Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Ja, Mona Lisa - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 października 2025
E-book: EPUB, MOBI
49,99 zł
Audiobook
54,99 zł
49,99
4999 pkt
punktów Virtualo

Ja, Mona Lisa - ebook

Usłysz głos kobiety z najsłynniejszego obrazu świata.

Posłuchaj mojej historii… Moje przygody warte są zgłębienia. Wiele przeżyłam. Byłam kochana przez cesarzy, królów i złodziei. Przeżyłam porwanie i napaść. Rewolucję i dwie wojny światowe. Ale moja opowieść to przede wszystkim historia wielkiej miłości. Opowieść o tym, ile jesteśmy w stanie zrobić dla tych, których kochamy.

W pracowni Leonarda da Vinci – pełnej genialnych pomysłów, monumentalnych zleceń i natarczywych mecenasów, a także niezadowolonych muz, rywali, prawdziwych i fałszywych przyjaciół – znajduje się wyjątkowy obraz. Przez pięć burzliwych stuleci, wciągnięty w wir władzy, pieniędzy i intryg, portret Lisy del Giocondo był pożądany i kradziony. Przez wieki niewielu potrafiło usłyszeć jej głos. Ale teraz jest gotowa opowiedzieć swoją historię – własnymi słowami. Historię rywalizacji, morderstwa i złamanego serca. Przemierzając kolejne epoki, Mona Lisa zabiera nas ze świata olśniewających florenckich pracowni do francuskich dworów w Fontainebleau i Wersalu i prowadzi aż po wiek XX.

Ja, Mona Lisa to niezwykle barwna, wciągająca i poruszająca opowieść o kobietach, które historia zepchnęła na margines i skazała na zapomnienie.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8427-644-0
Rozmiar pliku: 1,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PLAN GALERII

Sala renesansowa

_Mona Lisa_ – najsłynniejszy obraz Leonarda da Vinci

Leonardo da Vinci – genialny florencki malarz i wynalazca, człowiek wszechstronny

Salaì – główny asystent w bottedze Leonarda i jego kochanek

Francesco Melzi, zwany także Cecco – kolejny asystent Leonarda, później także jego sekretarz i skryba, który zajął się porządkowaniem oraz redakcją manuskryptów mistrza; zaciekły rywal Salaìego

Lisa del Giocondo – znana florencka piękność, pierwowzór _Mony Lisy_

Francesco del Giocondo – bogaty kupiec jedwabny i mąż Lisy

Niccolò Machiavelli – polityk, intrygant, znajomy Leonarda

Rafael Santi – młody malarz z Urbino, powiernik i wielbiciel Leonarda

Michał Anioł Buonarroti – rzeźbiarz, malarz, zrzęda i adwersarz Leonarda

Leda – królowa Sparty, a zarazem najpiękniejszy i najcudowniejszy obraz Leonarda; przyjaciółka Mony

Il Magnifico albo Julian Medyceusz – pochodzący z potężnej florenckiej rodziny Medyceuszy wpływowy mecenas Leonarda w Rzymie

Papież Leon X – brat Juliana; miłośnik jedzenia, muzyki (a także Boga)

Król Franciszek I Walezjusz – nastoletni król Francji, później mecenas Leonarda da Vinci we Francji, który zakupił _Monę Lisę_, _Ledę_ i inne dzieła

La Cremona – najsłynniejsza kurtyzana Mediolanu, a także poetka, pierwowzór Ledy z obrazu

Galerie francuskie

Sala Króla Słońce

Ludwik XIV, Król Słońce – wielbiciel _Mony Lisy_ i _Ledy_, francuski monarcha absolutny

Królowa Maria Teresa – jego pobożna żona, Hiszpanka

Madame de Montespan, markiza – oficjalna faworyta Ludwika, matka co najmniej sześciorga jego dzieci

Franciszka, madame de Maintenon – królewska guwernantka, a później metresa króla (zajęła miejsce madame de Montespan)

Francja czasów rewolucji

Ludwik XVI – król Francji

Maria Antonina – jego ekstrawagancka żona; kobieta stylowa i pełna pasji

Obywatel Fragonard – egzaltowany malarz rokokowy uwielbiany przez Marię Antoninę, po rewolucji popadł w niełaskę

Sala XX wieku

Pablo Picasso – malarz, przyjaciel _Mony Lisy_

Zygmunt Freud – psychoanalityk, miłośnik sztuki

Vincenzo Peruggia – złodziej i porywacz _Mony Lisy_; włoski nacjonalista

Jacques Jaujard – genialny dyrektor Luwru, urzędujący w czasie II wojny światowej; z nieodłącznym papierosem

Jeanne / agentka Mozart – agentka francuskiego ruchu oporu, gwiazda filmowa i kochanka JaujardaPROLOG
LUWR, PARYŻ,
OBECNIE

Na początku przysłuchiwałam się z ciemności. Kiedy się pojawiłam, nie miałam oczu i nie potrafiłam odróżnić dnia od nocy. Odkryłam jednak, że lubię muzykę – wesołe, dziarskie tony _lira da braccio_ i fletu – oraz panujący w pracowni gwar. Łaskotanie węgla. Stałe ciepło jego opuszków palców, które warstwa po warstwie powoływały mnie do życia. Powstawałam powoli, jak dym stopniowo wypełniający pomieszczenie: najpierw jedna smuga, a później następna i kolejna. Jego oddech na moim policzku, gdy koniuszkiem pędzla tchnął we mnie życie. Świadomość wypełniała mnie zewsząd niczym głębiny ciemnego, zimnego oceanu. Dochodziły mnie dźwięki rozmów, które przypominały fale rozbryzgujące się o skały. Ja jednak zawsze wyczekiwałam jego głosu. Szeptał do mnie. Zachęcał do wyjścia na powierzchnię, wywabiał z topolowej deski. Przedtem życie w ciemności zupełnie mi nie przeszkadzało. Nie wiedziałam, że gdzieś tam istnieje światło.

Moja twarz ukazała się pierwsza, ledwie zarys na tle podkładu z bieli ołowiowej. Wywołał mnie za pomocą cieniowania i cienkich warstw farby. Raz po raz pokrywał mnie warstwami imprimitury, przezroczystymi niczym motyle skrzydła. Skórę miałam upiornie bladą, choć powinna być różowawa, dlatego dodał odrobinę czerwonego pigmentu i przemieszał z żółtym, po czym użył umbry palonej do cieniowania. Moje ręce, suknia, welon i włosy stanowiły zaledwie pomysły zarysowane węglem i czekały na wykonanie. Pierwsze ciemne linie wzoru na kartonie. Ostry koniuszek igły prześledził moje nowe kontury, a potem nadszedł czas na _spolveri_ węglem. Jego palce wmasowywały pył, który przeprószał się przez dziurki w papierze. Stałam się zarysem, lustrzanym odbiciem w drewnie. Zbiorem części ciała. Podbródek. Piersi. Palec. Nos. Nowe oczy, dzięki którym mogłam patrzeć. Krzątanina w ciągu dnia i spokój w nocy. Nie mogłam się temu wszystkiemu nadziwić. Za oknem gwiazdy mrugały na niebie i przypominały świece zapalone w pracowni – być może to jakiś niebiański malarz, Leonardo niebios, pracował właśnie nad nową konstelacją zamówioną przez bogów.

Gdy Leonardo mnie malował – kiedy nadawał kształt moim ramionom i ustom, kiedy tworzył moje włosy spływające kaskadami i mój przezroczysty welon – wtedy równocześnie do mnie mówił.

– Malarstwo jest doskonalsze i przewyższa muzykę, gdyż nie umiera ono bezpośrednio po swym powstaniu. Pieśń zagrana na lutni, choć słodka, zdążyła odejść w zapomnienie, lecz ty nadal tu jesteś.

Kiedy w zachwycie przysłuchiwałam się tym poufałościom, w środku coś zaczynało we mnie kiełkować – pierwsze zalążki miłości.

Na początku przyglądałam się Leonardowi jak urzeczona, w ciszy. Pewnego razu jednak zdradził mi tajemnice niebios i rzekł:

– Ludzie wierzą, że na księżycu znajduje się człowiek, ale to nieprawda. Są tam tylko morza. Powierzchnię księżyca pokrywają słone wody.

Wtem usłyszałam głos. Zadał to samo pytanie, które pojawiło się w mojej głowie:

– Czyli na księżycu nie ma żadnego człowieka?

I wtedy, osłupiała, pojęłam, że ten głos należał do mnie. Potrafiłam mówić. Nie zdawałam sobie z tego sprawy.

Leonardo przyglądał mi się w zdumieniu. Nachylił się bliżej, tak że znalazł się ze mną oko w oko. Pędzlem musnął moją wargę.

– Naprawdę tu jesteś? – spytał.

– Tak. Naprawdę – odpowiedziałam.

– Ktoś ty? – zapytał, przypatrując mi się z zachwytem.

Odwzajemniłam jego spojrzenie i odparłam:

– Jestem twoja.

O moim Leonardzie można by powiedzieć naprawdę wiele dobrego – był _imaginativo_, hojny, pedantyczny – ale z pewnością nie pracował szybko, tak więc w czasie, kiedy mnie malował, zdążył zwierzyć mi się jeszcze z wielu innych rzeczy. Potrafił tworzyć nowe światy w pojedynczym liściu. Istniał tylko jeden taki Leonardo. I tylko jeden taki obraz. Na inne malowidła można było patrzeć, ale tylko ja umiałam odwzajemnić spojrzenie. Za młodu, jeszcze zanim pokrywające mnie farba i werniks popękały, stanowiłam objawienie, cała w bieli ołowiowej i imprimiturze. Po moim powstaniu nikt już nie używał starych metod malowania. A przynajmniej nikt, kto miał choć krztynę talentu. Niektórzy – ci nijacy, impotenci, o szarych duszach – przez kolejne pół wieku wciąż produkowali Madonny o ziemistej cerze, przeznaczone na ołtarzyki w kościołach na prowincji. Wystarczyło jedno spojrzenie na mnie, a nawet poeci stawali się bardziej złotouści.

Musicie zrozumieć, że nie jestem tą śliczną mieszczanką, żoną kupca jedwabnego. Nie jestem Lisą del Giocondo. Wciąż pamiętam jej głos z tamtych czasów, nadąsany, zrzędliwy ton. Marudny trajkot. „Jak duszno w tej pracowni. Nie można by otworzyć okna?” Lisa. Lisa. Jej imię przywodzi na myśl syk pary. Czy naprawdę musiałam zacząć się od niej? Zostać stworzoną na obraz kogoś tak zwyczajnego? Ale podobnie jak drogocenny _lapis lazuli_, olśniewający na szatach tysiąca Madonn, pozyskuje się w kamieniołomach z wapieni, tak i ja zostałam wywabiona ze sztywnej i niechętnej Lisy.

Przez krótki czas, niczym matka i płód, dzieliłyśmy jedną duszę. Wtedy nie byłam jeszcze sobą. Miękki kosmyk włosów Lisy, wymazany. Namalowany na nowo. Pierwsza wypukłość jej policzka. Kształt jej czaszki. Pomysł Leonarda, jego zamiar. Było we mnie więcej z Lisy i z Leonarda. Dzień po dniu, z każdym pociągnięciem pędzla, stawałam się jednak bardziej sobą. Moja dusza zaczęła należeć do mnie. Rozglądałam się z ciekawością, która pochodziła ze mnie samej. Widziałam drzewka cytrynowe, błyszczące w słońcu, ustawione w doniczkach wzdłuż loggii. Kurz na listkach. Pocących się muzykantów, którzy nie przestawali grać, byle tylko Lisa dalej się uśmiechała. Byle tylko wywołać uśmiech na moich wargach. I wtem nie byłyśmy już jedną i tą samą osobą. Chwała Madonnie i wszystkim świętym w niebiosach. Mój uśmiech nie należy do niej. Nigdy nie należał. Nigdy nie potrafiła zrozumieć żartów, ktoś zawsze musiał tłumaczyć jej puentę. Biedna, grzeczna, posłuszna Lisa.

Teraz spoglądam zza szyby w moim więzieniu w Luwrze i setki lat minęły, odkąd ostatni raz ją widziałam. Spoczywa w swoim grobowcu, a ja – w szklanej trumnie. Większość więźniów popełniła jakąś zbrodnię. Ale nie ja. Pozłacany pałac, nawet taki wykwintny czy pełen milczących skarbów, nadal jest więzieniem, jeśli nie można go opuścić. Zwiedzający Luwr ustawiają się w wielogodzinnej kolejce po to tylko, by pogapić się na mnie niewidzącym wzrokiem. Stałam się obowiązkowym punktem przewodników i wycieczek po Europie. Na starość przepełnia mnie żółć i szybko tracę cierpliwość, ale to dlatego, że maniery turystów doprawdy wołają o pomstę do nieba. Narzekają, bo myśleli, że będę większa, albo dlatego, że mój uśmiech bardziej przypomina grymas. Kiedyś, wciśnięta do pokoju z innymi obrazami, musiałam walczyć o atencję, nikt nie zwracał na mnie uwagi, poza tymi nielicznymi, którzy celowo przychodzili zobaczyć właśnie mnie. Tymczasem obecnie można mnie spotkać na każdym kroku, zatem nikt nie widzi mnie tak naprawdę, nawet jeśli znajduję się tuż przed czyimś nosem. Przychodzicie tu, by pobyć chwilę w mojej obecności, oddać mi cześć przez kilka przypisanych wam sekund, po czym ci, co mnie tu zamknęli, przepędzają was do następnej sali. Mimo to nalegacie, by utrwalić na telefonach właśnie ten moment, w którym obracacie się do mnie plecami i wcale na mnie nie patrzycie.

Cóż, w takim razie, jeśli nie chcecie na mnie patrzeć, przynajmniej nie szukajcie też tej drugiej Lisy. Jestem prawdziwa. Na tym polega sekret. Ta druga nie jest warta zachodu. Świętoszkowata, paplająca żona próżnego i samolubnego kupca. Ona nie żyje. Gdzieś w klasztorze jej kości zmieniły się w proch. Zamiast tego wysłuchajcie mojej historii. O moich przygodach warto opowiadać. Miałam wiele żyć, kochali mnie cesarzowie, królowie i złodzieje. Przeżyłam porwanie i napad. Rewolucję i dwie wojny światowe. Ale to także historia o miłości. Historia o tym, co jesteśmy w stanie w imię miłości zrobić.

Od początku należałam do niego, bo niczym Prometeusz rozniecił we mnie ogień życia. Najpierw nie wzbudzało to we mnie obaw, gdyż nie rozumiałam, czym naprawdę jestem, że jako obraz z deski i pigmentów różniłam się od ludzi z krwi i kości. Nie wiedziałam, co to znaczy, że ktoś jest śmiertelnikiem i że musi umrzeć. Wiedziałam jedynie, że go kocham i że z czasem on pokocha mnie. Spędziliśmy ze sobą wiele lat i w tym czasie zdradził mi wiele tajemnic. Dzielił się ze mną swoją zazdrością. Opowiadał o dręczącej go ambicji.

Ostatecznie to on uczynił mnie nieśmiertelną, ale ja jego też. Już go nie ma, a ja przyglądam się wszystkiemu w samotności. Ściany mojej celi zrobione są ze szkła, które jest jednak kuloodporne, grube na dwa centymetry i w pełni oddziela mnie od świata zewnętrznego. Nie dochodzi mnie nic poza stłumionym gwarem. Nikt już ze mną nie rozmawia. A gdy coś krzyknę, nikt mnie nie słyszy.

Wysłuchajcie mnie więc teraz.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij