle, na ile pozwalał mój zapięty pas bezpieczeństwa. Zdjął mi okulary i pocałował prosto w usta.
Subtelnie i bardzo wprawnie, tak jak należy to zrobić w samochodzie, żeby zachęcić dziewczynę do wejścia na górę.
– Nauczyłaś się lepiej całować – szepnął, patrząc na moje wargi i uwalniając mnie z tego pasa.
Teraz ja go pocałowałam. Kłamał zresztą. Już siedem lat temu całowałam się bardzo dobrze. Miałam spore doświadczenie w różnych pieszczotach, bo szybko zaczęłam. Byłam dziewicą, kiedy się z nim przespałam, ale to była tylko kwestia tej magicznej błony, która naznacza dziewczyny idiotyczną powinnością.
Wysiedliśmy z samochodu, Carter objął mnie, włożyłam znowu okulary i weszliśmy do budynku. W windzie powiedział:
– Nie powinnaś tego w ogóle chcieć, Poppy. Podobno z każdym facetem uprawiasz seks tylko raz.
Zaśmiałam się.
– Tamto się nie liczy. Nie wiedziałeś nawet, jak się nazywam ani że mam szesnaście lat.
– Słucham?
Nie zapytał wtedy o szczegóły. Zobaczył mundurek z mojego prywatnego liceum i natychmiast wyszedł, zaszokowany swoim odkryciem. Teraz winda stanęła na piątym piętrze, a on znowu nacisnął guzik „zero”.
– Nie mogę tego z tobą dzisiaj zrobić, Poppy.
– Jesteś zabawny.
Winda zatrzymała się na parterze, więc chciałam z niej wysiąść, ale Felix wciągnął mnie do środka. Włożył nogę w drzwi.
– Winda w psychoanalizie jest symbolem stosunku seksualnego – oświadczyłam.
Carter trzymał się za czoło i wyglądał tak, jakby miał zaraz eksplodować.
– Miałaś szesnaście lat? Na litość boską, dlaczego nie mogę cofnąć czasu? Złamałem prawo, Poppy.
To była naprawdę pocieszna scena.
– Przecież właśnie to powiedziałam ci dzisiaj. Myślałeś, że żartuję?
Szczęściarz podniósł głowę i patrzył na mnie. Miał tę samą pełną grozy minę, co wtedy.
– Dlaczego w barze wziąłem cię za co najmniej dziewiętnastolatkę?
– Zawsze miałam duży biust – podpowiedziałam.
Natychmiast zaczął się gapić na moje piersi.
– Teraz masz mniejszy – zauważył rzeczowym tonem.
Przygryzłam dolną wargę, żeby się nie zaśmiać. Tak, to był fakt. Zeszczuplałam od tamtej pory.
– Jesteś bardzo zgrabna, Poppy, to znaczy, zawsze byłaś – dodał szybko. – Twoje piersi są… nadal spektakularne. Wyglądasz jak… Pięknie.
– Dziękuję, Felixie – odparłam.
Pozwolił windzie pojechać do góry, bo chyba ściągał nas jakiś sąsiad. Wysiedliśmy i na korytarzu minęliśmy się z człowiekiem, który trzymał psa na smyczy.
Stanęłam przy ścianie, Felix stanął naprzeciwko.
– Popełniłem błąd siedem lat temu i teraz widzę, jak duży – oznajmił.
Zmrużyłam oczy.
– Wyszedłeś bez słowa po tym, jak się ze mną przespałeś.
– Wyrzuciłaś na ulicę zakrwawione prześcieradło.
Staliśmy, nie dotykając się w ogóle. Skakały między nami iskierki wkurzenia i pożądania naraz.
– Jakim cudem w wieku dwudziestu trzech lat masz już doktorat? – spytał z pretensją Szczęściarz.
– Zawsze miałam fotograficzną pamięć i talent matematyczny – odparłam zgodnie z prawdą.
– Robisz jakieś badania...
Zignorowałam słowo „jakieś”.
– Doktorat zrobiłam z matematyki. Psychologia jest za łatwa, żeby tracić na nią czas, chociaż jest interesująca. Traktuję ją jako uzupełnienie.
W oczach Felixa mignęło uznanie. Zobaczyłam je też wcześniej – wtedy, kiedy słuchał mojego wystąpienia. Mówiłam, w sumie, do niego.
– Opowiesz mi o wzorze przywiązania z matematycznego punktu widzenia? – spytał, nie spuszczając ze mnie swojego uważnego spojrzenia zza okularów.
– Nie. Trzeba było notować podczas mojego wystąpienia.
Szczęściarz stęknął z niezadowoleniem. Otworzył drzwi swojego mieszkania. Wziął mnie za rękę i wpuścił przed sobą.
– Poppy – powiedział. – Kurwa. To będzie błąd, ale wygrałaś.4
Szczęściarz
Poppy Saint po latach.
Hipnotyzujące spojrzenie – oznaka jej inteligencji. I pewności siebie. Wciąż świetne cycki i boska figura, bardzo wiotka, bardzo arystokratyczna. Nie znajdowałem lepszego określenia.
Budziła moje dawno uśpione kompleksy. Absurdalne.
Siedem lat temu w barze powiedziała, że piszę doskonałe artykuły. Podała pięć przykładów i stwierdziła, że jestem skazany na wielką sławę. Była wybitnie atrakcyjną, przemądrzałą dziewczyną, która zaczepiała mnie obcasem i zamawiała alkohol, chociaż ja chciałem jej go postawić. Miała zdecydowany, chociaż gustowny makijaż. Kocie kreski i błyszczyk. Wyglądała na… na starszą.
Nie znajdowałem dla siebie żadnego usprawiedliwienia. Nie szkodzi, że to ona zaciągnęła mnie do domu. Prawda była taka, że byłem podpity. Z nią upiłem się jeszcze bardziej. Poszliśmy do łóżka, bo wyszeptała mi do ucha, że tego chce. Ściągnąłem ją z tego stołka w barze w ciągu minuty i po kwadransie staliśmy pod jej domem, a po kolejnych piętnastu minutach znajdowałem się głęboko w niej.
Widok mundurka z wyhaftowaną nazwą prestiżowego liceum natychmiast mnie otrzeźwił.
Ubierając się w jej sypialni, kiedy ona z kolei zniknęła w łazience, żeby zmyć krew, miałem jasność, że to była głównie moja wina. Nie zapytałem jej ani razu, ile ma lat. Kiedy powiedziała, że to będzie jej pierwszy raz z mężczyzną, również tego nie zrobiłem.
Gdy wyszedłem, Poppy wyrzuciła na ulicę prześcieradło z plamą krwi. Miałem ten widok przed oczami do tej pory. Biała płachta powoli opadająca na chodnik. Symbol złamania moich zasad i zabrania jej niewinności.
A teraz miała siedem lat więcej, wybitne osiągnięcia naukowe – i wepchnęła mi się do domu. Zdjąłem z niej płaszcz i rzuciłem na podłogę, obok wylądowała moja kurtka.
Pocałowałem ją przy ścianie. Poppy wcisnęła kolano między moje uda i podjechała od razu do góry. Zepchnąłem jej nogę.
– Kurwa, Poppy. Daj mi trochę pola manewru – warknąłem.
– Zasada numer dwa jest taka, że ja rządzę, Szczęściarz. Ja i tylko ja.
Kiepsko się czułem jako jej kolejny podbój, ale nie chciałem dać tego po sobie poznać.
Pocałowałem ją bez ostrzeżenia. Poppy jęknęła z przyjemności. Złapałem ją za ręce i przyblokowałem jej biodra przy ścianie.
– Nie. Mam inne zasady i nie zgadzam się na twoje – oświadczyłem.
– Jakie ty masz? – zainteresowała się Poppy.
– Dominacja jest na zmianę. Partnerstwo. Szanuję kobiety, chociaż nie popisałem się wtedy przed tobą, ale to był ostatni raz – powiedziałem zgodnie z prawdą.
Teraz ona mnie pocałowała. Poza tym ani drgnęła, bo nie miała jak się ruszyć. Jednak byłem dość ciężki, a ona szczupła i ciągle niższa pomimo wysokich szpilek.
– Odsuń się trochę – powiedziała z trudem.
– Nie życzę sobie kopania po jądrach – uprzedziłem.
Kiwnęła głową. Odsunąłem się o cal czy półtora.
Złapała oddech i zaczęła mówić zupełnie spokojnie, jakby robiła mi, kurwa, wykład.
– Ustąp mi chociaż raz, okej? – zapytała.
Nie czekała na odpowiedź, chociaż uważnie śledziła moją reakcję.
– Dwie zasady już znasz – dodała. – Po pierwsze, tylko jedna noc. Po drugie, ja rządzę.
Parsknąłem śmiechem i oparłem czoło o ścianę obok jej głowy. Ścisnąłem ją w pasie, żeby nie myślała sobie, że naprawdę zaczyna rządzić, bo nie miałem zamiaru do tego dopuścić.
– Po trzecie obowiązuje nas ścisła poufność – oznajmiła.
– To pierwsza sensowna rzecz, jaką powiedziałaś, Poppy – pochwaliłem ją.
– Po czwarte, nie robię loda i właściwie rzadko się całuję, bo to bardzo intymne – dodała.
Byłem napalony na nią od co najmniej dwóch godzin. Teraz poczułem się tylko jeszcze bardziej rozgrzany.
– Pocałowałaś mnie. Zacisnęłaś błogosławiony pierścień świętej Gwen na moim języku.
Zaśmiała się i znów próbowała kopnąć mnie w jaja, ale w porę się zorientowałem. Znowu docisnąłem ją do ściany, aż stęknęła. Odrobinę zwolniłem uścisk.
– Niektórzy dostają całuska, tak jak ty – wyszeptała.
Powiedziała to głosem rozpieszczonej laluni i zaraz potem zmieniła głos na normalny.
– Po piąte uprawiam seks tylko z prezerwatywą – dodała.
– Nawet nie musisz o tym mówić, Gwendolyn.
– Po szóste, mile widziany jest seks analny – kontynuowała. – Przy pierwszym stosunku tej nocy cię zwiążę. Jeżeli dasz radę, możemy zrobić to trzy albo cztery razy. I do widzenia, nie spotkamy się więcej.
Puściłem ją.
– Przepraszam cię, Poppy, ale jednak nie – powiedziałem. – Mogę zamówić ci taksówkę.
– Jesteś pruderyjny. Nie chce mi się wierzyć.
Uśmiechnęła się i przesunęła grzbietem dłoni po moim niewątpliwie podekscytowanym fiucie.
Podszedłem do barku. Zapaliłem lampę zrobioną z ręcznie dmuchanych szklanych rurek, z nieregularnie rozstawionymi żarówkami w środku. Bez żalu wydałem na nią sporo kasy.
Patrzyłem przez ogromne okno mieszkania, naprzeciw były takie same wielkie okna. Jakaś para jadła kolację przy świecach. Trzymali się za ręce pod stołem. To był widok, który dodatkowo wyprowadził mnie z równowagi.
Zastanawiałem się, czy prześcieradło z krwią leżące na ulicy było pierwszym krokiem na pokręconej erotycznej ścieżce Poppy Saint.
Poppy podeszła, wyciągnęła wąską wypielęgnowaną dłoń, a ja włożyłem jej do ręki szklaneczkę z colą.
– Boże, Szczęściarz. Czuję się tak, jakbym cię przez uszy zgwałciła.
– Nie lubię żartów z gwałtu, Gwendolyn. Mam do tego wyjątkową awersję.
Wypiła colę.
– Wiem – powiedziała.
Stałem w zamyśleniu nad pustą szklanką, ale w końcu odstawiłem ją na bok.
– Nigdy nie uprawiałeś seksu analnego?
– Poppy, oddalasz się od swojego celu. Nie rozmawiam z kobietą o seksie z innymi partnerkami. Zasada poufności w praktyce.
Cofnęła się do wejścia i wróciła z wieczorową torebeczką. Wcześniej rzuciła ją na nasze zwinięte ubrania, kiedy ściskaliśmy się pod drzwiami. Podeszła do sprzętu grającego. Wyciągnęła telefon, spięła z radiem i włączyła jakąś muzykę.
_Bolero_ Ravela.
Usiadła na kanapie. Skuliła się, żeby ukryć twarz. Po chwili ściągnęła okulary. Położyła je sobie na kolanach. Podszedłem i zabrałem te okulary, odłożyłem je na stos płyt.
Usiadłem obok i przyciągnąłem Poppy Saint do siebie, a ona się temu poddała. Jasna głowa spoczęła na moim ramieniu. Głaskałem jej plecy.
– Poppy. To bardzo zły pomysł.
– Teraz czy wtedy?
– Powinnaś stracić dziewictwo z kimś, kto byłby w tobie do szaleństwa zakochany.
Poruszyła się niespokojnie.
– Nie demonizowałabym tego, Carter, ale miło mi stwierdzić, że masz czułe serce.
– A ty? Naprawdę jednorazowy numerek z facetem według tych zasad sprawia ci satysfakcję?
– Nie szukam faceta. Mam swoje potrzeby. Potraktuj to jak kontrakt.
– Nie ma mowy. Jeżeli chcesz iść do łóżka, chętnie. Ale zachowujemy tylko zasadę poufności i seksu w gumce. Cała reszta jest nie do zaakceptowania w formie, którą narzucasz.
– Czyli nie mogę cię związać? – rzuciła Poppy.
Nie odzywaliśmy się. Leciało _Bolero_, idealny utwór pod wyrafinowany seks. Pulsujący i narastający aż do finałowego rozładowania oraz wybuchu wszystkich instrumentów naraz. I ona go wybrała.
– Jeżeli w trakcie okaże się, że mamy ochotę się związać, obojętnie kto kogo, to tak po prostu zrobimy – powiedziałem w końcu. – Ale twój pozbawiony emocji plan sprowadza nas do spółkujących zwierząt.
Wzdrygnęła się trochę. Ale, kurwa, miała już dwadzieścia trzy lata, była psychologiem i chyba mogła zmierzyć się z prawdą.
– Zwierzęta robią to ładniej od ludzi – szepnęła. – Sprawdź kiedyś. Natura jest piękna.
– Poppy – przytuliłem usta do jej ucha. – Masz rację. Więc chodźmy do sypialni i zróbmy to ładnie jak zwierzęta, ale bez zawierania transakcji, kto kogo wiąże, w której minucie zaczynamy seks analny, co muszę zrobić, żebyś mi obciągnęła i tak dalej. Nie róbmy sobie tego.
– Gdzie ta sypialnia?
– Na górnym poziomie mieszkania.
Zadarła głowę i spojrzała w niewłaściwym kierunku.
– Poppy, czy ty masz aż taką wadę wzroku?
– Pieprz się, Szczęściarz.
– Zaprowadzić cię?
– Masz gumki?
– Gwendolyn, przez to mieszkanie przewinęło się trochę kobiet.
Położyła się w zupełnie inny niż do tej pory, uległy, ujmujący sposób na kanapie. Leniwie całowaliśmy się do rytmu _Bolera_.
Utwór skończył się w chwili, kiedy całowałem ją po szyi i macałem piersi przez gorsetową bluzkę. Drugą ręką głaskałem udo Poppy. Miała na sobie obcisłe czerwone spodnie.
– Felix, włącz muzykę.
– Jaką chcesz?
– _Hymn Cherubinów_ Piotra Czajkowskiego. Kojarzysz? Kompozytor z dziewiętnastego wieku.
Zamknąłem oczy i położyłem czoło na jej dekolcie.
– Kurwa, to najgorszy wieczór w moim życiu – wymruczałem prosto w cudowną dolinkę między piersiami.
– Nie kłam.
Poppy masowała mojego penisa kolanem, bardzo delikatnie.
– Jesteś snobką do potęgi niezliczonej. Nie podejmuję się tego nawet oszacować.
– Rozumiem, że zatrzymałeś się na tabliczce mnożenia – powiedziała doktor matematyki pode mną.
– Nie jestem w stanie cię przelecieć do rytmu prawosławnej pieśni chóralnej.
– Szczęściarz – powiedziała i mocniej potrąciła mojego fiuta, ale byłem już podniecony i nie przeszkadzało mi to.
Pocałowałem jej pierś nad gorsetem.
– Nie zachowuj się jak prawiczek. Włącz „Cherubiny” i zacznijmy w końcu.
Wstałem z kanapy, wyszukałem _Hymn Cherubinów_. Zajęło mi to chwilę. Poppy wchodziła już po schodkach na piętro, jej ciało wyglądało bosko z każdej strony.
Kiedy podszedłem do tych samych schodków, prawie dostałem w głowę lecącym z góry czarnym butem z ostrym obcasem.
– Przepraszam – zawołała. – Znowu zdjęłam okulary.
– Nie wierzę w twój erotyczny kontrakt, Gwendolyn – oświadczyłem już na górze.
Szperałem w szufladzie. Szukałem gumek, żeby położyć je na wierzchu.
– Nie jesteś w stanie związać faceta, skoro nic nie widzisz.
Nie odpowiedziała na to. Ściągała gorset.
Stanąłem nad nią i zatrzymałem jej rękę. Podciągnąłem tak, żeby stanęła przede mną.
– Nie miej mi za złe – powiedziałem – ale bardzo lubię sam rozbierać kobiety w moim łóżku. I to jest moja trzecia zasada.5
Poppy
_Hymn Cherubinów_ doskonale pasował do powolnej minetki. Zorientowałam się, że na pewno minęło już więcej niż siedem minut, a tyle trwał ten utwór w najczęstszej wersji.
Położyłam rękę na włosach Szczęściarza.
– Mm? – mruknął. – Coś nie tak?
– Dlaczego te anioły tak długo śpiewają?
Pokręcił głową i wrócił do pieszczot mojego ciała. Powolutku, jakby to był bardzo dobry deser, który szkoda za szybko zjeść.
– Carter?
Musnął nosem moje udo.
– Ustawiłem pętlę. Zawsze robię to dłużej niż siedem minut. Odpręż się, Gwendolyn.
Zamknęłam oczy. Nikt nigdy mnie tak nie pieścił. On wtedy, za pierwszym razem, też nie.
Nie chciałam jednak teraz o tym myśleć. Chciałam dojść. Szczęściarz zwolnił. Przycisnęłam uda do jego głowy, żeby wrócił do poprzedniego rytmu.
Trochę się odsunął i muskał mnie tylko bardzo miękkim czubkiem języka.
– Bliżej. Mocniej – wyszeptałam. – Który raz to leci w tej pętli?
– Poppy, wyłącz myślenie.
– Chcę już teraz. Proszę.
Uspokajająco położył lewą rękę na moim brzuchu. Bez pośpiechu pieścił mnie aż do końca, tak, żebym poczuła każdy kolejny dreszczyk mojego dojścia na szczyt. Trzymał mnie za biodra i nie przestawał, a ja cichutko jęczałam i zaciskałam pięści, bo inaczej nie wytrzymałabym tego intensywnego doznania.
Po wszystkim złączyłam kolana i nie myślałam o niczym. Absolutnie o niczym.
– Poppy – powiedział po chwili.
Położył się obok, widziałam jego gęstą czuprynę.
Pętla wskoczyła w następny _Hymn Cherubinów_.
– Czy możesz coś dla mnie zrobić?
– Co?
– Nie wyznaczaj już tych zasad. Nigdy i żadnemu facetowi.
– Dalej cię to gorszy, Szczęściarz? – zapytałam leniwie.
– Nie. Ale twoje ciało to świątynia, dlatego wybrałaś _Hymn Cherubinów_. Nikt ci tego nie da, jeżeli brutalnie wypunktujesz listę swoich oczekiwań.
Zacisnęłam rękę na jego barku.
– Nie chcesz się rozebrać, Carter?
Wcześniej zdjął tylko górną część ubrania. Odłożył także na szafkę nocną jakiś łańcuszek albo coś w tym rodzaju. Był mocno owłosiony, ale to pamiętałam z poprzedniego razu.
– Nie chcesz zmienić muzyki? – zapytałam.
– Wyłączę ją.
Sięgnął po telefon i cherubiny umilkły.
– Dlaczego? Teraz ty możesz wybrać. Czego lubisz słuchać przy seksie? Albo w ogóle?
– Chciałaś to zrobić ładnie jak zwierzęta, Poppy. Zabiorę cię na łąkę, jak będzie cieplej i będziemy się kochać w pełnym słońcu. Albo pojedziemy do lasu. Na pustą plażę. A teraz po prostu posłucham, jak jęczysz.
Nie miałam pomysłu na odpowiedź. Ale w końcu Szczęściarz znał się na odpowiednim doborze słów. Przypomniałabym mu, że stosuję zasadę tylko jednej nocy, ale tak naprawdę chciałam, żeby się rozebrał. Bez wszczynania dyskusji, w której mieliśmy odmienne zdania.
– Może kompromis? – zapytałam. – Włącz _Sowing the Seeds of Love_. Będziemy mieć taki radosny seks.
Szczęściarz sprawdził coś w telefonie.
– Nie, Poppy. To trwa jeszcze krócej niż twoje anioły.
– Zrób pętlę.
– Nie. Za trzecim razem stanie się irytujące. Nie chcę, żeby coś mnie rozpraszało. Albo ciebie. Chcę, żebyś się skupiła i miała taki orgazm jak przed chwilą, albo lepszy.
Zrobiło się zupełnie cicho. Panował intymny półmrok, na dole świeciła się tylko jakaś lampka wyglądająca jak kawałek statku kosmicznego ze Star Wars.
Szczęściarz rozebrał się do naga, założył prezerwatywę i położył na mnie. Objęłam go za kark i oblizałam usta.
– Jak chcesz to zrobić? – zapytał.
– Chcę, żebyś mnie związał, skoro nie chcesz odwrotnie. To podkręci moje wrażenia. Pozycja nie ma wtedy znaczenia – powiedziałam.
Położył głowę na mojej szyi i przesuwał ustami po skórze.
– To sobie zostawię na inny raz – szepnął.
– Nie będzie innego razu. Wykorzystaj dziś.
– Posłuchaj, jak to zrobimy, Poppy. Położę sobie na ramionach twoje kostki – szeptał dalej i całował płatek mojego ucha. – Masz piękne nogi. Docisnę cię tak, że mój fiut wejdzie najgłębiej, jak się da. Jestem ciężki i do tego pomoże mi grawitacja.
Z trudem złapałam oddech, tak sugestywna była ta wizja.
Felix przesunął moje ręce nad głowę i złapał za nadgarstki.
– Jak się uprzesz, mogę cię przytrzymać. Tylko uważam, że to nie będzie pasowało. I że chcesz, żebym to zrobił tak, jak powiedziałem przed chwilą.
– Tak – powiedziałam szybko, a on wsunął się do środka.
Zamknęłam oczy. Poczułam, że uwalnia moje ręce.
Oplotłam go nogami. Przycisnął moje ciało do materaca. Pomagała mu ta grawitacja i był rzeczywiście ciężki, ale opierał się na łokciach. Ucisk czułam głównie niżej.
Poruszył się we mnie kilka razy. Zatoczył łuk biodrami, może dwa, może trzy, albo więcej. Straciłam rachubę. Kołysał mną i doszłam do orgazmu w kilka minut.
– Gwendolyn – szepnął Szczęściarz. – Jesteś piękna i facet powinien się postarać. Przestaniesz ich zaliczać?
– Zerżnij mnie w końcu.
– Jak sobie życzysz.
Położył moje stopy na swoich barkach i zerżnął mnie jak nikt wcześniej. Powiedział cicho do mojego ucha:
– Tak ładnie robi się to w naturze. Zgadzasz się ze mną?
– Tak.
I to było jeszcze lepsze. Nie miałam już orgazmu, byłam zmęczona, czułam się bezwolna i właśnie tego chciałam w tamtej chwili. Gdy skończył, opuściliśmy nasze połączone ciała na materac. Położyłam się na brzuchu, a Szczęściarz poszedł do łazienki i wrócił z butelką wody.
– Możesz się napić, przyniosłem ją dla ciebie.
– Nie, dziękuję.
– Na pewno?
Wyciągnęłam rękę, podniosłam się na łokciach i wypiłam trochę.
Felix położył się obok. Zajrzał mi w twarz.
– Wszystko gra?
– W porządku.
– Ale?
– Nie możemy się więcej spotkać, ja naprawdę nigdy nie łamię tej zasady.
– Gwendolyn, to nasz drugi raz. Możesz traktować mnie jako precedens.
– Niedługo wyjeżdżam do Europy. Zaraz po Nowym Roku.
– Czyli mamy trochę czasu.
– Możemy zostać przyjaciółmi.
Carter pokręcił głową, rozczochrał sobie włosy i podrapał brodę. Uśmiechnął się nawet.
– Przyjaciółmi? Nie. Wyrosłem z czegoś takiego. Ale zapraszam cię na obiad. Do świąt zostało kilka dni. Pewnie Boże Narodzenie spędzasz z rodziną. Zjedzmy coś na mieście. Interesuje mnie, jaką jesteś osobą.
Odwróciłam się na drugi bok. Szczęściarz przytulił się do moich pleców. Całował mnie po karku, pieścił prawą pierś.
– Poppy, możemy to zrobić trzy albo cztery razy. Ale ty chyba najpierw chcesz się przespać.
– Tak.
– Okej. Dobranoc, Gwendolyn.6
Szczęściarz
Poppy zasnęła natychmiast. Nie ruszyła się nawet wtedy, kiedy wysuwałem spod niej kołdrę, bo chciałem nas przykryć. Przyciągnąłem ją do siebie i zapadłem w sen, przesuwając bezwiednie dłoń na jej brzuch. Wtuliła się we mnie mocniej.
Rano ostrożnie wyplątałem się z jej objęć. Wciągnąłem tylko bokserki. Wypiłem resztkę wody i usiadłem na podłodze z laptopem. Miałem zamiar napisać artykuł o wczorajszym bankiecie, nie poświęcając na to więcej niż dwadzieścia minut. I tak najciekawsza część tej imprezy nastąpiła później.
Fotograf z redakcji zdążył wysłać mi zdjęcia. Obejrzałem te, na których Poppy i ja byliśmy razem. Od razu było widać, że coś między nami się kroi.
– Szczęściarz – szepnęła z łóżka.
Siedziałem tyłem do niej, oparty o brzeg materaca.
– Zaraz skończę. Pewnie chcesz napić się kawy? – zapytałem.
– Co robisz o takiej godzinie?
– Pracuję.
– Zasnęłam od razu, prawda?
– Tak. Ale możemy zjeść śniadanie i wrócić do łóżka.
Gwendolyn Saint nie zaszczyciła mnie nawet wypowiedzianą na głos odmową. Pokręciłem głową, ale nie czułem się dotknięty. Przecież w taki sposób ze sobą flirtowaliśmy.
Nadal szybko pisałem, żeby wysłać tekst jeszcze przed wypiciem kawy. To był banalny temat. Dostałem też bardzo dobry research na temat uczelni, pracy naukowej profesor Saint i samej Gwendolyn.
Poppy prowadziła badania w wielu miejscach na ziemi i w różnych kulturach; chciała potwierdzić tezę, że wzór przywiązania wszędzie jest taki sam.
– Wykorzystuję uczenie maszynowe – powiedziała za moimi plecami i zeszła z łóżka. – Możesz to dopisać. Poza tym mój projekt byłby sto razy lepszy, gdybym zrobiła badania podłużne. Też dopisz, jeżeli chcesz.
– Czym się różnią badania podłużne od innych?
– Trwają dwadzieścia, trzydzieści albo nawet więcej lat. Obserwuje się tych samych ludzi wraz z upływem czasu. Ale to wymaga motywacji i cierpliwości.
Zdążyła już założyć czarny stanik bez ramiączek i spodnie. Jej paznokcie u nóg były pomalowane na czerwono. Wsunęła na nos okulary, ale nie zakładała gorsetu.
– Uczenie maszynowe to jeden z obszarów sztucznej inteligencji – wyjaśniła. – Nie ma sensu mielić takiej ilości danych ręcznie.
– Jesteś naprawdę zdolna, Poppy.
– To jak kolor oczu, Szczęściarz. Moja siostra jest prawie tak samo zdolna i wybrała medycynę tak jak nasza matka. Ma szansę na wybitną karierę. Może przeskoczyć Geneviève Saint.
Spojrzałem na nią. Przeczesywała ręką włosy. Wolałem długie, ale jej pasowały takie.
– Mogłabyś też iść na medycynę? – rzuciłem.
– To raczej nie wchodziło w grę.
– Uważasz, że twoja matka jest tak samo dumna z ciebie?
Poppy zmarszczyła nos.
– Jakie to ma znaczenie? Kiedyś chciałam spełniać jej oczekiwania, ale zmieniłam swoje plany.
Zeszła po schodach, słyszałem hałasy w kuchni.
– Szczęściarz, masz pustą lodówkę.
– Za chwilę. Chcę to wysłać. Pójdziemy na śniadanie do knajpki za rogiem.
– Wolę wrócić do domu. Zrobię sobie tylko kawę.
Wysłałem maila, założyłem coś na siebie i wszedłem do kuchni. Zastałem Gwendolyn pochyloną nad kubkiem. Kapała kropelkami mleka do środka. Wyglądała bardzo seksownie.
– Pożyczysz mi jakieś ubranie? Nie chce mi się wciskać w tę ciasną bluzkę.
– Będziesz musiała wtedy się ze mną spotkać, żeby mi je oddać.
– Odeślę kurierem.
Wypiliśmy kawę. Przyniosłem jej czarną koszulkę. Założyła ją od razu.
– Muszę ci się do czegoś przyznać. Zajrzałam do jakiegoś pokoju, bo myślałam, że tam jest coś w rodzaju garderoby i chciałam sama wziąć sobie coś do ubrania.
– Ech, Poppy.
– Nie gniewaj się, Szczęściarz, ale masz tam straszny bałagan.
Rozejrzałem się po swojej przestrzeni. Była niemal pusta. Przeniosłem się do dwupoziomowego mieszkania właśnie dlatego, że potrzebowałem oddechu.
Ustawiłem kanapę i urządziłem sypialnię. Resztę rzeczy upchnąłem w pokoju, do którego zajrzała.
– Przepraszam – powiedziała. – Ale przyznaję się, jak widzisz.
– Nie ściemniaj, kobiety takie są.
– Masz strasznie dużo wędek i dwa rowery. Czyli jednak dalej interesujesz się wędkarstwem.
– To jedyna rzecz, którą byłem w stanie robić z moim ojcem. Tak.
Rzuciła na mnie okiem, poprawiła okulary.
– Nie mam aż takiej wady wzroku, wygłupiałam się wczoraj.
– Wiem, Poppy. Przecież widzę, że masz dalekowzroczność w odróżnieniu ode mnie. Świadomie rzuciłaś we mnie butem.
– Taka mała gra wstępna.
Był jasny zimowy poranek, za oknem padał śnieg. Poppy oglądała wnętrze mojego mieszkania. Stanęła na środku i pocierała bosą stopą o drewnianą podłogę. Trzymała ręce w kieszeniach.
– Długo tu mieszkasz?
– Wprowadziłem się miesiąc temu.
Czarne szpilki Poppy wciąż znajdowały się pod schodami. Jeden stał prosto, a drugi był przewrócony i to dodawało naszemu porankowi rozpustny charakter.