-
nowość
If You Love Me. Toronto Terror. Tom 4 - ebook
If You Love Me. Toronto Terror. Tom 4 - ebook
On jest legendą. Ona walczy o każdy krok kariery. Razem stopią najgrubszy lód.
Alexandria Forrester wkracza do świata zawodowego hokeja, obejmując stanowisko asystentki trenera w drużynie Toronto Terror. Młoda, ambitna i zdeterminowana, by udowodnić swoją wartość w zdominowanej przez mężczyzn lidze, musi walczyć nie tylko o autorytet w szatni, lecz także o stabilność dla dwóch młodszych sióstr, którymi opiekuje się po rodzinnej tragedii.
Problem w tym, że największą gwiazdą zespołu jest Roman Hammerstein – legendarny bramkarz rozgrywający ostatni sezon i jednocześnie mężczyzna, z którym trzy lata wcześniej Lexi spędziła niezapomniany weekend w Nowym Jorku. Ona uciekła bez słowa. On nigdy nie zapomniał. Gdy przeszłość zderza się z teraźniejszością, a między nimi wciąż iskrzy, granica między profesjonalizmem a pożądaniem zaczyna się zacierać.
Sekretny związek może kosztować Lexi karierę, na którą pracowała całe życie. Roman, gotów poświęcić wszystko, by ją ochronić, podejmuje decyzję – zawiera małżeństwo z rozsądku, które na zawsze odmieni ich przyszłość.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8417-792-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
ROMAN HAMMERSTEIN
BRAMKARZ TERRORU
NAJLEPSZY PRZYJACIEL HOLLISA
DZIECI
PEGGY HAMMERSTEIN
RODZICE
CYNTHIA HAMMERSTEIN
KOLEDZY Z DRUŻYNY
DALLAS BRIGHT
NAJLEPSZY PRZYJACIEL ASHA
ZARĘCZONY Z HEMI
HOLLIS HENDRIX
NAJLEPSZY PRZYJACIEL ROMANA
CHŁOPAK AURORY
ASHISH PALANIAPPA
MĄŻ SHILPY (PRAWNICZKI DRUŻYNY)
NAJLEPSZY PRZYJACIEL DALLASA
FLIP MADDEN
BRAT RIX
NAJLEPSZY PRZYJACIEL TRISTANA I DRED
CONNOR GRACE
OCHRONIARZ TERRORU
KELLAN RYKER
BRAMKARZ REZERWOWY
TRISTAN STILES
CHŁOPAK RIX
NAJLEPSZY PRZYJACIEL FLIPA
RODZEŃSTWO: NATE I BRODY
ALEXANDRIA FORRESTER
(LEXI, ANGEL)
ASYSTENTKA TRENERA TERRORU
RODZEŃSTWO
OPHELIA I CALLIOPE
RODZICE
KRISTOFF FORRESTER
GANG TWARDZIELEK
Mildred Reformer
(DRED)
SĄSIADKA FLIPA
PLATONICZNA ZNAJOMA FLIPA
Beatrix Madden
(RIX, BEAT, BEA)
SIOSTRA FLIPA MADDENA
ZARĘCZONA Z TRISTANEM STILESEM
Hemi Reddi-Grinst
(HEMI, WILLS, KOCHANIE)
NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA SHILPY
ZARĘCZONA Z DALLASEM BRIGHTEM
Tallulah Vander Zee
(TALLY/TALLS)
CÓRKA TRENERA TERRORU
STUDENTKA PIERWSZEGO ROKU
Essie Lovelock
NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA RIX
Shilpa Palaniappa
(SHILPS)
NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA HEMI
ŻONA ASHISHA PALANIAPPY
Peggy Aurora Hammerstein
(PEGGY, AURORA, HAMMER, KSIĘŻNICZKA)
CÓRKA ROMANA HAMMERSTEINA
DZIEWCZYNA HOLLISA HENDRIXAROZDZIAŁ 1
ROMAN
Nie ma, kurwa, opcji.
Z przodu sali stoi kobieta moich marzeń. Wygląda oszałamiająco. Od ponad trzech lat jest główną bohaterką moich snów. Przynajmniej raz w miesiącu budzę się z megawzwodem, a powidoki kolejnego snu o niej powoli się rozwiewają. W równym stopniu kocham te noce, co ich nie cierpię. Przypominają o tym, co miałem – na krótko – i co straciłem.
– Trenerka Forrester przychodzi do nas z ligi Ontario…
Trener Vander Zee nadal mówi, ale nic nie słyszę, ponieważ jestem zbyt zajęty wpatrywaniem się w zjawiskową kobietę stojącą obok niego i dyrektora generalnego, próbując zrozumieć, co się, do diabła, dzieje.
A teraz do imienia, jęków i szeptanych modlitw dopasowałem nazwisko.
Alexandria Forrester.
Lexi.
To było absolutnie najlepsze czterdzieści osiem godzin, jakie kiedykolwiek przeżyłem. W większości spędzone nago.
A teraz tu jest. W trójwymiarze. Prawdziwa i namacalna, piękniejsza niż ostatnim razem, gdy ją widziałem.
Wracam do rzeczywistości, gdy Vander Zee się odzywa:
– Dołączy do nas jako asystentka trenera.
Cały mój świat staje na głowie. Ponieważ kobieta moich marzeń – ta, która zniknęła bez słowa pożegnania – właśnie została moją jebaną szefową.ROZDZIAŁ 2
LEXI
Nie do końca przewidziałam, jak duży niepokój będzie mi towarzyszyć przy ponownym spotkaniu twarzą w twarz z Romanem – najlepszym bramkarzem, jakiego liga kiedykolwiek miała w swoich szeregach.
Nigdy wcześniej nie poznałam Romana jako zawodnika, zawarłam znajomość z Romanem jako człowiekiem. Nie ma mowy, żeby pamiętał mnie tak jak ja jego. A wrył mi się w pamięć każdy najdrobniejszy szczegół, każda chwila spędzona z Romanem Hammersteinem.
Właścicielem mojego pieprzonego ciała. Źródłem magicznych orgazmów. Największym kutasem, jakiego kiedykolwiek miałam przyjemność spróbować (choć nieudolnie) wziąć głęboko do gardła. Moje wysiłki zostały jednak docenione, pochwalone i nagrodzone większą liczbą orgazmów niż w jakikolwiek inny weekend.
Roman był niesamowitym, inteligentnym, sprośnym wirtuozem seksualnym. Ale może wszystkie kobiety, z którymi spędza czas, tak uważają. Może po prostu jest aż tak dobry. Co to oznacza dla mnie?
To, że stoję teraz przed nową drużyną, wpatrując się w faceta, który wywrócił moje życie do góry nogami i doprowadził do tego, że wszyscy, z którymi później się umawiałam, wydawali mi się mdli jak muzyka w windach.
Mój żołądek to jeden wielki chaos. Początek nowej pracy nigdy nie jest łatwy, ale kobieta przed trzydziestką w sztabie trenerskim zawodowej drużyny hokejowej? Jeśli wyczują mój strach, skończę, zanim łyżwami dotknę lodu.
– Pozwól, że przedstawię ci kilku naszych kluczowych graczy – mówi trener Vander Zee, uprzednio dając chłopakom zielone światło, by wzięli talerze i ustawili się w kolejce do bufetu.
Pozostali dwaj asystenci trenera, Ralph Boxer i Arnold Thomas, oraz kierownik odpowiedzialny za sprzęt, Donnie Richards, stanęli w kolejce i wymieniają się uwagami z zawodnikami. Ralph wydaje się miły, nieco ekscentryczny, lecz jest trenerem bramkarzy, więc to ma sens. Arnold i Donnie okazali się trochę zdystansowani, ale być może byli blisko z poprzednim asystentem trenera. Obaj są znacznie starsi ode mnie, więc to też może mieć znaczenie.
Vander Zee rozgląda się po pomieszczeniu i oczywiście najbliżej niego stoi Roman. Ledwo mogę oddychać, gdy trener go przywołuje. Może się to rozegrać na dwa sposoby. Żaden z nich nie jest fajny.
Roman zachowuje niewzruszoną minę. Od czasu, gdy widziałam go ostatnio, jeszcze wyprzystojniał. Skronie mu posiwiały. Jest szeroki w barach, dobrze zbudowany i absurdalnie przystojny. Chociaż przekonywałam samą siebie, że nie ma szans, by mnie pamiętał, nagle pojawiają się obawy, że mogę się mylić. Jednak nie dam rady cofnąć czasu i tego naprawić.
– Alexandrio, na pewno poznajesz Romana, najlepszego bramkarza w lidze – mówi Vander Zee z nieukrywaną dumą. – Romanie, to jest Alexandria. Trenowała męską drużynę w Windsorze i żeńską w Niagarze, zanim do nas dołączyła. – Vander Zee klepie go po ramieniu. – Możesz na nim polegać, zagłębiając się w tutejsze realia.
Roman uśmiecha się i wyciąga rękę na powitanie.
– Miło cię poznać, Alexandrio.
Kolana niemal odmawiają mi posłuszeństwa, gdy słyszę swoje imię wypowiedziane tym wspaniałym, głębokim głosem. W głowie rozbrzmiewa mi natychmiast kilka innych zdań, w których dźwięczał ten sam ton.
„Będziesz moją grzeczną dziewczynką i pozwolisz, żebym wsunął w ciebie fiuta, Lexi”.
„Co za śliczna cipka. Zrobię tak, że rozpłacze się na mój widok”.
„Pokaż mi, co lubisz, Lexi. Sprawię, że to cudowne ciało zacznie śpiewać”.
A potem dociera do mnie rzeczywistość. Wyraz jego twarzy pozostaje całkowicie neutralny, gdy podajemy sobie ręce. Naprawdę mnie nie pamięta.
Bez wątpienia jestem jedną z wielu anonimowych kobiet, które doświadczyły jego wyjątkowych umiejętności poza lodowiskiem. Czego myśmy wtedy nie robili… Roman przejął kontrolę i pokazał mi, na co mnie stać, a o czym wcześniej nic nie wiedziałam. I co od tamtej pory nie było już moim udziałem.
Nie chciałam, by się zorientował, że mam obsesję na punkcie hokeja, i uznał, że poszłam z nim do łóżka, aby wykorzystać jego kontakty. Zamiast więc pozwolić się zabrać na ostatnią kawę, jak obiecałam, wymknęłam się z pokoju hotelowego w niedzielny poranek i wróciłam do Niagary bez pożegnania.
Spotykam jego wzrok i wsuwam dłoń w zaoferowaną rękę. Na ramionach pojawia mi się gęsia skórka, a włoski na karku stają dęba.
– To dla mnie ogromny zaszczyt. – Brzmię, jakbym połknęła żabę.
Po chwili puszczam jego dłoń i splatam ręce, żeby nie gestykulować. Nie potrafię odczytać jego wyrazu twarzy.
– To duży krok, z ligi Ontario do ligi krajowej – zauważa.
– Alexandria ma świetną cefałkę. – Vander Zee próbuje uspokajać swojego gwiazdorskiego bramkarza.
– Na pewno tak jest. Jak długo trenowałaś drużyny w Windsorze i Niagarze? – Roman zachowuje się, jakbyśmy rozmawiali po raz pierwszy. Jakby nie owinął mojego warkocza wokół swojej pięści i nie szeptał mi sprośnych słów do ucha, pieprząc mnie od tyłu.
Lexi, wyrzuć te brudne myśli z głowy!
– W Windsorze byłam przez dwa lata, a w Niagarze rok. – Podjęłam pracę w drużynie kobiecej, ponieważ moja mama i ojczym zginęli w wypadku na łodzi, a moje przyrodnie siostry nagle straciły rodziców. Mieszkały w Niagarze. Przeprowadzka ze mną do Windsoru oznaczałaby dla nich rozłąkę z koleżankami i wszystkim, co znały.
Nie żebym nie zrobiła dokładnie tego samego, podejmując tę pracę. Ale minął już rok od wypadku, w którym rodzice stracili życie, a to jest moja wymarzona robota. Mam nadzieję, że siostry poradzą sobie z przeprowadzką.
– Drużyna kobieca z Niagary zdominowała zeszłoroczne finały, prawda? – pyta Roman.
– Tak. – Włożyłam w to całe serce i duszę. Musiałam odwrócić uwagę od strat i żalu. – Nasza drużyna przeszła z końca tabeli w lidze na drugą pozycję w klasyfikacji ogólnej.
– Pewnie było im smutno, że odchodzisz – kontynuuje Roman.
– To była trudna decyzja, ale nie mogłam przepuścić takiej szansy.
– Fakt, rozumiem, że nie mogłaś.
– Roman, stary, mają sos ze słonego karmelu i plasterki zielonego jabłka, które tak lubisz. – Phillip „Flip” Madden, jeden z graczy, klepie go po plecach. – Lepiej weź trochę, zanim znikną.
Robię wielkie oczy. Pierwszej nocy, którą spędziliśmy razem, jedliśmy owoce maczane w słonym karmelu. I nie tylko owoce były zanurzane w tym sosie.
– Tego nie odpuszczę – zgadza się Roman. – Witamy w Terrorze, trenerko Forrester. – Żegna się uprzejmym skinieniem głowy.
– Dziękuję.
Idzie w stronę bufetu, a ja w końcu mogę odetchnąć.
Flip Madden wyciera rękę o spodnie i wyciąga ją w moją stronę.
– Jestem Phillip. Większość nazywa mnie Flipem. Wspaniale, że będziesz z nami. Bardzo się cieszę na zastrzyk estrogenowy na lodowisku. – Wzdryga się. – To nie zabrzmiało zbyt dobrze. Chodzi mi po prostu o to, że wspaniale jest mieć kogoś ze świeżym, nowym spojrzeniem na drużynę.
Uśmiecham się i potrząsam jego prawicą.
– Liczę na współpracę. – Nie jestem na tyle naiwna, by wierzyć, że obędzie się bez trudności związanych z tym, że jestem pierwszą kobietą na stanowisku asystenta trenera w lidze, ale Terror ma dobrze zrównoważony zarząd, więc nie tracę nadziei.
Vander Zee przedstawia mnie jeszcze kilku osobom, mam jednak wrażenie, jakbym miała watę w ustach. Całkowicie nie doceniłam, jak trudna będzie współpraca z Romanem. Ale on mnie nie pamięta. I lepiej, żeby tak zostało. Poza tym to ostatni rok jego kontraktu. Przez ten czas poradzę sobie ze wszystkim.
Następuje przerwa w przedstawianiu i na chwilę zostaję sama z Vanderem Zee. Z poważną miną – z której, jak się dowiaduję, słynie – wsuwa kciuki do kieszeni.
– Wiem, że dla ciebie to wszystko jest dość nowe i rozumiem, że możesz być trochę onieśmielona spotkaniem z zawodnikami, którzy mają za sobą długie, legendarne kariery, ale nigdy nie pozwól im tego zobaczyć, Alexandrio.
– Rozumiem, proszę pana. – Lepiej, aby myślał, że jestem pod wrażeniem ich sławy, niż poznał prawdę.
– Profesjonalizm jest najważniejszy. Jeśli nie potrafisz sobie z nimi poradzić, przestajesz być wartościowym członkiem organizacji. Rozumiesz?
– Oczywiście, proszę pana. – Boję się, że wszystko po mnie widać. Nie mogę sobie pozwolić na okazywanie słabości, ani przed Vanderem Zee, ani przed innymi członkami sztabu trenerskiego, a zwłaszcza przed żadnym z graczy.
– Powinnaś coś przekąsić. Wiem, że musisz się rozpakować i urządzić.
– Jasne. Dzięki. – Cieszę się, że pozwala mi odejść i zmierzam w stronę stoiska z napojami. Jedzenie wydaje się kolejną złą decyzją, a podjęłam ich już wystarczająco dużo.
– Nie daj się zastraszyć Vanderowi Zee – mówi Ralph, trochę pocieszająco, gdy sięgam po szklankę. – Więcej szczeka, niż gryzie.
– Dziękuję. – Posyłam mu uśmiech.
Arnold Thomas, asystent trenera, który pracuje głównie z zawodnikami ataku, rozmawia z Donniem przy jednym ze stolików. Jego wzrok na chwilę spoczywa na mnie.
– I nie martw się o Donniego – dodaje cicho Ralph, nakładając sobie na talerz świeże owoce. – Jest po prostu zły, że nie zakwalifikował się na to stanowisko.
– Moje stanowisko? – pytam.
Kiwa głową.
To wyjaśnia brak serdeczności ze strony jego i Arnolda.
Jakiś zawodnik przywołuje Ralpha.
– Weź coś do jedzenia i chodź do nas – mówi i zostawia mnie samą przy napojach.
Nerwy miałam w strzępach już po przedstawieniu mi Romana, a teraz dowiaduję się, że dostałam tę pracę kosztem kogoś z firmy?! To równie mocno podbudowuje moje ego, co daje mi kolejny powód do zmartwień. Presja związana z tą pracą miażdży mnie od środka.
Omiatam wzrokiem soki, próbując zebrać myśli i określić, po co tu stoję. Wybór napoju nie powinien być trudny. Kiedy sięgam po świeżo wyciskany sok marchewkowo-jabłkowo-imbirowy, po plecach przebiegają mi ciarki.
– Polecam lemoniadę arbuzową zamiast tego – mówi cicho Roman. – Jest trochę słodsza, bardziej w twoim guście.
Przeszywa mnie dreszcz paniki i na chwilę zapominam, jak się oddycha. Wszystko, co właśnie sobie wmawiałam, że jest prawdą, zostaje wywrócone do góry nogami.
On mnie pamięta…
Jednak wszelkie potencjalnie ciepłe i przyjemne uczucia ulatniają się, gdy odwracam się i zauważam jego niezadowoloną minę. Błądzi wzrokiem po mojej twarzy, a ja czuję go wszędzie.
– Powiedziałbym, że miło cię znów widzieć, ale… – kolejne słowa, które wychodzą z jego ust niszczą mnie: – …nie lubię kłamać.ROZDZIAŁ 3
LEXI
Po zrzuceniu bomby przez Romana ponownie skupiam uwagę na sokach, bo nie radzę sobie z jego spojrzeniem. Muszę z nim porozmawiać na osobności. Co będzie, jeśli doniesie zarządowi o naszej historii? A co gorsza, jeśli powie o tym kolegom z drużyny? Mogę stracić ich szacunek, zanim w ogóle zdążę go sobie zaskarbić.
To stanowisko jest dla mnie wszystkim. Praca w zawodowym hokeju to szczyt marzeń. To, że może się skończyć, zanim się zaczęła, z powodu czegoś, co zrobiłam lata temu, bolałoby bardziej niż tysiąc upadków na lodzie.
Nim jednak znajdę odpowiednie słowa, Roman podchodzi do młodej kobiety i wyprowadza ją z pomieszczenia.
Najwyraźniej rozmowa w cztery oczy będzie musiała poczekać. Może to lepiej, bo mam czas się do niej przygotować. Decydując się na pracę trenerki, koncentrowałam się na tym, jak wspaniale to wpłynie na moją karierę. Nie myślałam o tym, jak cholernie niezręczna będzie praca z facetem, który był przygodą na dwie noce.
Kiedy w końcu wybieram napój – lemoniadę arbuzową, bo oczywiście idę za radą Romana – kolejne dwadzieścia minut poświęcam na rozmowę z Ralphem i Kellanem Rykerem, bramkarzem, który pod koniec roku zastąpi Romana.
Wreszcie udaje mi się czmychnąć do mojego biura. Ale nie jestem w stanie cieszyć się tabliczką ze swoim nazwiskiem przymocowaną do drzwi. Ani tym, że mam cholernie fajny gabinet z oknem. Oraz że zdobyłam wymarzoną robotę. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. I kompletnie nie mam z kim o tym porozmawiać.
Przez trzy lata nikomu nie powiedziałam o tamtym weekendzie z Romanem. Przez czterdzieści osiem godzin był tylko mój. A ja byłam całkowicie, bezsprzecznie jego. Marzyłam, żeby tak pozostało. Z wielu powodów. Przede wszystkim dlatego, że czas spędzony razem był wyjątkowy i święty, a nie chciałam, żeby stracił na wartości z powodu tego, kim ten mężczyzna był dla wszystkich poza pokojem hotelowym.
Telefon dzwoni mi w kieszeni. Skręca mnie w żołądku. A jeśli to on?
Momentalnie czuję ulgę, a potem niepokój, gdy na ekranie pojawia się imię mojej młodszej siostry. Między naszą trójką jest duża różnica wieku. Ophelia chodzi do klasy maturalnej, co oznacza, że jest ode mnie młodsza o dwanaście lat, a Calliope ma osiem lat i jest uczennicą trzeciej klasy. Ta przeprowadzka nie była łatwa, a Fee musiała wziąć na siebie dużą odpowiedzialność i zaopiekować się Callie. Rozumiem ją. Sama w mgnieniu oka z siostry stałam się mamą.
– Wszystko w porządku? – pytam.
– Jasne – zapewnia mnie. – Callie chciała, żebym zadzwoniła do ciebie w sprawie kolacji. – Sposób, w jaki wypowiada ostatnie słowo, sugeruje, że ma to niewiele wspólnego z jedzeniem.
Uśmiecham się.
– Naprawdę?
Callie jest bardzo podekscytowana tym, że pracuję dla Terroru. Jak na ironię, uwielbia Romana Hammersteina i wszystko, co związane z hokejem, podobnie jak ja. Stoi na bramce w swojej drużynie.
– Prosiła o nuggetsy z kurczaka i frytki, ale domowej roboty, a ja nie byłam pewna, kiedy wrócisz do domu, bo to twój pierwszy dzień i w ogóle – wyjaśnia Fee. – Chce też z tobą porozmawiać, jeśli masz czas.
– Daj ją do słuchawki.
– Poznałaś Romana Hammersteina? – pyta Callie.
Czuję jej ekscytację.
– Poznałam. – I nie był zadowolony z naszego ponownego spotkania.
– A co z Dallasem Brightem? I Flipem Maddenem? I Tristanem Stilesem? Ich też poznałaś? – Kolejne nazwiska padają z jej ust coraz szybciej.
– Tak. Całą drużynę.
– No a Connor Grace? Widziałam, że dostał tam transfer.
– Skąd wiesz? – Drużyna dowiedziała się o tym dopiero dzisiaj, a ogłoszenie poszło w świat zaledwie po południu.
– Sprawdziłam w internecie, kiedy miałam czas na komputer po szkole. To prawda? – Z niecierpliwości aż podnosi głos. Uwielbia Romana, ale to Grace jest jej ulubionym zawodnikiem wszech czasów.
– Prawda. I spotkałam go. – Przekonanie drużyny, żeby go zaakceptowała, nie będzie łatwe. To świetny obrońca, ale nie jest tajemnicą, że nie dogaduje się z Maddenem. Pytanie brzmi: dlaczego?
– O rany! Fajowsko! Dwóch moich ulubionych graczy w tej samej ekipie! Będę mogła ich poznać?
– Oczywiście. Przyjedziesz na mecz i poznasz cały zespół – zapewniam.
– Nie mogę się doczekać! Fee znowu chce z tobą porozmawiać. Do zobaczenia, kiedy wrócisz do domu!
– Sorki. Prosiła i prosiła, żeby do ciebie zadzwonić – mówi cicho Fee. – Mogę iść po zakupy, żeby było nam łatwiej z kolacją.
– Nie martw się tym. To też twój pierwszy dzień. Jak było w szkole? Poznałaś nowych ludzi?
– Przywitałam się z kilkoma osobami, ale lubię tych znajomych, których już mam.
– Nie ma nic złego w znajomościach online. Może znajdziesz kogoś bliskiego, z kim będziesz mogła ponarzekać na fanfiki _Jacy nie byliśmy_ i _Władcę Pierścieni_. Kupię coś na kolację po drodze do domu. Nie pozwól Callie napchać się słodyczami.
– Postaram się.
– Może zabierz się też do opróżnienia kilku pudeł.
Ostatni tydzień był bardzo intensywny. Trzy dni temu przeprowadziłyśmy się z domu z ogrodem do trzypokojowego mieszkania na dwudziestym piętrze. Najważniejsze były sypialnie i kuchnia. Teraz zostało nam rozpakowanie reszty.
– Już ogarnęłam cztery kartony książek i poukładałam je na regale w salonie.
– Wymiatasz!
– Wiem. Muszę iść. Callie znowu gra w hokeja w salonie.
– Daj jej ten antystresowy krążek!
– Już dałam.
– Kocham cię, Fee.
– Ja też cię kocham, Lexi.
Kończę rozmowę i opadam na fotel. Kocham moje siostry i za nic w świecie nie zamieniłabym naszej relacji. Jednak zostanie ich opiekunką prawną było trudne dla nas wszystkich. Nie chodziło tylko o przytłaczający smutek i zmiany po śmierci mamy i ojczyma. Podjęłam gorzej płatną pracę, by zapewnić dziewczynkom stabilizację, próbowałam też utrzymać dom z jednej pensji, czekając jednocześnie na rozstrzygnięcie spraw spadkowych. Tak, ostatni rok okazał się wymagający finansowo. Ale udało się nam i teraz też damy radę. Poradzę sobie z pracą z Romanem przez rok. O ile on mi tego nie spieprzy.
Na dźwięk pukania do drzwi mojego gabinetu przygotowuję się na najgorsze. Spodziewam się konfrontacji z Romanem i im szybciej do niej dojdzie, tym lepiej – oboje będziemy mogli ruszyć dalej. Ale to nie on stoi w progu, tylko Wilhelmina Reddi-Grinst, dyrektorka do spraw PR-u. Jej publiczne zaręczyny z Dallasem Brightem odbiły się tak szerokim echem, że trudno zapomnieć jej nazwisko. Trzeba mieć grubą skórę, żeby poradzić sobie z reperkusjami takich wydarzeń.
– Hemi, prawda? – Odsuwam krzesło i wstaję.
– Zgadza się. – Uśmiecha się. – Miałam spotkanie zaraz po tym, jak cię przedstawiono, ale chciałam wpaść i przywitać cię w zespole. Wygląda na to, że się urządzasz. – Spogląda na stos pudeł w rogu, a potem na obraz, który powiesiłam na ścianie.
Akwarela przedstawia jezioro, nad którym spędzaliśmy wakacje, kiedy nasza mama jeszcze żyła. Ophelia namalowała ją w pierwszej klasie liceum na zajęciach plastycznych, a ja oprawiłam w ramkę. Ona jej nie znosi – choć to dotyczy również wielu innych rzeczy – i zakazała wieszania tego obrazka w mieszkaniu, więc przyniosłam go tutaj.
– Tak – odpowiadam. – Jak dotąd wszyscy są bardzo przyjaźni. – Poza Romanem i Donniem, ale w obu przypadkach przynajmniej wiadomo, dlaczego tak jest.
– Zespół jest fantastyczny, a zarząd bardzo pomocny – zapewnia mnie.
– Słyszałam same dobre rzeczy. Nie mogę się doczekać współpracy z tobą i Shilpą. Bardzo podoba mi się to, co robicie z drużyną kobiecą. – Zainteresowanie, jakie wzbudziła w ostatnim roku, było fantastyczne, a kobiety uprawiające ten sport odniosły tak wiele korzyści.
– Włożyłam w ten projekt całe serce.
– Cóż, to niesamowite. A zeszłoroczna gala była po prostu nie z tej ziemi, biorąc pod uwagę pieniądze, które zebrałaś dla wszystkich tych organizacji charytatywnych. Poza tym nie mogę uwierzyć, że istnieje koń nazwany na cześć Dallasa Brighta. – To, że ta drużyna zawsze trzyma się razem, robi ogromne wrażenie, między innymi z tego powodu tak walczyłam o tę pracę.
– Nie udałoby mi się to bez pomocy Hammer. Jest moją prawą ręką.
– Hammer?
– Chodzi o Aurorę Hammerstein. Zespół nazywa ją Hammer. Pracuje ze mną w dziale PR.
– Aha. Dobrze. – Tego też nie wzięłam pod uwagę. Praca z Romanem to jedno, ale dodatkowo z jego córką… Komplikacje się piętrzą.
– Brała udział w porannym spotkaniu, ale pewnie byłaś przytłoczona obecnością wszystkich tych ludzi. Jest teraz na promocji z ojcem, ale jutro będzie w pracy. Przedstawię cię.
– Z przyjemnością. – Jakimś cudem moje słowa nie są przepełnione niepokojem.
– Zdaję sobie sprawę, że pewnie masz sporo na głowie, ale część z nas po pracy idzie do lokalnego pubu. Jeśli miałabyś ochotę dołączyć, zapraszamy. Bardzo się cieszymy, że mamy cię na pokładzie. Miło mieć kolejną kobietę w zespole. Pozostali trenerzy zwykle do nas nie dołączają – mają małe dzieci i wiele innych obowiązków – ale my chętnie byśmy cię zobaczyli. Jeśli dasz radę, przedstawiłabym cię wtedy Hammer, bo ona też będzie, podobnie jak Shilpa i kilku innych zawodników, gdybyś chciała ich poznać w bardziej swobodnej atmosferze.
Chociaż bardzo chciałabym nawiązać nowe znajomości w biurze, to jeśli Hammer ma tam być, istnieje realna możliwość, że sytuacja wymknie się spod kontroli. A jeśli pojawi się Roman… Rozmowa jest nieunikniona, ale nie w obecności wszystkich współpracowników i jego kolegów z drużyny.
– Bardzo dziękuję, że o mnie pomyślałaś. Mogę to przełożyć na inny termin? Poza tym mam jeszcze do rozpakowania kilka pudeł. – Pokazuję na kartony.
– Ależ naturalnie. – Kiwa głową. – Może przyszły tydzień będzie lepszy.
– Byłoby świetnie.
Jak dotąd udawało się unikać takich spotkań, ale nie mogę w nieskończoność chować się przed współpracownikami. Jestem niemal pewna, że zanim sytuacja się poprawi, będzie jeszcze trudniej. Kto by pomyślał, że spełnienie marzeń może przypominać koszmar?ROZDZIAŁ 4
ROMAN
Nic ci nie jest, stary? Wydajesz się… naprawdę spięty. – Hollis Hendrix zerka znacząco na moje palce bębniące w podłokietnik między siedzeniami jego samochodu.
Biorę kawę, żeby zająć czymś ręce.
– Nie. Po prostu za dużo myślę. – Nie mijam się z prawdą.
W nocy spałem fatalnie. Ciągle budziły mnie nieprzyzwoite sny z udziałem nowej asystentki trenera. W jednym z majaków byłem na lodzie, w pełnym rynsztunku bramkarza hokejowego, a ona leżała na górnej siatce bramki, naga i piękna, błagając o oralik. Mój mózg to durny dzban.
– To dlatego, że zaczyna docierać do ciebie, co oznacza ten ostatni sezon? – pyta współczująco.
Skręca mnie w żołądku, bo okłamuję swojego najlepszego kumpla.
– W zasadzie tak.
Dwa dni temu właśnie tym bym się martwił. Ale najnowsze wydarzenia pochłaniają całą moją uwagę. Jak, do diabła, mam się skupić, kiedy obok jest Lexi – przepraszam, to znaczy Alexandria, a może trenerka Forrester? Cholera, to mój ostatni sezon i nie potrzebuję rozpraszaczy.
Nie mogę zapomnieć tej zszokowanej miny, kiedy dałem jej do zrozumienia, że ją pamiętam. Myślała, że zapomnę nasz wspólny weekend? Nigdy.
– Wiem, że teraz w drużynie i zarządzie dużo się zmienia, ale zakończmy z przytupem, okej?
Muszę być w beznadziejnym humorze, skoro Hollis zachowuje się w stosunku do mnie jak wieczny optymista.
– Tak, masz całkowitą rację – odpowiadam. – A Ryker będzie świetnym bramkarzem. Martwię się tylko o Grace’a i Maddena razem na lodzie. – Zwłaszcza że to ja będę musiał wziąć na siebie Grace’a, bo jest obrońcą. – No i jest jeszcze nowa asystentka trenera. – Której ciało poznawałem centymetr po centymetrze przez cały weekend. – Zapowiada się wyboisty początek sezonu.
– Forrester ma jednak solidne doświadczenie – rzuca Hollis.
– To prawda.
Sprawdziłem ją wczoraj wieczorem.
Przez te wszystkie lata znajdowała się kilka godzin drogi stąd. I wiedziała, kim jestem, kiedy spotkaliśmy się w Nowym Jorku. To mnie najbardziej dobija. Mimo to nigdy nie czułem się jak bramkarz Roman Hammerstein. Byłem zwykłym gościem, który lubił baseball i chciało mu się gdzieś wyjechać z pozazawodowych względów. Fakt, że wiedziała, zmienia to, jak postrzegam tamten weekend.
– Może to, co się dzieje teraz, nie jest najgorsze, wiesz? – mówi Hollis, prawdopodobnie biorąc moje milczenie za sceptycyzm.
– Jestem przekonany, że zarząd ma jakiś plan – zapewniam.
Bardziej martwię się tym, jak sobie poradzę, obserwując Lexi w akcji. Stanowi zabójczą kombinację piękna i kompetencji. Niektórzy młodsi zawodnicy są nabuzowani hormonami. Nie zdzierżę widoku tych napalonych gnojków patrzących na nią jak na apetyczny kąsek, którym zresztą jest.
Nasze telefony rozświetlają się od nowych wiadomości na czacie grupowym. Hollis i ja trzymamy sztamę z kilkoma chłopakami z zespołu.
– Zobaczę, co to – proponuję.
Już pierwsza wiadomość źle wróży.
DALLAS
Czy kogoś jeszcze ciekawi wpływ estrogenu na trening?
TRISTAN
Bardziej martwię się, że Flip i Connor się pobiją.
ASH
To ^^^
FLIP
Pierdolcie się, chłopaki.
Czat zamienia się w serię gifów z walkami hokejowymi.
– Co tam chłopaki piszą? – pyta Hollis, wjeżdżając na parking.
– Podpuszczają Flipa w związku z Connorem.
– Naprawdę chciałbym wiedzieć, o co im poszło – mruczy Hollis.
– Kto by nie chciał – odpowiadam.
Parkuje na swoim miejscu przy hali sportowej i jego telefon wydaje charakterystyczny dźwięk. To moja córka. Rozpoznaję po dzwonku. Brwi podchodzą mu do linii włosów, kiedy czyta wiadomość.
– Wszystko w porządku z Peggy? – Przez jakiś czas chciała, żebym nazywał ją jej drugim imieniem, Aurora, tak jak często zwraca się do niej Hollis. Ale odkąd ze sobą chodzą, odpuściła. Teraz tylko ja mówię na nią Peggy i nie wydaje się, żeby jej to przeszkadzało tak jak kiedyś.
– Tak. Dziewczyny idą po pracy do Watering Hole.
– Znowu?
– Bo tym razem Dred uda się wpaść. – Wstukuje szybką odpowiedź, gdy wysiadamy z samochodu. – Mam nadzieję, że drinki z dziewczynami nie zamienią się w wyłącznie babski wieczór. Zwłaszcza że zaraz ruszamy w trasę.
Dotykam palcem dolnej wargi, gdy wchodzimy na halę.
– Podnajem Peggy kończy się w listopadzie.
– Wiem. Już chciałbym, żeby się wprowadziła na stałe – mówi.
– Krok po kroku, okej? – Powstrzymuję się, by nie dawać ojcowskich komentarzy. Peggy ma przecież dopiero dwadzieścia jeden lat. Jest młoda i musi się jeszcze dużo nauczyć. Hollis o tym wie i kocha moją córkę nad życie. Poza tym, cóż… ja w jej wieku miałem już trzyletnie dziecko.
Co nie znaczy, że jest mi to łatwiej znieść. Czasami czuję, że straciłem moją małą dziewczynkę i najlepszą przyjaciółkę. Nadal mam bliską relację z Hollisem, ale jest teraz chłopakiem mojej jedynaczki i wkrótce oficjalnie zamieszkają razem. Rok temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej: stabilna kariera, wychowywanie córki, praca z najlepszym kumplem. Teraz próbuję utrzymać się na powierzchni.
– Hej, chłopaki. Jak leci? – woła Dallas Bright, gdy razem z Ashishem Palaniappą dołączają do nas.
– Nieźle. A u was? – pyta Hollis.
– Gotowi wbijać na lód – odpowiada Ash.
– Wills się stresuje. – Tylko Dallas tak nazywa swoją narzeczoną, Hemi.
– Proszę, powiedz, że Flip już nie sprawia jej PR-owych problemów – gderam.
Dallas kręci głową.
– Nie, zachowuje się jak należy. Przede wszystkim ma problemy ze snem. Sporo zmian zaszło w organizacji w tym sezonie, miejmy nadzieję, że większość z nich na lepsze, ale myślę, że wszyscy jesteśmy trochę roztrzęsieni, sam wiesz.
– Tak, totalnie rozumiem. – W większym stopniu, niż im się wydaje.
W szatni wyczuwa się napięcie, gdy wchodzimy. Moje nastawienie zmienia się w sekundę. Jasne, wszyscy nadal się przyjaźnimy, ale przekroczywszy próg tego pomieszczenia, odpalam tryb gry.
Szafki Grace’a i Maddena znajdują się po przeciwnych stronach szatni. Przynajmniej z tym szefostwo sobie poradziło.
Madden i Stiles siedzą obok siebie na ławce, już w pełnym rynsztunku poza koszulkami. Rozmawiają cicho, sznurując łyżwy.
– Dość ponury poranny nastrój – mamrocze Hendrix.
Potwierdzam mruknięciem, ale nic nie dopowiadam. Każdy wie, że kiedy się przebieram, trzeba mnie zostawić w spokoju. Sprawdzam sprzęt, odkładam na później zielone jabłko w prawy górny róg mojej szafki i zaczynam się przygotowywać, zdejmując ubrania po kolei, składając je i odkładając na miejsce, zanim założę ekwipunek.
– Stary, zakryj to gówno – mówi Stiles.
– Co jest, kurwa? – narzeka Hendrix.
– Plecy, Hollis. – Stiles spogląda na niego znacząco.
– Co plecy? – Hendrix przesuwa dłonią po ramieniu, zauważając półksiężyce na skórze.
– Do kurwy nędzy. – Tylko tego mi dziś brakowało.
Stiles wzdycha i kręci głową.
– Nie patrzysz w lustro przed wyjściem z domu?
– Patrzę, ale nie na plecy.
– Dziewczynom najwyraźniej przydałby się manicure. – Bright stara się rozładować atmosferę.
– Pierdolcie się wszyscy – rzucam ostro. Nie chcę myśleć o śladach, jakie moja córka zostawiła na czyichś plecach, nigdy.
Wszyscy aż podskakują. Przed wejściem na lód zwykle milczę.
– Przynajmniej dbasz o swoją dziewczynę – mówi Madden, co bynajmniej nie pomaga.
Przysięgam, że jeśli spróbuje przybić komuś piątkę z tytułu orgazmów mojej córki, to go zatłukę na miejscu.
– Jestem przekonany, że mówiłeś coś innego, kiedy twój najlepszy kumpel zaczął się spotykać z twoją siostrą – odparowuję, podnosząc ręce. – Koniec rozmowy. Do wszystkich żółtodziobów, posłuchajcie mądrych rad, randkowanie w tej rodzinie jest zajebiście trudne, więc lepiej tego unikajcie, bo inaczej będziecie musieli sobie radzić z czymś takim. – Pokazuję na moich kolegów z drużyny, którzy są również moimi najbliższymi przyjaciółmi.
– Ma rację – przyznaje ponuro Madden.
Vander Zee zagląda do szatni z groźną miną.
– Dobra, panowie, koniec gadania. Wchodzimy na lód.
Kończę się ubierać i wychodzę za kolegami z drużyny z szatni.
Tyle że mój i tak kiepski nastrój jeszcze się pogarsza, gdy docieramy na lodowisko.
Lexi – trenerka Forrester – już jest na miejscu. Ubrana w kurtkę trenerską wygląda dokładnie tak, jak przystało na rasową trenerkę. Czy tylko ja widzę, jak spodnie dresowe podkreślają jej kształty? Których nie powinienem podziwiać…
Długie, gęste włosy splotła we francuski warkocz. Powraca kolejne niewygodne i niezwykle pobudzające wspomnienie z naszego wspólnego weekendu. Zanim weszliśmy do jacuzzi, zaplatała włosy, a ja podszedłem do niej i się tym zająłem. Od tego momentu była jak plastelina w moich rękach. Tak uległa, tak chętna do zrobienia wszystkiego, o co poprosiłem. Kontrola, jaką mi oddała, działała jak mocny narkotyk. Nie mogłem się tym nacieszyć. I nią samą.
Przez ostatnie trzy lata obsesyjnie o niej myślałem i nagle pojawiła się tutaj, w moim świecie. Nie wiem, jak sobie z tym poradzić, i wszystko wylewa się ze mnie pod postacią gniewu. Ale to tylko maska, która kryje rozczarowanie, jakie pojawiło się, gdy obudziłem się sam w hotelowym łóżku, bez żadnego wyjaśnienia takiego obrotu spraw. A widzieć ją tutaj w takiej sytuacji? To jest mindfuck nad mindfucki. Nikt nie zostaje trenerem zawodowców, jeśli nie jest całkowicie pochłonięty hokejem, jednak kobieta, z którą spędziłem weekend, nawet nie wspomniała o tym sporcie.
– Ogarnij się. – Podjeżdżam do bramki, gdzie czeka na mnie Ryker.
Przechyla głowę.
– Przepraszam, co to było?
Zmuszam się do uśmiechu. Ryker nie powinien obrywać rykoszetem za mój parszywy nastrój.
– Dobrze się dziś czujesz?
– W szatni była lekko napięta atmosfera, ale mam nadzieję, że energia się zmieni, gdy wyjdziemy na lodowisko.
– Na bank. – Chociaż nie jestem przekonany i wszystko jest nie tak.
Ryker i ja rozgrzewamy się, robiąc ćwiczenia rozciągające, podczas gdy trenerzy Vander Zee, Boxer, Thomas i Forrester przeglądają swoje notatki. Forrester będzie pracować z Ralphem nad obroną. I ze mną. Oraz z Rykerem. Nie powiem, żebym czuł się z tym się komfortowo.
Grace rozgrzewa się obok jednego z nowych zawodników. Madden i Stiles znajdują się naprzeciwko nich, a Bright z Palaniappą po mojej prawej stronie.
Trenerzy się rozjeżdżają, Lexi – trenerka Forrester – sunie po lodzie, jej warkocz kołysze się, gdy zmierza w stronę Grace’a.
Wszystkie oczy podążają za nią. Ja na pewno nie mogę oderwać wzroku, gdy zatrzymuje się kilka metrów od najnowszego, nie do końca mile widzianego członka naszej drużyny.
Madden i Stiles zbliżają się na odległość umożliwiającą usłyszenie rozmowy Grace’a i trenerki Forrester. Grace jest w trakcie rozciągania wewnętrznej strony ud, trzeba przyznać, że wygląda to tak, jakby kopulował z lodem. Każdy, kto wykonuje to ćwiczenie, wygląda tak samo. Liczba viralowych filmików przedstawiających przedtreningowe rozciąganie jest niewyobrażalna. Grace powoli podnosi wzrok, ogniskując spojrzenie na długich, wysportowanych udach trenerki Forrester. Którymi opleciona była moja talia i głowa… Otrząsam się z kolejnego wspomnienia, bo erekcja w ochraniaczu na krocze nie należy do komfortowych.
– Ej, pani trenerko, może pomogłaby mi pani z rozciąganiem? – rzuca Grace ze złośliwym uśmieszkiem, wstając.
Debiutant stojący obok niego wygląda na kompletnie zszokowanego.
Nieznana mi wściekłość przeszywa mnie dreszczem. Nie zastanawiam się, tylko działam, ruszając w ich stronę, ale Palaniappa łapie mnie za koszulkę.
– Precz z łapami – warczę tonem, którego sam nie rozpoznaję.
Palaniappa natychmiast mnie puszcza i podnosi ręce.
– Hej, stary, co z tobą?
Zanim zdążę mu powiedzieć, żeby pilnował swoich spraw i się odczepił, Madden wpada na Grace’a, przewracając go na lód z wrzaskiem:
– To nasza, kurwa, trenerka, kutasie!
Grace chwyta Maddena za przód koszulki i mówi coś, czego nikt z nas nie słyszy. Ale cokolwiek to jest, doprowadza Maddena do szału. Uderza pięścią Grace’a prosto w szczękę, zanim Stiles, Bright i Palaniappa go odciągną.
– Dość tego! – Trenerka Forrester gwiżdże.
– Nie możesz pozwolić Grace’owi na takie zachowanie – rzucam przez zęby.
Trenerka Forrester odwraca się w moją stronę. Unosi jedną seksowną brew i spogląda na mnie gniewnie.
– Jesteś teraz trenerem, bramkarzu? Chcesz, żebym stanęła w twojej bramce?
Odpowiedź brzmi „tak”. Wypycham językiem policzek.
Ona zwraca się do Grace’a i Maddena:
– To. Cokolwiek to jest, koniec z tym.
– Słyszałaś, co powiedział – mruczy zirytowany Madden.
– Wystarczy, Madden – mruczy Forrester i czeka.
Madden opuszcza głowę.
– Grace, jeśli jeszcze raz usłyszę coś takiego z twoich ust, zostaniesz zawieszony. Wydaje ci się to zabawne? Myślisz, że tak należy rozmawiać z Vanderem Zee czy jakimkolwiek innym trenerem? Absolutnie nie. Co gorsza, czy tak rozmawiałbyś ze swoją babcią?
– Nie, trenerko. – Grace spuszcza głowę jak skarcony dzieciak, twarz ma czerwoną ze wstydu i odjeżdża od Maddena, zbliżając się do Vandera Zee i Forrester.
– Jestem tu, by być częścią tej drużyny. Jeśli nie zamierzasz traktować sztabu i kolegów z zespołu z szacunkiem, wypad z mojego lodowiska. – Odwraca się do Maddena. – Nie sadź się na mojego rycerza. Szukasz byle pretekstu, żeby się wyżyć na nowym zawodniku. To nieprofesjonalne i dziecinne.
– To nie… – przerywa i rumieni się, gdy ona przechyla głowę.
Co za babka! Miałem przyjemność zaznać jej zadziorności i ognia w Nowym Jorku, ale to jest coś innego. Wchodzi w swoją rolę, pokazując chłopakom, kto tu rządzi. Cholernie to seksowne.
– Wy dwaj wyraźnie potrzebujecie gdzieś wyładować swoją agresję, a sprinty po lodzie to dobry sposób, by dać wam czas na przemyślenie decyzji i wpływu waszego zachowania na resztę ekipy. A ponieważ to jest drużyna i powinniśmy funkcjonować jak jeden organizm, wszyscy koledzy do was dołączą. – Podnosi rękę, gdy rozlegają się narzekania. – Nie piętrzcie problemów. Każdy po dziesięć sprintów.
Ryker wzdycha. Co innego biegać po lodzie w normalnym stroju, ale my dźwigamy więcej niż reszta.
– Wezmę po jednym od każdego zawodnika – proponuje Grace.
– Nie, ty i Madden zrobicie dziesięć dodatkowych, bez względu na wszystko. Nie będziemy tolerować waszych prywatnych dram w pracy. Za późno na podlizywanie się.
Vander Zee kiwa głową na znak zgody.
– Słyszeliście, chłopcy.
Ustawiamy się w szeregu i czekamy na jej gwizdek.
Sprinty po lodzie są takie, jak się spodziewaliśmy: piekielne. Dwóch początkujących graczy wymiotuje. Grace robi swoją dychę, a potem gna dalej, ramię w ramię z Maddenem.
Ale nawet po tym trening jest masakryczny. Ryker i ja naprzemiennie stajemy na bramce i każdy z nas przepuszcza po cztery gole. Żal mi go. Wiem, dlaczego ja gram do dupy, ale na nim ciąży presja nowicjusza, który musi pokazać się z jak najlepszej strony.
Schodzimy z lodowiska padnięci, a zwykle wesoły nastrój psuje wyraźne napięcie panujące w drużynie. Musimy znaleźć sposób, żeby poradzić sobie z tymi kolesiami, w przeciwnym razie czeka nas kiepski sezon. Wszyscy w lidze wiedzą, że Madden i Grace skaczą sobie do gardeł. To ujawnia nasze słabości, wystawiając nas na cios przed kolejnym meczem towarzyskim.
Po prysznicu chciałbym jak najszybciej zwiać z szatni. Ale zanim zdążę się oddalić, Vander Zee wzywa mnie do swojego gabinetu.
– Przepraszam za mój dzisiejszy występ w bramce – mówię, wchodząc do środka.
– Wszyscy mieli słaby dzień. – Vander Zee zamyka za mną drzwi.
Wyczuwam zapach perfum Lexi, zanim zarejestruję jej obecność w pokoju. Siedzi na jednym z krzeseł konferencyjnych, nadal w dresie, z warkoczem przerzuconym przez ramię i podkładką do pisania przed sobą. Opanowana. Pewna siebie. Jakby przynależała do tego miejsca.
Odpycham natrętne i – szczerze mówiąc – irytujące myśli o niej w znacznie bardziej rekreacyjnych sytuacjach i zajmuję miejsce przy stole konferencyjnym. Co chwila zmieniam ułożenie nóg, starając się nie zapuszczać wzrokiem w jej stronę.
– Romanie? – Vander Zee wygląda na zaniepokojonego.
– Wiem, że Ryker bierze ze mnie przykład, i postaram się poprawić – odpowiadam.
Vander Zee i Fielding wymieniają spojrzenia. Lexi wydaje się bardzo zainteresowana podkładką.
– Mamy cały sezon, żeby przygotować Rykera. Chodzi o Maddena i Grace’a – wyjaśnia Jamie Fielding, dyrektor generalny.
– Trzymasz sztamę z Maddenem – mówi Vander Zee.
Wzdycham.
– Chcecie wiedzieć, dlaczego się nie znoszą. – Jestem drużynowym ojcem. Gram w hokeja zawodowo dłużej niż ktokolwiek inny. Chłopcy przychodzą do mnie po rady, a kierownictwo liczy, że pomogę ogarnąć tych zbyt odpalonych.
– Nie chcemy stawiać cię w trudnej sytuacji, ale przydałaby się nam każda wskazówka – mówi Fielding.
Odchylam się na krześle.
– Prawdę powiedziawszy, za każdym razem, gdy w konwersacji pojawia się imię Grace’a, Madden natychmiast ucina temat. – Spoglądam na Thomasa. – Rozmowa z kimś mniej osobiście zaangażowanym mogłaby pomóc.
– Być może – odpowiada Thomas bez przekonania.
– Pytaliście Stilesa czy Brighta? – dociekam. – Razem chodzili do Akademii Hokejowej. A Stiles i Madden znają się od zawsze. Mogą na niego jakoś wpłynąć.
– Poczekasz, aż ściągniemy ich tutaj? – pyta Vander Zee.
– Jasne.
Co innego mogę powiedzieć? Nie chcę sprawiać wrażenia, jakby mi nie zależało na sukcesie drużyny. Ale im szybciej wyjdę z tego biura i oddalę się od Lexi, tym lepiej dla mnie.
_Dalsza część w wersji pełnej_