-
nowość
-
promocja
Igrając z pożądaniem - ebook
Igrając z pożądaniem - ebook
Gdy pragnienia wymykają się spod kontroli, łatwo spłonąć w ich ogniu.
Pożądanie nie pyta, czy może wtargnąć do twojego życia – ono po prostu się pojawia i bezlitośnie przejmuje nad nim kontrolę.
Adam i Kamila wiedzą o tym doskonale. Jako narzeczeni nie stronią od namiętności, ale ich ciała nieustannie domagają się więcej. Gdy para w końcu zbiera się na odwagę, by poeksperymentować i przekroczyć granice przyzwoitości, otwiera drzwi do świata, o którym wcześniej nawet nie śniła.
Tymczasem Mariusz i Martyna stoją na krawędzi rozpadu. On ucieka w używki i przypadkowy seks, ona szuka ukojenia w sztuce i zakazanych przyjemnościach, w których dominacja przeplata się z czułością.
Dla nich wszystkich spełnienie wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Nie zdają sobie jednak sprawy, że ci, którzy pragną zbyt mocno… są na prostej drodze do samospalenia.
„Igrając z pożądaniem” to zmysłowa, mroczna opowieść o granicach przyjemności, w której seks jest bronią, miłość – narzędziem kontroli a prawda… największym wrogiem.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-546-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Słońce przybrało blady kolor, jakby jeszcze nie mogło się zdecydować, czy obudzić nowy dzień, czy pozwolić nocy trwać kilka chwil dłużej. Adam już nie spał. Brązowe oczy miał otwarte i w zamyśleniu wpatrywał się w sufit. W takich momentach wyobrażał sobie i przypominał różne doznania seksualne, które miały wydarzyć się, albo pragnął, żeby wydarzyły się w jego życiu. Wizualizował je z dokładnością i najmniejszymi szczegółami, często przekraczającą granicę perwersji – uśmiechając się delikatnie i po cichu mrucząc z rozkoszy. Jego źrenice robiły się wtedy duże, a penis twardniał z każdą sekundą, wypełniając obcisłe bokserki. Uwielbiał fetysze i mocną zabawę. Pragnął silniejszych doznań.
Obok spała jego piękna narzeczona Kamila. Leżała nago, a jej czarne, jedwabiste i długie włosy częściowo przykrywały jędrne i okrągłe piersi. Kołdra otulała jej piękne ciało od pasa w dół, a lewa stopa leżała poza nią. Lubiła spać bez niczego i uwielbiała kusić ukochanego na każdym kroku, nawet we śnie. Czerpała rozkosz z umiejętności i możliwości, jakimi dysponowała, żeby jej narzeczony był szczęśliwy i zaspokojony. Ona dostawała w zamian tę samą rozkosz.
Adam wyczekiwał dźwięku budzika. Prawie zawsze budził się przed nim i w myślach poganiał czas, żeby dał mu sygnał do podniesienia się z łóżka. Co jakiś czas spoglądał na odsłoniętą stopę narzeczonej z pomalowanymi na rubinowo paznokciami. Była idealna, stworzona do pieszczenia. Fetysz stóp zawsze z nim wygrywał, a on ulegał mu za każdym razem i potulnie wykonywał wszystkie rozkazy swojej głowy. Tym razem miało być podobnie. Bezszelestnie zaczął zsuwać się w dół łóżka. Gdy jego twarz znalazła się na wysokości stopy Kamili, musnął ją delikatnie ustami. Następnie pocałował i wyciągnął język, żeby pieścić jej palce. Lizał subtelnie i ssał każdy z nich, przytrzymując stopę kobiety prawą ręką. Lewą dotykał swojego nabrzmiałego penisa, masując przy tym jądra.
Naraz leniwy podmuch ciepłego powietrza zza okna postanowił przesunąć włosy Kamili i odkryć jej piersi. Adamowi to nie umknęło. Zwolnił na chwilę pieszczotę, podniósł wzrok i szybkim ruchem, bez zbędnego zastanowienia, dotknął je dłońmi. W tej samej chwili piękna kobieta lekko mruknęła i zadzwonił budzik. Rozproszyło to mężczyznę i obudziło jego narzeczoną, której niewinne, słodkie oczy od razu skupiły wzrok na wzwodzie Adama.
– Misiu, tobie zawsze rano stoi – powiedziała na przywitanie. I po chwili dodała: – Masz tak dużego, że nie sposób oderwać od niego oczu.
– Mamy jeszcze chwilę, może włożę ci go między piersi? – zaproponował.
Kobieta uśmiechnęła się, słodko jęknęła i zwinnym ruchem otworzyła szufladę obok łóżka, w której znajdowały się podręczne gadżety erotyczne.
– Gdzie on jest, hmm… – zastanawiała się, szukając żelu intymnego. – Ooo, tutaj! – krzyknęła. Otworzyła tubkę i wylała żel na piersi, a następne kilka sekund wcierała go w ciało. Poczuła lekki, kojący chłód. Przeszedł ją dreszcz, który zatrzymał się na karku.
– Zapraszam – powiedziała z entuzjazmem.
Adam nie zastanawiał się długo. Pewnym ruchem zdjął białe bokserki. Kamila złapała za piersi i przytrzymała je od boku, by mógł głębokimi ruchami ocierać się o nie w górę i w dół, w górę i w dół. Patrzyli sobie głęboko w oczy, co chwilę mrucząc i wypowiadając sprośne, dobrze im znane słówka.
– Przyjemnie – mruknął.
– Lubię patrzeć na twoje napalone i dzikie spojrzenie – odparła. – Czuję, że mnie pragniesz i dobrze się przy tym bawisz. – Przygryzała wargę.
– Zaraz spuszczę się na twoją zaspaną twarz, chcesz tego?
– Tak! I to bardzo, skarbie – odpowiedziała bez zastanowienia.
– Podnieca cię to? – szepnął dyszącym głosem.
– O tak, bardzo! – powtórzyła się.
Kamila ścisnęła mocniej swoje piersi i patrząc prowokacyjnie na narzeczonego, otworzyła szeroko usta i wystawiła język.
Minęło jeszcze kilkanaście sekund, gdy ciało Adama zaczęło drgać w naturalny, przyjemny sposób. Mężczyzna zajęczał z rozkoszy, a jego nasienie wytrysnęło na brodę, język, do ust i resztki na policzki w okolicach nosa oraz piersi Kamili. Kobieta oblizała się dokładnie, śmiejąc się przy tym prowokacyjnie. Następnie palcem dotknęła policzka, po którym spływały resztki spermy. Leżeli tak jeszcze kilka chwil, nie zmieniając pozycji.
– Dzisiaj muszę zobaczyć się z ojcem – powiedział Adam.
Kamila zaśmiała się głośno.
– No co? – Wzrok mężczyzny momentalnie ułożył się w znaki zapytania.
– Kilka minut temu spuściłeś mi się na twarz i od razu myślisz o swoim tacie? – dopytywała z ironicznym, dobrze znanym mężczyźnie uśmiechem.
– No dobra, wiem, kotku, ale to ważne – odparł, uciekając wzrokiem na ścianę.
– Wiem, misiu, będzie dobrze – odpowiedziała pocieszającym tonem.
– Jajka po turecku czy szakszuka? – zapytał.
– A mamy pomidory?
– Pewnie, że mamy, w spiżarni zostało opakowanie tych z gałązką.
– To chcę szakszukę! – krzyknęła radośnie, po czym dodała: – Jesteś kochany, najlepszy na tej pieprzonej planecie!
Adam uwielbiał gotować w każdej wolnej chwili. Wychodziło mu to bardzo dobrze, a często nawet obłędnie. Sprawiał narzeczonej przyjemność zarówno w sferze erotycznej, jak i kulinarnej. Sam czerpał z tego satysfakcję i był pewien tych umiejętności.
– Dobrze, księżniczko, na śniadanko będzie szakszuka – odpowiedział na entuzjazm Kamili, po czym wstał z niej, prawą ręką sięgnął po leżące na łóżku bokserki i założył na umięśnione pośladki. Kobieta zerwała się z łóżka i klepnęła go mocno w tyłek.
– Masz tyłek lepszy niż niejedna małolata biegająca kilka razy w tygodniu na siłownię – skomplementowała. – Mam szczęście, że jestem z taką dupeczką jak ty – dodała.
Jej narzeczony odwrócił głowę, spojrzał na jej sylwetkę i się uśmiechnął.
– Kocham cię – odparł, po czym ruszył do kuchni.
Adam był dobrze zbudowanym brunetem. Miał sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu i na siłownię chodził, odkąd skończył osiemnaście lat. Teraz był niespełna trzydziestotrzyletnim facetem, niespełna, bo za półtora miesiąca wypadały jego urodziny. Ćwicząc, potrafił się wyciszyć, zostawić każdy problem i zmartwienie. Dbał o swój wygląd, był bardzo atrakcyjny zarówno fizycznie, jak i intelektualnie. Kamila została jego narzeczoną dwa lata wcześniej, a w szczęśliwym związku żyli sześć lat dłużej. Byli bardzo lojalną i kochającą się parą, która całą energię skupiała na sobie nawzajem i wspólnym dobru, spełnieniu i przyszłości. Ludzie z ich otoczenia powtarzali, że są dla siebie stworzeni i doskonale się uzupełniają, a ich miłość jest szczera i bez ściemy. Niektórzy w zaciszu domowym, rozmawiając między sobą, nawet im zazdrościli i czasami źle życzyli, uważając, że nie ma takich związków.
Funkcjonowali jak jeden organizm, który doskonale wiedział, czego w danym momencie potrzebuje i co wpływa na jego odpowiednie samopoczucie. Dodając ich imiona do siebie, zawsze wychodził ten sam kierunek. To coś rzadkiego, jeśli jest autentyczne, a w ich przypadku dokładnie tak było. Wiadomo, że czasami dochodziło między nimi do zgrzytów, ale były niegroźne, a finalnie i tak za każdym razem, z każdą przeszkodą, patrzyli w tę samą stronę i dochodzili do porozumienia.
Gdy Adam zajął się śniadaniem, Kamila przeszła do łazienki, do której wchodziło się prosto z ich sypialni. Była wystarczająco duża, żeby zmieściła się w niej okrągła, wolnostojąca wanna, którą ustawili pod dużym oknem. Kobieta podeszła do niej i wpatrując się w widok za oknem, przysięgła sobie, że dziś wieczorem weźmie długą i relaksacyjną kąpiel. Oczywiście z lampką wyśmienitego Château Lascombes Margaux. Patrzyła na jezioro. Piękne jezioro Jeziorak na Pojezierzu Iławskim. Uwielbiała codziennie rano wpatrywać się w ten krajobraz. Uspokajało ją to i dawało energię na resztę dnia.
Odwróciła się i podeszła do wiszącego naprzeciwko lustra. Rękami przejeżdżała po drewnianym blacie. W myślach błądziła między pracą a przyjemnością, między obowiązkami a euforią spowodowaną jej szczęśliwym życiem. W takim nastroju zaczęła myć zęby, twarz, a następnie przeszła do makijażu. Lubiła się malować, ale delikatnie i ze smakiem. Dobór jej cieni do powiek podkreślał osobliwe i niepopularne oczy. Pełne usta wypełniała czerwoną szminką.
Kamila była pewną siebie, szalenie atrakcyjną kobietą. Włosy miała czarne i sięgające długością niemalże do pośladków. Brakowało około dwudziestu centymetrów, mniej więcej tyle, ile penis jej Adasia. Nogi długie, piersi jędrne i duże, tak samo jak tyłek. Dbała o swoje ciało. Uwielbiała się podobać. Była w wieku ukochanego, chociaż wielu uważało, że ten zatrzymał się na osiemnastce. Patrząc na jej twarz, za każdym razem z łatwością dostrzegano nietuzinkową urodę. Była po prostu śliczna. Lekko agresywne rysy twarzy kobiety dodawały uroku i podkreślały jej zabójcze piękno. Oczy jak husky. Na dodatek o różnobarwnych tęczówkach.
Chorowała na heterochromię, która tylko podkreślała jej seksapil. Prawdziwa rakieta. Brakowało skali, żeby opisać jej piękno. Marzenie mężczyzn. Marzenie kobiet. Marzenie każdego.
Ogarnięcie się zajęło Kamili pół godziny.
Była w tym mistrzynią i do perfekcji opanowała tak zwany szybki ogar. Ta umiejętność jest na wagę złota, szczególnie rano, gdy człowiek ma nieodparte wrażenie, że czas pędzi dwa razy szybciej i nie czeka na spóźnialskich, niezdecydowanych ludzi.
– Gotowa. Lepiej nie będzie – powiedziała sama do siebie i opuściła łazienkę.
Wtedy poczuła zapach jedzenia, który dobiegał z parteru ich dwupoziomowego domu, prosto z kuchni. Uśmiechnęła się i zeszła nago po spiralnych schodach. Gdy jej bose stopy pożegnały ostatni stopień, stanęła na chwilę, przeciągnęła się i lekko ziewnęła. Podziwiała swojego ukochanego, który w przestrzennej kuchni skończył właśnie przygotowywać śniadanie. Na wyspie znajdowało się wszystko, co potrzebne, żeby dobrze zacząć poranek, chociaż ten już był dobry po porannych igraszkach. Obok dwóch czarnych americano stały dwie szklanki ze świeżo wyciśniętych białych grejpfrutów. Patelnia z szakszuką zajmowała centralne miejsce, a talerze ze sztućcami ulokowane zostały po jej dwóch stronach. Mężczyzna kończył kroić pieczywo. Spojrzał w stronę schodów, zawieszając wzrok na Kamili.
– O, jesteś, kotku. Właśnie miałem cię wołać – zaczął, po czym dodał od razu: – Śniadanko gotowe, smacznego.
Zjedli szybko i praktycznie w ciszy, poruszając tylko wątek najbliższego weekendu.
– Może gdzieś wyjedziemy? – zapytał Adam.
– Mmm, ale pyszne jedzonko zrobiłeś, uwielbiam, jak gotujesz… – rzuciła kobieta i gdy przełknęła ostatni kęs, zapytała: – Do naszego mieszkania w Sopocie?
– Tak myślałem. Pora odpocząć i złapać oddech – odparł.
– Rewelacja! Pojedziemy jutro z samego rana i wrócimy w niedzielę wieczorem – zakończyła temat Kamila.
Sopot był jednym z ich ulubionych miejsc na szybkie weekendowe wypady. W kilku miastach, kątach i przestrzeniach unosiły się wspomnienia, których nigdy nie wymażą z pamięci i które stały się nieodłącznymi elementami ich związku. Jednym z takich miejsc był właśnie Sopot. Zakochali się w nim z wzajemnością i dwa lata temu postanowili kupić tam mieszkanie. Wcale nie uważali tego nadmorskiego miasta za komercyjne i przereklamowane. Nie obchodziły ich tłumy turystów, po prostu się na tym nie skupiali. Doceniali klimat, Monciak, urokliwe kamienice i molo, na którym stawiali we dwoje pierwsze miłosne kroki, spacerując po nim na początku ich związku, gdy wyznawali sobie miłość i wdzięczność za to, że ich drogi się skrzyżowały.
Ubrali się szybko. Kamila w czerwoną sukienkę z dekoltem i czarne szpilki z czerwonymi podeszwami. Adam założył granatowy garnitur i białą koszulę z lekko rozpiętym kołnierzykiem. Chociaż był maj i słońce grzało już wiosennymi promieniami, to musiał wyglądać elegancko. Razem z przyjacielem Mariuszem prowadzili firmę inwestującą w nieruchomości, grunty i działki. W tym roku minęło siedem lat, odkąd postanowili otworzyć biznes, który przyniósł im satysfakcję i duże dochody, chociaż pierwsze trzy lata nie zapowiadały upragnionych owoców pracy. Było ciężko, momentalnie nawet brutalnie, bo rynek ich weryfikował i rzucał kłody pod nogi w postaci kolejnych problemów i przeciwności losu. Przetrwali to. Tamte dni przeobrazili w cenne lekcje i wyciągnęli wnioski, stabilizując pozycję firmy, którą w końcu ugruntowali na rynku. Ciężka praca zaczęła przynosić dorodne i słodkie owoce.
Pozwoliło im to na rozwój i coraz śmielsze myśli, żeby wybudować pierwszy apartamentowiec. Trzeba też uczciwie przyznać, że dużą rolę w odniesieniu sukcesu firmy i przeskoczeniu kilku poziomów wyżej odegrał tata Adama.
Dwadzieścia minut później podjechali pod firmę. Adam chciał zaparkować, ale miejsce było zajęte. Uprzedził go Mariusz.
– Kurwa mać, znowu zajął moje… – rzucił lekko podenerwowany mężczyzna.
– Stanął w poprzek, bo przodem zajął jeszcze swoje miejsce – dodała Kamila.
Czarne BMW X6 wspólnika niechlujnie okupowało dwa miejsca przeznaczone dla szefów. Każdy z nich miał swoje z tabliczkami, na których widniały numery rejestracyjne.
– Trzeba mu przyznać, że to człowiek ambiwalentny. Z jednej strony potrafi sprzedać niewidomemu okulary albo wynegocjować zajebiście korzystną ofertę, a z drugiej nie jest w stanie zmieścić się na miejscu parkingowym w liniach. Debil myśli, że wszystko mu wolno – spuentował Adam.
– Jego się kocha albo nienawidzi – dorzuciła Kamila.
– Od zawsze taki był. Ja akurat zaliczam się do pierwszej grupy. Znamy się od dziecka i niejedno przeszliśmy, wiesz, jak jest.
– Wiem, wiem, kotku. Zawsze się wspieracie, to rzadkość.
Wyszli z auta i ruszyli w kierunku drzwi wejściowych.
Kamila pracowała z narzeczonym. Była główną księgową. Lubiła to robić, chociaż czasami popadała w rutynę i miała dosyć grzebania się w cyferkach.
Po wejściu do budynku szybko się rozdzielili. Kamila przeszła do działu finansów, a Adam do swojego gabinetu, który dzielił razem ze wspólnikiem. Jednak gdy do niego wszedł, zauważył, że Mariusz nie był sam. Bajerował dwudziestoletnią stażystkę, dotykając delikatnie jej nóg. Przesuwał palec wskazujący po wewnętrznej stronie ud, zbliżając się od czasu do czasu w kierunku krocza. Dziewczyna opierała się o biurko, trzymając w ręku teczkę z dokumentami do podpisu. Nogi miała lekko rozchylone i zdecydowanie podobało jej się to, co się działo. Należała do tych naiwnych kobiet, które myślały, że wystarczy kilka razy wskoczyć do łóżka szefowi, żeby go w sobie rozkochać, a on zrobi z niej swoją królową, rzucając pod nogi czerwony, aksamitny dywan. Miała na sobie czerwone szpilki, czarne rajstopy, czarną spódniczkę i czerwono-białą koszulę z rozpiętymi dwoma guzikami. Tyle wystarczyło, żeby zawiesić wzrok na odsłoniętych piersiach. Kusiła wyglądem, była z niej niezła dupa, jak to miał w zwyczaju określać ją Mariusz.
Adam chrząknął, a młoda stażystka z przerażeniem w oczach zerwała się z biurka. Zapięła szybko górne guziki koszuli, poprawiła spódniczkę i spojrzała na niego.
– Dzień dobry, szefie. Przyniosłam dokumenty do podpisu, później je odbiorę. Może kawy? – wyrecytowała bez zająknięcia, ale z niepokojem w głosie.
– Tak, poproszę. Taką jak zawsze – odpowiedział Adam. – Zostaw je na moim biurku. To te, na którym przed chwilą siedziałaś tyłkiem – dodał.
– Bardzo pana przepraszam, opierałam się tylko – odpowiedziała.
– Dobra, Julka, spierdalaj, przyjdź za dwie godziny po podpisane dokumenty – wtrącił się Mariusz.
– Dobrze. Za moment przyniosę kawę – zakończyła stażystka, po czym posłusznie wyszła z biura swoich szefów.
– Kurwa, Mariusz, na moim biurku? – zapytał Adam.
– Ha, ha, sorry, przyjacielu. Poniosło mnie. Wiesz dobrze, że podobają mi się małolaty. Julka jest młoda, świeża i pachnąca. Niedługo mi obciągnie, a później ją zerżnę. Tylko najpierw sama mnie o to poprosi – wyjaśnił.
Chwilę później młoda stażystka zapukała do drzwi.
– Proszę – powiedział Adam.
– Przyniosłam pana kawę, szefie… – Julka weszła do środka.
– Dziękuję. Postaw na stoliku i wracaj do swoich obowiązków – oznajmił mężczyzna, po czym rozsiadł się wygodnie na pikowanej kanapie.
– To dlatego zająłeś dwa miejsca parkingowe? Tak bardzo spieszyłeś się do niej? – drążył temat Adam.
– Tak, tak, ha, ha. Moja żona mnie od rana wkurwia, to przypomniałem sobie, że jest na świecie taka Julka, akurat u nas pracuje i flirtuje ze mną. Czasami ją klepnę, czasami złapię za cycka. No i wygląda zajebiście seksownie. Od razu humor mi się poprawił i chciałem ją jak najszybciej zobaczyć – wyjaśnił mężczyzna. – Pierdolę to parkowanie. Mogę stawać, jak mi się podoba, przyjacielu. Obok masz pełno miejsc. Do wyboru, do koloru.
– Debil. Już nawet wybrałem jedno kolorowe. Prosto za twoim samochodem. Zastawiłem cię, do domu wrócisz hulajnogą. Niech Julka cię nią odwiezie – zripostował Adam.
– Ty mały chujku… Przepychamy się jak kiedyś w piaskownicy – odpowiedział sentymentalnie Mariusz. – Pamiętasz, jak w dzieciństwie schowałem ci twoje resoraki w skrzyni z piachem, a ty przeszukałeś cały plac zabaw, żeby je znaleźć i z wkurwienia zacząłeś drzeć japę na inne dzieciaki, że ktoś ci je ukradł i żeby się przyznali, bo pójdziesz po Mariusza i wtedy będą w ciemnej dupie? – dokończył myśl.
– No, mało brakowało, a pobiłbyś je za darmo, żeby tylko odwrócić uwagę od siebie – odpowiedział mu Adam.
– Taa, piękne czasy. Beztroska, zero problemów, wszystko takie proste i naiwne.
– Każdy etap w życiu ma swoje plusy i minusy. Ja wolę obecne czasy. Mam większy wpływ na wszystko, na czym mi zależy. – Adam wykonał kółko wskazującym palcem. – Mamy firmę, zarabiamy, rozwijamy się. Zwiedzamy świat i żyjemy po swojemu. Owszem, wiąże się to z większą odpowiedzialnością i stresem, ale, kurwa, takie jest życie.
– Wiadomo, jest zajebiście i może być jeszcze lepiej. Wszystko w naszych rękach. Tylko mi czasami brakuje takiej beztroski i braku obowiązków. Wracam myślami do dzieciństwa, lubię się tam przenosić – westchnął Mariusz.
– Masz na dziś jakieś spotkania? – zapytał Adam, zwinnie zmieniając temat.
– Tak, wspólasie. Dwie licytacje komornicze mieszkań. Jedno około siedemdziesiąt metrów na parterze w centrum miasta, vis-à-vis szkoły muzycznej. Drugie to kawalerka na pierwszym piętrze, trzydzieści pięć metrów na ulicy Odnowiciela. No i jest jeszcze działka na sprzedaż na Kamionce. Przez telefon wynegocjowałem dobrą cenę i dziś mam się spotkać z właścicielem. Zobaczymy, czy facet jest słowny. Pojadę do niego z przedwstępną umową. Chociaż liczę na to, że się dogadamy i od razu pojedziemy do notariusza – wyjaśnił Mariusz.
– W okolicy szkoły muzycznej jest kilka bloków. Gdzie dokładnie? – dopytywał Adam.
– No kurwa, tam, gdzie była stara skarbówka – doprecyzował wspólnik.
– To elegancko. Popracujmy teraz, a do wspomnień wrócimy przy dobrej whisky. Może w następny weekend?
– A może jutro? – zapytał Mariusz.
– Jutro rano lecimy z Kamą na weekend do Sopotu. Wracamy późnym wieczorem w niedzielę.
– Czasami ci zazdroszczę i tęsknię za takim udanym związkiem, w którym chyba nigdy nie miałem okazji być… Więc w sumie tęsknię za czymś, czego nie doświadczyłem… – Mężczyzna zawiesił głos. – Dużo rzeczy jest silniejszych ode mnie, dużo sytuacji z naszego związku wprowadziło nieodwracalne skutki i emocje. Jebie się konsekwentnie od jakiegoś czasu – dodał. – Mam słabość do tych małolatek i wielu innych pokus. Dobrze wiesz. Znasz mnie – kontynuował monolog. – Moja żona też nie jest święta. Jesteśmy siebie warci. Powiem ci, że każdy ma to, na co zasłużył. Tyle, ile włożysz, tyle wyjmujesz. Obojętnie, czy są to wartościowe uczucia, czy chujnia – zakończył.
– Będziemy mieli o czym rozmawiać w następny weekend. W takim razie jedna butelka może nie wystarczyć… – skwitował Adam.
– Zgadza się, Adaś.
Skupili się na pracy. Każdy zajął się swoimi obowiązkami. Mariusz po dwóch godzinach siedzenia w biurze zaczął zbierać się na licytacje komornicze. Oczami wyobraźni widział interes, jaki na tym zrobią, wydając nieporównywalnie śmieszne pieniądze do potencjalnego zysku.
– Dobra, jadę licytować mieszkania. Odjedź tą swoją eską, bo szkoda mi AC na ten szrot – rzucił zaczepnie w kierunku wspólnika.
Adam spojrzał na niego z uśmiechem, wyciągnął kluczyki z kieszeni marynarki, która swobodnie leżała na kanapie, i rzucił w stronę Mariusza.
– Łap! – krzyknął.
Mariusz szybko zorientował się, że coś leci w jego kierunku, odwrócił się we właściwą stronę i je złapał.
– Pojedziesz moim. Będzie szybciej. Bo zanim twój odpali, to skończy ci się na niego gwarancja – rzucił zaczepnie.
– Dobrze, że masz przyciemniane szyby, to nikt mnie w nim nie rozpozna… Dzięki, przyjacielu, do piętnastej wrócę. Na stole kładę swoje kluczyki, jakbyś do tego czasu potrzebował samochodu – dodał, po czym założył swoją błękitną marynarkę i wyszedł.
Gdy drzwi ich gabinetu się zamknęły, Adam spojrzał na zegarek. Była jedenasta. Wstał od biurka i ruszył w stronę działu finansowego. Składał się on z dwóch biur. W jednym pracowała Kamila, która, jak już wcześniej wspominałem, była główną księgową. Miała na głowie cały ten pierdolnik, ale wywiązywała się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. W drugim pracowały pozostałe trzy księgowe, które jej podlegały. Wszystkie profesjonalistki, ich zespół był zgrany i generalnie się dogadywał.
Adam wszedł do narzeczonej bez pukania. Siedziała za biurkiem. Jej wzrok od razu zatrzymał się na jego twarzy. Uśmiechnęła się szeroko, odsłaniając śnieżnobiałe zęby. Ten uśmiech uzależniał, sprawiał, że człowiek, który miał przyjemność go ujrzeć, popadał w błogi stan, a kłopoty na chwilę odchodziły w bezkres, daleko poza horyzont. Hipnoza. Mężczyzna zamknął za sobą drzwi i bez słowa podszedł do biurka. Ich wzrok cały czas przyciągał się wzajemnie i elektryzował.
Feromony, które wydzielali, tańczyły między nimi jak szalone, muskając strefy erogenne i rozpalając zmysły. Czysta poezja, bez grama tandety.
– Kotku, jesteś zniewalająco piękna. Za każdym razem, jak cię widzę, czuję się, jakby to był pierwszy raz – skomplementował narzeczoną Adam.
– Jesteś uroczy, dziękuję. Liczysz na lodzika? – odpowiedziała mu bezpośrednio.
– Teraz?
– Ha, ha, później. Teraz może ty się mną zajmiesz? – rzuciła zalotnie Kamila.
– Zamknę tylko drzwi na klucz i za moment wyliżę ci twoją słodką cipkę, tak że eksplodujesz z rozkoszy. Będzie ci się z niej lało jak z wodospadu, prosto na moją twarz i brodę.
– Mmm… Usiądę ci na twarz. Połóż się na podłodze.
Mężczyzna zamknął drzwi i szybko podszedł do kobiety. Zaczął ją namiętnie całować w usta i szyję. Położył na niej dłoń i nieco przytrzymał, by czuła się podduszana. To ją podniecało, wprawiało w euforię, której nie potrafiła opanować. Zresztą nawet nie próbowała.
Odwróciła mężczyznę, uderzyła go lekko otwartą dłonią i powiedziała:
– Szefie, kładź się na podłodze i proś mnie o cipkę, a może ją dostaniesz.
Mężczyzna posłusznie wykonał rozkaz narzeczonej i bez słowa położył się na podłodze. Jego penis stał już jak szalony, wypychając eleganckie spodnie. Mimo że kilka godzin wcześniej doszedł, znów był twardy.
– Gotowy? – zapytała.
– Zawsze! – mruknął z uśmiechem.
Kamila stanęła nad nim, podciągnęła sukienkę i kucnęła. Następnie poprawiła się i usiadła na jego twarzy. Ruszała tyłkiem do przodu i do tyłu, co jakiś czas podnosząc go, żeby ukochany mógł złapać głębszy oddech. Mężczyznę bardzo to podniecało. Jęczał z rozkoszy, dotykając przy tym swojego krocza.
– Zaraz dojdę! – krzyknęła po cichu. – Jeszcze, kurwa, chwila – dodała tym samym tonem.
Momentalnie, jakby wydała polecenie swojemu ciału, zaczęła szczytować. Przytrzymała się prawą ręką biurka, dociskając swoją cipkę do twarzy Adama. Mężczyzna na zmianę ssał łechtaczkę i lizał drugą dziurkę. Gdy kobieta dochodziła, przyspieszył.
W ekstazie jęknęła głośniej, ale szybko się opanowała, gdy zrozumiała, w jakim otoczeniu się znajdują. Przecież byli w pracy. Po wszystkim usiadła na biurku z lekko rozłożonymi nogami.
Adam wstał z podłogi, wytarł dłonią twarz i uśmiechnął się do Kamili.
– Uwielbiam życie z tobą – uprzedziła jego wypowiedź.
– Jesteś niesamowita. Mógłbym teraz wyciągnąć kutasa i patrząc się na ciebie, bawić się nim – dodał podekscytowany.
– To na co czekasz? – zapytała z kurwikami w oczach.
Zawahał się. Przejechał dłonią po kroczu i powtórzył tę czynność kilka razy, za każdym razem ściskając je coraz mocniej. Rozpiął rozporek, ale spojrzał na zegar znajdujący się na ścianie. Był kwadrans po jedenastej.
– Kotku, muszę jechać na spotkanie z ojcem.
– Ha, ha, ha, mam déjà vu… – zaśmiała się kobieta.
– Tym razem obejdziesz się smakiem. Przepraszam. Dobrze wiesz, że to ważne. Poproszę go o pożyczkę, znaczną pożyczkę. Jak się zgodzi, to kupimy ziemię i ruszymy z budową apartamentów. Kilka baniek trzeba wyłożyć, ale zysk i prestiż będą konkretne.
– Uda się. Twój ojciec to biznesmen. Pragmatyczny człowiek.
– Gdyby nie on, to teraz nie byłoby nas w miejscu, o którym po cichu marzyliśmy. Zajęłoby nam to dodatkowe kilka lat, i to przy dobrych wiatrach, albo szybciej ponieślibyśmy sromotną porażkę – kontynuował wątek Adam.
Mężczyźnie momentalnie spadł popęd seksualny, a emocje skierował na inny tor. Podszedł do kobiety i mocno ją przytulił.
– Kocham cię nad życie – dodał.
– A ja ciebie. Uda ci się.
– Mam taką nadzieję. Jak wrócę, to od razu po ciebie zajdę i pojedziemy na lunch – obiecał i wyszedł.
Chwilę później Adam prowadził auto wspólnika i rozmyślał, jak poprowadzić rozmowę. Mimo że jechał do własnego ojca, to przede wszystkim miała to być rozmowa czysto biznesowa. Jego tata, Mieszkowski, był grubą rybą lokalnego biznesu. Posiadał dwa hotele w mieście – w tym jeden pięciogwiazdkowy, liczne lokale, które wynajmował na jego terenie, był współwłaścicielem galerii handlowej oraz właścicielem kilku apartamentów nad jeziorem. Poza miastem również prowadził swoje biznesy i miał nieruchomości. Jego macki sięgały daleko poza Iławę i czego się nie dotknął, zamieniał w intratny biznes. Inwestował grubo i grubo zarabiał. Był też właścicielem dobrze prosperującej firmy zajmującej się produkcją okien i drzwi. No i akcje. Nimi konsekwentnie pomnażał majątek. Na giełdzie szło mu bardzo dobrze, a to za sprawą sowicie opłaconej armii maklerów, którzy stawali na rzęsach, żeby ich inwestor swoje zarobił, bo wtedy oni dostawali zadowalające wynagrodzenie.
Jednak w tym momencie los miał dla Adama niemiłe wieści. Życie podało mu rozwiązanie na tacy. I to szybciej niż się spodziewał. Chwilowe rozwiązanie, a raczej odłożenie tematu na później. Zadzwonił jego ojciec.
– Cześć, synu.
– Cześć. Za dziesięć minut będę u ciebie w firmie.
– Słuchaj, zmiana planów…
– A co się stało? Dlaczego?
– Za trzy godziny muszę być w Warszawie. Mam spotkanie z tym wspólnikiem od hoteli. Przyleciał szybciej z Kanady i będzie tylko do poniedziałku w Polsce. Musimy umówić się kiedy indziej.
– Rozumiem. Sprawy ważne i ważniejsze…
– Dokładnie. Złapiemy się w przyszłym tygodniu.
– Okej. To powodzenia, tato. Jesteśmy w kontakcie.
– Trzymaj się, młody, do zobaczenia – zakończył rozmowę pan Mieszkowski. Gdy jego głos zniknął, pozostawił po sobie kilkusekundową ciszę.
– Kurwa mać – rzucił Adam, bo wiedział, że jego myśli ciągle będą krążyły wokół tego tematu.
Nie odpręży się do końca, nie zajmie głowy czymś innym, nawet prozaicznym, na sto procent, bo i tak po chwili sprawa z pożyczką wróci jak bumerang. Musiał to jednak zaakceptować. Zjechał na pobliską stację benzynową i poszedł kupić paczkę papierosów.
Palił sporadycznie, z reguły gdy był wkurwiony albo gdy stres zaczął przejmować nad nim kontrolę. Takie momenty miewał rzadko. Teraz było pomiędzy. Trochę tego, trochę tego, więc doskonała okazja, żeby zapalić.
Zaciągał się dymem z czerwonego Marlboro i wypuszczał go z ust, rytmicznie poruszał palcami w powietrzu. W głowie nucił _Dni, których nie znamy_ Grechuty. Gdy zgasił papierosa, wziął głęboki wdech i wydychając powietrze przed siebie, pomyślał o Mariuszu i jego dzisiejszych spotkaniach. Sięgnął ręką do paczki po kolejnego papierosa i gdy go odpalił, od razu wyciągnął z kieszeni telefon, znalazł numer wspólnika i zadzwonił do niego.
Po kilku sygnałach bez odzewu Adam się rozłączył. Wciąż paląc, rozmyślał o przyszłości firmy. O marzeniach, możliwościach i przeszkodach. Ograniczał ich tylko czas i finanse, jednak mogło się to zmienić, kluczem był jego ojciec. Gdy dogaszał drugiego papierosa, wyjął ponownie paczkę z kieszeni marynarki i zwinnie wyrzucił ją do kosza na śmieci.
Nie potrzebuję tego. Czas najwyższy zmienić nawyki – pomyślał.
W tym samym momencie zadzwonił jego telefon. Adam ruszył w stronę samochodu i odebrał.
– Siema, Adaś. Sorry, byłem na tej licytacji. Dopinałem temat – usłyszał od wspólnika.
– Cześć. I jak tam sytuacja? Masz dobre wieści? – zapytał.
– No więc tak: mamy to większe mieszkanie za śmieszne pieniądze, po remoncie zarobimy na nim… – na chwilę zawiesił głos, po czym dodał: – Około osiemdziesiąt koła. Tak myślę. Ta kawalerka też jest nasza, ale wydałem trochę więcej, niż zakładałem, bo jakiś cwaniak chciał za wszelką cenę ją dostać. To mnie podkurwił trochę i pokazałem mu miejsce w szeregu – zaśmiał się.
– Dużo przepłaciłeś? – zapytał Adam.
– Nie, jakieś dwadzieścia tysięcy i chłop spuchł. Chyba położył oszczędności życia na to mieszkanie, ha, ha. Mamy to, przyjacielu. Na nim też zarobimy i w sumie niewiele tam trzeba robić. Zajmę się tym.
– Okej.
– Jadę teraz oglądać tę działkę za Iławą. Na nią najbardziej się napalam, bo jest tanio, a jest już uzbrojona i można z niej zrobić pięć działek budowlanych po dziesięć arów każda. Gość twierdzi, że potrzebuje szybko kasy, stąd taka cena, ale wiesz, jacy są ludzie…
– Jechać z tobą?
– Jesteś w biurze?
– Będę za piętnaście minut.
– Okej, to jadę po ciebie.
Pod firmę podjechali niemalże w tym samym czasie. Mariusz parkował Mercedesa wspólnika, gdy ten wjeżdżał na parking. Gdy Adam podjechał bliżej, złapali się wzrokiem, machnęli do siebie głowami.
Mariusz wysiadł z auta i krzyknął do Adama:
– Przesiadaj się na fotel pasażera.
Adam się przesunął, a po kilku sekundach Mariusz rozsiadł się wygodnie w fotelu kierowcy swojej czarnej Beemki.
– Masz kluczyki do swojej Eski. Rezerwa się zapaliła jakieś dwadzieścia kilometrów temu – zaśmiał się mężczyzna i rzucił wspólnikowi kluczyki do samochodu. – Dobra, jedziemy – dodał i ruszyli.
Piętnaście minut później wjechali do wsi, w której mieli spotkać się z właścicielem działki. Rozglądali się, szukając figurki – za nią mieli skręcić w prawo i po około sześciuset metrach dojechać do skrzyżowania, na którym również mieli skręcić w prawo. Następnie, pokonując kolejne pięćset metrów, po lewej stronie miało stać zaparkowane czerwone auto właściciela. Obok działki, którą chcieli kupić.
Z łatwością rozwikłali drogową zagadkę i po chwili dostrzegli mężczyznę w bordowym dresie i białych sportowych butach.
– Trendsetter – rzucił Mariusz, parkując auto wzdłuż drogi.
– Może po spotkaniu będzie biegał albo uprawia jakiś inny sport – odpowiedział mu Adam.
– Albo handluje dresami i jest chodzącą reklamą swoich produktów. Mistrz marketingu… Kto ubiera się na spotkanie biznesowe w dres? – Skierował pytający wzrok na wspólnika. – Gość musi być mocny – dokończył, po czym dał znać, że czas wyjść z auta i pogadać z klientem.
Kilka chwil później trzech mężczyzn wymieniło się uprzejmościami i uściskami dłoni.
– Cena aktualna? – Mariusz przeszedł do sedna.
– Sto pięćdziesiąt tysięcy. Gotówka. Bez kilku transz, tylko całość za jednym zamachem – rzucił konkretnie mężczyzna.
– Dlaczego taka niska? – wtrącił się Adam.
Klient popatrzył na niego z ciekawością, zmierzył wzrokiem od dołu do góry, lekko chrząknął i odpowiedział:
– Potrzebuję kasy. Odbiję to sobie innym razem, mam łeb na karku. Nie martwcie się o mnie, ale dzięki za troskę.
– Pięćdziesiąt arów? – dopytywał Adam.
– Tak, zgadza się. Uzbrojona, trzysta metrów dalej jest supermarket, tak że przysłowiowy rzut beretem. Pięć kilometrów do miasta, można powiedzieć, że to sypialnia Iławy z sielankowym widokiem.
Działka otoczona była z jednej strony drogą, a z drugiej lasem, który był oddalony od niej o kilkaset metrów, ale z łatwością przykuwał wzrok. W nim znajdowało się jezioro Slim, bardzo urokliwe i niewidoczne z drogi. Malowniczy krajobraz otulał teren i pozwalał poczuć spokój. W tle słychać było tylko śpiew ptaków, a gałęzie drzew kołysały się na wietrze.
– Dobra. Mariusz, masz umowę? – zapytał wspólnika.
– Ta, w samochodzie.
– Ma pan wszystkie potrzebne dokumenty? – dopytywał klienta.
– Tak, proszę. Oto one.
– Okej, zgadza się – rzucił Adam, gdy tylko przejrzał papiery. – Dobra, to jedziemy do notariusza, podpisujemy umowę i po kasę – dodał.
Mężczyźni doprowadzili interes do finalizacji. Wspólnicy zgodnie z obietnicą przekazali klientowi gotówkę, podali sobie ręce i wszyscy byli zadowoleni. Następnie biznesmeni wrócili do biura. Adam zerknął na złoty zegarek, który dostał od Kamili. Za każdym razem, gdy na niego patrzył, utwierdzał się w przekonaniu, jaką ma śliczną i wartościową kobietę i szczęście, że trafili na siebie i budują wspaniałą relację. Nie chodziło o wartość zegarka, o prezent materialny. W tym wszystkim najważniejsze jest to, by za każdym razem przypominać sobie o najbliższej osobie, gdy widzi się upominek od niej.
Obserwując ruch wskazówek, przypomniał sobie, że zbliża się pora lunchu.
– Jadę z Kamą na lunch. Wrócimy za godzinę – rzucił do Mariusza.
– Spoko. Ja zostanę w biurze. Julka zamówiła mi chińszczyznę. Wzięła dwie porcje, to zjemy razem – odparł mężczyzna.
– Tylko nie stukaj jej na moim biurku…
– Eee tam, seks po jedzeniu… Trzeba odpocząć. Lodzik wystarczy – zaśmiał się wspólnik.
– Dobra, to smacznego!
Adam wyszedł i skierował się do biura narzeczonej, ale kobieta go uprzedziła. Czekała na niego na korytarzu.
– Lunch aktualny? – zapytała.
– O, skarbie, właśnie po ciebie szedłem. Tak, jestem cholernie głodny – oznajmił.
– Tęskniłam za tobą. Gdy wyszedłeś ode mnie, nie mogłam skupić się na pracy. Myślałam o naszej zabawie – odparła. – A robiłam dziś dużo przelewów – dodała.
– Ha, ha. Wysłałaś komuś przez przypadek podwójną wypłatę?
– Mam nadzieję, że nie! Ha, ha, ale nogi trzęsą mi się do tej pory – zakończyła.
Podróż do restauracji przebiegła w miłej atmosferze. Narzeczeni rozmawiali o zbliżającym się weekendzie w Sopocie. Kobieta jednak zboczyła na chwilę z tematu.
– Jak z ojcem?
– Lipa. Odwołał spotkanie. A właściwie przełożył na przyszły tydzień. Jak zwykle biznes ważniejszy.
– No wiesz, ten facet pracuje dwadzieścia cztery godziny na dobę. Poza tym ty też wiele razy przekładałeś spotkania, bo dopinałeś jakąś sprzedaż czy zakup. Takie realia przedsiębiorców…
– Masz rację, kotku. Zobaczę się z nim za kilka dni, teraz nie czas, żeby o tym myśleć. A właśnie! Dzisiaj mieliśmy z Mariuszem owocny dzień.
– Opowiadaj!
– Dwa mieszkania są nasze. I ziemia, pięćdziesiąt arów.
– Jakie mieszkania? – zainteresowała się.
– Z licytacji komorniczej. Jedno siedemdziesiąt, drugie trzydzieści pięć metrów. Mariusz wylicytował. No i pięćdziesiąt arów za sto pięćdziesiąt tysięcy. Ten ostatni zakup to strzał w dziesiątkę. Podzielimy ją na pięć działek i zarobimy kilka razy więcej.
– Ciekawe, kiedy będziemy liczyć zysk…
– Kochanie, nie bądź pesymistką. – Adam spojrzał z czułością na ukochaną. – Działki pójdą na pniu, wystarczy znaleźć klientów albo lekko zjechać z ceny. Z mieszkaniami podobnie. Zarobimy na tym, na pewno nie stracimy – wyjaśnił i potarł opuszkiem kciuka o opuszek palca wskazującego.
Kamila wierzyła w niego i jego intuicję. Miał smykałkę do interesów. Nigdy w to nie zwątpiła. Zależało jej na płynności finansów firmy i zarobkach, które zapewnią wystarczający spokój w sytuacjach, w których mogło być różnie. Ostatnio firma wydała dużo pieniędzy, a zarobek wrócił do niej o wiele później, niż zakładali, i kobieta obawiała się powtórki.
Podjechali pod restaurację, która mieściła się w bliskim otoczeniu najdłuższego jeziora w Polsce. Malowniczy Jeziorak z przepiękną linią brzegową, otoczony gęstymi lasami, z licznymi wyspami, z Wielką Żuławą na czele. Narzeczeni mieli tam domek letniskowy z prywatnym pomostem. Uwielbiali tę wyspę. Pływając latem jachtem, często spędzali na niej piękne chwile. Nie lubili spać na łodzi, zdecydowanie woleli swój _fancy_ domek mieszczący się na jednej z większych wysp śródlądowych w kraju.
Wysiedli z auta i udali się do środka. Zajęli miejsce przy oknie, z widokiem na leśno-wodny krajobraz. Zamówili _gambas al ajillo_ i risotto. Do picia dwie wody z lodem i cytryną. Lunch przebiegł w miłej atmosferze i romantycznie, mimo że nie była to randka. Para potrafiła zadbać o ogień w ich relacji i zawsze cieszyli się z małych rzeczy, ze wspólnie spędzonego czasu.
Po lunchu wrócili do firmy i zajęli się swoimi obowiązkami. O szesnastej oficjalnie rozpoczęli weekend. Adam pożegnał się ze wspólnikiem i wyszedł do samochodu. Czekał dziesięć minut na Kamilę, która dopinała ostatnie zadanie. Mariusz został trochę dłużej, bo musiał skompletować i uzupełnić dokumentację mieszkań, które udało się wylicytować w imieniu ich firmy, i przeanalizować projekt działki.
Kamila w końcu dołączyła do narzeczonego i razem pojechali do domu. Po drodze wstąpili jeszcze do chińskiej knajpki po obiad na wynos.
– Może zjemy na tarasie? – zapytała Kamila, gdy wchodzili do domu.
– Bardzo chętnie. Przygotuję talerze, naleję nam wina, a ty się odpręż, kotku.
Kobieta złapała Adama za lewą rękę, odwróciła w swoją stronę i pocałowała namiętnie. Wolną dłonią dotykała pośladków mężczyzny, co jakiś czas je ściskając. Pocałunek trwał i trwał, stawał się coraz bardziej namiętny. Języki penetrowały usta, dotykając się z każdej strony. Mężczyzna przygryzał delikatnie wargi partnerki. Rzucił reklamówki z jedzeniem na podłogę i zaczął dotykać jej piersi. Gdy wydawało się, że niedługo przejdą na kolejny etap i pozwolą sobie na więcej, nagle oboje się opanowali. Przestali się całować i uśmiechając do siebie, powiedzieli w tym samym czasie:
– Obiad.
– Przyjemności później – dodała Kamila i zalotnie kręcąc tyłkiem, wyszła na taras.
Adam jak zahipnotyzowany obserwował jej pośladki, odprowadzając je wzrokiem i myśląc przy tym o sprośnych rzeczach. Bardzo sprośnych i niegrzecznych. Była jego lwicą, której pazury zostawiały piękne ślady na plecach przynajmniej cztery razy w tygodniu. A on pragnął jej więcej i więcej. Nigdy mu się nie nudziła, nigdy go nie zawodziła. Sięgnął po jedzenie leżące na podłodze, przeszedł do kuchni i rozpakował je na talerze. Poszedł do salonu i stanął przed regałem z winami. Sięgnął po Château Lascombes Margaux i zabierając ze sobą dwa kieliszki oraz otwieracz, zaniósł narzeczonej na taras. Otworzył i nalał najpierw jej, a później sobie. Odchodząc, pocałował jej szyję, zostawiając na niej ciepły oddech.
Kamilę przeszedł dreszcz. Uśmiechnęła się do swojego faceta bez słowa. Podkręcanie siebie nawzajem sprawiało im radość i przyjemność. Recepta na udany związek to między innymi udane życie seksualne, a ta para z pewnością mogłaby innym udzielać korepetycji w tym temacie.
Po wspólnym posiłku oboje udali się do łazienek. Mężczyzna wziął szybki prysznic na dole, a kobieta, trzymając butelkę wina i kieliszek, wybrała łazienkę w ich sypialni. Nadszedł czas na upragnioną kąpiel w dużej, owalnej wannie. Kama postawiła na parapecie okna swój ulubiony czerwony trunek i kieliszek. Schyliła się i odkręciła kran, z którego leciał strumień ciepłej wody. Następnie rozpięła ostrożnie sukienkę i układając ręce wzdłuż ciała, pozwoliła jej zsunąć się bezwładnie na podłogę. Kolej na biustonosz. Zaczęła rozpinać stanik. Rzuciła go na kosz z brudną bielizną i nalewając sobie wino do smukłego kieliszka, prawą stopą podniosła sukienkę, kierując ją na kosz z brudnymi ubraniami. Jej ciało ozdabiały już tylko czarne koronkowe stringi, idealnie podkreślające kształty tyłka. Cienki pasek rozdzielał dwa wypukłe pośladki, które charakteryzowały się idealnymi proporcjami. Odstawały, jędrne i kuszące. Była z nich bardzo zadowolona i poświęciła dużo czasu na siłowni, żeby tak wyglądały. Odbijały się w lustrze, a ona spoglądała na nie, patrząc z głową lekko odchyloną do tyłu. Potrząsała nimi. Klaskały delikatnie jeden o drugi, falując równomiernie.
Przed wejściem do wanny zdjęła majtki i odłożyła w miejsce, w którym leżał stanik. Wzięła dwa solidne łyki wina i położyła się w ciepłej wodzie.
Czas na odprężenie – pomyślała, dolewając sobie wina.
Następne prawie dwie godziny spędziła na relaksowaniu się. Adam w tym czasie wyszedł na taras z małą szklaneczką szesnastoletniego Lagavulin. Lubił tę szkocką. Czerpał z ostatnich promieni słonecznych, które padały na jego męską, przystojną twarz. Trzymał się bardzo dobrze jak na swój wiek. Zero zmarszczek, kilka siwych, wciąż mało widocznych włosów. W tle słychać było kosiarkę sąsiada i krzyki jego kilkuletnich dzieci. Miał ich dwójkę – chłopca i dziewczynkę. Adam z Kamilą nie mieli potomstwa i na razie go nie planowali, chociaż kobiecie bił już zegar biologiczny. Powiedzieli sobie, że bez presji, bez pochopnych decyzji. Nie czuli w swoich emocjach i uczuciach potrzeby rodzicielstwa. Jeszcze nie teraz.
Natomiast ich dom z lewej i prawej strony otoczony był sąsiadami. Znali się, byli dla siebie uprzejmi i pomocni, ale nie utrzymywali bliskich relacji. Odgradzały ich wysokie i zadbane tuje oraz świerki srebrne. Największą atrakcją spokojnej i urokliwej okolicy, w której mieli przyjemność mieszkać, był niesamowity widok na jezioro z dostępem do linii brzegowej. Mimo że w sezonie odgłosy plażowiczów i turystów spacerujących alejką wzdłuż jeziora były normą – szczególnie w piękne, słoneczne dni – to na ulicy Sikorskiego można było oddychać spokojem i czuć się komfortowo o każdej porze roku.
Ludzie urodzeni nad Jeziorakiem i ci, którzy na co dzień żyli w aglomeracjach pokrytych z każdej strony betonem, doceniali ten widok i spokój, który mu towarzyszył. Nie nudził się, wyciszał, pozwalał zebrać myśli i odpocząć. Same plusy. W sezonie na wodzie było tłoczno, ale to jedyny minus. Adam był wdzięczny wszechświatu za to, że mógł mieszkać w tym miejscu i żyć tym życiem.
Tkwiąc w chwilowej zadumie, nie usłyszał zbliżającej się do niego narzeczonej. Kobieta szła na boso i w welurowym, cienkim czerwonym szlafroku. Poruszała się bezszelestnie. W powietrzu unosił się jej zapach świeżości połączony z wiosennymi kwiatami, który w końcu wyczuł mężczyzna. Odwrócił wzrok i uśmiechnął się do niej szeroko. Kamila była już na tarasie. Bosą stopę położyła na udzie Adama i przejeżdżała nią w górę i w dół. Później położyła ją na jego kroczu i zaczęła masować penisa. Po kilku chwilach przestała i usiadła mu na kolanach.
– Tęskniłeś? – zapytała z namiętnym spojrzeniem.
– Oczywiście, kotku. Wchodzimy do środka?
Przeszli do salonu.
– Szybki numerek i po nim pakowanko? – zapytała z pozoru niewinnym głosem Kama.
Mężczyzna usiadł na kanapie i zdążył już nawet się rozebrać. Zrobił to błyskawicznie. Równie szybko chwycił za pilota i włączył ich ulubioną playlistę do seksu. Trochę romantycznej muzyki, trochę wulgarnej, trochę zmysłowej. Każdy sampel, każdy dźwięk pasowały idealnie do ich ruchów. Była to swoista synchronizacja ciała i duszy. Ruszali się w jej rytm z intensywnością zgodną do aktualnie słyszanej piosenki.
Kamila stała nad ukochanym i subtelnie tańczyła, kusząc go. Dłońmi chwyciła materiał szlafroka i zaczęła go podnosić, odsłaniając przy tym coraz więcej swoich długich nóg. Następnie zbliżyła się do Adama, odwróciła i kontynuowała taniec. Ręce jej faceta powędrowały pod szlafrok i dotykały ją po nogach, pośladkach i podbrzuszu – na zmianę, bez zachowania kolejności. Kama uniosła głowę, błądząc rękoma po szyi i piersiach.
– Zdejmij szlafrok – zażądał.
Posłusznie to zrobiła. Chociaż nie od razu, drocząc się chwilę z narzeczonym, jej palce przemieściły się w stronę ud. W jego wyobraźni zostawiła mu otwarte drzwi. Mógł się tylko domyślać, gdzie finalnie wylądowały, gdy Kamila słodko mruknęła.
Oboje byli już rozpaleni i gotowi na więcej. Pospiesznie usiadła na niego i została w takiej pozycji przez kilka sekund, po czym zaczęła ujeżdżać swojego faceta, wpatrując się w jego oczy. Dłonie trzymała na oparciu kanapy, czasami zaplatała je na jego karku. Krzyczała coraz bardziej podniecająco, a jej tyłek wykonywał hipnotyzujące ruchy, ukazując i zakrywając penisa Adama.
W pewnym momencie oparła się na stopach, podniosła wyżej kolana i przyspieszyła ujeżdżanie.
– Zaraz dojdę – powiedziała.
Słysząc te słowa, Adam podniecił się jeszcze bardziej i poprawił swoje ułożenie na kanapie. Gdy Kama szczytowała, zaczęła drapać go po barkach i klatce piersiowej. Wydobywając z siebie dźwięki rozkoszy i satysfakcji, zmieniła intensywność ruchów i kręciła tyłkiem na boki. Orgazm miała intensywny i długi, aż cała drżała. Adam przyglądał się jej z dumą, bo lubił widok zaspokojonej narzeczonej.
– Kocham cię i dziękuję – zaczął.
– To ja dziękuję – odpowiedziała. – Chodźmy się umyć, bo zaraz sperma wleci mi do oka i będzie szczypało – dodała roześmiana.
Wzięli prysznic i pozostałą część wieczoru spędzili na pakowaniu. Potem zjedli szybką kolację i poszli do sypialni. Zbliżała się dwudziesta trzecia, a już o ósmej rano chcieli wyjechać do ukochanego Sopotu. Planowali spędzić weekend romantycznie i namiętnie, nie myśląc o pracy i rutynie. Przed snem pocałowali się na dobranoc, Kamila położyła policzek na klatce piersiowej Adama, on objął ją lewą ręką i nago oboje zasnęli. W powietrzu unosiły się ich feromony i zapach pożądania.