Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
Format:
EPUB
Data wydania:
6 lutego 2026
47,99
4799 pkt
punktów Virtualo

Insta(nt) love - ebook

Utalentowana studentka szczecińskiej Akademii Sztuki i znany influencer z Poznania nieoczekiwanie spędzają razem walentynkowy wieczór, podczas którego, mimo miłej atmosfery, niewiele się o sobie dowiadują. Na koniec spotkania Rita tchórzy i podaje Dominikowi nieprawidłowy numer telefonu. Kilka miesięcy później chłopak dostaje propozycję wystąpienia na szczecińskiej uczelni w roli modela. Przyjmuje ofertę, gdy w jego oczy rzuca się zdjęcie poznanej w walentynki dziewczyny, umieszczone na stronie szkoły. Rita, nieśmiała artystka, mimo usilnych starań Dominika, unika spotkań z gwiazdą social mediów.

Czy wstydliwa studentka odważy się wyjść z cienia?

Czy Dominik znajdzie drogę do jej serca?

Czy Rita mimo tysięcy serduszek na profilu chłopaka odda mu swoje?

Choć tę historię można czytać bez znajomości poprzedniego tomu, Dominika i Mikołaj z „Razem aż po Szczyt” wtrącą również tutaj swoje trzy grosze.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-975933-6-7
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

Choć nie chciałem, wdarły się motyle

Jednak w ciszy będą sobie latać

W ciszy gdzieś głęboko się ukryję

By nie burzyć spokojnego świata

— Kosmiczne energie, Ralph Kaminski

Dominik

Nie miałem powodów, by świętować tego wieczoru – przynajmniej nie tych oczywistych – ale dostałem zaproszenie na Walentynki dla Singli. Spodobał mi się pomysł, więc postanowiłem wziąć udział. Zabrałem kumpla i wbiliśmy do klubu, omijając oczywiście kolejkę przed wejściem.

Lubię to. Mam całkiem fajną rodzinę, która nie pozwala mi odpłynąć, ale od zawsze lubię te momenty, kiedy mogę zignorować wszystkie przyziemne przykrości.

Przy wejściu musieliśmy wybrać kolor opaski na nadgarstek. Czerwony – szukam swojej drugiej połówki, zielony – szukam przygody, niebieski – zajęty. Po co była ta ostatnia na imprezie dla singli? Tego nie wiem, ale obaj bez namysłu sięgnęliśmy po zielone i udaliśmy się prosto do baru. Po pierwszej kolejce – która dzięki relacji na moim Insta była darmowa, zresztą tak jak i następne – Michał wypatrzył w tłumie swoją zdobycz i zaciągnął mnie tam.

Stała z koleżanką, naprawdę uroczą koleżanką, z bardzo ładnym uśmiechem i delikatnym jak na tamtejsze okoliczności makijażem. Długie włosy związane w wysoki kucyk, wisiorek w kształcie puzzla wpadający w niezbyt wyeksponowany dekolt. Miała sukienkę z długim rękawem i… niebieską opaskę na nadgarstku. Kiedy to zauważyłem, straciłem zainteresowanie. Przeprosiłem, pożegnałem się i zwróciłem kroki w kierunku loży, w której chwilę wcześniej wypatrzyłem znajomych.

Później dostałem od Michała wiadomość, żebym go nie szukał, bo zabiera dziewczynę do domu. Ja zostałem. Nagrałem jeszcze kilka relacji i zrobiłem parę fotek, bo jak już dostaję coś za free, to staram się należycie odwdzięczyć. Znajomi w tym czasie tańczyli, chodzili do baru, wracali.

W pewnym momencie przysiadła się do mnie jakaś blondyna z kuszącą zieloną opaską. Miałem ochotę omówić z nią plany na dalszą część wieczoru, czy już raczej nocy, gdy podeszła do nas tamta. Ta, która wyborem koloru przekreśliła naszą znajomość. Zapytała, czy wiem, gdzie jest jej koleżanka. Poinformowałem ją o wiadomości od kolegi, ale stwierdziła, że robię sobie z niej jaja, więc dla potwierdzenia pokazałem jej SMS-a. Dziewczyna wywróciła oczami, westchnęła i złapała się za czoło, jej oczy zaszły łzami. Zielona opaska przyssała się do mojej szyi, a moja rozmówczyni odwróciła się i pospiesznie odeszła w kierunku wyjścia.

Mimo że już sobie poszła, nie dawała mi spokoju. Nie zastanawiając się długo, wstałem, przeprosiłem blondynę i wyszedłem. Bez kolejki odebrałem kurtkę z szatni, dogoniłem nieznajomą i tylko po to, żeby jakoś zagadać, zapytałem, po co jej koleżanka, skoro jest zajęta. Okazało się, że miała spać dzisiaj u tej dziewczyny i teraz nie wie, co ma ze sobą zrobić. Zaproponowałem, jak prawdziwy dżentelmen, nocleg u siebie, ale tylko parsknęła, kręcąc głową. Próbowałem więc namówić ją na powrót do klubu. Powiedziałem, że potańczymy, napijemy się, a ja napiszę do kumpla, by przekazał jej koleżance, że czeka na nią. W odpowiedzi usłyszałem, że nie ma ochoty. Chciałem wiedzieć, na co w takim razie ma ochotę. Na kawę. Miała ochotę na kawę. W środku nocy.

Tym razem to ja pokręciłem głową. Gdy zapytałem, jak ma na imię, stwierdziła, że już mi mówiła. Nie chciałem się przyznać, że nie słuchałem, bo… Nie wiem, nie lubię, jak coś źle o mnie świadczy. Odparłem więc, że nie pamiętam.

Rita. Miała na imię Rita. Do tej pory nie znałem żadnej Rity. No może oprócz Rity Skeeter i Rity Odrazy, które przedstawił mi mój starszy brat, i jeszcze Rity Ory. Ale ani bohaterka Harrego Pottera, ani ta z Power Rangers, ani nawet piosenkarka nie były w moim typie. Ta, która stała naprzeciwko mnie, była. Tylko ta niebieska opaska…

Zaproponowałem jej kawę w McDonaldzie, bo oprócz stacji benzynowych niewiele było miejsc, gdzie o tej godzinie dało się wypić ją poza domem. Zaśmiała się, ale nie widząc lepszych opcji, przystała na to. Zapytałem więc, czy ma jakieś preferencje co do lokalizacji. Z jej odpowiedzi wywnioskowałem, że nawet nie do końca się orientuje, w jakiej części Poznania się znajdujemy. Najwyraźniej była w gościach nie tylko u koleżanki, ale też w mieście.

Ruszyliśmy spacerem do najbliższego maka otwartego całą dobę. Nie rozmawialiśmy po drodze w ogóle i… muszę przyznać, że to było dziwnie odżywcze. Chyba jako jedna z niewielu w tym klubie mnie nie znała. Nie mówię, że jestem rozpoznawany na ulicy, ale w takich miejscach raczej tak. Poprosiła tylko, żebym napisał wiadomość do kolegi. Zrobiłem to, choć nie spodziewałem się szybkiej odpowiedzi.

Weszliśmy do maka. Podszedłem do stanowiska samoobsługowego i zapytałem Ritę, jaką chce kawę. Odparła, że sobie poradzi, i zbliżyła się do panelu obok. Chwyciłem jej dłoń, by powstrzymać ją przed klikaniem w ekran. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale nie zabrała ręki. Wytłumaczyłem więc, że są walentynki i ja stawiam. Nie protestowała. Zamówiłem jeszcze jakieś żarcie i udaliśmy się do stolika.

Zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw o burgerach, potem o innym jedzeniu. Rita opowiedziała mi, że jak była mała, to przekręcała nazwy wszystkiego, co można było zjeść, mimo że resztę wyrazów mówiła poprawnie. Odwdzięczyłem się anegdotką o tym, jak przez rok plułem na rodziców i brata, kiedy kazali mi jeść owoce.

Nie dowiedziałem się, skąd jest, ile ma lat ani czym się zajmuje. Sam też o sobie nic takiego jej nie powiedziałem. Nie pocałowaliśmy się nawet, a co dopiero coś więcej.

To były najlepsze… walentynki w moim życiu.

Nigdy więcej jej nie spotkałem. Dała mi co prawda numer telefonu, ale kiedy go następnego dnia wybrałem, dodzwoniłem się do jakiegoś salonu kosmetycznego w Radomiu. Zapytałem o Ritę, lecz kobieta nie kojarzyła nikogo o takim imieniu. Dla pewności sprawdziłem też ich salon w social mediach. Twarze zatrudnionych osób nie odpowiadały tej jednej.

Rita

Pojechałam do Olki na kilka dni, chociaż to było szaleństwo, bo dopiero co zaczął się nowy semestr. Na szczęście wszystko zaliczyłam w terminie, więc dałam się na to namówić. Znamy się z kolonii w górach, na której byłam razem z siostrą jakieś dziesięć lat wcześniej. Od tamtej pory Olka jest moją najbliższą kumpelą, mimo że na co dzień utrzymujemy kontakt wyłącznie na odległość. Stęskniłam się już za nią, bo widujemy się zwykle tylko kilka razy w ciągu roku. Ostatnio odwiedziła mnie w wakacje. A to już przecież kupę miesięcy temu.

Przyjazd do Poznania nie był jedynym wariactwem, na które się zgodziłam. Olka namówiła mnie też, żebym trochę poświętowała i poszła z nią na jakąś walentynkową imprezę. W środku tygodnia! Nie wiem, kto w ogóle wymyślił coś takiego, ale ludzi było tyle, że natychmiast zrozumiałam, dlaczego to robi. Dla kasy oczywiście.

Olka wybrała na wejściu zieloną opaskę, oznaczającą chęć przeżycia przygody. Ja założyłam niebieską, sugerującą, że jestem zajęta. Ale nie dlatego, że naprawdę byłam. Po prostu jednorazowe przygody nie są kompletnie w moim stylu, a co do szukania miłości… Owszem. Chciałabym się szczęśliwie zakochać. Właściwie marzy mi się jakiś poważny związek, bo do tej pory nic takiego nie przytrafiło się w moim życiu. Tyle że nie zamierzam zakochać się w kimś spoza mojego miejsca zamieszkania. Wystarczy, że przyjaźń mam na odległość. Związek? Nie ma mowy. Dlatego, by było bezpiecznie, wybrałam niebieską opaskę. W końcu poszłam do tego klubu jedynie po to, by towarzyszyć Olce, która z kolei bardzo szybko znalazła to, czego szukała.

Niedługo po tym, jak przyszłyśmy, podeszło do nas dwóch chłopaków. Jeden z nich od razu zainteresował się Olką, z wzajemnością, a drugi, który przedstawił się jako Dominik, zerknął na mój nadgarstek i właściwie od razu odszedł. Chciałam wierzyć, że odstraszył go jedynie kolor na mojej ręce, a nie cała reszta, bo przecież każda z nas lubi się podobać, zwłaszcza atrakcyjnym facetom, a on do tego grona zdecydowanie się zaliczał.

W pewnym momencie wyszłam na chwilę do łazienki, a kiedy wróciłam, nigdzie nie mogłam znaleźć przyjaciółki. Na początku się zestresowałam, bo nie odbierała telefonu, a potem mocno na nią wkurzyłam. Długo szukałam w tłumie zarówno mojej kumpeli, jak i gościa, z którym kręciła tego wieczoru. Znalazłam jedynie jego kolegę w towarzystwie uroczej blondynki. Nie chciałam im przeszkadzać, zwłaszcza że obydwoje przyszli na tę imprezę w jednym celu, ale byłam w potrzasku. Podeszłam więc do nich i zapytałam chłopaka, czy może wie, gdzie ich znajdę. Załamałam się, gdy pokazał mi wiadomość od kumpla. Olka zostawiła mnie samą w klubie pełnym napalonych ludzi, w dodatku w obcym mieście. Zajebiście.

Wyszłam z lokalu, nie wiem, gdzie ani po co. Nie wiem, na co liczyłam. Po prostu byłam wściekła. Zdziwiłam się ogromnie, kiedy wyszedł za mną… Dominik. Zaproponował mi swoje towarzystwo, chyba nie licząc na nic, choć ludzie są różni. Przeszło mi przez myśl, że może obrał sobie cel, by wyrwać zajętą laskę. Mam wrażenie, że byłby do tego zdolny. Przystojny, pewny siebie, dobrze ubrany. Właściwie nie wiem, po co przyszedł na tę imprezę, przecież tacy jak on mogą przebierać w dziewczynach. Równie dobrze mógłby po prostu iść ulicą, a i tak ustawiłaby się do niego kolejka. Mogłam się o tym przekonać, kiedy mijające nas kobiety, w różnym wieku, pożerały go wzrokiem lub po prostu się za nim obracały.

Dominik zapytał, na co mam ochotę. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że na kawę, a on… zamiast totalnie wyśmiać ten pomysł, zaproponował wspólne wyjście do maka. Zaskoczył mnie. Przez moment się wahałam, ale w końcu zgodziłam się z nim pójść. Nie wiem czemu. Normalnie nie poszłabym nigdzie nocą z nieznajomym, ale… było w nim coś, co mnie do tego przekonało. Na szczęście McDonald’s nie znajdował się daleko. Nie gadaliśmy po drodze, bo w sumie i o czym? Już wtedy, nie znając się wcale, mieliśmy jasność, że szukamy w życiu zupełnie innych rzeczy.

Na miejscu zamówiliśmy kawę – oboje, co również mnie zaskoczyło, bo mało kto decyduje się na kofeinę w okolicach północy – a także coś do jedzenia. W dodatku powiedział, że są walentynki, więc on stawia. Zgodziłam się, choć poczułam się trochę nieswojo. Ale jakiś czas temu trafiłam gdzieś w sieci na profil kobiety, która uczy przyjmowania z wdzięcznością. Nie miałam ku temu zbyt wielu okazji, a ta z Dominikiem taka właśnie była, dlatego postanowiłam skorzystać. To rzeczywiście przyjemne uczucie.

Dobrze nam się rozmawiało. Na luzie, bez spiny i o rzeczach mało istotnych, przez co niewiele się o sobie dowiedzieliśmy. Spędziliśmy tak sporo czasu, aż w końcu odezwała się Olka. Okazało się, że pisała do mnie, kiedy wyszła z klubu, tyle że… nie kliknęła „Wyślij”. Zadzwoniła, gdy tylko to odkryła. Cóż, zdarza się. Przepraszała mnie ze sto razy i kazała wezwać Ubera. Umówiłyśmy się już w jej mieszkaniu.

Żegnając się z Dominikiem, podziękowałam mu za ten, jak by nie patrzeć, naprawdę udany wieczór, a właściwie… za udaną noc, oraz za to, że dotrzymał mi towarzystwa. Zaproponował, że poczeka ze mną na przyjazd kierowcy, a zanim wsiadłam do auta, zapytał o mój numer telefonu.

Nie wiem, dlaczego to zrobił, skoro chyba nadal sądził, że jestem zajęta. Może chciał być miły, a może po prostu potraktował mnie jak koleżankę.

Dyktując numer, w ostatniej chwili stchórzyłam. Dominik naprawdę mocno mi się spodobał, dlatego też… zamieniłam dwie ostatnie cyfry.

Z mojej strony sprawa była bardziej skomplikowana niż z jego. Byliśmy w Poznaniu, gdzie prawdopodobnie mieszka, a ja mieszkam w Szczecinie. On szuka przygód, ja miłości, choć myślał, że jestem zajęta. Nic dobrego nie mogłoby wyjść z takiego układu.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij