Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Jeden moment - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
26 maja 2026
E-book: EPUB, MOBI
47,99 zł
47,99
4799 pkt
punktów Virtualo

Jeden moment - ebook

Czasami wystarczy jeden moment, by wszystko zniszczyć.

Talia pogodziła się z myślą, że Johansonowie zawsze będą w jej życiu. Gdy jej siostra Ronnie zaręczyła się z Torinem Johansonem, bratem jej byłego chłopaka, Talia założyła, że to ona zajmie się planowaniem ceremonii. W końcu jest najlepszą konsultantką ślubną w mieście. Jednak siostra zaserwowała jej koszmarną nowinę: Talia ma pracować z Haelem, swoim eks, który również zajmuje się organizacją wesel.

Hael nie spodziewał się, że przyjęcie tego zlecenia okaże się największym wyzwaniem w jego karierze. Rozstanie z Talią było zbyt gwałtowne, nieoczekiwane i bolesne. Jednak nie bez powodu w branży ślubnej nazywają go Rekinem – jest profesjonalny i bezkonkurencyjny. Tylko czy uda mu się zapomnieć o przeszłości? A jeśli ponowne spotkanie przyniesie jemu i Talii tylko więcej cierpienia?

Rozdrapywanie starych ran może nie być dobrym pomysłem…

Przeczytaj pierwszą powieść z nowej serii autorki bestsellerowej trylogii „Swallow”. Więcej historii o mieszkańcach Ann Arbor już wkrótce!Aleksandra Muraszka – autorka powieści romantycznych i młodzieżowych, które poruszają najczulsze struny dusz czytelników. Znana jest z emocjonalnego stylu i historii zapadających w pamięć. W swojej twórczości skupia się na miłości, relacjach międzyludzkich, nadziei oraz zmaganiach z trudnymi doświadczeniami, dzięki czemu ze stworzonymi przez nią bohaterami łatwo się utożsamić. Jej książki wyróżniają się autentycznością. Uwielbia karmelowe latte i muzykę latino.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8399-562-5
Rozmiar pliku: 2,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Talia

TERAZ

Nie wierzę. To przecież nie może dziać się naprawdę. Co takiego złego zrobiłam, że życie mnie tak karze? Chodzi o tego robaka, którego zdeptałam w drodze do pracy?

To. Był. Wypadek.

Nie zrobiłam tego z premedytacją. Kocham zwierzęta – z wyjątkiem kotów, tych wrednych sierściuchów nie znoszę – ale tego robaczka nawet nie zauważyłam, dopóki nie zachrzęścił pod moim butem. A może to karma za wczorajszego faka wystawionego w stronę kierowcy, który wymusił pierwszeństwo i cudem nie zatrzymał się na moim zderzaku? Chociaż ej! Powiedzmy sobie szczerze, że miałam prawo wyjść z siebie. Każdy zachowałby się tak samo, prawda? Ten, kto zawsze jest opanowany i wyrozumiały na drodze, niech pierwszy rzuci kamieniem.

– Przestań błądzić myślami, bo wyglądasz bardzo niekorzystnie z tą miną. – Głos Ronnie wyrwał mnie z zamyślenia. – No i jeśli tak często będziesz marszczyć nos i brwi, dorobisz się zmarszczek jeszcze przed trzydziestką – dodała, a ja uśmiechnęłam się przebiegle.

– Wtedy pożyczysz mi ten magiczny krem, którego używasz, z tego, co widzę, działa cuda – odgryzłam się, na co siostra pokazała mi język.

– Po kim ty jesteś taka wredna?

– Po tobie – odparłam z satysfakcją, jednak szybko przypomniałam sobie, po co się spotkałyśmy. – Nie mydl mi oczu zmarszczkami, tylko lepiej tłumacz się z tej pomyłki, bo domyś­lam się, że tym właśnie jest: pomyłką – zaakcentowałam ostatnie słowo, lecz wyraz twarzy mojej starszej siostry nie wskazywał na to, bym miała rację.

– No wieeeeesz…

– Nie, nie wieeeeeem – przeciągnęłam w taki sam sposób.

Veronica westchnęła i teatralnie przewróciła oczami. Po chwili obróciła głowę w bok, przez co ostatnio rozjaśniane końcówki jej włosów zamoczyły się w piance z latte. Z profilu wyglądała jak nasza mama – ładny, zadarty nos, szczupła twarz z widocznymi kośćmi policzkowymi obsypanymi kilkoma piegami, a także długie, czarne rzęsy oraz błękitne oczy. Zazdrościłam jej tego, że miała coś po niej. Czułam, jakby przez to była bliżej mamy, a ja… cóż, odziedziczyłam wszystkie cechy zewnętrzne po naszym ojcu – i żeby nie było, nie narzekam – choć też chciałabym wyglądać jak mama.

Wreszcie po długiej, głębokiej ciszy siostra postanowiła uraczyć mnie wyjaśnieniem.

– Słuchaj, Tali, to nieporozumienie, a raczej niedogadanie się. – Zwróciła twarz w moją stronę, a w jej jasnych oczach zalśniło poczucie winy.

Prychnęłam zirytowana i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.

– No ewidentnie komunikacja w waszym związku leży i kwiczy – stwierdziłam, za co Ronnie obrzuciła mnie jednoznacznym spojrzeniem. W okresie nastoletnim nazywałam je spojrzeniem zołzy. Używała go zawsze, kiedy uważała, że pieprzę głupoty, a ona nie chciała tego komentować.

– Hael jest bratem Torina.

_Hael Johanson, którego szczerze nienawidzę. Wyjaśnijmy to sobie już na wstępie._

– A ja jestem twoją siostrą – wtrąciłam. – Przebolałam fakt, że spośród ponad ośmiu miliardów ludzi ty musiałaś wybrać akurat brata mojego byłego i się zakochać. Ale, cholera, Ronnie, stawiasz mnie w popapranej sytuacji, w której nie chcę się znaleźć.

Veronica i Torin poznali się dzięki mnie i Haelowi w czasach studiów, kiedy jeszcze byliśmy parą. Między tą dwójką nie od razu zaiskrzyło, właściwie to zaczęli się spotykać już po moim rozstaniu z Haelem. Przez trzy miesiące siostra ukrywała ten fakt przede mną, bo bała się mojej reakcji. Nie byłam na nią zła, gdy wreszcie mi powiedziała, co się dzieje. W końcu zabujała się w bracie mojego byłego, nie w nim samym. Torin był inny niż jego młodszy o trzy lata brat. Nie tylko z wyglądu, ale w szczególności z charakteru. Podczas gdy Hael ociekał niebezpieczną aurą, budził w ludziach postrach i jeździł motocyklem – czym doprowadzał swoją matkę do przedwczesnego siwienia – Torin siedział z nosem w książkach, emanował stoickim spokojem i nigdy nie przeklinał. Naprawdę, odkąd go poznałam, nie usłyszałam ani jednej „kurwy” padającej z jego ust.

Pogodziłam się z myślą, że Johansonowie pozostaną częścią mojego życia, w dniu, w którym Ronnie zaświeciła mi przed nosem wielgachnym pierścionkiem z pięciokaratowym diamentem. Wtedy również założyłam, że to właśnie ja zajmę się przygotowaniem ich wesela. W końcu byłam najlepszą wedding plannerką w tym mieście. Tymczasem dwa tygodnie później siostra zaprasza mnie do naszej ulubionej kawiarni i serwuje nowinę rodem z najgorszego koszmaru.

Mam pracować z moim byłym, który notabene również jest wedding plannerem – niektórzy uważają, że nie ma sobie równych, ale to oczywiście zwykła plotka, zapewne wymyślona przez niego samego, by podbudować własne ego – a moja siostra nie widzi w tym żadnego problemu.

_Boże, to naprawdę kiepski żart. Nie rób mi tego. Będę grzeczna, obiecuję. Zacznę częściej się modlić i zawitam do kościoła… kiedyś. Tylko błagam, nie wystawiaj mnie na takie próby._

Veronica wypuściła z siebie melodramatyczne westchnienie, na które nie miałam zamiaru się nabrać. Nie tym razem.

– Wiem, że nie jesteś zadowolona, i chcę, żebyś wiedziała, że naprawdę starałam się to odkręcić, ale zrozum też mnie. – Położyła dłoń w okolicy serca, na wyeksponowanej piersi, i nawet nie mrugnęła, gdy wypowiadała kolejne słowa: – Musiałam pójść na kompromis.

– Współpracę z wrogiem nazywasz kompromisem?

– Ach, i po co ten dramatyzm?

_Czy ona mówi poważnie?_

Zatkało mnie na kilka sekund, co Veronica zgrabnie wykorzystała. Pochyliła się nad stolikiem, mrugając szybciej, niż to było konieczne.

– Torin poprosił Haela o przygotowanie naszego ślubu w tym samym czasie, w którym ja poprosiłam ciebie. Oboje uznaliśmy, że to najlepsze wyjście z tej sytuacji, bo nie chcieliśmy odmówić żadnemu z was.

Przewróciłam oczami, irytując się coraz bardziej.

– Najlepsze wyjście?! Prosić nas o współpracę?

– Minęło wiele lat, nie mogłabyś choć na ten jeden rok zapomnieć o przeszłości i sprawić, by twoja jedyna siostra była szczęśliwa?

Spojrzałam na nią spod byka. Nienawidziłam, gdy wykorzystywała własne szczęście jako argument w sprawie, którą przegrywała. Za każdym razem najeżdżała moją empatię z całą swoją amunicją, bo doskonale wiedziała, że wtedy nie będę w stanie niczego jej odmówić. Tak, moja siostra była cholerną manipulatorką, ale i tak ją kochałam, bo poza tym dbała o mnie, odkąd pamiętam, i była blisko zawsze, gdy tego potrzebowałam. Obie wskoczyłybyśmy za sobą w ogień i właśnie to stale sobie przypominałam podczas wciąż trwającej debaty.

Odgarnęłam ciemny kosmyk włosów, bo zasraniec już czwarty raz tego dnia wysunął się z upięcia, którego wykonanie tak swoją drogą zajęło mi znaczną część poranka – tak, głównie dlatego spóźniłam się do pracy – i również się pochyliłam. Nasze twarze znalazły się na tym samym poziomie.

– Po tych słowach powinnam stąd wyjść i zablokować twój numer – odparłam i nim Ronnie zdążyła choćby rozchylić wargi, z uniesionym palcem dodałam: – Jednak… za bardzo cię kocham, no i jestem pieprzoną altruistką, dlatego rozważę tę opcję. – Zrobiłam najbardziej męczeńską minę, na jaką było mnie stać, i opadłam na oparcie krzesła.

– Tak! Dziękuję, dziękuję, dziękuję. – Podniosła się, podeszła i objęła moje policzki, po czym cmoknęła mnie szybko w usta i wróciła na swoje miejsce.

– Nie powiedziałam, że się zgodzę. Powiedziałam tylko, że to przemyślę – podkreśliłam.

– Czyli się zgadzasz – podsumowała usatysfakcjonowana i upiła łyk dyniowej latte, której ja nienawidziłam z całego serca. Tak samo, a może i mocniej, nienawidziłam Haela Johansona, dlatego współpraca z nim przy planowaniu ślubu mojej siostry to scenariusz, jakiego się nie spodziewałam.

W tej samej sekundzie, w której ta myśl we mnie uderzyła, otworzyłam szerzej oczy i przeniosłam spojrzenie na siostrę.

– Czy on już wie? – spytałam nieco zbyt przejętym tonem.

Veronica uniosła pytająco brew i odstawiła kawę na stolik.

– Hael?

– Czy… – Przymknęłam na moment powieki i wzięłam uspokajający wdech, nim ponownie popatrzyłam na siostrę. – Mogłabyś nie wypowiadać jego imienia w mojej obecności, proszę? – Użyłam słodkiego tonu i pomachałam szybko rzęsami, choć nie były one tak długie i gęste jak te Ronnie.

Siostra parsknęła, usiłując to zatuszować zakryciem ust dłonią.

– Wybacz, ale to trochę… – urwała, wpatrując się we mnie niepewnie.

Wypuściłam powietrze z płuc, by zaakcentować moje poirytowanie.

– No jakie? Dokończ.

– Gówniarskie.

Pokiwałam głową i usiadłam prosto, wręcz nienaturalnie. Nic nie mogłam poradzić na to, że całe moje ciało się spinało na samo wspomnienie tego faceta, bo mężczyzną nie mogłam go nazwać. Żeby nim być, trzeba wyhodować jaja, a tych mu brakowało. Co on w ogóle jeszcze robił w moich myślach?

_Wypad, tam są drzwi._

– Tak, zgodził się. – Ronnie odpowiedziała na moje wcześniejsze pytanie, co, muszę przyznać, lekko mnie skonfundowało. – Torin rozmawiał z nim dziś rano i powiedział, że Ha… – Zamilkła, w porę się reflektując, choć jeśli mam być szczera, sądziłam, że wypowie jego imię dla zasady, żeby mnie tym bardziej wpienić. – Że Rekin zgodził się bez zająknięcia.

Rekin. Tak nazywali go w naszej branży, bo pożerał zlecenia sprzed nosa każdej wedding plannerce prócz mnie. Ja byłam od niego lepsza. Miałam na koncie więcej doświadczenia, więcej skończonych kursów, więcej praktyk i więcej zadowolonych klientów. A przynajmniej tak sobie wmawiałam. Nigdy nie odważyłam się porównać ocen, jakie wystawiano nam w internecie, i chyba nie chciałam tego robić. Dla mnie ten facet nie istniał od pięciu lat.

– No w to na pewno nie uwierzę – skomentowałam jej ostatnie stwierdzenie i dopiłam kawę, by zamknąć sobie w ten sposób usta. Miałam ochotę dodać jeszcze kilka słów, za które Ronnie z pewnością by mnie zbeształa.

– Widzisz, niektórzy potrafią ruszyć naprzód – powiedziała, trafiając w czułą strunę.

Może gdyby moja siostra wiedziała, co tak naprawdę wydarzyło się między mną a Panem, Którego Imienia Nie Zamierzam Już Nigdy Więcej Wypowiadać (nawet w myślach, a może w szczególności?), nie powiedziałaby tego.

Musiałam zagryźć zęby, by nie dać po sobie poznać, że jej uwaga uraziła mnie do żywego.

– On niewątpliwie ruszył naprzód i to bardzo szybko – odparłam tak cicho, że nie byłam pewna, czy Ronnie w ogóle mnie usłyszała. Doskonale pamiętałam widok jakiejś tlenionej blondyny u jego boku, stali przed jego biurem ledwie dwa miesiące po naszym rozstaniu. Odepchnęłam te obrazy i skupiłam się na siostrze. – Dobrze, zatem podsumujmy nasze dzisiejsze spotkanie. – Przysunęłam się do stolika i splotłam dłonie na blacie, unosząc wzrok niczym prawdziwa bizneswoman. Moje spojrzenie spotkało się z ciepłym błękitem oczu siostry. Starałam się z całych sił utrzymać powagę na twarzy, choć stawało się to coraz trudniejsze, kiedy patrzyła na mnie w ten sposób. – Jestem mentalną gówniarą, szukającą problemów tam, gdzie ich nie ma, i niewdzięczną siostrą, bo przecież proponowanie mi współpracy z wrogiem ma być dla mnie zbawieniem, a nie koszmarem.

– Boże drogi, Tali, naprawdę jesteś królową dramatów. – Wzniosła oczy ku górze i ucisnęła nasadę nosa palcami, ewident­nie w próbie powstrzymania się przed potrząśnięciem mną na oczach innych klientów kawiarni.

– Bij pokłony – odparłam bez namysłu, a siostra pokręciła głową, wpatrując się we mnie z niedowierzaniem.

– Czyli się nie zgadzasz? Odmówisz mi?

_Franca._

Doskonale wiedziała, że tego nie zrobię.

– Choć wątpię w to, by on poszedł na ten układ bez żadnego „ale”, nie mogę być gorsza i powiedzieć „nie”.

Usta Ronnie rozciągnęły się w pięknym uśmiechu.

– Jednak zanim będę zmuszona się z nim spotkać, chcę się do tego przygotować. – _A najlepiej otumanić umysł jakimiś mocnymi proszkami_, pomyślałam. – Daj mi chociaż kilka dni – zaznaczyłam, a siostra energicznie przytaknęła i sięgnęła ponad stołem do moich złączonych dłoni.

– Oczywiście, podam ci jego mejla. Umówicie się, kiedy będzie ci pasować, choć jeśli o mnie chodzi, możecie wszystko załatwić online.

Niestety nie możemy. Niektóre rzeczy będą wymagać od nas wspólnej wizyty w wielu miejscach, bo w żadnym wymiarze nie pozwoliłabym mu na samodzielny wybór czegokolwiek z listy rzeczy niezbędnych do przygotowania ślubu i wesela.

– Okej. – Tylko tyle zdołałam powiedzieć, bo w mojej głowie już szalała burza.

– Nie wiem, jak ci się za to odwdzięczę – szepnęła Ronnie. W jej oczach zalśniły łzy wzruszenia. – Gdyby mama cię teraz widziała, byłaby z ciebie dumna.

Serce na moment mi się zatrzymało.

– To ty bierzesz ślub marzeń z miłością swojego życia. – Zamknęłam jej dłonie w swoich. – To z ciebie byłaby dumna.

– Nie mówmy sobie takich rzeczy, bo będę płakać. – Starła z policzka łzę, która zdążyła się wymknąć z jej oka, i uśmiechnęła się ciepło. – Kocham cię.

– Ja ciebie też. – Posłałam w jej stronę całusa, na co zareagowała cichym śmiechem, a moje serce nareszcie zaczęło normalnie pracować.

Musiałam pamiętać, dla kogo to wszystko robię.

Dla Ronnie. Dla jej szczęścia.

Dla niej mogłabym nawet pójść do piekła, choć ono czyhało na mnie w postaci Haela Johansona.

_Którego miałam nie wspominać nawet w myślach._

_Cholera._ROZDZIAŁ 2

Hael

TERAZ

– Chyba sobie jaja robisz. – Spojrzałem na brata, jakby wyrosła mu druga głowa.

Posadził dupsko na moim biurku, a ręką przykrył papiery przede mną, przez co nie mogłem skupić się na pracy, choć o skupieniu nie było mowy od momentu, w którym z jego ust padło: „Zorganizujesz mój ślub i wesele razem z Talią”. W pierwszej sekundzie uznałem, że zwyczajnie się przesłyszałem. W następnej, że Torin wywinął mi mało śmieszy żart. Jednak po trzeciej sekundzie jego mina nie uległa zmianie – nie uśmiechnął się, a zza drzewka owocowego ustawionego zaraz przy wejściu nie wyskoczył operator z kamerą i głośnym okrzykiem: „Dałeś się nabrać!”.

– Ja uznam, że tego nie powiedziałeś, a ty wstań, wyjdź i wejdź jeszcze raz – poleciłem mu, wymachując długopisem.

– Tyle że ja właśnie to powiedziałem. – Skrzywił się nieznacznie i zmienił pozycję tak, że teraz zgniatał wydruki próbnego planu organizacji najbliższego wesela, którym miałem się zająć.

Zmarszczyłem nos i zamknąłem oczy, by wziąć dwa głębokie wdechy. Stale przypominałem sobie, że nie wypada zabić własnego brata.

– Możesz zejść z mojego biurka? Za chwilę zniszczysz wszystko, nad czym pracuję od zeszłego wieczora. – Wypowiedziałem te słowa możliwie spokojnie i dopiero po chwili unios­łem powieki.

– Wybacz. – Posłał mi przepraszający uśmiech, odsuwając się. – To jak będzie? – Potarł dłońmi jedną o drugą, wpatrując się we mnie wyczekująco, z nadzieją. – Zgadzasz się? Mogę przekazać Ronnie pozytywne wieści?

– Nie – zaprzeczyłem od razu. – Nie ma na tym świecie siły, która zmusiłaby mnie do współpracy z tą kobietą.

Specjalnie nie wypowiedziałem jej imienia, bo od kilku lat dość skrupulatnie zmywałem je ze swojego języka. Starałem się również wykurzyć je z mojej głowy i serca, lecz to okazało się znacznie trudniejsze przez to, że doskonale pamiętałem czasy, w których czciłem jej imię, jakby było bóstwem. Jakby ona była bóstwem.

Zamrugałem kilkukrotnie, otrząsając się z letargu.

– Zresztą nie wydaje mi się, żeby siostra twojej narzeczonej się na to zgodziła – dopowiedziałem i musiałem odchrząknąć, ponieważ mój głos dziwnie ochrypł.

Torin z uśmiechem prawdziwego sadysty nachylił się nad biurkiem i spojrzał mi w oczy – dłonie oparł pomiędzy wydrukami, za co byłem mu w duchu wdzięczny.

– To cię zaskoczę, braciszku, bo rozmawiałem z Ronnie i wyobraź sobie, że Talia nie miała żadnych obiekcji.

Prychnąłem i rozsiadłem się wygodniej w fotelu, nie spuszczając Torina z oczu.

– Nie wierzę – odparłem.

Zważywszy na sposób, w jaki nasz związek dobiegł końca i w jakich stosunkach się rozstaliśmy, szczerze wątpiłem, by siostra Veroniki przystała na propozycję współpracy ze mną. Ona nie chciała mnie widzieć, tak samo jak ja jej. Mimo iż pracujemy w tej samej branży, dotąd nie spotkaliśmy się w trakcie żadnego zlecenia, teraz jednak miało się to zmienić. W końcu mój brat i jej siostra planowali ślub, więc siłą rzeczy i tak byliśmy ze sobą związani. Na szczęście każde z nas założyło własną działalność, co czyniło nas konkurentami, ale to tylko dodatkowy plus. Wiedziałem, że Talia (i to by było na tyle, jeśli chodzi o moje postanowienie niewypowiadania jej imienia nawet w myślach) jest naprawdę dobra w swoim zawodzie. Już na studiach dużo się uczyła, zaliczała masę kursów, praktyk i nabierała znacznie więcej doświadczenia niż ja, a to dlatego, że nie od zawsze chciałem zostać wedding plannerem. Poszedłem na studia biznesowe z zupełnie innych powodów. Moje priorytety się jednak zmieniły, podobnie jak kierunek kariery.

I właśnie to doprowadziło mnie do takiej oto sytuacji. Mój brat, który jakiś czas temu oświadczył się Veronice, od razu zapytał, czy nie zająłbym się organizacją ich ślubu oraz wesela. Z miejsca się zgodziłem. Nie przypuszczałem jednak, że niedługo potem zawita do mojego biura z taką bombą. Nie zamierzałem współpracować z Talią. Nie dlatego, że byłem nieprofesjonalny, bo z tym nigdy nie miałem problemu, lecz z dość oczywistego powodu: ona mnie nienawidziła, zresztą ze wzajemnością.

– Musiałeś się przesłyszeć, stary. – Pokręciłem głową, by wrócić do rzeczywistości, i przeniosłem wzrok na brata, który zdążył się cofnąć i stanąć przed moim biurkiem.

Nadzieja wciąż nie uleciała z jego oczu, co z kolei wzbudziło we mnie oburzenie. Wiedziałem, że nie da mi spokoju, dopóki się nie zgodzę. Nie chciałem mu odmawiać, ale… kurwa, to było trudniejsze, niż przypuszczałem. Torin słynął ze spokoju i podchodzenia do każdej sprawy na chłodno. Zazdrościłem mu tego, bo sam bywałem dość porywczy i często najpierw działałem, a dopiero później myślałem, przez co popełniałem masę błędów. Byłem również bardzo niecierpliwy, jednak z tym walczyłem w pracy, która wymagała ode mnie sporo cierpliwości.

– Mam teraz do niej zadzwonić, żebyś uwierzył? – Torin już sięgał po telefon, ale powstrzymałem go ruchem ręki. Nie potrzebowałem zapewnienia jego narzeczonej, tylko jej siostry.

– Jak ty to sobie wyobrażasz? – odpowiedziałem pytaniem. – Poważnie. Myślisz, że podzielimy się pracą czy będziemy działać wspólnie?

– To już zależy od was. Ronnie przekazała jej twojego mejla, na pewno lada dzień się z tobą skontaktuje w tej sprawie. Zróbcie tak, żeby wam było dobrze.

– Dobrze to byłoby wtedy, gdybym mógł działać sam – burknąłem i potarłem czoło, po czym głęboko westchnąłem. Odkąd Torin pojawił się w moim gabinecie i oznajmił mi, że mam współpracować z byłą, zaczęła mnie łapać migrena.

– Och, już nie dramatyzuj. – Machnął ręką, jakby to było nic takiego. – Jesteś dorosły, nie zachowuj się jak dziecko. Minęło pięć lat, ona ruszyła dalej, ty też byś mógł.

Zmarszczyłem brwi na jego słowa.

– Przecież ruszyłem, o co ci chodzi?

Torin westchnął zniecierpliwiony i przestąpił z nogi na nogę. Przybrał poważny wyraz twarzy, a to upodobniło go do naszego ojca. W takich chwilach stawał się jego kopią, dosłownie. Sam odziedziczyłem po nim tylko dwie cechy: kolor włosów i piwne oczy, z tą różnicą, że ja urodziłem się z heterochromią centralną w jednym oku i wokół źrenicy rozchodziły się złote plamki, które rozjaśniały moje spojrzenie.

_Talia je uwielbiała._

_Chwila… skąd we mnie nagle taka myśl?_

Musiałem w trybie natychmiastowym zająć głowę czymś innym. Rozmyślanie o byłej nie znajdowało się na mojej liście rzeczy do zrobienia.

– Znam cię zbyt długo, by łyknąć te brednie – skwitował.

– Łyknąć to ty zapomniałeś swoich leków po przebudzeniu – odpowiedziałem kąśliwie. – Poza tym weź ze mnie zejdź. Przecież wiesz, że w pracy zachowuję profesjonalizm. Nie wycofam się, żeby siostra Veroniki miała satysfakcję. – Rozciągnąłem usta w uśmiechu i usiadłem wygodniej, zbliżając się do biurka. – Powiedz narzeczonej, że się zgadzam. – No proszę, gdy tylko wypowiedziałem to na głos, od razu pożałowałem, że zawczasu nie ugryzłem się w język.

_Przecież to będzie katastrofa. I to przez wielgachne K._

Torin mruknął coś pod nosem, podszedł do mnie, objął moją głowę dłońmi i ucałował we włosy.

– Kocham cię, bracie, wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć. – Skierował się do wyjścia, jak gdyby się obawiał, że zdążę się jeszcze rozmyślić. – Do później! – zawołał, a potem zamknął za sobą drzwi. Ponieważ te były przeszklone, tak jak całe moje biuro, śledziłem każdy jego krok, aż dotarł do wind i zniknął we wnętrzu jednej z nich.

_W co ja się, do cholery, wpakowałem?_

W południe zawsze chodziłem na drugą kawę – ten nawyk został ze mną od początku studiów, kiedy miałem masę nauki i mało snu – niedaleko mojego biura. Zmieniła się natomiast osoba, z którą to robiłem.

– Nad czym tak intensywnie myślisz?

Spojrzałem na siedzącą naprzeciwko Chloe. Blond włosy upięła w wysoki kucyk, eksponując szczupłą szyję oraz złote kolczyki w kształcie dużego koła. Jej szeroki uśmiech, wieczny optymizm i bijąca od niej dobra energia nieraz stawiały mnie na nogi. Zawsze, kiedy miałem zły humor, potrzebowałem spędzić z nią pięć minut. Wystarczyło popatrzeć w zieleń jej oczu i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki życie stawało się piękniejsze.

Tym razem gryzła mnie poranna rozmowa z bratem, której – nie wiedzieć czemu – nie potrafiłem wyrzucić z głowy. Zastanawiałem się, czy Talia rzeczywiście nie widziała problemu w naszej współpracy. Nie potrafiłem wyobrazić sobie tego, że tak po prostu przyjmuje propozycję z uśmiechem na ustach. Zdążyłem przerobić w głowie z tysiąc scenariuszy naszego ponownego spotkania po latach. Nie potrafiłem też skupić się na pracy, bo moje myśli mknęły jak rozpędzony pociąg, a ja stałem na torach niezdolny do wykonania najmniejszego ruchu.

– Ziemia do Haela. – Chloe pomachała mi dłonią przed twarzą, skutecznie wyrywając mnie z zamyślenia.

Już miałem ogromny problem z koncentracją, a nawet nie zacząłem pracować z Talią. Zapowiadał się ciekawy rok, z tym że określenie „ciekawy” wcale nie oznaczało czegoś pozytywnego, i obawiałem się, że to odbije się na mojej rzetelności.

– Przepraszam, co mówiłaś?

Chloe patrzyła na mnie z widocznym zmartwieniem.

– Co się dzieje? Jesteś nieobecny.

Chwyciłem kubek z kawą i przysunąłem go do ust. Tak naprawdę napój nie nadawał się jeszcze do picia, przez co poparzyłem sobie język, ale jedynie w ten sposób mogłem dać sobie cenne sekundy na przemyślenie odpowiedzi.

– Torin wpadł rano do mojego biura – zacząłem neutralnym tonem. Za nic w świecie nie chciałem pokazać Chloe, jak bardzo przejąłem się tym spotkaniem. – Wspominałem ci, że oświadczył się Veronice.

– Tak, czy coś się między nimi…?

Szybko pokręciłem głową.

– Nie, wszystko gra, tyle że jednak nie będę planował ich ślubu i wesela… sam. – Zawahałem się przy ostatnim słowie.

Brwi dziewczyny zbiegły się ze sobą, gdy ponaglająco machnęła ręką, dając mi znać, bym kontynuował.

Wziąłem głęboki wdech i po prostu to powiedziałem:

– Okazało się, że Veronica poprosiła swoją siostrę o zorganizowanie ceremonii bez konsultacji z moim bratem. On zresztą też nie powiedział narzeczonej, że dogadał się ze mną w tej sprawie. Dopiero kilka dni temu postanowili o tym porozmawiać i żeby nie odmawiać żadnemu z nas, wymyślili cudowne rozwiązanie. Mamy współpracować i zająć się tym razem.

Dziewczyna w pierwszej chwili nie zareagowała. Nie poznała Talii, słyszała o niej jedynie z moich opowieści. Znała Torina i Veronicę, ale nie utrzymywała z nimi bliskich stosunków. Jednak jej zdanie na temat siostry narzeczonej mojego brata było narzucone przeze mnie. Nieraz jej się żaliłem i możliwe, że powiedziałem kilka słów za dużo, przez co Chloe z zasady nienawidziła Talii.

– I co ty na to? – odezwała się po chwili mocno skonsternowana.

– Wszystko mi jedno. – Wzruszyłem ramionami, by nadać mojej wypowiedzi obojętny wyraz.

Chloe jednak nie łyknęła tej próby zamaskowania prawdziwych emocji.

– Kogo próbujesz oszukać? Bo ja tego nie kupuję. – Objęła dłońmi swój kubek z kawą i wpatrywała się we mnie z intensywnością godną pozazdroszczenia. Była zawzięta i nigdy nie odpuszczała. Właśnie dlatego tak dobrze się dogadywaliśmy.

– Co mam ci powiedzieć? Że cholernie się boję naszego spotkania?

– No, to już dobry początek – odparła. – Czego konkretnie się boisz?

Uciekłem spojrzeniem w bok. Rozmowa o uczuciach i emocjach to zdecydowanie nie moja bajka.

_„Gdybyś tylko potrafił mówić o tym, co tak naprawdę czujesz, twoje życie wyglądałoby zupełnie inaczej, a my nie bylibyśmy teraz w tej sytuacji”._

Potrząsnąłem głową, by wyrzucić z niej niechciane słowa Talii. Ciągle mi wypominała, że nie potrafiłem się przed nią otworzyć, że nie rozmawiałem o swoich uczuciach i przez to nasz związek zaczął się sypać. Fakt, nie należałem do wylewnych osób, dusiłem w sobie więcej, niż powinienem, ale nie uważałem, by nasze rozstanie było jedynie moją winą. To ona ze mną zerwała.

– Hael?

Mrugnąłem, jakbym robił to pierwszy raz od bardzo dawna, i odnalazłem spojrzenie Chloe.

– Ty nadal sobie z tym nie poradziłeś, prawda?

– Oczywiście, że sobie poradziłem – zaprotestowałem. – Po prostu rozstaliśmy się w mało przyjemnej atmosferze, a później unikaliśmy siebie nawzajem przez pięć lat, przez co teraz może być niezręcznie. – Upiłem kilka łyków kawy, skupiając się na przyjemnie gorzkim smaku.

– Chcesz z nią pracować?

Czy tego chciałem? Oczywiście, że nie. Czy miałem jakiś wybór? Owszem. Nie zamierzałem jednak zawieść brata i tylko dlatego przystałem na ten pokręcony pomysł. Wiedziałem, jak bardzo zależy mu na tym, bym przygotował jego ślub i wesele. Rozumiałem też, że Veronica pragnęła tego samego względem swojej siostry. Mogłem dać nam szansę. Jedną. Jeśli coś pójdzie nie tak, Torin sam zobaczy, że się mylił. Wtedy on i Veronica będą zmuszeni wybrać między mną a Talią.

– Nieważne, czego chcę – odparłem po zbyt długiej chwili milczenia. – Jeśli to ma uszczęśliwić mojego brata, to się przemęczę.

– Przede wszystkim musisz patrzeć na siebie i swoje uczucia, Hael.

_O nie, znowu te uczucia._

– Nie rób tego, skoro to wprawia cię w dyskomfort. Wiem, w jakich okolicznościach rozstałeś się z tą suką, i nie popieram tego durnego pomysłu.

Skrzywiłem się na określenie Talii „suką”, choć było ono jak najbardziej trafne.

Chloe głęboko westchnęła i zacisnęła palce na papierowym kubku.

– Jestem profesjonalistą. – Wyprostowałem się i spojrzałem jej w oczy. – To trochę tak, jakby przyszła do mnie para, której kiedyś nie lubiłem. Wynajęliby mnie, żebym zajął się organizacją najważniejszego dnia w ich życiu. Zapłaciliby mi. Nie odmówiłbym im, bo to świadczyłoby tylko o tym, że nie potrafię oddzielać pracy od spraw prywatnych.

– Ale przyjęcie zlecenia od kogoś, kogo prywatnie nie lubisz, a współpraca z innym wedding plannerem, którego nienawidzisz, to dwie różne rzeczy. Będziesz zmuszony spędzić z nią przynajmniej kilka godzin na ustalaniu planu, nie wspominając o samej ceremonii – dodała.

Dokładnie w tej chwili uświadomiłem sobie, że same przygotowania będą niczym w porównaniu z dniem ślubu Torina i Veroniki. Wtedy nie będziemy w pracy. Czy zdołamy zachować się względem siebie przyzwoicie?

– Jesteśmy dorośli, poza tym minęło pięć lat. Ona może być teraz zupełnie innym człowiekiem.

– Sam nie wierzysz w to, co mówisz – skomentowała i dopiła kawę. – Pamiętaj, że zawsze możesz się wycofać. Torin na pewno nie będzie miał ci tego za złe.

– Wiem, dzięki, Chloe.

Dotknęła mojej dłoni i lekko ją ścisnęła.

– Gdybyś chciał ją wygryźć z tego projektu, służę pomocą. – Puściła do mnie oczko, co skwitowałem cichym śmiechem.

– Jesteś niemożliwa.

Wzruszyła ramionami i wskazała palcem mój do połowy pełny kubek. Opróżniłem go w dwie sekundy. Następnie kiwnąłem głową w stronę wyjścia z kawiarni.

– Idziemy? Przerwa kończy się nam za… – zerknąłem na zegarek na nadgarstku, a później ponownie na przyjaciółkę – … cztery minuty.

Dziewczyna przytaknęła i wstała, więc sam również się podniosłem, po czym oboje wyszliśmy na zewnątrz.

Chloe pracowała jako moja recepcjonistka. Zatrudniłem ją od razu po otwarciu własnej firmy. Potrzebowałem kogoś do pomocy, więc wystawiłem ogłoszenie, a ona zgłosiła się do mnie już następnego dnia. Kojarzyłem ją ze studiów, ale nigdy wcześniej się nie poznaliśmy. Chloe zajęła się całą papierologią, umawiała wizyty z potencjalnymi klientami, rezerwowała terminy w kwiaciarniach i ogarniała całą resztę logistyczną. O moje social media dbała jej młodsza siostra Naya. Studiowała na tej samej uczelni, którą ukończyliśmy ja i Chloe. Dziewczyna znała się na rzeczy, no i była młodsza, a co za tym idzie – bardziej ogarnięta w świecie obecnie panujących trendów.

Zanim wróciłem do swojego biura, które wynajmowałem w jednym z wieżowców w Ann Arbor, obróciłem się jeszcze do Chloe.

– Dzięki za rozmowę.

– Do usług. – Ukłoniła się teatralnie i posłała w moją stronę czarujący uśmiech.

Nie mogłem się powstrzymać i również się uśmiechnąłem. Wszedłem do biura, rozejrzałem się dookoła i podparłem pod boki. Przez poranne rozkojarzenie byłem do tyłu z robotą o jakieś trzy godziny. Szykowało się siedzenie do wieczora nad projektem, który powinien być gotowy na dzisiejsze popołudnie.

Jednak nawet przy maksymalnym skupieniu łapałem się na tym, że zerkam w stronę monitora z włączoną pocztą elektroniczną stanowczo zbyt często. Torin powiedział, że jego narzeczona przekazała Talii mój adres mejlowy i że ta ma się do mnie odezwać w sprawie ustalenia szczegółów współpracy. Czekałem na tę wiadomość jak skończony kretyn. A gdy nastał wieczór, zrozumiałem, że nie dostanę jej tak szybko, jak się tego spodziewałem.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij