-
nowość
Jak budowałem dom - Zapiski z umysłu - ebook
Jak budowałem dom - Zapiski z umysłu - ebook
Książka "Jak budowałem dom – Zapiski z umysłu" przedstawia holistyczne podejście do budowy domu, łączące elementy starożytnych nauk o przestrzeni, takich jak wastu i feng shui, z praktycznymi aspektami współczesnej architektury oraz codziennego życia. Autor pokazuje, że projektowanie domu nie ogranicza się jedynie do jego fizycznej konstrukcji, lecz obejmuje także subtelne, niematerialne czynniki wpływające na jakość życia mieszkańców.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dom i Ogród |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788394362041 |
| Rozmiar pliku: | 6,9 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
- Korytarz
- Kwadrat lub prostokąt
- Poniżej
- Działka
- Formowanie przestrzeni
- Wejście do budynku
- Wastu
- Pięć elementów
- Eter
- Woda
- Ogień
- Ziemia
- Planety
- Strona południowa
- Karty perforowane
- Powietrze
- Parter
- Strona północna
- Piętro
- Szkic koncepcyjny
- Kierunki świata
- Pięć zwierząt
- Kamienie
- Wysokość pomieszczeń
- Dach
- Rozmyślania o miastach i budowlach
- Podziękowania
- PrzypisyKORYTARZ
Lekko uchyliłem drzwi. Na korytarzu było ciemno.
Mieszkaliśmy na drugim piętrze w segmencie budynku szkoły, zaadaptowanym na mieszkania dla nauczycieli. Chodziłem wtedy do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Hol, długi na ponad czterdzieści metrów, był dla nas, dzieci z zakwaterowanych tam rodzin nauczycielskich, miejscem wspólnych zabaw. Dla mnie stanowił również dystans, który musiałem pokonać, by dobiec do toalety.
Otwierając drzwi na oścież, oświetliłem część korytarza. Po lewej stronie, przez okno, wpadało stłumione światło z odległych ulicznych lamp. Z przodu czarny prostokąt półotwartych drzwi zaznaczał wejście na klatkę schodową. Po prawej stronie stopniowa gradacja szarości ku mdłej czerni pokazywała rozchodzenie się światła wzdłuż długiego korytarza, na którego końcu znajdowały się drzwi wejściowe do toalety. Wzrokiem odszukałem włącznik; znajdował się z lewej strony futryny drzwi prowadzących na klatkę schodową, nieco powyżej mojej głowy. Szybko podbiegłem i nacisnąłem przycisk.
– Ojejku, znowu nie działa światło – wyszeptałem do siebie i bez namysłu wystartowałem do sprintu.
– Ryysioo! Dlaczego nie zamykasz drzwi? – ledwie dosłyszałem, dobiegając do ubikacji. Tutaj na szczęście było światło.
Wcześniej zajmowaliśmy mieszkanie usytuowane w środkowej części korytarza. Składało się z dwóch dużych pokoi, przeznaczonych później na sale lekcyjne. Nowe lokum przejęliśmy po sąsiadach, którzy przeprowadzili się do innego miasta. W jednym pomieszczeniu mieściły się kuchnia, WC i wanna, oddzielone od siebie zasłonami z folii. Mojemu tacie nie podobało się takie rozwiązanie. „Gotowalnia, sralnia, mywalnia w jednym miejscu?”, często zwykł mawiać ze swoim charakterystycznym poczuciem humoru. Chociaż ubikacja w mieszkaniu oznaczała wygodę, to z powodu jej nieodpowiedniego usytuowania wszyscy w rodzinie byliśmy skłonni zrezygnować z tego komfortu. Po remoncie zostały „gotowalnia” i „mywalnia”, czyli kuchnia i wanna, oddzielone zasłoną, a do toalety trzeba było ganiać na drugi koniec korytarza i dzielić ją z innymi mieszkańcami piętra.
Miętoliłem kawałki gazety, mające posłużyć mi jako papier toaletowy. Uzyskawszy oczekiwaną miękkość, zakończyłem to, po co tu przyszedłem...
Przeciwny koniec korytarza zaznaczał lekko oświetlony prostokąt okna. Drzwi do naszego mieszkania były zamknięte. Zgasiłem światło w ubikacji i po chwili wyhamowałem na klamce. Wśród swoich rówieśników byłem jednym z szybszych biegaczy; prawdopodobnie codzienne nieświadome treningi połączone z dawką adrenaliny miały w tym swój udział.
– Nie zapomnij o mleku. – Odebrałem od mamy dwulitrową kankę. Dwa razy w tygodniu gospodarz ze wsi przywoził rano mleko. Dzień wcześniej wieczorem, dwie ulice od naszego domu, w ustalonym miejscu zostawiałem pojemnik.
„Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna, Pan z Tobą...”, szybko intonowałem i zbiegałem co trzeci, czwarty schodek ciemną, szeroką klatką schodową. „...błogosławionaś Ty między niewiastami...”, szczerze modliłem się, pokonując strach i pusty brunatnoszary dziedziniec, z trzech stron otoczony budynkiem. Biegłem na skróty, przeskakując metalowe ogrodzenie boiska szkolnego. W parę chwil byłem już na miejscu. Otworzyłem drzwi do przedsionka starej kamienicy. Szybko ustawiłem kankę na mleko przy innych pojemnikach stojących na drewnianej półce i wyskoczyłem na zewnątrz, zanim drzwi same zdążyły się domknąć. Przebiegłem przez ulicę, a później z powrotem przeskoczyłem ogrodzenie boiska szkolnego.
„Aniele Boży, stróżu mój...”, wbiegłem na ciemny dziedziniec. Jeszcze schody... i już byłem na górze. „...zaprowadź mnie do Królestwa Niebieskiego. Amen”, zakończyłem wpadając do mieszkania. Z czasem biegałem tak szybko, że modlitwę kończyłem w domu.
Z perspektywy lat stwierdzam, że to dziecięce, SZCZERE odmawianie pacierzy kojarzy mi się z pewną anegdotą. Może jest ona powszechnie znana, ale ją opowiem.
_Pewna zakonnica, która przez całe życie nadgorliwie się modliła, po śmierci, o dziwo, znalazła się w piekle. W związku z tym złożyła reklamację do Boga:_
_„Panie Boże, cały czas gorliwie się do Ciebie modliłam, więc powinnam dostać się do nieba, równocześnie jest dla mnie niezrozumiałe, w jaki sposób ten taksówkarz, który tak szybko i niebezpiecznie jeździł, osiągnął Twoje Królestwo. Wydaje się, że zaszła tutaj pomyłka, więc proszę o pozytywne rozpatrzenie moich uwag”._
_W niedługim czasie nadeszła odpowiedź:_
_„Droga duszo, tak mocno zarzucałaś mnie swoimi nadgorliwymi modlitwami, że chciałem mieć od Ciebie trochę spokoju. Dlatego taka jest decyzja. Natomiast gdy ten taksówkarz, woził swoich pasażerów, oni zaczynali bardzo SZCZERZE modlić się do mnie”._
***
Boisko szkolne było dla nas wyśmienitym miejscem do zabaw. Siadaliśmy w piasku za bieżnią do skoku w dal, budowaliśmy zamki, wytyczaliśmy ścieżki do gry w kapsle. Czasami zadawaliśmy sobie pytania w rodzaju: „Co byś kupił, gdybyś wygrał dużo pieniędzy?”, by móc opowiadać o swoich marzeniach.
Z reguły jednym z pierwszych wydatków był zakup ładnego domu, potem samochodu, kolejnym – podróże po świecie. Można powiedzieć, że jako dzieci podświadomie wiedzieliśmy, jak ważne jest, by mieć swój własny kąt, swoją własną przestrzeń.
Po skończeniu studiów wprowadziłem się, wraz z żoną i dwójką małych dzieci, do dwupokojowego mieszkania teściów w bloku. Mieszkaliśmy wtedy w trzy rodziny na czterdziestu metrach kwadratowych. Były to sprzyjające warunki do umacniania i zwiększania się naszego marzenia o własnym lokum. Najważniejsze było to, aby posiadać swój własny kąt, a przymiotniki takie jak funkcjonalny, ładny, przestronny, w urokliwym miejscu itp., nie miały większego znaczenia.
Wkrótce nasze marzenia spełniły się i dzięki posiadanej od kilkunastu lat książeczce mieszkaniowej1 zamieszkaliśmy w bloku na drugim piętrze, w trzypokojowym mieszkaniu spółdzielczym. Po pewnym czasie, gdy realny stawał się zakup działki i wybudowanie domu, w gronie rodziny coraz częściej dyskutowaliśmy o tym, w jakim miejscu i domu chcielibyśmy zamieszkać. Oczekiwania każdego z nas w wielu punktach pokrywały się. Po kilku latach poszukiwań i gromadzenia oszczędności kupiliśmy osiemdziesięcioarową działkę w środku wsi, kilka kilometrów od miasta, w którym mieliśmy pracę i mieszkanie. Wertowaliśmy czasopisma i katalogi z projektami domów. Ostatecznie postanowiliśmy zlecić wykonanie projektu indywidualnego. Wydedukowaliśmy to w ten sposób: w projekcie indywidualnym, którego koszt wynosi trzy do cztery procent wartości inwestycji, budynek i pomieszczenia robimy na miarę swoich potrzeb. Teoretycznie możemy przyjąć, że uzyskujemy prawie sto procent przestrzeni zaprojektowanej zgodnie z naszymi oczekiwaniami.
W katalogach nie znaleźliśmy w pełni odpowiadającego nam projektu. Gdybyśmy zdecydowali się na dom, w którym przykładowo dziesięć procent powierzchni byłoby zbędne, to i tak musielibyśmy zapłacić za jej wybudowanie.
Projekt zleciliśmy znanej na lokalnym rynku pracowni architektonicznej, wydającej własne katalogi domów. Po kilku wizytach u architekta nadal nie byliśmy usatysfakcjonowani przedstawianymi nam koncepcjami projektu. Funkcjonalność, estetyka, nowoczesność, moda, trendy technologiczne – te rzeczy są jak najbardziej OK, ale czegoś w tym wszystkim brakowało.
To tak, jakbyś poszedł do ogromnego sklepu z tysiącami produktów. Niby wybór jest duży, ale nie możesz znaleźć tego, czego szukasz, bo wszystko jest na jedną modłę, jakby produkowane przez jednego producenta, według jednego schematu. Jednak ostatecznie to TY decydujesz, czy kupujesz to, co ONI chcą ci sprzedać, czy bierzesz to, co TY chcesz kupić – wtedy musisz szukać gdzie indziej. Pośpiech jest tutaj złym doradcą.
Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy dokładnie, czego chcemy, jedynie wewnętrznie czuliśmy, że proponowane rozwiązania nam nie odpowiadają. Potrzebowaliśmy jakiejś wskazówki, inspiracji, która pokierowałaby nas w odpowiednim kierunku w naszych poszukiwaniach.
Wspólnie zadecydowaliśmy: NIE PRZYJMUJEMY TEGO, CO NAM NIE PASUJE, TYLKO SZUKAMY DALEJ, i to ze zwiększoną intensywnością.
Projekt budynku tak zaabsorbował nasze umysły, że gdy z kimkolwiek się spotykaliśmy, rozmowa szybko schodziła na temat budowy domu.
– Popatrzcie, jak wygląda rzut budynku w projekcie proponowanym przez waszego architekta – wskazał na rysunek jeden z naszych znajomych.
Rys. 1. Szkic projektu architekta
– Wpiszcie go w podstawową figurę, taką jak kwadrat lub prostokąt, i zobaczycie, że aby uzyskać rzut waszego domu, z prostokąta należy wyciąć kilka powierzchni.
Rys. 2. Szkic projektu wpisany w prostokąt z oznaczonymi powierzchniami do wycięcia
– Podstawową, wyjściową figurą jest kwadrat, można powiedzieć, że jest kompletny, pełny i symetryczny. Dom o podstawie kwadratu lub prostokąta daje poczucie zintegrowanej całości, jak również jest rozkładowy. Najlepiej więc, aby podstawa domu oraz kształt działki były kwadratowe lub prostokątne. Jeżeli powierzchnie są dodane lub wycięte z podstawowej figury, to w przestrzeni, którą tworzy nasz dom lub działka, też coś jest dodane lub wycięte. Wydaje się, że jest to logiczne i ma jakiś sens. Jeśli poszperacie w publikacjach o feng shui2 lub wastu3, starożytnych naukach o aranżacji przestrzeni, dowiecie się, że kształt działki i budynku mają ogromne znaczenie.
Ta krótka i prosta uwaga naszego znajomego zainspirowała nas do intensywniejszych poszukiwań. Byliśmy w tym czasie na etapie projektu koncepcyjnego wykonywanego przez wcześniej wspomniane biuro projektowe. Doszliśmy do wniosku, że nasze oczekiwania odbiegają od ogólnie przyjętych tendencji w projektowaniu domów. Pragnęliśmy tworzyć dom świadomie, tak by pasował do naszych osobowości. Szczerze powiedziawszy, reprezentowaliśmy typ inwestora wymagającego, ale niewiedzącego dokładnie, czego chce. Ostatecznie rozstaliśmy się z biurem projektowym i znaleźliśmy panią projektant, która podjęła się współpracy z takimi klientami jak my.
Najważniejsze dla nas było zrozumienie i odkrycie tego, czego poszukiwaliśmy, by w ogóle móc współpracować z architektem. Rozpoczęliśmy więc przygodę poszukiwaczy skarbu o nazwie „świadome budowanie” w lesie informacji. Wertowaliśmy publikacje, książki, poradniki, czasopisma, szukaliśmy w internecie, słuchaliśmy opinii i porad specjalistów, jak również niespecjalistów.KWADRAT LUB PROSTOKĄT
Wyjście od prostej figury, jaką jest kwadrat, posiadało wiele zalet. Z figur geometrycznych o takiej samej powierzchni kwadrat ma najmniejszy obwód. Oznacza to, że budynek o podstawie kwadratu będzie miał największą powierzchnię użytkową przy zastosowaniu najmniejszej ilości materiału. Mówiąc krótko, obwód oznacza długość ściany zewnętrznej do wymurowania. W prosty sposób możemy to sprawdzić, obliczając powierzchnię i długość boków kwadratu i innej figury. Oczywiście ktoś drobiazgowy zauważy, że koło o tej samej powierzchni ma najmniejszy obwód. Jednak obecnie rzadko buduje się domy mieszkalne o podstawie koła. W przeszłości czasami w takich domach, nazywanych wieżami, mieszkały królewny czekające na swoich królewiczów. Dlatego też w naszych rozważaniach nie uwzględnialiśmy koła.
Rys. 3. W przeszłości w domach nazywanych wieżami mieszkały czasami królewny czekające na swoich królewiczów
Ponadto według zasad wastu i feng shui dom o podstawie kwadratu lub prostokąta sprzyja jego mieszkańcom w dostatku i pomyślności.
Weźmy na przykład nasz pierwszy projekt, w którym rzut domu był w kształcie krzyża. Co możemy powiedzieć na jego temat, rozpatrując go w kontekście feng shui?
Przyłóżmy siatkę bagua do zarysu domu. Tym osobom, które nie zetknęły się z feng shui, należy się krótkie wprowadzenie. Siatka bagua, nazywana również mapą, szablonem lub diagramem, jest jednym z narzędzi feng shui. Dostarcza informacji o tym, jak otoczenie i przestrzeń, w której mieszkamy, odnosi się do różnych aspektów naszego życia. Diagram składa się z ośmiu pól. W języku starochińskim termin „bagua” można przetłumaczyć jako „osiem obszarów” (_ba_ – osiem, _gua_ – obszar).
Rys. 4. Diagram bagua
Szablon nakładamy na plan naszego mieszkania lub pokoju w ten sposób, by linia z polami WIEDZA, KARIERA, PRZYJACIELE przylegała do ściany z drzwiami wejściowymi. I tak zrobimy w naszym przypadku. Nałożymy diagram bagua na rzut planu budynku pierwszego projektu.
Rys. 5. Diagram bagua na rzucie planu budynku pierwszego projektu
Po nałożeniu diagramu można zobaczyć, że w rejonach ZAMOŻNOŚĆ, PARTNERSTWO, WIEDZA i PRZYJACIELE są ubytki. Strefa ZAMOŻNOŚĆ (BOGACTWO) znajduje się w lewym tylnym polu, patrząc od strony wejścia. Jak sama nazwa wskazuje, odzwierciedla ona sytuację finansową, ale nie tylko. Jej aspektami są również: umiejętność czerpania zadowolenia i doceniania tego, co mamy, oraz odwaga do podejmowania wyzwań stawianych przez życie. Dodałbym nawet, że te dwie wymienione cechy są motorem sukcesu w biznesie.
Strefa PARTNERSTWO znajduje się w prawej tylnej części mieszkania, od strony wejścia. Ten obszar odnosi się do związków międzyludzkich, kontaktów z partnerami życiowymi, przyjaciółmi, wspólnikami czy sąsiadami. Życie ludzkie to nie tylko „ja” i „moje”, ale to również, a może przede wszystkim, relacje z innymi ludźmi. Radość to dzielenie się radością, bogactwo to dzielenie się bogactwem, mądrość to dzielenie się mądrością.
Tak czy inaczej, dobrze byłoby, aby poszczególne strefy nie miały ubytków, które w jakiś sposób mogą niekorzystnie oddziaływać na mieszkańców danej posesji. A w tym przypadku – na nas.
To, co omówiliśmy, jest dla mnie wystarczającym argumentem, by za podstawę domu przyjąć kwadrat. To samo dotyczy działki. Jednak działkę już kupiliśmy i nie jest ani kwadratowa, ani prostokątna. Jej kształt wygląda jak na rysunku poniżej.
Rys. 6. Plan zakupionej przez nas działki
W publikacjach dotyczących wastu nie natrafiłem na opis tak wyglądającej działki, znalazłem natomiast omówienie cech podobnych kształtów.
Według zasad wastu kształt działki odchylony od kierunków świata jest niekorzystny i wpływa na trudności z zakończeniem spraw.
Rys. 7. Przykładowy plan działki odchylonej od kierunków świata
Natomiast działka w kształcie flagi oznacza dla mieszkańców straty.
Rys. 8. Przykładowa działka w kształcie flagi
Działka w kształcie przypominającym tasak oznacza wiele pragnień i związanych z nimi cierpień.