Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Jego piękna żona - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 września 2026
E-book: EPUB, MOBI
52,90 zł
Audiobook
52,90 zł
52,90
5290 pkt
punktów Virtualo

Jego piękna żona - ebook

Im więcej sekretów, tym więcej powodów, żeby zabić

Chloe Cooper pracuje jako barmanka, wyprowadza psy sąsiadów oraz… podgląda ludzi, żeby fantazjować na ich temat. Jej życie całkowicie się zmienia, gdy do luksusowej willi naprzeciwko wprowadzają się Adam Spengler, ceniony chirurg, oraz jego olśniewająca żona Jemma.

Zamieszkanie w domu nad oceanem ma być dla Jemmy i Adama nowym początkiem i szansą na uporanie się z tragicznymi stratami. Spokój jednak nie przychodzi. Kobieta czuje, że jest przez kogoś obserwowana.

Pewnego ranka na spowitej mgłą plaży Chloe jest świadkiem morderstwa. Od tego czasu zaczyna postrzegać swoich sąsiadów w zupełnie innym świetle.
Policyjne śledztwo w tej sprawie okazuje się dużo bardziej skomplikowane, niż wydawało się na początku. Spenglerowie mają swoje tajemnice, a Chloe nie jest jedyną osobą, która z ukrycia patrzyła na tragiczne wydarzenia.

Mroczne kłamstwa. Pozornie idealny dom. Niebezpieczna gra.

Autorka bestsellerów „The Washington Post” i Amazona

Ponad 4 miliony sprzedanych książek na całym świecie

Laureatka prestiżowej Daphne du Maurier Award

Nominowana do Goodreads Choice Awards

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-277-4551-4
Rozmiar pliku: 2,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Pływaczka
27 września 2019

Gołą głowę Chloe Cooper zrasza miarowy deszcz. Chloe nie przejmuje się, że włosy przyklejają się jej do policzków, a strużka zimnej wody spływa szczeliną między jej płaszczem przeciwdeszczowym a karkiem. W pewnym sensie chce, żeby tak się działo. Chce zimna. Wody. Chce zostać oczyszczona. Chce, żeby woda wypłukała z niej ciemność i sprawiła, że Chloe poczuje się lepiej. Albo że po prostu poczuje cokolwiek.

Minęły tygodnie, odkąd naprawdę coś czuła. Zwłaszcza wczorajszy dzień nie przebiegł pod tym względem dobrze.

To dlatego jest tutaj, na plaży Jerrin o siódmej w ponury, ciemny ranek wypełniony deszczem i gęstą mgłą. Stoi na błotnistym skrawku trawnika obok krętej brukowanej ścieżki biegnącej wzdłuż plaży z szarego piasku.

Ze swojego mieszkania nad perskim supermarketem trzy przecznice dalej przyprowadziła Brodiego. Pies – mierzący niespełna trzydzieści centymetrów wzrostu i trzęsący się w żółtej kurteczce przeciwdeszczowej – raz po raz krąży wokół stóp Chloe, szukając odpowiedniego miejsca, żeby się załatwić. Chloe go nie ponagla. Brodie ma czternaście lat i prawdopodobnie już samo przejście trzech krótkich przecznic od domu to zbyt wiele dla jego pałąkowatych łapek. Gdy już zrobi swoje, Chloe zaniesie go z powrotem.

Patrząc na niego, kobieta myśli, że pies brzydnie z każdym dniem. Ma wyłupiaste oczy, dość cudaczny tyłozgryz, gnijące zęby, dziwne łyse placki na skórze, a do tego śmierdzi. Chloe i tak go uwielbia. To pies jej mamy, a mama już nie może chodzić z nim na spacery. Chloe jest pewna, że nikt oprócz niej i mamy nie mógłby naprawdę pokochać Brodiego. I dlatego identyfikuje się z tym psem. W każdym razie trochę. Nie jest stara i ma nadzieję, że nie śmierdzi, ale oprócz matki prawdopodobnie też nie ma na tym świecie nikogo, kto by ją kochał albo się nią przejmował.

Odkąd mama poważnie zachorowała, Chloe ma nową rutynę – całe jej życie kręci się wokół rutyny. Rutyna wydaje się jej sensowna. Chloe wychodzi więc z mieszkania punktualnie o wpół do siódmej – słońce czy deszcz – jeszcze zanim mama się obudzi. Oznacza to, że na jakiś czas zostawia mamę samą, ale przecież Brodie potrzebuje tej porannej toalety. Chloe, która zawsze lubiła chodzić na plażę i obserwować nastroje morza, dwa tygodnie temu znalazła nowy plażowy fetysz. Pływaczkę.

Podobnie jak Chloe, pływaczka trzyma się sztywnej rutyny. Za dziesięć siódma zostawia swój mały żółty samochód na parkingu przy plaży, po czym wychodzi na piasek. Kieruje się ku skalistemu cyplowi wchodzącemu w zatoczkę, kładzie ręcznik na skale, zakłada jaskraworóżowy czepek kąpielowy i wsuwa pod niego swoje długie rudozłote włosy. Następnie wyślizguje się z parki, odsłaniając piankę do pływania, którą ma pod spodem. Za pomocą linki przyczepia do pasa bojkę asekuracyjną w szokująco limonkowym kolorze. Następnie wkłada okulary pływackie, gmera przy zegarku i niosąc bojkę, powoli wchodzi do słonej wody. O siódmej płynie już gładko przez zatokę Jerrin – jej różowy czepek sunie przez fale jak piłka plażowa, a za nią podąża większy limonkowy balon jej kumpelki bojki.

Jej ruchy są rytmiczne, hipnotyzujące. Mocne. Na morzu, daleko od brzegu, pływaczka wydaje się bardzo samotna i zarazem bardzo spokojna. Taka odważna! Taka śmiała! Co rano przez krótką chwilę Chloe wyobraża sobie, że pewnego dnia też będzie taka odważna, taka wolna, by przemierzać ruchomy, falujący, zmienny wodny krajobraz, pod którego powierzchnią może czaić się wszystko. Na przykład orki.

Pływaczka ma na imię Jemma.

W ciągu ostatnich dwóch tygodni Chloe dużo się dowiedziała o Jemmie i jej mężu chirurgu. Są jej sąsiadami, a Chloe to wytrawna obserwatorka ludzi. Zwłaszcza sąsiadów.

Brodie powoli idzie do przodu. Znowu zaczyna krążyć. Słychać złowrogi dźwięk rogu mgłowego. Chloe spogląda na zegarek: jest jedenaście po siódmej, a Jemmy wciąż nie widać. Może dziś się nie zjawi. W końcu widoczność jest prawie zerowa, a chmury wiszą tak nisko, że nie sposób stwierdzić, gdzie się kończą i gdzie zaczyna się ocean. Do tego monsun jest bezlitosny, lodowaty, a odpływ zabrał wodę bardzo daleko. I o tej porze roku ranek z każdym kolejnym dniem nastaje później.

_Tak to już jest na Wybrzeżu Północno-Zachodnim, Chloe. Nawet w środku lata surowy klimat sprawia, że dni stają się ciemne jak wieczory. Mgła i półmrok ograniczają widoczność. Ludzie pędzą ze spuszczonymi głowami, patrzą w głąb siebie. Chronią się w drzwiach, ukrywają pod parasolkami, kapeluszami i kapturami. Tu można być niewidzialnym. Pod warunkiem że zachowa się czujność._

Jej wewnętrzne głosy nigdy nie milkną. To nieustanne paplanie, besztanie, podjudzanie, kuszenie, wytwarzanie dziwacznych narracji o wszystkim i wszystkich, których Chloe widzi wokół siebie. Także o sąsiadach. Głosy obcesowo przeszkadzają jej w pracy, wyskakując ze swoimi błyskotliwymi przemyśleniami. Są jak włączony w tle kanał, gdy ona czyta albo ogląda telewizję. To takie denerwujące.

Być może te wewnętrzne głosy próbują po prostu zrekompensować jej wyobcowanie. Zrównoważyć jej osamotnienie. Czasami wypowiadają urywki zdań, które z pozoru nie mają sensu, ale wyglądają na fragmenty wspomnień, których nie potrafi umiejscowić w czasie. Czasami mówią w pierwszej osobie. _Powinnam więcej się ruszać._ Albo w drugiej. _Nie powinnaś tego robić, Chloe._ Niekiedy mówią wzniosłym wszechwiedzącym tonem. Albo łączą się z upomnieniami matki wypowiadanymi z brytyjskim akcentem. _Uważaj, Chloe. Nie mów za dużo o sobie, nawet ludziom, którzy wydają ci się nieszkodliwi. Jeśli poczujesz się zagrożona, przejdź na drugą stronę ulicy. Nigdy nie zwracaj na siebie uwagi. Nie noś jaskrawych kolorów. Nie ufaj ludziom. Oni nigdy nie są tacy, jacy się wydają – na świecie jest Zło, które chce nas krzywdzić._ Głosy zawsze mówią o Złu przez duże Z.

Tę nieustanną paplaninę ucisza jedynie pita w weekendy wódka, pomagają łykane sporadycznie proszki nasenne. Jest gorzej, odkąd jedenaście dni temu Chloe skończyła czterdzieści lat. Znów jęczy róg mgłowy. Deszcz przybiera na sile. Chloe drży.

– Dalej, Brodie – szepcze. – Pospiesz się i rób, co masz zrobić. W domu czeka gorąca kawa. I smakołyki. – Mama niedługo się obudzi i będzie potrzebowała leków przeciwbólowych.

Wreszcie Brodie przykuca, garbi się i napina.

Wtedy Chloe to słyszy.

Wyraźne pluśnięcia pływaczki poruszającej się za zasłoną z mgły. Chloe czuje dreszcz podekscytowania. Mruży oczy w ulewnym deszczu, lustruje wodę, patrzy i czeka, aż pływaczka się pojawi.

Nagle dostrzega jaskraworóżową kulę czepka kąpielowego, za którą sunie większa świetlista bojka. Samotne punkty koloru na stalowoniebieskim płótnie. Ten widok napełnia Chloe sekretną, zapośredniczoną radością. Pływaczka, dotąd bardzo punktualna, spóźniła się tylko kilka minut, jest sama wśród słonych fal zatoki. Taka niezawodna. Taka niezmienna.

Powoli, miarowo sunie przez zatokę, raz po raz wynurzając się z mgły. Jakiś mężczyzna na plaży rzuca kij swojemu goldendoodle’owi. Chyba nie zauważył pływaczki. Kawałek dalej idzie plażą jakaś para, oboje pochylają w deszczu zakapturzone głowy. Rozmawiają. Każde z nich jest zanurzone w sferze tego drugiego. Oni też chyba nie widzą pływaczki.

Jemma dociera do środkowej części zatoki. Za sprawą odpływu jest dość daleko od brzegu. Brodie szarpie się lekko na smyczy. Chloe spuszcza wzrok. Zrobił swoje. Kobieta sięga do kieszeni po woreczek na odchody i kuca, żeby podnieść to, co zostawił.

Sprzątając po psie, słyszy na wodzie warkot silnika. Natychmiast podnosi wzrok. Z mgły wyłania się skuter wodny – niebiesko-biały z pomarańczową smugą z boku. Warkot narasta, gdy rozpędzony pojazd pędzi w stronę pływaczki. Chloe zastyga. _Jemma jest dokładnie na jego kursie._ Człowiek na skuterze jej nie zauważył. Chloe podrywa się i rusza w kierunku plaży, podnosząc rękę, żeby zatrzymać skuter krzykiem. Zanim jednak udaje jej się wydobyć choćby słowo, słyszy głuche bum, gdy skuter uderza w Jemmę. Chloe zamiera. Nogi ma jak z waty.

Dźwięk silnika się zmienia. Skuter zwalnia, zawraca. Prowadzący go człowiek zamierza pomóc pływaczce. Jest cały na czarno. Ma na sobie piankę. Czarny kaptur. Rękawiczki. Gogle. Skuter zbliża się do Jemmy, coraz bardziej zwalniając, po czym nagle znowu przyspiesza i się od niej oddala. Wtem ostro zawraca i z rosnącą prędkością pędzi prosto na pływaczkę. Za drugim razem uderza w nią mocniej, słychać okropny głuchy odgłos. Skuter aż się kołysze od siły tego uderzenia. Prowadzący go człowiek odzyskuje nad nim kontrolę, po czym oddala się ku mgle. Skuter znika. Dźwięk silnika cichnie.

Ciało pływaczki unosi się na falach jak bezwładne wodorosty. Jej limonkowa bojka zniknęła. Chloe nie widzi różowego czepka. Mgła gęstnieje. Róg mgłowy zawodzi, a deszcz ze zdwojoną siłą uderza głośno w mokry piasek.

Chloe zasłania usta dłonią. Nie potrafi przyswoić tego, co się właśnie wydarzyło. Nie może się poruszyć. Nie wie, co robić. Jej spojrzenie biegnie w stronę mężczyzny na plaży. Ten trzyma w ręce komórkę i patrzy na morze. Chyba dzwoni po pomoc. Para też się zatrzymała i wpatruje się w zatokę.

Dzięki Bogu. Chloe może odejść, nie robiąc sceny.

– Brodie – szepcze, podnosząc go szybko. – Musimy już iść.

Prędko schodzi z plaży, znikając we mgle między domami. Zostawia za sobą zwiniętą psią kupkę.„TO PRZESTĘPSTWO”:
Historia Chloe Cooper

PORANNY PROGRAM TELEWIZJI VANCOUVER Z AMY TEY

AMY TEY: Dziś rano mamy emocjonujące wieści ze świata rozrywki. „To przestępstwo”, program telewizyjny produkowany przez utalentowany duet Trinity Scott i Gio Rossiego, wkrótce zawita do naszych domów z nowiuteńkim sezonem zatytułowanym _Obserwowała cię. Historia Chloe Cooper_, odtwarzając w konwencji true crime serię dziwnych lokalnych zdarzeń sprzed sześciu lat, które doprowadziły do trzech szokująco brutalnych zabójstw oraz do obejmującej całą prowincję obławy zakończonej oszałamiającymi odkryciami. Mamy zaszczyt gościć dziś w studiu Trinity Scott. Witaj, Trinity.

TRINITY: Dzień dobry, Amy. Dziękuję za zaproszenie.

AMY: Trafiliście z Gio na nagłówki dzięki zawrotnemu sukcesowi waszego premierowego serialu _Pod Diabelskim Mostem_, który wyrósł z waszego truecrime’owego podcastu i opowiadał tragiczną historię zabójstwa nastoletniej Leeny Rai. Później pojawił się wasz serial o śmierci Abbigail Chester. Teraz mamy mrożącą krew w żyłach historię o „wspaniałym” małżeństwie, które z pozoru bardzo się kochało, tworząc związek w rodzaju tych, o których pisze się piosenki i opowiadania. Para przeprowadziła się z Toronto do ekskluzywnej dzielnicy Vancouver, żeby po tragedii zacząć nowy etap życia. Jej plany pokrzyżował jednak los, stawiając na drodze czterdziestoletnią samotniczkę – Chloe Cooper – która dostała obsesji na punkcie swoich nowych sąsiadów. Rezultat okazał się wybuchowy. Toksyczny. Zabójczy.

TRINITY: Nazywaj to losem, jeśli chcesz. Ale gdyby Jemma Spengler i jej mąż Adam, uznany chirurg onkologiczny, nie spotkali Chloe, ta historia mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej.

AMY: Chcesz powiedzieć, że nie doszłoby do zabójstw?

TRINITY: Widzowie sami będą musieli odpowiedzieć sobie na to pytanie.

AMY: Ukradkiem rzuciłam okiem na zwiastun i wydaje mi się, że ten sezon waszego programu ma wszystko, co niezbędne. Jest outsiderka, samotniczka, która ma problemy z funkcjonowaniem w społeczeństwie; jest zamożne „idealne” małżeństwo niebędące takim, jakie się wydaje; jest pasożytnicza obsesja; stalking; szpiegowanie; są różnice klasowe i brudne sekrety. A to wszystko oscyluje wokół czegoś dziwnego i nieprzyjemnego, związanego z byciem kobietą, która walczy z nieuchronnym starzeniem się w dzisiejszym społeczeństwie. Można by rzec: truecrime’owy thriller ze ślepym zaułkiem. Pominęłam coś?

TRINITY: W sercu _Historii Chloe Cooper_ jest opowieść o samotności. O tęsknocie. O byciu niewidzialną nawet w środku miasta, w małżeństwie. O traumie i rozpaczliwej potrzebie dopasowania się. Oraz o uniwersalnym pragnieniu miłości. A to wszystko kończy się brutalnymi zabójstwami. I nie tylko.

AMY: Zdaje się, że traktujesz tę produkcję osobiście.

TRINITY: Tak. Bardzo. Z powodów, które niebawem staną się jasne.

AMY: Podsycasz naszą ciekawość! Dziękuję, że nas odwiedziłaś, Trinity.

_Amy Tey odwraca się do kamery._

AMY: A skoro mowa o podsycaniu ciekawości, widzowie mogą już rzucić okiem na zwiastun nowego serialu true crime Scott i Rossiego, wchodząc na stronę programu telewizyjnego „To przestępstwo” i klikając link do przedpremierowego materiału o historii Chloe Cooper.Przed ucieczką z miejsca zdarzenia
12 września 2019

Jest słoneczny jesienny poranek pełen barw usychających liści, morskiej bryzy i zapachu świeżo upieczonego chleba wydobywającego się z otwartego okna rzemieślniczej piekarni na rogu Main. Na takie dni ludzie reagują nieartykułowanym optymizmem i radosnym wyczekiwaniem. Ale Chloe jest przygnębiona.

Podczas kolejnej bezsennej nocy stan jej mamy gwałtownie się pogorszył i Chloe czuje, że zbliża się koniec. Nogi mamy przeraźliwie spuchły. Jej skóra jest zaczerwieniona i tak bardzo napięta, że gdyby spuchły jeszcze bardziej, pękłaby, odsłaniając mięśnie. Jak u pieczonego prosięcia, które powoli obraca się nad ogniem. Obrzęk pojawił się w końcowych stadiach raka i jest naprawdę alarmujący. Brzuch matki wydaje się dziś jeszcze bardziej spuchnięty – większy niż u kobiety mającej zaraz rodzić. Specjalista opieki paliatywnej powiedział Chloe, że to wodobrzusze: płyn zbiera się w przestrzeni wewnątrz jamy brzusznej. To typowe w przypadku raka jajników. Sprawia mamie ból, wywołuje mdłości i wymioty oraz oddziałuje na nerki i płuca. Wśród dźwięków wydawanych przez koncentrator tlenu Chloe słyszy też nowe charczenie w klatce piersiowej mamy.

Chodzi tam i z powrotem przed oknem salonu, spoglądając na zegarek i nerwowo wyczekując przybycia domowej pielęgniarki paliatywnej z zestawem rozwiązań, lecz kobieta zjawi się dopiero za godzinę.

– Na litość boską, Chloe, przestań się tak kręcić – mamrocze matka. – Przyprawiasz mnie o chorobę lokomocyjną.

– Przynieść ci coś? – Chloe stara się poprawić mamie poduszki i ustawić szpitalne łóżko tak, by pacjentka miała lepszy widok przez okno w salonie. Brodie porusza się nerwowo w stercie ręczników w nogach łóżka.

– Byłoby miło, gdybyś posmarowała mi nogi odrobiną balsamu. Bardzo mnie dziś swędzą.

Chloe pędzi po tubkę z balsamem łagodzącym, ale zatrzymuje ją głośne pikanie dobiegające przez otwarte okno. Wygląda przez nie i widzi ogromną ciężarówkę, powoli wjeżdżającą tyłem w uliczkę naprzeciw jej mieszkania. Zastyga i patrzy. Z boku ciężarówki widnieje logo firmy przeprowadzkowej. Pojazd zatrzymuje się przed podjazdem nowo wybudowanego domu na rogu.

– Wygląda na to, że do Ponurego Domu wprowadzają się nowi właściciele – mówi. Właśnie taką nazwę wymyśliły z mamą dla architektonicznego szkaradztwa z betonu i szkła, które stanęło na miejscu wybudowanego w latach trzydziestych i już wyburzonego żółtego domku pana Higginsa. Chloe żałuje, że pan Higgins nie mógł zabrać swojego domu na tratwie przyczepionej do balonów, tak jak w filmie animowanym _Odlot._ Zabrać go i spełnić swoje marzenia o przygodzie, zamiast przeprowadzać się do maleńkiego, sterylnego pokoiku w domu seniora niedaleko autostrady. Tak ją to rozbiło, że namalowała dom pana Higginsa unoszący się nad dzielnicą, przymocowany do tęczy z ogromnych balonów. Zaniosła mu ten obraz do domu seniora, lecz kiedy się tam zjawiła, powiedziano jej, że pan Higgins umarł. To dlatego chce zatrzymać mamę w domu najdłużej, jak się da. Instytucje zabijają. W taki czy inny sposób.

– Widzisz tę ciężarówkę? – pyta, gdy matka nie odpowiada.

– Widzę, Chloe. Może umieram, ale nie jestem ślepa.

Chloe sięga po lornetkę matki i kieruje ją na ciężarówkę.

– Ma tablice z Ontario – mówi. – To kawał drogi stąd.

Matka zamyka oczy i milczy.

Chloe odkłada lornetkę i siada w nogach łóżka. Wyciska balsam na dłonie i delikatnie zaczyna nim smarować spuchnięte, suche łydki mamy oraz jej popękane pięty. Nawet jej palce u nóg są grube, przypominają kiełbaski wieprzowe. Kobiety nie czują, że to się zbliża, dopóki nie jest już stanowczo za późno, a Chloe nie miała pojęcia, że bitwa z rakiem będzie tak wyglądała. W nekrologach zawsze piszą, że ktoś dzielnie walczył z chorobą i przegrał, ale ona jest już pewna, że z tym się nie „walczy”. Nie z odmianą, którą ma jej mama. Człowiek po prostu czeka, a choroba niesamowicie utrudnia mu życie, po czym pochłania go całego, wyciskając z niego wszystkie siły.

Chloe nie odrywa oczu od ciężarówki w uliczce, cały czas wykonując okrężne i podłużne ruchy, żeby pobudzić przepływ limfy, tak jak ją nauczył fizjoterapeuta.

– Dziękuję ci, kochanie – szepcze mama z zamkniętymi oczami. – Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.

Chloe tylko kiwa głową, ponieważ gula w gardle uniemożliwia jej mówienie. Nie wie, jak zdoła przetrwać bez mamy. Już próbowała. Tak jakby. Kilka lat temu zebrała się na odwagę i uciekła z wiejskich terenów w głębi kraju, dokąd mama przywiozła ją z Anglii jako kilkuletnie dziecko i gdzie samotnie ją wychowywała. Po przyjeździe do dużego miasta Chloe zdobyła posadę kasjerki w perskim supermarkecie na dole, mimo że nie jest Iranką i nie mówi w farsi. Właściciel rozpaczliwie potrzebował jednak kogoś do obsługi. Poza tym tak się złożyło, że nad rzędem lokali handlowych na parterze miał mieszkania. Pozwolił Chloe wynająć jedno z nich. Gdy praca w supermarkecie się skończyła, Chloe zatrudniła się jako baristka w kawiarni kawałek dalej i nauczyła się doskonale zapamiętywać potrzeby klientów, dokładnie wiedząc, co kto lubi i kiedy. Jednocześnie zaczęła się uczyć sztuki przyrządzania drinków z nagrań na YouTube. Z internetu można się nauczyć dosłownie wszystkiego, a Chloe jest dumną samouczką. W gruncie rzeczy właśnie tak wyglądało jej kształcenie.

Bill Zeigler, właściciel restauracji i baru Beach House, bardzo zaryzykował, zatrudniając Chloe, gdy odpowiedziała na jego ogłoszenie o pracy na stanowisku barmanki, a ona harowała jak wół, żeby nigdy tego nie pożałował. Poza tym zaczęła sobie dorabiać, wyprowadzając psy na spacer. Dzięki obu tym zajęciom porusza się wśród ludzi prawie niezauważona oraz przebywa w miejscach, w których może ich obserwować, studiować, fotografować, malować inspirowane nimi obrazy i tworzyć dla siebie szalenie fascynujące narracje na ich temat. I to wszystko właściwie bez konieczności funkcjonowania jako jedna z nich. Jej eksperymentowanie z życiem w pojedynkę nie trwało jednak długo. Mama jeszcze z nią nie skończyła.

Diagnozę postawiono czternaście miesięcy temu i Chloe nie mogła nie __ sprowadzić chorej do swojego maleńkiego mieszkania – czy też „apartamentu”, jak nazywa go jej matka z brytyjskim akcentem. „Apartament” znajduje się niedaleko przychodni onkologicznej współpracującej z dużym szpitalem w Vancouver.

Nie licząc tych dwóch odważnych miesięcy w pojedynkę, odkąd Chloe sięga pamięcią, zawsze były tylko one dwie przeciwko całemu światu. Wielkiemu Złemu Światu pełnemu ludzi i Zła, które ciągle chce je dopaść, oszukać albo uwieść. W każdym razie tak powtarzała matka. Te przekonania tak bardzo odcisnęły się w umyśle Chloe, że chyba nie potrafiłaby się pozbyć poczucia, że gdzieś tam naprawdę czyha wywrotowe, nienazwane, bezkształtne zagrożenie nieustannie na nie polujące.

Chloe zakręca tubkę z balsamem. Mama chyba zasnęła. Córka delikatnie przykrywa jej nogi prześcieradłem, po czym podchodzi do okna, by obejrzeć przeprowadzkowy show w Ponurym Domu.

Mężczyźni w czerwonych kombinezonach otworzyli tylne drzwi ciężarówki. Jej wnętrze jest wypchane po sufit pudłami. Całą. Masą. Pudeł. Chloe czuje dreszcz podniecenia. Nowi sąsiedzi. Z nowymi rzeczami. Tyle do odkrycia. Obietnica czegoś, co pochłonie uwagę – czegoś tuż za oknem, co wypełni jej bezsenne dni i noce. Co jest w tych pudłach? Kto się wprowadza? Czego się o nim dowie?

To naprawdę zadziwiające, jak dużo można się dowiedzieć o ludziach, obserwując ich – naprawdę obserwując. Jak łowca umysłów tworzący profile seryjnych zabójców.

W uliczkę wjeżdża niebieska Tesla. Puls Chloe przyspiesza. Kobieta łapie lornetkę i patrzy, jak samochód parkuje za ciężarówką firmy przeprowadzkowej.

Pojazd ma tablice rejestracyjne z Ontario, tak jak ciężarówka. Tyle że te są indywidualne. Niebieskie litery na białym tle układają się w napis DR SPENGR.

Chloe napina się wyczekująco, gdy drzwi po stronie kierowcy się otwierają i z samochodu wysiada wysoki, atletycznie zbudowany mężczyzna z błyszczącymi czarnymi włosami i w okularach przeciwsłonecznych. Przeciąga się i pręży plecy, jakby prowadził przez wiele godzin. Opiera dłonie na wąskich biodrach, odwraca się i z uwagą spogląda na dom. Rozstawił stopy w wygodnej pozycji emanującej pewnością siebie. Plecy ma wyprostowane. Chloe kieruje lornetkę na jego twarz. Szerokie usta układają się w lekki uśmiech krzyczący: „Zadowolenie!”. W jego posturze zdecydowanie jest jakaś władczość. Najwyraźniej przyjechał Pan Ponurego Domu. Zupełnie nowy na Crow’s Point, a mimo to stoi, jakby już był właścicielem całej ulicy i wszystkiego, co się na niej znajduje. Jesienna bryza mierzwi mu włosy, a w ciele Chloe pojawia się jakieś przeczucie – wrażenie dezorientacji i ciemności, którego nie umiałaby dokładnie określić ani uchwycić – po czym wślizguje się z powrotem do jej podświadomości. To doznanie sprawia jednak, że mężczyzna budzi w niej niepokój.

_Ufaj instynktowi, Chloe. Jeśli poczujesz się zagrożona, przejdź na drugą stronę ulicy._

Przez cały dzień trwa rozpakowywanie pudeł. Pielęgniarka paliatywna przychodzi i odchodzi, nie podsuwając żadnych konkretnych rozwiązań. Pod dom po drugiej stronie uliczki podjeżdżają różne inne samochody, wśród nich są też i vany. Jeden z nich ma z boku logo projektanta wnętrz. Drugi należy do faceta od kablówki. Jeszcze inny do elektryka. Potem przyjeżdżają też malarze i ciężarówka z meblami.

***

_14 września 2019_

Dwa dni później zjawia się ona.

Chloe ostrożnie pakuje jeden ze swoich obrazów dla Billa, swojego szefa – Bill ma urodziny i nie zdołała wymyślić niczego innego, co mogłaby mu podarować. Obraz przedstawia Beach House widziany z zewnątrz, który zapamiętała w pewien mroźny zimowy wieczór. Nagle słyszy zuchwały dźwięk klaksonu.

Spogląda przez okno. Szczupła kobieta w olbrzymich okularach przeciwsłonecznych siedzi za kierownicą maślanożółtego kabrioletu. Na siedzeniu obok widać dwa małe transportery dla psów. Jeden jest różowy. Drugi niebieski. Dach samochodu jest opuszczony, a włosy kobiety są zmierzwioną wiatrem burzą rudozłotych spiral wystających spod chustki w grochy. Kobieta ma niesamowicie bladą cerę. Gdy wysiada z samochodu, Chloe zauważa, że jest bardzo wysoka, bardzo chuda oraz, och, niewiarygodnie elegancka i szykowna. To wcielenie ponadczasowej gwiazdy Hollywood.

Chloe gapi się na nią z otwartymi ustami, unieruchomiona z powodu splendoru, który zawitał na tę uliczkę. Z domu wychodzi szybko czarnowłosy mężczyzna. Hollywoodzka bogini rusza do niego, rozpościerając ręce, jakby chciała go uściskać, lecz on ją powstrzymuje, zdecydowanie kładąc dłoń na jej szczupłym ramieniu.

Kobieta wydaje się zaskoczona. Mężczyzna pochyla się, szepcze jej coś do ucha, po czym zamaszystym ruchem wyjmuje z kieszeni kawałek białego materiału. Kobieta chyba protestuje, lecz on szybko zawiązuje jej ten materiał na oczach.

_Opaska na oczy!_

Następnie bierze kobietę za rękę i prowadzi do brzydkiego domu.

A Chloe jest zupełnie, całkowicie, kompletnie zafascynowana.„TO PRZESTĘPSTWO”:
Historia Chloe Cooper

_Na ekranie widać słabo oświetlone pomieszczenie z ustawionym na środku krzesłem. Krzesło jest skąpane w złotym blasku lampy stojącej na stole obok. Wchodzi kobieta. Zbliża się do krzesła i siada. Ktoś włącza światło. Kobieta zwraca twarz do kamery, a jej prosto obcięte czarne włosy połyskują na tle jej ramion jak wodospad. U dołu ekranu pojawia się napis:_

SAKURA OBA, WSPÓŁPRACOWNICA CHLOE COOPER Z RESTAURACJI I BARU BEACH HOUSE

SAKURA: Chyba nikt z nas nie umiał rozgryźć Chloe. Była… inna. W pracy spisywała się doskonale. Była bardzo zorganizowana za barem. Działała z wojskową precyzją i niech Bóg ma w opiece każdego, kto nie odłożyłby czegoś na swoje miejsce. Stali klienci Beach House ją uwielbiali, bo zawsze doskonale wiedziała, co piją i jak bardzo lubią malutkie indywidualistyczne zmiany w składzie drinków. Dzięki temu czuli się dostrzeżeni, dopieszczeni. A w gruncie rzeczy ludzie właśnie tego chcą, prawda? Poczuć się, jakby gdzieś należeli, jakby byli wyjątkowi i ktoś o nich dbał. Chloe uwielbiała zwierzęta i na Crow’s Point znano ją jako osobę wyprowadzającą psy. Chyba każdy w tej dzielnicy widział ją kiedyś, jak z nimi spacerowała. Była elementem wtapiającym się w tło: te nijakie włosy, zwyczajne brązowe oczy. Miała przeciętną budowę ciała. Przeciętny wzrost. W rysach jej twarzy nie było niczego, na co warto by zwrócić szczególną uwagę. I nie mówię tego złośliwie, tylko po to, żeby podkreślić, że była jakby… niewidzialna. Mówiła z lekkim akcentem, który nie był ani kanadyjski, ani brytyjski. Prawie, ale nie do końca. I czasami budowała dziwne albo zbyt oficjalne zdania. Bywały wręcz archaiczne. I podczas gdy ludzie chyba nie zauważali Chloe, ona zawsze zauważała ich. Ze wszystkimi szczegółami. Obserwowała. Bez przerwy. Chłonęła. I… żadne z nas nie spodziewało się tego, co się wydarzyło.

GŁOS TRINITY Z OFFU: Przyjaźniła się z kimś ze współpracowników?

SAKURA: Nie. Tak jak powiedziałam, po prostu tam była. Element wystroju. Nikt nie zwracał na nią szczególnej uwagi ani nie zapraszał na spotkania towarzyskie, prawdopodobnie dlatego, że poza pracą była bardzo nieporadna. Gdy wyjęło się Chloe z jej królestwa za barem… po prostu nie umiała interpretować sygnałów społecznych tak, jak robi to większość ludzi. Mówiła dziwne rzeczy. Czasami wydawała się zupełnie niezorientowana, innym razem wyskakiwała ze szczegółową wiedzą z naprawdę mało znanych dziedzin. Bywała krytyczna. Protekcjonalna. Jakby była kimś lepszym i miała wiedzę, której my, zwykli śmiertelnicy, nie bylibyśmy w stanie pojąć. Mówiła, że jest produktem autodydaktyki.

_Sakura się śmieje._

SAKURA: Musiałam sprawdzić, co znaczy to słowo.

GŁOS TRINITY Z OFFU: A Stavros Vasilou, jeden z innych barmanów zatrudnionych wtedy w Beach House? Uważałaś go za przyjaciela Chloe?

SAKURA: Och, Stavros zawsze znajdował dla niej czas. Był miły, miał czas dla każdego. Ale rzeczywiście zastanawiałam się wtedy, czy Chloe przypadkiem nie odbiera jego ogólnej empatii jako czegoś więcej.

_Długie milczenie Sakury. Zmiana jej wyrazu twarzy i tonu głosu._

SAKURA: Wiesz, Stavrosowi chyba nawet przez myśl nie przeszło, jak spotkanie Chloe wpłynie na jego życie. Wszyscy byli w ogromnym szoku, kiedy tak po prostu zaginął. Zwyczajnie zniknął.

_Długie milczenie Sakury._

SAKURA: Te zabójstwa. Były takie brutalne. Takie krwawe. Kto by przypuszczał?Przed ucieczką z miejsca zdarzenia

Adam natychmiast żałuje swojego wybuchu. Chce, żeby Jemma była tu szczęśliwa. Skupia się na kontrolowaniu oddechu, podczas gdy Boo i Sweetie załatwiają się na maleńkim trójkątnym trawniku za betonowym tarasem. Wpuszcza psy z powrotem do domu, zamyka za nimi szklane przesuwne drzwi.

– Przepraszam – mówi do Jemmy. – Po prostu chciałem, żeby było idealnie. I chciałem ci zrobić niespodziankę.

– Nic się nie stało. Może mnie oprowadzisz? – Jemma próbuje się uśmiechnąć.

– Chcesz zacząć od góry czy od dołu?

– Od góry.

Prowadzi ją na górę, a za nimi drepczą Boo i Sweetie.

– To główna sypialnia – oznajmia Adam, wykonując zamaszysty gest. – W całym domu są okna panoramiczne.

Jemma lustruje pomieszczenie. Jej twarz zachowuje neutralny wyraz. Adam czuje lekki ucisk w dołku. Chrząka.

– Jest garderoba. A w łazience są dwie sauny: parowa i sucha.

Jemma wchodzi do łazienki, powoli zatacza w niej krąg, patrząc na miriady luster.

– Bardzo ładnie – mówi. Ale jej oczy chyba nie odzwierciedlają tych słów.

Adam pokazuje jej inne pokoje na piętrze, po czym prowadzi żonę z powrotem na dół. Przechodzą przez kuchnię i korytarz prowadzący do łazienki dla gości i dwóch kolejnych pokoi. Na ścianie w korytarzu Adam polecił dekoratorowi wnętrz zawiesić oprawione w ramki zdjęcia ze szczęśliwszych chwil w ich życiu. Dzieci w kluczowych okresach życia. Urodziny. Rodzinne wakacje. On na skuterze wodnym z Jemmą, siedzącą za nim w bikini, obejmującą mocno jego opalony tors, a za nimi biały łuk karaibskiej wody morskiej. Szerokie uśmiechy na ich uradowanych twarzach. Uroczysta kolacja na trawniku w ich posiadłości w Ontario. Wyprawa narciarska we włoskie Alpy. Jemma w profesjonalnym stroju pływackim wychodząca z wody podczas zawodów pod gołym niebem w Norwegii.

Jemma przystaje i patrzy na te zdjęcia. Adam czeka na jej reakcję. Żona spogląda na niego i wtedy on zauważa łzy w jej oczach.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij