Jak nie odpalać się przy dziecku. Wyjdź ze spirali złości i poczucia winy - ebook
Jak nie odpalać się przy dziecku. Wyjdź ze spirali złości i poczucia winy - ebook
„Dlaczego znowu wybuchłam? Dlaczego mówię coś, czego nie da się cofnąć? Przecież to tylko dziecko… a ja brzmię jak ktoś, kim nigdy nie chciałam być”.
Jeśli te myśli są ci bliskie, to znaczy, że coś w tobie już się obudziło. Że przestajesz godzić się na życie w automacie, na reakcje, które zostawiają po sobie wstyd, żal i poczucie winy. To nie jest wygodne miejsce, ale jest prawdziwe. I jest początkiem zmiany.
Ta książka nie sprawi, że od jutra przestaniesz się złościć. Bo prawda jest trudniejsza – to ty masz tu pracę do wykonania. Nie twoje dziecko, nie partner i nie okoliczności. Jesteś jedyną osobą, która może wziąć odpowiedzialność za to, co zrobisz ze swoją złością.
To będzie droga. Nierówna, czasem bolesna, pełna potknięć i powrotów. Spotkasz na niej swoje stare historie, przekonania, reakcje zapisane w ciele. Ale krok po kroku możesz nauczyć się zatrzymywać. Wybierać inaczej. Reagować tak, żeby móc spojrzeć sobie w oczy – bez wstydu.
Bo twoje dziecko nie potrzebuje idealnego rodzica. Potrzebuje dorosłego, który ma odwagę się zatrzymać, zobaczyć siebie i zmienić swoje reakcje. Który zamiast przekazywać dalej zranienia – zaczyna je transformować. Ta książka jest właśnie o tym, jak zacząć.
Emilia Kulpa-Nowak – certyfikowana trenerka Porozumienia bez przemocy (NVC), coach i mama, autorka książek i podcastu Poziom Miłości o relacjach i komunikacji. Prowadzi warsztaty, konsultacje indywidualne i kursy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-981602-3-0 |
| Rozmiar pliku: | 2,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
1. Wybuch
Trzy historie wybuchów
Jaką informację niesie zachowanie dziecka, czyli czego nie widzimy, a jest
Dlaczego dorośli tak reagują
Zmiana nie jest z dnia na dzień, ale jest możliwa!
2. Krajobraz po wybuchu
Automatyczne reakcje
Wyrzuty sumienia czy poczucie winy
Szerszy obraz, czyli kultura dominacji
NVC, czyli kultura współdziałania
3. Dlaczego odpalamy się przy dziecku
Jak doszło do wybuchu
4. Anatomia wybuchu – złość, poczucie winy i wstyd
Złość
Poczucie winy
Wstyd
5. Jak nie odpalać się przy dziecku
Transformacja złości
Transformacja poczucia winy
Transformacja wstydu
6. Jak zmieniać się w responsywnego rodzica
Rodzicielstwo bliskości i NVC
Nauka gospodarowania zasobami
7. Wspieranie bliskiego, który się odpala
Podsumowanie1. WYBUCH
Trzy historie wybuchów
Wojtek nie lubi pobierania krwi. Trochę boi się bólu, a trochę pielęgniarki. Opiera się przed wejściem do gabinetu. Mama zachęca Wojtka i zapewnia go, że będzie przy nim. Pielęgniarka woła coraz bardziej zniecierpliwionym tonem, a w końcu stwierdza: „Przecież to nie boli”. Wojtek ma dopiero 3 lata, ale wie, że boli! „Taki duży chłopak, a pielęgniarki się boi!”
Mama Wojtka, Ania, powoli traci cierpliwość. Dostrzega spojrzenie pielęgniarki i to, jak kobieta kręci głową. „O nie – myśli – muszę go szybko przekonać”.
Po dłuższej chwili Wojtek zaczyna uciekać, a Ania łapie go za rękę. Czuje, jak jej dłoń zaciska się na jego rączce żelaznym chwytem, palce wbijają się w skórę, a z gardła wyrywa się krzyk: „Czy ty jesteś jakiś dziwny? Nie rozumiesz, że musimy pobrać ci krew?! Wchodź natychmiast do tego gabinetu!”. Raptem zniża głos. „Bo jak nie, to… pożałujesz”. Spojrzenie Ani jest zimne i zdecydowane. Wojtek schyla głowę i wchodzi. Jest zrozpaczony. Czuje się tak bardzo sam…
Po wyjściu z gabinetu Ania długo nie może dojść do siebie. Wieczorem w wannie polewa się wodą przez długie minuty i płacze.
Ośmioletnia Blanka wychodzi ze szkoły i kopie w krawężnik. Mama czeka na nią z jej ulubioną przekąską, ale dziewczynka rzuca tylko szybkie: „Nie chcę”. W milczeniu idą do domu. Mama Blanki, Ewelina, przeszukuje w myślach wszystkie sposoby, które pomagają jej w kontakcie z córką, ale jak tylko otwiera usta, Blanka wykrzykuje: „Nie mów do mnie!” albo „Nie słucham cię!”, zatyka uszy i woła: „Ne-ne-ne-ne-ne!”, żeby zagłuszyć starania mamy. Ewelina przypomina sobie o oddechu, skupia się na nim, ale widząc szybkie ruchy Blanki, wraca uwagą do jej napięcia.
W domu Blanka chwyta za nożyczki i biegnie w stronę okna, po czym łapie za firankę, a wtedy Ewelina wyrywa jej nożyczki z ręki i wybucha: „Zwariowałaś? Co z tobą?! Stop! Nie zgadzam się na niszczenie rzeczy!”. Zaczyna mówić coraz szybciej: „Mam już tego dość, nie da się z tobą rozmawiać. Mam dość, rozumiesz? DOŚĆ! Pożałujesz tego! Obiecuję ci!”.
Blanka siada na podłodze, szlocha długo i głośno. Nie może się uspokoić prawie godzinę. Ewelina chodzi między kuchnią a pokojem szybkim, nerwowym krokiem, sycząc i klnąc pod nosem. W końcu Marek wraca z pracy, a Ewelina wybucha płaczem i wyrzuca z siebie całe nagromadzone napięcie.
Bruno w każdą sobotę chodzi z Jurkiem na piłkę. To ich zwyczaj od końca podstawówki Jurka, już prawie dwa lata. Obaj lubią te wyjścia, bo mogą spędzić trochę czasu sami, w swojej męskiej drużynie. Bruno uważa, że to wspiera Jurka w dojrzewaniu i radzeniu sobie z męskością w tych dziwnych czasach. Ale Jurek ciągle śpi, choć dawno minęła dziesiąta, a przecież boisko mają od jedenastej. Nie pomaga budzenie ręką, budzik ani muzyka w domu. Jurek śpi. Ruchy Brunona zaczynają być nieco bardziej sztywne, więc zmartwiona żona, chcąc załagodzić sytuację i pomóc Brunonowi się uspokoić, pyta go, czy czegoś ważnego teraz potrzebuje. On odpowiada na to chaotycznie i głośno. W końcu z trzaskiem otwiera drzwi do pokoju Jurka, zrywa z niego kołdrę, potrząsa ramionami synka i krzyczy: „Trzeba było spać w nocy! Nie po to rezerwuję boisko, żebyś ty sobie spał! W ogóle mnie nie szanujesz! Myślisz tylko o sobie, jaśnie książę! Wyślę cię do szkoły wojskowej, to zobaczysz! Tam nauczą cię rozumu! Wszystko przez te głupie metody twojej matki! Ooo! Skończy się! Zobaczysz!”.
W końcu Bruno puszcza syna, łapie kurtkę i wybiega z domu. Szybkim krokiem idzie przed siebie, nawet nie wie dokąd. W końcu zauważa znajomy budynek. Jego ulubiony sklep sportowy. Sześć kilometrów od domu.
Jaką informację niesie zachowanie dziecka, czyli czego nie widzimy, a jest
Wojtek próbuje uniknąć kontaktu z pielęgniarką, Blanka pyskuje mamie i zaczyna niszczyć rzeczy, Jurek śpi, choć miał robić coś innego. To nie są „niegrzeczne” dzieci pozbawione granic, choć łatwo byłoby tak o nich pomyśleć. Każde z nich próbuje o siebie zadbać, najlepiej jak potrafi: na miarę swojego etapu rozwoju, niedojrzałego jeszcze mózgu i dostępnych strategii. Wojtek się boi. Lęk go przerasta – nie potrafi sobie z nim poradzić, nie wie, co mógłby zrobić innego niż uciec. Pielęgniarka jest przecież dużo większa, więc ucieczka wydaje się świetnym rozwiązaniem. Poza tym Wojtka nikt nie pyta o zdanie i nikt nie zauważa jego strachu. W jego małej głowie wygląda to tak, jakby był zupełnie nieważny. Nie może decydować o sobie, nie może się bać – jakby jego potrzeby w ogóle nie mogły zostać zauważone ani zaspokojone.
Blanka przez cały dzień wkłada ogrom energii w to, by wytrzymać bez ruchu w ławce, odpowiadać na pytania, które jej nie ciekawią, nie mówić nic do koleżanek. Nauczyciele oczekują od niej zachowań, których ona nie rozumie, a w szkole nie ma nikogo, kto mógłby jej w tym pomóc. Doświadcza unieważniania swoich potrzeb, napięcie wzrasta, a ona nie potrafi jeszcze go regulować. Nic więc dziwnego, że gdy wreszcie spotyka mamę i może poczuć się bezpiecznie, przestaje się starać. Jest już tak przeładowana – napięciem, bólem ciała, niepokojem, smutkiem i złością – że nie da się tego po prostu „omówić”. Cały ten ciężar zrzuca na mamę. Kopiąc, krzycząc, niszcząc rzeczy, próbuje wyrzucić z siebie wszystko, co kumulowało się przez cały dzień.
Dzieci często zachowują się w trudny dla otoczenia sposób właśnie przy rodzicach, często przy mamie – w bezpiecznym otoczeniu pojawia się szansa na ukojenie. Trud niesiony przez cały dzień znajduje ujście przy odbieraniu z placówki, podczas kolacji, wieczornego mycia czy w konfliktach z rodzeństwem. Ukochany, wyczekany rodzic może też usłyszeć pod swoim adresem przykre słowa. To znak, że dla dziecka był to naprawdę ciężki dzień.
Jurek śpi. Jest nastolatkiem, wszedł w etap rozwoju, w którym przestawia się rytm dobowy, uwielbia siedzieć do późna, a rano trudno mu wstać. Szkolna codzienność, w której ma niewiele okazji do decydowania o sobie, bycia traktowanym z szacunkiem i uznania jego zdania, wyborów czy doświadczeń, dodatkowo go obciąża. Jego mózg intensywnie się przebudowuje – wiele połączeń między neuronami jest usuwanych, pojawiają się też nowe – co także kosztuje Jurka wiele energii. Jurek bardzo potrzebuje snu. Śpi mocnym, głębokim snem, bo jego ciało się regeneruje, a mózg „przezwaja”1. Naprawdę nie może wstać rano z uśmiechem na ustach, dziękując ojcu za okazję do podziwiania jesiennego wschodu słońca. Choć może nawet by chciał2.
Dzieci rzeczywiście potrzebują dorosłych, którzy pomogą im nazwać ich stany emocjonalne, zrozumieć, co się z nimi dzieje, połączyć się z niezaspokojonymi potrzebami i wspólnie poszukać rozwiązań. Czasem wystarczy rozmowa, a czasem potrzebna jest większa zmiana – w funkcjonowaniu rodziny albo w podjętych wcześniej decyzjach.
Takie empatyczne rozmowy bywają dla nas trudne i zniechęcające. Rodzice pytają: czy naprawdę mamy przez całe życie zadawać dzieciom setki pytań o ich uczucia i potrzeby, wciąż zgadywać, co jest dla nich ważne? Nie. Towarzyszenie dzieciom w ich przeżyciach to coś znacznie głębszego – to emocjonalna dostępność, rozumienie siebie i dziecka, ciekawość oraz budowanie relacji, którą dzień po dniu pielęgnujemy. Kluczowe są tu granice, świadomość siebie, kontakt, dostrojenie emocjonalne i obecność.
Dużo? Jeśli to wydaje się przytłaczające, warto pamiętać, że mamy na to czas – całe lata dojrzewania naszego dziecka i naszego własnego. Zaczyna się od jednego, pierwszego kroku.
Wiele razy wątpiłam w swoje kompetencje jako matki. Zdarzało mi się brać udział w scenach podobnych do opisanych wyżej, a potem obwiniać się i wstydzić. A jednak, gdy moje dziecko rozbiło głowę i potrzebne było szycie oraz nocna wizyta w szpitalu, to właśnie umiejętność empatycznego towarzyszenia – i wszystko, czego nauczyłam się dzięki NVC – pomogły przejść przez tę sytuację mnie, dziecku, a nawet lekarzowi, który po zabiegu podziękował za moją wspierającą obecność. Dzięki niej zespół medyczny mógł zrobić to, co konieczne, w możliwie największym komforcie.
Każde zachowanie dziecka jest jego próbą zadbania o siebie i swoje potrzeby. Szkopuł w tym, że dziecko nie potrafi jeszcze robić tego w sposób, który podobałby się jego otoczeniu, a dorośli nie zawsze rozumieją zachowanie dziecka, przez co nie potrafią mu pomóc i odpowiednio zareagować. Właśnie na styku tych dwóch trudności powstają napięcia. Dziecko zostaje z niezaspokojonymi potrzebami, a dorosły się odpala: krzyczy, syczy, obraża się, ocenia lub komentuje.
Dlaczego dorośli tak reagują
Samo czytanie powyższych przykładów może być trudne i wywoływać napięcie. A jednak każdy rodzic zna te momenty, gdy życie go przerasta, emocje wymykają się spod kontroli, a stres nie znajduje ujścia. Wszystko dzieje się zbyt szybko i w końcu nas rozsadza. Wybuch przypomina długo uśpiony wulkan, który wyrzuca lawę i kamienie daleko wokół siebie, niszcząc to, co napotka na swojej drodze.
Reakcje rodziców mogą wydawać się nieadekwatne, przesadzone, niezrozumiałe. O co tu właściwie chodzi? Przecież to zwyczajne sytuacje – takie, w których dorosły mógłby być dla dziecka oparciem. A jednak każda z tych reakcji ma swoją logikę. Jest odpowiedzią na splątany węzeł emocji, w którym tkwi rodzic. Tworzą go nawyki, oczekiwania, dawne doświadczenia, zapętlone myśli, a także złość, poczucie winy i wstyd.
Ania, Ewelina i Bruno wpadają w stan, w którym nie wiedzą, co się dzieje. Porywa ich szał, kończący się łzami i zwątpieniem, często nie pamiętają, co się w ogóle wydarzyło, a gdy bliscy opowiadają im, co robili, są przerażeni albo w ogóle w to nie wierzą. Chcieliby zachowywać się adekwatnie do sytuacji, a robią coś, czego sami absolutnie nie akceptują.
To poczucie nieadekwatności prowadzi ich do rozpaczy. Tak bardzo przecież chcą wspierać swoje dzieci, a okazuje się, że tego nie potrafią! Zaczynają w siebie wątpić, obwiniać się za to, co robią i jak to robią. Znają przecież lepsze scenariusze, umieją na zimno powiedzieć, jak chcieliby reagować, co byłoby adekwatne. Ale jakaś siła popycha ich w przeciwnym kierunku, podkopując zaufanie do samych siebie. Wtedy najłatwiej skierować złość do środka – zaatakować siebie, żeby choć trochę rozładować napięcie. Myślą o sobie źle: Ania w wannie, Ewelina w płaczu, Bruno pod sklepem sportowym. Przecież chcieli być dobrymi rodzicami. A jednak w tych chwilach czują, jakby nie mogli liczyć nawet na siebie.
Nic dziwnego, że pojawiają się takie myśli. Każde z nich jest przecież mistrzem w byciu surowym wobec siebie. A gdyby spróbować inaczej? Poszukać choć odrobiny nadziei. Spojrzeć na siebie z życzliwością, odnaleźć drogę do wybaczenia – i do innych reakcji?
Zapewniam: nie wszystko spieprzone. Jest droga powrotna – do relacji, do bliskości i do siebie.
Zmiana nie jest z dnia na dzień, ale jest możliwa!
Kojarzycie taką popularną ilustrację, na której prababcia krzyczy na babcię, babcia na matkę, a matka stanowczo się odgradza od swoich przodków i wspiera swoje dziecko?
W internecie wszystko jest proste, ale zmiana postawy, odcięcie się od starych wzorców i przekonań tak, by skutecznie móc wspierać dziecko i pielęgnować dobrą relację z nim – to już wyższa szkoła jazdy.
W tej książce przyjrzymy się anatomii złości, poczucia winy oraz wstydu – emocjonalnych składników wybuchowego koktajlu, który często towarzyszy nam w rodzicielstwie. Zobaczymy, skąd one wyrastają i jak powstają. To pozwoli nam skutecznie transformować te uczucia na życiodajną energię. Znajdziemy się w miejscu, gdzie nazwane i rozpoznane potrzeby zmniejszają nasze napięcie, pomagają nam wybierać działania wspierające relacje i ułatwiają samoregulację3.
Chcę, aby to mocno wybrzmiało: złość nie jest zła. Ta książka nie powstała po to, żeby pokazać, jak się nie złościć. Złość jest potrzebna i warto, by nasze dzieci zarówno widziały ją u nas, jak i same mogły ją przeżywać, ponieważ to uczy je, jak sobie z nią radzić, jak jej słuchać i po co ona się pojawia. Wyobraźmy sobie bowiem dziecko, którego rodzice nigdy się nie złoszczą. Gdzie i jak miałoby ono nauczyć się dojrzałego przeżywania złości? Złość jest potrzebna. To, czego chcemy się tutaj wspólnie nauczyć, to sposób, by nie porywała nas w sposób nieadekwatny do tego, co dzieje się w danej chwili, oraz by lepiej rozumieć, skąd ta nieadekwatność się bierze.
------------------------------------------------------------------------
1 Między 12. a 17. rokiem życia dochodzi do intensywnej przebudowy połączeń neuronalnych – część z nich jest eliminowana, a jednocześnie powstają nowe. Proces ten utrudnia regulację emocji, podejmowanie decyzji oraz uczenie się, jest jednak niezbędny, ponieważ utrzymywanie dotychczasowej liczby połączeń międzysynaptycznych pochłania bardzo dużo energii, zob. D.J. Siegel, _Burza w mózgu nastolatka. Potencjał okresu dorastania_, tłum. K. Bochenek, Podkowa Leśna 2016.
2 Zob. książkę A. Stępień-Proszewskiej, _Jak zrozumieć nastolatka_, Natuli, Szczecin 2024.
3 Samoregulacja to zdolność do powracania układu nerwowego do normy, dzięki której potrafimy sobie radzić bezpiecznie i elastycznie z codziennymi doświadczeniami, zob. D. Deb, _Teoria poliwagalna w psychoterapii_, tłum. A. Gomola, Kraków 2020, s. 97.