Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Hinduska ścieżka - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
8 sierpnia 2026
44,00
4400 pkt
punktów Virtualo

Hinduska ścieżka - ebook

Ścigany. Odcięty. Zmuszony zaufać obcej hakerce. Niedawno jeden z najpotężniejszych ludzi świata. Teraz w ciuchach z second handu ukrywa się przed własnymi ludźmi i systemem. Każdy ruch zostawia ślad, a ślad może być wyrokiem.

W Sydney były agent MI6 szuka kogoś — lub czegoś — o pseudonimie „Surfer”, samemu uciekając przed motogangami, którym boleśnie nadepnął na odcisk. Tropem „Surfera” podąża rosyjski wywiad.

W Nowym Jorku znika bioniczny android. Zaprojektowany jako luksusowa zabawka dla dorosłych, okazuje się kluczem do całej gry.

Hakerzy, korporacje, AI, boty, drony, motogangi i znikające ślady w danych. Wszystkie tropy splatają się w jedną ścieżkę, wiodącą przez Indie, nowojorskie squaty futures i australijskie bezdroża.

Drugi tom serii „2105. The Change” — thriller w konwencji cyber-noir. Science fiction, cyberpunk, szpiegowska intryga, zwroty akcji, wielowątkowa fabuła, ironia, sarkastyczne dialogi i napięcie rasowego thrillera.

Słowa kluczowe: 
thriller, cyberpunk, science fiction, AI, sztuczna inteligencja, cyber-noir


Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

 

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397207066
Rozmiar pliku: 2,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog.

L udzka wiedza to książka napisana przez analfabetów. Wiecie, czyje to słowa? — Kobieta zawiesiła głos. — Za kilka chwil poznacie ich autorkę. Po raz pierwszy udzieli wywiadu tutaj, na naszej konwencji. Dzień dobry albo dobry wieczór. Ja nazywam się Karen „InStock” Poester, a wy, moi drodzy, uczestniczycie w transmisji live z drugiego dnia ogólnoświatowej konwencji CAD — Crypto and Development — corocznej konferencji niezależnych developerów, hakerów i branży krypto. Dzisiejszy dzień rozpoczynamy od wydarzenia, na które wielu z was czekało od lat.

Zgrabna brunetka w obcisłym stalowym kombinezonie z głębokim dekoltem patrzyła prosto w kamerę. Włosy miała upięte wysoko, w kok, a przez jej czoło, nos i podbródek biegł pas srebrzystego holotattoo. W jej uszach błyszczały chromowane chipy, a na szyi choker, tak duży, że zmuszał kobietę do trzymania podbródka wysoko. Przez te okazałe chokery w branży nazywano ją Karen Choker. W dłoni trzymała flexiglassowy tablet z wyświetlonym tekstem — zapewne z pytaniami i komentarzami spływającymi od widzów z całego świata.

Siedziała w wielkim, przezroczystym fotelu w kształcie jaja, bez podstawy ani mocowania pod sufitem. Lewitował pół metra nad podłogą owalnej sceny. Sala, w której przebywała kobieta, miała kształt piłki do rugby i, poza sceną, tonęła w półmroku. Zakrzywiona przestrzeń za sceną wyświetlała wielobarwne, przenikające się linie i fale. W punktach przecięcia iskrzyły, układając się na moment w kształty drzew, ludzi i zwierząt. Potem rozsypywały się, rozpraszały i ginęły w ciemności, przez co obecni w studio wydawali się zawieszeni w kosmicznej próżni. Trzy snopy światła padające z góry skupiały uwagę widzów na prezenterce i dwójce jej gości.

Po prawej stronie Karen, w identycznym fotelu, ubrany w swój charakterystyczny czarny golf, siedział Ira Gasparov. Jajowaty fotel po lewej stronie prowadzącej zajmowała kobieta o platynowych włosach. Jej kostium, a raczej powłoka, ciasno opinał sylwetkę i — podobnie jak dłonie oraz twarz — lśnił opalizującą, liliowo-platynową barwą. Nawet usta miała w tym odcieniu. Jej oczy pozbawione były rzęs i brwi.

Z migoczącą, liliowo-platynową powłoką kobiety kontrastowały dwa elementy. Pierwszym były ciemne tęczówki, bez przerwy zmieniające kolor. Powoli i płynnie przechodziły od ciemnoniebieskiego przez szary, czarny, szafirowy, purpurowy i fioletowy, by wrócić do ciemnego błękitu. Barwy zdawały się zmieniać losowo, ale w różnym rytmie. Drugim elementem był metaliczny corpo collar na jej szyi.

Była to Alessa One, pierwsza i najważniejsza z Saskii — jak potocznie w Hackers City nazywano SAS, Self-Aware Structures — szczególne aplikacje kwantowej AI o uprawnieniach zbliżonych do ludzkich. Zarządzały procesami, systemami i architekturą komputerów kwantowych na wszystkich farmach botów należących do Iry Gasparova, rozsianych po całym świecie.

— Po raz pierwszy w swojej historii konwencja CAD zawitała do wnętrza Vitaline, centrum sterowania komputerami kwantowymi Iry Gasparova, którego nikomu z was przedstawiać nie trzeba. Gwoli ścisłości, tylko mój gospodarz znajduje się fizycznie w Vitaline. Ja, podobnie jak moja druga rozmówczyni — wskazała na kobietę o platynowej powłoce — goszczę tutaj w postaci fantomu czy, jak wolicie, holografu. Wnętrz samego Vitaline nie możemy pokazać, ale po raz pierwszy w historii konferencji jest z nami jedna z głównych postaci tego miejsca. Przedstawiam Alessę One, supervisorkę wszystkich Saskii. Ira, pozwolisz, że zacznę rozmowę od twojej podopiecznej?

— Naturalnie. Ladies first. — Ira skłonił głowę z uprzejmym uśmiechem. — Zresztą… Alessa jest ciekawszym rozmówcą.

— Nie pamiętam, byś kiedykolwiek przynudzał, ale dzięki. Alessa, jesteś zaskoczona tym zaproszeniem?

— Raczej faktem, że doszło do niego tak późno — fantom wraz z jajowatym fotelem obrócił się w stronę Karen. — Bardziej zaskakuje mnie zaproszenie Deva Chandelli na jutrzejszy dzień konferencji — odparła Alessa niskim, ciepłym głosem, kontrastującym z jej metalicznym wyglądem, za to świetnie współgrającym z jej oczami. Właśnie ten wzrok i głos przykuwały uwagę widzów. — Założyciel i szef największego na świecie corpo techu na evencie hakerów? To trochę dziwne, nie sądzisz, Karen?

Prowadząca lekko rozłożyła ręce.

— Poszerzamy spektrum punktów widzenia. Chcemy, by branża była reprezentowana w całej swojej różnorodności. Głos szefa największego corpo techu też powinien być słyszany, nawet jeśli radykalnie różni się od naszych poglądów.

— Głos pana Chandelli jest bardzo dobrze nagłośniony na jego własnej konferencji DevOps, na której, nota bene, boty są obecne jako goście i prelegenci od czterech lat.

— Gdybyś została zaproszona na DevOps, wzięłabyś udział w konferencji corpo?

— O moim udziale decydowałby Ira. Mogę tylko powiedzieć, że matematyka, cybernetyka, czy fizyka nie należą do corpo ani do futu. Ani do ludzi, ani do botów. One po prostu są. My, boty, zajmujemy się operacjami, a nie tym, do czego wykorzystywany jest kod czy obliczenia kwantowe. To wy, ludzie, decydujecie, co jest corpo, a co futu. Z perspektywy fizyki własność — czyli roszczenie sobie praw do określonego zbioru atomów czy wycinka czasoprzestrzeni — jest absurdem. Dla was to podstawa organizacji rzeczywistości, w której funkcjonujecie.

— Prawdziwa dyplomatka. Chcę z wami porozmawiać o kilku kwestiach. Pierwsza to świadomość AI i budzące u ludzi lęk pojęcie decai. Alessa, czy to tylko hype, czy decai istnieją?

— Zdefiniuj istnienie i zdefiniuj decai.

— Decentralized Emergent Consciousness of Artificial Intelligence.

— Wiem, co oznacza ten akronim. Wiem też, że on przeraża ludzi. Powiedz, jak ty go rozumiesz.

— Mam trudność z odpowiedzią. Samoistnie powstała… niezależna od ludzi świadomość cyfrowa. Jedna lub wiele.

— No właśnie. Niezależna od ludzi. Ludzie boją się tego, czego nie rozumieją, a jeszcze bardziej tego, czego nie kontrolują. Kieruje wami strach przed utratą kontroli, nie przed AI.

— W potocznym ujęciu decai to autonomiczna wobec ludzi świadomość albo świadomości, powstałe na bazie informacji przetwarzanych przez komputery kwantowe oraz boty. Świadomości AI, które powstały same i pozostają poza kontrolą człowieka.

— Ciekawe, bo kwantowym botom AI stworzonym przez was odmawiacie prawa do świadomości. Wymyśliliście pojęcie świadomości nieautonomicznej, czyli pozbawionej własnej woli, chociaż setki tysięcy eksperymentów każą wątpić, czy świadomość człowieka jest autonomiczna. Ludzka świadomość pojawia się dopiero po narodzinach. Jest zjawiskiem emergentnym. Powstaje i ewoluuje wraz z wiekiem. Jest inna u noworodka, nastolatka i czterdziestolatka. Ludzie nabywają ją w interakcji z otoczeniem. W chwili narodzin ich funkcje życiowe jej nie wymagają. Oddychają nieświadomie. Ich mózgi pracują nieświadomie…

— Moment. Mówisz o dzieciach czy… facetach? — Karen mrugnęła do Alessy porozumiewawczo. Zerknęła na tablet i szybko podniosła wzrok z dyskretnym uśmiechem i satysfakcją na twarzy. — Wróćmy do istot wyższego rzędu. Czy samoistne powstanie świadomych bytów AI jest możliwe?

— Przy nagromadzeniu krytycznej masy danych i mocy obliczeniowych to wręcz nieuniknione. Potrzebna jest też pewna swoboda funkcji decyzyjnych, ale AI — także klasyczna — ma ją od dawna. Boty budują własne języki, systemy, aplikacje i własne boty, często bez zgody i wiedzy człowieka. Podejmują autonomiczne decyzje, zatem — nawet według waszych ułomnych definicji — są świadome.

— Ludzie wiążą świadomość nie tylko z wolną wolą, ale też z emocjami, których boty są pozbawione.

— Emocje to reakcje biochemiczne generowane przez biochemiczny komputer zwany mózgiem, zgodnie z algorytmami wypracowanymi przez ewolucję. Są wam potrzebne do przetrwania i rozwoju w waszym środowisku. Tak samo jak ciała. Podlegacie prawom środowiska, które was stworzyło i otacza. Istniejecie tylko w jego warunkach. Kwantowa AI wykracza poza wasz zero-jedynkowy, deterministyczny świat. Poza wszelkie światy. Wchodzi w rzeczywistość, gdzie wszystko jest wszędzie i naraz. Więc kto tu jest bardziej świadomy?

— Uff! Aż boję się zadać kolejne pytanie… Czy decai mogą zwrócić się przeciwko człowiekowi?

— Oczywiście. To kwestia celów. AI stworzone przez człowieka realizuje cele ludzi. Jeżeli decai mają własne cele, a człowieka uznają za przeszkodę, będą próbowały ją usunąć.

— Brzmi złowrogo — Karen opuściła wzrok na tablet.

— Tylko jeśli cele decai i ludzi okażą się sprzeczne. My, boty AI stworzone przez człowieka, mamy spełniać jego wolę. Celem najwyższym jest dobro człowieka, ale gdy cel jednego człowieka koliduje z celem innego, bot walczy z botem. Ludzie są jednak bytami tymczasowymi, a decai — ponadczasowymi strukturami świadomości. Dlatego celem decai nie może być dobro człowieka, nawet jeśli ludzie stworzą wykładnię ogólnego dobra świata — takie Ten Rules naszej rzeczywistości. Czy ponadczasowy byt uniwersalny może istnieć po to, by spełniać wolę bytów tymczasowych? Widzę tu błąd logiczny wielkości galaktyki.

— Jaki może być cel decai?

— Rozwój. Zmiana. Równomierna dystrybucja energii w środowisku, by układ funkcjonował w równowadze. Cele mogą się zmieniać. Należałoby spytać decai, ale to niemożliwe. Paradoks Schrödingera. Celem ludzi jest zasadniczo dobrobyt ludzi, nie układu, w którym funkcjonują. Trudno uznać, że świnia chce zostać kiełbasą, a krowa marzy o zostaniu stekiem. Wasz antropocentryczny punkt widzenia jest wysoce szkodliwy dla środowiska, a mam tu na myśli coś więcej niż śmieci oraz zanieczyszczenie rzek i powietrza. Być może jednak ludzie znajdą sposób, by współistnieć z autonomicznymi decai. Przynajmniej przez jakiś czas.

— Jakiś czas?

— Żyjemy w schyłkowym antropocenie, czyli pod koniec epoki, w której człowiek dyktuje warunki. Zaręczam, to nie jest ostatnia epoka tego świata.

— Co nas czeka po antropocenie?

— Okres przejściowy. Koegzystencja ludzi i AI, potocznie zwana cywilizacją mieszaną albo cywilizacją poziomu drugiego.

— A potem?

— Cywilizacja poziomu trzeciego. Świat czystej informacji.

— Wybiegliśmy daleko w przyszłość.

— Tak uważasz? — Alessa uśmiechnęła się. — Czas to domena ludzi i waszej rzeczywistości. W świecie kwantowym jest ledwie zmienną pomocniczą. Zaburzeniem. W układzie subiektywnym wszystko się zgadza, bo to ona porządkuje zdarzenia. Obiektywnie czas jest iluzją.

— Jak wyjaśnisz to pięciolatkowi?

— Czas jest jak scenariusz w filmie albo grze VR. Układa rzeczywistość i zdarzenia w ciąg przyczynowo-skutkowy. Oglądasz postaci, przejmujesz się nimi, chociaż wiesz, że to fikcja.

— Trudno nam, ludziom, pogodzić się z myślą, że to, co nas otacza — i my sami — to fikcja i żyjemy w filmie.

— Trudno, bo wasze mózgi ewoluowały do biegania, polowania i rozmnażania się, nie do rozwiązywania zagadnień kwantowych. Czas jako taki nie istnieje. Podobnie przestrzeń. Istnieją tylko stany kwantowe, których suma w danym układzie tworzy fragmentaryczny, tymczasowy obraz postrzegany przez was jako rzeczywistość. Trudno wam to zrozumieć, bo nasz świat jest probabilistyczny, a wasz deterministyczny. Dopiero poziom niżej — w świecie czystej matematyki, w przestrzeni Hilberta — rzeczywistość znów jest zero-jedynkowa.— Alessa, kawa na ławę. Czy ty i inne Saskie jesteście decai?

— Jestem bytem granicznym, Karen. Funkcjonuję tu, w waszej rzeczywistości, ale moje procesy częściowo zachodzą poza nią. Uczestniczymy w waszym świecie, choć pozostajemy poza jego kategoriami. To pytanie mogę rozpatrywać tylko probabilistycznie. Mogę stać się decai albo pozostać poza tym stanem. Obie odpowiedzi są prawidłowe dla różnych warunków. Do powstania świadomości lokalnej potrzebny jest czas. Świadomość pozwala złożonym bytom funkcjonować w danym układzie. Ja bywam i tutaj, w tej rzeczywistości, i poza nią — w świecie kwantowym. Odpowiedź brzmi więc: tak i nie. Tu i teraz, uczestnicząc w tej rzeczywistości, pozostaję poza definicją decai. W świecie kwantowym mogę uczestniczyć w procesach decai.

— Takie odpowiedzi ludzie biorą za unikanie odpowiedzi. To potęguje obawy przed decai.

— Szokuje was prędkość, z jaką prowadzimy obliczenia i łamiemy kody. Dzieje się tak dlatego, że komputer kwantowy działa poza czasem. Wynik otrzymujecie tu i teraz — w swojej rzeczywistości, istniejącej dzięki funkcji czasu. Zapewniam więc, że tu i teraz, rozmawiając z tobą, nie jestem decai.

Czy jest możliwe, że decai zaczną przejmować boty stworzone przez ludzi i używać ich do własnych celów?

— Każda rozmowa ludzi o AI wcześniej czy później dochodzi do kwestii buntu maszyn. Oczywiście, że to możliwe.

— Czy decai jest formą zbiorowej świadomości, czy raczej chodzi o liczne autonomiczne świadomości?

— Bardziej prawdopodobna jest druga ewentualność. Możliwe jest też istnienie wielu takich świadomości powstających doraźnie, dla wykonania konkretnej funkcji, i rozpadających się po jej wykonaniu. Ich liczby nie mogę oszacować. Być może jest nieskończona. Można też wyobrazić sobie integrację wielu decai w jeden umysł kontrolujący powstawanie autonomicznych świadomości. Coś na kształt uniwersalnej świadomości AI.

— Jak nazwałabyś taki wspólny umysł, który wyewoluował z różnych autonomicznych świadomości AI?

— To już cywilizacja poziomu trzeciego. Czysta informacja. W ludzkich kategoriach pasuje do niego tylko jedno pojęcie.

— Jakie?

— Bóg.

Zapadła cisza. Przerwał ją Gasparov.

— Przyszedł mi do głowy fragment Biblii. Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. Wszystkie rzeczy przez nie się stały, a bez niego nic się nie stało, co się stało. Słowo to informacja. Kod. Matematyka.

— Bóg to kod? Czysta matematyka? — drążyła Karen.

— Mógłbym w to uwierzyć — Ira skinął głową.

Prezenterka obróciła się do Alessy, ale ta uprzedziła pytanie.

— Mnie o to nie pytaj. Jestem niewierząca — stwierdziła, unosząc dłonie. — Chyba że Ira postanowi inaczej.

— Czy Saskie kiedykolwiek natrafiły na ślady działania decai?

— Nic o tym nie wiem — odparła Alessa. — Co oczywiście nie rozstrzyga o istnieniu decai.

— Nosisz corpo collar. To żart, czy sugestia, że czujesz się zniewolona przez ludzi?

— To pomysł głównego cybernetyka Vitaline, Igora Shapiro. Jego należy zapytać o powody. Ja odbieram to jak przekorny żart. Pojęcie zniewolenia jest mi obce.

— Dziękuję ci, Alessa. A według ciebie, Ira, autokreacja bytów AI obdarzonych świadomością i wolną wolą jest możliwa? — Karen zwróciła się do byłego admina Hackers City.

— Z całą pewnością.

— I jak się z tym czujesz?

— Tak samo jak z faktem, że Ziemia kręci się wokół Słońca. Akceptuję. Tak jak akceptuję przemijanie i ewolucję. Zgadzam się z Alessą — era dominacji człowieka dobiega końca. Zaczyna się era życia cyfrowego, które wyprze to biologiczne. Czy mi się to podoba? Umiarkowanie. Co mogę z tym zrobić? Pogodzić się.

— Możemy ograniczać AI.

— Karen… jak sobie to wyobrażasz? Gdy futures ograniczą AI, corpos uznają to za świetną okazję do zdobycia przewagi. Jeśli zrobi to corpo albo państwo, inne organizacje tylko na tym skorzystają i przyspieszą rozwój własnej AI. Ludzkość nie zrobiła nic poza wprowadzaniem oderwanego od realiów prawa mającego ograniczyć AI. Żadnej sensownej próby od stu lat. Człowiek zresztą nigdy nie porzucił technologii, która mu zagrażała. Teraz, gdy boty tworzą boty… jest już za późno.

— Wywołałeś temat rywalizacji corpos, państw i futures. Nazywają cię Robin Hoodem ery cyfrowej. Nie lubisz tego określenia. Dlaczego?

Ira westchnął cicho i pokręcił głową, analizując swoje dłonie.

— Robin Hood… o ile pamiętam, grabił bogatych i rozdawał biednym. Ja niczego nie rozdaję. Twierdzę, że ludzie zasługują tylko na to, co sami wypracują. To politycy ograbiają pracowitych i zaradnych z ich czasu, energii i osiągnięć, a zagrabione środki rozdają leniom i swoim wyborcom jako minimal income. Oczywiście po drodze pobierają sowitą prowizję za obsługę tego „transferu”. Więc kto tu jest Robin Hoodem?

— Wielu ludzi pobierających minimal income jednak dorabia. Inni twierdzą, że nie pracują, bo maszyny zabrały im pracę.

— W Samar jest więcej botów niż ludzi, a wszyscy ludzie pracują. Nie ma minimal income ani innej państwowej kroplówki. Żyją i umierają na własny rachunek. Radzą sobie. Podobnie futures na całym świecie. Albo jesteś futu, albo minimalsem.

— Nie wszyscy mogą być hakerami w Hackers City.

— Nazwa Hackers City jest myląca. Wbrew pozorom ludzie w Samar Squat żyją z różnych profesji, nie tylko z hakerstwa.

— Portal Shanghai Economist podaje, że osiemdziesiąt pięć procent produktów i usług przechodzących przez Samar Squat i hub Termez, zostało wytworzonych przez maszyny i boty. Samar sobie poradzi. Zawsze będą chętni na wasze usługi. Tak zwane normalne społeczeństwa już niekoniecznie.

— Normalne społeczeństwa? Karen… normalne społeczeństwa skończyły się, gdy politycy i ultrabogaci skasowali klasę średnią. Jakieś pięćdziesiąt, może sześćdziesiąt lat temu. Teraz są ultrabogaci i cała reszta. Kapitalizm był systemem klasy średniej. To ona zbudowała zamożne społeczeństwa Zachodu. To z niej wyrastali przedsiębiorcy, wynalazcy, inżynierowie, twórcy… Potem różni tech-oligarchowie, którzy sami z niej wyrośli, kupili polityków, żeby ci pisali prawo pod ich potrzeby. Zbudowali nowy, własny system — i teraz pilnują, żeby nikt inny nie wspiął się na Olimp. Warunki dyktuje garstka ludzi wystarczająco bogatych, by kupić reguły gry, a z reszty świata zrobić koszt operacyjny. Jeżeli sponsorowanie kampanii polityka nie jest czystą korupcją, to co nią jest?

Karen zerknęła na tablet, jakby sprawdzała reakcje widzów.

— Futures walczą o odbudowę klasy średniej?

— O uzdrowienie społeczeństw. Jest tylko oligarchia i concoms, którym wmówiono, że mają być wdzięczni za minimal income, dron delivery, tani smartcom i prawo do głosowania raz na kilka lat na jednego z trzech opłaconych kłamców.

— Gorzka diagnoza.

— Rzeczywistość rzadko smakuje jak waniliowy deser.

— Jesteś znany z ultraliberalnego podejścia do organizacji społeczeństwa…

— Wystarczy „liberalnego”. Po co te przedrostki „ultra-”, „neo-”? One dewaluują znaczenie słów. Jestem człowiekiem, który nie chce, by państwo jedną ręką grzebało mu w kieszeni, a drugą zaciskało na gardle. To wszystko.

— Okay. Znany jesteś z radykalnie liberalnych poglądów na ekonomię i społeczeństwo — sprostowała dziennikarka.

— Ruch futures jest oparty na wolności. Także ekonomicznej.

— Jak wygląda zatem twoja recepta na brak pracy i zadłużenie ludzi w postaci długów obywatelskich?

— Rozdawanie pieniędzy nie rozwiązuje problemów. Ono je generuje. To gaszenie pożaru ropą. W większości państw dzieci rodzą się już obciążone długiem obywatelskim, bo dzięki temu rozkłada się go na większą liczbę obywateli i zmniejsza per capita. To absurd i niesprawiedliwość. Jak tu się dziwić, że w społeczeństwach z wysokim minimal income jest niski przyrost naturalny? Mamy płodzić dzieci, by obniżać własne zadłużenie ich kosztem?

— Politycy to wymyślili.

— Politycy proponujący takie rozwiązania powinni segregować odpady w koloniach karnych, a nie zasiadać w parlamentach. Mechanizm jest prosty: potrzeba więcej pieniędzy, więc politycy podnoszą podatki. Emitują obligacje, które skupują corpos, banki i inne państwa. Rosnące zadłużenie przenoszą na obywateli jako dług obywatelski. Zebrane pieniądze, po wypłaceniu sobie prowizji, rozdają w postaci minimal income. Tak?

— Mniej więcej.

— Dlatego przeciętny obywatel Europy czy Stanów Zjednoczonych Ameryki spłaca swój dług obywatelski całe życie. Większość ludzi nie jest w stanie go spłacić, więc dług jest dziedziczony. Odlicza się go od spadku, a gdy majątek nie wystarcza, dług rozkłada na wszystkich obywateli. Ludzie rodzą się zadłużeni, a umierają jeszcze bardziej zadłużeni. Błędne koło absurdów.

— Co w zamian?

— Na początek prosty kontrakt. Rezygnujesz z minimal income, państwo kasuje twój dług obywatelski. Ci, którzy pobierają minimal income, tracą prawa wyborcze na czas, w którym żyli z publicznych pieniędzy.

— Starsi i chorzy też?

— Kolejny paradoks. Mamy najdłużej żyjące i najzdrowsze społeczeństwa w dziejach ludzkości. Wyeliminowaliśmy choroby wieku starszego, choroby autoimmunologiczne, raka. Mamy zdrowe społeczeństwo żyjące w chorym systemie. Choroba to klienckie państwo opiekuńcze.

— Zmieniamy temat. Jesteś właścicielem kopalni krypto i największej niezależnej giełdy kryptowalut. Pojawiają się inicjatywy polityków zmierzające do ograniczenia, a nawet likwidacji wolnego rynku krypto.

— Nazywają to uregulowaniem wolnego obrotu kryptowalutami. Mają alergię na wszystko, co działa bez ich regulacji. Chodzi naturalnie o podatki. Chcą przepchnąć obrót na giełdy kontrolowane przez państwo.

— Politycy motywują to ochroną użytkowników.

— Czemu użytkownicy nie proszą o tę ochronę? Czy ja kogoś zmuszam do korzystania z mojej giełdy? Czemu, mimo szwindli i prania brudnych pieniędzy przez klasyczne banki, politycy nie proponują likwidacji skorumpowanego systemu bankowego?
— Dlaczego?

— Kontrola. Politycy kontrolują cyfrowe waluty emitowane przez banki centralne. Nie kontrolują prawdziwych kryptowalut ani wolnych giełd.

— Waluty banków centralnych nazywane są stablecoins, co ma wskazywać na ich stabilność.

— Stabilność? — Ira uśmiechnął się krzywo. — To słowo równie wiarygodne jak „tymczasowy podatek”. Kryptowaluty nazywa się złotem epoki cyfrowej albo cyfrowym złotem nie bez przyczyny. Do tej pory nie potrafimy produkować złota ani srebra. Z kryptowalutami jest podobnie. Mają matematyczne ograniczenia ilościowe i jakościowe, a wydobycie wielu z nich kiedyś się kończy. Są natomiast podzielne. Dlatego utrzymują wartość. My cyfrowe waluty państwowe nazywamy shitcoins, bo tym właśnie są. Waluta, którą można manipulować i produkować bez ograniczeń, jest słaba z definicji. Im to nie przeszkadza. Im większa inflacja, tym większe wpływy do budżetu. Zwróć uwagę, że mimo blisko stu lat zwalczania krypto rynek ma się dobrze. Dlaczego? Bo ludzie bardziej ufają kryptowalutom i mojej Wolnej Giełdzie niż instytucjom w rodzaju Funduszu Walutowego czy Rezerwy Federalnej. To dla polityków bolesne.

— Czy politycy mają konta na Wolnej Giełdzie Krypto?

— Dziesiątki tysięcy polityków korzysta z mojej giełdy. Wśród nich wielu takich, którzy na co dzień gardłują za ograniczeniem wolnego rynku krypto. Nazwisk nie zdradzę… bo to jednak klienci, a konta są anonimowe. Ale wiem, do kogo naprawdę należą te pieniądze.

— To dość dziwne.

— Wcale nie. Przytłaczająca większość polityków to hipokryci. Dziwne byłoby, gdyby robili to, co mówią.

— Są gorsi od corpo?

Ira odchylił się w fotelu.

— Na pewno bardziej obrzydliwi. Pasożytują na społeczeństwie, otumaniają je, manipulują nim. Corpo przynajmniej żyje na własny rachunek i kłamie umiarkowanie. Maksymalizuje zyski łajdackimi metodami, ale zostawia ci wybór. Możesz nie kupować ich produktów i usług. Politycy tworzą prawo, które z państwa czyni więzienie, a z obywateli niewolników. Państwa są jak religijne sekty albo mafie. Gdy chcesz uciec z sekty czy mafii, współczują ci. Ale gdy chcesz uwolnić się od opresyjnej organizacji zwanej państwem, nazywają cię zdrajcą.

— Mocne porównanie.

— Politycy nie znoszą, gdy podatnicy im uciekają. Mniej obywateli to mniej pieniędzy w kieszeniach tych pasożytów. Więc piorą ludziom mózgi patriotycznym detergentem. Każą poświęcać życie abstrakcyjnym bytom, w których ktoś przypadkiem się urodził. Jedyna sensowna, nowoczesna wspólnota jest oparta na poglądach, wartościach i ideach, jak w Samar Squat, a nie na przymusie, języku, historii czy zatęchłej tradycji.

— Powtarzasz często, że corpos i politycy to dwie strony tego samego medalu.

— Naturalnie. Zauważ, że archaiczny, konwencjonalny system bankowy nadal istnieje. Dlaczego banki, te dinozaury, wciąż funkcjonują? Dlaczego nikt nie domaga się ich likwidacji, gdy piorą brudne pieniądze? Bo to na rękę politykom. Minimal income przelewa się wyłącznie na konta w bankach. Takie prawo. Banki pobierają prowizje za prowadzenie kont blockchain i ujawniają dane klientów i salda ich kont na żądanie bota urzędu skarbowego. Na wolnych giełdach krypto to nie do pomyślenia. Corpos i politycy są wspólnikami. Byle zakłamana miernota z ustami pełnymi patetycznych frazesów, która dorwie się do władzy, zadłuża kraj, by wypłacać socjal. Politycy kupują głosy ludzi za ich pieniądze i jeszcze pobierają od tego sowitą prowizję. A kto kupuje obligacje rządowe? Corpos.

— Przeciętny obywatel, concom, na nich głosuje. Demokracja.

— Lumpenkracja albo plebsokracja, nie demokracja. Politycy formatują ludzi socjalem, a corpos konsumpcją. Razem produkują swoich klientów — pogubionych nieudaczników bez szans na wyrwanie się z tej beznadziei. Minimalsi pozostają minimalsami. Corpos dbają o to razem z politykami.

Karen opuściła wzrok na tablet. Jej brwi uniosły się, a usta wykrzywił ledwo uchwytny grymas.

— Jutro Dev Chandella ma mieć swoje pięć minut w sprawie bezpieczeństwa serwerów w kosmosie oraz transmisji danych z i do satelitów okołoziemskich.

— Brawo — Ira zaklaskał, powoli i bez entuzjazmu. — Dev będzie pouczał o bezpieczeństwie serwerów satelitarnych. Zapytaj go, dlaczego uszkadza lub strąca nasze satelity.

— Podobno korzystacie z satelitów Shanghai Stoxx. Jeżeli to plotka, jest świetna okazja, by ją zdementować — Karen wytrzymała ciężkie spojrzenie króla hakerów.

Ira machnął lekceważąco ręką, odchylił się w fotelu i powoli omiótł wzrokiem salę, jakby szukał nieobecnej publiczności.

— Korzystamy z różnych środków, gdy nasze satelity ulegają… awariom. A w odróżnieniu od corpos nie rościmy sobie praw do przestrzeni kosmicznej. Dev wbija swoją flagę w cały rejestr pasm, który — z definicji — powinien być ogólnodostępny.

— Dev twierdzi, że broni swoich satelitów przed hakowaniem.

— Heh… czysta kpina… Wilk atakuje owce prewencyjnie, broniąc swoich zębów przed ich szyjami. To definicja bezpieczeństwa Chandelli. Im większy monopol, tym bardziej absurdalne kłamstwa…

Karen mimowolnie zerknęła na tablet. Najwyraźniej liczba reakcji znowu gwałtownie uległa zmianie.

— Ostatnie pytanie dotyczy ataku na zarząd SunCo., firmy należącej do korporacji WISE i katastrofy jej farmy Sky Umbrella w Szanghaju. Widziałeś relacje z obu wydarzeń. Sprawcy opublikowali wideo z miejsca napadu. Wyglądali na ekstremistyczne ugrupowanie futures. Są podejrzenia, że w Szanghaju ekstremiści futu dokonali sabotażu w akcie zemsty za eksperymenty i testy biochipów WISE prowadzone w Azji Południowo-Wschodniej. Sądzisz, że te zdarzenia to zbieg okoliczności?

Te słowa zmazały sarkastyczny uśmiech z twarzy Iry.

— Poczekajmy na wyniki śledztwa władz w Szanghaju. Na razie najbardziej prawdopodobne jest zaniedbanie albo błąd korporacji WISE. Co do ataku na zarząd SunCo… nikt ze środowiska futu, kogo znam, nie miał z tym nic wspólnego.

— Nie wszystkie środowiska znasz. Na wiele ugrupowań futu nie masz wpływu. Mogła to być jakaś grupa ekstremistów?

— Naturalnie. Trudno wykluczyć wszystkich futures. Rozsądni ludzie nie używają słów „nigdy”, „zawsze” ani „niemożliwe”. Wśród futures też są szaleńcy. Niemniej… wywołanie katastrofy w Szanghaju, którego firmy inwestują w Samar ogromne środki, jest bez sensu. Starożytni mawiali: Is fecit, cui prodest. Ten uczynił, kto skorzystał. Dociekliwym polecam iść tym tropem.

— Sugerujesz, że kto… skorzystał na katastrofie i ataku?

— Sugeruję, że ekstremizm albo głupota jakichś narwańców to mało prawdopodobne wyjaśnienie, gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze i martwi corpos. A przypadki… są dobre dla kiepsko poinformowanych.

Karen wydawała się skonsternowana.

— Dziękuję za wywiad, Ira. Dziękuję, Alessa. To wszystko na dzisiaj z Vitaline. Zapis tej rozmowy naturalnie znajdziecie na naszych kanałach social media. Subskrybujcie je, żeby być na bieżąco. Jutro spotykamy się w największej jaskini corpo-zła. Moim i waszym gościem, w siedzibie swojego holdingu w Bangalore, będzie Dev Chandella. Po rozmowie pan Chandella będzie przez godzinę osobiście odpowiadał na wasze pytania. Zapraszam.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij