Jego teren - ebook
Ścieżki Ali i Jakuba rozchodzą się. Ona odchodzi z postanowieniem. On zostaje z nadzieją. Czy kobiecie uda się zbudować cokolwiek na zgliszczach martwego związku? Czy Jakub odnajdzie siebie w swoich zagrzebanych w popiele emocjach? W świecie pełnym oczekiwań i różnic muszą odpowiedzieć sobie na pytanie: “Czy warto zaufać temu, co niepewne?” To historia o wyborach, które nie niosą spokoju, i uczuciach, które dają siłę, by wykonać krok w przód. Książka dla osób pełnoletnich (18+).
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8455-119-6 |
| Rozmiar pliku: | 2,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Minęło kilka dni, odkąd Ali wyjechała. Nie odbierała ode mnie telefonów, ani nie odpisywała na wiadomości. Byłem głupi, wierząc, że po tym, czego się o mnie dowiedziała, nic się między nami nie zmieni. Zmieniło się wiele. Odsunęła się ode mnie.
Te kilka dni razem były tak piękne, że aż nie realne. Żadne z nas nie myślało o tym, co będzie potem. Czerpaliśmy bez wyrzutów sumienia, przez ten krótki czas była, dało się to czuć fizycznie jak i duchowo. Zagarniałem ją całą, jakby należała tylko do mnie. Oddawała mi się i poddawała, a ja brałem wszystko, co była w stanie mi dać.
Może gdybym powiedział jej, kiedy była z Arturem i Darią na ognisku, skąd u mnie narzucony przez siebie rygor, może sytuacja wyglądałby inaczej. Gdybym wtedy nie odezwał się na temat jej otwartego związku, o którym, jak mniemam, nie miała zielonego pojęcia, może bardziej by mnie zrozumiała?
Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz w lesie na tym pieprzonym kamieniu, poczułem dawno uśpione żądze. Kiedy stanęła tuż przed moimi drzwiami, zaintrygowała mnie. A w klubie, kiedy trzymałem ją w ramionach, a nasze ciała stopiły się w jedno na parkiecie, zapragnąłem posiąść jej ciało i duszę. Czy to nazywa się miłością? Nie wiem, nigdy tak naprawdę nie kochałem. Nie znałem uczucia miłości do utraty tchu, takiej, która przysłania cały świat. Znałem definicję, ale nigdy nie przełożyła się na życie.
Postanowiłem się czymś zająć, żeby nie oszaleć. Nie poznawałem siebie, nigdy w życiu żadna kobieta nie miała takiej władzy nad moim umysłem, ciałem. Czułem, że gdyby teraz znowu do mnie zadzwoniła, bez zwłoki wsiadłbym w samochód, tak jak stoję, i pojechałbym po nią nawet na drugi koniec świata. Poszedłem do sypialni pozbierać brudne rzeczy. Odkąd jej nie było nie zmieniłem pościeli, bałem się, że stracę jej zapach już na zawsze, że pozbędę się namacalnych dowodów na jej obecność, jakby mogła rozmyć się jak marzenie senne.
Zostawiła moje rzeczy, które nosiła, w łazience na półce. Wziąłem dresy i przystawiłem materiał do nosa, ciągle pachniały waniliowymi kwiatami. Zostawiłem je, tak jak leżały, obiecałem sobie, że wypiorę je dopiero, jak tutaj wróci. Przyjrzałem się starannie złożonej odzieży i zorientowałem się, że brakuje mojej ulubionej, i jej chyba też, białej, lnianej koszuli. Zabrała ją ze sobą. Zachodziłem w głowę, czy stało się tak przez przypadek, czy może wzięła ją celowo, ponieważ chciała zachować mój zapach albo choćby wspomnienie o mnie.
Byłem w totalnej dupie. Mogłaby chociaż napisać jakąkolwiek wiadomość. Coś w stylu: było miło, a teraz spierdalaj, albo: czekaj na mnie. Z natury byłem bardzo cierpliwy i spokojny, ale wkurwiałem się sam na siebie, że pozwoliłem sobie aż tak popłynąć. Z drugiej strony nikt mnie do tego nie zmuszał, sam tego chciałem. Pragnąłem jej całym sobą. Nie chodziło tylko o seks, który zresztą był fantastyczny, ale o ogólną bliskość.
Przez te cztery dni bardzo zbliżyliśmy się do siebie. Nie wiem, co musiało się wydarzyć w jej życiu, że wybrała mnie na swojego pocieszyciela, spowiednika. Szukała rozgrzeszenia w moich oczach. Gdybym był Bogiem powiedziałbym jej, że nie mam jej z czego rozgrzeszać. Pod tą maską sarkazmu i uszczypliwości kryła się bardzo wrażliwa, pełna empatii i łaknąca uczucia dziewczyna. Tak niewiele wystarczyło jej dać, aby wynieść ją na wyżyny zadowolenia. Czynności z lekka prozaiczne takie jak przygotowanie posiłku, zapewnienie odzienia, czy zwyczajnie bycie uprzejmym dla Ali były czymś niezwykłym, dziwnym, nadzwyczajnym. Jeśli takie minimum było dla niej hojnym gestem, to co by powiedziała, gdybym się jeszcze bardziej postarał? Wielokrotnie podczas jej pobytu dostrzegałem momenty wzruszenia, co świadczyło o jej wrażliwości.
Nie miałem pojęcia, co dalej robić. Próbować się z nią skontaktować? Odpuścić i poczekać? A może pojechać do niej do domu? Pierwszy raz od dawna nie znałem klucza odpowiedzi i byłem zablokowany.
Z tej całej bezsilności poszedłem pobiegać. Muzyka rozbrzmiewała w słuchawkach i nawet nie zauważyłem, kiedy wybiło mi 20 kilometrów. Moje ciało przyjęło jakiś dziwny tryb oczekiwania i nie czułem się specjalnie zmęczony. Zazwyczaj intensywny wysiłek bądź polowanie pomagało mi ogarniać mętlik w głowie, wyciszało niespokojne myśli, podsuwało gotowe rozwiązania. Nie tym razem. Jeśli chodziło o Ali, nic nie było proste, ona sama taka nie była. Była najbardziej złożoną i wielowymiarową kobietą, jaką dane mi było poznać. Intrygowała mnie na każdym polu. Miała wiele nieodkrytych i niedostępnych warstw. Po trochę zaczęła się otwierać, dzięki temu miałem okazję je w niej dostrzec.
Była niezwykle inteligentna, zawsze miała coś do powiedzenia, nie znałem dziewczyny, której cięte riposty wylatywały z rękawa jak u niej. Kiedy przestaliśmy sobie dogryzać zauważyłem, że bardzo dobrze nam się rozmawia. Ali zawsze słuchała z uwagą tego, co miałem jej do powiedzenia, jeżeli czegoś nie wiedziała, z nieudawaną ciekawością dopytywała. Milczało nam się także dobrze. Była idealną towarzyszką do picia kawy. Potrafiła docenić jej niebanalny smak, stopień palenia i pijała ją ze mną w ciszy, także napawając się widokami, jakie zewsząd nas otaczały. Tworzyliśmy duet idealny.
Miałem trochę pietra, jak znalazła pozostałości mojej mrocznej seksprzeszłości. Myślałem, że z marszu mnie potępi i nazwie jakimś jebaką, który pragnie dobrać się do jej majtek, ale pozwoliła sobie na to, żeby zacząć mnie poznawać. Nie skarciła mnie. Od razu szukała wytłumaczenia moich czynów. Skoro tak łatwo przychodziło jej znajdowanie pozytywów u innych, dlaczego nie potrafiła znaleźć ich także w swoich działaniach? Siebie od razu stawiała na przegranej pozycji, zbierając baty ze wszelkie niepowodzenia tego świata.
Seks z nią to był inny wymiar przyjemności. Był pełen pasji i pożądania. Oboje byliśmy wobec siebie zachłanni, tak jakby każdy pocałunek, pieszczota i dotyk miał być tym ostatnim. Wiem, że miała narzeczonego, więc z jej punktu widzenia to, co było między nami, stanowiło coś zakazanego, coś, co nie powinno dojść do skutku. Wiedziałem, że komplikowałem jej życie, utrudniałem w jej świecie oczywiste wybory. W miarę zbliżania się — ja i mój świat i wszystko, co mogłem jej zaoferować — stawałem się dla niej trudną do oparcia się pokusą.
Potrzebowałem z kimś porozmawiać. Wykręciłem numer do Artura.
— Co tam w lesie? — zapytał przyjaciel zamiast powitania.
— Hej, byłem z Ali przez kilka dni — wypaliłem.
— Domyślaliśmy się z Darią, że zaszyła się gdzieś z tobą. I co w związku z tym?
— No, teraz jej nie ma, nie wiem, co mam ze sobą zrobić. — Położyłem się w hamaku.
— To się nazywa tęsknota stary, wpadłeś jak śliwka w kompot. Wiedziałem, że coś z tego będzie już w klubie.
— Tak, właśnie, tęsknie. Kurwa, rozpierdala mnie, że nie mogę jej przytulić, że jej nie czuję.
— Ale ty kurwa widzisz problem, zadzwoń do niej, pogadajcie.
— Sęk w tym, że odkąd odwiozłem ją do domu, nie odbiera ode mnie, nie odpisuje. Zachowuje się, jakbym nie istniał. Chyba znam powód.
— Co jej powiedziałeś? Albo inaczej, co jej zrobiłeś?
— Powiedziałem jej o sobie wszystko, o tamtych latach także — nagle w słuchawce zapadła cisza i słyszałem jak Artur głośno wypuścił powietrze.
— Wybacz, ale muszę zapytać, poszliście do łóżka, po tym jak się dowiedziała, czy przed?
— I przed i po, ale co to ma do rzeczy?
— Wszystko, myślę, że twoja przeszłość nie ma nic do tego. Chciała cię zanim wiedziała i po tym także. Więc problem tkwi gdzie indziej. Pokłóciliście się o jakąś pierdołę?
— No nie, powiedziała tylko, że musi pozamykać sprawy z narzeczonym i z matką.
— Ja pierdolę Kuba zachowujesz się jak osiemnastolatek. Bądź cierpliwy. Powiedziała, że musi pozałatwiać swoje sprawy? Daj jej kurwa czas, a nie od razu chcesz być jak ten jebany głaz i zabrać jej resztki dopływu powietrza.
— No, ale mogłaby dać znać, że mam na co czekać.
— Weź zajmij tymi swoimi dzikami, zajmij się robotą. Sama do ciebie wróci i błagam cię nie zjeb tego, bo jak widzę, gra jest warta świeczki, a ty już trzęsiesz gaciami, że spierdoli. Od kiedy ty taki bojaźliwy?
— Widocznie od teraz. Zależy mi. Widzisz na początku kpiłem z losu, potem, jak coraz częściej stawiał ją na mojej drodze, chciałem ją posiąść, ale zanim do tego doszło, zacząłem ją odkrywać i żadna kobieta mnie tak nie zainteresowała jak ona. Chcę ją całą dla siebie. Nie mam pewności, czy ona chce mnie, czy nie byłem dla niej odskocznią od toksycznego związku, chwilową zabawą.
— Dobra, powiem ci coś, ale nie wyjeb mnie ani przed Ali ani przed Darią. Rozmawiałem z Darią o niej, o was. Nie jestem ślepy, widzę, kiedy gdzieś iskrzy, a ciebie znam lepiej niż ty sam. Musisz się uzbroić w cierpliwość, myślę, że ona też chce ciebie, ale w chuj się boi. Ten jej zjeb to faktycznie toksyk jak nic. Nie tak łatwo wyjść z takiej relacji, postaw się na jej miejscu. Ona utrzymuje jego, mieszkanie, w którym mieszkają, nawet pieprzone auto, a ten cwel od wielu lat bzyka dupy na boku, notorycznie.
— Kurwa, jaki kwas, zajebałbym go — zacząłem się wkurwiać.
— Właśnie, musisz poczekać na swoją kolej, że tak powiem. Ona musi mieć poczucie, że jesteś nadal jej oazą spokoju, wyspą bezpieczeństwa itd. Po to, by móc podjąć decyzję. Daria mówiła, że się w chuj waha, odkąd jej pokazała Darka z jakąś laską. Jak będziesz kładł nacisk, to ucieknie.
— Nie wiedziałem — byłem w lekkim szoku.
— To teraz już wiesz i się, kurwa, uspokój, żadnych pochopnych ruchów. Daj jej przestrzeń na decyzję. Przecież zawsze powierzałeś los przeznaczeniu. Gdzie twoje hasło, że wszystko dzieje się po coś? Więc wróciła do domu też po coś i miejmy nadzieję, że z czasem dowiemy się, po co. Kurwa pierwszy raz widzę cię tak rozkojarzonego. Musisz ją kochać.
— Kochać? Nie kochałem nigdy, nie wiem, jak to jest. Skąd będę wiedział, że to miłość?
— Kuba, ty gamoniu, będziesz wiedział, a jak nie, to ci pierdolnę w ten czerep i cię uświadomię. I nie sraj się tak. Cierpliwości.
— Postaram się. Dobrze, że cię mam
Artur zaczął się śmiać w słuchawkę.
— I na chuj suszysz te zęby?
— Nawet nie wiesz, jaki jesteś zabawny, jak jesteś wobec czegoś bezradny. Ty niewzruszony niczym kolumna, a tutaj jedna ruda niewiasta owinęła sobie ciebie wokół palca.
— Ona jest wyjątkowa, doskonała.
— Wiem, wiem, droczę się z tobą, ktoś cię musi powkuriwać. To co uspokoiłeś się trochę?
— Tak, dzięki, że słuchasz tych moich jęków.
— Niezmiennie od 16 — dodał.
— Odezwę się później.
— Trzymaj się — zakończył Artur, po czym się rozłączył.
Na dworze zrobiło się chłodno i ponuro. Zanosiło się na ulewę. Nic dziwnego, kilka nieznośnie dusznych dni musiały zaowocować ulewą. Deszcz dawał przyjemne wytchnienie. Dochodziła dwudziesta, nalałem sobie szklaneczkę whisky i włączyłem telewizor. Na jakieś stacji leciał film „Pamiętnik”. Kojarzyłem co nieco, ale w tym swoim roztargnieniu postanowiłem obejrzeć ponownie. Przyniosłem sobie butelkę swojego ulubionego trunku i w jego towarzystwie pochłaniałem film. Widziałem trochę podobieństwa między relacją bohaterów a moja z Ali. Noah czekał na swoją ukochaną Allie. Był cierpliwy, zajął się życiem, obowiązkami, a ona w końcu po latach wróciła do niego, zostawiając narzeczonego. Czy nam także było pisane szczęśliwe zakończenie? Czy widziałem nas w tym domu jako dwoje staruszków dokuczających sobie nawzajem? Czy chciałem takiej przyszłości z Ali? Czy nadawałem się do takiego życia? Pytania kłębiły mi się w głowie. Zacząłem kwestionować wszystko, całą dotychczasową relację, każdy swój ruch wobec niej. Gówno mi z tego wychodziło.
Obudziłem się nazajutrz na kanapie w salonie. Musiałem wczoraj zasnąć. Na stole stała paczka zjedzonej suszonej wołowiny i pusta butelka po whisky. Poszedłem wziąć prysznic. Stałem dobre 15 minut w strumieniach lodowatej wody. Żel o zapachu mięty pieprzowej podkręcił efekt chłodu na skórze. Ubrałem się i pojechałem na zakupy, po drodze odwiedziłem pocztę. Wczoraj zorientowałem się, że miałem w skrzynce awizo z wczoraj. Odebrałem list, otworzyłem i oniemiałem. Wyznaczono termin sprawy rozwodowej na piątek. To oznaczało, że odwiedzę Artura szybciej niż myślałem.
Darek wyjątkowo się starał. Przez ostatnich kilka dni przynosił kwiaty i czekoladki, zasypywał mnie komplementami, robił małe przyjemności i szukał bliskości. Wychodziliśmy na spacery, rozmawialiśmy, oglądaliśmy wspólnie telewizję wieczorami. Było jak na początku; delikatny dotyk, czułe, niewinne pocałunki, trzymanie się za ręce i wspólne spędzanie czasu bez złośliwości, wybuchów gniewu, tylko… ja byłam inna. Nie mogłam na niego spojrzeć tak jak wcześniej, nie czułam potrzeby chwytać jego dłoni i całować jego ust. Te cztery dni wiele we mnie zmieniły. Nie wytłumaczyłam nikomu, gdzie byłam, nie przeprosiłam, że nie odbierałam telefonów. Nie wymyśliłam żadnej wygodnej wymówki i żadnego prostego kłamstwa. Przyjęłam na siebie gniew rodziny i zmierzyłam się z nim, odwrotnie niż dotychczas.
Szliśmy powoli przez park w świetle lamp późnym wieczorem, a nasze ręce zwisały luźno wzdłuż boków. Szłam milcząca i nieobecna, a Darek dostosowywał swoje tempo do mojego.
— Zdradziłaś mnie prawda? — zapytał od niechcenia.
— Tak — przyznałam beznamiętnie.
W tym momencie nie robiło mi żadnej różnicy, jak zareaguje. Czy wścieknie się i odejdzie, czy zrozumie i zostanie. Wręcz chciałabym wymusić na nim wybuch złości i zerwanie relacji. Łatwiej by mi było zostać porzuconą, nawet, gdybym musiała pokutować za nieswoje winy.
— Wybaczyłem ci już. Nie chciał cię i wciąż jesteś moja — zauważył nie bez satysfakcji.
Odwróciłam wzrok, nie zwalniając kroku. Nie miałam ochoty komentować tego stwierdzenia. Nie wiedziałam też, dlaczego jest z tego powodu taki zadowolony. A już na pewno, dlaczego tak bardzo ukuły mnie te słowa.
— Pasujemy do siebie — ciągnął — dla ciebie postaram się bardziej. Mogę być ci wierny i być dobrym mężem.
— Doprawdy? — zapytałam odruchowo.
— Jesteśmy jak dwa półdupki, czasem trochę bliżej czasem dalej, ale zawsze razem.
— To bardzo poetyckie — mruknęłam.
— Dzięki tobie jestem lepszym człowiekiem — wyznał, zahaczając swoja dłonią o mój rękaw.
— Dzięki tobie jestem gorsza — powiedziałam, wkładając dłonie do kieszeni.
— Ale nadal tu jesteś, więc wciąż mnie kochasz. Wszystko naprawię, obiecuję.
Mruknęłam tylko enigmatycznie. Moje myśli krążyły wokół Jakuba, nie było w nich miejsca dla Darka. Nigdy nie czułam się wysłuchana, nigdy nie miałam przestrzeni do wypowiadania własnych myśli, nigdy nie czułam się zauważona i dopiero kiedy to dostałam, zrozumiałam.
— Moja matka chciała, żebyśmy wpadli do niej w sobotę na obiad. Zrobi specjalnie dla ciebie pana cottę.
— Twoja matka mnie nie lubi — przypomniałam.
— Ale cię polubi. W końcu zostaniesz moją żoną.
Skrzywiłam się z niesmakiem. „Żona” w mojej głowie brzmiało uwłaczająco, zwłaszcza w kontekście tego człowieka.
— Nie wiem, czy chcę brać ślub — powiedziałam.
Darek milczał długą chwilę.
— Zawsze chciałaś — powiedział zaskoczony — Dlaczego teraz nie?
Milczałam, obserwując chodnik pod stopami.
— Nie mów, że się zakochałaś — zauważył z dużą dozą ostrożności.
Serce przyspieszyło mi do delikatnego crescendo. Zacisnęłam w pieści dłonie tkwiące w kieszeniach.
— Chce skupić się na sobie — wyznałam.
Reszta spaceru minęła nam w milczeniu, a każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność. Czułam się pusta w środku, jakbym zostawiła całą siebie w tym lesie z dala od ulicznego zgiełku. U boku Darka nie czułam nic oprócz frustracji. Nie było już tych burzliwych uczuć, które we mnie wywoływał, tych dylematów i desperackiej walki. Oddalały się już od dłuższego czasu, by zniknąć jak pęknięty balonik.
Musiałam zadbać o własny fundament, by mieć więcej opcji.
Pozostałe pokłady siły skupiłam na moich własnych planach, które odepchnęłam na bok w którymś momencie mojego związku. Nie chciałam wiecznie tkwić na stanowisku zastępcy Adama, miałam własne marzenia, o których zdążyłam zapomnieć. Wczoraj nawet wykopałam z dna szafy moje dawne szkice projektów bielizny. I wciąż uważałam, że są dobre. Gdybym tylko dostała szansę komuś je pokazać, być może mogłabym stworzyć własną kolekcję lub chociaż stać się współtwórcą innej. _Nie. Muszę stworzyć sobie szansę._
Wracając do domu, na korytarzu spotkaliśmy sąsiadkę. Krępa blondynka w roztrzepanych włosach pukała do naszych drzwi. Była zwykłą, bardzo przeciętną panią domu, która dorabiała, gdy tylko nadarzyła się okazja, a jej mąż pracował jako kierowca w firmie transportowej. Często zostawała sama w domu z dwójką rozwydrzonych dzieciaków, których wrzaski czasem zakłócały nasz spokój.
— Dobry wieczór pani Agnieszko — zagadnęłam, uśmiechając się przyjaźnie. — Coś się stało?
Darek skinął jej głową na przywitanie i wyciągnął klucze z kieszeni. Zaczął otwierać drzwi wejściowe.
— Sąsiadko, jest taka sprawa — zerknęła na Darka nieśmiało. — Zlew mi się zapchał, a hydraulik może przyjechać dopiero za tydzień, sama pani rozumie…
— A pan Stefan spod 5?
— Wyjechali z żoną na wieś na dwa tygodnie — westchnęła. — Mój brat mógłby przyjechać w niedzielę, ale to jeszcze 2 dni. I kreta wlewałam i próbowałam przepchnąć, ale nic nie działa… Może pani chłopak mógłby zerknąć? Zapłacę.
— Nie znam się na hydraulice — powiedział Darek. — Zaraz bym coś urwał i wtedy to ja bym musiał płacić, ale Ulka potrafi.
— Patrzyłam to na Darka to na sąsiadkę. Poklepałam ją pocieszająco po ramieniu.
— Pani się nie martwi, pani Agnieszko, ja postaram się pomóc.
— Pani Uleńko, pani się zna na tym? — zapytała niepewnie jakbym oświadczyła, że jestem kosmitką.
Zaśmiałam się z wyrazu jej twarzy.
— To naprawdę są proste urządzenia, wystarczy mieć narzędzia, rozkręcić i wyczyścić.
Darek wypiął pierś i uśmiechnął się szeroko.
— Moja narzeczona to zdolna bestia, na pewno sobie poradzi. Do takiej małej usterki nie potrzebny jest fachowiec, a małe rączki potrafią działać cuda — mrugnął zawadiacko. — Nawet pralkę potrafi ustawić w poziomie, oszczędziliśmy na fachowcu.
Jeszcze tydzień temu spłonęłabym rumieńcem, słysząc pochwały z jego ust. Słowa spływające dumą teraz kuły jak komary i miałam ochotę wydrapać mu oczy. Brzmiał jak leser i skończony dupek. Przymknęłam powieki na krótką chwilę. Brzmiał, dobre sobie, był nim.
— Da mi pani 20 minut. Mam klucz francuski i żabkę w szafce, pomoże mi pani i raz dwa będzie po kłopocie — mój ton wybrzmiał niespodziewanie ostro.
Odprowadziła mnie niepewnym spojrzeniem, ale nie zgłosiła żadnego sprzeciwu. Nie afiszowałam się swoimi męskimi umiejętnościami, ale będąc wychowywaną przez samotną matkę, musiałam sobie umieć ugotować, sprzątnąć i przepchać zlew.Rozdział 21
Pierwszy raz włożyłam absolutne minimum w przygotowanie się do wyjścia. Zwinęłam włosy w niedbały kucyk i włożyłam jedynie stare dżinsy i różowy oversizowy T-shirt, a na nogi wzułam białe trampki z poprzedniego sezonu. Makijaż zajął mi mniej niż 5 minut, nałożyłam tylko maskarę i krem BB. Naprawdę przestało mi zależeć, żeby prezentować się dobrze przed jego rodziną. Odkąd mnie im przedstawił, robili wszystko, bym czuła się obca.
Matka Darka — idealna pani domu — uważała, że nie jestem wystarczająco dobra dla jej syna i na każdym kroku starała się to podkreślić. Ojciec za to był zadufanym w sobie skurwielem, który wiedział wszystko najlepiej. Aldona była jego trzecią żoną, a różnica wieku pomiędzy nimi wynosiła 23 lata. Wizyty u „teściów” nie należały do przyjemnych. Szłam tam, ale obiecałam sobie, że jeśli cokolwiek będzie nie tak, po prostu wyjdę i nie będę przejmować się zdaniem kogokolwiek.
Powąchałam ukrytą na dnie kartonu z ozdobami lnianą koszulę, którą ukradłam bezczelnie Jakubowi — wciąż nosiła zapach jego rozgrzanego ciała. Dodało mi to odwagi. Jeśli kiedykolwiek przyszłoby mi stanąć z nim twarzą w twarz, chciałabym być z siebie dumna, stać się lepszą wersją siebie, odważniejszą i ładniejszą, taką, która bez wstydu mogłaby spojrzeć mu w oczy i uśmiechnąć się szczerze. Nawet, gdyby mnie wtedy odtrącił, mogłabym to przetrwać. Ale było za późno, popełniłam zbyt wiele błędów, a w jego oczach byłam tylko głupią, łatwą idiotką. To nic — włożyłam koszulkę z powrotem jak jakiś amulet — zbuduję siebie na nowo.
Jakub dzwonił do mnie i pisał, ale nie mogłam z nim teraz rozmawiać, nie czułam się wystarczająco silna. Wiedziałam, że powinnam mu się jakoś wytłumaczyć, tylko sama jeszcze nie rozumiałam, co chcę mu przekazać, więc jak on niby miałby mnie zrozumieć? Jak mogłam mu powiedzieć, że jest dla mnie spełnionym marzeniem i że chcę więcej, tylko nie czuję się w stanie więcej wziąć? Nie mogłabym stać u jego boku na równi, szybko stałabym się przeszkodą, kulą u nogi, a nie tego chciałam. Potrzebowałam trochę czasu, ale nie śmiałam o niego prosić. Nie miałam prawa hamować jego planów życiowych i ograniczać szans. Nie miał wobec mnie żadnych zobowiązań i nie powinien czuć się w obowiązku mnie wspierać.
Wykorzystałam go? Tak, użyłam jego gościnności, dobrego serca i jego ciała. To dobrze, że nie myślał o mnie na tyle poważnie, by mnie pokochać, bo nie dałabym sobie z tym rady. Wsadziłam telefon do plecaczka i stanęłam uszykowana w przedpokoju.
Darek już na mnie czekał. Miał na sobie białą koszulę na krótki rękaw i jasne bermudy, wyglądał sportowo i odświętnie zarazem. Spojrzał na mnie z zaskoczeniem i zlustrował od góry do dołu.
— Tak idziesz? — zapytał, jakby dawał mi szansę na poprawienie błędu.
Podniosłam głowę ostrzegawczo.
— Coś ci nie odpowiada?
— Od razu nie odpowiada — żachnął się. — Po prostu do pracy się tak szykujesz, pindrujesz, a tu tylko koszulka i trampki. Nawet się nie pomalowałaś.
— Mogę w ogóle nie iść. Nie mam z tym żadnego problemu. — Wzruszyłam ramionami.
— No już, nie bocz się — próbował zmierzwić mi włosy, ale uchyliłam się zręcznie.
Darek nie był zadowolony, ale nie powiedział nic więcej, nie zrobił nawet tej swojej pokazowej, naburmuszonej miny, choć mięsień szczeki drgał mu ostrzegawczo. Wyszliśmy jak para współlokatorów. Zamówiona taksówka już czekała na dole. Darek nie chciał jechać samochodem. Jego ojciec miał w zwyczaju częstować gości alkoholem i niezbyt dobrze przyjmował odmowę. Zgodziłam się pod warunkiem, że pokryje koszty przejazdu w obie strony. Po powrocie z moich małych wakacji zaczęłam stawiać warunki w naszym związku, a on, ku mojemu zdumieniu, przystawał na nie. W innych okolicznościach byłabym wniebowzięta.
Dojazd na obrzeża miasta zajął 25 minut. Byliśmy spóźnieni, ale Darek zdawał się nie przejmować się tym za bardzo. Jego rodzice mieszkali w domu jednorodzinnym z ogrodem, który otaczał kamienny płot z ogromną bramą wjazdową. Na podjeździe przed posesją stały ustawione cztery samochody.
— Nie mówiłeś, że jest jakaś okazja — mruknęłam, wskazując głową na auta.
— Bo nie ma — odrzekł, pogwizdując. Wydawał się być w znakomitym nastroju. — To musi być przypadek.
Dziwne. Zmrużyłam oczy podejrzliwie, obserwując jego skoczne kroki. Nie wiedziałam, czy wierzę w takie przypadki, ale nie miałam ochoty tego analizować. Odpuściłam. Darek zadzwonił do drzwi, a ja pospiesznie wyjęłam z plecaczka opakowanie ptasiego mleczka. Drzwi otworzyła Aldona, matka Darka. Przez ten czas, w którym się nie widziałyśmy, zdążyła zrobić sobie nowe cycki, o dwa rozmiary większe od poprzednich. Przez tę nieproporcjonalnie dużą miskę jej figura wydawała się wypaczona jak w słabej kreskówce. Podałam jej poczęstunek, starając się nie krzywić. Uśmiechnęła się do mnie sucho i pocałowała syna w policzek.
— Wchodźcie, wchodźcie, wszyscy już czekają — zaśpiewała tym swoim piskliwym, irytującym głosikiem.
Bezgłośnie wymówiłam: „wszyscy”, patrząc na Darka karcąco. Wzruszył ramionami i zachęcił mnie gestem do podążania w głąb domu. Przygryzłam wargę. Ręce drżały. Nie chciałam tam wchodzić, a mimo to przekroczyłam próg jak potulna owieczka. Kroki zdawały się ciężkie, a gdy weszłam do salonu, stanęłam jak wryta. Wokoło suto zastawionego stołu stało mnóstwo ludzi. Było tam pół rodziny Darka i — o zgrozo — moja własna rodzona matka. Wszyscy ubrani odświętnie i z kieliszkami szampana w dłoniach.
— Co tu się do cholery…? — zaczęłam bezradnie, ale natychmiast urwałam, kiedy Darek szturchnął mnie delikatnie w bok.
Odwróciłam się ku niemu, żeby zażądać wyjaśnień i zostałam jeszcze bardziej zaskoczona. Stał przede mną z bardzo znaczącym uśmiechem na ustach, a jego oczy błyszczały z podekscytowania. Pochylił się i szepnął mi na ucho:
— Zaprosiłem ich wszystkich na nasze zaręczyny.
Zamarłam, czując jak serce staje mi w piersi, a ciało przechodzi lodowaty dreszcz. To chyba jakiś pieprzony żart…!
— Przecież powiedziałam ci…
Mój głos był mały, malutki. Tyle czasu czekałam na ten moment i tyle razy zdążyłam się rozczarować, że uwierzyłam, iż już nigdy nie nadejdzie. A teraz gdy nadszedł, marzyłam, żeby uciec. Serce waliło w piersi, a wszelkie myśli wymiotła czysta panika.
— Powinien być twój już lata temu — wyszeptał, wyciągając z kieszeni pudełeczko — Nie musimy brać ślubu, ale chcę, żebyś go miała. Na pamiątkę.
Jego słowa obijały się echem w mojej głowie, gdy prezentował mi złoty pierścionek misternie zdobiony diamencikami. Jeszcze niedawno ten gest wywołałby we mnie euforię, ale czułam tylko nieznośna suchość w gardle i drętwienie palców. Spojrzałam bezwiednie na grupkę ludzi, którzy stali w oczekiwaniu, trzymali kieliszki i kciuki, gotowi wydać z siebie entuzjastyczne okrzyki w każdej chwili. Wszyscy oczekiwali pozytywnego rezultatu i nikt nie był gotowy zaoferować pomocy. Odetchnęłam. Wbiłam wzrok we własne drżące palce.
— Na pamiątkę… — powtórzyłam głucho.
— Na pamiątkę — potwierdził.
Darek ujął moją dłoń i po prostu wcisnął mi pierścionek na palec. Otarł go boleśnie o kostkę.
Krtań zacisnęła się boleśnie i nie mogłam wydać żadnego dźwięku z gardła. Mężczyzna uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło, a ja kompletnie spetryfikowana nie zareagowałam. W tym momencie zebrani w mieszkaniu goście wznieśli toast, z nich ust spłynęły gratulacje, a ja miałam wrażenie, że mnie tu nie ma.
Siedziałam przy stole, przede mną stał nietknięty kieliszek szampana, na talerzu nieruszona sałatka jarzynowa, a mnie mdliło od mieszanki perfum i stresu. Rozmowy zbiegały się w bezsensowny szum przeplatane z pobrzękiwaniem sztućców i przerywane głośnymi śmiechami. Kuzynka Darka, Ala, szturchnęła mnie w łokieć i coś powiedziała, ale jej słowa nie ułożyły się w mojej głowie w żadną zrozumiałą treść.
— Co powiedziałaś? — zapytałam, próbując się skupić.
— Pytałam, kiedy ślub? — zaśmiała się. — Mogę ci polecić piękną salę niedaleko, ooo… i mogę ci pomóc wybrać ozdoby! Znam świetną dekoratorkę, jest droga, ale warto. W końcu takie wydarzenie jest raz w życiu, prawda? Nie ma co żałować pieniędzy. Nawet jakbyście wzięli kredyt…
Reszta jej bełkotu utonęła w głośnym dudnieniu mojego serca. Jej słowa uderzyły we mnie z siłą młota pneumatycznego. Organizacja ślubu — z Darkiem. Kredyt — z Darkiem. Życie — z Darkiem. Wstałam gwałtownie, ściągając na siebie wzrok wszystkich zebranych. Zaczerwieniałam się, sięgnęłam po swój plecaczek i odeszłam od stołu.
— Córeczko, coś się stało? — zapytała moja matka, wstając za mną.
— Coś mi wypadło — powiedziałam spanikowana. — Przepraszam, muszę iść.
Szybkim krokiem skierowałam się do drzwi i wyszłam. Słyszałam jak Barbara i Darek wołają za mną, ale nie odwróciłam się w ich kierunku. Szłam przed siebie, czując, jak krew pulsuje mi w uszach, a zatrzymałam się dopiero na następnej ulicy. Kucnęłam przy krawężniku i wpatrywałam się długo w pierścionek tkwiący na moim palcu, który dziwnym sposobem kojarzył mi się z wyrokiem. Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam po taksówkę. Musiałam z kimś porozmawiać. Z kimś, kto jest dla mnie szczerze życzliwy.
Zadzwoniłam do Darii i poprosiłam ją o natychmiastowe spotkanie. Nie obchodziły mnie jej plany, ani to, z kim będzie spędzała wieczór. Potrzebowałam jej dzisiaj i miałam zamiar zagarnąć jej czas choćby siłą. Poinformowałam ją, że będę u niej za 40 minut i tak też się stało. Byłam roztrzęsiona i niepewna, gdy wchodziłam na górę do jej mieszkania. Gorączkowo załomotałam do drzwi i z bijącym sercem czekałam, aż je otworzy. Gdy tylko uchyliły się do wewnątrz, popchnęłam je ciałem i wbiłam się do środka. Zaskoczona Daria zrobiła wielkie oczy, ale nie powiedziała ani słowa. Stanęłam na środku salonu i pokazałam ostentacyjnie prawą dłoń, a na niej pierścionek zaręczynowy. Widziałam, jak wyraz jej twarzy zmienia się z zaskoczonego na przerażony.
— Ja pierdolę… — Daria bezradnie przykryła ręką czoło.
Krążyłam jak pijana mucha dookoła stolika. W głowie miałam mętlik, a jedyne uczucie, którego doświadczałam, to panika. Przyjaciółka patrzyła na mnie kątem oka, tak, jakby nie była w stanie znieść mojego widoku.
— Czyli co? — zapytała. — To koniec?
Nie byłam w stanie zrozumieć, do czego pije. W mojej głowie panował kompletny chaos. W taksówce zrozumiałam, co tak właściwie się stało, i jak zgrabnie Darek mnie podszedł. Zrobił mnie jak dziecko. A ja nie zrobiłam nic, by mu przeszkodzić, choć obiecywałam sobie, że tym razem będzie inaczej. Zawiodłam się na sobie tak bardzo, że miałam ochotę płakać.
— Przyszłaś mi powiedzieć, że zrywasz ze mną? — ciągnęła Daria — Że nie będziemy już przyjaciółkami? Dokonałaś już swojego wyboru?! Jesteś szczęśliwa?!
Te pytania zadały mi fizyczny ból, rozdzierały skórę jak noże. Po policzkach popłynęły gorące łzy.
— Wyglądam ci na szczęśliwą?! — niemal zawyłam i zamarłam zszokowana własną reakcją.
Daria odetchnęła z trudem i spojrzała na mnie ostrożnie. Chwilę potem uśmiechnęła się z politowaniem.
— Wyglądasz, jakby wyruchał cię lew.
To porównanie było tak absurdalne, że wybuchłam śmiechem. Śmiałam się, płacząc, aż w końcu, drżąc, oparłam się o kanapę.
— Kurwa, w co ja się wpakowałam? — wydusiłam słabym głosem. Świadomość tego, że przyjmując pierścionek zaręczynowy, zobowiązałam się związać swoją przyszłość z Darkiem i zrobiłam to przy całej jego rodzinie, zdawała się wnikać we mnie porcjami. Pamiątka — jak chuj.
— Co z Kubą? — zapytała ze smutkiem Daria. — Myślałam, że go kochasz.
Zrobiłam wielkie oczy i zaczerwieniłam się mimowolnie. To imię działało na mnie jak zaklęcie, w jakimkolwiek stanie psychicznym bym nie była, nie mogłam na nie nie zareagować.
— Przecież go kochasz — wypomniała bezlitośnie Daria. — Dlaczego mu to robisz? Spodziewałam się po tobie czegoś więcej. Zawsze myślałam, że jesteś lepsza.
Przygryzłam wargę, żeby zmusić się do milczenia. Te słowa były takie bezbronne, jakby stała przede mną 4 letnia dziewczynka, która, zawierzając drugiej osobie, została ostatecznie wykorzystana. Czułam, jak gardło ściska mi się boleśnie, a do oczu napływa kolejna fala łez.
— A co miałam zrobić? — krzyknęłam łamiącym się głosem, jakbym próbowała chwycić się czegoś, czegokolwiek, co służyłoby mi do samoobrony. — Jakub nie myśli o mnie poważnie, jestem tylko dupą do…
— Jesteś idiotką!!! — zawyła Daria. — Tchórzliwą, głupią pizdą!!! Boisz się Ali, taka jest prawda! Trzymasz się tego skurwiela, bo w siebie nie wierzysz — Daria oddychała ciężko, zaciskając pięści. — Sprawiasz, że czuję się głupio, że w ciebie wierzyłam… — wyznała malutkim głosem.
Odwróciła głowę z żalem, smutkiem i rozczarowaniem. To mnie złamało. Poczułam się bezradnie, a strach wydusił ze mnie łzy, za którymi podążyło okrutne łkanie. Schowałam twarz w dłonie, próbując się opanować — bezskutecznie. Poczucie, że coś straciłam, przytłoczyło mnie. To, co wymknęło mi się z rąk, było tak cenne, że nie mogłam przeżyć bez. Zdałam sobie sprawę, że wymieniam Darię i Jakuba na Darka. I zdałam sobie sprawę z tego, że on nie był wart nawet jednej dziesiątej tego, co dla niego poświęciłam. Poczułam, jak Daria obejmuje mnie i gładzi po włosach, jakby się żegnała. Uczepiłam się jej jak tonący brzytwy, a gdy łkanie nieco osłabło, wydusiłam:
— Przepraszam.
— Co teraz zamierzasz?
Pokręciłam bezradnie głową.
— Nie wiem. Nie oszukujmy się, Jakub nie myśli o mnie poważnie. Spójrz na niego, taki facet może mieć każdą laskę, jaką zechce, dlaczego miałby chcieć mnie? Nawet jeśli będzie ze mną to tylko na chwilę, dopóki mnie lepiej nie pozna i nie zobaczy, jaką okropną osobą jestem. Zawiodłam ciebie, siebie i wszystkich dookoła, ciągle zawodzę.
— Gość nie ma gustu do kobiet, fakt — stwierdziła. — Ale jesteś w błędzie…
— Tylko nie próbuj wciskać mi kitu, jaka to ja jestem cudowna — przerwałam.
Daria pokręciła głową.
— Nie jesteś cudowna — powiedziała. — Nie na tym polega błąd. Naprawdę myślisz, że możesz decydować za niego? — zapytała, a ja nie mogłam znaleźć żadnej odpowiedzi. Zabrakło mi słów, a wszelkie wytłumaczenia przestały mieć sens. — To nie ty zdecydujesz, kto ciebie wybierze — kontynuowała Daria. — Tak samo jak nie możesz do tego nikogo zmusić. A on cię wybrał. Nie wiem dlaczego, ty też tego nie wiesz, ale… to nie ma znaczenia, o ile ty też go wybierzesz.
— A jeśli nic z tego nie wyjdzie? — mruknęłam cichutko.
Daria długo milczała, potem wstała i podeszła do okna.
— Wtedy nic się nie zmieni — odpowiedziała. — Nadal będziesz, jaka będziesz, a dni będą płynąć tak samo i utkniesz, wiecznie szukając czegoś podobnego.
Patrzyłam na nią z niedowierzaniem i respektem. Promienie słońca oświetlały jej twarz, rzucały długi cień zamazujący się w konturach w miękkim dywanie. Miałam ochotę wyciągnąć do niej rękę, żeby ją złapać nim przybliży się choćby centymetr do okna. Miałam wrażenie, że mogłaby przekroczyć niewidzialna barierę i wypaść na zewnątrz jak mewa bez skrzydeł.
— Mówisz z własnego doświadczenia? — odważyłam się zapytać.
— Tak — odwróciła się do mnie, a pod słonce nie widziałam zbyt wyraźnie jej twarzy.
Wstałam i podeszłam do niej. Nieśmiało położyłam jej rękę na ramieniu. To był ważny moment dla nas obu.
— Dlatego nie chcesz z nikim być? — dotknęłam delikatnie jasnych włosów, jakby chciała tym sposobem dać jej odrobinę ulgi.
— Wybrałam nieodpowiedniego mężczyznę, ale nie był toksyczny, tak, jak to sobie wyobrażasz. Był wyniszczający. Jak trucizna. Opium. Nie mogłam przestać i nie mogłam kontynuować. Wciąż nie mogę zapomnieć. Był moim wszystkim, piekłem, niebem, moim czyśćcem.
— Dlaczego się rozpadło?
— Nic się nie rozpadło Ali, bo on nigdy mnie nie wybrał. Jego wybór zawsze był jeden: Bóg.
Próbowałam przetrawić i zrozumieć słowa, które do mnie powiedziała, ale byłam zbyt zszokowana i rozedrgana, by skleić ich sens.
— Jest księdzem — dodała.
Wstrzymałam powietrze, a potem wypuściłam je z płuc z głośnym świstem.
— Ile czasu to trwało?
— Za długo. Był moim pierwszym we wszystkim. Nikt nie może sprawić, że o nim zapomnę.
— Artur może.
Daria spojrzała mi prosto w oczy chłodnym, stalowym spojrzeniem.
— Nikt nie może.
— Myślałaś o terapii? — W swojej bezradności chwytałam się wszystkiego, co zdawało się rozsądne.
Prychnęła drwiąco.
— Nie można pomóc człowiekowi, który nie chce pomocy. Terapeuta może mi dać narzędzia, może wskazać mi kierunek, może określić cel, ale to ja muszę wykonać robotę. A ja wciąż go kocham.
Przytuliłam ją do siebie mocno. Pozwoliła mi na to. Zachowywała się tak, jakby zdążyła już dawno się poddać. Bolało.
— Zaufałam ci, bo jesteś taka ciepła, jakbyś mogła zrozumieć każdego — powiedziała drżąco — Jeśli wymienisz mnie na Darka, to nigdy ci tego nie wybaczę.
— Wiesz, że cię kocham? — zapytałam, głaszcząc ja po włosach.
— Tak. Ja ciebie też. Nawet bardziej niż sądzisz.
— Nie wymienię cię na nikogo — obiecałam.
— Trzymam cię za słowo — westchnęła.
I nie odsunęła się nawet na milimetr.