Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Jan Luksemburski - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
18 maja 2026
5600 pkt
punktów Virtualo

Jan Luksemburski - ebook

Jan Luksemburski, od 1310 roku król Czech, wysuwający też pretensje do tronu polskiego, to postać niezwykle barwna. Przez jednych uważany był za wzór rycerza, przez innych za niespokojnego awanturnika, który próbował podporządkować sobie kolejne ziemie. Zginął w bitwie pod Crecy, gdy mimo ślepoty kazał się prowadzić do walki. Książka Wojciecha Iwańczaka jest pierwszą polską monografią tej postaci, dokonującą ważnego przewartościowania poglądów na temat stosunku Luksemburczyka do Polski. Autor porusza zarówno tematy wielkiej polityki europejskiej tego okresu, jak i zagadnienia związane z gospodarką, społeczeństwem, kulturą oraz szeroko rozumianą obyczajowością doby średniowiecza.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

SPIS RZECZY

Zamiast wstępu 5

Odsłona 1. Dzieciństwo i wczesna młodość 9

Odsłona 2. Wkroczenie na ścieżkę czeską 29

Odsłona 3. W poszukiwaniu stabilizacji 43

Odsłona 4. Sen o koronie cesarskiej 55

Odsłona 5. Kłopoty z opozycją szlachecką i z żoną 65

Odsłona 6. Król nie jeździ na koniu, ale lata 87

Odsłona 7. Mieszkanie dla króla 94

Odsłona 8. Fundator i mecenas? 102

Odsłona 9. Pecunia non olet 118

Odsłona 10. Państwo się powiększa 129

Odsłona 11. Jan a sprawa polska 138

Odsłona 12. Awantura włoska 166

Odsłona 13. Karyntia, Tyrol – walka o drogę na południe 180

Odsłona 14. W roli krzyżowca 193

Odsłona 15. Ziemia ojczysta jest najsłodsza 208

Odsłona 16. Niepomny własnego zdrowia… 227

Odsłona 17. Dyplomata, polityk, strateg małżeński 255

Odsłona 18. Trudna miłość do syna 282

Odsłona 19. Ostatnia wola i ostatnia walka 296

Odsłona 20. Stan zdrowia monarchy i życie po życiu ciała królewskiego 317

Odsłona 21. Jan Luksemburski w ocenie współczesnych – narodziny mitu 329

Postscriptum 344

Wskazówki bibliograficzne 350

Indeks osób 364

Indeks nazw geograficznych i etnicznych 385

Spis ilustracji 396

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8442-045-4
Rozmiar pliku: 6,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ZAMIAST WSTĘPU

Bohater tej książki miał ciekawe życie. Z pewnością dlatego, że czasy były ciekawe, ale głównie dlatego, że taki żywot sobie właśnie zaprojektował. Aż dziw bierze, że do tej pory żaden reżyser nie podjął się pokazania jego niezwykłych losów na ekranie. Właściwie tworzą one gotowy scenariusz, zawierający wszystko, czego może oczekiwać wymagający odbiorca. Przede wszystkim uderza niezwykłe tempo, za sprawą którego przesuwają się przed oczami naszej wyobraźni kolejne epizody z życia tego niezwykłego władcy. Żył szybko i intensywnie, a wielością wydarzeń, jakie zmieścił w swojej pięćdziesięcioletniej ziemskiej wędrówce, mógłby z powodzeniem obdzielić kilka biografii. Ten wieczny pośpiech zastanawia, ale przy bliższym przyjrzeniu się odkrywamy, że przeważnie nie był to pośpiech bezmyślny, zazwyczaj miał swoje przyczyny. Były one różne i o tym, między innymi, jest ta książka. W życiorysie króla znajdziemy również wszystko to, co tworzy interesującą fabułę. Jest tam miłość i nienawiść, walka o władzę i subtelne działania dyplomatyczne. Wszystko to rozgrywa się w przestrzeni bardzo rozległej, terenem aktywności Jana Luksemburskiego była praktycznie cała Europa, widywano go we Francji i w Italii, w Austrii i w krajach nadbałtyckich, jego itinerarium – o którym będzie mowa szerzej – jest doprawdy imponujące. Do tego trzeba dodać to, co w największym stopniu stworzyło legendę tego monarchy: stał się on dla wielu obserwatorów i późniejszych autorów najdoskonalszym wcieleniem wzorcowego rycerza, wojownika, który ponad wszystko przedkłada honor rycerski i jest mu wierny w każdej sytuacji. Inni widzieli w nim znakomity przykład błędnego rycerza, momentami zawadiakę, który wędrówkę, ciągłe zmagania, szukanie przygód uczynił podstawową treścią swego życia. Łatwo zauważyć, że już samo określenie „błędny rycerz” zakłada pewien irracjonalizm tych działań, z punktu widzenia pragmatyki trudno się w nich doszukać elementów pozytywnych czy, innymi słowy, przemyślanych. Opinia takiego właśnie niezbyt rozsądnego miłośnika przygód kojarzona była z Janem Luksemburskim wielokrotnie.

Oczywiście nasz bohater nie zaistniałby na kartach historii w sposób tak efektowny, gdyby nie cały splot różnych przyczyn i uwarunkowań międzynarodowych. Jako hrabia małego Luksemburga nie miałby szans stać się postacią tej miary, byłby zapewne jednym z wielu reprezentantów idei rycerskiej mającej już za sobą swoje apogeum w epoce, którą w klasycznej rozprawie Johan Huizinga określił jako „jesień średniowiecza”. W rezultacie zupełnie nieprawdopodobnego ciągu zdarzeń Jan Luksemburski został wybrany na króla Czech i to umożliwiło mu kontakt z przedstawicielami najważniejszych elit europejskich, dało koneksje z wieloma czołowymi rodami panującymi na kontynencie. Nie przestał być przy tym władcą małego Luksemburga i odtąd dzielił swój czas pomiędzy „małą” ojczyznę i tę nową, środkowoeuropejską, gdzie był człowiekiem nowym i gdzie napotkał – co było oczywiście do przewidzenia – masę problemów, z którymi radził sobie na różne sposoby. Uzyskanie zaufania nowego środowiska przychodziło mu z oporami i właściwie nigdy nie został na ziemiach czeskich zaakceptowany całkowicie. Poprzeczkę trudności podnosił młody wiek Jana Luksemburskiego – wybrano go na tron czeski, gdy miał zaledwie czternaście lat. Znalazł się w obcym kraju, nie znając miejscowego języka, jako główny bagaż doświadczeń przywiózł ze sobą kilkuletni pobyt na dworze francuskim Filipa IV Pięknego.

Przypinano mu różne etykietki, nie tylko wzmiankowanego wyżej błędnego rycerza. Jeden z wybitnych autorów czeskich, Josef Šusta, określił go w tytule swej książki jako „króla cudzoziemca”, a inny z historyków czeskich, Jiří Spěváček, zobaczył w nim króla dyplomatę. Dodajmy, że z perspektywy historii Polski Janowi Luksemburskiemu przypisywano niezbyt zaszczytną rolę monarchy wrogiego Polsce i jej interesom, sojusznika zakonu krzyżackiego, odwiecznego nieprzyjaciela kraju Piastów i Jagiellonów. Do tego Jan przez długi czas używał tytułu króla Polski, który skądinąd prawnie mu w pełni przysługiwał jako jednemu z następców króla Czech i Polski Wacława II. Wśród historyków polskich nie cieszył się więc nasz wojowniczy władca sympatią, wręcz odwrotnie, czasami określano go nawet jako przedstawiciela dążeń do germanizacji Polski.

Jego życie wzbudziło niezwykłe emocje wśród współczesnych, ale późniejsze losy jego mitu czy legendy zasługują również na zainteresowanie, głównie dlatego, że przybierały różne formy. Dodajmy wreszcie, że do niespokojnego życia i nie mniej niespokojnego życia po życiu dostroiły się losy jego doczesnych szczątków, które wichry historii poddały wielu różnym przygodom, by pozwolić im wreszcie po latach spocząć w krypcie wielkoksiążęcej katedry Najświętszej Marii Panny w mieście Luksemburgu. Prześledzimy tę wędrówkę ciała Jana Luksemburskiego dokładniej w toku dalszego wywodu.

Opisać życie tego władcy można na wiele różnych sposobów. Gromadzenie faktów, drobiazgowa chronologiczna relacja przyniosą bez wątpienia pewną sumę wiedzy, ale w jakim stopniu przybliży nas do rekonstrukcji prawdziwego obrazu Jana Luksemburskiego? Oczywiście można natychmiast odpowiedzieć, że prawdy i tak nigdy nie poznamy, ale należy dążyć przynajmniej do odtworzenia klimatu epoki, której dzieckiem był nasz bohater i której kształt w znacznym stopniu – na tyle, na ile jest to dane jednostce – współtworzył. W tej sytuacji książka ta nie jest biografią w sensie tradycyjnym, nie dąży do przekazania wszystkiego, co wiemy o Janie Luksemburskim, w postaci uporządkowanego chronologicznego wywodu. Selekcja materiału została przeprowadzona pod kątem wydobycia cech charakterystycznych dla czasów, w których przyszło mu żyć. Jest to wybór – jak każdy – subiektywny i autor w pełni zdaje sobie z tego sprawę. Jednakże mam nieodparte wrażenie, że ograniczenie się do przedstawienia nawet wyczerpującej relacji faktograficznej nie wydobyłoby tego, co najważniejsze, a wręcz przeciwnie, mogłoby spłaszczyć i zubożyć kreślony portret. Mój zamysł jest więc nieco odmienny i może pociągnąć za sobą nawet pewne niekonsekwencje chronologiczne. Zamierzam bowiem pokazać Jana z rozmaitych perspektyw i w różnych kontekstach i w ten sposób wydobyć różne oblicza i formy aktywności tej fascynującej postaci. Temu właśnie ma służyć narracja w kolejnych odsłonach. Być może pozwoli to lepiej uchwycić i zrozumieć fenomen Jana Luksemburskiego, króla, który doczekał się tak różnych – często przeciwstawnych – ocen i u współczesnych, i u potomnych.ODSŁONA 1
DZIECIŃSTWO I WCZESNA MŁODOŚĆ

Nasz bohater pojawił się na świecie 10 sierpnia 1296 roku. O jego pierwszych latach życia wiemy niewiele, ale jest to sytuacja dość typowa dla średniowiecza. Zachowana dokumentacja dotyczy przecież zazwyczaj ludzi dorosłych, którzy mieli istotny wpływ na bieg wydarzeń, o dzieciach nie można z reguły tego powiedzieć, nawet o dzieciach rodów panujących. Poza tym trudno doprawdy było przewidzieć, że owo niemowlę płci męskiej zrobi później tak zawrotną karierę w ówczesnym świecie.

Zamek Luksemburg, gdzie narodził się Jan, stanowił centrum hrabstwa, które miało już dość długą historię, ale dopiero od niedawna życie uległo tam znacznemu przyspieszeniu. Początków doszukują się historycy w X wieku, gdy uznawany za założyciela rodu Zygfryd, pochodzący z tak zwanej rodziny ardeńskiej wywodzącej swe korzenie od Karolingów, podpisał umowę o wymianie ziem z opactwem benedyktyńskim św. Maksymina w Trewirze. W zamian za ziemie usytuowane w Feulen koło Echternach otrzymał zamek zbudowany na skalistym cyplu nad rzeką Alzette. Tak powstał Luksemburg, który nazywał się wówczas Lucilinburhuc, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „mały zamek”. Te początki są na poły legendarne, jak to zazwyczaj się dzieje w odniesieniu do praojców czy protoplastów dynastii europejskich (zresztą nie tylko europejskich), a w przypadku Luksemburga dochodzi jeszcze postać, która stała się jedną z najpopularniejszych w literaturze i folklorze europejskim, a mianowicie Meluzyna. Ta mityczna wróżka morska, która w połowie posiadała ciało węża albo smoka, uchodzi za pramatkę owego Zygfryda, a zarazem dynastii Luksemburgów, a jako dobra wróżka czuwa nad bezpieczeństwem i pomyślnością kraju.

Zygfryd pozostawił zamek luksemburski z przyległościami najmłodszemu synowi, Fryderykowi. Męska linia rodu wygasła w 1136 roku na Konradzie II, całe zaś terytorium przejęli hrabiowie z Namur, hrabstwa położonego na północny wschód od Luksemburga. Ostatni męski potomek rodu z Namur, Henryk I zwany Ślepym, nie miał synów i zostawił po sobie tylko córkę Ermezyndę urodzoną w 1186 roku. Chcąc zabezpieczyć losy kraju, zaręczył ją już jako dwulatkę z hrabią Szampanii, ale te plany małżeńskie nie zostały zrealizowane. Ermezynda okazała się osóbką bardzo przedsiębiorczą i po śmierci ojca wyszła za mąż za hrabiego Baru Tybalda. Po śmierci małżonka w 1214 roku odziedziczyła po nim hrabstwo Baru. Nie cieszyła się wszakże długo wdowieństwem i jeszcze w tym samym roku wydała się za księcia Limburgii i margrabiego Arlon Walrama III. Poszerzenie terytorium Luksemburga było dość znaczne, a co istotne, nowo przyłączone ziemie – w odróżnieniu od rdzennego Luksemburga, lesistego i niezbyt urodzajnego – znacznie lepiej nadawały się do upraw rolnych. Wśród nabytków znalazły się między innymi Laroche, Durbuy, Thionville, Falkenstein, Bitburg, Ligny i Dahl. Nie mniej istotne było nawiązanie stosunków lennych z feudałami z Lambach, Bissen, Schönberg, Chiny, Ligny, Junglistern, Burscheid, Septfontaines, Salm czy Boland. Długie rządy Ermezyndy – zmarła w 1247 roku – to okres bardzo pomyślny dla dziejów Luksemburga, nabytkom terytorialnym towarzyszył rozwój miast i handlu, zakładanie nowych klasztorów, w sumie pozostawiła po sobie zwarte państwo, dając mu podstawy pod przyszły rozwój.

Trudne chwile przeżywał Luksemburg w okresie wojny o sukcesję limburską w latach osiemdziesiątych XIII wieku. Przyczyną był spór o dziedzictwo po jedynej córce ostatniego księcia Limburgii Walrama V, Irmgardzie. Po śmierci ojca Irmgarda podarowała całą Limburgię swemu mężowi Reinaldowi von Geldernowi. Panowanie nad tymi terenami dawało Reinaldowi tytuł księcia całej Dolnej Lotaryngii, co potwierdził król niemiecki Rudolf I Habsburg w 1282 roku. Irmgarda zmarła w 1283 roku, a ponieważ małżeństwo nie miało potomstwa, powstały spory o dziedziczenie, gdyż prawo dynastyczne nie gwarantowało sukcesji krewnym w linii żeńskiej. Wśród pretendentów do tronu pojawił się między innymi bratanek zmarłego Walrama V Adolf V von Berg, Reinald von Geldern zaś zyskał poparcie dziadka naszego bohatera, Henryka III Luksemburskiego, jego brata Walrama de Ligny, jego kuzyna Walrama von Valkenburga, Walrama von Jülicha i kilku innych możnowładców. Początkowo negocjacje przebiegały spokojnie i wydawało się, że następcę tronu Limburgii uda się wyłonić w drodze porozumienia. Sytuacja zmieniła się radykalnie, gdy do akcji wkroczył książę Jan I Brabancki, który pragnął objąć władzę nad całą Dolną Lotaryngią, przyłączając do niej Limburgię. W 1283 roku wypowiedział wojnę Reinaldowi. Przez następne pięć lat dochodziło do drobnych potyczek, które doprowadziły do całkowitego spustoszenia Limburgii, ale decydująca próba sił nastąpiła w 1288 roku pod Worringen koło Kolonii.

Była to duża i krwawa bitwa. Przeciwko Janowi I Brabanckiemu wystąpił dziad Jana Luksemburskiego, Henryk III. W koalicji zmontowanej, aby zapobiec roszczeniom Jana Brabanckiego, znalazł się również arcybiskup Kolonii Zygfryd von Westerburg, który obawiał się o utratę swych wpływów w Dolnej Nadrenii, a także między innymi limburski ród rycerski Skavedriesch, Reinald von Geldern i Walram von Valkenburg. W maju 1288 roku Henryk III Luksemburski skierował swe wojska w stronę Kolonii. W końcu maja spotkał się z Reinaldem von Geldernem i jego sprzymierzeńcami w Valkenburgu i tam Reinald odsprzedał prawa do księstwa Geldrii za 40 000 denarów brabanckich dziadowi Jana Luksemburskiego i jego bratu Walramowi. Zirytowany tymi uzgodnieniami Jan I Brabancki wyruszył w kierunku Valkenburga, a potem Kolonii. Książę brabancki planował między innymi zburzenie zamku w Worringen należącego do wrogiego mu arcybiskupa Zygfryda von Westerburga. Właśnie pod Worringen odbyła się 5 czerwca bitwa. Najbardziej nas interesujące siły luksemburskie zajęły pozycje naprzeciw Brabantczyków. Była to środkowa część frontu i tam właśnie wybuchła niezwykle gwałtowna walka. W jej efekcie zginęła duża część przywódców dynastii Luksemburgów, w tym sam dziad Jana Luksemburskiego Henryk III, jego brat Walram, synowie Baldwin i Henryk, Henryk von Houffalize i kilku innych krewnych. Zmagania trwały do godziny siedemnastej i zakończyły się zdecydowanym triumfem armii księcia brabanckiego. Ocenia się, że w bitwie starło się około 10 000 walczących, chociaż pamiętać należy, że wszelkie obliczenia i statystyki dotyczące bitew średniowiecznych są zawsze mocno przybliżone, a autorzy podają bardzo rozbieżne szacunki, często związane z orientacją polityczną czy narodową, jaką reprezentowali. Dominowali pod Worringen wojownicy konni, ale udział piechoty był dość znaczny po obu stronach. Na polu bitwy padło około 1100 walczących, a dalszych 700 zmarło później w wyniku ran. W Kolonii naliczono po walce 700 wdów. Jako ciekawostkę warto odnotować istotny wpływ piechoty chłopskiej, która w znacznym stopniu przesądziła o losach konfrontacji. Chłopi zdobyli wóz flagowy arcybiskupa kolońskiego, co spowodowało ostateczne złamanie oporu jego wojsk. Obserwatorzy charakteryzują ich postawę jednak jako bardzo chaotyczną. Atakowali podobno wszystkich rycerzy, którzy im stanęli na drodze, nie patrząc, czy reprezentują oni wroga, czy sojusznika, stąd wielu rycerzy wolało dać się wziąć do niewoli rycerstwu wroga, niż narażać się na śmierć z ręki rozjuszonych chłopów. Można się tu domyślać także uzewnętrznienia na placu boju jakichś konfliktów społecznych i nienawiści biednych wobec bogatych, ale atakowanie przez piechotę chłopską wojowników konnych bez oglądania się na to, czy walczą ze swoimi, czy z obcymi, wynikało również z pewnością ze słabej orientacji w zgiełku bitewnym. Z jednej strony mamy brak znajomości znaków rozpoznawczych, jakimi były dla zakutych w zbroje rycerzy herby, z drugiej – konieczność szybkiego ataku czy obrony nie pozostawiała czasu na zastanawianie się nad przynależnością przeciwnika.

Konsekwencje tej ważnej bitwy były wielorakie. Wojowniczy arcybiskup Zygfryd von Westerburg został jeńcem hrabiego Adolfa V von Berga i przez prawie rok przebywał w niewoli. Po wyjściu na wolność musiał zapłacić 12 000 marek zwycięzcom i zrzec się praw do spornych ziem. Kilka zamków, w tym Worringen, miało zostać rozebranych. Książę brabancki otrzymał 1 września 1292 roku księstwo Limburgii od nowo mianowanego króla rzymsko-niemieckiego Adolfa von Nassau, a w herbie brabanckim wkrótce znalazł się lew limburski. Śmierć czołowych przedstawicieli rodu Luksemburgów pod Worringen nie doprowadziła jednak do jakiegoś głębszego załamania kraju. Władzę przejął najstarszy żyjący syn Henryka III, Henryk IV, późniejszy cesarz, który w chwili śmierci ojca miał około 13 lat. W jego imieniu krajem zarządzała matka Beatrycze Brabancka. Przyszły cesarz miał jeszcze dwóch braci, Walrama oraz Baldwina, przy czym ten ostatni, najmłodszy, zrobi niebawem błyskotliwą i szybką karierę, zostając (po studiach w Paryżu) w wieku 22 lat arcybiskupem Trewiru, na który to urząd wybrała go trewirska kapituła. Było to niezwykle prestiżowe stanowisko, gdyż arcybiskup Trewiru wchodził w skład kolegium siedmiu elektorów, którzy wybierali królów niemieckich i cesarzy rzymskich. Przypomnijmy, że oprócz czterech świeckich dostojników znajdowało się tam trzech arcybiskupów: Moguncji, Kolonii i Trewiru.

Już cztery lata po bitwie pod Worringen – dość nieoczekiwanie – doszło do zawarcia porozumienia pomiędzy Brabancją i Luksemburgiem, co w znacznym stopniu stało się za sprawą starań króla Francji Filipa IV Pięknego. Mąż zmarłej w 1283 roku hrabianki limburskiej Irmgardy, Reinald von Geldern, zrzekł się pretensji do Limburgii i skłonił zwycięzcę spod Worringen, Jana I Brabanckiego, do pogodzenia się z Luksemburgami. Trudno było wszakże wcześniej oczekiwać, że porozumienie to zostanie przypieczętowane przez małżeństwo córki Jana I Brabanckiego, Małgorzaty, z Henrykiem IV Luksemburskim. Tak oto śmiertelny wróg ojca Henryka IV zabitego pod Worringen, książę brabancki, został teściem jego najstarszego syna. Ponieważ takim skomplikowanym sprawom towarzyszyły często pewne zachowania rytualne, tutaj też przypuszczalnie doszło do swoistego symbolicznego odkupienia śmierci Henryka III i przelanej pod Worringen krwi. Oto Wauthier de Bisdome, rycerz, który miał w tej bitwie zadać dziadowi Jana Luksemburskiego śmiertelną ranę, pojawił się także na uroczystym ślubie młodej pary 9 czerwca 1292 roku w Tervuren. Wstępujący w związek małżeński Henryk IV podał Wauthierowi wspaniałomyślnie rękę na znak przebaczenia i zgody, odnosząc ten gest za pośrednictwem rycerza do księcia Brabancji, w którego służbach Wauthier wojował. Spektakl ten musiał zrobić spore wrażenie, a stanu ducha młodziutkiego pana młodego ściskającego dłoń mordercy swego ojca możemy się tylko domyślać. Być może potraktował to jako pragmatyczny gest czysto polityczny. Niezależnie od strony emocjonalnej, z pewnością przyniósł on w przyszłości spore profity zarówno dynastii luksemburskiej, jak i samemu krajowi. Skądinąd małżeństwo ojca Jana Luksemburskiego Henryka IV z Małgorzatą Brabancką okazało się bardzo szczęśliwe. Równolatkowie (być może Małgorzata była o rok młodsza) doczekali się syna i dwóch córek. Syn to oczywiście bohater tej książki Jan Luksemburski i on naturalnie przyciągał główną uwagę dworu jako pierworodny następca tronu. Jego młodsze siostry wszakże również zrobiły piękne kariery międzynarodowe i zajęły na europejskiej scenie politycznej ważne miejsca. Maria, urodzona w 1304 roku, została drugą żoną króla Francji Karola IV Pięknego, a młodsza od niej o rok Beatrycze wyszła za przedstawiciela dynastii Andegawenów, króla Węgier Karola Roberta. Z kolei Małgorzata Brabancka towarzyszyła mężowi w jego sukcesach, gdy w 1308 roku Henryk został wybrany na króla Niemiec. Małżonkę wraz z nim ukoronowano na królową. Wzięła z mężem udział w wyprawie do Italii w 1310 roku po koronę cesarską. Podczas oblężenia Brescii źle się poczuła (być może wskutek zarazy) i zmarła kilka miesięcy później w Genui. Tam też została pochowana w kościele św. Franciszka. Małżonek, który od 1312 roku nosił godność cesarską, w 1313 roku zlecił sławnemu rzeźbiarzowi i architektowi Giovanniemu Pisano wykonanie w Genui nagrobka Małgorzaty. Ten gotycki monument uważany jest za ostatnie wielkie dzieło artysty.

Porozumienie pomiędzy Luksemburgiem a Brabancją było efektem – jak wspomnieliśmy – działań króla Francji Filipa IV Pięknego. W tym okresie zaczyna się ściślejsze współdziałanie elity władzy Luksemburga z dworem francuskim. Małgorzata Brabancka była zresztą bratanicą króla Francji, więc małżeństwo Henryka IV siłą rzeczy wprowadziło go do sfery bliższych kontaktów z Francją. Dla niewielkiego Luksemburga była to z pewnością wielka szansa, by wypłynąć na szersze wody w polityce europejskiej. Państewko położone na pograniczu wpływów niemieckich i francuskich teraz zaczynało się wyraźnie opowiadać po stronie Francji. Naturalnie zachęty dynastów francuskich skierowane w stronę małego sąsiada nie były bezinteresowne. Francja przełomu XIII i XIV wieku, gdy na tronie zasiadał Filip IV Piękny, była państwem o wielkich ambicjach i dlatego nawet tak skromny na pierwszy rzut oka sojusznik mógł okazać się cenny. Rywalizacja z papiestwem, która doprowadziła do przeniesienia stolicy Państwa Kościelnego do Awinionu, dążenia do przeniknięcia jak najdalej w głąb Rzeszy, narastające spory z Anglią, które w niedalekiej perspektywie doprowadzą do wojny stuletniej, to wszystko wymagało stworzenia koalicji o jak najszerszym składzie. Ten skomplikowany układ powiązań i interesów politycznych w Europie miał doprowadzić do niezwykłej kariery Luksemburgów, którzy w szybkim tempie wyrośli na jedną z najwspanialszych dynastii na kontynencie.

Siostra księcia Jana I Brabanckiego, królowa wdowa Maria, zachęcona do działania przez brata, była jednym z inicjatorów małżeństwa Henryka IV z Małgorzatą Brabancką. Zanim do tego doszło, zaproponowano młodemu Henrykowi, by przybył na dwór francuski na wychowanie. Oferta została przyjęta z ochotą, a młody następca tronu Luksemburga otrzymywał za swe służby na dworze w Paryżu wynagrodzenie. Ta hojność władców Francji wobec dynastii Luksemburgów miała w późniejszym czasie dalszy ciąg; wielokrotnie – o czym jeszcze będzie mowa – z tej szczodrości korzystać będzie Jan Luksemburski. Oczywiście zawsze wiązały się z tym pewne zobowiązania. Wierność Francji doprowadzi Jana na pole bitwy pod Crécy, gdzie zginie, a młodziutki Henryk IV musiał zagwarantować, że wesprze Francję w ewentualnym konflikcie z Anglią.

Narodziny Jana Luksemburskiego 10 sierpnia 1296 roku stanowiły wydarzenie wielkiej wagi i z jego osobą wiązano ogromne nadzieje. Te niezwykłe oczekiwania – był wszak synem przyszłego cesarza, a także przyszłym królem Czech – towarzyszyły mu właściwie przez całe życie, a w każdym razie przez jego znaczną część. W tym właśnie niektórzy historycy upatrywali wielu niekonsekwencji czy wręcz sprzeczności w jego postępowaniu. Być może były to sprzeczności pozorne, a wynikały z frustracji i niemożności zrealizowania wielu planów i ambicji, syn cesarski zaś jak nikt inny miał do nich pełne prawo!

Pierwsze kontrowersje wynikły przy nadaniu niemowlęciu imienia, ojciec obstawał podobno przy kontynuacji tradycji rodowej i chciał, by syn pierworodny Henryka IV nazywał się Henryk V. Matka, Małgorzata Brabancka, przeforsowała jednak swoją propozycję i chłopczyk otrzymał imię Jan, na pamiątkę jej ojca, Jana I Brabanckiego. To matka okazywała dziecku niezwykle wiele troski, dbała o jego wychowanie, a swój udział w życiu chłopca miała też jego babka, dumna, wyniosła i inteligentna Beatrycze z Avesnes. W osobie Jana połączyły się niejako trzy główne gałęzie rodu Luksemburgów: luksembursko-limburska, z której pochodził jego ojciec Henryk IV, brabancko-luksemburska reprezentowana przez jego matkę Małgorzatę Brabancką i – _last but not least_ – ta gałąź, którą dopiero Jan miał założyć jako pierwszy władca Luksemburgów czesko-morawskich. Oczywiście największą sławę zdobyli ci ostatni, zwłaszcza za sprawą samego Jana, ale także jego syna Karola IV Luksemburskiego, przyszłego cesarza. Wracając do podniesionego wyżej wątku frustracji Jana Luksemburskiego, to nie należało do sytuacji zwyczajnych bycie synem cesarza, a następnie ojcem kolejnego Luksemburga, który osiągnął najwyższą świecką godność w świecie chrześcijańskim – cesarską. Koronacji cesarskiej swego syna Karola IV w Rzymie Jan już nie doczekał, ale był z pewnością głównym sprawcą jego wyboru na króla rzymskiego.

O wychowaniu arystokracji i przedstawicieli rodów panujących w owych czasach mówi się często, używając pojęcia „dworskie”. Takie też było z pewnością wychowanie małego Jana, aczkolwiek – o czym wspominaliśmy – zbyt wielu szczegółów z tym związanych nie znamy. Podobnie jak jego ojciec, a także stryjowie Baldwin i Walram, mały Jan wylądował w Paryżu na dworze królewskim. Był to najprawdopodobniej 1305 rok. Trzeba powiedzieć, że dwór Filipa IV, władcy europejskiego formatu, dawał wielkie możliwości młodemu przybyszowi. Przypomnieć się godzi, że jest to okres, gdy Francja awansuje do kręgu potęg międzynarodowych, a organizacja państwa przez Filipa IV odbiegała dość znacznie od tego, co było wcześniej. Jak pisze świetny znawca dziejów Francji Georges Duby, „ wśród pomocników monarchii, zaciekłych w znajdowaniu środków na prowadzenie polityki na wielką skalę, powstała w ostatniej ćwierci wieku XIII inna koncepcja królewskiej powagi. Jej propagatorami byli zwłaszcza urzędnicy przybyli z nowych domen langwedockich, «legiści», kształceni w prawie rzymskim w szkołach Bolonii i Montpellier; stworzyli oni doktrynę władzy królewskiej całkowicie przeciwstawną pojęciom, jakie wykształciła feudalna struktura władzy publicznej. Dla nich król Francji jest «cesarzem w swoim królestwie», co oznacza najpierw, że jest niezależny od wszelkiej innej władzy, odpowiedzialny tylko przed Bogiem. Niezależny od cesarza – ale Cesarstwo od śmierci Fryderyka Barbarossy jest już niczym na Zachodzie. Niezależny także od papieża, i wtedy właśnie królestwo wyzwala się – i to gwałtownie: wiemy, jak zacięty był zatarg Filipa Pięknego z Bonifacym VIII – spod papieskiej kurateli, właśnie wtedy Kościół Francji zaczyna uświadamiać sobie, że stanowi jednolite ciało związane o wiele ściślej z królem niż ze Stolicą Apostolską. Kto mówi o «imperium» króla, ten zarazem stwierdza wyraźnie, że przysługuje mu, nad wszystkimi poddanymi, władza suwerenna, której się nikomu nie wolno przeciwstawić. Jest to wskrzeszenie pojęcia obrazy majestatu, a zarazem ostateczne wydobycie potęgi królewskiej z jej otoczki feudalnej”. Takie poglądy spotykamy w wielu tekstach z owych czasów. W _Rex Pacificus_ z 1302 roku przeczytamy: „Papież nie jest najwyższym panem w sprawach doczesnych królestw, które nie są poddane Cesarstwu Rzymskiemu. Takoż i królestwo francuskie nie jest poddane Cesarstwu, wprost przeciwnie, ma – i od niepamiętnych czasów miało – ustalone granice dzielące je od Cesarstwa Rzymskiego. Tak więc papież nie jest panem królestwa francuskiego ani władzą zwierzchnią w sprawach doczesnych, ale jedynie w sprawach duchowych, jak wszędzie na tej ziemi .

Przez ponad sto lat królowie Francji cieszyli się nienaruszonym prawem do posiadania jedynie Boga za zwierzchnika w sprawach doczesnych, nie uznawali więc nad sobą żadnego innego władcy, ani imperatora, ani papieża. Z tego też wynika, że posiadając je tak długo i nieprzerwanie, zyskali sobie przywilej sprawowania całkowitej władzy we własnym królestwie”. W podobnym duchu wypowiadał się profesor Sorbony Jan z Paryża w dziele _De Potestate regia et papali_ z 1302 roku: „Nie jest konieczne, aby wszyscy wierni zjednoczeni byli w powszechnej wspólnocie, ale odpowiednio do różnorodności klimatów, języków i warunków społecznych mogą być różne sposoby życia i różne postanowienia i to, co jest dobre dla jednego ludu, nie musi być takie dla innego”.

Oczywiście na dworze funkcjonowali nie tylko administracja i urzędnicy. Dwór był także miejscem, gdzie działo się wiele ciekawego: odbywały się uroczystości dworskie, ceremonie, turnieje rycerskie, przyjmowano zagranicznych posłów, zbierały się sądy. Zresztą sam Paryż jako miasto przeżywał w czasach panowania Filipa IV wielki rozwój. Co prawda już co najmniej o stulecie wcześniej, niż władca ten objął rządy, Paryż stał się głównym centrum europejskim na północ od Alp, ale dopiero ten monarcha uczynił to miasto niekwestionowaną stolicą Francji. Wznoszono wiele budowli lub adaptowano już istniejące, planowano także gruntowną przebudowę centrum. To wszystko musiał obserwować mały Jan i wiele z tych obserwacji zostało mu w pamięci na całe życie. Przede wszystkim została mu sympatia, a nawet więcej, przywiązanie do monarchów francuskich, miłość do Francji zaś jest wątkiem, który przewija się – z różną intensywnością – przez całe jego burzliwe życie. Jan musiał także być świadkiem różnych działań i zabiegów politycznych i dyplomatycznych, których na wielkim dworze Filipa IV nie brakowało. Można się zastanawiać, w jakim stopniu działania legistów stały się wzorem dla jego późniejszej aktywności; w każdym razie talenty dyplomatyczne Jana Luksemburskiego doceniane były w całej Europie, czego liczne przykłady poznamy w trakcie dalszego wywodu.

Jan dzielił dzieciństwo i okres dorastania nie tylko ze stryjami Walramem i Baldwinem, lecz także z przebywającymi na dworze francuskim przyszłymi władcami tego kraju, Karolem IV Pięknym i Filipem VI Walezjuszem. Ta przyjaźń z dzieciństwa była później kontynuowana, na przykład Jan Luksemburski wziął udział w koronacji Karola IV Pięknego na króla Francji 21 lutego 1322 roku w Reims. Wtedy chyba uzgodniono pewne koligacje dynastyczne pomiędzy Kapetyngami i Luksemburgami, gdyż jeszcze w tym samym roku nowy król Francji wstąpił w związek małżeński z siostrą Jana, Marią. Była to druga żona Karola IV Pięknego; pierwsza, Blanka Burgundzka, została oddalona z dworu pod zarzutem zdrady. Z kolei kontakty z Filipem VI Walezjuszem, który zasiadał na tronie francuskim w latach 1328–1350, trwały przez wiele lat, a najmocniejszym sprawdzianem tej przyjaźni była pomoc króla czeskiego w bitwie Francuzów z Anglikami pod Crécy, gdzie – o czym będzie jeszcze szerzej mowa – złożył on ofiarę krwi. Innym prawdopodobnym kompanem tych dziecięcych i młodzieńczych lat Jana Luksemburskiego na dworze francuskim był przyszły hrabia Eu Raoul. Rzecz jest prawdopodobna, gdyż w czasach późniejszych Raoul wielokrotnie pojawia się w otoczeniu króla czeskiego. Warto może w tym miejscu opowiedzieć pokrótce o okolicznościach śmierci Raoula, człowieka wielce wpływowego, konetabla, czyli głównodowodzącego armii francuskiej w wojnie stuletniej, aczkolwiek nie ma to bezpośredniego związku z naszym głównym bohaterem (którego już nie było na tym świecie), ale dobrze oddaje koloryt epoki. Rzecz miała miejsce w 1350 roku, gdy tron francuski objął, po swym ojcu Filipie VI, Jan II Dobry. Władca ten działał w sposób chaotyczny, ale niezwykle wysoko cenił sobie honor rycerski. Ponieważ w pierwszym okresie wojny stuletniej z Anglią Francja ponosiła niepowodzenia, Jan II pragnął zmazać je i ogłosił w królestwie wielką mobilizację dla panów feudalnych, by byli gotowi stawić się, „gdy nadejdzie czas”. Pustka w skarbcu nie pozwalała jednak na podjęcie działań militarnych, za to król dokonał czynu, który nie przysporzył mu dobrej sławy. Doprowadził oto do egzekucji Raoula, przypuszczalnego towarzysza zabaw dziecięcych Jana Luksemburskiego. Sprawujący – jak powiedzieliśmy – funkcję konetabla Francji Raoul był człowiekiem wysoko ustosunkowanym i „tak pod każdym względem uprzejmym i miłym, że kochali go i podziwiali wszyscy wielcy panowie, rycerze, damy i panny”. Hrabia Eu został pojmany pod Caen w 1345 roku przez króla Anglii Edwarda III Plantageneta. Władca ten nigdy nie kierował się rycerską zasadą, że okup za jeńca szlachetnie urodzonego nie powinien przekraczać wysokości jego jednorocznego dochodu, nie mówiąc już o kwocie, która by mogła pojmanego zrujnować. Ustalił zatem tak wysoki okup dla hrabiego Eu Raoula, że ten nie mógł go zebrać przez cztery lata. Kiedy wyszedł wreszcie na wolność, pojawiło się podejrzenie, że swobodę uzyskał w zamian za odstąpienie Edwardowi swego strategicznego zamku i hrabstwa Guînes, sąsiadującego z Calais. Jedynie na podstawie podejrzeń, nie przeprowadziwszy żadnego postępowania sądowego ani publicznej oceny zdarzenia, król Jan rozkazał ściąć Raoula natychmiast po jego powrocie do Francji. Podobno przyjaciół hrabiego błagających go o darowanie Raoulowi życia wysłuchał w milczeniu, a odpowiedzieć miał, iż „nie uśnie, dopóki będzie żył hrabia Eu”. Inna wersja podaje, że ze łzami w oczach stwierdził: „Wy dostaniecie jego ciało, a my, król – jego głowę”.

Oczywiście w rezultacie zraził sobie szlachtę i rycerstwo, którego poparcia tak bardzo potrzebował. Egzekucja pana feudalnego tej rangi bez przeprowadzenia przewodu sądowego przed równymi mu stanem była czymś niesłychanym. Do tego król nie uznał za stosowne, by udzielić jakichkolwiek wyjaśnień czy przedstawić dowody zdrady Raoula. Finał tej sprawy był jeszcze bardziej niezręczny: oto urząd konetabla Jan II powierzył swemu krewnemu i faworytowi Karolowi d’Espagne, o którym mówiono, że był obiektem „nieczystego afektu” króla. Krążyła pogłoska, że to on namówił władcę do usunięcia hrabiego Eu, aby samemu objąć stanowisko, które oprócz prestiżu z racji sprawowania funkcji głównego wodza wojska dawało jeszcze spore dochody uboczne, związane z organizacją i wyposażeniem sił zbrojnych.

Podczas pobytu w Paryżu, mieście, do którego w latach późniejszych miał wielokrotnie wracać, Jan nie tylko przejmował kulturę dworską i rycerskie obyczaje, takie jak turnieje, których był zagorzałym zwolennikiem, ale i dojrzewał intelektualnie. Szczegółów nie znamy, ale sławny Uniwersytet Paryski zaliczał go później do swych studentów. Można domniemywać, że tu kontakty intelektualne ułatwił Janowi przebywający wtedy na studiach w Paryżu starszy o 11 lat stryj Baldwin, człowiek niezwykle wykształcony, wyborny dyplomata, późniejszy arcybiskup Trewiru, a przede wszystkim wierny sojusznik i mądry doradca Jana Luksemburskiego w jego licznych, często awanturniczych przedsięwzięciach. Jakie były konkretne efekty nauki w Paryżu, możemy się domyślać – Jan z pewnością poznał łacinę, francuskim zaś władał doskonale. Główną jednak skarbnicą wykształcenia Luksemburczyka była praktyka życiowa, a biografię miał tak bogatą w wydarzenia, że można by nimi obdzielić kilka życiorysów.

Gwałtowny zwrot w losach Jana Luksemburskiego, a zarazem w dziejach Europy przyniósł 1308 rok. Doszło wtedy do sytuacji, którą jeszcze kilka lat wcześniej trudno byłoby uznać za prawdopodobną. Oto został zamordowany król niemiecki Albrecht Habsburg, który zginął z ręki własnego bratanka Jana. Jan Habsburg, książę Austrii i Styrii, wychowywał się początkowo w majątkach rodowych na terenie dzisiejszej Szwajcarii, po czym wraz z matką przeniósł się do Pragi. Gdy w 1306 roku po zamordowaniu Wacława III zakończyła swe kilkusetletnie panowanie w Czechach dynastia Przemyślidów, Jan liczył na otrzymanie tronu czeskiego, Albrecht przekazał go jednak – czemu trudno się skądinąd dziwić – swemu synowi Rudolfowi. Około 1307 roku Jan Habsburg został współzarządcą majątków rodowych swej matki Agnieszki, córki sławnego króla czeskiego Przemysła Ottokara II, i podjął starania, by uzyskać je na własność. Król Albrecht odmówił i w ten sposób przypieczętował swój los. Pierwszego maja 1308 roku Albrecht Habsburg wyjechał z zamku Baden na spotkanie swej żony, a podążali z nim bratanek Jan Habsburg i uczestnicy spisku Rudolf von Wart, Rudolf von Balm, Walter von Eschenbach i Konrad von Tegerfeld. Podczas przeprawy przez rzekę Reuss doszło do zbrodni. Jan otrzymał przydomek Parricida (czyli w języku łacińskim ojcobójca), a współsprawcy zabójstwa zbiegli i dopiero w następnym roku kolejny król niemiecki, ojciec Jana Luksemburskiego, Henryk VII obłożył ich klątwą Rzeszy. Parricida został wysłany do klasztoru augustiańskiego w Pizie i tam w kościele klasztornym San Piccolo został pochowany, o czym świadczy zachowany nagrobek.

Albrecht I, drugi Habsburg na tronie niemieckim po swym ojcu Rudolfie, usiłował prowadzić niezależną politykę, która spowodowała jednak liczne sytuacje konfliktowe. Jego ojcu Rudolfowi nie udało się zapewnić mu następstwa tronu, po czym Albrecht walczył z królem Niemiec Adolfem z Nassau jako antykról. Adolf został pokonany przez Albrechta w 1298 roku w bitwie pod Göllheim i zginął na polu walki. Szukając sprzymierzeńców w staraniach o tron niemiecki, Albrecht zawarł sojusz z królem Francji Filipem IV i poczynił na jego rzecz spore ustępstwa w zamian za poparcie przez Filipa planów Albrechta, by zapewnić Habsburgom dziedziczny tron w Niemczech. Następnie zamierzał przyłączyć do posiadłości Habsburgów Fryzję i Zelandię, czym nastawił wrogo do siebie elektorów nadreńskich, a więc palatyna reńskiego i arcybiskupów Moguncji, Kolonii i Trewiru, którzy w obawie o zbytni wzrost jego potęgi planowali nawet jego detronizację. Poza tym osłabił ich, znosząc wszystkie nielegalne cła narzucone przez elektorów w Nadrenii, czym z kolei zyskał popularność wśród szlachty i miast, zmusił też elektorów do zwrotu zagarniętych dóbr Rzeszy. Napięcie narastało też w stosunkach z papiestwem, gdyż Bonifacy VIII, niepoproszony o zatwierdzenie wyboru Habsburga, do czego rościł sobie pretensje, nie uznał wyboru Albrechta, nie zgodził się również na jego koronację cesarską. Do tego Habsburg sprzyjał głównemu wrogowi papieża Filipowi IV Pięknemu.

Śmierć Albrechta I otworzyła przed Luksemburgami niezwykłą szansę. Tron niemiecki objął – jak wspomniano wcześniej – ojciec Jana Luksemburskiego Henryk. Mimo że wybór ten był niespodziewany, a nawet – jak uważają niektórzy – przypadkowy, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że jednym z kandydatów do tej godności był brat króla Francji, to jednak Henryk pokazał się w ciągu kilkuletniego panowania jako postać bardzo ciekawa. Jego dramatyczne losy z pewnością w znacznym stopniu wpłynęły na postawę życiową syna, Jana. Po wyborze Henryka Luksemburskiego na króla rzymskiego dokonano 6 stycznia 1309 roku w Akwizgranie koronacji. Centralnym punktem działań władcy jako Henryka VII były plany wyprawy do Italii w celu dokonania tam koronacji cesarskiej. Chciał w ten sposób zrealizować marzenia wielu środowisk o przywróceniu świetności Imperium Rzymskiemu, za którego spadkobierczynię uważała się w średniowieczu Rzesza. W październiku 1310 roku przekroczył Alpy w Mont Cenis ze stosunkowo niewielkim, liczącym 5000 żołnierzy, wojskiem. Już rok wcześniej zresztą nawiązał kontakty z republikami miejskimi w Italii, przygotowując całą akcję. Wyprawa wywołała wielkie zainteresowanie w Europie, była to pierwsza próba od czasów Henryka VI, cesarza w latach 1191–1197, odnowienia Imperium Rzymskiego. Rozpisywali się o niej kronikarze włoscy, a sam Dante Alighieri wiązał z planami Henryka VII wielkie oczekiwania, czemu dał wyraz między innymi w _Boskiej komedii_, w której Henryk VII występuje jako _alto Arrigo_. Działania Henryka VII znalazły także oddźwięk w traktacie Dantego _De monarchia_, poza tym poeta wysłał do mieszkańców Florencji karcący list, potępiając ich sprzeciw wobec działań Henryka.

Sytuacja w Italii była wtedy mocno skomplikowana, rywalizowały tam wówczas dwa stronnictwa polityczne, zwolenników cesarstwa: gibelinów i jego przeciwników: gwelfów. Aczkolwiek Henryk VII był bardziej oczekiwany przez gibelinów, gwelfowie też początkowo mieli nadzieję, że nowy cesarz wprowadzi ład w kraju wstrząsanym licznymi konfliktami. Szóstego stycznia 1311 roku w Mediolanie Henryk VII włożył na głowę żelazną koronę Longobardów, ale sprawy posuwały się powoli, gdyż w wielu komunach miejskich wybuchały antycesarskie powstania. Głównym przeciwnikiem planów władcy luksemburskiego był jednak król Neapolu Robert Andegaweński. Ten ostatni posiadał w Rzeszy kilka lenn, ale odmówił złożenia hołdu Henrykowi jako seniorowi feudalnemu. Poza tym wyczekującą postawę wobec planów Henryka przyjęła potężna Florencja, ale – wbrew sugestiom Dantego, by zajął się tym miastem w pierwszej kolejności – Henryk spieszył się do Rzymu na koronację cesarską. Z Genui – gdzie, jak wspomniano, zmarła żona Henryka VII Małgorzata – wyruszył w lutym 1312 roku do Pizy, która opanowana przez zwolenników gibelinów była główną rywalką Florencji, i tam zgotowano mu entuzjastyczne przyjęcie. Henryk cały czas jednak próbował nie angażować się zbrojnie po żadnej ze stron, twierdząc, że jako przedstawiciel najwyższych władz świata chrześcijańskiego przybył do Italii, by zaprowadzić tam pokój.

W maju 1312 roku Henryk wkroczył do Rzymu, ale napotkał tam opór zorganizowany przez włoski ród Orsinich sympatyzujących z gwelfami. Za kulisami tego sprzeciwu stał król Neapolu Robert, a także dyplomacja francuska Filipa IV, dla którego restauracja Imperium Rzymskiego stanowiła poważne zagrożenie. Doszło do długich pertraktacji, w wyniku których Henryk zobowiązał się wobec papieża, iż zorganizuje krucjatę do Ziemi Świętej, aby zademonstrować swoje właściwe intencje. Do krucjaty tej nigdy nie doszło, gdyż Henrykowi zostało już niewiele życia. Warto jednak zwrócić uwagę na ten wątek, gdyż nieco później będziemy mieli analogiczne sytuacje w odniesieniu do Jana Luksemburskiego. Jan kilkakrotnie w negocjacjach z papiestwem zobowiązywał się do podjęcia krucjaty, ale z tych planów nigdy nic konkretnego nie wyszło. Wrócimy do tej sprawy, teraz jednak należy stwierdzić, że motyw zorganizowania krucjaty wpisuje się w atmosferę końca średniowiecza, gdy po utracie Ziemi Świętej podejmowano rozliczne – z reguły bezowocne – inicjatywy, by ją odzyskać. W tym kontekście odnajdujemy też wnuka Henryka VII, a syna Jana Luksemburskiego Karola IV, który także – jako głowa wspólnoty chrześcijańskiej – musiał zmierzyć się z problemem wypraw krzyżowych.

W Rzymie tymczasem Henryk VII musiał stoczyć jednak dość gwałtowne walki, żeby doprowadzić do koronacji cesarskiej. Miała ona miejsce 29 lipca 1312 roku, ale w bazylice na Lateranie, gdyż drogę do bazyliki św. Piotra zagradzały wrogie oddziały. Po uroczystości nowy cesarz wydał encyklikę, w której zawiadomił świat chrześcijański o swym wyborze. W arendze dokumentu wyjaśniał, że tak jak w niebie odziały anielskie podlegają Bogu, tak i na ziemi wszyscy ludzie muszą podporządkować się cesarzowi. Takie stanowisko interpretowane było niekiedy w badaniach historycznych jako naiwne i oderwane od rzeczywistości, gdyż w początkach XIV wieku idea cesarstwa nie miała już takiej siły oddziaływania jak wcześniej. Podobnie radykalny pogląd, tylko że z perspektywy papiestwa, sformułował nieco wcześniej papież Bonifacy VIII w bulli _Unam Sanctam_. W jakim stopniu Henryk VII był marzycielem, a w jakim twardo stąpał po ziemi, trudno rozsądzić, spór na ten temat ma już długą historię. Jeśli jednak potraktujemy jego deklarację jako chęć przywrócenia blasku przygasłej idei cesarstwa, to rzecz jest godna uwagi. Inna sprawa, że realia europejskie były już całkiem inne niż w czasach Fryderyka Barbarossy w XII wieku. Król Francji Filip IV oczywiście zareagował na deklarację Henryka z dezaprobatą, gdyż to mogło pokrzyżować mocarstwowe plany Francji, natomiast król Anglii Edward II przyjął zamierzenia ze zrozumieniem i pogratulował cesarzowi z okazji koronacji. Na marginesie warto zauważyć, że wyniesiony dzięki poparciu potężnego króla Francji do najwyższych godności władca małego Luksemburga nieoczekiwanie znalazł się w konflikcie ze swym promotorem. Trudno to nazwać niewdzięcznością, Henryk VII był – jak wiele jego postępków na to wskazuje – człowiekiem ideowym. Jeśli zrządzeniem losu znalazł się na szczytach hierarchii władzy w Europie, to traktował tę funkcję ze śmiertelną powagą i jego postępowaniu nie można zarzucić dwulicowości. Tę cechę akurat odziedziczył po ojcu Jan Luksemburski. Sprawy czci i honoru stały u niego zawsze na pierwszym miejscu, co nie przeszkadzało mu skądinąd być wyśmienitym dyplomatą.

Ogłoszona światu przez Henryka VII polityka odnowy Imperium Rzymskiego nie w smak była także, rzecz jasna, papieżowi Klemensowi V, który, aby przejąć inicjatywę, próbował zaaranżować zawieszenie broni pomiędzy cesarzem i królem Neapolu Robertem. Henryk VII zareagował nerwowo, pośrednictwo papieża sugerowało jego wyższość nad cesarzem. Przed wyruszeniem do Italii ślubował ochronę papiestwa i Kościoła oraz walkę z heretykami i zabezpieczył się w ten sposób przed ingerencjami papieża w jego działalność. Dla uzasadnienia swego stanowiska skorzystał nawet ze wsparcia jurystów. Sytuacja wyglądała więc tak, że w obozie przeciwników cesarza znaleźli się Robert Andegaweński, papież i komuny miejskie o sympatiach gwelfickich, z potężną Florencją na czele, po jego stronie zaś stanęli między innymi zaprzyjaźniona Piza i król Sycylii Fryderyk III Trinacria. Ten ostatni był zdeklarowanym wrogiem Roberta Andegawena i w lipcu 1312 roku – pomimo sprzeciwu papieża – zawarł sojusz z cesarzem. Wrogość króla Sycylii do króla Neapolu datowała się od tzw. nieszporów sycylijskich, powstania ludności Sycylii przeciw panowaniu francuskich Andegawenów w 1282 roku, które doprowadziło do objęcia rządów na tej największej wyspie Morza Śródziemnego przez dynastię aragońską. Wtedy właśnie było w użyciu słowo Trinacria oznaczające starą, jeszcze antyczną nazwę Sycylii, a także widniejącą na dzisiejszej fladze Sycylii skrzydlatą głowę Meduzy, z której wyrastają trzy kłosy pszenicy. Trzy nogi, którymi obdarzona jest meduza, symbolizują szczęście i pomyślność, a także trójkątny kształt wyspy.

Stawało się coraz bardziej oczywiste, że w konflikcie z królem Robertem nie uda się uniknąć konfrontacji zbrojnej. W związku z tym sojusz z Fryderykiem III zakładał wsparcie finansowe działań cesarskich, w zamian za co król Sycylii obdarzony został godnością najwyższego admirała Rzeszy i spoczęło na nim zadanie zaatakowania Neapolu przy współudziale sprzymierzonych flot Pizy i Genui. Armią lądową miał dowodzić sam cesarz. Inwazję na Neapol planowano na wiosnę 1313 roku. Ponieważ szeregi wojsk cesarskich były już mocno przerzedzone, w końcu 1312 roku Henryk VII wydał odezwę do wszystkich książąt i miast Rzeszy, aby zgromadziły swe wojska na 1 maja roku następnego. Jednakże nad tą gorączkową aktywnością cesarza zaczęły się zbierać czarne chmury. Jesienią 1312 roku Henryk VII z niewielką armią oblegał bezskutecznie Florencję i wtedy po raz pierwszy zapadł na malarię. Po wyzdrowieniu wiosną 1313 roku wyruszył do Pizy, gdzie wydał ustawy przeciw obrazie majestatu i na ich podstawie 16 kwietnia tegoż roku Robert Andegaweński został zaocznie skazany na śmierć. Warto dodać, że ustawy te zostały jako (ostatnie) tzw. _Extravagantes_ dołączone do późnoantycznego _Kodeksu Justyniana_, znanego w średniowieczu jako _Corpus Iuris Civilis_. Później pracował nad nimi, komentując je, sławny prawnik Bartolo da Sassoferrato. Konflikt Henryka VII z przeciwnikami posłużył też do rozwoju analiz prawnych w służbie polityki. Po jednej stronie stał narodowy król Robert Andegaweński, którego popierali papież i król Francji. Prawnicy Roberta i papieża (ten ostatni uważał króla Neapolu za swego wasala) podważyli wyrok cesarski, twierdząc, że sprawiedliwość cesarska działa tylko w ograniczonym obszarze, a mianowicie w _districtus imperii_. Z kolei juryści Henryka VII uważali, że wszędzie tam, gdzie obowiązuje prawo rzymskie, na które powoływał się cesarz, przynajmniej _de iure_ sprawuje on władzę cesarską.

Teraz już Henryk zmierzał do ostatecznego rozstrzygnięcia. Podczas gdy flota jego sprzymierzeńców miała uderzyć na Neapol, cesarz, wzmocniony posiłkami z Niemiec, wyruszył w sierpniu 1313 roku na południe. Jednak na początku tej kampanii doszło do oblężenia Sieny. Tam cesarz po raz kolejny zapadł na malarię i 24 sierpnia 1313 roku w małej miejscowości Buonconvento zmarł. Jego śmierć z pewnością przyniosła ulgę Robertowi Andegaweńskiemu, gdyż w jego królestwie żywe były nastroje procesarskie i władca podobno już nawet miał przygotowany plan ucieczki. Zwłoki cesarza uroczyście przetransportowano do Pizy, gdzie spoczęły we wspaniałym grobowcu w katedrze. Postać Henryka VII była oceniana w historiografii w sposób niejednoznaczny, ale w sumie był to inteligentny i skuteczny władca, a jego wizja przywrócenia świetności cesarstwa i realizacji marzeń bez względu na cenę, jaką się za to płaci, bliska była postawie życiowej jego syna Jana Luksemburskiego.

Rozstaliśmy się z naszym bohaterem w momencie, gdy jego ojciec uzyskał godność króla Niemiec. W tej sytuacji nie mógł już poświęcać tyle czasu rodzinnemu Luksemburgowi i siłą rzeczy zainteresowania polityczne Henryka VII przesunęły się w stronę współpracy z książętami Rzeszy, dalsze zaś współdziałanie z Francją, w takim stopniu jak dotychczas, nie było już możliwe. Ambicje mocarstwowe Filipa IV były znane, ale jego lennik Henryk VII, pozostając z Francją ciągle w dobrych stosunkach, musiał budować swoją nową pozycję polityczną, koncentrując się na ziemiach niemieckich. Zrezygnował zatem z tytułu hrabiego Luksemburga i mianował w swej ojczyźnie namiestnikiem pana Gilles’a z Rodemachern. Jan Luksemburski, który ukończył właśnie 12 lat, został wezwany z dworu francuskiego Filipa IV do Luksemburga i otrzymał tytuł hrabiego. To nie oznaczało oczywiście votum nieufności dla władcy Francji, ale w zmienionej konfiguracji politycznej dalsze przebywanie jedynego syna króla Niemiec na dworze jego seniora feudalnego Filipa IV mogłoby wyglądać trochę niezręcznie. Poza tym Jan był przewidywany jako następca ojca do rządów w Luksemburgu i nadszedł czas, by – pod opieką bardziej doświadczonych osób – przygotowywał się już do tej roli.

Tymczasem po powrocie do rodzinnego Luksemburga Jan pobierał dalej nauki, ale teraz pod kierunkiem nowego preceptora Filipa z Rathsamhausen, Francuza, który najpierw dosłużył się godności opata klasztoru cysterskiego w miejscowości Pairis w diecezji bazylejskiej, a w 1306 roku otrzymał awans na biskupa Eichstätt w Jurze Frankońskiej jako sufragan arcybiskupa Moguncji Piotra z Aspeltu. Pochodzący z Alzacji, a więc z regionu na pograniczu wpływów francuskich i niemieckich, Filip władał zapewne wybornie oboma językami, więc Jan skorzystał najprawdopodobniej na konwersacjach niemieckich, gdyż – jak wspominaliśmy – francuski i łacinę znał już wcześniej. Nowy opiekun i wychowawca Jana Luksemburskiego nie był, rzecz oczywista, wybrany przez ojca przypadkowo, należał do wieloletnich doradców i współpracowników Henryka VII, który z pełnym zaufaniem powierzył mu edukację swego jedynego syna. W przeszłości Filip działał też na dworze poprzednika Henryka VII u steru Rzeszy – Albrechta I Habsburga, a także w kurii papieskiej, miał więc znakomitą orientację tak w polityce, jak i w subtelnościach pertraktacji dyplomatycznych. W jego więc towarzystwie oraz swych dwóch sióstr – Marii i Beatrycze wymagających jeszcze opieki matki i nianiek – Jan Luksemburski spędzał czas na zamku w Luksemburgu, gdzie oczekiwał na burzliwe zmiany w swoim życiu, które miały nastąpić już wkrótce.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij