Jane Austen i jej racjonalne romanse - ebook
Nowe, odświeżone wydanie biografii jednej z najsłynniejszych angielskich pisarek, autorki m.in. "Rozważnej i romantycznej” i "Dumy i uprzedzenia”.
Tajemnicza i niezależna. Skromna i zdystansowana, ale znająca siłę uczucia. Kochająca swoich bliskich, ale czasem też oschła i niesprawiedliwa.
Jaka naprawdę była Jane Austen? Jak wyglądała codzienność autorki "Rozważniej i romantycznej"? Ile sekretów i niezbadanych wątków kryje się w historii pisarki, która większą część swojego życia spędziła w skromnych, wiejskich posiadłościach i nawet po zdobyciu czytelników stroniła od rozgłosu?
| Kategoria: | Biografie |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-073-0 |
| Rozmiar pliku: | 10 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Ta książka nie ma ambicji naukowych. Jest opowieścią tłumaczki, która spędziła wiele czasu nad przekładami utworów jednej autorki i która, rzecz jasna, musiała się interesować historią jej życia, a także, rozwiązując zawiłości językowe, szukać wsparcia w pracach historyków, filologów i krytyków literackich zajmujących się jej osobą. Nie ma w tym nic niezwykłego.
Niezwykła jest jednak osoba, która stanowi przedmiot tej publikacji – kobieta żyjąca na przełomie XVIII i XIX wieku na głuchej prowincji, pisząca książki, w których, mogłoby się zdawać, nic szczególnego się nie dzieje. Najbardziej oczywistą cechą tych powieści jest ich zwyczajność. A jednak od dwustu lat Jane Austen, jak żaden inny angielski pisarz, ma wiernych czytelników i oddanych wielbicieli w każdym pokoleniu. Krzywa jest zmienna, ale tych, którym potrzebne jest jej towarzystwo, nigdy nie braknie. Dlaczego?
Próbowałam odpowiedzieć sobie na to pytanie i stąd ta książka, bo kiedy człowiek znajdzie się w towarzystwie Jane Austen, trudno mu się z nią rozstać. Łatwo jest zadomowić się w jej emocjach, a myliłby się ten, który uważałby je za pospolite.
W moim uznaniu i podziwie dla pisarstwa Jane Austen miałam nielicznych, ale wybornych sprzymierzeńców. Wszyscy już odeszli, lecz nikt nie został zapomniany.
Najważniejsza była moja matka, która walnie przyczyniła się przed laty do języka moich przekładów – od pani Bennet z Dumy i uprzedzenia dzieliły ją, licząc z grubsza, trzy pokolenia, nie miała więc wątpliwości, że pod pojęciem two courses na obiad dla konkurenta córki kryje się „ryba i pieczyste”, a to, co dostaje młoda mężatka na osobiste wydatki, to „pieniądze na szpilki”.
Wspierali mnie też sojusznicy w dalekim Londynie, również nie byle jacy, bo moją opinię o twórczości Jane Austen podzielali państwo Aniela i Edward Raczyńscy – a więc pierwsze osoby w Rzeczypospolitej na uchodźstwie – oraz zaprzyjaźniony z nimi pan Stanisław Baliński, znakomity poeta z grupy skamandrytów, jakże niesłusznie dziś zapomniany. To przede wszystkim on przesyłał mi tytuły najnowszych wówczas prac na temat życia i twórczości Jane Austen, kopie artykułów ukazujących się w Anglii w związku z dwustuleciem jej urodzin, wycinki prasowe, a także znaczki pocztowe emitowane na jej cześć – ewenement w dziejach poczty brytyjskiej, powtórzony tylko raz, w 2013 roku, aby z kolei uhonorować dwustulecie wydania Dumy i uprzedzenia.
Pamięć tych czworga wspaniałych osób towarzyszyła mi podczas pisania tej książki.
Dziękuję pierwszym krytycznym czytelniczkom maszynopisu, pani profesor Grażynie Bystydzieńskiej i pani Ewie Krasińskiej, za ich cenne uwagi. Dziękuję też mojemu synowi Andrzejowi za pracę nad uporządkowaniem komputerowego tekstu, w którym ostatecznie wszystkie znaki postawiła na właściwych miejscach pani redaktor Elżbieta Novak. Dziękuję wszystkim, którzy mi pomagali.
Wreszcie pragnę powiedzieć czytelnikom, że jestem odpowiedzialna za tłumaczenie zawartych w tej książce tytułów i cytatów z wyjątkiem tych, gdzie autorstwo tłumacza zostało podane w przypisie. Starałam się w ten sposób odciążyć książkę od zbędnego balastu formalnej naukowości, by mogła być czytana tak, jak została pomyślana – jako towarzysz lektury sześciu znakomitych powieści Jane Austen.
Anna Przedpełska-Trzeciakowska
Kartka od Stanisława Balińskiego upamiętniająca dwusetną rocznicę urodzin Jane Austen
POCZĄTEK
„Każdy, kto ośmiela się pisać o Jane Austen, musi się liczyć z tym, że spośród wszystkich wielkich angielskich pisarzy właśnie ją najtrudniej uchwycić w chwili wielkości” – pisała Virginia Woolf¹.
Dobrze rozumiem kłopot Virginii Woolf, ponieważ całe moje zawodowe życie jako tłumaczka spędziłam w towarzystwie Jane Austen i chociaż wiem, że jest wielką pisarką, nie potrafiłabym pośród niezliczonych rozpraw na jej temat znaleźć jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, w czym leży jej wielkość. Może więc nie trzeba mówić o wielkości, może trzeba mówić o życiu i pisaniu, o tym, co w literaturze zastała i co zostawiła, a wtedy wszystko, co wniosła, wynurzy się bez niczyjej pomocy jak nowy fragment krajobrazu mało dotąd urozmaiconego, gdzie pojawiają się, co pewien czas, jakieś zaskakujące zjawiska, powstałe nie wiadomo jak i dlaczego. Jeśli w kulturze odnajdujemy – i to nierzadko – jej głos, jeśli jej książki są wciąż chętnie czytane, jeśli we-dług nich powstają jakże lubiane i cenione filmy, to chyba coś jest na rzeczy. Może więc zainteresują kogoś losy tej piętnastolatki, która przed przeszło dwustu laty usiadła przy malutkim stoliczku w stylu pembroke, przycięła gęsie pióro, zanurzyła w kałamarzu i zaczęła pisać. Może ktoś jest ciekaw, co to było za pisanie.
„Pewno jakaś czarodziejska wróżka, jedna z tych, co to przysiadają na skraju kołyski, zabrała ją zaraz po urodzeniu w lot dookoła świata, a kiedy ją położyła z powrotem w pościeli, mała Jane nie tylko już wiedziała, jak wygląda cały wszechświat, ale też dokonała wyboru swojego królestwa. Uznała, że jeśli będzie w nim mogła zawsze panować, nigdy nie zapragnie innego. Tak więc w wieku piętnastu lat miała niewiele złudzeń co do ludzi i żadnych złudzeń co do siebie”. Tyle Virginia Woolf², wielbicielka Jane Austen. Jesteśmy w dobrym towarzystwie.
Jakie to było królestwo? Niewielkie. „Trzy czy cztery rodziny gdzieś na wsi” – tak wyznaczy później swój ulubiony teren. Hrabstwa południowej Anglii, najbardziej angielskie z angielskich: Hampshire, Kent, Surrey. Musimy je jeszcze zacieśnić do obszaru o promieniu kilkunastu mil. Centralny punkt w małej wiosce. Kilka farmerskich chat, dwór i stary kościołek Świętego Mikołaja, a nieopodal kościoła plebania. I w tym właśnie miejscu wszystko się zaczyna.
Napisano o niej wiele książek, jej powieści stanowiły temat setek rozpraw naukowych i literackich, a przecież o jej prywatnym życiu wciąż wiemy niemal tyle co nic. No bo gdzież tu szukać tropów, jeśli zostały dawno zatarte przez najbliższych, którzy starannie przesiali jej korespondencję i spalili to, co najbardziej osobiste.
Trzeba więc szperać na własną rękę w tym, co pozostało, trochę się domyślać, trochę doczytać w jej twórczości – pozwolić sobie niekiedy na zaufanie do własnej intuicji towarzyszącej przecież od tylu lat wszystkiemu, co napisała. Poczytać trochę uczonych ksiąg, poszukać dokumentów. I liczyć na pokrewieństwo wyobraźni z czytelnikami tych słów.
Czas i miejsce urodzin wybrała sobie Jane Austen znakomicie. Czas – ostatnie ćwierćwiecze osiemnastego stulecia; miejsce – północne Hampshire, wioska Steventon, niezbyt odległa i od Londynu, i od Oksfordu, ale leżąca od nich na tyle daleko, by stanowić osobny świat prowincji, w którym mogła dorastać przyszła pisarka.
Udało się jej doświadczyć w życiu i wykorzystać w twórczości ostatnie lata, jakie mieszczą się w staroświeckim pojęciu Merry Old England. Była to Anglia dyliżansów, rozległych, jeszcze niegrodzonych zielonych pastwisk i bujnych, pełnych ptactwa żywopłotów kryjących nieograniczone możliwości wyobraźni! Anglia kwitnącego rękodzieła i rzemiosła zachowująca wciąż swoje malownicze piękno. Świat kolejnego monarchy z dynastii hanowerskiej, Jerzego III, który, jedyny jak dotąd z Hanowerczyków, lubił swoich poddanych i mówił ich językiem, ale zwariował. Świat, w którym panował zagwarantowany przyzwoleniem większości porządek, krzepnący w obliczu szaleństwa i gwałtów, jakie działy się tuż za miedzą, we Francji. Świat, którego koniec przyjdzie niedługo, wraz z pokojem na Kontynencie i pierwszymi krokami industrializacji, tego największego zagrożenia dla jego urody. Jakże malowniczy świat!
Urodziła się 16 grudnia 1775 roku. Zima była mroźna, jak mówią ówczesne kroniki, wiały silne wiatry i w małej wiosce Steventon wszystkie liście opadły już z drzew. Dziewczynka została natychmiast ochrzczona przez ojca, wielebnego pastora George’a Austena, który z doświadczenia wiedział, że z chrztem zimą w jego parafii nie należy zwlekać. Oficjalna ceremonia miała odbyć się w kościele na wiosnę.
„Kochana siostro – pisał dzień później pastor Austen do swojej siostry Philadelphii mieszkającej w Londynie – pew-no już od jakiegoś czasu oczekiwałaś wiadomości z Hampshire i może trochę się dziwiłaś, że my, tacy starzy, tak źle umiemy rachować, bo też w rzeczy samej Cassy spodziewała się rozwiązania już miesiąc temu, lecz wreszcie wczoraj wieczór przyszedł czas i bez dłuższych wstępów wszystko się dobrze skończyło. Mamy drugą córeczkę (…). Nazwiemy ją Jenny. Twoja bratowa czuje się, Bogu dzięki, zupełnie dobrze po tym wszystkim”.
Oprócz wiadomości o przyjściu na świat córeczki otrzymujemy tu pierwszą informację, z której możemy wyciągnąć własne wnioski na temat atmosfery panującej na plebanii. Pastor, pisząc do siostry o żonie i córkach, używa zdrobnień; pastorowa, Cassandra, nazwana jest pieszczotliwie „Cassy”, a malutka Jane – „Jenny”, czyli Jasią lub Janeczką. To ważna informacja – sztywny, paternalistyczny język obowiązujący w osiemnastowiecznej rodzinie brzmi zdecydowanie ciepło w domu państwa Austenów.
Matka nie robiła wielkiego zamieszania wokół małego przybysza. Było to jej siódme dziecko i te, które roiły się w domu, z pewnością wymagały aż nadto jej czasu. Pastorowa Cassandra Austen okazała się niezwykle praktyczną kobietą. Choć pochodziła z bardzo dobrej rodziny, przywykła do kłopotów finansowych, trudności i ograniczeń. Mając do wykarmienia tak duże stadko, trzymała przy plebanii własną oborę, chlew, kurnik i ogród warzywny. Sama szyła i cerowała pończochy i kaftaniki swoich dzieci, w dodatku robiła to jawnie, nie próbując ukrywać tych niezgodnych z jej pozycją zajęć nawet przy gościach. Z nadmiarem pracy dawała sobie radę, stosując pewne uproszczenia, akceptowane w owych czasach z powodzeniem w wielodzietnych rodzinach, a takich w świecie pastorostwa Austenów była większość. Postąpiła z małą Jane tak samo, jak postępowała dotychczas z kolejnymi niemowlętami – wkrótce po urodzeniu oddała ją „na odchów” do mamki w wiosce, u farmera. Taki „odchów” trwał około roku i dziecko wracało do domu silne i zdrowe. W ten sposób przeżyły swój pierwszy rok wszystkie dzieci pastorostwa Austenów, po kolei: James, George, Edward, Henry, Cassandra, Francis i Jane, a po niej jeszcze najmłodszy Charles. Z całej ósemki tylko George okazał się niezdolny do normalnego życia – obciążony od urodzenia nieuleczalną chorobą, został oddany pod opiekę farmerskiej rodziny w niezbyt odległej od Steventon wsi Monk Shereborne, gdzie przebywał do śmierci. Dożył sędziwego wieku, musiał więc być otoczony należytą troską.
Tyle wiemy na pewno z zachowanych świadectw rodzinnych i parafialnych, ale musimy sięgnąć do innych, obszerniejszych źródeł, jeśli chcemy choć w przybliżeniu wyobrazić sobie, jak wyglądał świat dzieciństwa Jane Austen, co kształtowało ówczesne gusty warstwy, do jakiej z urodzenia należała, wyobrazić sobie życie i obyczaje domu i sąsiedztwa. I może choćby rzucić okiem na te czasy, w których łaskawy los pozwolił jej żyć.
W empik go