Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

HOMOALIMENTUM - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
14 maja 2026
41,99
4199 pkt
punktów Virtualo

HOMOALIMENTUM - ebook

Krew, pot, mord, manipulacja, kanibalizm, degeneracja, wynaturzenie i genetyczne przekleństwo. W niedalekiej przyszłości efekty mutacji genetycznej pozwalają ludzkości na funkcjonowanie wyłącznie na wodzie, bez tradycyjnego pożywienia. Pozbawione obowiązków społeczeństwo zabija nudę, ssąc narkotyczno-otumaniające tampony. Wojny przeszły do lamusa. Media mówią w zasadzie tylko o pogodzie. Osobliwa klientela podstępnych agencji dyktuje tempo absurdalnych wydarzeń. Artyści czerpią przyjemność z wypaczonych logice zabaw w nieśmiertelność. Filozoficzne aspekty dotyczące cielesności nowego gatunku człowieka malują jego portret na obraz mutanta, którego inteligencja wydaje się być niszowym towarem. Proroczy telepata i stymulująca grzybnia łączą cielesność z transformacją do wyższego stanu istnienia. Oblicze tego świata jest podmiotem eksperymentalnego testu wyżej zaawansowanej cywilizacji, której istnienie jest tak samo skomplikowane jak bohaterowie tej historii.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397909229
Rozmiar pliku: 49 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

COŚ BARDZO CENNEGO

Zawibrowało. Pewnego głupiego dnia populacja ludzkości znalazła się u progu samozagłady. Głód, przeludnienie, błoto i nędza były skutkiem wyjałowienia surowców naturalnych ziemi.

Białym krukiem medycyny w pierwszej połowie XXI wieku okazał się przypadkowy incydent medyczny, który przyczynił się do odkrycia mutagennej szczepionki. Jej działanie uaktywniło reakcję genetyczną dotychczas nieznaną współczesnej nauce. Wkrótce po tych wydarzeniach program rządowy pod nazwą Alimentum, zobowiązywał każdego mieszkańca ziemi do przymusowego zaszczepienia. Pod presją czasu i po raz pierwszy w historii ludzkości rządy wszystkich krajów zjednoczyły się celem przetrwania gatunku. Wyodrębniony przez naukowców mutagenny genotyp praktycznie wyeliminował głód na Ziemi.

Początkowa faza procesu modyfikacji i ekspansji właściwości adaptacyjnych w ludzkich organizmach odbywała się stosunkowo powoli. Inkubacja Alimentum i nowe mutagenne wiązanie utrwalały się jednak po pierwszym roku od zaszczepienia. Pierwszym odczuwalnym symptomem zmian w organizmach był brak apetytu. W tym okresie wielu ludzi wpadało w panikę. Podejrzewano, że zostali zainfekowani nieznanym im dotychczas wirusem. Masowe kolejki do lekarzy były zmorą dla całego światowego systemu medycznego. Naukowcy nie mogli sobie poradzić z uświadomieniem populacji, iż jest to normalny proces ewolucji genetycznej, który adaptuje się do nowego środowiska. Istotny fakt. Ówczesna medycyna nie posiadała możliwości kontrolowania procesu zmian ludzkich komórek i tym samym nie była w stanie ocenić rozwoju i ostatecznego kształtu mutacji. Po roku od zaszczepienia zaczęto obserwować zmiany strukturalne w skórze. W pierwszych etapach następowało stopniowe, ale regularne łuszczenie się naskórka, który odchodził, a czasami wręcz odpadał płatami. Każda nowa unikalna warstwa skóry uwydatniała jej niesamowite piękno. Mieniła się opalizującymi kolorami w zależności od kąta nachylenia padającego na nią światła. Oprócz walorów estetycznych, które przechodziły najśmielsze wyobrażenia o pięknie, podobnie jej funkcje na zawsze zmieniły oblicze bytu człowieka we wszechświecie. Otóż właściwości nowej skóry poszerzyły swe funkcje. Wyposażyły ludzkość w zdolność wchłaniania wody przez skórę, czyniąc ich ciała samowystarczalnym mechanizmem żywieniowym. Uniwersalny organizm zdolny do wchłaniania wody z powietrza i terenów zawilgoconych. A wszystko dzięki mikroskopijnym kanałom wodnym, które głęboko penetrują tkankę ciała. Rozbudowana w ten sposób samo-hydratacja stała się głównym procesem żywieniowym, który adaptował się do niemal każdego miejsca na Ziemi, gdzie występowała wilgoć. W konsekwencji sztucznie sprowokowanej ewolucji. Człowiek stał się nowym gatunkiem. Zaktualizowanym modelem. Jednostką idealną. Wkrótce nazwaną Homoalimentum. Podmiotem nowej samowystarczalnej cywilizacji.2

UPADEK

Co się z nami stało? Każdy opór kiedyś ulegnie zmęczeniu materiału. W tym przypadku była nim walka o przetrwanie. Na całe szczęście przypadek zmienił losy tego świata.

Wykorzystywanie krajów trzeciego świata jako taniej siły roboczej i zniewolenie populacji przez kraje wysoko rozwinięte zakończyły epokę wyzysku na skalę globalną. Koniec masowego uboju zwierząt przyczynił się do stabilizacji ekosystemu oraz zredukował masową eksploatację zasobów naturalnych, którymi obdarzyła nas matka natura. Dostąpiliśmy cudu. Dla ludzkości, której strach przed głodem dnia jutrzejszego zaglądał głęboko w oczy, znikną na zawsze. W pierwszych latach wdrażania mutagennego medykamentu Alimentum wysoko sytuowani, radykalni przeciwnicy protestowali w obawie o jakość i standard życia, do którego się przyzwyczaili. Natomiast zwolennicy, klasa średnia i robotnicza, wykrzykiwali z radością: Oto on! Wielki cudowny chemik zesłał nam chleb z nieba i powiedział —

“Żaden z was tutaj nie będzie już głodny!”

Tak też się stało. Woda, źródło życia każdego organizmu, a w szczególności współczesnego, zmutowanego człowieka.

I z racji tego, iż wiele gałęzi przemysłu ograniczyło zużycie wody, przełożyło się to na jej ogólnodostępność, a na jej brak nigdy nie narzekano. Gdy ludzkość ograniczyła codzienną pracę do podstawowych czynności egzystencjalnych i umiarkowanego stylu życia, coraz bardziej stabilny ekosystem w niesamowitym tempie goił swoje rany. Na przestrzeni dwudziestu lat od daty pierwszych szczepień matka natura pokazała swą siłę. Reanimowała bogactwa naturalne ziemi w roślinność i zwierzynę wolną od holokaustu. Piękno odradzającej się planety przeobrażało się w spektakularny, malowniczy krajobraz. Swoim bogactwem mogłaby przybliżyć epokę dinozaurów, gdybyśmy tylko mogli być świadkami tego porównania.

Na przestrzeni XXI wieku rozwój stabilnej populacji i odrodzenie się błękitnej planety były kluczowymi elementami w pogłębianiu ludzkiej świadomości. Nastąpiła radykalna zmiana w mentalności, postrzeganiu otoczenia i konsekwencjach im towarzyszących. Zaskakująca dojrzałość i postawa społeczeństwa odbiły się szerokim echem dla poszanowania natury. Niejednokrotnie wynoszono ją na piedestał cudu. Takiego obrotu wydarzeń w historii naszego gatunku nigdy wcześniej nie odnotowano. Respekt i pokora przed naturą stały się czymś niemalże świętym. Porządek i harmonia, w których ludzkość odnajdywała swoje miejsce we wszechświecie, przybrały zupełnie nową wartość. Wartość dotąd nieocenioną przez milenia wcześniejszych pokoleń. Kosmos jakby zapukał do naszych drzwi. Uświadomił, jak strasznie drobnym pyłem jesteśmy i jak wielki bezmiar możliwości nam darowano. Co ważne, poza głównym aspektem tego, że nikt nie musiał już jeść, a wyłącznie nawadniać się. Współczesny rozwój technologii pozostał bez większych zmian. Wraz z upadkiem globalnego głodu upadły wszelkie działania zbrojne. Przynajmniej na taką skalę, że nie ma już wojen. I tak kolejne grupy pazernych manipulatorów kontrolujących społeczeństwo padały ciągiem jak klocki domino. Media, oprócz pogody, nie mają za bardzo o czym pisać, bo nikt się nie zabija w walce o przetrwanie czy władzę. Ograniczony do minimum świat mainstreamu i reklamy skupił się na umiarkowanym stylu życia obecnej populacji. Natomiast broń i wszelkie akcesoria militarne starego świata stały się jednymi z najrzadziej odwiedzanych eksponatów muzealnych. Utopijne marzenie o ziemi obiecanej stało się rzeczywistością.3

REFLEKSJE

Dzień powszedni z życia współczesnego człowieka w nowej skórze nie odbiegał za bardzo od modelu, który był znany przed mutacją. Charakterystycznym elementem egzystencji we współczesnym świecie i w odróżnieniu od przeszłości stało się natomiast posiadanie ogromu wolnego czasu. Pożytkowano go na rozwój osobisty lub wszelką formę odrabiania zaległości z okresu przetrwania. Wspominając to wielkie odrodzenie, można by je opisać w formie doświadczenia. Bylibyśmy świadkami wybuchu bomby wyposażonej w ładunek twórczy, który uwolnił aktywność i kreatywność niemalże każdej grupy społecznej. To był wspaniały moment i nowa szansa dla ludzkości. Był to też początek i rozwój klasy robotniczej, która w końcu mogła odpocząć i znaleźć sobie jakieś zainteresowanie. Ludzie rozwijali się i skupiali uwagę na czynnościach, na które do tej pory nie mogli sobie pozwolić. Był to też koniec mozolnego odliczania dni kalendarza do spłaty zaległych rachunków, które w owym czasie wbijały ich egzystencję głęboko w ziemię, niczym wielki, tępy młot na wskroś ciała. W końcu wszyscy mogli zastanowić się nad sobą i własnym miejscem na Ziemi.

Byli też tacy, których celem była tylko i wyłącznie celebracja własnego bytu. Upajano się brakiem wypełnionego po brzegi kalendarza. Społeczeństwo próbowało odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Wymyślano przeróżne formy rozrywki i rekreacji. Często wnoszono nową wartość do życia, a innym razem bywało tak, że brak hamulców twórczych prowadził w kierunku sukcesywnego zabijania czasu. I nikt nie kwestionował rozbujałej wyobraźni; każdy miał wszystko w dupie. Jak przysłowie mówi - poszli za ciosem. Do jednej z takich atrakcji należały podróże. W nudzącym się powoli społeczeństwie. Nowe, ekscytujące wyzwania stawały się pożądaniem. Część ludzi poszukiwała sposobów, aby doświadczać ekstremalnych wrażeń. Poligonu przetrwania, granic swojej wytrzymałości. Paradoks świata, którego woda zawsze była głównym składnikiem życia, wyprzedziło łaknienie adrenaliny. Podświadome testowanie organizmu to jedna z głównych cech człowieka, bez względu na okres i etap rozwoju, jakie towarzyszą naszemu gatunkowi. Dotyczy tak samo kwestii emocjonalnej czy intelektualnej. Podsumowując. Brak przeżywania głębokich emocji nie pozwala nam spokojnie funkcjonować. Nie generalizuję, że każdy z nas jest taki sam, bo tak nie jest. Ale jakimś cudem nasze mózgi wyposażono w konsekwentne zgłębianie i naginanie granic wytrzymałości fizycznych i psychicznych. Zależnych jedynie od czasu i miejsca, w którym się znajdujemy. Jak pościg za marchewką przywiązaną do kija. Nie ma większej różnicy. Czy obecnie po mutacji. Czy też gdybyśmy przewrócili wstecz karty wypaczonych doświadczeń z przeszłości. Wzór jest podobny, forma nowa.4

BRUDASY

Dorosły już Omo jest szczupłym, elokwentnym, zawsze schludnie ubranym i emocjonalnie poukładanym mężczyzną po czterdziestce. Kiedyś było zupełnie odwrotnie. Omo był suchym, zawszonym, wiecznie brudnym, upapranym w błocie chłopcem. Przerażony, żył w strachu. Po domu snuł się zdrętwiały jak paraliż, przypominający słup wysokiego napięcia. Jego przeszklone, mętne oczy mówiły więcej o życiu niż encyklopedia tysiąclecia.

Na przestrzeni lat dorastania nastąpiły radykalne zmiany w jego rodzinie. Wpływ medycyny odbił się pozytywnie na jego marny byt. Szczęściarz dostał od życia więcej niż mógłby sobie wymarzyć. W latach przetrwania odziedziczył spadek, kosmiczny majątek. W tamtym czasie jego rodzina zajmowała się produkcją i handlem ziemniakami. Jedynego z niewielu warzyw zdatnych do uprawy w niemal totalnie wyjałowionej ziemi. Uprawa ziemniaków, czy też kartofli, jak kto woli, tuż przed wynalezieniem Alimentum nie odbywała się tradycyjnie, jak znamy to z podręczników na temat rolnictwa. Aby zasadzić ziemniaki z nadzieją, że cokolwiek wyrośnie w tym błocie zalanym chemią, cuchnącymi odpadami gównie. Często trzeba było ściągnąć nawet kilka warstw błocistego szlamu, aby dokopać się do czegoś, co przypominało strukturę ziemi i względnie nadawało się do uprawy. Był to zabieg raczej kosmetyczny, bo i tak wszystko było na wskroś przesiąknięte zanieczyszczeniami. Podobny proces odbywał się za każdym razem przy sadzeniu nowych sadzonek. Co więcej. Po każdym zbiorze ziemia nie nadawała się do ponownej uprawy. Koszty związane z wkopywaniem się głębiej, rozmontowywaniem i ponowną instalacją czy modernizacją systemów nawadniających przewyższały koszty, które i tak już były astronomicznie wysokie. Na całe szczęście rodzina Omo posiadała hektary nieużytków. Mogli przekopywać pola wzdłuż i wszerz bez utraty nadziei, że braknie im terenu pod uprawę. Po wynalezieniu szczepionki Alimentum rodzice małego Omo zainwestowali cały majątek w nowe tereny wyjałowionej ziemi. Jakby przewidzieli, że w późniejszych latach stabilizującej się przyrody dochód z dzierżawy tych terenów przyniesie im fortunę. Nieomylnie. To wszystko za sprawą jego matki. Była niesamowitą kobietą i genialnym analitykiem. Jasnowidz, wiedźma, potrafiła prognozować nadchodzące scenariusze. Nie wiadomo, po kim odziedziczyła ten dar, ale w dążeniu do celu zawsze była uparta jak osioł. I ten polaryzujący błysk w jej oczach. Niczym elektryzujący dotyk samego Zeusa.

Aby przybliżyć krajobraz takiego pola ziemniaków, trzeba sobie wyobrazić ten teren jako ogromną szachownicę. Wielka jak lotnisko z prostopadłościennymi dziurami w ziemi. Ciągnie się kilometrami do znudzenia po rozmyty horyzont. Całość tak wielkiego terenu ogrodzona była stalowym, wysokim na około dziesięć metrów płotem. Zabezpieczonym i podpiętym prądem elektrycznym o tak wysokim napięciu, że ciała dotykających go nieszczęśników paliły się na nim jak po uderzeniu piorunem. Tak przemyślane środki ostrożności zostały zaprojektowane w trosce przed grabieżą plonów. Podpięta prądem konstrukcja pozwalała skutecznie eliminować zorganizowaną przestępczość złodziei ziemniaków. W tamtym czasie nie było innego rozwiązania. Ludzie byli tak desperacko głodni, że z rozpaczy rzucali się na linie wysokiego napięcia. Tym gestem przekreślali żywot ciągłej walki o przetrwanie. Z perspektywy obserwatora ten widok był naprawdę przerażającym doświadczeniem. Co chwilę następowały błyski wyładowań elektrycznych, po których wiatr rozwiewał swąd spalonych ciał, a ich smak można było wyczuć po kilometry, przegryzając powietrze. Skala tego zjawiska była tak ogromna, że firmy pogrzebowe nie nadążały ze ściąganiem zwłok z drucianych konstrukcji. W tym czasie rodzina młodego Omo korzystała z kolejnego programu rządowego, który oferował pomoc przedsiębiorcom w sektorze rolnictwa i utylizacji zwłok na potrzeby uszlachetniania i nawożenia ziemi. Może mało humanitarnie brzmiący zabieg, ale takie były fakty. Przeludnienie na Ziemi było tak ogromne, że nie było sposobu na znalezienie innego rozwiązania. I gdyby nie mordercze konstrukcje pod wysokim napięciem, nie byłoby nawet tych gumowatych ziemniaków do jedzenia.

Tyle o matce Omo, dramatycznych wydarzeniach z rodzinnej plantacji i krótkiej historii jego dzieciństwa. Scenariusz opisywanych tutaj wydarzeń w równym stopniu dotyczył większości w tym okresie. Przykład rodziny Omo to tylko wycinek z całej historii. I nie mowa tu o ziemniakach czy kartoflach, ale o metodyce przetrwania w skrajnych warunkach. Obraz ten do prawdy rzeźbił pogorzelisko świata w stanie długoletniej wojny.

Dzisiaj Omo żyje z procentu, biega i dużo pływa. Interesuję się sztuką, a hobbystycznie studiuję reakcje zachodzące pomiędzy ciałem stałym a płynnym. Głównie dotyczą błota i działającego nań atraktora. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmiało — wyjaśni się kolejno.

Omo dzieli swój byt z przyjaciółmi. Podobnie jak on, funkcjonują na indywidualnych płaszczyznach nowego świata. Choć różnią się od siebie pod każdym aspektem, czy to społecznym, czy intelektualnym, to jednak tworzą barwną paczkę oryginalnych postaci. A wspólne zainteresowania spajają ich ze sobą.

Lepki, postać niemalże karykaturalna. Jego temperament i wygląd osobisty można by umieścić w przedziale kolorów brązu i buraczej czerwieni. Lepki jest niezwykle niski i krępy. Wiecznie podniecony otoczeniem koleś, któremu strasznie śmierdzi z ust. Ten smród, czy też, delikatnie mówiąc, brzydki zapach, był wynikiem dziwnej mutacji, która uaktywniła się jakiś czas po zaszczepieniu Alimentum. Ponad powyższe, jest to popularny efekt uboczny, który występuje u wielu ludzi w nowym, zmutowanym społeczeństwie. Lepki, kiedyś od niego tak nie zalatywało. Natomiast od dłuższego już czasu biedak przy każdej okazji całowania swojej partnerki o pseudonimie Gwiazda musi zakładać podwójny, doustny filtr antyzapachowy. A tym filtrem jest błonicza membrana organiczna. Nie przepuszcza zapachów, natomiast umożliwia wchłanianie się substancji ciekłych. Skromny wynalazek współczesnej medycyny. Jak na swą dosyć osobliwą postać, Lepki jest bardzo oryginalny, ale podobnie jak pozostali członkowie grupy też ma swoje natręctwa. Lepki notorycznie opowiada historie, których był niby naocznym świadkiem. A swoim zachowaniem raczej stwarza wrażenie urodzonego artysty mitomana, który chętnie wyraża swoje opinie bez względu na to, co jest tematem dyskusji. Jednak wszyscy przyzwyczaili się do jego pierdolenia i nikt z jego przyjaciół już nie weryfikuje autentyczności jego opowieści. Wysłuchiwanie tych jego wypluwanych przez błonę trudno zrozumiałych dźwięków towarzyszy jednak ciekawość. Głównie dlatego, że mamrotanie działa na jednostkę jak aspiryna na ból głowy. Otóż Lepki przed operacją wszczepienia organicznej błony antyzapachowej, która w tamtym czasie była jeszcze na etapie testów, podpisał dokument zobowiązujący go do poniesienia wszelkich niedogodnień pozabiegowych. Cokolwiek to miało znaczyć. Oczywiście gwarancja przewidywała odchylenia od normy w przepuszczalności zapachów. Natomiast jakimś cudem pominięto fonetykę wymowy. Stąd to mamrotanie i trudność w zrozumieniu kontekstu jego wypowiedzi. Po zabiegu także jego pseudonim uległ aktualizacji. Wcześniej miał przezwisko Mądrala, ale jednak Lepki bardziej precyzyjnie odzwierciedla jego charakter wizualny, no i fonetykę. A jeśli już mowa o fonetyce, to niestety za każdym razem, gdy bidula przemawia, coś mu w gardle delikatnie strzela. Dźwięk podobny do tego, gdy wyciągamy korek z butelki. Osobliwe dosyć zjawisko, zwłaszcza gdy poniosą go nerwy. Wtedy prawie wogóle nie ma możliwości, aby go zrozumieć. Pokwękuje jak plastikowa pyrkawka w szprychach dziecięcego roweru. Lepki na co dzień pracuje w firmie introligatorskiej, która zajmuje się produkcją klejów papierniczych. Czas wolny pochłaniają mu teorie spiskowe oraz internetowe nowinki. Pośród wymienionych cech charakterystycznych jego postaci trzeba jeszcze dodać element estetyczny. Jego wizerunek wieńczy niesamowita zdolność pocenia się. Z tą dysfunkcją na nieszczęście również boryka się spora część społeczeństwa dzisiejszego świata. Jak już wspomniałem, końcowe reakcje chemiczne po szczepieniu Alimentum były nie do przewidzenia. Tak samo jak ciągły rozwój wiązań genetycznych, mutacji i konsekwencji im towarzyszących trwają do dnia dzisiejszego. Ale o tym już było. Podsumowując. Nadmierne pocenie się stało się zmorą z prozaicznego powodu. Przyspiesza proces odwadniania organizmu. Ten rażący czynnik funkcjonalno-estetyczny stanowi jednak duży problem integracyjny w społeczeństwie. Ponieważ tym wiecznie mokrym jednostkom bardzo ciężko jest budować trwałe związki partnerskie. Podobnie jest z tworzeniem grup przyjaciół tolerujących ten defekt. Stąd więc jedynym ratunkiem dla tych mokrych poczwar współczesnego świata jest znalezienie sobie podobnego osobnika do pary. Co akurat w przypadku Lepkiego zakończyło się sukcesem. Gwiazda, jego obecna partnerka, cierpi na podobną dysfunkcję. No i bum! Dobrali się jak chochelka i wiaderko. Warto również wspomnieć o zabawnej kwestii, która wyróżnia ich codzienny tryb życia. Wyobraźmy sobie normalną sytuację, gdy witacie się ze swoimi przyjaciółmi. Z reguły to nic nadzwyczajnego. W typowych okolicznościach ceremonia powitania polega na uścisku dłoni, przytuleniu się bądź też innej formie, której granice wytyczają tylko wodze fantazji czy też kulturowe naleciałości. Tutaj jest podobnie z tym, że do tego pakietu dochodzi szereg efektów fizyczno-zapachowo-dźwiękowych. Gdy przyjaciele, rosłe chłopaki witają się z Lepkim, to zwykle przebijają pionę. I nie byłoby w tym nic spektakularnego, gdyby nie ten charakterystyczny plask rozbryzgującego się potu na wszystkie strony. Chlupnięcie jak mokrą szmatą o podłogę. Nie wspomnę o kobietach. One zwykle ograniczają fizyczny kontakt w dystansie około metra. Bez zbędnego ciągu słów, kurtuazyjne hej zupełnie wystarcza. I wszystko to w trosce o nową sukienkę, aby się nie zachlapała śliną czy też śmierdzącym zapachem amoniaku. Tak kończąca powitanie ceremonia jest następstwem kurtuazyjnej reakcji Lepkiego, który ekspresowo wyskakuje z propozycją antyseptycznych ręczników. Jaki by nie był z niego oślizgły robaczek, to trzeba mu przyznać, że maniery dobrego zachowania wykształcił do perfekcji. Ale na tym nie koniec. Jest jeszcze kwestia związana z jego motoryką ruchową. Na szczęście nie ma nic wspólnego z posturą fizyczną. Otóż niezwykle wielką trudność sprawiają mu podstawowe funkcje związane z utrzymywaniem przedmiotów w dłoniach. Z rąk wyślizguje mu się wszystko o gładkiej powierzchni, przez co zmuszony jest chodzić w gumowych rękawicach. Tym sposobem próbuje wyeliminować część przypadkowych sytuacji niefortunnego upośledzenia. Nie zawsze jednak mu się to udaje. Bo wiadomo, gdy ktoś poci się nadmiernie, wtem pot spływa lawinowo po całym ciele. Rękawice w pewnym sensie rozwiązują problem, ale też mogą się wypełnić po brzegi.

Skoro już jesteśmy przy tym Lepkim biedaku, to warto też poświęcić uwagę jego równie lepkiej partnerce. Gwiazda jest zwykle łagodną z charakteru kobietą. Na co dzień pochłonięta hobbystyczną pracą naukową, stąd większą część swojego czasu spędza w pracowni. Rzadko wychodzi do ludzi. Trochę ekscentryczny dziwoląg. Jednak głodna i ciekawska kontrowersyjnych tematów. Jej charakter osobisty przejawia się totalnym odklejeniem od rzeczywistości. Zachowuje się tak, jakby urodziła się wczoraj. Przyjaciele dokładnie nie wiedzą, czy to zaburzenie emocjonalne czy też jakiś głębszy problem natury psychicznej. Nikt jednak nie zdobył się, aby zaproponować jej terapię. W każdym razie skomplikowany charakter nie przeszkadza jej w codziennym funkcjonowaniu. Ponadto, indywidualność każdego podmiotu w tym świecie jest szanowana z respektem. Szczupła i do tego wysoka. Trochę przypomina anorektyczkę, aczkolwiek trudno się odnieść tym pojęciem do świata, w którym żyje. Wszyscy są wyschnięci na prześcieradło. Skromna garderoba jednakowych uniformów podkreśla prostotę jej wyglądu, a ich szeroka gama kolorystyczna wyróżnia ją w tłumie. Nie mylić z hydraulikiem czy elektrykiem, ale coś w ten deseń. Brunetka o długich przetłuszczających się falujących włosach. Całokształt dopełniają przytwierdzone niemalże permanentnie do głowy spawalnicze okulary. Na pewno kojarzycie takie z otwieranymi do góry, przyciemnianymi szkłami. Gwiazda, podobnie jak Lepki, prawie zawsze wyposażona jest w dość spory plecak wypełniony po brzegi różnymi akcesoriami, które często ratują ją z opresyjnych sytuacji nadmiernego pocenia się. Oprócz plecaka jednym z ciekawszych rekwizytów jej ekwipunku jest coś, co przypomina wózeczek, a bardziej szpitalny balkonik dla pacjentów na rehabilitacji lub seniorów w hospicjum. Ale faktycznie jest nim autorska, mechaniczna konstrukcja balkonika nawadniającego. Nazwa własna. Specyficzne urządzenie o skomplikowanej aparaturze, zaplątanych kabli, rurek i wiatraczków. Zaprojektowana przez nią machina rozwiązuje problem destylacji. Odpowiada za kalibrację, stabilizację i dozowanie czystej wody. Zapobiega tym samym spontanicznemu odwadnianiu się ich obojga. Energia słoneczna wprawia w ruch mechanizm tego dziwnego urządzenia. Działa w oparciu o plastry fotowoltaiczne lub reakcję fuzji wodorowej w mikroskali. Wszystkie elementy tej aparatury działają w wyniku połączonych ze sobą małych butli z zawartością substancji chemicznych oraz mechanizmów magnetycznych. Całość urządzenia tworzy obieg zamknięty i zasila proces destylacji. Wszystkie elementy tej aparatury składają się na dosyć ciężki zestaw do dźwigania. I jakkolwiek mogłaby się wydawać trudna w obsłudze, dla niej nie stanowi żadnego problemu. Niemniej jednak to osobliwe urządzenie jest świadectwem jej kreatywności. A wszelkie dane na temat jego funkcjonowania są jej prywatną, intelektualną własnością. Widok Gwiazdy taszczącej to steampunkowe dziwadło, bywa komiczny. I tutaj docieramy do miejsca, w którym mobilność jej balkonika nawadniającego trochę komplikuje logistykę. Otóż operowanie tak ciężkim urządzeniem najlepiej sprawdza się, gdy się je ciągnie za sobą lub przed sobą. Stąd Gwiazda zmuszona jest chodzić tyłem. Może nie cały czas, ale jak sama tłumaczy, czujność i stały kontakt wzrokowy z drugą osobą sprawiają jej przyjemność podczas spacerów i rozmów z przyjaciółmi. Gwiazda również bardzo starannie dba o rejestrowanie wszystkich interesujących momentów w jej życiu. A z racji tego, że rzadko wychodzi z domu, wszystko nagrywa, a następnie skrupulatnie analizuje w zaciszu swojej pracowni. I tak naprawdę nie wiadomo, co jest celem tego procesu. Natomiast ciekawość i pasja do analizowania dźwięku wokół niej są nie tylko przejawami jej dociekliwego charakteru, ale ponoć mają jakiś logiczny sens kontynuowania tego zabiegu. Podsumowując jej oryginalną osobowość, warto też zwrócić uwagę, że pomimo nieograniczonego dostępu do wody, Gwiazda lubi być kreatywna i samowystarczalna. Nie jest zwolennikiem współczesnych wynalazków nawadniających. Większą frajdę sprawia jej budowanie mechanizmów własnego pomysłu. Po części ma rację. Jej matka była zapalonym naukowcem biologii molekularnej i fizyki. Stąd też odziedziczona smykałka do kreowania i projektowania osobliwych konstrukcji. Niesamowicie intrygujący jest też fakt, że do tej pory nie uległa żadnemu wypadkowi. Wszędzie taszczy ze sobą tę bombę. A na pytanie, jakim cudem ktoś może poruszać się w przestrzeni publicznej z tak skomplikowaną aparaturą? Odpowiedź jest prosta. Wszystkie projekty Gwiazdy są testowane i patentowane. Natomiast nie występują w masowej produkcji, bo takie też jest założenie. Z miłości do pasji i na własny oryginalny użytek. Poza abstrakcyjnym wizerunkiem mało kto zwraca uwagę na jej wynalazki.

Warto również wymienić tutaj matkę Gwiazdy. A głównym powodem jest jej wkład pracy w naukę podczas pierwszych testów Alimentum. To nie był łatwy okres dla nikogo, a zwłaszcza dla naukowców, którzy brali na swoje barki niewyobrażalną odpowiedzialność za ratowanie życia całej ludzkości. I wszystko to w trakcie tak trudnych przemian. Otóż matka Gwiazdy, prof., Dociekła, pracowała nad szerokim zakresem skomplikowanych badań analitycznych, wyodrębniających charakterystykę i właściwości genotypów ludzkich. Została nagrodzona Noblem za izolację i analizę sporej grupy nowych, unikatowych wiązań i mutacji genetycznych. W późniejszym okresie okazało się, że jedno z tych wiązań posiada zdolność wchłaniania wody do organizmu. Dzięki temu dzisiejsze społeczeństwo wzbogaciło się o nową jakość życia i uszlachetnioną skórę.

Będąc przy tematach wzlotów i upadków, rodzinnych tragedii, cudów, błota, głodu, smrodu i nędzy. Pora wspomnieć o Cwaniaku. Ciekawy typ. Czasem przypomina pomnik lub jakąś mroczną bajkową postać. Wbrew pozorom jest jednak całkiem przystojnym osobnikiem płci męskiej. Jego urodę głównie podkreśla światło padające na jego posturę pod odpowiednim kątem. Czasem bywa tak, że można się go wystraszyć; innym razem jest tak, że przypomina anioła emanującego rozświetloną aurą. Szczupły albo wręcz chudy. Nieprzyzwoicie wysoki i małomówny, w starszym już wieku mężczyzna o nienagannych manierach. Mimo iż pochodzi z rodziny o szlacheckich korzeniach, to jednak sprawia wrażenie pozornego intelektualisty, którego głównym zajęciem jest sprzedaż tanich tkanin przemysłowych. Cwaniak w pewnym sensie jest także niedoszłym transwestytą. A jednym z powodów jest fakt, że w pewnym momencie życia po prostu zmęczył się poszukiwaniami odpowiedniego rozmiaru damskiej garderoby dla siebie. Przy jego wzroście jednak był to poważny problem, z którym borykał się przez wiele lat swojej dorosłości. W pewnym momencie eksplodował —

„Już nie mam siły! Od tych szpilek palce u stóp powykręcało mi jak u baletnicy. Każda kiecka, którą założę, staje się jednorazowym egzemplarzem. Wszystko drze się na mnie jak papier toaletowy, którego, na ironię, dzisiaj już nikt nie używa”.

Przypuszcza się, że duży wpływ na jego metamorfozę mogła mieć śmierć jego obojga rodziców. Zginęli w niecodziennych, tragicznych okolicznościach. Swego czasu, w ramach inwestycji i inspekcji budowlanej nowego odcinka autostrady zostali nieszczęśliwie wciągnięci przez zdalnie sterowany walec, który jechał z prędkością dwóch kilometrów na godzinę. Ponoć zahaczyli się o jakiś wystający element konstrukcji. Na terenie budowy było głośno. Nikt nie słyszał ich wołania. Nie było co po nich zbierać, a to, co zostało, zakład pogrzebowy zdrapał z powierzchni asfaltu. Pogrzeb był ponoć bardzo skromny. Właśnie od tamtego czasu Cwaniak zaczął doświadczać metamorficznego dylematu pierwiastku męskiego. Po tej tragedii najbliżsi w rodzinie próbowali zrozumieć jego sytuację. Aczkolwiek logiczne wytłumaczenie było tylko jedno. Z dnia na dzień stał się sierotą. Podświadomie próbował przywołać bliskich mu rodziców. Jego emocje stawały się coraz bardziej targane transformacją osobowości, rozpaczą i tęsknotą za domowym ciepłem. Los przedwcześnie odebrał mu najważniejszy element spajający okres dorastania racjonalno-emocjonalnego. Jednak jego transformacja nie przerodziła się w głębsze pragnienie czy też zmianę płci. A trochę szkoda, bo przez te wszystkie lata jego najbliższe otoczenie przyzwyczaiło się i szanowało jego tak barwny, oryginalny wizerunek. I do końca nie wiadomo, jak naprawdę było z tym przebieraniem, ale pewne jest to, że do dzisiaj zdradza fetysz kobiecego zachowania. Każdy ma prawo do tego, aby być kimkolwiek chce. Na przekór wszystkim tragediom znajomość z Cwaniakiem przetrwała lata. Od wczesnego dzieciństwa do chwili obecnej. Warto też przytoczyć wątek o szlacheckich korzeniach, które odgrywały niezwykle znaczącą rolę w jego arystokratycznej rodzinie, przybranych ojczymów, macoch, wujków i ciotek. I gdyby dramatyczny obrót wydarzeń nie pokrzyżował planów rodzinnego biznesu, osamotniony Cwaniak byłby dzisiaj bardziej aktywny, zaradny i tryskający życiem. Jego kompleksy nigdy by się nie narodziły. Przynależność do potężnych mózgów wesołej familiady zawsze była spełnieniem jego marzeń. I tak oto z niedoszłego dziedzica wielkiego koncernu, eksportera jedwabiu, został sprzedawcą sztucznych tkanin przemysłowych. Po tej tragedii jakby zabrakło mu weny twórczej czy też inteligentnej metody prowadzenia tak wielkiego przedsięwzięcia. Dzisiaj, gdy opowiada o swojej firmie, zawsze podkreśla, że jego działalność przechodzi niesamowitą metamorfozę w kierunku ekoproduktów i wytwarzania materiałów tekstylnych z recyklingu. Wszyscy chylą czoła, bo pomysł jest bardzo ambitny, ale widać, że jakoś nie radzi sobie tak sprytnie jak robili to jego potomkowie. Warto też zauważyć, że w pewnym okresie rozwoju swojej firmy wdrążył w produkcję wysokiej klasy projekt toalet z tworzywa sztucznego. Które, swoją drogą, na pewno było nowatorskim i cieplejszym w dotyku rozwiązaniem, ale niestety okazało się potężnym niewypałem. I na ironię, nie długo po zaszczepieniu Alimentum ludzkość po prostu przestała srać bo nie mieli z czego. Tak więc w spadku zostało mu tysiące wyprodukowanych plastikowych kibli, które do dnia dzisiejszego przetapia na syntetyczne tkaniny. Temat śmierdzący, ale jednak ludzie zawsze byli zwolennikami klasycznych rozwiązań sanitarnych. Bo nie ma to jak wypróżnić się w porcelanę. Tak oto przedstawia się jego postać. A obecna tutaj paleta biegunkowych odcieni raczej ponagla w desperackiej potrzebie za toaletą niż chęcią penetrowania tego wątku na dłuższą metę. Jak by nie patrzeć, jego osobliwy styl życia przypomina kosz plastikowych owoców z witryny sklepowej w komunistycznej Polsce. Cwaniak, jak na mężczyznę w starszym już wieku, trzyma się bardzo dobrze. Pełen witalności i niewyczerpanych pokładów energii. Jego zmora to jednak życie w utopijnej nadziei za Iskrą. Przyjaciółka całej grupy i jego wielkie marzenie. Partnerka życia. Niestety, jego porażająca nadzieja już od dłuższego czasu daje się we znaki w angażu jego emocjonalnych intencji, które absolutnie nie są odwzajemniane z jej strony. Ale on, postawny mężczyzna o niemal marmurowej, bezmimicznej twarzy, w sytuacji pojawienia się wymarzonej oblubienicy, zawsze kończy tak samo. Stary kapeć, a zachowuje się jak wyposzczony szczeniak z językiem na brodzie. Iskra to nie model dla niego. Wcześniej umarłaby z nudów albo on zszedłby na zawał serca, konkurując z jej temperamentem.

Niezwykle pięknej urody Iskra to jednak kobieta nieprzewidywalna, czasem bezmyślna, chaotyczna i wybuchowa. Jej charakterem można by ostrzyć noże, których, na ironię, dzisiaj prawie nikt nie używa. Iskra na co dzień zajmuje się modelingiem w agencji dystrybutorów wody i produktów nawadniających dla sportowców. Oprócz tego śledzi aktualne trendy mody wyszukanego świata bohemy miejskiej. W życiu jej całą uwagę pochłania głównie lusterko. I gdyby przyjrzeć się jej zachowaniu bliżej, to do złudzenia można by porównać ją do niedźwiedzia pandy; jak do cholery ta poczwara zdołała przetrwać w tym jakże często wrogim środowisku naturalnym. No właśnie… Poza tym, że perfekcyjną urodą i rozrywkowym charakterem wypełnia obraz całej paczki przyjaciół, do życia nie wnosi większej wartości intelektualnej.

Podsumowana namiastka podwalin tego świata ponagla do szerszego rozwoju tej historii. Niecodzienna przygoda i szereg innych postaci, które lepiej, aby wyłoniły się same. I aby być drobiazgowym w opisie tego wydarzenia, musimy cofnąć się wstecz. Otwieram przed wami drzwi do Homoalimentum. Świata na miarę kosmicznego chaosu. Świata dalekiego od klasycznej logiki. Świata, którego bohaterowie są tak samo teatralni jak życie piszące ich los.5

CUDOWNY CHEMIK

W dużym mrocznym pomieszczeniu laboratorium chemicznego Nova miga wadliwe oświetlenie. Pośrodku znajduje się odizolowana, kubiczna szklana przestrzeń. Aby dostać się do niej bliżej, trzeba się przedrzeć przez ogromny bałagan, przewalające się z każdej strony gadżety naukowe. Zbliżamy się do stołu doświadczalnego. Na jego powierzchni stoi pełno szklanych pojemników oraz urządzeń pomiarowych i grzewczych. Słychać, jak różnokolorowe substancje bulgoczą i parują. W tle ktoś krząta się po pomieszczeniu. To prof. Dociekła. Wybitna naukowiec w dziedzinie chemii molekularnej, nanotechnologii i biomaterii. Wspomniana wcześniej matka Gwiazdy. Na stole znajdują się substancje w fiolkach o identycznym kolorze. Tło przedziera przesterowany dźwięk audycji radiowej. Coś na temat obecnych zamieszek wśród ludzi na ulicach. Jakieś krzyki, dźwięk syren. Nagle głos spikera radiowego przebija się na pierwszy plan. Relacjonuje aktualne wydarzenia —

Proszę Państwa, oto informacja z ostatniej chwili! Pozwolę sobie przeczytać wiadomość od Prezydenta Narodów Zjednoczonych: „Rodacy, proszę nie panikować! Plądrowanie sklepów i okradanie sąsiada do niczego dobrego nie prowadzi. Zapasy żywności wystarczą dla każdego. Musicie uzbroić się w cierpliwość…”. — Wiadomość się urywa.

To prof. Dociekła, która krząta się w pobliżu. Uderzyła w odbiornik radiowy. Ten z trzaskiem wyłączył się. —

Dosyć tych bzdur! Przecież w takich warunkach nie da się pracować — skomentowała.

Widać tylko fragmenty jej sylwetki. Jak przystało na naukowca. Ubrana jest w biały fartuch z tytułem naukowym i nazwiskiem, obok firmowe logo laboratorium NOVA. Zapracowana, numerami podpisuje fiolki z substancjami o identycznym kolorze. Podnosi kolejno przed siebie —

Próbka numer sto, negatywna. Próbka numer sto jeden, pozytywna. Maleńka, jesteś naszą jedyną nadzieją — zdzieliła ją penetrującym wzrokiem.

Podekscytowana medykamentem, przypatruje się z bliska różowej, gęstej substancji w fiolce. Nagle, czuje straszne swędzenie w nosie. Upierdliwy swąd nie daje jej spokoju. Odruchowo przeciera dłonią nos, ale swędzenie nie ustaje. Wkłada więc palec do środka jednej z dziurek i namiętnie zaczyna w niej grzebać. Lekka ulga. W tym samym czasie drugą ręką odkłada fiolki na stół. Swędzenie w nosie jednak nie ustaje. Pospiesznie odkłada fiolki. Nie zwraca na nie większej uwagi.

W nagraniu z security camera widać, jak prof. Dociekła grzebie paluchem w nosie, po czym omyłkowo trąca fiolki dłonią. Pochłonięta dłubaniem, nie zauważa, że wyciekające substancje zaczynają się mieszać. Uwalniają się bezwonne opary.

Och, booosze, jaka ulga — wyszeptała.

Przed jej oczami rozciąga się ogromna, ciągnąca się koza z nosa. Uch — westchnęła. Kątem oka dostrzega rozlane substancje na powierzchni stołu. Przeraziła się, ale kozy z paców nie wypuszcza. Niestety, zbyt duże opóźnienie. Zorientowała się, że bezwonne, aczkolwiek widoczne, opary, które zaczęły się ulatniać, są wysoce trujące. W paluchach uporczywie trzyma rozciągniętą kozę z nosa. Przeklęty wybór podświadomości — pomyślała. Zezowatym wzrokiem łypie raz na kozę, raz na fiolki. W końcu traci przytomność i jak kłoda upada na podłogę. I wszystko to zostało wyraźnie zarejestrowane przez kamerę bezpieczeństwa. Wrażliwe na zmianę gęstości powietrza sensory z opóźnieniem uruchamiają dźwięk alarmu. Wadliwy, trzeszczy. Roznosi się pisk. Oświetlenie migota. Zmienia barwę na czerwoną. Przeszklone wnętrze pomieszczenia zostaje natychmiast odcięte. Szczelne drzwi zamykają się automatycznie. Na ratunek z sąsiednich pomieszczeń zbiegają się zespoły innych naukowców. Po nieudolnych próbach uruchomienia wadliwej instalacji neutralizująco-oczyszczającej bezradnie stoją przed szklanymi ścianami. Coś się zepsuło. Pozbawieni jakiejkolwiek możliwości ratunku, patrzą na nią, jak umiera. Dźwięk alarmu nasila się. Wwierca się głębiej do ich świadomości, po czym urywa się. Przegrzane od gorąca stare lampy halogenowe wybuchają. Ciemność.

Wtem na ulicy pod budynkiem laboratoriów NOVA słychać kolejny wybuch. Zatrzęsło fundamentami, aż szyby wyleciały z okien. Straszna tragedia, opisana później szerokimi artykułami i wywiadami w gazetach. Okazało się, że jakiś przypadkowy rowerzysta, co się później okazało złodziej ziemniaków. Gwałtownie zatrzymał się na ulicy, bo przestraszył się piszczącego alarmu w budynku laboratoriów NOVA. Jadąca tuż za nim cysterna z paliwem gwałtownie zahamowała. A na nieszczęście jadący tuż za nią autobus z dzieciakami wracającymi z plantacji ziemniaków nie zdążył wyhamować. Uderzył w cysternę z paliwem. Cysterna i autobus natychmiast stanęły w płomieniach. Kierowca i dwadzieścia dwoje głodnych dzieciaków spłonęli żywcem. Ponoć nawet nie było szans na przeprowadzenie autopsji. Ich ciała były tak zwęglone i posklejane ze sobą, że jedyne, co można było zrobić, to przekazać je jako nawóz na pola uprawne. Rowerzysta ponoć wyszedł z tego bez szwanku, ale kilka dni później umarł w wyniku zatrucia się skażonym ziemniakiem.

Prof. Dociekła na miarę swojego czasu była genialną kobietą. Niestety życiem przepłaciła za badania, nad którymi pracowała. Oficjalnie — po tej tragedii — środowisko naukowców stara się nie poruszać tego jakże rażącego tematu. Ale na jej nieszczęście przyczyny i skutki tego wydarzenia zostały zarejestrowane dzięki kamerom. Trochę wstyd dla całego zespołu naukowców. Nie wspominając już o tym, że firma po incydencie ogłosiła upadek. I wszystko to tylko po to, aby wyciszyć druzgocącą reputację. Na ironię losu, wypadek prof. Dociekłej pozostawił ślad w dziedzinie nauki. Stał się idealnym przykładem dla firm szkolących o zasadach, przepisach bezpieczeństwa i higieny pracy przyszłych pokoleń naukowców. Prof. Dociekła, odchodząc z tego świata, niechlubnie zostawiła swoje nazwisko na kartach historii. Do dzisiejszego dnia, gdy słyszy się o niej w radiu lub w różnych artykułach naukowych, temat pozostaje dyskusyjny. Mieszane uczucia na myśl o jej osobie każdego wprawiają w konsternację. Nikt nie wie, jak zacząć. Jak ją przedstawić? Od kozy z nosa czy też od Nobla za przełomowe badania naukowe.

Od tragicznych wydarzeń w laboratorium prof. Dociekłej minął rok. Ulice miast dalej okupowane są niekończącymi się zamieszkami i walką o przetrwanie.

Zmuszeni agresywnym przebiegiem wydarzeń, rodzice młodego Omo wyprowadzają się na wiejskie odludzie do rodzinnej chaty, która do niedawna stanowiła jedynie budynek gospodarczy z hektarami pól uprawnych. Posiadłość ogrodzona jest wysokim na dziesięć metrów płotem, który podpięty jest pod wysokie napięcie generowane przez zamontowaną turbinę wietrzną na dachu. Stojąca na łysej równinie rudera trzeszczy, opiera się podmuchom wiatru.

Jest pochmurny, zimny i deszczowy jesienny dzień. Wewnątrz chaty przy drewnianym stole siedzi młody Omo. Rysuje ziemniaka na skrawku pogniecionego papieru. Odziany w obdartych ciuchach i cały umorusany zaschniętym błotem. Otoczenie i atmosfera przepełnione są totalnym ubóstwem. W tle słychać trzeszczący dźwięk starego odbiornika telewizyjnego. Nagle gwałtownie otwierają się drewniane drzwi. Do pomieszczenia będącego jedną wspólną przestrzenią mieszkalną wbiega matka Omo. Choć zaniedbana skrajną biedą w tym konkretnym momencie jest bardzo szczęśliwa —

Omo, synku, nie uwierzysz, co się stało! Ale wydarzenie!
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij