Jak kochać i pracować, by nie zwariować - ebook
Paulina Smaszcz ekspertka komunikacji, doświadczona dziennikarka i trenerka wystąpień publicznych. Od lat z sukcesem wspiera liderów, marki i organizacje w budowaniu silnego, autentycznego wizerunku oraz skutecznej komunikacji medialnej. Jako mówczyni, mentorka i autorka inspiruje do odwagi, profesjonalizmu i świadomego rozwoju, szczególnie w obszarze przywództwa i pozycji kobiet w biznesie.
Jej najnowsza książka to szczery i emocjonalny manifest dialogu, to książka o relacjach w epoce emocjonalnego chaosu, w której autorka przygląda się współczesnej męskości, kobiecej sile i lękowi przed bliskością. To szczera i bolesna opowieść o komunikacji, która daje odwagę, by zacząć od nowa.
„Jak kochać i pracować, by nie zwariować” choć napisana przez kobietę zawiera głosy mężczyzn uzupełniające damską perspektywę. W roli ekspertów występują: dr Bartłomiej Machnik, Jacek Masłowski, dr hab. Adrian Lubowiecki-Vikuk, Andrzej Gryżewski, Jacek Fitał, dr Eryk Matuszkiewicz, Bartek Fetysz, Robert Jałocha, Michał Bieńko, dr Michał Boni oraz adw. Piotr Kwiatkowski.
Paulina Smaszcz pisze o tym, jak po rozstaniach, kryzysach i utracie zaufania spróbować odbudować więź między kobietą i mężczyzną. Instrukcja obsługi dla wszystkich, którzy chcą odnaleźć balans w chaosie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8425-919-1 |
| Rozmiar pliku: | 5,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Pierwsza książka, którą napisałam – Mama i Tata to My – była podziękowaniem za to, że zostałam mamą. Nadal czuję ogromną wdzięczność za to, że mogę odgrywać tę rolę. Wszystkie trudne, bolesne doświadczenia życia wynagrodzili mi moi synowie – Franek i Julian. Napisałam ją z wdzięczności i potrzeby serca, ale też po to, by wesprzeć coś ważnego. Wtedy dołączyłam do akcji edukacyjnej Komitetu Ochrony Praw Dziecka, który walczył o środki na program szkolenia psychologów w zakresie rozpoznawania objawów molestowania seksualnego u najmłodszych dzieci – tych, które jeszcze nie mówią – ze żłobków i przedszkoli. To był temat trudny, niewygodny, bez potencjału reklamowego. Nikt nie chciał w to inwestować – bo nie dało się tego sprzedać w ładnym opakowaniu PR-owym. Ja zaryzykowałam. I nie żałowałam ani przez chwilę.
Kolejna książka – Bądź kobietą petardą! – to zapis moich doświadczeń jako szkoleniowczyni, wykładowczyni i mentorki. To nie jest typowy poradnik, to książka-notatnik, zeszyt ćwiczeń, przestrzeń do pracy ze sobą. Znajdziesz tam jedynie ułamek wiedzy, którą przekazuję podczas szkoleń, wykładów, warsztatów, campów i mentoringów. Nie chodziło mi o to, by wszystko wytłumaczyć od A do Z. Zależało mi na pokazaniu, że samoświadomość to kluczowe narzędzie zmiany – zarówno w życiu zawodowym, jak i prywatnym.
To właśnie samoświadomość pozwala zmienić sposób myślenia o sobie, o świecie, o relacjach z innymi – najbliższymi i tymi, których spotykamy przelotnie. Bez niej trudno o prawdziwą zmianę. Ale z nią wszystko zaczyna się układać. Tylko ona może przygotować nas do rozwoju, pobudzić refleksyjność, która prowadzi do sprawstwa, czyli konkretnego, nastawionego na efekty, zaplanowanego działania. Nie można czekać, nie można liczyć na nikogo. Nikt nie przyjdzie i nie poda nam na tacy rozwiązania, nie zaoferuje pomocy, której tak bardzo pragniemy i której oczekujemy.
Trzeba działać – i przede wszystkim polegać na własnym doświadczeniu, kompetencjach i umiejętnościach. Możemy stracić wszystko: pracę, pieniądze, zdrowie, a nawet rodzinę. Ale tego, co potrafimy, co wiemy i co wypracowałyśmy, nikt nam nie odbierze. Dlatego edukacja i rozwijanie kompetencji są tak niesamowicie ważne.
Musisz świadomie komunikować, o co prosisz – ludziom i światu. Bo jeśli sama nie wiesz, czego chcesz i dokąd zmierzasz, nigdy nie osiągniesz celu. Nawet jeśli droga jest nieprzewidywalna i pełna zakrętów, to nadal musi być twoja droga.
Świadomie wybieraj też ludzi, którymi się otaczasz. Odsuwaj tych, którzy cię krytykują, deprecjonują, ranią. I pielęgnuj relacje z tymi, na których możesz naprawdę liczyć. Podziękuj im. Pamiętaj o nich. Doceniaj ich.
Zbieraj doświadczenia. Ucz się. Rozwijaj. To wszystko – każda decyzja, każdy kontakt z człowiekiem, każdy dzień – rysuje mapę miejsca, w którym właśnie jesteś. I od ciebie zależy, co będzie dalej.
A o czym jest książka Jak kochać i pracować, by nie zwariować? To opowieść złożona z różnych – często rozbieżnych – punktów widzenia na te same tematy dotyczące codziennego życia. To próba zderzenia, ale i spotkania. Pokazania, jak różnie kobiety i mężczyźni przeżywają, myślą, reagują. I wezwanie do partnerskiego dialogu – prawdziwego, uważnego, uczciwego. Bo jeśli będziemy się komunikować wyłącznie poprzez pretensje, oskarżenia i niekończące się listy oczekiwań, to w końcu się powybijamy. Brutalne? Być może. Ale prawdziwe. Nie ukrywam, że do tanga trzeba dwojga. Co z tego, że jedna strona będzie chciała budować wspólne wartości i relację oraz planować życie, skoro druga zamknie się w swojej bańce niepodważalnych opinii, uporu i zdania, którego nie da się zmienić? Wtedy się nie uda. Po prostu: nie ma szans.
Pracując nad książką i spotykając się z ekspertami-mężczyznami, których zaprosiłam do współpracy, zwróciłam uwagę na różnice zdań nawet między nimi, na to, jak wiele różnych postaw i punktów widzenia jednego tematu można zgromadzić. To pokazuje, jak bardzo zmieniły się męskie wzorce i postawy. Zatem rozpoczynam dyskusję. Czy my, kobiety, zauważyłyśmy tę zmianę? Czy jako społeczeństwo dostrzegliśmy, że nie istnieje już tylko wzorzec macho, dobrego taty, bogacza bez wykształcenia lub naukowca, ale bez grosza przy duszy? Wzorców męskości jest wiele, ale i kobiecość uległa zmianie. Edukacja, ambicje, samodzielność w finansach i w wyrażaniu opinii, aktywność zawodowa, odpuszczanie narzucanych postaw i obowiązków, wyrażanie emocji i mówienie wprost o własnych potrzebach – to wszystko bardzo się rozwinęło. Niestety nasze polskie społeczeństwo nie akceptuje takich kobiet. Co gorsza, to kobiety, które wspierają patriarchat, piętnują, krytykują i hejtują te kobiety, które od życia chcą więcej. Mężczyźni takich kobiet się boją, bo są dla nich wyzwaniem, muszą się wykazać, rozwijać, mieć cel, ambicje i marzenia. Muszą dokonać zmiany, a mężczyźni zmian nie lubią.
Wierzę w to, że wspólnie zbierane doświadczenia potrafią nas wiele nauczyć. Z wiekiem patrzymy na życie z większym dystansem (czasem nawet z przymrużeniem oka). W trakcie biegu życia zmienia się nasza refleksyjność, a tym samym sprawstwo. Czasem w tkance społecznej jesteśmy agentem aktywnym, a czasem pasywnym. Jednak każde działanie przyczynia się do zmiany – zmiany nastawienia, otoczenia, życiowej drogi. Rozumiemy, że ten sam problem kobiety mogą widzieć zupełnie inaczej niż mężczyźni. I że mężczyźni nie mają szans zrozumieć kobiet, jeśli nie mówią one wprost o swoich potrzebach.
Dojrzałość i dorosłość to odpowiedzialność za swoje słowa, a słowa to komunikacja. Komunikacja świadoma ma szansę pomóc nam w zbudowaniu dialogu i porozumienia między kobietami a mężczyznami.
Jestem ekspertem do spraw komunikacji, ale gdybym na początku, kiedy podjęłam decyzję o rozwodzie, wiedziała, jak ważne są mediacja i spojrzenie na kryzys, problem, załamanie, być może nie popełniłabym tak wielu błędów w dążeniu do uchronienia siebie i dzieci. Pewnie sprawy sądowe nie zabrnęłyby tak daleko, i nie trwały latami, gdyby tylko ktoś podpowiedział mi, że warto iść na mediację. Dlatego postanowiłam zdobyć certyfikat mediatora, by pomóc kobietom, ale też mężczyznom, a przede wszystkim ich dzieciom, które zawsze są ofiarami konfliktu i rozstania (zwłaszcza gdy rodzice lub opiekunowie są na wojennej ścieżce).
Zaprosiłam kilku mężczyzn – ekspertów – by przedstawili tutaj swój punkt widzenia. Ich perspektywy są nie tylko inne niż moja, kobieca, oparta na badaniach, doktoracie, prawie trzydziestoletnim doświadczeniu biznesowym oraz rozmowach z kobietami, lecz także różnią się między sobą. Bo mężczyźni to nie jedna narracja. To wiele różnych, często sprzecznych głosów, które tworzą definicję męskości rozproszonej. Co oznacza to hasło? Czy ta rozproszona męskość jest w kryzysie? Jeśli tak, to w jakim? Czym się charakteryzuje? Co mamy z tym zrobić? Czy zrozumienie tej definicji jest kluczem do porozumienia? Czy łatwiej będzie nam pokochać i być kochanym? Czy mamy szanse na wzajemną akceptację, szacunek, wsparcie, przestrzeń? A może w sytuacjach konfliktu, kryzysu, beznadziei i zwątpienia przyda się nie tylko wspólna terapia? Może odpowiednia będzie mediacja, tak by nie zaostrzać konfliktu, nie doprowadzić do eskalacji pretensji, zarzutów, roszczeń, które niestety często kończą się w sądzie? Ta książka pomoże wam znaleźć odpowiedzi na powyższe pytania, pobudzi refleksyjność, a także wprowadzi do dyskusji o tak pożądanym dialogu damsko-męskim – dyskusji, którą karmią się media od wielu lat.
Socjologowie zajmują się tym problemem, prowadząc badania ilościowe i jakościowe. Ja stosuję mixed methods¹, bo daje to szerszy obraz i więcej odniesień. Badania są podstawą do przygotowania raportów, którymi komunikujemy się ze światem. Raporty poddajemy analizie i tworzymy wytyczne zarówno dla nauki, jak i biznesu. Staram się je przetwarzać tak, by były zrozumiałe dla każdego. Ważne, aby mieć świadomość potrzeby komunikowania się i tworzenia przestrzeni do wspólnych działań z szacunkiem i zrozumieniem, co przydaje się w życiu prywatnym i zawodowym. Psychiatrzy, psycholodzy, terapeuci czy seksuolodzy szukają na to jak najlepszych rozwiązań i starają się je wdrożyć, bo mają świadomość, że kryzys się pogłębia i nie widać światełka w tunelu.
Dodatkowo wprowadziłam do tej książki anonimowe fragmenty listów, które kobiety przysłały mi mailem czy w wiadomościach na różnych portalach społecznościowych, kiedy to ja znalazłam się w kryzysie. Nie spodziewałam się aż takiej liczby listów. Pod ich wpływem rozpoczęłam cykl rozmów „KOBIETY PO PRZEJŚCIACH”², żeby odlukrować przesłodzoną rzeczywistość z social mediów, gdzie każdy kreuje się na szczęśliwego i spełnionego, sugeruje, że odnosi wyłącznie sukcesy, a jego życie to wata cukrowa i kraina mlekiem i miodem płynąca. To nie jest rzeczywistość.
Codzienność okazuje się diametralnie inna. Szczególnie kobiety mają tendencję do zakładania masek i zamiatania problemów pod dywan. Ciągle słyszę: „Wszystko dobrze, wszystko w porządku. Mam wspaniałe życie, rodzinę, męża, pracę”. A kiedy kontynuujemy rozmowę i zadaję kolejne pytania, po policzkach takiej kobiety zawsze płyną łzy. Namawiam kobiety do mówienia prawdy. Czasem trzeba ją wykrzyczeć – z bezradności i bezsilności. Mamy prawo do wszystkich emocji i komunikowania tego światu. Milczenie wcale nie jest złotem. Jest nim mowa. Świadoma mowa.
Kiedy kobieta zaczyna mówić prawdę, to oczywiście natychmiast spotyka się z reakcją, że nie wypada, nie wolno, nie powinna. Serio? Kto ma prawo mówić nam, co mamy robić i jak się zachowywać? To nasze życie, nie cudze. To nasze przeżycia. Inni nie muszą żyć z konsekwencjami naszej krzywdy. Niestety ci uzurpatorzy swojego zdania nazywają kobiety mówiące prawdę histeryczkami, wariatkami, psychicznymi, niezrównoważonymi, przewrażliwionymi. Przykre i niesprawiedliwe. Kobiety chcą być po prostu usłyszane. Mieć takie same prawa w przestrzeni prywatnej, zawodowej, finansowej, społecznej, medialnej. Chcą mówić głośno, ale są pod presją narzuconą przez społeczeństwo, rodzinę, branżę, otoczenie. Chce się im założyć kaganiec, żeby było łatwo nimi sterować i dyktować im, jakie mają być i co mają robić.
Ludzie bywają podli, a ich reakcje przygnębiające. Znajdują się też jednak kobiety, które rozumieją, bo same to przeżyły lub podobna historia spotkała ich matkę, siostrę, przyjaciółkę.
Oczekiwania innych nie są moimi obietnicami.
Marta Frej³
Mężczyźni wcale nie mają lepiej. Kiedy próbują mówić o swoich przeżyciach, lękach, bólu czy krzywdzie, zbyt często zostają wrzuceni do szufladki: beksa, hipochondryk, facet bez jaj. Wszystko po to, by jak najszybciej wywołać w nich poczucie wstydu. Bo w końcu „chłopaki nie płaczą”, prawda?
A przecież wstyd to jedna z najbardziej niszczących emocji. Kiedy mężczyzna ma problem, zwykle nie ma z kim o nim porozmawiać. Wstydzi się iść po pomoc. A jeśli już próbuje, mówi koledze, że chce pogadać, to co słyszy? „Napijmy się”. I tyle. Alkohol nie rozwiązuje problemu. Może go tylko pogłębić. Samotność w obliczu kryzysu staje się równią pochyłą – i to właśnie ona tak często odbiera mężczyznom siłę, odwagę, wolę, by coś zmienić.
Dlatego tak trudno znaleźć mężczyzn, którzy chcą opowiedzieć swoją historię. Ale w tej książce ich usłyszycie. Opowiadają nie tylko o tym, jak sobie radzą, lecz także – szczerze i bez lukru – o tym, jak sobie nie radzą. Te głosy znajdziecie w częściach napisanych przez zaproszonych przeze mnie ekspertów.
Bo niezależnie od tego, jak definiujemy kryzys – każdy ma do niego prawo. I każdy go przeżywa na swój sposób. Jest wiele definicji kryzysu, tyle samo sposobów jego przeżywania i możliwości, by z niego wyjść. I choć wydaje się, że wszystko się wali, czasem to tylko znak, że wiatr zaczął wiać z innej strony i pcha nas ku czemuś nowemu – nieznanemu. A nieznane, niestety, budzi lęk.
Co czeka nas za rogiem? Nie wiemy. Może zielony ląd, spokój, nowy oddech i druga szansa. A może sztorm, burza, skały i dno. Nie mamy wpływu na to, co się wydarzy, ale mamy wpływ na to, jak przejdziemy przez kryzys i czy złapiemy życie za rogi. Zmagania, porażki, sukcesy są wpisane w nasze życie. Po prostu są. A ja? Nie urodziłam się silna. Nie przyszłam na świat walcząca. Mój pancerz zbudowały trudne doświadczenia. A serce – wrażliwe i otwarte – zbudowały miłość i przyjaźń.
Do napisania tej książki zaprosiłam mężczyzn, których naprawdę cenię i szanuję: za wiedzę, wartości, kręgosłup moralny, podejście do współczesnej męskości i gotowość do dialogu. Są męscy, ale nie w sposób, jaki narzuca kultura. Są męscy w sposób, który daje przestrzeń – i kobietom, i innym mężczyznom. I za to im dziękuję.
Choć ta książka jest przede wszystkim skierowana do kobiet, to nie ukrywam, że niektóre jej fragmenty pisałam z myślą o… podrzuceniu ich waszym partnerom. Tak, dokładnie tak – żeby „przypadkiem” zostawić ją otwartą na stoliku, przesłać screena, przeczytać na głos niby mimochodem.
Bo jeśli mamy rozmawiać o partnerstwie, to musimy też szukać sposobów, by do tej rozmowy zaprosić mężczyzn. Nie moralizować. Nie uczyć. Nie tłumaczyć z pozycji wyższości. Ale otworzyć się na zrozumienie, refleksję, zmianę. Czasem jedno zdanie potrafi zasiać w głowie coś, co w końcu zapuści korzenie.
Zatem ta książka jest dla kobiet, ale nie tylko… Niech krąży dalej i wpadnie w męskie ręce. Nawet jeśli tylko na chwilę. Nawet jeśli zacznie się od złości. Bo może właśnie ta złość sprowokuje dialog.ROZDZIAŁ 1
„NIE MÓW TAK DO MNIE” – MĘŻCZYŹNI I KOBIETY NA KOMUNIKACYJNEJ WOJNIE
Nie zaskoczę was stwierdzeniem, że kobiecość i męskość powinny się wzajemnie uzupełniać. A skoro tak, to praca nad wzajemną komunikacją powinna być kluczem do porozumienia, zrozumienia, wsparcia i akceptacji. Ale czy rzeczywiście tak jest? Czy naprawdę wspólnie nad tym pracujemy? Niestety – w większości przypadków nie. Pewnie ktoś teraz pomyśli, że przesadzam i generalizuję. Ale przecież mamy na to konkretne badania – i nieraz będę się do nich odwoływać w tej książce.
W tym rozdziale chcę szczególnie podkreślić jedną ważną kwestię: definicja męskości jest dziś w dużej mierze tworzona i komunikowana przez kobiety, a definicja kobiecości – przez mężczyzn. Jeśli mamy zbudować prawdziwe partnerstwo, musimy dopuścić się nawzajem do głosu. Powinniśmy zadać sobie kilka pytań: Czego pragnę? Dokąd dążę? O czym marzę? Jaki jest mój cel? Jak wyobrażam sobie swój związek? Jakim chcę być partnerem, ojcem? Jak wyobrażam sobie bycie mamą i czy w ogóle chcę nią być? Czy budujemy wspólne życie, czy może każde z nas ciągnie w swoją stronę? Dlaczego nam się nie udaje? A jeśli się udaje – jak możemy ten sukces wspólnie pielęgnować?
I znowu – przypominajmy sobie często, dlaczego jesteśmy razem. Uczmy się mówić: „Powiedz mi”, „Porozmawiajmy”, „Zaufaj mi”, „Chcę to z tobą omówić”, „Nie chcę cię oceniać, krytykować, zawstydzać”.
Dajmy sobie szansę.
Moi cudowni #kobietypoprzejściach, #kobietypetardy i #mężczyźnizprzeszłością, nie rzucajmy słów na wiatr i starajmy się dotrzymywać obietnic. Do przedstawienia swojego punktu widzenia zaprosiłam dr. n. społ. Bartłomieja Machnika, eksperta ds. public relations, specjalistę ds. marketingu i mediów społecznościowych, wykładowcę, badacza oraz autora programu Twój branding, który specjalizuje się w budowaniu marki osobistej i nad nią pracuje z kobietami i mężczyznami. W swoich rozmowach o budowaniu marki osobistej w biznesie Bartek podejmuje tematy, które nie są łatwe. Zadaje trudne pytania, słucha rozmówcy, ma wiele ciekawych refleksji.
Jak zawsze – z uśmiechem i pozytywną energią – zjawiłam się w studiu nagraniowym. Zaczęliśmy nagrywać naszą rozmowę. Bartek to profesjonalista w każdym calu, jednak szybko okazało się, że rozmowa między socjologiem a socjolożką (mężczyzną a kobietą) nie mogła potoczyć się inaczej niż… w stronę braków (braku zrozumienia, braku komunikacji, braku wsparcia). A konkretnie: w stronę przedefiniowania, a może wręcz stworzenia nowych definicji męskości i kobiecości.
Bartek twierdzi, że mamy kryzys męskości.
Ja się z nim nie zgadzam. Moim zdaniem mamy kryzys partnerstwa.
Efekt? Z innym podejściem, ale oboje wyruszyliśmy w tę samą, trudną drogę. Szukaliśmy punktów wspólnych i różnic w komunikacji, w sposobie myślenia, patrzenia na świat, na ludzi, na relacje – zawodowe i prywatne. Rozmawialiśmy o teraźniejszości i przyszłości, edukacji, przedsiębiorczości, budowaniu marki osobistej. I o tym, co się dzieje, kiedy nie słuchamy tego, co do siebie mówimy.
Od dawna obserwujemy, że to kobiety otrzymują więcej przestrzeni, bodźców i zachęt do rozwoju. Są zapraszane na szkolenia, dostają książki i poradniki – nie tylko w ramach nauki formalnej, lecz także nieformalnej. Oferty te trafiają do nich od pracodawców, fundacji, stowarzyszeń, klubów kobiecych czy grup wsparcia.
Kobiety mają dziś ogromne możliwości, by poszerzać swoją wiedzę i umiejętności, i z tego korzystają. Biorą udział w wykładach, kursach, warsztatach, webinarach i campach. A tematy? Przeróżne. Od technik oddechowych i medytacji, przez obsługę Canvy i zarządzanie zespołem, aż po malowanie, lepienie z gliny i gotowanie. Jako szkoleniowczyni widzę to bardzo wyraźnie – kobiety chcą się rozwijać. Czują potrzebę zmiany, poszukiwania odpowiedzi, budowania siebie na nowo. Odważnie sięgają po wiedzę i nowe kompetencje, korzystają z edukacji – zarówno tej zawodowej, jak i osobistej. I robią to znacznie chętniej niż mężczyźni.
Wciąż słyszę, że ludzie się nie uczą. Że po trzydziestce, czterdziestce to już się nie chce, że jest już za późno na zmiany. Więc pytam – nie z wyrzutem, tylko z czułością: Kiedy ostatnio nauczyłaś się czegoś dla siebie? (Nie dla pracy, dla siebie). Czego chcesz się nauczyć w przyszłym roku? (Nie dla kogoś, dla siebie).
W działach HR firm pracują w większości kobiety, więc to one wybierają szkolenia dla kobiet i komunikują kobietom możliwości rozwoju. W szkołach mamy przewagę nauczycielek, które komunikują się w kobiecy sposób. Nauczycielki postrzegają chłopców jako bardziej problemowych i niegrzecznych. Dokładnie odwrotnie widzą ich nauczyciele – mężczyźni. Oni dostrzegają w tych chłopakach spryt, intelekt, duże możliwości i talenty.
Nam, kobietom, brakuje wzorców komunikowania się z mężczyznami. Nie mamy tych wzorców od dziecka, w związku z tym mężczyźni w powielanym, stereotypowym myśleniu kobiet nie chcą się rozwijać, uczyć, zdobywać wiedzy, doskonalić kompetencji miękkich. To nieprawda.
Wiele kobiet pracuje dziś w zawodach i branżach uznawanych kiedyś za „męskie”. Ale czy mężczyźni równie chętnie wchodzą w obszary profesji stereotypowo przypisywanych kobietom? No… niezbyt. Te obszary mają nawet swoją nazwę – HEAL, czyli: health, education, administration, literacy (zdrowie, edukacja, administracja, umiejętność czytania i pisania).
Tymczasem reklamy – zarówno wideo, jak i audio – nadal dzielą zawody na męskie i kobiece. Utrwalają schematy i przekazują, że tak już jest i tak ma być. A przecież jako społeczeństwo jesteśmy już dalej. I właśnie dlatego te dobre kampanie reklamowe i działania marketingowe mogą pomóc – zachęcać mężczyzn do podejmowania pracy w zawodach, które dotąd były „kobiece”.
Pracodawcy mogliby tworzyć bardziej przyjazne mężczyznom miejsca pracy w tych sektorach. Również polityka społeczna mogłaby w końcu przestać dzielić na „męskie” i „damskie” – jakby ojciec i matka nie stanowili wspólnego systemu rodzinnego, tylko byli oddzieleni grubą kreską w kodeksie pracy. A przecież dobra rodzina to partnerstwo. Na równych zasadach. W domu i w pracy.
W edukacji nadal zbyt często podświetla się „na czerwono” obecność mężczyzn – podejrzliwością, stygmatyzacją, a czasem wręcz izolacją. W głowach niektórych pojawia się od razu: „A może to pedofil? Ktoś zaburzony? Wariat?”. I ta natrętna uwaga: „Żeby lepiej z dzieckiem sam na sam nigdy nie zostawał”. Tymczasem mądrzy rodzice wiedzą, jak ważna może być obecność męskiego nauczyciela jako wzorca – szczególnie dla chłopców. To może być relacja, która zapada w pamięć i kształtuje poczucie tożsamości, wartości i odwagi.
Moi synowie mieli szczęście, bo podczas swojej edukacyjnej drogi trafili na męskie autorytety. Często powoływali się na ich słowa, cytowali je podczas rozmów. Ich obecność miała wpływ na to, jak moi synowie postrzegają siebie, jakie mają plany, jak radzą sobie z emocjami i jak uczą się zrozumienia – nawet dla własnych chłopięcych wybryków – i za to dziękuję tym mężczyznom.
Ale potrzebujemy mężczyzn nie tylko w edukacji. Potrzebujemy ich również w zawodach opiekuńczych, jako pielęgniarzy, sanitariuszy, opiekunów osób chorych, laborantów. Mężczyźni mogliby tu wesprzeć kobiety – przejąć część odpowiedzialności i obciążeń psychicznych, które dziś często prowadzą pielęgniarki prosto do wypalenia zawodowego. Okres pandemii tylko uwypuklił ten problem – pokazał, jak bardzo przeciążone są kobiety pracujące w systemie ochrony zdrowia. A przypomnę: średni wiek pielęgniarki w Polsce to dziś 54 lata. To nie tylko liczba. To sygnał alarmowy. Potrzebujemy równowagi – także tu.
Kiedyś uważano, że kierunki techniczne to domena mężczyzn – surowe, ścisłe, zarezerwowane dla tych „od logiki”, nie od emocji. Ale kobiety coraz częściej wchodzą na ten teren, a nawet się w nim rozgaszczają. Z najnowszego raportu Głównego Urzędu Statystycznego Nauka i technika w 2023 r. wynika, że kobiety stanowiły już 38,6% absolwentów kierunków z dziedziny nauki i techniki.
To nie jest tylko kwestia statystyki. To efekt lat pracy nad zmianą myślenia, budowania świadomości, przełamywania stereotypów i stawiania na siebie. To również dowód na to, że kobiety coraz częściej mówią: „Chcę rozumieć świat!”. I to nie tylko świat emocji, lecz także danych, algorytmów, kodów, energii, przemysłu, analizy. To nie jest już tylko moda na STEM, to nowe podejście do własnych możliwości.
Mimo że kobiety stanowiły w 2023 roku aż 62,6% wszystkich absolwentów uczelni wyższych w Polsce, ich obecność na kierunkach technicznych nadal wymaga wsparcia i odwagi. Ale zmiana się dzieje i trzeba o niej mówić – głośno, wyraźnie i z dumą. Może to świadczyć o coraz aktywniejszym udziale kobiet na tych polach akademickiej działalności, które tradycyjnie były przypisane do mężczyzn, a zatem o powolnym przełamywaniu barier związanych ze stereotypami.
W najnowszym raporcie Bilanse Kapitału Ludzkiego 2022/2021 opublikowanym przez PARP w 2023 roku znów potwierdza się to, co widzę od lat w salach wykładowych, podczas warsztatów i prywatnych sesji coachingowych: kobiety częściej niż mężczyźni deklarują chęć dokształcania się. I to nie po to, żeby mieć więcej certyfikatów w CV, ale żeby głębiej zrozumieć siebie, swoje dzieci, związki, rozstania, życie. Bo jak coś nie działa, to najpierw szukamy odpowiedzi w sobie – może za bardzo, może zbyt często, ale właśnie tak uczymy się odpowiedzialności.
Z wyżej wspomnianego raportu wynika, że największą otwartość na rozwój wykazują kobiety w wieku 30–39 lat – aż 71% z tych, które się jeszcze nie dokształcają, planuje to zrobić. I bardzo dobrze, bo to czas, kiedy zbieramy doświadczenia i często właśnie wtedy dochodzimy do ściany. A jak wiadomo – ściana to świetne miejsce, żeby się zatrzymać i zapytać: „Co dalej?”.
Niestety, jak czytamy w raporcie: „dane z 2021 r. po raz kolejny potwierdzają, że czynnikiem najsilniej oddziałującym na aktywność zawodową jest wykształcenie, a sam starszy wiek nie obniża jej tak silnie, jak wiek połączony z niskim poziomem wykształcenia”⁴.
Zmęczenie, wypalenie, obowiązki. Życie, które nie zwalnia. Ale przecież dojrzałość to też odwaga – może właśnie dlatego tyle kobiet po pięćdziesiątce wraca do edukacji w momentach przełomowych, po odejściu dzieci, po rozstaniu. Wtedy uczymy się dla siebie, nie dla świata.
W trakcie pracy nad moim doktoratem zapytałam kobiety, jak same oceniają swoje kompetencje. Okazało się, że najwyżej cenią sobie umiejętność budowania relacji z innymi, dyspozycyjność i samoorganizację. Najniżej: kompetencje techniczne, artystyczne i komputerowe. I znowu – im starsze, tym bardziej krytyczne wobec siebie – a przecież to właśnie dojrzałość przynosi wielozadaniowość, umiejętność zarządzania chaosem i robienia dziesięciu rzeczy naraz (i jeszcze pamiętania, gdzie leży paszport dziecka). Tylko my, kobiety, umiemy to robić z gracją i poczuciem winy jednocześnie.
Jakie wnioski płyną z raportu? Potrzebujemy wspierać edukację kobiet przez całe ich dorosłe życie, nie tylko na jego starcie. Bo każda dekada niesie nowe pytania i odpowiedzi. A edukacja – ta formalna, nieformalna czy po prostu życiowa – jest jedną z najpiękniejszych form dbania o siebie. I nikt nie zrobi tego za nas.
Opierając się na tych danych i moim doktoracie⁵, mogę wyraźnie namalować portret „kobiety po przejściach” w wieku 38–52 lat.
• 38% posiada wykształcenie średnie (23% wyższe)
• 76% jest zamężnych
• 80% mieszka w miejscowościach <200 tys. mieszkańców
Sytuacja na rynku pracy
• 12% prowadzi własną działalność gospodarczą i rolniczą (!)
• 70% pracuje w pełnym wymiarze godzin, przy czym 40% posiada dwoje dzieci (dla porównania 48% kobiet w wieku 30–39 pracuje w pełnym wymiarze godzin, przy czym ponad połowa jest bezdzietna)
• Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto jest najwyższe (2714 PLN) (dla porównania kobiety z wykształceniem wyższym w wieku 30–39 zarabiają średnio 2237 PLN, natomiast w wieku 50–59 zarabiają 2600 PLN)
• 88% pracuje na etat
• Są zadowolone z pracy 4,05/5,00 – najbardziej z warunków pracy, najmniej z możliwości awansu
Posiadane KOMPETENCJE
• Najwyższy poziom kompetencji interpersonalnych, dyspozycyjnych oraz samoorganizacyjnych
• Najniższy poziom kompetencji technicznych, artystycznych oraz komputerowych
DOKSZTAŁCANIE SIĘ
• 22% chciałoby się dokształcać w ciągu najbliższych 12 miesięcy (w tym 48% z wykształceniem wyższym / 37% z wykształceniem średnim / 14,7% z wykształceniem podstawowym)
• Obszary dokształcania się: języki obce (16%), umiejętności specjalistyczne (15%), umiejętności komputerowe (14%), psychologia (10%)
Dość już tych cyferek i danych! Czas przedstawić to, co wiemy lub co chcemy wiedzieć o mężczyznach.
Po opublikowaniu raportu syndykatowego, który zrealizowała firma IRCenter oraz Kantar (Looking at the Men. Mężczyźni o mężczyznach), jako socjolożki i socjolodzy szybko doszliśmy do wspólnego wniosku, że musi powstać nowa definicja męskości⁶. Czym ona jest? Jak się objawia? Jakie zachowania, reakcje, emocje i działania wchodzą w jej skład? Zaskoczeniem jest fakt, że nowa definicja męskości musi pochodzić nie tylko od kobiet, lecz także (a nawet przede wszystkim) od samych mężczyzn. To jeden z przykładów, kiedy komunikacja może przynieść efekty i zrozumienie.
„Kobiety po przejściach” deklarują, że według nich męskość to umiejętność podejmowania decyzji oraz realizowania ich konsekwentnie i bez pustych obietnic. Jednak kiedy rozmawiam z nimi i analizuję ich słowa, okazuje się, że jest to wyłącznie hasło wycierus, bez pokrycia. To one, kobiety, chcą podejmować decyzje. Nie chcą, by partner te decyzje podważał, negował albo w ogóle wchodził w dyskusję o ich racjonalności lub ewentualnych zamiennikach. Ma być tak, jak one chcą, jak sobie to wymyśliły i oznajmiły. Żyjemy więc w sprzeczności.
Kolejna definicja męskości to silne ramię, które podtrzymuje ją, gdy idzie w szpilkach, które zaniesie na rękach do łóżka, otworzy drzwi, wyrażając jej kobiece pierwszeństwo, niskim głosem oznajmi, jak bardzo ją kocha i jej pożąda. Nocami jest demonem seksu lub przytulanką, a w dzień maszynką do zarabiania pieniędzy. Działa według planu, który ona perfekcyjnie ułożyła, zapisała i przykleiła na lodówce – ulala! I znów mamy sprzeczność, mężczyzna postrzegany jest bowiem jak robot, który nie ma prawa do słabości, chorób czy wątpliwości. Ma być idealnie działającą maszyną – ona go nakręciła i swoim paluszkiem wskazała, co i jak ma robić, tryb po trybiku. Nie komunikowała przy tym, czego pragnie, ani nie pytała o jego pragnienia.
Mam dwóch synów, których wychowałam na feministów. Wysłałam ich na kursy gotowania, by bez problemu radzili sobie podczas mojej nieobecności i później, gdy będą mieszkali sami. Jeden poszedł na kurs barmański, żeby na studiach mógł dorabiać. Obaj potrafią prać, prasować, sprzątać, dbać o dom. Oczywiście czasem się buntowali, gdy widzieli, że inni koledzy traktowani są w domu jak książęta, którzy nic nie muszą robić, bo wszystko za nich robią mama, babcia, pani do sprzątania lub siostry. Koledzy nie musieli się dzielić obowiązkami i ich wykonywać. Jednak najważniejsze dla mnie jest to, że moi synowie rozmawiają ze swoimi kobietami jak partnerzy. Na warsztatach i szkoleniach zawsze powtarzam, że świadoma komunikacja jest kluczem do partnerstwa, zrozumienia i spełnienia. Każdy konflikt zaczyna się od nieporozumienia, a od nieporozumień zaczynają się wojny.
Wiadomo, że nigdzie nie jest idealnie. Ale pokazałam im, że mam swój czas na naukę, na odpoczynek, na słabości, na prawo głosu, na partnerską komunikację i tolerancję odmienności zdań – i to powoli przynosi efekt. Przecież my, matki, swoich synów wychowujemy dla innych kobiet, które oni później pokochają. W związku z tym jako matki musimy powiedzieć im, że dzielimy się z nimi obowiązkami, bo również od nich zależy, jak będzie wyglądała nasza przestrzeń. Dzielenie się obowiązkami przywiązuje ich do miejsca, które nazywamy domem. To z tym domem będą się wiązać ich wspomnienia i emocje. Jeśli dajemy im poczucie przynależności do domu, a nie do ścian, to jest szansa, że łatwiej będzie im budować swój dom w przyszłości. Jeśli nie nauczymy synów partnerskiej rozmowy ani tego, by szanowali zdanie kobiety, to nikt inny nie zrobi tego za nas. Jeśli nie nauczymy ich dawania nam kwiatów czy otwierania drzwi i nie będziemy im mówić, czego potrzebujemy, to jak w przyszłości oni mają to dać swojej partnerce? Musimy otwarcie mówić o tym, jaki mam humor, o swoich słabościach, o potrzebach spędzenia czasu w samotności.PRZYPISY
¹ Metoda socjologiczna mixed methods polega na wyciąganiu wniosków zarówno z badań jakościowych, jak i ilościowych. Pozwala również na wprowadzanie narzędzi uzupełniających wiedzę badacza o wywiady biograficzne, pytania asynchroniczne, analizę dyskursu itp.
² Znajdziesz go na moim kanale YouTube lub Spotify.
³ Cytat pochodzi z obrazu Marty Frej, https://martafrejsklep.pl .
⁴ Rozwój kompetencji – uczenie się dorosłych i sektor szkoleniowo-rozwojowy, Bilans Kapitału Ludzkiego, 2022/2021, PARP, s. 39.
⁵ Refleksyjność kobiet w połowie biegu życia. Portrety socjologiczne Polek na przykładzie kobiet z Radomia, Rozprawa doktorska przygotowana przez mgr Paulinę Smaszcz pod kierunkiem naukowym prof. dr hab. Izabeli Grabowskiej, SWPS, Warszawa 2021.
⁶ Raport Looking at the Men. Mężczyźni o mężczyznach, www.IRCenter.com , (konferencja pokazująca wyniki oraz analizy raportu odbyła się 23 października 2023 roku w Warszawie).