-
nowość
Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały - ebook
Jak mówić do nastolatków, żeby nas słuchały - ebook
Autorki bestsellerowej serii Jak mówić.. tym razem opowiadają o problemach związanych z problemami wychowawczymi typowymi dla buntowniczego okresu dorastania i o sposobach ich rozwiązywania.
W Jak mówić do nastolatków… Adele Faber i Elaine Mazlish piszą o zagubieniu, o pragnieniu akceptacji, o młodzieńczym buncie, przekorze i potrzebie decydowania o sobie, jaką odczuwają prawie wszystkie nastolatki. Poruszają także kwestie związane ze zmianami obyczajowymi, przedwczesnym zainteresowaniem seksem, łatwym dostępem do narkotyków, niebezpieczeństwami związanymi z szerokim dostępem do mediów.
Książka powstała na podstawie wielu zajęć i spotkań, jakie autorki przeprowadziły z nastolatkami i ich rodzicami. Nowe wydanie ukazuje się w odświeżonej szacie graficznej.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Psychologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68625-78-3 |
| Rozmiar pliku: | 11 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Naszym rodzinom i przyjaciołom za ich cierpliwość i zrozumienie podczas długiego procesu pisania oraz za to, że mieli dla nas dość sympatii, aby nie pytać: „To kiedy właściwie skończysz?”.
Rodzicom, którzy wzięli udział w naszych zajęciach, za ich nieustanną chęć sprawdzania w swoich rodzinach nowych sposobów porozumiewania się oraz za dzielenie się własnymi doświadczeniami z resztą grupy. Ich relacje stały się inspiracją i dla nas, i dla innych uczestników zajęć.
Nastolatkom, z którymi pracowałyśmy, za wszystko, co nam opowiedzieli o sobie i o swoim świecie. Ich szczere zwierzenia dały nam bezcenną możliwość poznania problemów, z którymi się borykają.
Kimberly Ann Coe, niezwykłej artystce, za to, że przeobraziła nasze papierowe postaci oraz słowa, które każemy im wypowiadać, w cudownie różnorodne grono bohaterów, którzy tchnęli życie w martwe teksty.
Bobowi Markelowi, naszemu agentowi literackiemu i drogiemu przyjacielowi, za entuzjazm dla naszego pomysłu okazywany od samego początku oraz za niesłabnące wsparcie, kiedy przedzierałyśmy się przez niezliczone plany dotyczące kształtu tej książki.
Jennifer Brehl, naszej redaktorce. Jak „doskonała matka” wierzyła w nas, chwaliła za osiągnięcia i z szacunkiem wskazywała miejsca, w których to, co dobre, mogło stać się jeszcze lepsze. Miała rację – za każdym razem.
Doktorowi Haimowi Ginottowi, naszemu mentorowi. Świat jest całkowicie inny niż w czasach, gdy żył, ale jego przekonanie, że „do osiągnięcia ludzkich celów potrzebne są humanitarne metody”, zawsze pozostaje prawdziwe.JAK POWSTAŁA TA KSIĄŻKA
Zawsze istniała taka potrzeba, ale przez długi czas jej nie dostrzegałyśmy. Aż zaczęły do nas przychodzić listy takie jak ten:
Drogie Adele i Elaine,
RATUNKU! Kiedy moje dzieci były małe, Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły było moją Biblią. Ale teraz mają jedenaście i czternaście lat, a ja stanęłam przed zupełnie nowymi problemami. Czy myślałyście o tym, aby napisać książkę dla rodziców nastolatków?
Wkrótce potem odebrałyśmy telefon:
Nasze stowarzyszenie obywatelskie planuje coroczną Konferencję na Dzień Rodziny i mamy nadzieję, że zechcecie panie wygłosić przemówienie programowe na temat: Jak sobie radzić z nastolatkami.
Wahałyśmy się. Nigdy dotąd nie przedstawiałyśmy programu, który skupiałby się wyłącznie na nastolatkach. Jednak ten pomysł nas pociągał. Dlaczego nie? Mogłybyśmy zrobić przegląd podstawowych zasad skutecznego komunikowania się, ale tym razem wykorzystać przykłady z udziałem nastolatków oraz przedstawić metody, rozdzielając role między siebie.
Zaprezentowanie nowego materiału zawsze jest wyzwaniem. Nigdy nie ma pewności, czy słuchacze dobrze go odbiorą. Odebrali. Uważnie słuchali i entuzjastycznie reagowali. Podczas części przewidzianej na pytania i odpowiedzi chcieli poznać naszą opinię na każdy temat, począwszy od wyznaczania pory powrotu do domu i problemu klik, a skończywszy na pyskowaniu i karach. Po wykładzie otoczyła nas niewielka grupa rodziców, którzy chcieli z nami porozmawiać na osobności.
Jestem samotną mamą, a mój trzynastoletni syn zaczął się zadawać z najgorszymi dzieciakami w szkole. Biorą narkotyki i kto wie, co tam jeszcze. Ciągle mu powtarzam, żeby trzymał się od nich z daleka, ale nie słucha. Mam wrażenie, że to przegrana bitwa. Jak mam do niego dotrzeć?
Jestem taka zmartwiona. Widziałam e-mail, który moja jedenastoletnia córka dostała od chłopca ze swojej klasy: „Chcę cię przelecieć. Chcę włożyć swojego malutkiego do twojej dziurki”. Nie wiem, co robić. Czy powinnam zadzwonić do jego rodziców? Czy powiadomić szkołę? Co mam jej powiedzieć?
Właśnie się dowiedziałam, że moja dwunastolatka pali trawkę. Jak mam się zachować?
Jestem śmiertelnie przerażona. Kiedy sprzątałam w pokoju syna, znalazłam napisany przez niego wiersz o samobójstwie. Dobrze sobie radzi w szkole. Ma przyjaciół. Nie wygląda na nieszczęśliwego. Ale może jest coś, czego nie dostrzegam. Czy mam mu powiedzieć, że znalazłam jego wiersz?
W ostatnim czasie moja córka dużo czatowała z jakimś szesnastoletnim chłopakiem. To on twierdzi, że ma szesnaście lat, ale kto wie? Teraz chce się z nią spotkać. Uważam, że powinnam z nią pójść. Jak myślicie?
Jadąc samochodem do domu, bez przerwy rozmawiałyśmy: Niesamowite, jakie problemy mają ci rodzice!... W jakim innym świecie dzisiaj żyjemy!... Ale czy czasy rzeczywiście tak bardzo się zmieniły? Czy my i nasi przyjaciele nie martwiliśmy się takimi problemami, jak seks i narkotyki, presja rówieśników, a nawet samobójstwo, gdy nasze dzieci przechodziły okres dojrzewania? Jednak mimo wszystko sprawy, o których usłyszałyśmy tego wieczoru, wydawały się gorsze, bardziej przerażające. Było z pewnością więcej powodów do trosk. A problemy zaczynały się wcześniej. Być może dlatego, że wiek dojrzewania też zaczyna się wcześniej.
------------------------------------------------------------------------
Kilka dni później odebrałyśmy kolejny telefon, tym razem od dyrektorki szkoły:
Prowadzimy obecnie program eksperymentalny obejmujący grupę uczniów zarówno gimnazjalnych, jak i licealnych. Wszyscy rodzice dzieci objętych tym programem otrzymali egzemplarze książki Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały... Ponieważ wasza książka jest dla nas taką pomocą, zastanawialiśmy się, czy nie zechciałybyście panie spotkać się z rodzicami i poprowadzić dla nich kilku godzin zajęć praktycznych.
Powiedziałyśmy dyrektorce, że rozważymy to i damy odpowiedź.
------------------------------------------------------------------------
Przez parę następnych dni wspominałyśmy razem nastolatków, których znałyśmy najlepiej – własne dzieci. Cofnęłyśmy się w czasie, przywołując wspomnienia z lat dojrzewania naszych dzieci, lat, które dawno temu uznałyśmy za zamknięty już okres – niedobre chwile, jasne momenty oraz sytuacje, gdy zapierało nam dech. Krok po kroku wkraczałyśmy ponownie na emocjonalny obszar przeszłości, doświadczając na nowo tych samych lęków. Znowu zastanawiałyśmy się, dlaczego ten etap życia był taki trudny.
Oczywiście, że nas ostrzegano. Od dnia narodzin dzieci słyszałyśmy przestrogi: „Cieszcie się nimi teraz, kiedy są takie małe...”, „Małe dzieci, mały kłopot; duże dzieci, duży kłopot”. Ciągle nam powtarzano, że pewnego dnia to słodkie dziecko przeobrazi się w ponurego obcego człowieka, który będzie krytykował nasz gust, podważał nasze metody i odrzucał wartości.
Mimo że byłyśmy do pewnego stopnia przygotowane na zmiany w zachowaniu dzieci, nikt nas nie przygotował na to, że będziemy mieć poczucie straty.
Straty dawnej, bliskiej więzi. („Kim jest ta wrogo nastawiona osoba mieszkająca w moim domu?”)
Utraty pewności siebie. („Dlaczego on się tak zachowuje? Czy coś zrobiłam nie tak... a może nie zrobiłam?”)
Utraty zadowolenia z faktu, że jest się potrzebnym. („Nie, nie musisz przychodzić. Idę z kolegami”.)
Utraty własnego wizerunku jako wszechmocnego obrońcy, który uchroni dzieci przed krzywdą. („Już po północy. Gdzie ona jest? Co robi? Dlaczego jeszcze nie ma jej w domu?”)
A jeszcze większy niż poczucie straty był nasz strach. („Jak mamy pomóc dzieciom przebrnąć przez te trudne lata? Jak sami mamy przez nie przebrnąć?”)
Jeśli tak to wyglądało w naszych czasach, jedno pokolenie wstecz, to jak muszą czuć się dzisiaj matki i ojcowie? Wychowują dzieci w kręgu kultury, która jest bardziej niż kiedykolwiek podła, chamska, okrutna, materialistyczna, nasycona seksem i przemocą. Czy dzisiejsi rodzice nie mają prawa czuć się przytłoczeni? Czy nie dlatego zmuszeni są wybierać postawy skrajne?
Nietrudno zrozumieć, dlaczego reakcją niektórych z nich jest coraz większa surowość – nic dziwnego, że narzucają swoją wolę, wymierzają kary za każde wykroczenie, nawet najmniejsze, i trzymają swoje nastoletnie dzieci na krótkiej smyczy. Jesteśmy również w stanie zrozumieć, dlaczego inni rodzice poddają się, rozkładają bezradnie ręce, udają, że nie widzą, i mają nadzieję, że będzie lepiej. Jednak obie te postawy – „Rób, co każę” oraz „Rób, co chcesz” – wykluczają możliwość porozumienia.
Dlaczego młody człowiek miałby się zdobyć na otwartość wobec rodzica, który go karze? Dlaczego miałby szukać przewodnictwa rodzica, który na wszystko daje przyzwolenie? Jednak dobre samopoczucie naszych nastolatków – czasami wręcz ich bezpieczeństwo – zależy od tego, aby mogli korzystać z przemyśleń i wartości swoich rodziców. Nastolatki muszą mieć możliwość wyrażenia swoich wątpliwości, powierzenia swoich lęków i przeanalizowania opcji z osobą dorosłą, która wysłucha ich bez osądzania i pomoże podjąć odpowiedzialne decyzje.
Kto inny, jeśli nie mama i/lub tata będzie przy nich każdego dnia w tych krytycznych latach i pomoże ocenić zwodnicze przekazy mediów? Kto pomoże im oprzeć się presji rówieśników? Kto pomoże radzić sobie z problemem klik i okrucieństwem, z ogromnym pragnieniem akceptacji, ze strachem przed odrzuceniem, z całym tym przerażeniem, podnieceniem i zagubieniem towarzyszącym okresowi dojrzewania? Kto pomoże im walczyć z przymusem konformizmu oraz realizować pragnienie wierności samemu sobie?
Życie z nastolatkami może być przytłaczające. Wiemy. Pamiętamy. Ale pamiętamy również, jak w tych burzliwych latach kurczowo trzymałyśmy się metod, które poznałyśmy, i jak bardzo pomogły nam one w żeglowaniu po najbardziej wzburzonych wodach, chroniąc przez utonięciem.
Przyszedł wreszcie czas, żeby przekazać innym to, co miało dla nas tak wielkie znaczenie. I dowiedzieć się od obecnego pokolenia rodziców, co dla nich jest ważne.
Zadzwoniłyśmy do dyrektorki i ustaliłyśmy termin pierwszych zajęć dla rodziców nastolatków.SŁOWO OD AUTOREK
Książka ta powstała na podstawie wielu zajęć, które prowadziłyśmy w całym kraju, oraz spotkań, odrębnych i wspólnych, które zorganizowałyśmy dla rodziców i nastolatków w Nowym Jorku i na Long Island. Aby opowiedzieć tę historię w sposób jak najprostszy, połączyłyśmy nasze liczne grupy w jedną, a z nas dwu uczyniłyśmy jedną prowadzącą. Chociaż zmieniłyśmy imiona i kolejność wydarzeń, istota naszego doświadczenia została ukazana w sposób całkowicie wierny.
_Adele Faber i Elaine Mazlish_
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------