-
nowość
Jan Zdanowicz. Socmodernizm dla mas i elit - ebook
Jan Zdanowicz. Socmodernizm dla mas i elit - ebook
Książka o projektach Jana Zdanowicza to bogato ilustrowana relacja z podróży przez architekturę PRL i swoisty spacer po Warszawie. Stanowi także opowieść o pracy twórcy, którego budynki były nagradzane tytułem Mister Warszawy.
W połowie lat 50. XX wieku skończył się socrealizm. Nowym domom, szkołom czy pawilonom handlowym można było nadawać proste, ekonomiczne formy, które wynikały z konstrukcji i funkcji budynków. Powstały wówczas socmodernizm co prawda miał swoje korzenie w przedwojennym modernizmie, ale architekci musieli brać pod uwagę realia lat 50., 60. czy 70., nacisk ekonomistów na masowość (więcej i taniej), wszechobecne normy, przemysłowe standardy stolarki budowlanej, seryjnie produkowane biegi schodów, a przede wszystkim nowe typy konstrukcji oraz odejście od cegły jako podstawowego tworzywa. Technologie i nowa estetyka doprowadziły do wykształcenia form, dzięki którym można odróżnić budynki socmodernistyczne od zabudowy z innych dekad.
Jarosław Maciej Zawadzki (ur. 1965) – historyk sztuki, członek Stowarzyszenia Historyków Sztuki, współzałożyciel Warszawskiego Towarzystwa Genealogicznego (1993). Od 1996 roku pracuje w Kancelarii Senatu, gdzie między innymi bada losy przedwojennych senatorów. Prowadzi wykłady na studiach podyplomowych na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Opublikował kilkanaście książek i wiele artykułów. Żonaty, ma czworo dzieci. Dorastał w jednym z warszawskich osiedli. Gdy odkrył jego autora – Jana Zdanowicza, podążył szlakiem projektów tego architekta.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Spis treści
Słowo do czytelnika. Marzenie o ludzkim wymiarze architektury 7
Wprowadzenie 17
Rozdział I. Szkic do biografii Jana Zdanowicza 27
Krąg rodzinny, dorastanie i wojenna konspiracja 27
Powstanie, niewola, zagraniczne studia 32
Edukacja uniwersytecka i praktyka zawodowa 37
Lista nagród zestawionych samodzielnie przez Jana Zdanowicza 46
Za kulisami nagród 48
Rozdział II. Mistrzowie, koledzy, współpracownicy 53
Za drzwiami biur projektowych 79
Rozdział III. Przegląd twórczości Jana Zdanowicza i charakterystyka wybranych prac 83
Założenia urbanistyczne 89
Budownictwo mieszkaniowe 116
Zabudowa uzupełniająca, tzw. plombowa 127
Budynki i wnętrza handlowo-usługowe 133
Szkoły i placówki pokrewne 145
Siedziby instytucji i przedsiębiorstw 160
Architektura sakralna 180
Rozdział IV. Studium jednego z projektów – osiedle Pańska 187
Rozdział V. Katalog projektów Jana Zdanowicza 207
Projekty wymienione w pracy doktorskiej architekta 210
Projekty niewymienione w pracy doktorskiej architekta 272
Projekty o autorstwie niepewnym 274
Zakończenie 285
Posłowie 291
Aneks 1. Jana Zdanowicza myśli o twórczości architektonicznej i nie tylko 305
Aneks 2. Joanna Chmielewska – pisarka z doświadczeniem architektonicznym 323
Bibliografia 329
Źródła 329
Literatura 331
Czasopisma 333
Netografia 334
Filmografia 334
Korespondencja, wywiady 335
Indeks osób 337
| Kategoria: | Budownictwo i nieruchomości |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8331-763-2 |
| Rozmiar pliku: | 35 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Współcześni architekci-mieszkaniowcy stawiają jako naczelny postulat swej pracy jej przydatność społeczną. Budynek mieszkalny powstaje w wyniku studium potrzeb ludzkich i naukowej analizy poszczególnych funkcji, ekonomiki, struktury konstrukcyjnej i detalu budowlanego. Elementami kompozycji stają się użytkowe formy budownictwa, podniesionego do rangi sztuki przez dobre wykonanie i opracowanie plastyczne. Jasna i prosta, pełna bezpretensjonalnego wdzięku architektura, zapoczątkowana w krajach skandynawskich, najbliższa jest chyba istotnemu charakterowi mieszkania – powszedniości1.
Powody powstania niniejszej książki, po części osobiste, podaję w Posłowiu, natomiast w tym miejscu chcę poruszyć najbardziej istotne kwestie dotyczące jej zawartości merytorycznej. Publikację postanowiłem podzielić w najbardziej klarowny sposób. Otwiera ją rozbudowany biogram Jana Zdanowicza, a następnie, w osobnym rozdziale, podjąłem próbę przybliżenia sylwetek ludzi, u których się uczył i z którymi współpracował. Ustalenie tego kręgu było niezwykle trudne i wiem, że jest niepełne.
W kolejnym rozdziale dokonałem przeglądu wybranych projektów Jana Zdanowicza według podziału formalnego (architektura mieszkaniowa, sakralna, budynki szkolne itp.). Chciałoby się poddać analizie większość jego dorobku, szerzej go opisać i uzupełnić licznymi ilustracjami. Książka jednak ma swoje materialne ramy i stanowi to ekonomiczny imperatyw do ograniczania wypowiedzi. Pozwoliłem sobie jedynie na dodanie rozdziału, w którym przeprowadzam czytelnika po osiedlu, do którego mam wyjątkowy sentyment. Najbardziej obszerną faktograficznie część stanowi Katalog projektów. Liczy on ponad 100 pozycji. Początkowo zamierzałem dla większości z nich znaleźć informacje prasowe z epoki oraz przeprowadzić kwerendę w archiwach, w tym w dokumentacji obecnych administratorów (np. spółdzielni mieszkaniowych). Z tego zamierzenia wycofałem się po przeprowadzeniu badań sondażowych. Zauważyłem, że praktycznie za każdym razem opowieść o danej realizacji może urosnąć do odrębnego obszernego artykułu i istotnie przełoży się na zwiększenie objętości maszynopisu, a tym samym może utrudnić wydanie książki. W końcowej partii monografii umieściłem aneksy. Jeden z nich jest szczególnie ważny. Zebrałem w nim wypowiedzi Jana Zdanowicza na temat architektury i pracy architekta.
Początkiem moich badań stała się ciekawość, kto był autorem osiedla Pańska. Odnalazłem nekrolog Jana Zdanowicza, a następnie jego kwestionariusz Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP) z połowy lat 60., w którym podał swój ówczesny dorobek. Na Politechnice Warszawskiej zapoznałem się z jego pracą doktorską, którą obronił pod koniec lat 80. Jej przedmiotem był cały dorobek architektoniczny. Niestety, spis ten ma wiele usterek (takich jak błędne lub niedokładne datowanie, brak numerów posesji, brak dokładniejszych opisów, w większości słabe technicznie ilustracje). W latach 2023–2024 według tej listy wędrowałem śladem istniejących i nieistniejących budynków projektu mojego bohatera.
Dzięki zostawionej na grobie architekta prośbie do rodziny o kontakt poznałem dwie córki oraz zięcia. Uzyskałem informacje biograficzne z pierwszej ręki, a także udostępniono mi szereg materiałów ikonograficznych, które znakomicie wzbogaciły niniejszą książkę. Co istotne, zięć w swoich dwóch książkach wspomnieniowych utrwalił szereg wypowiedzi teścia. Niestety, część domu architekta, gdzie niegdyś znajdowała się pracownia, jest niedostępna. Możliwe, że są tam jeszcze jakieś materiały, które wzbogaciłyby wiedzę o Janie Zdanowiczu. Dla badań istotne stały się dwie teczki akt personalnych z Archiwum Politechniki Warszawskiej z okresu, gdy studiował i z okresu, gdy był wykładowcą. Najwięcej czasu zabrała żmudna kwerenda w czasopismach od połowy lat 50. po połowę lat 70. oraz kwerenda w archiwach. Zapoznałem się też z wybranymi publikacjami, których przedmiotem jest architektura doby PRL.
Podczas pracy nad artykułem bądź książką dotyczącą historii sztuki, czy szczegółowiej – dziejów architektury, przychodzi refleksja, jak bardzo niemierzalne jest to, co twórca po sobie pozostawia. Ciekawie o tym napisał Rafał Blazy:
Przystępując do badań, trzeba podjąć próbę odpowiedzi na starogreckie pytanie διότι , czyli „dzięki czemu”. To podstawowe odniesienie ukierunkowuje na szukanie przyczyn występowania danych zjawisk. Poszukiwanie stymulatorów, źródeł, motywów i okoliczności pojawienia się różnych mechanizmów w przestrzeni powinno być zasadniczo tematyką badań z zakresu teorii urbanistyki i architektury. Zawężając nieco tę problematykę, należałoby każdorazowo zadać między innymi pytanie: dzięki czemu wybrana przestrzeń, dany fragment miasta, zagospodarowanie, obiekt, a nawet poszczególne detale w przestrzeni są postrzegane, odbierane i oceniane w ten, a nie inny sposób, dzięki czemu mają walory lub ułomności, które ludzie zauważają i odczuwają? Architektura i urbanistyka są dziedzinami z pogranicza sztuki, estetyki i techniki . Z jednej strony da się je wyrazić określonymi wskaźnikami, parametrami, liczbami bądź twierdzeniami, z drugiej zaś – trudno im nadać kwalifikatory określające ich jakość estetyczną, kompozycyjną i funkcjonalną2.
Starałem się czytelnikowi oszczędzić tekstu przeładowanego terminami dotyczącymi nurtów w architekturze XX w. czy pojęć technicznych wykorzystywanych w codziennej praktyce. Z tego też względu pomijam współistnienie np. takich terminów, jak modernizm i funkcjonalizm oraz współzależności między nimi. Pozostawiam to innym badaczom.
W tytule książki została użyta nazwa socmodernizm. Żyjemy w czasach, gdy to pojęcie jest przez badaczy dookreślane3. Pisanie o rodzimej twórczości architektonicznej z piętnastu czy dwudziestu kolejnych lat, licząc od 1955 r., jest dość kłopotliwe. Jak nazwać to, co wówczas budowano, do jakiej epoki to zaszeregować? Z pewnością nie można stworzyć dziwnej językowo hybrydy architektura postsocrealistyczna. Część badaczy używa terminu modernizm. Inni go uszczegóławiają, pisząc modernizm okresu PRL4 lub krócej – modernizm PRL. Do dzieł wybitnych z tamtych czasów (takich jak np. warszawski Supersam, pawilon przystanku PKP Warszawa Ochota czy katowicki Spodek) dorobiono oryginalne pojęcia: perła architektury PRL, ikona architektury PRL. Szczególnie są one nośne na forach czy portalach internetowych. Z kolei perłami PRL lub ikonami PRL określa się przedmioty o ciekawym, niebanalnym wzornictwie (meble, ceramikę czy sprzęt techniczny, np. oprawy oświetleniowe, radioodbiorniki itp.) z tamtych lat. Można przyjąć, że socmodernizm to określenie dla trwającego od połowy lat 50. XX w. prądu architektury w Polsce i innych krajach bloku wschodniego. Był on uważany za przejaw nowoczesności i jednoznacznie stał w opozycji do odchodzącego socrealizmu. Poprzez użycie prostych, najczęściej geometrycznych form oraz nowych materiałów i technologii mógł zaspokajać tęsknotę za kreowaniem lub obcowaniem z obiektami ze wszech miar nowoczesnymi, nawiązującymi do trendów światowych. Jednocześnie socmodernizm dość szybko zaczął odzwierciedlać ograniczenia ekonomiczne oraz ideowe priorytety inwestora uspołecznionego.
Marek Czapelski w 2018 r. napisał:
Jednym ze szczególnie żywych i aktualnych wyzwań jest pogłębiona charakterystyka architektury powstałej po odejściu od doktryny socrealizmu. Widoczna od czasu odwilżowych dyskusji programowa niechęć do deklaracji ideowych i manifestów oraz zasadnicza zmiana dyskursu architektonicznego na techniczno-produktywistyczny zmuszały do wypracowania nowego podejścia badawczego5.
W polskim budownictwie powojennym przyjęto określone normatywy i było to zjawisko ze wszech miar korzystne, wpisujące się w trendy rozwijające się na całym świecie. Błędem okazało się jednak to, że od pewnego momentu zaczęto obniżać ich wartości. Ten proces zaowocował ogromną liczbą lokali małych czy skrajnie małych, słabą jakością prac budowlanych, monotonnie powtarzającymi się elewacjami na wielkich miejskich osiedlach czy na wsi, tam gdzie budowano bloki np. dla pracowników PGR-ów, spółdzielni produkcyjnych czy ośrodków postępu rolniczego. Nie zadbano o odpowiednie dopracowanie części wspólnych, np. holi wejściowych i klatek schodowych. Ponadto administratorzy osiedli w latach następujących po oddaniu ich do użytku dopuszczali się zaniedbań czy wręcz rażących zaniechań, które skutkowały pogarszającym się stanem części wspólnych budynków i przestrzeni publicznych osiedli. Generalnie negatywny odbiór znacznej części zabudowy osiedlowej z czasów PRL6 był spowodowany z jednej strony formami mieszkań i bloków w momencie przekazywania ich użytkownikom, a z drugiej stanem części wspólnych pozostawionych bez należytej konserwacji od lat 70. po lata 90. XX w.
Badacz dziejów Warszawy Karol Mórawski bardzo trafnie i krótko podsumował koncepcje poodwilżowej architektury stolicy. Zauważył, że lata 1957–1970 to czas uprzemysłowienia budownictwa w celu zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych. Wskazał, że ponowne otwarcie na prądy docierające z Zachodu spowodowało nawiązania do idei, które wywodziły się z modernizmu. Dzięki temu Warszawa zaczęła zyskiwać nowe oblicze. Przy czym piękne w projektach, uwodzące nowoczesnością osiedla, np. Sady Żoliborskie, Wierzbno, Bielany, Za Żelazną Bramą, w praktyce okazały się obarczone istotnymi niedogodnościami związanymi z niskimi normatywami. Wprost to ujął słowami: „przeklinane do dziś z powodu ciemnych kuchni i nieustawnych pokoi”7.
1. Rozbiórka frontowej kamienicy przy ul. Pańskiej 67 na przełomie lat 1968 i 1969. W tym miejscu powstał budynek przy ul. Żelaznej 40, część pawilonu Spółdzielni „Wspólna Sprawa” oraz fragment zieleńca na osiedlowym podwórku. W tle elewacja budynku przy ul. Pańskiej 65, zasiedlonego w sierpniu 1968 r.
Przyjęło się w powszechnej świadomości, że osiedla budowane w latach PRL były szare. Oczywiście, jeżeli ogląda się czarno-białe kroniki filmowe lub zdjęcia w prasie codziennej, można odnieść takie wrażenie. Autorki książki Modernizm między budynkami przywołały uwagi respondentów na temat modernizmu (takiego terminu użyły). „Pisano o »wyważonych środkach wyrazu«, biało-szaro-czarnej palecie barw i operowaniu długimi liniami poziomymi (w architekturze)”8. Ja w odniesieniu do architektury mieszkalnej od końca lat 50. po kres lat 60. zdecydowanie bym się z tym nie zgodził. Elewacje były szare, niekiedy białe, ale architekci starali się ożywić je kolorami. Spójrzmy na barwne filmy fabularne z tej doby, szczególnie po cyfrowej rekonstrukcji. Choćby krótka, parosekundowa przebitka w filmie Nie lubię poniedziałku (1971 r.) ukazuje jaskrawożółte odcinki ścian między oknami budynków Baumillera i Zdanowicza na osiedlu Aleje Jerozolimskie-Zachód9.
1. Elewacje budynków na osiedlu Aleje Jerozolimskie-Zachód zostały ożywione m.in. jaskrawożółtymi płaszczyznami, które przechodziły do wnętrza loggii, co drugie piętro – raz z jednej, raz z drugiej strony. Dzięki temu zabiegowi otrzymano efekt podkreślenia znacznych zagłębień w powierzchni elewacji. Zastosowana żółta barwa bardzo dobrze współgrała z powierzchniami pomalowanymi na biało i szaro
Dowodzą tego barwne zdjęcia w wydawnictwach popularyzujących Warszawę i Polskę z tamtych lat. Trzeba też zwrócić uwagę na liczne kolorowe fotografie nowych osiedli mieszkaniowych (warto tu przywołać np. nieoceniony tygodnik „Stolica” i przebogaty materiał ikonograficzny na barwnych widokówkach z całej Polski).
Kolory zostały na zdjęciach archiwalnych, ale te chyba mało kto bada pod opisanym tu kątem. Pozostały opisy projektów i makiet, jak choćby ten z 1957 r. analizujący planowane osiedle Okęcie: „Nie możemy, niestety pokazać Czytelnikom tego osiedla w kolorach, które stanowią jeden ze śmiałych i udanych elementów całej kompozycji”10. Gdy kończono to osiedle, powstała krótka notatka autorstwa Adolfa Ciborowskiego, naczelnego architekta Warszawy w latach 1956–1964, który w połowie lipca 1962 r. służbowo przemierzał różne zakątki stolicy:
Dojeżdżając do Okęcia, widzimy kończony obecnie jeszcze jeden zespół zabudowy mieszkaniowej . Na front wysuwa się zgrabny pawilon handlowy i budynek mieszkalny o pewnych cechach kameleona. Jeżeli bowiem patrzymy nań z jednej strony – jest on w kolorycie niebieskim, spojrzenie z innej strony informuje, że jest on żółto-różowy. Ciekawy ten efekt plastyczny uzyskano dzięki dowcipnemu pomalowaniu parawaników dzielących balkony11.
Niniejsza publikacja traktuje o pewnym wycinku dziejów rodzimej architektury. Jest opowieścią o dziełach jednego człowieka, twórcy uwikłanego w pracę w zwykłym, państwowym biurze projektowym, bo w realiach lat 50. czy 60. nie sposób było inaczej uprawiać tej profesji. Zdanowicz doceniał rolę nie tylko formy, lecz także faktury i koloru w architekturze. Niestety, system był silniejszy i decydował o ostatecznym wyglądzie planowanych obiektów. Architekci tworzyli bowiem projekty, ale nie byli już odpowiedzialni za ich realizację12.
Jan Zdanowicz w różnych okresach życia
+--------------------------------------+--------------------------------------+
| |
| krawatem oraz marynarkę.] | |
+--------------------------------------+--------------------------------------+
| 1. Lata 40. | 1. Przełom lat 50. i 60. |
+--------------------------------------+--------------------------------------+
| |
| jasną marynarkę.] | |
+--------------------------------------+--------------------------------------+
| 1. Około 1974 r. |
| Politechniki Warszawskiej] | |
+--------------------------------------+--------------------------------------+
Książka dotyczy bardzo dokładnie określonego tematu. Jednak gdy nad nim myślałem, gdy wędrowałem ulicami mojego miasta śladem prac bohatera i prowadziłem długie kwerendy w archiwach i bibliotekach, zauważyłem pewne braki w literaturze. Mam nadzieję, że ktoś z historyków pochyli się w przyszłości nie tylko nad historią powstania i formą poszczególnych osiedli czy budynków Jana Zdanowicza, lecz także nad szerszymi problemami badawczymi. Za pierwszy, wymagający wnikliwej analizy, uważam ruch planistyczny i inwestycyjny na warszawskim „Dzikim Zachodzie” z przełomu lat 50. i 60., o czym krótko piszę w czwartym rozdziale Studium jednego z projektów – osiedle Pańska. Dość szybko i na stosunkowo niewielkim kwartale powstały tu nieduże osiedla uznanych twórców: Miedziana (Zygmunta Stępińskiego), Złota (Stanisława Bieńkuńskiego), Srebrna (Jana Bogusławskiego i Bohdana Gniewiewskiego) oraz Pańska (Jana Zdanowicza).
Drugim zagadnieniem do badań jest funkcjonujący w PRL margines dotyczący oficjalnego nabywania mieszkań za dolary oraz wznoszenie bloków, w których pojawiały się mieszkania przekraczające swoim metrażem gomułkowskie normatywy. W okresie PRL na mieszkanie czekało się długo, bardzo długo (6, 10, a nawet kilkanaście lat). Jeżeli jednak ktoś miał zasobne konto dewizowe, mógł takie dobro nabyć, mówiąc językiem współczesnym, na rynku pierwotnym, wybrać lokalizację, poczekać dwa–trzy lata na zakończenie inwestycji i wprowadzić się! W dużych miastach powstawały bloki, w których zainteresowani mogli kupić nowe mieszkanie wykończone w wysokim standardzie w latach 60., 70. czy 80.! W latach 80. metr kwadratowy nowego mieszkania w Krakowie oficjalnie kupowany od uspołecznionego inwestora był wyceniany w granicach 300–500 dolarów amerykańskich13. Z naszego punktu widzenia (w 2025 r.) była to cena bardzo korzystna. Jednak dla Polaków, żyjących wówczas z przeciętnej państwowej pensji, uzbieranie takiej kwoty nie było możliwe.
Kolejnym obszarem wartym badań jest baza mieszkaniowa dla prominentów doby PRL. Ciekawa byłaby analiza tego, jak budowano dla przedstawicieli władzy, jak bardzo odchodzono w tych przypadkach od norm narzuconych budownictwu ogólnokrajowemu oraz jak wyposażano te mieszkania. Źródła są, choćby zespół Biura Spraw Lokalowych w Archiwum Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Na zakończenie chciałbym podziękować córkom i zięciowi bohatera mojej książki, państwu Krystynie i Markowi Birnbachom oraz Teresie Zdanowicz, za okazaną pomoc, udostępnienie rodzinnych archiwaliów oraz podzielenie się opowieściami o ojcu i czasach, w których żył i pracował. Cieszę się, że szereg informacji przekazał mi prof. Jerzy Bogusławski, syn prof. Jana Bogusławskiego. Dziękuję za życzliwy kontakt panom: Jeremiemu Jotkiewiczowi, synowi prof. Władysława Jotkiewicza, a także Mateuszowi Baumillerowi, wnukowi prof. Jerzego Baumillera. Jestem wdzięczny panu Janowi Rozmarynowskiemu, który zgodził się na wykorzystanie w tej publikacji swoich zdjęć z okresu budowy osiedla Pańska. Dziękuję prof. Markowi Czapelskiemu, który był pierwszym uważnym czytelnikiem powstającej książki, życzliwie poświęcił mi swój czas, a jako recenzent dał wiele istotnych wskazówek oraz cierpliwie sygnalizował niedociągnięcia. Za uprzejme podpowiedzi i sugestie dziękuję też pani architekt Marii Sołtys, popularyzatorce warszawskiej urbanistyki i historii architektury oraz architektowi Krzysztofowi Mycielskiemu, który w 1990 r. zanotował wypowiedź Jana Zdanowicza i po latach podzielił się osobistym wspomnieniem o nim jako o wyrozumiałym wykładowcy. Słowa wdzięczności kieruję na koniec do mojej żony Małgosi i czwórki dzieci, którzy zaakceptowali moją decyzję o podjęciu pracy nad kolejną publikacją.
------------------------------------------------------------------------
1.
1 W całej publikacji w cytatach zachowano pisownię zgodną z oryginałem. Stanisław Łącki, Władysława Malicka, Zasław Malicki, Budownictwo mieszkaniowe, Warszawa 1961, s. 6–7.
2.
2 Rafał Blazy, Rola i powołanie uczonych – architekta i urbanisty, w: Naukowcy. Osobowość, rola, profesjonalizm, red. Alicja Żywczok, Małgorzata Kitlińska-Król, Katowice 2019, s. 83.
3.
3 Por. Błażej Ciarkowski, Słowo architekta. Opowieści o architekturze Polski Ludowej, Łódź 2024, s. 85.
4.
4 Agnieszka Kępkowicz, Małgorzata Sosnowska, Ilona Woźniak-Kostecka, Modernizm między budynkami, Warszawa 2021, s. 60.
5.
5 Marek Czapelski, Moduły i wieżowce. Polscy architekci wobec przemian w budownictwie mieszkaniowym 1956–1970, Warszawa 2018, s. 9.
6.
6 Agnieszka Kępkowicz, Małgorzata Sosnowska, Ilona Woźniak-Kostecka, Modernizm…, s. 67.
7.
7 Karol Mórawski, Warszawa. Dzieje miasta, Warszawa 2017, s. 544.
8.
8 Agnieszka Kępkowicz, Małgorzata Sosnowska, Ilona Woźniak-Kostecka, Modernizm…, s. 129.
9.
9 Film Nie lubię poniedziałku, https://www.cda.pl/video/11003953c6, dostęp: 22.11.2023, przybliżony czas początku sceny w filmie: 26’58’’. Na marginesie trzeba zaznaczyć, że sceny na placu budowy realizowano głównie na osiedlu Pańska.
10.
10 „Stolica” 1957, nr 17, s. 14.
11.
11 „Życie Warszawy” 1962, nr 180, s. 8.
12.
12 Andrzej Basista, Betonowe dziedzictwo. Architektura w Polsce czasów komunizmu, Warszawa–Kraków 2001, s. 178–179.
13.
13 Porządkujące ujęcie tej problematyki w: Dariusz Jarosz, Mieszkanie się należy… Studium z peerelowskich praktyk społecznych, Warszawa 2010, s. 295–299, a ponadto informacje o nieprawidłowościach, w tym o korupcji (np. s. 266–271, 324) i nietypowych praktykach związanych z przydziałem mieszkań (s. 325–329).