Hiszpańskie Noce. Zakazana Namiętność - ebook
W luksusowej willi w Marbelli namiętność smakuje jak grzech. Jeden dom, trzy sypialnie i prawda, która zniszczy wszystkich. Co się stanie, gdy w mroku nocy pomylisz drzwi i trafisz w ramiona mężczyzny, który nie należy do Ciebie? Poznaj historię Eleny i Mateo Delgado – małżeństwa, które stało się polem bitwy na emocje. „Hiszpańskie Noce” to prowokująca powieść o zakazanej namiętności, buncie i drapieżnej grze pozorów. Odkryj najbardziej niegrzeczny romans roku. Czy jesteś gotowa na noc pełną grzesznych wyznań?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 642 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Woda w ogromnej, wolnostojącej wannie ze szlifowanego marmuru miała idealną temperaturę trzydziestu ośmiu stopni. Lucia leżała nieruchomo, pozwalając, by gęsta, mleczna piana powoli oblizywała jej piersi i ramiona. W powietrzu unosił się ciężki, duszący wręcz zapach olejku z drzewa sandałowego i jaśminu — aromat luksusu, który od dwóch lat był jej jedynym stałym towarzyszem.
Przez panoramiczne okno, sięgające od podłogi aż po sufit, widziała taras i kaskady ogrodów spływające w dół wzgórza. Z tej perspektywy Marbella wyglądała jak makieta, a ona — jak królowa zamknięta w szklanym pałacu.
Lucia uniosła nogę, pozwalając wodzie spływać kaskadami po jej idealnie gładkiej, oliwkowej skórze. Przyjrzała się swoim stopom z nienagannym francuskim manikiurem. Każdy milimetr jej ciała był efektem morderczej dyscypliny i tysięcy euro wydanych w klinikach medycyny estetycznej. Była produktem. Najwyższej klasy, luksusowym towarem, który Mateo Delgado nabył, by zdobił jego życie tak samo, jak rzeźby w ogrodzie.
— Piękna lalka — szepnęła do siebie, a jej głos odbił się echem od surowych, betonowych ścian łazienki.
Sięgnęła po kryształowy flakon z peelingiem z drobinkami złota. Masowała uda powolnymi, kolistymi ruchami, ale nie czuła ekscytacji, jedynie rutynę. Pielęgnacja była jej pracą etatową. Musiała być miękka, pachnąca i zawsze gotowa, by dłonie Mateo mogły błądzić po niej bez napotykania najmniejszej skazy.
Willa La Fortaleza była architektonicznym arcydziełem, ale dla Lucii stawała się coraz ciaśniejsza. Ekskluzywna klatka, której pręty były wykute ze złota, a poidełko zawsze pełne szampana Moët Chandon. Czuła, jak narasta w niej dziwne, świdrujące pod skórą znudzenie. To był rodzaj emocjonalnej anestezji — miała wszystko, o czym dziewczyna z małego miasteczka mogła marzyć, a jednak jej wnętrze przypominało pustynię, po której hulał wiatr.
Mateo był dobrym właścicielem. Hojnym, władczym, potrafiącym wziąć ją tak, że na chwilę zapominała o całym świecie. Ale kiedy wychodził do pracy, zostawała sama ze swoimi myślami i echem własnych kroków na marmurowych podłogach.
Zanurzyła głowę pod wodę, próbując uciszyć to natrętne poczucie pustki. Gdy się wynurzyła, jej mokre włosy oblepiły twarz niczym ciemne wodorosty. Spojrzała na zegarek Cartier leżący na blacie obok kieliszka białego wina. Mateo niedługo wróci. Powinna czuć radość, ale zamiast tego poczuła jedynie lekkie mrowienie niepokoju i… głód. Nie ten fizyczny, który zaspokajała sałatką z jarmużu, ale ten głębszy, domagający się bodźców, których złota karta kredytowa nie mogła kupić.
Wyszła z wanny, owijając się w puszysty szlafrok z egipskiej bawełny. Jej skóra, rozgrzana i pachnąca, domagała się dotyku. Skoro Mateo wciąż był w trasie, postanowiła sama zadbać o swoje potrzeby.
* * *
Bose stopy Lucii zapadały się w grubym, wełnianym dywanie, gdy szła przez korytarz w stronę głównej sypialni. Każdy jej krok był odbijany przez lustrzane tafle zdobiące ściany, ukazując sylwetkę kobiety, która miała wszystko, a jednocześnie była głodna czegoś, czego nie potrafiła nazwać. W sypialni panował półmrok, rozproszony jedynie przez błękitną poświatę dyskretnych świateł ukrytych w podwieszanym suficie.
Rozwiązała pasek szlafroka. Miękka tkanina zsunęła się z jej ramion, opadając na podłogę niczym zrzucona skóra węża. Lucia stanęła przed ogromnym łóżkiem, które mogłoby pomieścić cztery osoby. Usiadła na brzegu, czując na pośladkach chłód jedwabnej pościeli. Jej ciało, wciąż rozgrzane kąpielą, parowało w chłodnym powietrzu klimatyzowanego wnętrza.
Sięgnęła do szuflady nocnego stolika z hebanu. Wyjęła małe, eleganckie pudełko. W środku spoczywało urządzenie, które kupiła pod wpływem impulsu podczas ostatniej wizyty w Puerto Banús — elegancki, satynowy w dotyku wibrator w kolorze głębokiego burgunda, sterowany aplikacją, o kształcie tak abstrakcyjnym, że przypominał raczej nowoczesną rzeźbę niż zabawkę erotyczną.
Położyła się na plecach, rozchylając nogi. Opuszki jej palców najpierw powędrowały do piersi, muskając stwardniałe sutki, a potem zsunęły się niżej, badając własną wilgoć. Włączyła urządzenie. Cichy, niemal niesłyszalny pomruk wibracji rozszedł się po jej dłoni, a potem po całym ciele.
Gdy przyłożyła chłodną końcówkę do rozgrzanego wnętrza uda, mimowolnie drgnęła. Przesunęła zabawkę wyżej, tam, gdzie pulsowanie krwi było najbardziej odczuwalne. Zamknęła oczy, wyobrażając sobie, że to nie silikon, ale dłonie Mateo — silne, zdecydowane, nieco szorstkie — badają każdy zakamarek jej ciała. Jednak wibracje były inne. Były precyzyjne, nieustępliwe, wprowadzające jej zmysły w stan wysokiego napięcia, którego żaden mężczyzna nie potrafił utrzymać tak długo.
Jej oddech stał się rwany. Wygięła plecy w łuk, gdy pulsowanie skupiło się na samym centrum jej pożądania. Świat zewnętrzny przestał istnieć — zniknęła Marbella, zniknęła willa, zostały tylko fale gorąca rozlewające się od podbrzusza aż po koniuszki palców u stóp. Była blisko, już prawie dotykała tej krawędzi, za którą następuje błogie zapomnienie...
Wtedy ciszę rozdarł głośny, natarczywy dzwonek telefonu.
Lucia drgnęła tak gwałtownie, że urządzenie niemal wypadło jej z ręki. Serce łomotało w piersi, niczym dziki ptak zamknięty w klatce. Przez chwilę leżała nieruchomo, próbując uspokoić oddech i wrócić do rzeczywistości. Na ekranie smartfona, który leżał obok niej na pościeli, pulsowało jedno słowo: „Mateo”.
Zirytowana, a jednocześnie dziwnie podniecona przerwaniem tego intymnego rytuału, wyłączyła wibrator i odłożyła go pod poduszkę. Jej skóra wciąż mrowiła, a w dole brzucha czuła ciężkie, niespełnione pragnienie. Przesunęła palcem po ekranie, przykładając telefon do ucha.
— Tak, kochanie? — jej głos był niski, lekko zachrypnięty, nasycony niewyładowaną energią, która sprawiała, że brzmiała bardziej uwodzicielsko niż kiedykolwiek.
* * *
— Słyszę twój oddech, Lucia. Brzmisz... niepokojąco dobrze — głos Mateo w słuchawce był jak dotyk szorstkiego aksamitu.
Lucia ułożyła się wygodniej na rozrzuconej pościeli, czując, jak krople potu stygną na jej brzuchu. Jedną ręką wciąż błądziła w okolicach ud, podtrzymując pulsowanie, które telefon tylko rozdrażnił, zamiast wyciszyć.
— Bo czuję się niepokojąco dobrze, Mateo — mruknęła, przymykając oczy. — Właśnie wyszłam z kąpieli. Dom jest taki pusty bez ciebie. I taki... cichy. Słychać w nim tylko bicie mojego serca. Chciałbyś sprawdzić, jak szybko się teraz tłucze?
Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. Słyszała jedynie szum opon jego Porsche na asfalcie. Wyobraziła go sobie — zaciśnięte na kierownicy dłonie, wzrok utkwiony w drodze, ten drapieżny wyraz twarzy, który pojawiał się u niego zawsze, gdy czuł krew lub pożądanie.
— Będę za pięć minut — odparł Mateo, a jego ton obniżył się o oktawę. — Mam nadzieję, że nie ubrałaś się jeszcze w te swoje koronki. Chcę cię zastać dokładnie taką, jaką cię stworzył Bóg... i jaką ja cię ukształtowałem.
Lucia zaśmiała się cicho, czując, jak mrowienie w podbrzuszu wraca ze zdwojoną siłą.
— Może będę ubrana, a może nie. Ale obiecuję ci, Mateo, że przygotowałam dla ciebie coś specjalnego. „Prezent”, którego nie znajdziesz w żadnym butiku w Puerto Banús. Będziesz musiał na niego zapracować.
— Skoro tak... — Mateo zachrypiał, a ona niemal czuła zapach jego drogich perfum przez telefon. — To ja też mam coś, co pasuje do twojej skóry. Coś miękkiego, drogiego i równie dzikiego jak ty. Czeka w bagażniku. Prawdziwe norki, Lucia. Będziesz w nich wyglądać jak grzech, za który warto zapłacić każdą cenę.
— Futro? — Lucia uniosła brwi, uśmiechając się do sufitu. — W ten upał? Jesteś niemożliwy. Ale wiesz, co mówią... futro najlepiej nosi się na nagie ciało.
— Dokładnie tak zamierzam cię w nim zobaczyć. Nie odkładaj telefonu, chcę słyszeć, jak wstajesz z łóżka. Chcę słyszeć szelest pościeli. Już skręcam na podjazd.
Lucia usiadła gwałtownie, czując uderzenie adrenaliny. Słyszała w słuchawce narastający ryk silnika, który po chwili stłumił dźwięk rozsuwanej bramy. To nie była już tylko rozmowa. To było polowanie, które miało się zaraz skończyć w tej sypialni.
— Czekam, Mateo — szepnęła, rozłączając się w ostatniej chwili.
Rzuciła telefon na bok i wstała, przeciągając się niczym kotka. Wiedziała, że ma tylko kilka minut. Podeszła do lustra, poprawiła mokre włosy i stanęła na środku pokoju, naga, dumna i gotowa na starcie, które miało spalić resztki jej popołudniowego znudzenia. Niemal słyszała już kroki na schodach. Ciężkie, pewne, męskie. Ala miała jeszcze chwilę dla siebie. Ostatnią krótką chwilę, którą należało wykorzystać. Odwróciła głowę i spojrzała na leżący na łóżku wibrator.Powrót Królowej
Klimatyzacja w czarnym Range Roverze pracowała na najwyższych obrotach, ale Elena i tak czuła, jak skronie pulsują jej od narastającego gorąca. To nie była kwestia hiszpańskiego słońca, które bezlitośnie smagało przednią szybę. To był żar płynący z jej wnętrza — mieszanka czystej furii i upokorzenia, które starała się zdusić pod maską lodowatego spokoju.
Zacisnęła dłonie na skórzanej kierownicy. Jej manicure w odcieniu krwi idealnie pasował do luksusowego wnętrza auta, ale kłykcie pobielały z wysiłku. Elena Delgado — wciąż używała tego nazwiska, bo to ona pomogła zbudować jego potęgę — nie była kobietą, która wraca z podkulonym ogonem. Była królową wracającą do zamku, który w połowie wciąż należał do niej, nawet jeśli na tronie zasiadła tymczasowo jakaś tania uzurpatorka.
— Mamo, odpuść tej kierownicy, bo ją zmiażdżysz — rzucił Diego, nie odrywając wzroku od telefonu. — Jesteśmy już prawie w Marbelli.
Elena zerknęła na syna. Miał dwadzieścia lat i profil ojca — tę samą drapieżną linię szczęki i ciemne, inteligentne oczy. Był jedynym żywym dowodem na to, że jej małżeństwo z Mateo było kiedyś czymś więcej niż tylko wojną o udziały w spółkach.
— Nie zmiażdżę, kochanie. Po prostu nie mogę się doczekać widoku domu — skłamała gładko, jej głos był niski i melodyjny, wyćwiczony przez lata na przyjęciach dyplomatycznych i w licznych salach konferencyjnych. — Tęskniłam za naszym ogrodem.
— Tęskniłaś za postawieniem na swoim — mruknął Diego, wreszcie chowając telefon. — Myślisz, że on tam będzie? Z nią?
Elena poczuła znajome ukłucie pod żebrami. Wyobrażenie Mateo w ramionach dwudziestopięciolatki w sypialni, którą sama urządzała, wybierając każdy odcień bieli i każdą teksturę jedwabiu, sprawiało, że miała ochotę gwałtownie skręcić w przepaść. Ale nie zrobiłaby tego. Była zbyt dumna.