Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Impas. Opór, utrata, niemoc, sztuka - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
12 sierpnia 2026
4790 pkt
punktów Virtualo

Impas. Opór, utrata, niemoc, sztuka - ebook

Ars longa, vita brevis – sztuka długa, życie krótkie – sentencja Hipokratesa, pierwotnie odnosząca się do medycyny, weszła trwale do kultury jako fundament myślenia o sztuce. Sztuce w późniejszym rozumieniu, pojmowanej jako twórczość artystyczna. Jako maksyma przyjęła się w wersji skróconej, niosąc przesłanie apologetyczno-konsolacyjne: choć życie nasze jest krótkie, sztuka nadal trwa. Jej pełne brzmienie ma jednak sens odmienny, nieoparty na prostym przeciwstawieniu, bogatszy: Ars longa, vita brevis, occasio praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile – sztuka długa, życie krótkie, okazja ulotna, doświadczenie niebezpieczne, sąd niełatwy. Te zapomniane człony słynnej sentencji ofiarowują pojęciowe ramy niespodziewanie przylegające do sztuki współczesnej, w której mało wiary w trwałość i trwanie, a więcej ulotnych okazji i niebezpieczeństwa doświadczeń. Dlatego i sąd o niej tak trudny. Idąc tropem Hipokratesowych kategorii, widzimy, że nawet optymistyczna ars longa rodzi się wśród buntów, niepowodzeń, nieporozumień, niemożności, które wszak dzieje sztuki współtworzą. I paradoksalnie, chociaż awangardy narzuciły progresywny, agresywny i transgresywny obraz twórczości, to właśnie w sztuce XX wieku utrata i niespełnienie stały się jej niezbywalną częścią, niemal wyznaczając najważniejsze osie jej rozwoju.

Tytuł otrzymał Nagrodę Nowych Książek za rok 2019.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

Sentencja Hipokratesa

 

Ars longa

Niewidzialne arcydzieło

„Jest obraz po drugiej stronie!”

„Bunt tej drugiej osoby we mnie?”

 

Życie krótkie

Cień i odbicie

„Życie nie zostaje, sztuka nie zostaje…”

Dzieło sztuki w epoce rekonstrukcji rękodzielniczej

 

Okazja ulotna

Chwytanie czasu

Możność niemożności

 

Doświadczenie niebezpieczne

Po ciemnej stronie

Szaleństwo w muzeum

Przeklęte płótno i śmierć malarstwa

Sąd niełatwy

Imagine, there’s no art history

Sztuka przeciwko historii sztuki

Koniec sztuki

 

Spis ilustracji

Indeks osób

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8325-257-5
Rozmiar pliku: 10 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Maria Poprzęcka

Impas

Opór, utrata, niemoc, sztuka

wstęp

Sentencja Hipokratesa

Godność, ironia, solidarność

Dobrość, niedobrość, rozróżnienie

Dobroć, złośliwość, gospodarność

Niepamiętliwość, nieforemność

Godność, ironia, solidarność

Przygodność, ściema, poróżnienie

Amnezja, marker, wyróżnienie

Koślawość, nieporadność, zaszłość

Taniość, niewczesność, zrozumienie

Noc liczy nas sobie na palcach1

1 Marcin Sendecki, 22 idem, W, Stronie Śląskie 2017. Dziękuję panu Marcinowi Sendeckiemu za zgodę na publikację wiersza.Dwa krótkie opowiadania: Nieznane arcydzieło Balzaca i Bartleby. Kopista z Wall Street Melville’a, pierwsze opublikowane w 1831, drugie – w 1851 roku, a zatem głęboko w wieku XIX, od kilku dziesięcioleci stanowią powracający przedmiot refleksji głównych postaci współczesnej humanistyki. O dziele Balzaca pisali Michel Leiris, Hubert Damisch, Michel Serres, Georges Didi­-Huberman2, o powiastce Melville’a – Gilles Deleuze, Slavoj Žižek i Giorgio Agamben3. Różni je wiele. Historia opowiedziana przez Balzaca rozgrywa się w XVII wieku w gronie paryskich artystów malarzy; historia Mel­ville’a dzieje się współcześnie (to znaczy w połowie XIX stulecia) w posępnym światku nowojorskich kancelistów. Inne czasy, inne miasta, inne ludzkie profesje. Łączy je jedno – oba opowiadania mówią o klęsce, niemożności, niemocy. Fascynacja humanistyki twórczą czy – jak w wypadku Bartleby’ego – ludzką niemocą zdaje się omijać dziedzinę twórczości szczególnie bliską – naukę o sztuce. Historia sztuki pozostaje historią sukcesów. Sprawnie przekuwa w sukcesy artystyczne klęski, służące za budulec czarnych legend. Dzięki jej zabiegom twórcze zmagania, nawet jeśli dotknięte bólem i cierpieniem, kończą się zwycięstwem, choćby spóźnionym lub okupionym niewspółmiernie drogo. Zwycięstwem twórczości nad zniszczeniem, wiary nad zwątpieniem, nadziei nad rozpaczą, pamięci nad zapomnieniem. Zwycięstwem mimo wszystko, nierzadko zwycięstwem pośmiertnym, uras­tającym w hagiograficznej biografice artystycznej do niebiańskiej apoteozy męczennika, który życiem przypłaca swoje poświęcenie sztuce4. Pośmiertne zwycięstwo, ze względu na swą moc rezurekcyjną, staje się wręcz wartością przewyższającą sukces za życia. Niesie też w sobie krzepiący moralnie element zadośćuczynienia. Wieńczy i domyka historię, nadając jej uładzoną strukturę. Zaciera to, co było w niej chaosem, przypadkiem, niewypełnioną niczym pustką.

A przecież historia sztuki to także historia pomyłek, porażek, niepowodzeń, które nigdy nie zostały zrekompensowane. Historia sztuki, jakby wstydliwie, wypiera dzieła nieudane, czy raczej z trudem przyznaje, że „nie wyszło”. Opisy klęsk – których przecież nie brakuje – są raczej kontrapunktem dla zwycięskiego finału: Ars vincit omnia.

Poszukiwanie „szczęśliwego zakończenia” jest też nie do pogodzenia z rozumieniem historii twórczości jako procesu, który nigdy się nie kończy. Procesu nieciągłego, otwartego, rozbitego na fragmenty, niepoddającego się racjonalnym syntezom. Historii pełnej czarnych dziur, które daremnie się wypełnia naukową nadprodukcją.

Historia sztuki skłania się ku historii tego, co przetrwało. Także muzea – wbrew pokusom ekspozycji „bezobiektowych” czy wirtualnych – pokazują jednak głównie to, co istnieje5. Wiele też na rzecz tego istnienia i przetrwania czynią – dokumentując, ratując, chroniąc, konserwując. Potężne instytucjonalne systemy pracują na rzecz utrzymania tego, co materialnie istnieje. Ale rzut oka na dzieje sztuki, zwłaszcza XX wieku, ujawnia, jak wiele dzieł nieistniejących, niewidzialnych, zaginionych zaważyło na konstruowaniu historii sztuki, jej zarysów, narracji, także hierarchii. To również historia dzieł zaginionych i na różne sposoby utraconych6. Nie tylko zniszczonych przez wojny i kataklizmy, co zwykle ujęto w katalogi strat. Także dzieł odrzuconych, zlekceważonych, atakowanych, wyklętych, wymazanych z pamięci. Cenzorsko wyeliminowanych z publicznego obiegu. Projektów niezrealizowanych. Obiektów zrabowanych i nigdy nieodnalezionych. Dzieł nietrwałych, z zamierzenia efemerycznych, lub wręcz przeznaczonych do zniszczenia. I wreszcie po prostu przedmiotów poszkodowanych przez niemiłosierny czas, z którym daremnie zmagają się muzea, konserwatorzy i rekonstruktorzy. Bez końca można by wymieniać ofiary entropii: warsztatowo tandetne rewolucyjne dzieła rosyjskiej awangardy, porzucony gdzieś „oryginalny” pisuar Duchampa, przemalowywane biedapłótna młodych malarzy, rozpadające się prace eksperymentujących z tworzywami wcześnie zmarłych artystek Aliny Szapocznikow i Evy Hesse, zjadane przez mole filce Josepha Beuysa. A obok nich dzieła programowo przeznaczone do samo­likwidacji: Hołd dla Nowego Jorku Jeana Tinguely’ego, zapadający się z biegiem lat zruderowany barak Roberta Smithsona, „opakowania” Christo, mural Keitha Haringa na berlińskim murze, topniejące bloki lodowe Anyi Gallaccio… „Nietrwałego dzieła będzie brakowało” – przewrotnie komentował Christo swoją gigantyczną pracę, jaką było opakowanie budynku Reichstagu, finalnie trwającą zaledwie dwa tygodnie7. Można pójść dalej i zniszczyć własny dorobek, jak John Baldessari, który w ramach Cremation Project, z zachowaniem przyjętych procedur pochówkowych, w 1970 roku spalił wszystkie namalowane w poprzednich latach obrazy w profesjonalnym krematorium w San Diego8. Problem „niepotrzebnych” obrazów nie przemija, jak świadczy „usługa publiczna” ogłoszona kilkadziesiąt lat później przez Roberta Kuśmirowskiego: Przynieś swoje dzieła do spalenia9. Sztuki jest za dużo i wystarczy, by – jak pochówkowy rytuał – zaistniała „tu i teraz”. Aby coś jednak zostało, artystyczne nekroperformanse są oczywiście dokumentowane, co jest wewnętrzną sprzecznością nękającą wszelką „nietrwałą” działalność artystyczną. Są wreszcie „niewidzialne arcydzieła”, które – jak obraz przywołanego na wstępie bohatera noweli Balzaca – pozostają wiecznym niespełnieniem. Są dzieła mity, dzieła fetysze, dzieła fantomy… Pielęgnowane, czczone, wrośnięte w zbiorową wyobraźnię.

Jak pisać taką „historię” sztuki?

Ars longa, vita brevis – sztuka długa, życie krótkie – sentencja Hipokratesa, pierwotnie odnosząca się do medycyny, weszła trwale do kultury jako fundament myślenia o sztuce. Sztuce w późniejszym rozumieniu, pojmowanej jako twórczość artystyczna. Jako maksyma przyjęła się w wersji skróconej, niosąc przesłanie apologetyczno­-konsolacyjne: choć życie nasze jest krótkie, sztuka nadal trwa. Jej pełne brzmienie ma jednak sens odmienny, nieoparty na prostym przeciwstawieniu, bogatszy: Ars longa, vita brevis, occasio praeceps, experimentum periculosum, iudicium difficile – sztuka długa, życie krótkie, okazja ulotna, doświadczenie niebezpieczne, sąd niełatwy. Te zapomniane człony słynnej sentencji ofiarowują pojęciowe ramy niespodziewanie przylegające do sztuki współczesnej, w której mało wiary w trwałość i trwanie, a więcej ulotnych okazji i niebezpieczeństwa doświadczeń. Dlatego i sąd o niej tak trudny. Idąc tropem hipokratesowych kategorii, widzimy, że nawet optymistyczna ars longa rodzi się wśród buntów, niepowodzeń, nieporozumień, niemoż­ności, które wszak dzieje sztuki współtworzą. I paradoksalnie, chociaż awangardy narzuciły progresywny, agresywny i transgresywny obraz twórczości, to utrata i niespełnienie stały się niezbywalną częścią właśnie sztuki XX wieku, niemal wyznaczając najważniejsze osie jej rozwoju.



2 Honoré de Balzac, Nieznane arcydzieło, posłowie Jacek Dehnel, tłum. Julian Rogoziński, Warszawa 2009. Wymienione prace omawia G. Didi­-Huberman, La Peinture incarnée. Suivi de Le Chef d’œuvre inconnu de Honoré de Balzac, Paris 1985.

3 Herman Melville, Kopista Bartleby. Historia z Wall Street, tłum. Adam Szostkiewicz, z dodatkiem esejów Bartleby albo formuła Gilles Deleuze’a, przekład Grzegorz Jankowicz, oraz Bartleby, czyli o przypadkowości Giorgio Agambena, przekład Sławomir Królak, Warszawa 2009. Krótka prezentacja współczesnej recepcji opowiadania Melville’a: Grzegorz Jankowicz, Formuła sprzeciwu, Wolałbym nie. Antologia, pod red. Grzegorza Jankowicza, Kraków 2009. Antologia zawiera 12 krótkich opowiadań pisarzy polskich pokolenia urodzonego w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, nawiązujących do słynnej frazy I would prefer not to jako lapidarnej formuły sprzeciwu wobec opresji społecznych i instytucjonalnych.

4 Przykładem sakralizowana biografia Vincenta van Gogha, a jej znakomitej analizy z okazji setnej rocznicy śmierci malarza dokonała Nathalie Heinich, La gloire de van Gogh. Essai d’anthropologie de l’admiration, 1991. O korzeniach mitologizacji i heroizacji artystów zob. Ernst Kris, Otto Kurz, Legend, Myth, and Magic in the Image of the Artist. A Historical Experiment, New Haven and London 1979.

5 Atrakcyjna do niedawna idea muzeów bezobiektowych lub wirtualnych okazuje się chybiona, co wyraźnie widać w nowych prezentacjach muzealnych, takich jak ostentująca swym tytułem „Rzeczy warszawskie” wystawa stała w Muzeum Warszawy, otwarta w czerwcu 2018 roku.

6 Jennifer Mundy, Lost Art: Missing Artworks of the Twentieth Century, London 2013.

7 Cyt. za: Jennifer Mundy, op. cit., s. 15.

8 Ibidem, s. 179–183.

9 Robert Kuśmirowski, Museum of Deposited Art, Fundacja Morra Greco, Neapol 2010, następnie akcja Przynieś swoje dzieła do spalenia powtórzona w Galerii Białej, Lublin 2010, i w Kronice, Bytom 2011.Ars longa

Gdyby szukać w dwudziestowiecznej kulturze najgłębiej wyrażonej wiary w niezniszczalność sztuki, byłaby to fraza: „rękopisy nie płoną”. Słynne pocieszycielskie słowa padają w uznanym za „największą powieść XX wieku” arcydziele Michaiła Bułhakowa Mistrz i Małgorzata. Zostało napisane przez autora żyjącego w stanie ciągłego zagrożenia, w mrocznych latach stalinowskich represji. A zarazem w czasach, gdy „zdegenerowane” książki płonęły na stosach rozniecanych przez urzeczonych nazistowską ideologią studentów. Pocieszycielem zaś jest Woland – Szatan. „Wszechmocny!” – jak w woła uniesieniu Małgorzata1.

Rękopisy nie płoną zatem dzięki nadprzyrodzonej, szatańskiej mocy, która „wiecznie zła pragnąc, wiecznie czyni dobro”2. Nie płoną wbrew wszelkim przeciwnościom. Sam Mistrz bowiem przechodzi drogę przez mękę tworzenia, miażdżącej krytyki, pogardy, psychicznego i fizycznego wyniszczenia. Powieść o Poncjuszu Piłacie zostaje cudownie ocalona, lecz Mistrz, uwolniony od spraw tego świata, spokój znajduje dopiero w swoim wieczystym domu. Wiadomo, że dzieje powieści Bułhakowa były nie mniej dramatyczne. Autor Mistrza i Małgorzaty zmarł niebawem po ukończeniu swego dzieła, sama powieść zaś ukazała się dopiero w czterdzieści lat po jego śmierci, stając się bestsellerem. Zdanie o niepłonących ręko­pisach okazało się prorocze. I „wszystko jest jak należy; na tym trzyma się świat”3. Twórczość, sztuka okazują się ważniejsze niż życie4.

Siły przetrwania sztuki najlepiej dowodzą dzieła powstające nie w radosnym uniesieniu i blasku sławy, lecz wśród wahań, lęków, odtrącenia, także niewiary i zaprzeczeń samemu sobie. Znikające na lata. Szukając przypadków niełatwego losu – i dzieł, i ich twórców – znajduję przykłady bardzo odmienne. Nie wybieram długowiecznych monumentów, trwających za sprawą solidności swej materii czy pieczy, jaką je otaczano. Przeciwnie, sięgam po dzieła powstające z trudem i mające za sobą życie trudne i niszczące. Wszystkie są palimpsestami, w samej swej materii i strukturze niosącymi ślady wahań i niepowodzeń. W ich odmienności łączy je jedno – niosą przekonanie o mocy sztuki i sile jej przetrwania. Mowa będzie o Czarnym kwadracie Kazimierza Malewicza, malowanych dwustronnie płótnach młodo zmarłego Andrzeja Wróblewskiego, wreszcie o „zgwałconych” przez samego twórcę obrazach rozliczającego się z własnym życiem Jacka Sempolińskiego.



1 Michaił Bułhakow, Mistrz i Małgorzata, tłum. Irena Lewandowska i Witold Dąbrowski, Warszawa 2002, s. 396.

2 Motto powieści Bułhakowa z Fausta Goethego.

3 To zdanie za kluczowe uważa biograf pisarza Andrzej Drawicz, Mistrz i diabeł. Rzecz o Bułhakowie, Kraków 1990, czyniąc je mottem swojej książki.

4 „Taki jest właściwy sens przysłowia ars longa, vita brevis” – twierdzi Władysław Stróżewski, O wielkości, Międzynarodowe Centrum Kultury, Rocznik nr 3, Kraków 1994, s. 71.Spis treści

Sentencja Hipokratesa

Ars longa

Niewidzialne arcydzieło

„Jest obraz po drugiej stronie!”

„Bunt tej drugiej osoby we mnie?”

Życie krótkie

Cień i odbicie

„Życie nie zostaje, sztuka nie zostaje…”

Dzieło sztuki w epoce rekonstrukcji rękodzielniczej

Okazja ulotna

Chwytanie czasu

Możność niemożności

Doświadczenie niebezpieczne

Po ciemnej stronie

Szaleństwo w muzeum

Przeklęte płótno i śmierć malarstwa

Sąd niełatwy

Imagine, there’s no art history

Sztuka przeciwko historii sztuki

Koniec sztuki

Spis ilustracji

Nota edytorska
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij