-
nowość
Jak przestać mówić i zacząć rozmawiać. Sokrates w praktyce - ebook
Jak przestać mówić i zacząć rozmawiać. Sokrates w praktyce - ebook
Międzynarodowy bestseller, który wyostrzy twój umysł, poszerzy perspektywy i odmieni twoje relacje!
Mówimy coraz więcej, ale czy czujemy się naprawdę wysłuchani? Jak to się stało, że nasze rozmowy częściej przypominają przerzucanie się argumentami niż prawdziwy dialog?
Współczesny świat wymaga natychmiastowych reakcji i gotowych odpowiedzi. Nasze rozmowy stają się szybkie, powierzchowne, nastawione na to, by udowodnić swoją rację, a nie by zrozumieć drugą osobę.Krokiem w kierunku lepszej komunikacji jest zadawanie dobrych pytań – to właśnie one otwierają rozmowę i pozwalają wyjść poza własny punkt widzenia.
Czas wrócić do wartościowych rozmów.
Elke Wiss pokazuje, jak to zrobić. Odwołując się do Sokratesa i innych myślicieli, autorka podpowiada narzędzia, dzięki którym:
·nauczysz się zadawać pytania zaskakujące, pobudzające do myślenia i otwierające przestrzeń dla prawdziwego dialogu
·zaczniesz słuchać tak, by inni czuli się naprawdę zrozumiani
·pokonasz obawę przed zadawaniem pytań
·zbudujesz głębsze relacje
Ta książka sprawi, że powierzchowne rozmowy zmienią się w wartościowe spotkania!
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8427-759-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Poza ideami dobra i zła jest łąka. Tam się spotkamy.
Rumi, perski poeta i mistyk suficki¹
– Po prostu ją spytaj. – Sokrates siedział tuż za mną, ubrany w trampki w krzykliwym kolorze i pelerynkę Batmana. – No dalej, masz dobry powód.
Zamrugałam.
– Sokratesie, wiem, że pochodzisz sprzed jakichś dwóch i pół tysiąca lat, więc trochę cię mogło ominąć, ale w dzisiejszym świecie nie można tak po prostu pytać kogoś o takie rzeczy.
Wszystko to działo się dawno temu, kiedy zapisałam się na kurs filozofii praktycznej. Pierwszy raz zetknęłam się z tą koncepcją: pragnęłam poznać teorię, a także zdobyć trochę wiedzy i doświadczenia w prowadzeniu filozoficznych rozmów oraz nauczyć się jasnego myślenia. Jako twórczyni teatralna szukałam narzędzi, które rozjaśniłyby mój proces myślowy podczas tworzenia przedstawień. Chciałam też nauczyć się zadawać aktorom bardziej przenikliwe pytania. Tak zapadła decyzja: idę na kurs filozofii praktycznej.
Pierwszego dnia kursu podczas przerwy obiadowej wylądowałam przy stole z pięciorgiem innych uczestników – jednym mężczyzną i czterema kobietami. Rozmawialiśmy o dzieciach. Każde z nas po kolei odpowiadało na pytania: „Masz dzieci?”. „Tak, syna”. „A ty?” „Tak, dwie córki – osiem i dziesięć lat”. Za każdym razem padały także dodatkowe pytania: „Ile mają lat? Chodzą do szkoły? A czy twoje dziecko też już ma własnego iPada?”.
Doskonale znałam tego rodzaju rozmowy, bo dobiegłszy trzydziestki, zdążyłam odbyć ich już sporo. Gdy tylko ktoś powie, że nie ma dzieci, często zapada niezręczna cisza albo pytanie szybko przechodzi na kolejną osobę. Dziwiłam się, że ludzie mający dzieci chcą rozmawiać o ich posiadaniu, ale wolimy, żeby opowieści bezdzietnych pozostały niewypowiedziane. Sama już wtedy byłam zdania, że takie osoby też mają swoją historię. Dlaczego poprzez niezadawanie im pytań decydujemy, że brak na nią miejsca?
Kiedy przyszła moja kolej, powiedziałam, że nie mam dzieci. Wzięłam głęboki wdech, żeby dodać jeszcze kilka zdań. Często pracowałam z dzieciakami, udzielając lekcji teatru w szkołach, więc miałam mnóstwo fajnych anegdotek i chciałam podzielić się kilkoma z nich.
Byłam też ciekawa motywacji i doświadczeń innych osób i chętnie opowiedziałabym im również o swoich wątpliwościach co do tego, czy zostać mamą. No bo skąd tak właściwie wiedzieliście, że chcecie mieć dzieci? To przecież wielka decyzja, która do tego jest trochę jak tatuaż na czole: raczej definitywna i wymaga porządnego namysłu, więc jak do tego doszliście?
Tyle że zanim zdążyłam cokolwiek dodać, wszyscy szybko zwrócili się w stronę mojej sąsiadki z pytaniem: „A ty?”. Z zainteresowaniem słuchali entuzjastycznej opowieści o jej siedmioletniej córce i starannie omijali mnie wzrokiem. Najwyraźniej w tej rozmowie nie było miejsca na moją historię. Dziwna sprawa: wszyscy byliśmy mniej więcej w tym samym wieku, a skoro zapisaliśmy się na kurs filozofii praktycznej, mieliśmy też wspólne zainteresowania. To były idealne warunki do prowadzenia głębokich rozmów w środowisku, w którym nie trzeba pozwalać się ograniczać obowiązującym normom i zwyczajom konwersacyjnym.
Wezbrało we mnie coś w rodzaju oburzenia: Jak można zacząć rozmowę o dzieciach, a następnie prowadzić ją tylko z wybranymi? Jak można milcząco decydować o tym, czyje opowieści będą mogły wybrzmieć, a czyich będziemy unikać? Dlaczego nie pozwolimy zainteresowanej osobie samodzielnie zdecydować, czy chce się czymś podzielić, czy też nie?
Kiedy moja sąsiadka skończyła opowiadać o swojej córeczce, to samo pytanie usłyszała kolejna osoba: brunetka po czterdziestce z figlarnymi loczkami. Gdy powiedziała, że nie ma dzieci, cała grupa była gotowa przejść dalej.
I wtedy czas na chwilę zwolnił.
– Po prostu ją spytaj. No dalej, masz dobry powód – rozległ się głos za moimi plecami. Sokrates uśmiechnął się do mnie na zachętę. I chyba z radością z cudzego nieszczęścia.
Wyjaśniłam, że w naszych czasach coś takiego raczej nie przejdzie.
– Przecież nie mogę tak zrobić – stwierdziłam.
Sokrates zerknął na mnie. Poprawił sobie pelerynę i starł plamkę z trampka.
– I na tym właśnie polega cały wasz problem. Wymyśliliście sobie normę, zgodnie z którą jedne pytania wywołują napięcie i są nie na miejscu, a inne są dobre i uzasadnione. A wszystko to tylko dlatego, że w pierwszej kolejności chcecie chronić swojego rozmówcę. Uważacie, że pytania muszą być uprzejme i należy unikać prawdziwych tematów, może i trudnych, ale przez to także ważnych i tworzących więzi.
– Tak, ale…
– Pytanie, które chcesz zadać, dotyczy pewnego faktu. Prawda?
– No… tak.
– W jaki sposób pytanie dotyczące faktu może samo w sobie być niewłaściwe?
– No… nie wiem.
– No właśnie. Pytanie: „Czy nieposiadanie dzieci było twoim wyborem?”, nie należy z definicji do innej kategorii niż: „Czy ten kolor włosów, te spodnie, to miejsce zamieszkania lub ta praca są twoim wyborem?”. Samo pytanie nie ma nic wspólnego z tym, że przypisujecie mu najróżniejsze bolesne emocje, owijacie w bawełnę i tworzycie w związku z nim niepisaną zasadę. Nic dziwnego, że tylu z was ma potrzebę głębszego kontaktu. Zamieniacie swoje rozmowy w pole minowe: z obawy przed wybuchem dokładacie wszelkich starań, żeby były bezpieczne. A tym samym płytkie. A tym samym nudne.
Wzięłam oddech, żeby wyrazić swój sprzeciw, ale Sokrates niewzruszenie ciągnął:
– Co więcej, skoro sama chcesz, żeby było więcej przestrzeni na historie bezdzietnych osób, a przy tym milczysz, stajesz się jedną z nich. Tak samo przyczyniasz się do istnienia tej niepisanej zasady.
Zamrugałam szybko, oszołomiona. I co teraz?
– Po prostu zadaj to pytanie. – Sokrates skinął głową w stronę Pani Figlarne Loczki i rozparł się wygodnie.
Nieskrępowana jakąkolwiek wiedzą na temat sztuki zadawania pytań, uzbrojona za to w sporą dawkę dobrych chęci i dążenia do rozwoju, postanowiłam iść za namową Sokratesa i spróbować. „Oto rozpętam rewolucję i stanę po stronie bezdzietnych kobiet w rozmowach grupowych. A do tego sprawię, że nasza konwersacja będzie głębsza” – pomyślałam. Zebrałam się na odwagę, wzięłam głęboki wdech, spojrzałam Pani Figlarne Loczki prosto w oczy i przełamałam milczenie reszty grupy pytaniem: „A czy to był twój wybór?”.
Zapadła cisza, którą można by kroić nożem. Czułam, że pozostali lekko wstrzymują oddech. Pani Figlarne Loczki spojrzała na mnie. Na chwilę ją zatkało. Zacisnęła szczęki i odparła urażonym tonem:
– Nie. To nie był mój wybór.
Cała reszta robiła wszystko, żeby udawać, że ich tam nie ma. Nie jest to prostą sprawą, gdy siedzi się w szóstkę przy niewielkim stoliku, ale bardzo się starali.
Poczułam, że sama zaczynam się stresować.
– Wielkie dzięki. Świetna rada, stary – syknęłam do Sokratesa.
W mojej głowie dźwięczały dzwonki alarmowe. Gorączkowo zastanawiałam się, jak na litość boską mogę jeszcze uratować tę rozmowę.
Przerwa obiadowa już się skończyła i całą grupą ruszyliśmy w stronę sali. Zrównałam się z tamtą kobietą i przez chwilę szłam razem z nią. Wyjąkałam coś w rodzaju: „Nie chciałam cię urazić, ale w tego typu rozmowach często pomija się ludzi, którzy mówią, że nie mają dzieci, i uważam, że to nie całkiem w porządku, a do tego sama zawsze jestem ciekawa ich historii i chciałam poznać twoje doświadczenia, więc pomyślałam, że po prostu o to spytam, bo przecież każdy zasługuje na to, by jego głos wybrzmiał w rozmowie, a jesteśmy tutaj, żeby nauczyć się filozofii w praktyce i lepszego zadawania pytań, i…”
Chyba nie udało mi się jasno wypowiedzieć do końca ani jednego zdania. Mój wywód zawisł nieśmiało i wstydliwie między nami. Skinęła głową na znak, że już mogę sobie darować.
– Dziwna sprawa: niektórym wydaje się, że mogą bezpardonowo pytać o takie rzeczy – prychnęła tylko i przyspieszyła kroku.
Tamta chwila podczas przerwy obiadowej, cała przywołana rozmowa i moje pytanie zapadły mi tak wyraźnie w pamięć, ponieważ wywołały bardzo mocne uczucia – u mnie i u drugiej osoby.
Wstydziłam się i miałam poczucie winy, choć nie do końca wiedziałam, z jakiego powodu. Moje intencje były dobre: pragnęłam zejść głębiej, stworzyć więź. Wymienić się opowieściami. Wyjść poza powierzchowne pogawędki o tym, gdzie pracujemy, skąd pochodzimy i ile mamy dzieci. Chciałam stworzyć przestrzeń dla wszystkich historii. Podać w wątpliwość niepisaną zasadę, która mnie dziwiła. Niczym współczesny Sokrates w trampkach podbić świat za pomocą dobrych pytań, wartościowych odpowiedzi i lepszych rozmów.
Szkoda, że wiele lat temu podczas rundki pytań o dzieci odbywanej na przerwie obiadowej nie wiedziałam tego, co wiem teraz: że da się zadawać tego typu pytania tak, żeby druga strona nie wpadła w bagno emocji. Że można stworzyć sytuację i warunki, w których wspólnie staramy się wejść głębiej. Że można zadawać pytania skutkujące więzią, dzięki którym możemy podzielić się tym, co naprawdę nas zaprząta, nawet jeśli to czasem trochę bolesne. Że można inaczej podchodzić do pytań, dzięki czemu nie będzie tak łatwo nadepnąć nam na odcisk. Że dobre pytania pozwalają uzyskać porządne odpowiedzi, należy zatem poświęcać im uwagę. Że istnieje sposób na to, by prowadzić rozmowę jak równy z równym, analizując przy tym kluczowe idee i przekonania. Sposób na dojście do sedna i oddzielenie sensu od bzdur, tak aby każdy odpowiadał przy tym za własne emocje i czułe punkty. Sposób na to, żeby pytanie mogło być tym, czym jest: zaproszeniem do wejścia głębiej.
Takie zaproszenie można przyjąć i równie dobrze można je odrzucić. Bez niezręcznej ciszy, urazy czy prób zabawy w chowanego przy niewielkim stoliku.
Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem teraz, wciąż zadałabym to pytanie. Ale zrobiłabym to inaczej. Zapytałabym o pozwolenie – podobnie jak robił to Sokrates. Powiedziałabym: „Jestem ciekawa twojej historii. Czy będzie to dla ciebie w porządku, jeśli zadam ci pytanie na jej temat?”.
Nie wiedziałam wówczas tego, co wiem teraz. Radziłam sobie, jak potrafiłam, co zaowocowało bolesnym doświadczeniem, o którym często i długo później myślałam. W kolejnych latach niesamowicie pomogło mi ono w rozwoju, edukacji, a nawet pisaniu tej książki. Od tamtego czasu zaczęłam dowiadywać się więcej o filozofii praktycznej, sztuce zadawania pytań, prowadzeniu rozmów filozoficznych i dialogów sokratejskich. Studiowałam i brałam udział w kursach w Holandii i za granicą. Założyłam swoją firmę, De Denksmederij (Kuźnia Myśli), i zaczęłam prowadzić szkolenia oraz warsztaty z dialogów sokratejskich, krytycznego myślenia i sztuki zadawania pytań. Przez cały ten czas ciągle uczyłam się – i uczę – nowych rzeczy: tego, co działa, a co nie. Na czym polega dobre pytanie. Co zrobić, aby rozmowa nabrała głębi i można było wspólnie zacząć myśleć czy filozofować. Uczyłam się też o Sokratesie, który zdążył już po trosze zostać moim bohaterem. W trampkach.
Podczas szkoleń, konsultacji filozoficznych i prezentacji widziałam i czułam, jak wielką różnicę może zrobić inna intencja w dyskusji. Rozmowy całkowicie się zmieniają, gdy szkolimy się w postawie sokratejskiej i rozwijamy własny sposób zadawania pytań. Widziałam, ale też czułam, że stają się dużo bardziej merytoryczne i wartościowe, kiedy znamy pułapki czyhające w słuchaniu i wymianie zdań oraz wiemy, jak ich uniknąć.
Miałam też przyjemność przekazywać tę wiedzę, spostrzeżenia i umiejętności innym. Rozglądając się wokół, zdałam sobie sprawę, że chcę napisać książkę. Dla każdego, kto tęskni za lepszymi rozmowami, ale nie bardzo wie, jak do nich dojść.
W tej książce – z Sokratesem w roli doradcy – wprowadzę cię w sztukę zadawania pytań. Dzięki temu będziesz wiedzieć, jak w każdej sytuacji i w dowolnych okolicznościach prowadzić głębszą rozmowę i stawiać dobre pytania.
Filozofia praktyczna: czy to można zjeść?
Piszę tę książkę z punktu widzenia filozofii praktycznej, która nie jest zawikłana ani zarezerwowana dla brodatych starców w wieżach z kości słoniowej. Filozofia praktyczna (zwana także stosowaną) łączy wielkie pojęcia – takie jak sprawiedliwość, przyjaźń, inkluzywność czy odwaga – z praktycznymi zagadnieniami z życia codziennego: Czy wolno okłamywać przyjaciół? Czy musimy kierować się inkluzywnością przy zatrudnianiu? Kiedy warto coś przemilczeć? To filozoficzna metoda prowadzenia rozmów, wspólnego szukania mądrości, nowej wiedzy i odpowiedzi na uniwersalne życiowe pytania. Każdy czasem zastanawia się, czy zmienić pracę; czy zostać w obecnym związku, czy też postawić na nową miłość; czy jego myśli, uczucia i uczynki pozostają ze sobą w harmonii; czy może także myśleć o sobie. Na żadne z tych pytań nie da się znaleźć odpowiedzi w wyszukiwarce Google’a czy Wikipedii, za to można się nieźle zapętlić we własnych rozmyślaniach na ich temat. Możemy razem stawać się mądrzejsi tylko poprzez rozmawianie o takich sprawach i zadawanie właściwych pytań. Ta książka nie pomoże ci lepiej radzić sobie z rozmowami towarzyskimi – pomoże w tym, by stały się głębsze. A rozmowa staje się głębsza wtedy, gdy badamy nowe możliwości, „aktywujemy” myślenie i mamy przestrzeń na nowe odkrycia oraz zaskakujące spostrzeżenia. W takim myśleniu zmieniamy perspektywę, przyjmujemy punkt widzenia drugiej osoby, prowadzimy eksplorację bez intencji zwyciężenia czy przekonywania.
W swojej książce _Filosofie voor een weergaloos leven_ (Niezrównane życie dzięki filozofii) Lammert Kamphuis dokładnie tłumaczy, czym jest praktyczne filozofowanie: „Hiszpański filozof José Ortega y Gasset powiedział kiedyś, że filozofia to nauka powierzchowności: filozofując, wyciągamy na powierzchnię nieuświadomione idee, przypuszczenia i założenia”².
Zdanie sobie sprawy z własnych nieświadomych poglądów na temat człowieka i zapewnienie więcej miejsca na wizje innych ma sens i nas wzbogaca. Filozofując, jak gdyby trenujemy swoją „elastyczność perspektywy”, czyli zdolność do wyjścia myślami poza własne ramy, opinie, poglądy. To eksploracja i badanie perspektywy drugiej osoby bez natychmiastowego jej osądzania. Chwilowe porzucenie własnej wizji i jasna, spokojna, niczym niezabarwiona analiza. Krytyczne przyjrzenie się własnym przekonaniom, które pozwala odkryć, że w naszym myśleniu jest więcej przestrzeni, niż nam się wydawało.
Dlatego ta książka jest przeznaczona dla odważnych myślicieli. Dla ludzi, którzy nie boją się mieć wątpliwości i którzy chcą oddawać się rozważaniom, zamiast mieć pewność. Którzy pragną zaprzyjaźnić się z niewiedzą i mają odwagę, by nie krzyczeć bez namysłu, lecz najpierw pomilczeć. A następnie zadać pogłębiające temat, badawcze pytanie. Ludzi, którzy wiedzą, że to czyni ich bogatszymi i mądrzejszymi. Dla wszystkich, którzy nie zadowalają się rzuceniem: „Tak wygląda moja prawda”, lecz poszukują wspólnej mądrości. Ponoć już Albert Einstein powiedział: „Gdybym miał godzinę na rozwiązanie problemu, pierwsze pięćdziesiąt pięć minut poświęciłbym na zastanowienie się, o co powinienem spytać”.
Dzięki tej książce będzie ci łatwiej zadawać istotne pytania – takie, które mają znaczenie, stanowią zaproszenie, badają teren, rozwikłują i odsłaniają różne kwestie, konfrontują nas z czymś, pozwalają wejść głębiej, rzucają wyzwanie, pobudzają, coś uruchamiają. Stanowi ona trening zdolności zastanowienia, analizy i krytycznego dopytywania. Daje praktyczne narzędzia, warunki, techniki, tło teoretyczne i uczy postaw do słuchania oraz służy jako kompas wskazujący kierunek ku nowym rozważaniom i filozoficznej głębi w rozmowach.
Dlaczego Sokrates?
Nie znajdziesz tu prostej listy pytań, które zawsze działają. Coś takiego nie istnieje: pytanie, które w jednej sytuacji trafia w dziesiątkę, w innym kontekście będzie zupełnie nie na miejscu.
Ta książka to praktyczny przewodnik pomagający rozwinąć w sobie pytającą postawę i zadawać dobre pytania. Nauczycielem będzie Sokrates – w trampkach, szpilkach albo kowbojkach; ma szeroki gust. Ten Ateńczyk, który żył jakieś dwa i pół tysiąca lat temu, należał do największych praktyków filozofii. Wędrował po placach i targach, by na żywo dyskutować z ludźmi o ważnych sprawach. Uznawał własną niewiedzę i podchodził do innych z ciekawością, chcąc jedynie wypytywać o ich wiedzę i mądrość. Sokrates zadawał pytania. Zadawał ich sporo i w tej sztuce nie miał sobie równych. A postępował tak z dwóch głównych powodów:
1. Chciał stać się mądrzejszy. Sokrates mawiał: „Wiem, że nic nie wiem”, i poszukiwał prawdziwej wiedzy. Zdawał sobie sprawę, że powstaje ona w rozmowie z drugą osobą, i traktował innych jako kamień szlifierski dla własnego myślenia.
2. Chciał uwolnić swojego rozmówcę od sofizmatów, błędów w rozumowaniu i robienia innych w balona (inaczej mówiąc, ściemniania). Pomagał również swoim rozmówcom w zdobyciu tej „prawdziwej wiedzy”: gdy zadawał im krytyczne pytania, orientowali się, że to, co brali za pewnik, w rzeczywistości wcale nie było wiedzą.
Sokratejska praktyczna metoda filozofowania, myślenia i zadawania pytań jest doskonałym drogowskazem na dzisiejsze czasy, kiedy opiniom przypisuje się wartość faktów, „wszyscy dobrze wiemy, jak się sprawy mają”, i doskonale by nam zrobiła solidna porcja niewiedzy, otwartości i ciekawości. To od Sokratesa uczymy się rozwijania postawy ciekawości i zadziwienia oraz zadawania krytycznych pytań sobie i innym.
Ta książka ma pięć rozdziałów: w pierwszym sprawdzam, dlaczego tak kiepsko nam idzie zadawanie dobrych pytań. Co sprawia, że czasem po prostu tego nie robimy? Jak to się dzieje, że zadawanie pytań jest dla nas trudne, stresujące albo wręcz przerażające?
W rozdziale drugim zabierzemy się do pracy. Zajmiemy się samym sednem, punktem wyjścia do zadawania dobrych pytań i filozofowania: będziemy rozwijać w sobie postawę pytającą.
Rozdział trzeci dostarcza świetnych praktycznych umiejętności związanych z pytaniem: to podstawowe warunki zadawania dobrych, zgłębiających jakiś temat pytań, które coś uruchamiają. Będziemy trenować zdolność czystego, niezmąconego słuchania, odkryjemy, dlaczego język jest taki ważny i czego w kwestii zadawania przenikliwych pytań może nas nauczyć Sherlock Holmes.
W rozdziale czwartym znajdziesz techniczne wskazówki i porady. To z niego dowiesz się, jak stawiać poprawne, pełne pytania pozwalające pogłębić rozmowę, jak używać pytań typu „echo”, dlaczego są one tak skuteczne oraz jak dojść do dobrej rozmowy już po zadaniu pytania. Poznasz również pułapki związane z pytaniami.
Na zakończenie w rozdziale piątym spojrzymy na to, co dzieje się, gdy pytanie już wybrzmi: zadaliśmy dobre pytanie i co dalej? Teraz będziemy prowadzić rozmowę. A o tym też można sporo powiedzieć. Jak sprawić, by pozostała interesująca? Jak faktycznie dojść do praktycznego badania filozoficznego, które uczyni oboje rozmówców mądrzejszymi?
Po co to trenować?
Po co trenować się w zadawaniu dobrych pytań i postawie filozoficznej?
Można uznać, że i bez tego brakuje nam czasu. Ale powodów jest sporo.
Po pierwsze: bo świat tego potrzebuje. Nasze pędzące społeczeństwo z tendencjami do polaryzacji skorzysta na zwolnieniu tempa, szczerej ciekawości, filozoficznym podejściu i właściwych pytaniach. Debata publiczna, nasze dyskusje w sieci i poza nią, programy publicystyczne, wywiady, teksty opiniotwórcze, nawet zagorzałe rozmowy podczas kolacji wigilijnej: zbyt często pełno w nich ataków i obrony, obrzucania się błotem i przepychanek, gdy różnimy się opiniami. Rzadko kiedy okazuje się to produktywne, łączące lub pomocne. Ostatecznie każdy wycofuje się do własnego narożnika, by tam ochłonąć, raczej dodatkowo się utwierdzając w swoim ograniczonym poglądzie, niż tworząc przestrzeń na doświadczenie drugiej osoby.
Chcemy prowadzić dobre rozmowy na tematy takie jak rasizm, dyskryminacja, gender, bodyshaming, #MeToo, Czarny Piotruś (_Zwarte Piet_)³, kwestie związane z uchodźcami, kryzys klimatyczny. To kwestie, przy których łatwo o wybuch emocji czy nadepnięcie komuś na odcisk, a my przede wszystkim chcemy zostać zrozumiani, zamiast najpierw spróbować zrozumieć innych. To ważne, abyśmy prowadzili tego typu rozmowy lepiej. Uważniej. Żebyśmy uważniej słuchali i próbowali coś pojąć, jeszcze zanim upomnimy się o zrozumienie naszego punktu widzenia. Żebyśmy zadawali odpowiednie pytania pogłębiające rozmowę.
Ogromnie brakuje nam kreatywności, mocy wyobraźni i zdolności krytycznego myślenia.
Zadawanie przenikliwych pytań pozwala rozwijać te umiejętności i prowadzić złożone rozmowy lepiej – z większym zniuansowaniem, bardziej szczegółowo, swobodniej. Ta książka jest próbą umożliwienia nam pójścia w tę stronę.
W wywiadzie dla magazynu „Vrij Nederland” z 25 kwietnia 2019 roku burmistrzyni Amsterdamu Femke Halsema opowiadała:
Naprawdę staram się zgłębić stanowisko drugiej osoby. W ubiegłym roku spotkałam Thierry’ego Baudeta kilka tygodni po naszej debacie w amsterdamskim teatrze miejskim. Powiedział – i uważam, że to sympatyczne – że poszło mi dużo lepiej niż jemu. Spytałam, czy wie, dlaczego tak się stało. „Jest między nami jedna wielka różnica. Ja poświęcam sporo uwagi tobie oraz twoim poglądom i dokładnie się przygotowałam. A ty nie poświęcasz mi jej wcale”. Baudet postrzega mnie jako symbol czegoś, czego nienawidzi, nie wiedząc, co tak naprawdę reprezentuję⁴.
Postawa, jaką przyjęła Halsema, jest zbyt rzadka, z kolei opisywana przez nią postawa Baudeta – zbyt częsta. Za mało wiemy o sobie nawzajem i praktycznie nie obchodzą nas poglądy drugiej osoby, ale z góry ich nie znosimy. Nie wiedząc dlaczego.
Postawa otwartości, chęci zadawania pytań i zbadania stanowiska innej osoby zaczyna się od nas samych. Od ciebie i ode mnie. Od naszych rozmów ze znajomymi, bliskimi, od wymiany zdań przy kuchennym stole, w pracy i barze. Mam nadzieję, że stamtąd ten nowy sokratejski styl rozmawiania, wynikający z chęci wspólnego zdobywania mądrości, powoli trafi do centrów debaty publicznej, programów publicystycznych, opiniotwórczych tekstów i polityki.
Drugi powód, żeby ćwiczyć, jest następujący: twoje rozmowy niesamowicie się poprawią. Zapewne czasem byśmy chcieli, żeby nasze rodzinne wymiany zdań przy kolacji były ciekawsze niż: „Jak było w szkole?” czy „Dużo dzisiaj miałeś roboty?”. Konwersacje w knajpach, przy kuchennych stołach, w salach lekcyjnych, w mediach i na przyjęciach urodzinowych staną się przyjemniejsze, gdy rozwiniemy w sobie postawę ciekawości i zaczniemy zadawać inne pytania. Kiedy nauczycie się stawiania pytań według metody, którą opisuję w tej książce, uzyskacie wyjątkowy wgląd w świat przeżyć drugiej osoby. Lepiej się z nią poznacie, odkryjecie nowe fakty o sobie nawzajem i dojdziecie do nowego, ekscytującego sposobu myślenia oraz nieoczekiwanych spostrzeżeń. Kiedy dzielimy coś takiego z innymi, zyskuje na tym nasze człowieczeństwo.
A po trzecie: bo to fajne! Fajne – jeden z moich kursantów użył nawet określenia „uzależniające” – jest myślenie i zadawanie pytań oraz ćwiczenie filozofii w praktyce. Poczucie, że myślimy coraz jaśniej i coraz lepiej radzimy sobie z docieraniem do sedna sprawy oraz odróżnianiem rzeczy sensownych od bezsensownych. Że zyskujemy nową wiedzę, tworzymy nowe idee, wspólnie potrafimy łamać sobie głowę i coś analizować: wszystko to jest wzbogacające, ciekawe i niesamowicie przyjemne. Tworzymy przestrzeń do myślenia, mamy więcej elastyczności i lekkości. Odkrywanie i eksplorowanie świata drugiej osoby i wspólne poszukiwanie mądrości to zabawa, która się nie nudzi. Można by powiedzieć, że uprawianie filozofii praktycznej – niekończące się zadawanie pytań co do sytuacji, twierdzeń, wypowiedzi – jest wartościowe samo w sobie. Podobnie jak gra na pianinie. Dlaczego gramy na pianinie? Bo to przyjemne. Dlaczego uprawiamy filozofię praktyczną? Bo to przyjemne. Im częściej rozwiązujemy sudoku, tym lepiej nam to idzie, a rozwiązywanie łamigłówek samo w sobie daje przyjemność – podobnie sprawy mają się z badaniem różnych rzeczy przez pytania.
I na koniec czwarty powód: zadając pytania i prowadząc rozmowy nakierowane na wspólne poszukiwanie mądrości, lepiej poznajemy siebie. Pozostawanie w ciągłym zadziwieniu i kwestionowanie wszystkiego nie da nam gotowych odpowiedzi. Zyskamy jednak pasujący do nas język – z niuansami, które bezustannie delikatnie zmieniają zabarwienie i dopasowują się do naszej tożsamości w danej chwili. Wierzę, że dzięki dobrym pytaniom powstaje prawdziwa, szczera więź. Taka, która uwzględnia nasze różnice i podobieństwa, to, kim w istocie jesteśmy. Jak powiedziała Brené Brown, badaczka zajmująca się wstydem, odwagą, podatnością na zranienie, miłością – krótko mówiąc, wszystkim, co czyni nas ludźmi – jesteśmy zaprogramowani na budowanie więzi. Jako ludzie najbardziej pragniemy czuć więź. Jeśli nasz świat czegoś potrzebuje, to właśnie tego.
_Dalsza część w wersji pełnej_
1.
1 Dżalal ad-Din Rumi, tłum. Michał Fostowicz, „Topos” 1996, nr 1, s. 3.
2.
2 Lammert Kamphuis, _Filosofie voor een weergaloos leven_, Amsterdam 2018, s. 11.
3.
3 Zwarte Piet – pomocnik świętego Mikołaja w Holandii i Belgii; tradycyjnie przedstawiany z czarną twarzą, kręconymi włosami, złotymi kolczykami oraz czerwonymi ustami. W drugiej połowie XX wieku Zwarte Piet zaczął budzić kontrowersje – między innymi ze względu na kolor skóry niektórzy uznali tę postać za przejaw rasizmu. Inni bronili Zwarte Pieta jako niewinnej tradycji (przyp. tłum.).
4.
4 Coen Lo Galbo, _Hoe Femke Halsema verbindend werd_ , „Vrij Nederland”, 25 kwietnia 2019, dostęp online: www.vn.nl/femkehalsema-verbindend-burgemeester/.