Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Incydent na Rigil Prime - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
26 marca 2026
12,00
1200 pkt
punktów Virtualo

Incydent na Rigil Prime - ebook

Dawno ucichła kanonada na marsjańskim Argyre Planitia. Miejsce konfliktów zajął pasjonujący całą ludzkość wyścig największych potęg ku gwiazdom. Gigantyczne zyski czają się tuż za progiem.Jednym z pionierów przesiąkniętych duchem Krzysztofa Kolumba i Ferdynanda Magellana jest John Emmerich. Zarządzana przez niego kolonia ma szansę stać się przyczółkiem Federacji Ameryki Północnej w pięknym choć niebezpiecznym świecie planety skutej lodem. Daje z siebie wszystko, walcząc z przeciwnościami natury, ale już wkrótce okazuje się, że największym zagrożeniem dla niewielkiej kolonii jest człowiek i Emmerich wraz ze swymi podwładnymi musi stawić czoło niespodziewanemu niebezpieczeństwu. Czy niewielka społeczność zdoła ocalić swe życie w osamotnionej walce przeciw potężnemu przeciwnikowi? Czy metropolia będzie w stanie zareagować gdy czas wymiany informacji jest liczony w latach?
Saga Sięgając Poza Horyzont opowiada o przyszłości rasy ludzkiej. Dumnej, okrutnej ale przede wszystkim nieugiętej. Nie zważając na ograniczenia sięga poza kolejne horyzonty zdobywając coraz szybciej i coraz zachłanniej. Czy cokolwiek będzie w stanie stanąć na drodze obłędnej ekspansji?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-64514-92-0
Rozmiar pliku: 2,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

4 września 2111 roku godz. 8.20 czasu miejscowego

Nad horyzontem pojawiła się pierwsza zapowiedź świtu. Ciemność na wschodzie poszarzała a blask gwiazd przyblakł. Nad zmrożoną powierzchnią powoli wychodziła odległa, gorejąca kula Alfa Centauri B. Pierwsze żółto-pomarańczowe promienie padły na surową powierzchnię planety. Noc ustępowała powoli i opornie, jak zwykle w pobliżu równika a wyłaniające się z niej karłowate krzewy wydawały się większe. Długie cienie padały na zmarznięty grunt. Języki szronu ciągnęły się aż po horyzont, błyszcząc niczym gigantyczne kryształowe kolie. Pośród grupy wysokich krzewów stał nieruchomo grubo odziany człowiek, znaczący rzadką atmosferę nikłymi obłokami pary. Spoza śniegowej maski zintegrowanej z aparatem do wzbogacania atmosfery widniały tylko niebieskie oczy otoczone siatką zmarszczek. Z zachwytem wpatrywał się we wschodzącą gwiazdę, która właśnie oderwała się od horyzontu. Wspaniałego widoku nie zakłócała atmosfera, przejrzysta jak zawsze na Rigil Prime. Człowiek pokręcił głową i ustawił przyrządy naukowe, porównując w myślach niepozorną gwiazdę ze Słońcem. Ta, na którą patrzył, Alfa Centauri B nie miała oczywiście szans w tym porównaniu. Jej światło, żółć wpadająca w czerwień tworzyło niepowtarzalne wzory na powierzchni, jakże inne od ziemskich. Nad linią widnokręgu pojawiła się kolejna gwiazda, widoczna mimo poranka. Towarzysz gwiazdy centralnej – Alfa Centauri A gonił swą sąsiadkę, widoczny jako oddalony krąg światła, sześciokrotnie większy niż Wenus widziana z Ziemi. Człowiek ustawił instrumenty i na moment zapatrzył się tęsknym wzrokiem na nowy element nieba. Tamta gwiazda świeciła nawet silniej od Słońca, ale Rigil Prime był na tyle daleko, by nie uzyskiwać z tego źródła nawet odrobiny ciepła. Srebrzysty kobierzec zmarzniętej wilgoci zaczął znikać w miarę jak gwiazda centralna wznosiła się wyżej na niebie. Temperatura powoli rosła przekraczając zero stopni Celsjusza. Dopiero wtedy człowiek ruszył z powrotem, raz po raz oglądając się za siebie. Przywykł do tej ciszy, tego spokoju, jakże odmiennych od przepełnionej ruchem i jazgotem Ziemi. Gdy piętnaście lat temu opuszczał układ Słoneczny, takiego życia jak na Rigil Prime mógł zaznać tylko w virtualu. Sztucznym, udawanym i mocno nieprawdziwym. Ta planeta też miała się kiedyś zaludnić setkami tysięcy ludzi i zacząć przypominać Ziemię. Na dniach miał się pojawić FSS „Autumn” niosący przeszło trzy tysiące kolonistów. Szeroki pas wokół równika był wolny od lodu i liczył ponad siedem tysięcy kilometrów, więc miejsca było pod dostatkiem dla przyszłych mieszkańców. Twarz mężczyzny rozjaśniła się w uśmiechu, kryjącym się za maską. Gdy ta planeta zmieni się w drugą Ziemię, on ruszy dalej wprost ku nowym gwiazdom, ku kojącej pustce. Oczom wędrowca ukazała się niezbyt wysoka brama zbudowana z pni karłowatych roślin. Od niej ciągnęła się niska zapora podbudowana wałem z wiecznej zmarzliny. Głębiej widniały swojskie budynki z prefabrykowanych elementów. Mimo, że tworzyły je kompozyty o podwyższonej wytrzymałości, szare powierzchnie znaczyły rysy powstałe w czasie gwałtownych, wiosennych burz, jakie pustoszyły równikowy pas Rigil Prime. Wędrowiec stanął przy bramie i zerknął na płytę, na której ktoś niezgrabnie wymazał treść „Price Town – 236 mieszkańców”. Przeszedł pomiędzy szerokimi, stalowymi szynami, po których wieczorem toczyła się główna brama wyglądająca jak monstrualny pług, zasłaniający wejście do kolonii, obszedł bokiem potężne okutą górę stali i skierował się w stronę budynku jaśniejącego w oddali, który przypominał uciętą w połowie kulę o średnicy niemal czterdziestu metrów - pierwsza stała konstrukcja, jaka pojawiła się na powierzchni tej planety. Przy stojących obok budynku, gąsienicowych, odrapanych wszędołazach pracowało kilku ciepło ubranych techników. Pozdrowili wędrowca uniesieniem dłoni i wrócili do zajęć. Odwzajemnił ich gest, stanąwszy przy ledwie widocznych drzwiach prowadzących do wnętrza kopuły. Prawą dłoń położył na szerokim, płaskim przycisku. Hydrauliczne siłowniki z jęknięciem uniosły w górę główne drzwi, ukazując drugą ich parę, otwartą i podpartą stalowymi kolumnami, na których widniały rdzawe zacieki. Śmiało je przekroczył, ściągając z twarzy maskę przeciwśniegową. Termostat sterowany przez automatyczny system klimatyzacyjny stopniowo zwiększał temperaturę by osiągnąć przepisowe dwadzieścia cztery stopnie Celsjusza rozchodzące się falą w niewielkim pomieszczeniu przejściowym. Wędrowiec westchnął głęboko i rozsunął tytanowy suwak skafandra. Ciepło powoli wkradało się pomiędzy termodynamiczne tkaniny okrywające ciało, które dopasowały temperaturę do wymagań zadanych przez ich właściciela. Spod kaptura wyłoniły się krótko ścięte, szpakowate włosy i poważna wydłużona twarz mężczyzny. Szczupłą, długą ręką powiesił skafander w szerokiej szafie, obok kilkunastu innych, gdy usłyszał nadbiegającą postać. Odwrócił się w stronę wewnętrznych drzwi ciśnieniowych dzielących go od wnętrza kolonii akurat w chwili, gdy z sykiem siłowników hydraulicznych otworzyły się i stanęła w nich niska, krępa brunetka, mająca najwyżej trzydzieści lat. Jej twarz, pooraną bliznami po oparzeniach radioaktywnych rozjaśniał szeroki uśmiech, gdy mówiła pośpiesznie.

– Dyrektorze Emmerich, mamy wiadomość z „Autumn” sprzed dwunastu godzin - oparła krótkie, szerokie dłonie na gładkiej, obłej futrynie drzwi. Złapała oddech i ciągnęła dalej, zachęcona kiwnięciem głowy mężczyzny, który ukradkiem zerknął na pokaźny biust ukryty pod bluzą i plakietkę z jej imieniem i nazwiskiem „Andrea Sulivan”.

– Wchodzą na wydłużoną orbitę podróżną wokół Tolimana. Do przebycia mają nie więcej niż osiemdziesiąt jednostek astronomicznych¹. – dyrektor odwzajemnił uśmiech kobiety. Dotąd z niechęcią myślał o kolonistach, ale teraz, gdy za niespełna trzy miesiące, Price Town miało się wzbogacić o kilka tysięcy wybitnych naukowców i inżynierów, poczuł głęboką satysfakcję, mogąc ich przywitać w osadzie a nie na ubitej ziemi. Do tej pory wydzierali niesfornej planecie metr po metrze, przy pomocy kilku maszyn i sił nielicznej załogi przygotowując grunt pod prawdziwą kolonizację.

– Idźmy zatem wprost do centrum operacyjnego lotów – wskazał smukłą dłonią na otwór drzwi jaśniejący za plecami asystentki. Weszła do wąskiego korytarza, ciągnącego się aż do końca budynku i zrobiła miejsce zwierzchnikowi, który przeszedł obok i podążył ku windzie znajdującej się niemal na samym środku korytarza. Bez słowa dotarli do białej, kompozytowej, odkrytej kabiny, dziewczyna weszła pierwsza i Emmerich nie mógł się oprzeć, by nie zmierzyć jej figury wzrokiem. Chwilę później pomknęli w górę, gdzie krzyżowały się wszystkie linie informacyjne i energetyczne kolonii, do prawdziwego serca Price Town. Winda z cichym brzęczeniem nadprzewodnikowych magnesów zatrzymała się u szczytu budynku. Nad częściowo przezroczystą kopułą jasno świeciła Alfa Centauri B, a wraz z nią jej większy , ale znacznie odleglejszy towarzysz. Centrum operacyjne przypominało miniaturkę płaskiego stadionu o średnicy niespełna dziesięciu metrów. Środek zajmował spory wyświetlacz holograficzny aktualnie przedstawiający cały wolno obracający się układ Alfa Centauri. Dookoła nieregularnie rozrzucone były stanowiska operatorskie, tej chwili niemal puste. Emmerich z westchnieniem ulgi usiadł w wygodnym, szerokim fotelu a oparcia dostosowały się do kształtu jego ciała. Przed dyrektorem pojawił się indywidualny ekran holograficzny, który zabłysł danymi. Dłonie Emmericha ułożone na szerokich oparciach zaczęły wykonywać drobne ruchy, sterując osobistym wyświetlaczem. Po chwili znikły z niego tabele i wykresy dotyczące kolonii a pojawił się nieregularny kształt transportowca i zgłoszona orbita hiperboliczna, mająca zaprowadzić gwiazdolot w pobliże Rigil Prime. Oczy dyrektora przebiegły po wyświetlonych danych i przez chwilę w ciszy je analizował, nie zwracając uwagi na dziewczynę zajmującą inny fotel, również unoszący się na poduszce magnetycznej. W miarę czytania na jego twarzy pojawiał się coraz szerszy uśmiech. „Autumn” przebył cztery lata świetlne bez uszczerbku, a czas, w jakim to zrobił budził podziw. Emmerich w zamyśleniu spoglądał na trójwymiarowy obraz transportowca i zadumał się nad postępem technicznym, jaki dokonał się w czasie, gdy tworzyli tu przyczółek ludzkości. Pierwsza załoga Federacji Amerykańskiej leciała do układu Alfa Centauri niemal dziesięć lat popychana silnikami termojądrowymi. Zresztą wystarczyło spojrzeć w niebo, gdzie po wydłużonej orbicie krążył „Zeus-2”, który przywiózł ich tu sześć lat temu, a zgodnie z nowymi rozkazami miał stać się orbitalną bazą kosmiczną. „Pozazdrościli chińczykom rządowi złodzieje…” pomyślał o politykach federacji i spojrzał na główny ekran gdzie obok planety Tolimana pojawił się rozbłysk światła. Odruchowo uniósł głowę w górę i dostrzegł przy słabo błyszczącym Alfa Centauri A nowe źródło światła, które momentalnie zgasło.

– Co ci Chińczycy tam wyprawiają? – mruknął Emmerich i podjechał swoim fotelem bliżej do środka pomieszczenia.

– Zarejestrowany rozbłysk ma charakter termojądrowy – dziewczyna powiększyła zdarzenie na głównym ekranie holograficznym i zapytała, nie odwracając wzroku od powtarzanego na ekranie rozbłysku.

– Jak to wygląda w innych pasmach widma George? – Krótko ostrzyżony murzyn z ledwie widniejącymi przy szyi interfejsami sieci, siedzący do tej pory w milczeniu w ostatnim fotelu uruchomił potężną aparaturę badawczą umieszczoną na zewnątrz budynku. Niczym rośliny do światła, trzy potężne anteny, stojące niemal pośrodku osady obróciły się w stronę odległej Alfa Centauri A, rejestrując nowe zjawisko. Przez chwilę jedynym odgłosem w obszernym pomieszczeniu był cichy szum wentylacji, stabilizującej temperaturę. Później ciszę zakłócił niski, zmęczony głos czarnoskórego operatora mówiącego bez cienia entuzjazmu.

– To będzie jakieś dwadzieścia megaton. Na pewno reakcja sztuczna, wykryte pasma widma trytu i deuteru… - słuchając monotonnych wyliczeń Emmerich przełączył swój ekran na wyniki badań podawanych w czasie rzeczywistym przez główny mainframe kolonii. Zdecydowanie wyglądało na to, że egzotyczni sąsiedzi, jedyni w promieniu czterech lat świetlnych, bawią się atomem i jego syntezą. W widmie pojawiły się również pasma plutonu i uranu. Dyrektor wzruszył ramionami wracając do wskazań odczytów dotyczących kolonii.

– A nam zostało osiem ładunków trytowych w magazynie – zauważył w zamyśleniu. Temat podjęła dziewczyna, odsuwając ekran holograficzny od siebie i ustawiając fotel przodem do swego przełożonego.

– Chciałam właśnie z panem o tym porozmawiać – jej spokojny, miękki głos działał kojąco na czterdziestopięciolatka. Przymknął oczy słuchając dalszej części wypowiedzi.

– Nic z tym trytem nie możemy zrobić a zużywamy zasoby energetyczne na magazynowanie. Nasze tokamaki² pracują na helu3 – wiedział o tym wszystkim, ale nie zamierzał jej przerywać.

– Rekomendowałabym przetransportować je na „Zeusa-2”. Ich reaktor jest starszej generacji. Mogą używać mieszanki deuterowo-trytowej, chociaż posiadają jej znaczny zapas, odkąd przestaliśmy uzupełniać tryt na powrót. - Dyrektor kiwał głową potakująco ustawiając ekran holograficzny na obraz „Zeusa-2” docierającego właśnie do najdalszego punktu swej orbity. Na wskaźnikach widział stan magnetycznych magazynów paliwa. Emmerich szybko przeliczył w myślach i powiedział głośno.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij