-
nowość
-
promocja
Jak zarobić na zwierzętach? Patologie petbiznesu - ebook
Jak zarobić na zwierzętach? Patologie petbiznesu - ebook
W cieniu wzruszających historii o uratowanych psach i kotach, wśród zdjęć porzuconych zwierząt i dramatycznych apeli o pomoc, istnieje druga, mniej pozytywna strona działalności niektórych fundacji i stowarzyszeń prozwierzęcych. Ta książka odsłania kulisy funkcjonowania tych, które deklarują ratowanie zwierząt, a w rzeczywistości dopuszczają się zaniedbań, przemocy i nadużyć finansowych. Pod płaszczykiem empatii i troski kryją się mechanizmy manipulacji, fałszywe zbiórki i dramat ludzi, którzy nie potrafią się bronić.
Michał Kowalski, jeden z autorów strony Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych, pokazuje, jak łatwo zdobyć społeczne zaufanie, jak trudno zweryfikować prawdziwe intencje oraz jak brak kontroli i przejrzystości sprzyja patologiom. To opowieść o zwierzętach, które o pomoc prosić nie mogą, oraz o ludziach, którzy mieli pecha spotkać na swojej drodze rozpędzoną machinę petbiznesu.
To nie jest książka przeciwko pomaganiu. To książka o odpowiedzialności, czujności i potrzebie realnej ochrony tych, którzy sami o pomoc poprosić nie mogą.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Literatura faktu |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9789180760164 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Minęła już ponad dekada, od kiedy prowadzę w mediach społecznościowych profil Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych* i jestem stałym obserwatorem wydarzeń w środowisku polskiej ochrony zwierząt. Wiele spraw opisałem jedynie w roli narratora, w inne zaangażowałem się (dzięki wsparciu kilku osób, które chcą zachować anonimowość – dlatego w niektórych fragmentach tej książki prowadzę narrację w liczbie mnogiej, jako „my”), by pomóc poszkodowanym przez różne organizacje, a także samym zwierzętom. Rezultaty tego bywały rozmaite, ale chyba jestem człowiekiem, który może udzielić kilku odpowiedzi. Albo przynajmniej zadać kilka pytań. Na przykład: czy można komuś zniszczyć życie, niosąc na sztandarach tak szczytne hasła jak empatia wobec zwierząt? Czy krzywdzenie zwierząt może uchodzić ludziom płazem, jeśli tylko wystarczająco głośno deklarują swoją troskę o nie? Czy kogokolwiek interesuje jeszcze to, że czasem skrajne formy petbiznesu doprowadzają ludzi do targnięcia się na własne życie?
Nigdy bym nie pomyślał, że w świecie fundacji i stowarzyszeń, które za cel postawiły sobie ochronę zwierząt, jest tyle patologii. Jedna z najpiękniejszych idei, jakie tylko można sobie wyobrazić, przez lata zmienia się w coś, co trudno wyrazić słowami. Do opisania tego zjawiska nie wystarczy limitowany liczbą znaków wpis w internecie – trudno byłoby zawrzeć całość w jednym lub nawet kilku reportażach. Te zresztą najczęściej poruszają jakiś jeden, wąski problem, a ignorują sedno całej sprawy.
Jeszcze kilka, a właściwie już około 10 lat temu, mój stan wiedzy na temat środowiska prozwierzęcego był praktycznie zerowy. Sądziłem, że w Polsce istnieją może trzy organizacje, może trochę więcej, które wolontariacko zajmują się działalnością pomocową. No i byłem przekonany, że z pewnością działają w nich sami bardzo uczciwi ludzie, bo przecież zła osoba nie poświęcałaby swojego czasu – żeby nie powiedzieć życia – na coś tak bezinteresownego. W moim ówczesnym rozumieniu nie miałoby to żadnego sensu. Kto lubi zwierzęta, ten z pewnością jest dobrym człowiekiem. Kto pracuje charytatywnie, ten z całą pewnością intencje ma czyste jak łza, a serce przepełnione dobrocią.
A później przyszło zderzenie z rzeczywistością. Rynek ochrony zwierząt w Polsce generuje dziesiątki milionów złotych przychodów rocznie. A może setki milionów… właściwie nikt nie wie ile. Najbogatsze organizacje operują budżetem rzędu 20 milionów, ale nie brakuje takich, które prowadząc absolutnie niszową, trudną do zauważenia w skali ogólnokrajowej działalność, oscylują w okolicy miliona. Nie ma żadnych statystyk, choć wydaje się to łatwe do policzenia. Nie ma oficjalnych danych, ponieważ nie ma żadnego spisu organizacji tego typu. W zasadzie nikt nie wie, ile ich w Polsce jest. Jedno wiadomo na pewno – regularnie powstają nowe.
Osobnym wątkiem (również ten jeszcze kilka lat temu nie przyszedłby mi do głowy) jest działalność kryminalna pod przykrywką tej społecznej. No bo jak? Przestępca to wielki facet, który w kominiarce włamuje się do czyjegoś domu. Z pewnością nie jest to filigranowa pani w średnim wieku, która mieszka z tuzinem kotów. Ale i tu granice zaczęły się zacierać. Ba, pojawiły się nawet i kominiarki oraz nocne wejścia do cudzych domów. Tyle że nikt tego w Polsce nie traktuje jako działalności przestępczej. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni.
Długo zastanawiałem się nad tytułem tej książki. Na początku najodpowiedniejsza wydawała mi się forma pytania, coś w stylu: „Czy ochrona zwierząt w Polsce to oszustwo?”. Ale wtedy mogłoby tu zadziałać prawo nagłówków Betteridge’a, czyli reguła, zgodnie z którą na każdy nagłówek prasowy kończący się znakiem zapytania można odpowiedzieć: „Nie”. Skoro pytałbym o to na wstępie, to by znaczyło, że albo sam nie znam odpowiedzi, albo jest to forma prowokacji i tak naprawdę żadnego oszustwa nie ma.
Później rozważałem wersję z wykrzyknikiem: „Ochrona zwierząt w Polsce to oszustwo!”. Tyle że wykrzyknik nie ma tutaj racji bytu. Wskazuje na jakiś ładunek emocjonalny albo wręcz agresję po stronie autora. Ja zaś po tylu latach obserwowania spraw związanych z działalnością różnych organizacji prozwierzęcych jestem w stanie dość spokojnie o tym opowiadać. Kiedyś – owszem – chciało mi się krzyczeć na różne ważne persony. Że przecież widzą krzywdę ludzi i zwierząt, a jednak nic z tym nie robią. Dzisiaj tych emocji, żądań i krzyków już nie ma. Przeszedłem do porządku nad całą tą niesprawiedliwością, dzięki czemu lepiej odnajduję się w roli narratora, a nie uczestnika poszczególnych wydarzeń. Ostatecznie więc tytuł brzmi: Jak zarobić na zwierzętach. Patologie petbiznesu.
To, co kiedyś miało działać w interesie społecznym, dziś ten interes zabija. Piękna idea przerodziła się w monetyzację cierpienia. Nie chwaląc się, przewidywałem taką kolej rzeczy wiele lat temu. Obserwując, jak ludzie reagują na poszczególne sprawy, można było zakładać, że to, co dobrze się sprzedaje, będzie znajdowało naśladowców. I tak też się stało. Dzisiaj już mało kogo interesuje organizacja zajmująca się sterylizacją kotów wolno żyjących albo ta szukająca nowych domów dla psów ze schroniska. Rynek darczyńców został przejęty przez tych najgłośniejszych. Tych, którzy najsprawniej grają na ludzkich emocjach, najlepiej tworzą wokół siebie skandale i dramaty. Publika oczekuje potu, łez i krwi, a nie codziennej pracy u podstaw. Żeby zarobić, trzeba wziąć udział w wyścigu cierpienia. Trzeba zmonetyzować cierpienie zwierząt i przedstawić je w sposób, który zachęci ludzi do otwarcia portfeli. Jedni to potrafią, inni niekoniecznie.
Przy czym – jak w każdym reportażu na temat nieprawidłowości w dowolnej organizacji charytatywnej – potrzebne jest tu pewne zastrzeżenie. Może widzieli Państwo tego typu materiał w telewizji. Tam zawsze w mowie początkowej prowadzący zaznacza, że nie jest przeciwny ochronie praw zwierząt, że nie neguje całej działalności danej organizacji i w ogóle to ma w domu przygarniętego psa czy kota. To standardowa regułka, która w założeniu ma pozwolić na mówienie o ciemnej stronie ochrony zwierząt. Mimo że taki zabieg nie zawsze jest skuteczny, a często wprowadza wręcz pewną konsternację u odbiorcy, chciałbym zastosować coś podobnego.
Po pierwsze i chyba najważniejsze: oczywiście nikt nie neguje ochrony zwierząt jako koncepcji. Nikt nie podważa sensu ich ochrony ani nie twierdzi, że wszystkie organizacje zajmujące się takimi zagadnieniami składają się z cynicznych oszustów wykorzystujących zwierzęta do własnych celów. Większość, a moim zdaniem znaczna większość, aktywistów od zwierząt to bardzo fajni ludzie. Nie można im nic zarzucić ani pod względem traktowania zwierząt, bo najczęściej daliby się pokroić za jakiegoś przypadkowego Burka, ani pod względem uczciwości, bo każdą złotówkę przed wydaniem oglądają z obu stron. Przez te wszystkie lata poznałem ich kilkudziesięciu i szczerze im zazdroszczę uporu, z jakim trzymają się własnych zasad. Nie naciągają, nie manipulują, przedstawiają swoje historie takimi, jakimi one są. I to z pełną świadomością, że wystarczyłoby nałożyć jakiś filtr na fotografie swoich podopiecznych, podkoloryzować opis lub wskazać internautom kierunek sztucznie wywołanego skandalu, aby pieniądze płynęły do nich szerszym strumieniem. Bez pieniędzy przecież niewiele można zrobić, więc byłoby to, w jakimś stopniu, zrozumiałe, że ktoś dodaje trochę manipulacji do swojego crowdfundingu. Oni jednak tego unikają. Może dlatego, że nie jest im to potrzebne. Renomę mają dobrą na tyle, że poradzą sobie bez krzywych zagrywek, a może też lubią nie widzieć naciągacza, gdy patrzą w lustro.
Mówiąc krótko: większość organizacji ochrony zwierząt to zwyczajni ludzie, którzy nawet nie rozważają udziału w akcjach pokroju tych opisanych w tej książce. Jeśli jest to coś warte, chciałbym tutaj podziękować im za całokształt tego, co robią. Za każdy wyjazd do cierpiącego zwierzęcia, gdy nikt inny nie chce się tego podjąć, za każdego wysterylizowanego kota, za każdy worek karmy, który przekazali jakiejś potrzebującej osobie, gdy o to poprosiłem. Mógłbym długo wymieniać historie, gdy gdzieś na drugim końcu kraju jakaś nie do końca zaradna osoba miała problem z pseudoaktywistami, a za moim pośrednictwem otrzymywała pomoc od tych faktycznych miłośników zwierząt. Tych, którzy potrafią zauważyć cierpienie nie tylko zwierzęcia, lecz także jego opiekuna. W tym zestawieniu często jest to nawet trudniejsze. Nie tylko dlatego, że wymaga empatii wobec ludzi, czego bardzo brakuje w tym środowisku, ale też dlatego, że ludzie bywają bardzo różni. Trudno ich przekonać do zmian nawyków, są roszczeniowi i konfliktowi. Łatwo jest zabrać komuś psa i wstawić go do kojca na własnym podwórku, trudniej jest sprawić, żeby stary pies mógł pozostać ze swoim równie wiekowym opiekunem, który niekoniecznie potrafi właściwie się nim zająć. Ale to już tylko dygresja. Jestem bardzo wdzięczny, że przez te wszystkie lata mogłem poznać aż tak wielu prawdziwych pasjonatów. Dzięki za to, co robicie. Trzymam kciuki, żebyście jak najdłużej nie dali się wciągnąć w środowiskowe bagno, o którym tak wiele razy rozmawialiśmy. Zresztą bez naszych rozmów pewnie do dziś trwałbym w jakimś półmroku i ślepo wierzył we wszystko.
Drugie zastrzeżenie jest takie, że gdy zestawia się wydarzenia, które niepodważalnie negatywnie świadczą o którejś z organizacji, bądź o ludziach mieniących się obrońcami zwierząt, nie może być mowy o obiektywizmie. Aby obraz był obiektywny w każdym wypadku, należałoby wymieniać wszystkie pozytywne rzeczy, które na przestrzeni lat dana organizacja bądź dany aktywista zrobili. W jednym z rozdziałów opiszę wydarzenia, w trakcie których członek zarządu fundacji został uchwycony na własnym monitoringu, gdy katował zwierzęta. Jedne kopie, inne bije pięściami. Aby dopełnić obiektywizmu, musiałbym opis tych wydarzeń przerywać wzmiankami o wszystkim, co było korzystne w trakcie pracy wspomnianego członka zarządu. Może i skatował jakiegoś psa, ale innemu zapewnił pomoc weterynaryjną, która uratowała mu życie. Może i kopnął psa z całej siły w głowę, ale wiele psów znalazło dom pod dachem członka zarządu, a przecież tych psów nikt nie chciał. Bez tego dachu nad głową mogły trafić do złego schroniska, gdzie być może, w jakimś hipotetycznym scenariuszu, straciłyby życie. Obiektywne nie będzie przytoczenie słów jakiegoś świadka, który ma wiedzę o złych działaniach członka zarządu. Na potrzeby obiektywizmu musiałbym przytoczyć relacje, że ów członek zarządu zawsze sąsiadom mówił „dzień dobry” i że wielu przecież ludzi nie widziało niczego złego w tym, jak traktował on zwierzęta. Albo inaczej: że wielu ludzi widziało, jak traktuje zwierzęta dobrze.
W Polsce nie ma organizacji całkowicie, stuprocentowo złych. Każda ma na koncie mnóstwo rzeczy, które są godne pochwały. Tyle że i w tym wypadku silenie się na obiektywizm mijałoby się z celem. Przypominałoby to szukanie okoliczności łagodzących dla pijanego kierowcy, który co prawda przejechał staruszkę na przejściu dla pieszych, ale poza tym może pochwalić się całą masą potrzebnych i pozytywnych rzeczy, które zrobił. Może akurat jest chirurgiem w pobliskim szpitalu, może kilka dni wcześniej inną staruszkę przeprowadził przez te same pasy. Obiektywnie podchodząc do tematu, należałoby uznać, że każda wzmianka o doprowadzeniu do czyjejś śmierci przez tego wymyślonego na potrzeby metafory człowieka musi zawierać też całościowe zestawienie jego zasług. A zatem – tak, świadomie narażam się na zarzut braku obiektywizmu. Świadomie opisuję ciemną stronę tego środowiska. Tę jasną opisały już wszystkie media w Polsce, i robiły to setki razy. W końcu temat ochrony zwierząt jeszcze niedawno był chyba najbezpieczniejszym dla dziennikarza. Dziś już nie jest. W dużej mierze wynika to z internetu, gdzie weryfikacji podlegają również treści przekazywane przez bardzo opiniotwórcze źródła, a i ja chyba dołożyłem do tego małą cegiełkę.
Podobnie mają się sprawy w rozdziale dotyczącym stricte prawa. Polskie przepisy w tym konkretnym zakresie są nie tylko absurdalne, nie tylko dają ogromną przewagę jednej ze stron występujących w sporach sądowych, ale też można nimi dowolnie, a przy okazji bezkarnie manipulować. Czy to oznacza, że są złe? Tak, zostały źle napisane i są źle wykorzystywane. Ale czy to oznacza też, że nigdy nie są one wykorzystywane we właściwych celach? Bynajmniej! Skłamałbym jednak, twierdząc, że dzieje się tak, ponieważ Inspekcja Weterynaryjna, policja i prokuratura dobrze sobie radzą w kwestii ochrony zwierząt. Sytuacja zdaje się poprawiać, wciąż jednak służby państwowe zbyt często rozkładają bezradnie ręce, gdy przychodzi im mierzyć się z przypadkami złego traktowania. Ale tak paradoksalnie… może to i lepiej? Dzieje się tak czasem z niewiedzy, czasem z braku chęci, nieco częściej z powodu systemowych blokad czy swego rodzaju ślepych uliczek, w które funkcjonariusze w danej instytucji mogliby zabrnąć, chcąc dorównać w skuteczności sektorowi pozarządowemu. Nawet nie trzeba szukać wymyślnych scenariuszy. Wystarczy, że policjant pojedzie do zgłoszenia znęcania się nad psem trzymanym w złych warunkach. W niedzielę wieczorem. Z jednej strony będzie miał prawo „odebrać” takiego psa właścicielowi, z drugiej, o ile nie weźmie go sobie na komisariat, nie będzie miał co z nim zrobić. Nawet jeśli uda się mu skontaktować z urzędem gminy, która nadzoruje przekazywanie zwierząt do schroniska, to może się okazać, że samo schronisko jest oddalone od gminy o na przykład 300 kilometrów. I może brakować w nim miejsca dla tego psa lub czasu, aby po niego przyjechać. W takich właśnie sytuacjach nasze wewnętrznie sprzeczne przepisy przychodzą z pomocą właścicielowi psa. To jest fakt, a nie opinia, nawet jeśli kłóci się to z moim stanowiskiem na temat szkodliwości tego prawa. Mam więc nadzieję, że to jasne – jeśli nie wspominam o tym, że te same przepisy, które pozwalają krzywdzić ludzi i zwierzęta, niekiedy pozwalają też im pomóc, to nie dlatego, że nie chcę być obiektywny, lecz dlatego, że nie na tym polega istota problemu, który mnie zajmuje.
À propos zwierząt i służb mundurowych: miałem okazję rozmawiać z wieloma przedstawicielami policji i prokuratury. Czasem przy zupełnie innych okazjach bądź na stopie prywatnej. W ich „firmie” istnieją dwa podejścia do tematu ochrony zwierząt. Pierwsze – chyba popularniejsze – podejście jest takie, że… to nie ich sprawa. Wielu policjantów wychodzi z założenia, że ściganie przestępstw wobec zwierząt nie leży w ich kompetencjach. Ale jest i drugi biegun tych poglądów. Policjanci oraz prokuratorzy, którzy wręcz mają żal o to, że nie są informowani o przypadkach złego traktowania zwierząt. Co najmniej kilku mówiło mi, że najczęściej, jeżeli w ogóle są gdzieś wzywani, to już po fakcie. W momencie, gdy na miejscu przestępstwa nie ma już żadnych zwierząt, a potencjalny sprawca miał sporo czasu, aby pozbyć się wszelkich śladów. Nie są też zachwyceni formułą współpracy z niektórymi organizacjami, wskazując wprost, że ściganiem tego typu przestępstw powinien jednak zarządzać przedstawiciel rzeczywistych służb, a nie przypadkowy wolontariusz z jakiejś fundacji. Skrajnych opinii z pewnością jest więcej, ale to już nie mój zakres zainteresowań. Nadal czekam na możliwość opublikowania nagrania dokumentującego to, jak dwóch policjantów z Wielkopolski udziela tak zwanej asysty przedstawicielom jednej z niszowych organizacji, wykonując ich wszystkie polecenia, a w rezultacie doprowadzając do kradzieży psa. Może kiedyś właściciele skradzionego psa pozwolą na pokazanie szerszemu gronu odbiorców, jak to wygląda w praktyce. Na razie zdają się nadal wierzyć w to, że ich pies wróci do domu, więc nie ma co narażać się na pozwy ze strony funkcjonariuszy policji. Tyle że ten pies nie wróci.
Wreszcie trzecie zastrzeżenie, już sygnalizowane (i może mniej ważne, ale warto podkreślić problem): próżno szukać tu danych statystycznych. Z pewnością świetnie wyglądałoby zestawienie liczb dotyczących sektora pozarządowego w polskiej ochronie zwierząt. Ile zwierząt otrzymało opiekę, ile zasiliło rubrykę zgonów (czy jak kto woli: „ile padło”), jaka kwota została spożytkowana i na jaki odcinek działalności. Też chciałbym zobaczyć takie wyliczenia. Problem w tym, że nic takiego nie istnieje. Można przytoczyć źródła, które podają, że przykładowo w 2023 roku 633 gminy, czyli 25,6 procent wszystkich gmin w Polsce, zapewniły opiekę łącznie 9455 psom, co w sumie kosztowało te gminy 50 637 386 złotych. Było to 14,3 procent wszystkich odłowionych psów w Polsce, a jedna gmina średnio odławiała ich 11–20 procent w ciągu roku¹. Jednocześnie nie jest możliwe formalne sprawdzenie, ile psów trafiło do każdej z około tysiąca fundacji. Można je zapytać o to, pewnie niektóre odpowiedzą, ale nie istnieje formalna ścieżka kontrolowania pozaschroniskowego przepływu zwierząt. Możemy dowiedzieć się – co do sztuki i co do grosza – jak przebiegała opieka nad zwierzętami w każdej gminie w Polsce i w każdym z ponad 200 schronisk, bo są one zobowiązane do kontroli własnych finansów oraz prowadzenia ewidencji zwierząt, nie możemy jednak formalnie dowiedzieć się, ile zwierząt przebywa w organizacjach ochrony zwierząt. Możemy jedynie wierzyć w ich niewymuszone deklaracje. Że kiedy mówią: „U nas jest ponad 100 psów”, to faktycznie tyle ich jest.
Nie ma oficjalnych danych na temat liczby organizacji ochrony zwierząt w Polsce ani tego, ilu swoich przedstawicieli upoważniły one do podejmowania działań w swoim imieniu. Nie wiemy, ile zwierząt organizacje te przyjęły pod opiekę, ile komuś wydały, a ile spośród nich zakończyło swe życie. Skoro nie ma listy organizacji, to nie ma też możliwości podliczenia całościowo generowanych przez nie przychodów ani liczby zwierząt na ich utrzymaniu. W tym równaniu mamy do czynienia wyłącznie z iksami. Koszmar matematyka – raj wędkarza. Ponoć w mętnej wodzie ryby lepiej biorą.
Z jednej strony mówi się, że ludzie kłamią, a liczby nie, więc postaram się w niektórych miejscach wskazać przynajmniej rząd wielkości kwot, które są uzyskiwane dzięki tego typu działalności charytatywnej. Z drugiej zaś strony ponoć istnieją trzy rodzaje kłamstw: kłamstwa, wielkie kłamstwa i statystyki, nie będę zatem próbował podliczać czegoś, co miałoby się opierać o zdawkowe bądź niepełne dane. Pomijając już nawet, że w większości wypadków takie dane nie istnieją. Podjąłem kilka prób uzyskania faktycznych informacji, na przykład z urzędów gmin co do decyzji wydawanych na temat czasowego pozbawiania właścicieli zwierząt praw do nich. Jest to praca mozolna, czasochłonna i ostateczny jej rezultat nie jest wcale taki znowuż miarodajny. Można jedynie wnioskować, że liczby, na które część organizacji się powołuje, są wzięte z kapelusza, bo w rzeczywistości okazują się wielokrotnie niższe, ale to i tak zaledwie namiastka danych, dzięki którym ktoś mógłby wyciągać wnioski. Kiedyś podejmę kolejną próbę zebrania tego w całość, obecnie natomiast skupię się na konkretnych historiach, które w pewnym stopniu wpłynęły na moje (i nie tylko moje) postrzeganie środowiska polskiej ochrony zwierząt.
Postaram się też nie napisać, mimowolnie, poradnika dla nieuczciwych organizacji. Oczywiście jeśli ktoś potrafi czytać między wierszami, bez trudu wyciągnie wnioski, jak przełożyć opisywany schemat na własne działania, ale tego całkowicie uniknąć się nie da. Zresztą jest to swego rodzaju tajemnica poliszynela. Każdy zainteresowany wie, jak napisać skandalizujący nagłówek, jak naciągnąć historię zwierzęcia, zmienić kontrast na fotografii czy nawet sprowokować jakieś zajście, aby nagrać te kilka sekund, które później wiralem rozejdą się po internecie i pozwolą zarobić grubszą kasę. Jeżeli ktoś ma złe intencje, i jeszcze tych sposobów nie poznał, to prędzej nauczy się ich, śledząc działania konkurencji, niż z mojego antyporadnika. Chciałbym, żeby któregoś dnia darczyńcy sami zauważali, że jeśli zdjęcie przedstawiające cierpiące zwierzę jest przerobione przy użyciu programów graficznych, to prawdopodobnie jego autor próbuje wprowadzić ich w błąd. Kiedy zaś usiłuje wymusić na nich natychmiastową wpłatę, twierdząc, że już jutro, już za godzinę a właściwie minutę, dojdzie do tragedii, to jest to jedynie płytka manipulacja. Albo kiedy przedstawiona historia jest tak mało wiarygodna, że wręcz prosi się o jakiś dowód, to w głowie potencjalnego darczyńcy od razu powinna zapalać się czerwona lampka. Niestety nic takiego się nie dzieje i pewnie długo jeszcze nie będzie się dziać. Niezbyt zaawansowane socjotechniki są normą w działaniach bardzo wielu organizacji. Dają się na nie nabierać politycy i dziennikarze, trudno więc, żeby przypadkowy darczyńca, który ma ochotę poświęcić co najwyżej 60 sekund na analizę wyświetlanych mu treści, patrzył na to wszystko krytycznie. Szczególnie że faktyczny cel zrzutki może go nawet nie interesować. Być może on jedynie kupuje sobie właśnie odrobinę czystego sumienia – za te 20, 50 czy 100 złotych. A organizatorzy zrzutek, w tym niekoniecznie uczciwi aktywiści, doskonale o tym wiedzą…
Tylko mnie nie o pieniądze tu chodzi. Te są jedynie wątkiem pobocznym, jakimś dopełnieniem całości. Aktywistów dzielę na trzy kategorie, oczywiście w wielkim uproszczeniu.
Do pierwszej i najliczniejszej kategorii należą ci, którym zależy na dobru zwierząt. Tych mamy najwięcej, choć najmniej się o nich słyszy. Ich nadrzędnym celem jest pomoc zwierzętom, a co za tym idzie – są niegroźni. Zdarzają im się pomyłki i błędy, potrafią być złośliwi bądź mściwi, jak wszyscy ludzie, ale koniec końców ich priorytetem są zwierzęta, więc z reguły są niegroźni, nie chcą nikogo skrzywdzić. Nawet jeśli w drodze jakiejś fatalnej pomyłki może im się to przytrafić.
Druga kategoria, mniej liczna, choć bardzo głośna, obejmuje tych, dla których pieniądze są celem samym w sobie, a zwierzęta głównie środkiem do tego celu. Prawdopodobnie w większości nawet lubią zwierzęta, ale na potrzeby zwiększenia swoich zysków są gotowi zaryzykować ich dobro. Porzucić psa w schronisku, jeśli ten nie generuje przychodów, pozbawić kota leczenia, jeśli ten narusza ich budżet. Cynizm w ich wykonaniu nie jest rzadkością, raczej normą. Doskonale wiedzą, jak wpłynąć na otoczenie, aby wydusić z niego ostatni grosz. Bywają groźni, bo w realizacji swoich celów pozbywają się wszelkich przeszkód, które staną im na drodze.
No i jest trzecia kategoria działaczy, skupiająca tych moim zdaniem najgroźniejszych. To są ci, którym nie chodzi o zwierzęta ani nawet zarabianie za ich pomocą. Mogą poświęcić jedno i drugie, aby osiągnąć swój cel. A celem tym jest władza – w każdej odmianie. Przy odpowiednim – że tak powiem – zakręceniu się wokół polityków może to być władza dająca bezkarność. Może to być rząd dusz – dowodzenie prywatną armią ludzi niszczących wrogów na każde zawołanie. Władza może być medialna lub ekonomiczna. Może to być też najprostsza forma władzy – panowanie nad drugim człowiekiem. Na przykład poprzez kontrolowanie jego losu – tego, co się wydarzy w jego życiu oraz z jego zwierzętami. Działacz z tej trzeciej kategorii nie znosi sprzeciwu, nie uznaje kompromisów i jest gotowy poświęcić bardzo wiele, w tym zwierzęta oraz pieniądze, aby zdobyć upatrzoną przez siebie formę władzy.
Oczywiście jest to ogromne uproszczenie. Można łączyć w sobie cechy wszystkich trzech kategorii, a jedna organizacja może zrzeszać reprezentantów każdej z nich. Można też ewoluować – jak poglądy – i przechodzić z jednej kategorii do pozostałych. W tej książce najwięcej miejsca poświęcę właśnie tej trzeciej kategorii. Z prostej przyczyny – uważam ich przedstawicieli za niebezpiecznych. Zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt.
------------------------------------------------------------------------
1.
* Od powstania strona posiada łącznie kilkunastu administratorów, w tym lekarzy weterynarii oraz zasłużonych działaczy na rzecz zwierząt.Przypisy
WSTĘP
1.
1
W 2023 r. Polacy wyprodukowali min. 66 tys. nowych bezdomnych psów, Obrona-zwierzat.pl, 5.08.2025, https://www.obrona-zwierzat.pl/aktualnosci/1789-w-2023-r-polacy-wyprodukowali-min-66-tys-nowych-bezdomnych-psow.html .
ROZDZIAŁ PIERWSZY
1.
2
Fundacja zbiera na Chate, Pomagam.pl, https://web.archive.org/web/20190901035714/https://pomagam.pl/chata .
2.
2
Chata zwierzaka w magazynie ekspresu reporterów, Fundacja Chata Zwierzaka, Facebook.com, 5.02.2020, https://www.facebook.com/watch/?v=490618568310947 .
3.
3
Opis własny Fundacji Chata Zwierzaka, Ratujemyzwierzaki.pl, https://www.ratujemyzwierzaki.pl/chatazwierzaka .
4.
4
L. Łuniewska, Tylko tysiąc złotych grzywny dla „obrońcy zwierząt” za skopanie psa. Drastyczne nagranie, PAP.pl, 3.03.2023, https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1543925%2Ctylko-tysiac-zlotych-grzywny-dla-obroncy-zwierzat-za-skopanie-psa .
5.
5
Tamże.
6.
6
Oświadczenie w sprawie Fundacji Ochrony Zwierząt Chata Zwierzaka, Fit Dzik, Facebook.com, 30.05.2023, https://www.facebook.com/FitDzik/posts/pfbid0jMWThSaaCLVh9rw3mEbEtkSyCf7DctewwFqmTjwwUV49VsxJTJx2C517PbyfVAonl .
7.
7
Dzień dobry i wracamy…, Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych, Facebook.com, 3.03.2023, https://www.facebook.com/czarnalistapro/ videos/594250202597224 . Cytowany fragment poddano podstawowej obróbce redaktorsko-korektorskiej .
8.
8
Tamże.
9.
9
Aby przetrwać, Pomagam.pl, https://web.archive.org/web/20221 001113107/https://pomagam.pl/abyprzetrwac ; Fundacja Chata Zwierzaka, Facebook.com, 21.09.2022, https://www.facebook.com/photo/?fbid=461643296003766&set=pb.100064742976911.-2207520000 .
10.
10
Zawiadomienie o odmowie wszczęcia dochodzenia z dnia 30.06.2023, Prokuratora Rejonowa w Ostrowi Mazowieckiej, sygn. akt 4025-0.Ds718.2023.
11.
11
Wyrok nakazowy w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 29.06 2023, Sąd Rejonowy w Ostrowi Mazowieckiej II Wydział Karny; Wyrok w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej z dnia 30.09 2024, Sąd Rejonowy w Ostrowi Mazowieckiej II Wydział Karny, sygn. akt II K 9/24; L. Łuniewska, Tylko tysiąc złotych grzywny dla „obrońcy zwierząt” za skopanie psa. Drastyczne nagranie, PAP.pl, 3.03.2023, https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1543925%2Ctylko-tysiac-zlotych-grzywny-dla-obroncy-zwierzat-za-skopanie-psa .
12.
12
Happening w obronie lisów pod ostrołęckim kinem, eOstrołęka.pl, 25.11.2017, https://www.eostroleka.pl/happening-w-obronie-lisow-pod-ostroleckim-kinem-zdjecia,art63583.html .
13.
13
M. Jabłońska, Stowarzyszenie Obrońców Zwierząt odebrało psy spod kościoła w Jednorożcu. Porozmawialiśmy z księdzem, InfoPrzasnysz.com, 4.11.2021, https://www.infoprzasnysz.com/stowarzyszenie-obroncow-zwierzat-odebralo-psy-spod-kosciola-w-jednorozcu-porozmawialismy-z-ksiedzem/ .
14.
14
Czas ujawnić prawdę…, Przytulisko OdNowa, Facebook.com, 11.05.2024, https://www.facebook.com/ratujemybezdomniaki/posts/pfbid0LPupuFewwbxyjWzPonM2SNbbWFLZmfxXqPcWM5nu6oLc5Ub3vhB8fGKC82RazS2sl .
15.
15
Wychodząc naprzeciw prośbie…, Historia psów z Odnowa, Facebook.com, 1.09.2023, https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=pfbid08aqUZvCiH8SirmEHThxto6rpPAFC6iehv7mxgnxX2wSkB7Y8e2JkTdEKC8TDZNfl&id=100090297520914 .
16.
16
„Sprawa dla reportera” w Gnatach. Konfliktem w przytulisku zajęła się Elżbieta Jaworowicz, Moja-Ostrołęka.pl, 29.01.2021, https://www.moja-ostroleka.pl/aktualnosci/sprawa-dla-reportera-w-gnatach-konfliktem-w-przytulisku-zajela-sie-elzbieta-jaworowicz-zdjecia-wideo ; B. Modzelewska, Gnaty. Przytulisko dla zwierząt w „Sprawie dla reportera” Elżbiety Jaworowicz, 29.01.2021, Ostrołęka.NaszeMiasto.pl, 22.02.2021, https://ostroleka.naszemiasto.pl/gnaty-przytulisko-dla-zwierzat-w-sprawie-dla-reportera/ar/c1-10017307 .
17.
17
Gnaty. Przytulisko „OdNowa” przestanie już wkrótce funkcjonować w Gnatach? Wiele na to wskazuje, Ostrołęka.NaszeMiasto.pl, 14.03.2021, https://ostroleka.naszemiasto.pl/gnaty-przytulisko-odnowa-przestanie-juz-wkrotce/ar/c1-9887321 .
18.
18
B. Modzelewska, Gnaty. Przytulisko…
19.
19
Przytulisko w Gnatach. Interwencyjny odbiór psów, Ostrołęka.NaszeMiasto.pl, 13.06.2024, https://ostroleka.naszemiasto.pl/przytulisko-w-gnatach-interwencyjny-odbior-psow-13-06-2024/ar/c1-9873049 .
20.
20
Edycja: Edycja: W dniu 18 kwietnia…, Stowarzyszenie Podaj Łapkę Ochrona zwierząt z Terenu Powiatu Ostrołęckiego, Facebook.com, 15.02.2023, https://www.facebook.com/story.php?story_fbid=862318991537670&id=100032787323928&rdid=BOuaYgiPJ5uAjuKe# .
21.
21
Historia psów z Odnowa, Facebook.com, https://www.facebook.com/profile.php?id=100090297520914 .
22.
22
Lelis Interwencja, Żaneta Cwalina-Śliwowska Posłanka na Sejm RP, Facebook.com, https://www.facebook.com/watch/?v=437778849047420&rdid=DVclBROwuSeProfU ; Przytulisko w Gnatach. Interwencyjny…
23.
23
Miała się opiekować zwierzętami, została skazana za znęcanie. Prezeska fundacji z wyrokiem, TVN24.pl, 9.11.2024, https://tvn24.pl/tvnwarszawa/okolice/ostroleka-miala-sie-opiekowac-zwierzetami-zostala-skazana-za-znecanie-st8172658 .
24.
24
Apelacja z dnia 19.08.2024 Magdaleny Nowakowskiej do Sądu Okręgowego w Ostrołęce, sygn. akt II K 773/23.
25.
25
K. Rogowska, Szczątki zwierząt ukryli w lodówkach. Ruch prokuratury w sprawie schroniska w Hucisku, Tokfm.pl, 21.10.2024, https://www.tokfm.pl/polska/malopolskie/tokfm-7-189656-31402284-szczatki-zwierzat-ukryte-w-lodowkach-ruch-prokuratury-w-sprawie .
26.
26
Tamże.
27.
27
Zob. na przykład: Trzymamy kciuki…, Bozenka Kondrc, Facebook.com, 12.11.2023, https://www.facebook.com/bozena.kondracka/posts/pfbid0AXSfYyxyFvzX2sFqVz5juXdUcNDMu4J6pYag7LVqSDUhAA6iF P2KQzrcEbzWphdxl .
28.
28
Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 9.03.2022, Sąd Rejonowy w Chrzanowie, II Wydział Karny, sygn. akt II K 211/21.
29.
29
37 martwych zwierząt w siedzibie fundacji w Toruniu. „Sprawca nie popełnił przestępstwa”, Gra.fm, 13.01.2025, https://gra.fm/torunska-kocia-straz-37-martwych-zwierzat-w-siedzibie-fundacji-w-toruniu.html .
30.
30
Ł. Buczkowski, 37 martwych zwierząt w siedzibie fundacji. Jest decyzja sądu ws. Joanny W. z Torunia, RadioZet.pl, 5.11.2025, https://wiadomosci.radiozet.pl/torun/37-martwych-zwierzat-w-siedzibie-fundacji-jest-decyzja-sadu-ws-joanny-w-z-torunia .
31.
31
Więzienie dla kata zwierząt. „Jak na polskie warunki to bardzo wysoki wyrok”, TVN24.pl, 27.05.2020, https://tvn24.pl/trojmiasto/szczecin-piec-lat-wiezienia-dla-kata-zwierzat-st4595546 ; Torturował i mordował zwierzęta domowe. Sąd podniósł mu karę do 5 lat więzienia, Wyborcza.pl, 27.05.2020, https://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/7,34939,25977081,torturowal-i-mordowal-zwierzeta-domowe-sad-podniosl-mu-kare.html ; A. Prochocka, Zapadł najwyższy w Polsce wyrok za znęcanie się nad zwierzętami!, Psy.pl, 8.02.2021, https://www.psy.pl/prawdziwe-historie/najwyzszy-w-polsce-wyrok-za-znecanie-sie-nad-zwierzetami .