Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • promocja

Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
30 marca 2026
5099 pkt
punktów Virtualo

Jeszcze słychać tę muzykę. Biłgoraj – sztetl utracony - ebook

Potomkowie mieszkańców sztetli Rzeczypospolitej stanowią dziś 70% wszystkich Żydów. Nie zostało po nich prawie nic. Ten niezwykły świat rozmywa się, ginie w mrokach niepamięci.

W sztetlu Biłgoraj toczy się życie.

Biedni Żydzi, którzy swoim dzieciom mogą zapewnić jedynie ziemniaki i od czasu do czasu śledzie, pochylają się nad księgami w modlitewnych izbach niczym intelektualni książęta.

Bogaci Żydzi, którzy prowadzą dochodowe biznesy, żyją niemalże jak magnaci.

Nimi wszystkimi próbuje zarządzać państwo w różnych odsłonach – Rzeczpospolita, Rosja, znowu Polska – chcąc na nich zarobić, a czasem skłócić z chłopskim sąsiadem.

Nad głowami jednych i drugich zbierają się czarne chmury…

Andrzej Krawczyk, historyk i dyplomata, wieloletni ambasador Rzeczpospolitej Polskiej, odtwarza świat żydowskiego miasteczka na przykładzie Biłgoraja – sztetla, który pokazał światu laureat literackiej nagrody Nobla Isaac Bashevis Singer.

Takiej Polski nie znacie. Warto to zmienić.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8427-539-9
Rozmiar pliku: 4,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Biłgoraj to miejsce, które dzięki twórczości Izaaka Baszewisa Singera stało się symbolem wschodnioeuropejskiego sztetla, życia żydowskiego przed Zagładą. W książce _Jeszcze słychać tę muzykę…_ Andrzej Krawczyk podejmuje odważną próbę przebicia się przez literacki mit Biłgoraja i jego warstwę symboliczną. Poprzez narzędzia historii społecznej, politycznej, regionalnej i mikrohistorii stara się zrozumieć nie mniej złożone niż jego obraz literacki, codzienne, żydowskie doświadczenie tego miasta.

dr hab. Katarzyna Person, dyrektorka Muzeum Getta Warszawskiego, koordynatorka wydania pełnej edycji Archiwum Ringelbluma, autorka m.in. książki _Policjanci. Wizerunek Żydowskiej Służby Porządkowej w getcie warszawskim_

Większość Żydów ma korzenie we wschodnioeuropejskim sztetlu, czyli na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej. Andrzej Krawczyk opisuje jeden z półtora tysiąca sztetli – nie byle jaki, bo wprowadzony na szczyty światowej literatury przez Izaaka Baszewisa Singera Biłgoraj. To próba połączenia mikro- i makroskali, realiów sztetla i panoramy losu kilkumilionowej społeczności w Polsce. Nie ma historii Polski bez dziejów Żydów i nie ma historii Żydów bez dziejów Polski. Dlatego tę książkę warto przeczytać.

dr hab. Jolanta Żyndul, historyczka dziejów Żydów w Polsce w XIX i XX wieku, autorka m.in. książki _Kłamstwo krwi. Legenda mordu rytualnego na ziemiach polskich_ i wyboru dokumentów _Żydzi i Piłsudski_ROZDZIAŁ I

Biłgoraj, sztetl, Singer, żydowska pamięć, czyli uwagi wstępne

Sztetl, czyli osada w Europie Wschodniej z dużym udziałem żydowskich mieszkańców – często byli w nim największą grupą ludności – to jedno z kluczowych pojęć w historii Żydów, a jednocześnie bardzo ważne zjawisko dla historii Polski. Sztetle w znakomitej większości powstały na ziemiach Rzeczpospolitej i w ramach państwa polskiego toczyła się ich historia do końca XVIII wieku¹. Sztetl stał się pod koniec XIX wieku pojęciem metaforycznym, opisującym tradycyjny, konserwatywny sposób życia Żydów środkowo- czy wschodnioeuropejskich. Fenomen sztetla zakładał autonomiczne funkcjonowanie przez pokolenia społeczności żydowskiej w sposób niezmienny i niezależny od zmieniających się realiów politycznych, gospodarczych i technologicznych świata zewnętrznego. Należy dodać, że w dziedzinie gospodarczej ludność żydowska – w sposób wymuszony, bo mając ograniczone prawnie możliwości funkcjonowania w rolnictwie i obszarach, które dzisiaj nazywamy życiem społecznym – wykazywała niezwykłą aktywność, przewyższającą działalność nieżydowskich sąsiadów i zwiększającą efektywność ekonomiczną ziem, które zamieszkiwała.

Ludność żydowska zamieszkiwała przede wszystkim małe osiedla, tworzące handlowo i gospodarczo centra okolicznych dóbr i wiosek, „miasteczka targowe”. To były opisywane sztetle. Część Żydów mieszkała w większych ośrodkach miejskich, dla których używano nazwy _schtot_ (שטאָט), były to na przykład Kraków, Lwów czy Tarnów. Obowiązywały w nich inne zwyczaje i organizacja życia niż w sztetlach. Sztetl z lingwistycznego punktu widzenia jest zdrobnieniem w jidysz od wyrazu sztot i da się tłumaczyć jako „miasteczko”. Nawiasem mówiąc, tak właśnie – „mesteczko” – brzmiało formalne tłumaczenie terminu „sztetl” w języku rosyjskim. Była to pozostałość po momencie historycznym z przełomu XVIII i XIX wieku, kiedy Rosja inkorporowała ziemie polskie, na których zamieszkiwali Żydzi posiadający od czasów polskich autonomię i własny, odmienny od innych mieszkańców status prawny. Historycznie była to dla Rosji nowa i nieznana sytuacja, z którą kraj ten się wcześniej nie stykał, więc jego administracja zapożyczała rozwiązania i terminy z dotychczasowej polskiej praktyki.

Pewna liczba Żydów mieszkała także rozproszona po wioskach. Były to głównie pojedyncze rodziny karczmarzy, sklepikarzy, arendarzy. Żydzi wioskowi swoje miejsce zamieszkania określali jako „dorf” (דאָרף), wioska. Ich ilość i udział w strukturze ludności zarówno żydowskiej, jak i wiejskiej w XIX wieku stale się zmniejszał.

Sztetle liczyły przeważnie od stu do dwóch tysięcy żydowskich mieszkańców, a w XIX wieku, zwłaszcza pod jego koniec, powiększały się nawet do dziesięciu tysięcy Żydów.

Sztetle funkcjonowały w ramach lokalnych społeczności i na użytek chrześcijańskiego sąsiedztwa, ale kontakty z nieżydowską częścią mieszkańców ograniczone były w zasadzie do sfery gospodarczej. Sztetle nie miały racji bytu same dla siebie. Odgrywały rolę usługową wobec właścicieli ziemskich, którym oddawały dochód z wynajmowanego od szlachty prawa sprzedaży alkoholu i prowadzenia karczm. Sztetle powstawały prawie wyłącznie z inicjatywy bogatszej polskiej szlachty. Utrzymywały się z pośrednictwa w handlu produktami rolnymi i obsługi rzemieślniczej chłopów (rolników). Były więc traktowane bardzo pozytywnie przez ziemian, których uwalniały od obowiązku bezpośredniego zarządzania majątkami rolnymi i dyscyplinowania podległych im chłopów, ale jednocześnie często popadały w konflikty powstałe podczas rywalizacji z tymi samymi chłopami, którzy byli ich stałymi, systemowymi dłużnikami.



Wraz z upadkiem państwa polsko-litewskiego sztetle znalazły się w większości w imperium rosyjskim, a także w Prusach (zwłaszcza w okresie od 1795 roku do powstania Księstwa Warszawskiego) i w państwie Habsburgów. Po kongresie wiedeńskim w 1815 roku większość ziem zamieszkałych wcześniej przez Żydów Rzecz­pospolitej (z wyjątkiem Galicji) znalazła się pod rosyjskim panowaniem, choć w różnej formie. Znaczna część sztetli w imperium Romanowów leżała na terenie uznawanym za polski i mającym wewnętrzną autonomię – w Królestwie Polskim.

W tak zwanym Królestwie Kongresowym istniały dla Żydów pewne formy samorządowe. Na początku uznaną przez władze formą wspólnoty ludności żydowskiej były kahały (gminy), które 1 stycznia 1822 roku przemianowano carskim ukazem na tak zwane dozory bóżnicze, ograniczając ich kompetencje jedynie do spraw wyznaniowych i działalności charytatywnej.

Po powstaniu listopadowym (1830–1831) władze rosyjskie „zniosły obowiązywanie” konstytucji z 1815 roku i zastąpiły ją Statutem Organicznym z 1832 roku. Konstytucja mówiła o „połączeniu” Królestwa z Rosją. Statut określał ten związek mocniej: „Królestwo Polskie przyłączone jest na zawsze do Cesarstwa Rosyj­skiego i stanowi jego część nierozdzielną”. Rozmaite szczegółowe przepisy Statutu nie były zresztą przez władze przestrzegane.

Po stłumieniu powstania styczniowego (1863–1864) władze rosyjskie w ramach polityki unifikacji ziem polskich z pozostałymi ziemiami państwa zaczęły je nazywać „Priwislinskij kraj” (Kraj Nadwiślański)².

Od czasu do czasu car nadawał prawa szlacheckie (obywatelskie) pojedynczym Żydom, przeważnie bardzo bogatym i za swego rodzaju opłaty specjalne (ewentualnie usługi). Ciekawy przypadek zapisany jest w dokumentacji z 1850 roku, kiedy car na wniosek namiestnika Paskiewicza nobilitował specjalnym ukazem dwóch Żydów z Królestwa Polskiego, używając sformułowania, że nadaje im prawa „podług przykładów, jakie miały miejsce”³. Okazało się jednak, że administracja w Warszawie nie umiała sformułować zakresu praw, jakie miano by nadać tym dwóm osobom.

Dopiero w czerwcu 1861 roku Rada Stanu Królestwa Polskiego uchwaliła ustawę nadającą Żydom prawa wyborcze do powiatowych i miejskich rad samorządowych. Rada Administracyjna Królestwa w sierpniu 1862 roku nadała Żydom prawo zasiadania w organach stowarzyszeń (cechów) rzemieślniczych i kupieckich, a od 1 stycznia 1863 roku zniesiono dodatkowy, dyskryminujący wyznawców judaizmu tak zwany podatek koszerny i różne szczegółowe ograniczenia, jak choćby opłatę za wjazd do Warszawy. Jest ewidentne, że wspomniane gesty wobec ludności żydowskiej miały charakter bieżących interwencji politycznych i zmierzały do rozdzielenia wspólnoty mieszkańców miast Królestwa Polskiego i pozyskania sympatii Żydów dla władz rosyjskich⁴.

Od początku swojego panowania władze Rosji starały się uniemożliwić swobodny przepływ żydowskiej ludności do innych rejonów Rosji⁵ (tak zwaną strefę osiedlenia⁶ utworzono już w roku 1791), a w maju 1882 roku car Aleksander III wydał tak zwane prawa majowe, w których zabronił Żydom mieszkania poza mias­tami (i posiadania na terenach wiejskich jakichkolwiek nieruchomości), aby nie mieli kontaktów z chłopami rosyjskimi i ich nie „demoralizowali”.

Dla dużej części sztetli panowanie rosyjskie oznaczało początek końca prosperity tego fenomenu cywilizacyjnego. Zjawisko to opisuje amerykańsko-rosyjsko-żydowski historyk Yohanan Petrovskij-Štern w swojej książce _Sztetl. Rozkwit i_ _upadek żydowskich miasteczek na Kresach Wschodnich_⁷. Profesor Petrovskij-Štern odwołuje się w niej do swojej znajomości tematu i wrażliwości rosyjskiego historyka i patrzy na sztetl z perspektywy tego państwa, to znaczy od końca XVIII wieku. Początkowy okres funkcjonowania w ramach Rosji uważa za czas rozkwitu żydowskich mias­teczek, które od lat 40. XIX wieku biednieją i popadają w ruinę. Petrovskij-Štern poszukuje przyczyn opisywanego zjawiska w modernizacyjnych przemianach cywilizacyjnych. Nie stawia pytania o wpływ na upadek sztetli zmiany ich przynależności państwowej w konsekwencji rozbiorów i upadku Polski. Nowa państwowość – rosyjska – z jej autokratyzmem i brakiem przyzwolenia na samorząd oraz niekontrolowaną przez administrację państwową przedsiębiorczość mieszkańców na dłuższą metę musiała przynieść takie rezultaty.

Państwo rosyjskie prowadziło politykę ułatwiania emigracji Żydów z Rosji, a nawet stosowania na nią nacisków (na przykład poprzez osławione „pogromy”) co najmniej od 1881 roku. Do pierwszej wojny światowej wyjechało z kraju – przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych – około dwóch milionów Żydów⁸.

Emigracja żydowska była jednocześnie początkiem powstania mitu sztetla – miejsca, które trzeba było opuścić, gdzie cierpiano biedę i poniżenia, ale jednocześnie z sentymentem kultywowano pamięć o przodkach.

Początkowo sztetl był lekceważony, nawet wyśmiewany. Stanowił źródło kompleksów inteligencji żydowskiej i żydowskich „postępowców”. Od kilkudziesięciu lat fascynuje świat i stał się tematem zainteresowania, opisu i analiz, zarówno w świecie inte­lektualistów i naukowców, jak i w kulturze masowej. W perspektywie światowej prestiżowy słownik języka angielskiego Merriam-Webster, który odnotowuje także pierwszy przypadek użycia danego słowa w tym języku, podaje, że słowo _shtetl_ zostało po raz pierwszy użyte w zapisanym tekście w języku angielskim stosunkowo późno, bo dopiero w 1949 roku. Mniej więcej w tym okresie rozpoczęła się międzynarodowa kariera tego pojęcia. Oczywiście w Europie Środkowej i w środowiskach, gdzie mieszkali Żydzi aszkenazyjscy, słowo „sztetl” było znane już od XV wieku. Dzięki nobliście Isaacowi Singerowi (nagroda w dziedzinie literatury w 1978 roku) dla czytającej publiczności na całym świecie symbolem sztetla zostało polskie miasto Biłgoraj⁹.

Według rozmaitych szacunków od 50 do 70 procent Żydów na świecie pochodzi – dzisiaj już w trzecim, czwartym lub piątym pokoleniu – ze wschodnioeuropejskiego sztetla, czyli his­torycznie z terenu Rzeczpospolitej. Stąd duże zainteresowanie tą tematyką, stanowiącą przecież część polskiej historii narodowej także w polskich środowiskach, jako częścią własnej historii narodowej.

Niestety źródła wiedzy o żydowskiej społeczności Biłgoraja są stosunkowo ograniczone. Miasto i jego archiwa miały trudną historię, w większości uległy zniszczeniu. Są żydowskie miasteczka, których przeszłość jest lepiej udokumentowana. Ale „reflektor historii” dzięki geniuszowi Isaaca Bashevisa Singera oświetlił właśnie Biłgoraj…

To Biłgoraj – dzięki sile literatury – bardzo często „pełni funkcję symbolu” i prowokuje pytania o żydowską społeczność oraz his­torię tego miasta. W odpowiedzi na to społeczne zainteresowanie z inicjatywy nieżyjącego już profesora Pawła Śpiewaka, dyrektora Żydowskiego Instytutu Historycznego, powstała ta książka.



Przez kilka dziesięcioleci (od końca XIX wieku do końca dwudziestolecia międzywojennego) sztetl był negatywnym symbolem biednego i anachronicznego życia w diasporze. Mendele Mojcher Sforim, Icchok Perec, Szolem Alejchem i wielu innych – mniej znanych – autorów tworzyło obraz życia konserwatywnego, zacofanego Głupska¹⁰, znany całemu światu, a przynajmniej tej czytającej jego części. Zwłaszcza Mendele Mojcher Sforim utrwalił obraz biedy, ciemnoty i obskurantyzmu, kulturowy świat blokujący modernizację.

Dla pełnego obrazu dodać jednak trzeba popularne powieści Szaloma Asza, który ciepło pisał o sztetlach. W roku 1925 napisał w przedmowie do powieści _Miasteczko_: „Pochodzę z żydowskiego miasteczka i ono właśnie towarzyszy mi przez cały czas w mojej twórczości. Dokądkolwiek bym się nie udał podczas mojej wędrówki, do wielkich miast starego i nowego świata, wszędzie rozbłyskują dla mnie niczym zaczarowane ognie, niczym wizje, spadziste dachy niskich domków w miasteczkach, gdzie mieszkają ubóstwo, cnota i żydowska pobożność. W promieniach zachodzącego słońca, w ciszy wieczornego nieba jawi się przede mną skromna, wdzięczna, otulona warkoczykami główka żydowskiej dziewczyny, przeniknięte pobożnością oczy żydowskiej matki, bogo­bojność i wiara promieniująca z twarzy pobożnych Żydów. Oto perły miasteczka – głęboka pobożność jego ludu, jego prawdziwe człowieczeństwo w ubóstwie, wznoszące tych ludzi ku wyższym, Piękniejszym światom. Właśnie ich poszukiwałem na drodze mojego życia, wszędzie je napotykając, czy to w jasnych, ciepłych izbach oświetlonych płomieniem szabasowych świec, czy na zimnych, błotnistych podwórkach, w opuszczeniu i samotności, nad swojskimi strumykami i w portach wielkich mórz. Nie należy się temu dziwić. Miasteczko to nasza ziemia, z której wszyscy wyrastamy, choć byśmy z całych sił próbowali się z niej wyrwać, nie uda nam się tego dokonać. Jak drzewa czerpiemy z niej soki żywotne – nawet gdy dzieli nas od niej tysiące mil, nawet zza morza. Wszyscy ludzie są przecież dziećmi tej ziemi, zaś dla Żyda jest nią żydowskie miasteczko, to w nim tkwią nasze korzenie”¹¹.

Po drugiej wojnie światowej, po Holocauście pojawił się nowy obraz sztetla, pełen nostalgii za utraconym światem „czystego i niewinnego” – choć biednego – żydowskiego życia.



Szacuje się, że w Europie Wschodniej istniało do 1,5 tysiąca sztetli. Większość z nich doczekała się rozmaitego typu publikacji na temat swojej historii w różnej formie (w języku polskim dostępnych jest pewnie dwieście, a może i trzysta książek, z czego około połowy to opracowania polskich autorów). Jeszcze w latach drugiej wojny światowej i Holocaustu środowiska emigrantów i ocalałych z Zagłady podjęły pracę nad upamiętnieniem swoich rodzinnych miejscowości. Pierwsza taka książka została wydana w języku jidysz już w roku 1943 w Nowym Jorku przez organizację o nazwie United Emergency Relief Committee for the City of Lodz (Zjednoczony Komitet Pomocy Ratunkowej dla Miasta Łodzi) i poświęcona była temu miastu: יזכור־בוך ‏לאדזשער (Lodz­sher yizker-bukh)¹². Przy wydawaniu tych książek nie chodziło o profesjonalne analizy historyczne, socjologiczne czy ekonomiczne. Funkcją tych tekstów było ocalenie pamięci poszczególnych środowisk i nazwisk ludzi. By nazistowski plan wyrugowania Żydów z ludzkiej rzeczywistości i świadomości został udaremniony, chociaż Shoah się dokonała i sześć milionów Żydów zostało zamordowanych. Powstał ruch opracowywania ksiąg pamięci, które znane są w świecie jako „jizkor buch”¹³. Uaktywniły się – a czasem powstały dla przygotowania takiej księgi – dziesiątki stowarzyszeń „ziomkowskich” Żydów pochodzących z mniejszych i większych miasteczek z wschodnioeuropejskiej diaspory. Przygotowano setki opracowań. W latach 80. XX wieku ruch publikacji nowych ksiąg pamięci spowolnił. Generacja, która pamiętała sztetle, wymierała. Dział referencji (informacji) Biblioteki Publicznej Nowego Jorku (NYPL), który dysponuje największą kolekcją ksiąg pamięci i prowadzi dla nich osobny katalog, podał, że ma ich w swoich zbiorach 1034¹⁴. Od końca lat 90. pod patronatem Biblioteki Publicznej Miasta Nowego Jorku i Centrum Książki Żydowskiej w Amherst w Massachusetts¹⁵ prowadzony jest program skoncentrowania w jednym miejscu i digitalizowania tych ksiąg (w zasadzie większość z nich, w tym wszystkie starsze, powstawała w języku hebrajskim i w jidysz, biblioteki inspirują fundacje i donorów do finansowania przekładów na język angielski). Kolekcja jest na bieżąco udostępniana online. Docelowo ma się znaleźć w wolnym dostępie, w co najmniej pięćdziesięciu dużych bibliotekach na świecie lub po prostu w internecie. Obecnie zdigitalizowano już około 700 książek.

W Polsce wydano wiele (od 150 do 200) publikacji książkowych z opracowaniami historii poszczególnych społeczności żydowskich miasteczek¹⁶. Szacunki te nie uwzględniają artykułów w prasie codziennej i w czasopismach naukowych. Wspomniane książki są bardzo różnorodne: jedne zawierają elementy socjologicznej metodologii, inne są zestawem wspomnień, niektóre sprawiają wrażenie quasi-reportaży, jeszcze inne mają ambicje literackie i zawierają elementy prozy fabularnej. Metodologiczne wymagania opisu struktur społecznych w większości wypadków nie są mocną stroną tych opracowań. Ich autorzy kierowali się przede wszystkim chęcią upamiętnienia, współczuciem, pokorą wobec ogromu ludzkiego nieszczęścia. Swoją rolę odgrywało także często znaczne ograniczenie bazy źródłowej. Paradoksalnie materiałem najłatwiej dostępnym okazywało się tak delikatne i niestabilne źródło jak ludzka pamięć, i to na ogół dość przypadkowych świadków. W takiej sytuacji wiele aspektów rzeczywistości ujmowanych w teoretycznych kwestionariuszach „socjologicznego opisu miasta i jego struktury” nie daje się opisać, a ważne pytania pozostają bez odpowiedzi¹⁷.

Można sporządzić listę źródeł, których brak odczuwa się także w niniejszym opracowaniu. Są to na przykład dokumenty podatkowe czy najbardziej choćby skrótowe zapisy przebiegu posiedzeń zarządu gminy żydowskiej¹⁸. Baza źródłowa Biłgoraja w efekcie dramatycznej historii miasta poniosła wyjątkowo duże straty. Pożar w urzędzie miejskim w latach 90. XIX wieku i pożar tego samego budynku wzniecony bombardowaniem z 8 września 1939 roku spowodowały olbrzymie i nieodwracalne straty w dokumentacji miasta. Dziś nie są znane także dokumenty wytworzone przez niemieckie instytucje okupacyjne w Biłgoraju z czasów Holocaustu, na przykład jakakolwiek dokumentacja miejscowej placówki gestapo czy urzędu pracy. Być może i one uległy zniszczeniu. Albo spoczywają gdzieś w niemieckich archiwach, o ile udało je się okupantom ewakuować. Możliwe jest także, że zostały przejęte przez wkraczających do miasta zdobywców i znajdują się obecnie w archiwach rosyjskich lub – przypadkowo – ukraińskich¹⁹.



Mimo upływu kilkudziesięciu lat od Holocaustu refleksja nad tym, jak przebiegała zagłada społeczności żydowskich i jak zapoznać następne generacje z przyczynami oraz przebiegiem tej tragedii, by nie dopuścić do jej powtórzenia, wciąż trwa. Mimo tysięcy publikacji i wieloletnich badań setek historyków wciąż uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy w stanie objąć umysłem wszelkich aspektów Shoah – wciąż formułowane są nowe pytania. Bazując na dotychczasowym dorobku, historycy, psychologowie i etycy na naszych oczach tworzą nową historiografię Holocaustu i o niej dyskutują, niejako ponad poziomem faktografii. Ten nowy etap refleksji rozpoczął swoimi książkami Raul Hilberg: wydanym w 1961 roku syntetyzującym opracowaniem historycznym _Zagłada Żydów europejskich_²⁰ (notabene aż pięciokrotnie odrzucaną przez różne wydawnictwa zarówno ze względu na swą objętość – prawie 1300 stron – jak i metodologię) oraz opublikowaną dużo później, bo w roku 1992, pracą tworzącą syntetyczne ramy opisu Holocaustu pod tytułem _Sprawcy, ofiary, świadkowie: zagłada Żydów 1933–1945_. Publikacje Hilberga były swego rodzaju kamieniami milowymi w studiach nad Holocaustem. Wprowadził on systematykę opisu – z podziałem na sprawców, ofiary i świadków (w języku angielskim: _perpetrators_, _victims_, _bystanders_) – która dzisiaj jest powszechnym standardem, a także przedstawiał opinie, które oburzyły wiele środowisk żydowskich (metodologiczne założenie, że Holocaust najlepiej daje się opisać dokumentami niemieckimi, brak tematyki oporu stawianego przez ofiary, kwestia wartości żydowskiej pracy – oczywiście, że przymusowej – dla Niemców czy słynne stwierdzenie, że Żydzi podczas wojny zabili nie więcej niż 300 Niemców). Dzisiaj tezy Hilberga uważane są za podstawę wiedzy o Holocauście, ale przez kilkanaście lat były na „czarnej liście” Jad wa-Szem, który zarzucał autorowi, że nie umie stawiać fundamentalnych pytań. W Izraelu jego tezy zostały zaakceptowane dopiero po wielu latach (tak zwana konferencja pojednania w roku 2017, w dziesięciolecie śmierci Hilberga), a jego książkę wydano w języku hebrajskim w roku 2012.

Fenomen dyskusji pomiędzy tak zwanymi funkcjonalistami a intencjonalistami o sposób wyjaśnienia nazistowskiej decyzji o zagładzie Żydów należy dzisiaj do klasyki analizy sposobu myś­lenia w naukach społecznych. Początkowo badacze Holocaustu zakładali, że eksterminacja Żydów była historycznym i logicznym efektem niemieckiego antysemityzmu i osobistej obsesyjnej nienawiści Hitlera. Podkreślali spójność i kontynuację wystąpień przeciwko Żydom od samego początku nazizmu i pierwszych publicznych wystąpień Hitlera w 1919 roku. Historycy starali się pokazać świadomy cel polityki nazistowskiej – wyeliminowanie, a więc w konsekwencji wymordowanie Żydów – który był przez Niemców realizowany od 1941 roku. W latach 70. pojawiła się grupa publikacji pokazujących, że decyzje o mordach całych żydowskich społeczności podejmowali lokalnie funkcjonariusze średniowysokiego szczebla, kierując się często takimi „racjonalizacjami” jak brak mieszkań czy żywności dla deportowanych i zamykanych w gettach Żydów. Holocaust miał więc dokonać się nie poprzez jedną generalną decyzję, ale na drodze „kumulacyjnej radykalizacji” (to bardzo ważny termin tego opisu!). Biorąc pod uwagę sposób przedstawienia zjawiska Holo­caustu, tradycyjnych historyków nazwano intencjonalistami, a zwolenników nowej szkoły interpretacji – funkcjonalistami. Podział ten ogłosił publicznie w 1979 roku brytyjski historyk Timothy Mason w głośnym eseju _Intention and explanation: A current controversy about the interpretation of National Socialism_ (przedruk na przykład w: _Nazism, Fascism and the Working Class: Essays by Tim Mason_, Cambridge 2005). Należy wyraźnie powiedzieć, że oba podejścia interpretacyjne obecne były w środowiskach żydowskich i żadne z nich nie miało na celu minimalizowania Holocaustu. Dodać też trzeba, że dość szybko, bo już w 1985 roku, wybitny specjalista dziejów nazizmu Ian Kershaw w swojej głębokiej i zasadniczej ocenie historiografii o Trzeciej Rzeszy pt. _The Nazi dictatorship. Problems and perspectives of interpretation_ (London 1985) próbował pokonać ten dualizm interpretacyjny, pisząc, że „intencja” i „struktura” to dwa elementy tego samego zjawiska i należy stworzyć ich syntezę, a nie stawiać je w opozycji. Przyrastająca szybko nowa literatura przynosi ciągle nowe pytania i perspektywy badawcze.

Od lat 70. XX wieku rozwija się nowy gatunek badań historycznych – mikrohistoria, czyli szczegółowe analizy małych instytucji lub społeczności. Nowa szkoła historiografii dopuszcza łączenie w jednym tekście różnych metodologii, perspektyw tematycznych, a nawet wprowadzanie narracji fabularnej i pobudzanie emocji, tworzenie swoistego patchworku sposobów opisu z myślą o przekazaniu czytelnikowi obrazu opisywanej rzeczywistości za pomocą rozmaitych stylów narracji, metod prezentacji i sposobów percepcji²¹.

Jednym z problemów metodologicznych mikrohistorii, o którym sporo się dyskutuje, jest wielkość badanej „próbki rzeczywis­tości”, która umożliwiłaby analizę i formułowanie adekwatnych do opisywanej rzeczywistości wniosków. W przypadku badań nad Holocaustem jest to pytanie, czy dysponujemy wystarczającymi informacjami do tworzenia uogólniających narracji. Pojedyncze małe miejscowości mają najczęściej zbyt skromną bazę źródłową, by umożliwić wyciąganie wniosków²².

Metodologię naukowych badań historycznych trzeba często w jednej publikacji połączyć z wymaganiami pamięci środowisk byłych mieszkańców, ich wrażliwością i sentymentami.

W 2013 roku ukazała się w Jerozolimie, w wydawnictwie Jad wa-Szem, interesująca książka renomowanego historyka i wieloletniego dyrektora programu wydawniczego tego instytutu Davida Silberklanga _Gates of Tears: The Holocaust in the Lublin District_ (Bramy łez: Holocaust w Dystrykcie Lubelskim). Autor próbował opisać w niej zjawisko Holocaustu w skali wybranego jednego dystryktu w Generalnym Gubernatorstwie. Dystrykty były na tyle dużymi jednostkami administracyjnymi, że miały swoją infrastrukturę, zróżnicowane elementy mogące w uprawniony sposób stanowić podstawę do głębszej analizy.

Silberklangowi chodziło o to, by pokazać perspektywę inną niż ta znana z gett warszawskiego, krakowskiego czy łódzkiego, na której koncentruje się uwaga historyków. Za temat swojej analizy Silberklang przyjął utworzony przez Niemców Dystrykt Lubelski w Generalnym Gubernatorstwie²³. Uznał, że dystrykt jest wielkością, która uprawnia do wysuwania wniosków, a wciąż można go uznać za przypadek lokalny. Silberklang oparł się na badaniach innych historyków i zebranych już materiałach źródłowych. Miał do dyspozycji wspaniałą kolekcję materiałów zgromadzonych w Jad wa-Szem. Był zdziwiony brakiem faktograficznych ustaleń na poziomie podstawowym, gdy wyszło na jaw, że nie wiadomo nawet, ile gett było na terenie dystryktu. Rozmaite źródła dawały różne odpowiedzi: od czterech do nawet dwudziestu sześciu. W sporej mierze zależało to od przyjętej definicji getta i zastosowanych kryteriów, które były częściowo wytworem niemieckiej ad­ministracji. Jak w czasach nazistowskiej okupacji żyli Żydzi w małych miastach, gdzie nie było gett? Jak w małych miejscowościach wyglądały codzienne relacje między Niemcami a Żydami, a także Polakami? Okazuje się, że przedstawiciele narodowości niemieckiej i żydowskiej często znali się osobiście i ich relacje miały charakter quasi-personalny²⁴. David Silberklang przytoczył wstrząsającą historię z jednego z miasteczek, gdzie oficer SS, stacjonujący tam w kwietniu 1942 roku, najpierw posłał wiązankę kwiatów z okazji ślubu żydowskiej parze ze środowiska miejscowych prominentów, a później osobiście zastrzelił oboje młodych małżonków i ich niemowlę!²⁵ W innym miejscu Silberklang porównuje liczbę Żydów wywiezionych do obozów zagłady i rozstrzelanych z liczbą Żydów zamieszkałych na terenie dystryktu. Różnica wyniosła około 40 tysięcy ludzi! Ważną częścią książki są rozważania nad znaczeniem żydowskiej pracy na rzecz Niemców i jej wymierną wartością dla gospodarki oraz niemieckiego wysiłku wojennego.

Dystrykt Lubelski wyróżniał się spośród innych w Generalnym Gubernatorstwie. W ocenie Silberklanga dystrykt ów miał stosunkowo dużą żydowską populację (320–350 tysięcy osób), która utrzymywała intensywne kontakty z wiejskim zapleczem i dlatego nie było tam takiego głodu jak choćby w Łodzi. Dystrykt Lubelski miał nadambitną w najgorszym sensie tego słowa grupę kierowniczą nazistowskiego aparatu okupacyjnego z byłym gauleiterem Karyntii Odilem Globocnikiem na czele, która obrała sobie za cel przeprowadzenie „wzorcowego Endlösung” kwestii żydowskiej na swoim terenie, by popisać się przed Berlinem. Doprowadziło to do śmierci dodatkowo ponad 40 tysięcy ludzi w akcji Erntefest (Dożynki)²⁶, ale i do… wydania przewodnika po Generalnym Gubernatorstwie _Baedekers Generalgouvernement_, w którym „chwalono się”, że Dystrykt Lubelski jest już „wolny od Żydów”²⁷.

Proponowana książka _Jeszcze słychać tę muzykę…_ jest próbą przybliżenia polskiemu Czytelnikowi wiedzy o fenomenie sztetla na przykładzie Biłgoraja. Koncepcyjnie najbliższa jest założeniom tak zwanej public history, popularnej w świecie od pięćdziesięciu lat, zakładającej zebranie i przekazywanie w komunikatywny sposób poza środowisko akademickich historyków wiedzy historycznej na dany temat²⁸ z zachowaniem wymogów i zasad metodologii historii. Specyfika „public history” polega na obszernym przedstawieniu kontekstu prezentowanej tematyki (z uwzględnieniem generaliów i tematów pokrewnych ważnych dla danej problematyki), tak by w sposób w pełni zrozumiały i odpowiadający ustaleniom nauki przekazać wiedzę nie tylko profesjonaliście, nie tylko śledzącemu na bieżąco ustalenia historiografii. Historyk badacz koncentruje się natomiast na poszukiwaniu, analizie i udostępnianiu źródeł oraz rekonstrukcji faktografii. Uwzględniałem ograniczoną wiedzę polskiego czytelnika o kontekście realiów świata Żydów tego miasta i jego historii. Świadomie rozbudowałem rozmaite wątki poboczne, poszerzające tę wiedzę, choć niekoniecznie musi być ona związana bezpośrednio z Biłgorajem. Książka w zamierzeniu jest swego rodzaju hybrydą (a to jedno z kluczowych pojęć na początku XXI wieku) między historią społeczną, polityczną, regionalną a mikrohistorią. Zdecydowałem się włączyć w tekst książki szczegółowy opis egzekucji Żydów w Józefowie w pobliżu Biłgoraja. Zdarzenie to, choć dość _–_ jakkolwiek okrutnie to brzmi _–_ standardowe, wydało mi się ważne dla pełnego obrazu tragedii Żydów na tym terenie. Historia była, niestety, dość typowa: wydarzenie działo się niedaleko, ponieważ doszło do niego w tym samym regionie, a nazistowscy zabójcy stacjonowali w Biłgoraju.



W najkrótszym nawet przeglądzie literatury dotyczącej Biłgoraja nie powinno zabraknąć klasycznej pozycji historiografii regionalnej z 1985 roku: _Dziejów Biłgoraja_ Jerzego Markiewicza, Ryszarda Szczygła i Wiesława Śladkowskiego. Książka, choć napisana w anachronicznej konwencji „historiografii peerelowskiej”, gromadzi „podstawowy zrąb faktów” i wciąż jest kompendium wiedzy o his­torii miasta.

Wśród opublikowanych ksiąg pamięci są dwie pozycje o Biłgoraju, obie wydane w Izraelu: jedna w roku 1955, druga w 1956. Pierwsza z nich, pod redakcją Abrahama Kronenberga, została przełożona na język polski i wydana w Polsce w roku 2009²⁹. Druga, opracowana przez Moszego Tajtlbojma, jest już przetłumaczona, ale nie została na razie opublikowana³⁰.

Dokonałem wyrywkowego przeglądu polskojęzycznej przedwojennej prasy żydowskiej: warszawskiego „Naszego Przeglądu”, lwowskiej „Chwili” oraz krakowskiej „Gazety Żydowskiej” z lat 1940–1942³¹. Niestety, kwerenda ta nie przyniosła rezultatów. W zasadzie Biłgoraj znajdował się poza zasięgiem wzroku redaktorów prasy (tej ogólnopolskiej, co nie może dziwić). Oczywiście nie można wykluczyć, że całościowy przegląd przyniósł­by jakieś wyniki, ale wymagałoby to osobnych i długotrwałych badań.



Przegląd, charakterystyka i ocena opracowań historii poszczególnych sztetli to fascynujący temat na osobną książkę, przekraczający ramy niniejszego wstępu. Spośród wielu monografii sztetli i opracowań o zagładzie lokalnych społeczności jako wartościowe punkty odniesienia warte wymienienia są w tym miejscu cztery. Dwie z tych prac próbowały sobie poradzić z problemem braku źródeł przez pokazanie czytelnikom drogi poszukiwań autorów, sposobu ustalania faktów, atmosfery, w której pracuje się nad tematem. Pierwsza z nich to książka Theo Richmonda o Koninie _Uporczywe echo: Sztetl_ _Konin: poszukiwanie_³², opublikowana w Wielkiej Brytanii i w USA w roku 1995 (w Polsce wydana w roku 2001 w tłumaczeniu Piotra Szymczaka), a drugą jest książka Shimona Redlicha _Razem i osobno: Polacy, Żydzi, Ukraińcy w Brzeżanach 1919–1945_ (wydana w USA w roku 2002 i w tym samym roku w Polsce w tłumaczeniu Grzegorza Godlewskiego)³³. Obie są odległe od wzorca klasycznej monografii miasta, bo koncentrują się na opisie i odtworzeniu procesu poszukiwania przez ich autorów żyjących świadków i członków rodziny, by dzięki nim zdobyć informacje o miastach ich przodków. W rezultacie powstały świetne, poruszające, „współczujące” opisy społeczności obu sztetli. Opracowaniem trochę innego typu, ciekawie napisanym, jest wydane w 1997 roku – i uchodzące dziś za klasykę – wydawnictwo poświęcone Brańskowi na Podlasiu autorstwa Evy Hoffman _Sztetl: świat Żydów polskich_ (wydanie polskie z roku 2001 w tłumaczeniu Michała Ronikiera). Hoffman połączyła różne style narracji o historii, aby dać przegląd ponad 800-letniej historii relacji polsko-żydowskich na przykładzie małego, nieznanego (zwłaszcza z amerykańskiej perspektywy) miasteczka Brańsk³⁴. Praca z konieczności musi łączyć ogólną narrację z dostępnymi informacjami lokalnymi. Autorka podeszła do tematu ze spokojną bezstronnością, starała się przejść głębiej przez poziom stereotypów, jakie na swój temat mają współcześni Polacy i Żydzi.

Literackie, emocjonalne, może nawet przesadzone epitafium dla polskich sztetli napisał w 1975 roku znany rabin Abraham Joshua Heschel (urodzony w Warszawie) jako wstęp do nowej edycji wydanego w Nowym Jorku albumu fotografii Romana Vishniaca _Polish Jews_ (Polsce Żydzi):

W całym Królestwie Polskim trudno było znaleźć dom, w którym jego mieszkańcy nie zajmowaliby się studiowaniem na jakiś sposób Tory. Tak więc w każdej społeczności było wielu uczonych. Z nadejściem świtu członkowie chewry Tehillim, stowarzyszenia poświęconego recytacji Księgi Psalmów, wstawali wcześnie rano, by przez mniej więcej godzinę recytować psalmy przed poranną modlitwą. Każdego tygodnia odczytywali w ten sposób na nowo całą Księgę Psalmów. I nie mogło się zdarzyć, że któryś z członków stowarzyszenia przespał czas modlitwy, bo specjalny urzędnik z gminy miał za zadanie pukać w okiennice wszystkich domów.

Nieobecność w synagodze, z wyjątkiem bardzo nietypowych okoliczności, była nie do pomyślenia. Żadne spory między Żydami nigdy nie były wnoszone przed sądy gojów – ani przed szla­chec­kie, ani nawet przed królewskie. Gdyby Żyd wniósł swoją sprawę do nieżydowskiego sądu, zostałby przez swoją społeczność surowo ukarany i skrytykowany.

Znany amerykański rabin Heschel, rodem z Warszawy, pisał – być może zbyt emocjonalnie i z przesadą:

Oczywiście w życiu wschodnioeuropejskich Żydów było nie tylko światło, ale i cień. Chociaż była nauka, było też zaniedbywanie obyczajów, nieuprzejmość i prowincjonalizm. W zatłoczonych warunkach, w jakich żyli, prześladowani i dręczeni przez bezwzględne prawa, zastraszani przez pijanych właścicieli ziemskich, pogardzani przez nowo wzbogaconych mieszczan, deptani policyjnymi butami, wybierani na kozły ofiarne przez politycznych demagogów, czasem się buntowali i pęta samodyscypliny pękały.

A trzeba też uwzględnić, że Żydzi żyli w okropnej biedzie, w straszliwej nędzy. A to głuszyło wymagania i nakazy religijnych przekonań . Nie wszyscy Żydzi mogli poświęcić się wyłącznie Torze i służbie Bogu .

Wielu było przygniecionych niekończącymi się zmart­wieniami, a dostępnych karczm z mocnym alkoholem było zbyt wiele. Ale wśród Żydów prawie nigdy nie było pijaków. Kiedy nadeszła noc i mężczyzna chciał umilić sobie czas, nie spieszył się napić do gospody. Szedł raczej do swoich książek lub dołączał do grupy, która z nauczycielem lub bez niego oddawała się czystej przyjemności studiowania .

Biedni Żydzi, których dzieci znały tylko smak ziemniaków w niedzielę, ziemniaków w poniedziałek, ziemniaków we wtorek itd.³⁵, siedzieli nad księgami jak intelektualni ksią­żęta. Być może ich żołądki były puste, domy przepełnione i biedne, ale umysły były bogate i wypełnione bogactwami Tory”³⁶.

Na fali popularności noblisty w dziedzinie literatury z roku 1978 – Isaaca Bashevisa Singera, kilkakrotnie opiewającego w swojej twórczości Biłgoraj – Uniwersytet w Lublinie w maju 2003 roku zorganizował konferencję w ramach Dni Singera, podsumowującą wiedzę o pisarzu, jego rodzinie, mieście i wybranych problemach historyczno-literackich związanych z jego twórczością. Dorobek sesji został opublikowany w roku 2005 w książce _Biłgoraj, czyli Raj: rodzina Singerów i świat, którego już nie ma_, pod redakcją Bogusława Wróblewskiego i Moniki Adamczyk-Garbowskiej (Wydawnictwo UMCS). Publikacja ta wyznaczyła horyzont i zakres wiedzy, w ramach których poruszają się do dzisiaj autorzy piszący o Singerze i Biłgoraju.

Najbardziej z kolei syntetycznym i pogłębionym opisem tragedii sztetli w czasie Holocaustu jest książka Yehudy Bauera z roku 2009 _The Death of the Shtetl_ (Śmierć sztetla, niestety nieprzetłumaczona jak dotąd na język polski). Bauer, jeden z najbardziej znanych i cenionych historyków Holocaustu na świecie, spróbował podsumować całą wiedzę na temat Shoah w małych mias­teczkach. Miał do dyspozycji wiedzę i źródła, jakimi dysponuje izraelski instytut Jad wa-Szem. Próbował opisać strategie przeżycia, jakie podejmowała część ofiar (próby ucieczek ze sztetla do lasu), oraz pokazać skomplikowane stosunki ze światem pozażydowskim, niemieszczące się w żadnej krótkiej formule (każda generalizacja ma wiele wyjątków).

Próbą egzemplifikacji i podsumowania wiedzy o przebiegu Holocaustu w społecznościach prowincjonalnych na ziemiach polskich są badania naukowców z Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Polskiej Akademii Nauk, prowadzone tam w sposób zorganizowany od połowy pierwszego dziesięciolecia XXI wieku. Efekt tych badań ukazał się w dużej, dwutomowej publikacji w 2018 roku³⁷. Zespół autorów odwołuje się do metodologii znanych dzisiaj jako _oral history_ i mikrohistoria. Pilotażowe badanie nad powiatem Dąbrowa Tarnowska ukazało się już w roku 2011 (autorstwa polsko-kanadyjskiego historyka Jana Grabowskiego)³⁸. W wydaniu z 2018 roku przedstawiono wyniki badań z dziewięciu powiatów (spośród pięćdziesięciu dwóch, jakie istniały w Generalnym Gubernatorstwie), w tym – co jest szczególnie interesujące w kontekście niniejszej książki – z powiatu biłgorajskiego.



Zaznaczane już w tekście tego wstępu problemy z bazą źródłową rzutują także na całość niniejszej książki. Mimo poszukiwań nie udało się bowiem znaleźć dokumentacji obrazującej niektóre aspekty życia miasta i struktura tekstu z konieczności musi być uboższa od zaplanowanej – jak już wspominano, nie ma danych podatkowych czy zapisów z posiedzeń zarządu miasta Biłgoraja ani biłgorajskiej gminy żydowskiej. Książka w pierwszym rozdziale opisuje fenomen sztetla i jego miejsce w dziejach Żydów. Drugi rozdział poświęcony jest syntetycznemu przedstawieniu dziejów Biłgoraja, tak by mogły one stworzyć kontekst dla przedstawienia życia biłgorajskich Żydów. W kolejnych rozdziałach przedstawione są aspekty ekonomiczne funkcjonowania żydowskiej społeczności miasta, urbanistyka rejonu zamieszkiwanego przez Żydów miasta Biłgoraja, życie religijne mieszkańców sztetla oraz szkoły żydowskie funkcjonujące w mieście. W dalszej części książki podjąłem próbę opisu życia publicznego żydowskich mieszkańców Biłgoraja w okresie Drugiej Rzeczpospolitej, tak jak widziała je lokalna polska administracja w sprawozdaniach dla władz woje­wódzkich. Z tych notatek wyłania się obraz społeczności zadziwiająco żywej i dynamicznej. W kolejnych fragmentach książka opisuje losy żydowskiej społeczności miasta w czasie wojny i zagłady. Jej uzupełnieniem jest bliższa analiza procesu Franciszka Kuleszy, oskarżanego o pomocniczy udział, a więc współsprawstwo w mordowaniu Żydów na terenie Biłgoraja i okolic. Kuleszę uznano za winnego i skazano na karę śmierci.

Tekst główny został uzupełniony o dwa aneksy. Aneksem pierwszym są przygotowane przez Żyda z Biłgoraja Szneura Wala­cha jego wspomnienia z młodości. Walach napisał je kilkadziesiąt lat po opuszczeniu swojego rodzinnego miasta. Nie był już w stanie pisać po polsku, napisał je więc po hebrajsku. Mają dużą wartość informacyjną i napisane są dobrze, ciekawie literacko, język jest żywy, a opisy wyjątkowo plastyczne. Materiały te nie były dotąd nigdzie publikowane. Świadectwo Szneura Walacha w pełni zasługuje na to, by nie uległo zapomnieniu. Jego pamiętnik trafił do Polski dzięki Marianowi Turskiemu. A na piękną polszczyznę przełożył go jeszcze w Izraelu inny emigrant z Polski, ojciec zięcia Walacha, Chanan Werebejczyk. Wszystkim trzem wielkie dzięki za to, że ta relacja nie zaginęła.

Aneks drugi to lista płatników składki na gminę (żydowską) w Biłgoraju z roku 1930. Zawiera 511 nazwisk. Składkę na gminę (etat) opłacały osoby osiągające wyznaczony dochód. Lista uwzględnia jedynie płatników, a więc „głowy rodzin”, czyli dorosłych mężczyzn. Pewna liczba odnotowanych kobiet to najprawdopodobniej wdowy. Spis został przygotowany przez urzędnika gminy (a więc Żyda) jako wewnętrzna dokumentacja, ale do wglądu polskich władz państwowych. Była to lista osób, które opłaciły podatek gminny. Spis został przygotowany jako dokument roboczy, bez dbałości o językoznawczą poprawność zapisu. W archiwum w Lublinie zachowały się dwa takie spisy z przełomu lat 20. i 30.³⁹

Przytoczony spis jest ciekawym źródłem językowym pokazującym używane przez Żydów imiona i ich zapis (często to samo imię zapisywane jest na różne sposoby, zapewne w zależności od tego, jakiej formy używała konkretna osoba). Nawiasem mówiąc, sposób zapisywania przez Żydów imion i nazwisk jest ciekawym problemem: prości, niewykształceni ludzie musieli dokonywać transliteracji z alfabetu hebrajskiego, w którym w zasadzie nie zapisywano użytych samogłosek, a ponadto posługiwanie się nazwiskami nie było ugruntowane w kulturze żydowskiej i wyraźnie nie przywiązywano do tej sprawy dużej wagi, co przekładało się na nonszalancki sposób ich zapisywania.



Nazwa Biłgoraj nieodmiennie budzi skojarzenia z Isaakiem Bashevisem Singerem. Dziadek Singera był tam rabinem, a on sam mieszkał w Biłgoraju w latach 1917–1923 (od piętnastego do dwudziestego pierwszego roku życia, z wyjątkiem prawie rocznej przerwy w roku 1921, kiedy uczył się w nowo utworzonym postępowo-ortodoksyjnym seminarium rabicznicznym Tachkemoni w Warszawie, przez władze państwowe uznawanym za „gimnazjum religijne”). Chociaż nie było to miasto jego dzieciństwa w sensie dosłownym (skoro przyjechał do niego jak nastolatek), czuł się z nim związany. Jego twórczość była nasycona atmosferą Biłgoraja. Tam właśnie osadził akcję kilku swoich utworów. W paru opowiadaniach zbioru zatytułowanego _Urząd mojego ojca_ znajdują się opisy miasta. Są to: _Biłgoraj_, _Rodzina_, _Stary judaizm_, _Zima w Biłgoraju_. „Chociaż matka zawsze wychwalała Biłgoraj, okazał się jeszcze piękniejszy, niż nam opisała. Otaczały je gęste sosnowe lasy. Wszędzie wokół domów były ogródki i sady, a od ulicy rosły potężne drzewa kasztanowe, jakich nie widziałem nawet w Ogrodzie Saskim. W miasteczku panował nieznany mi dotąd pogodny nastrój, unosił się zapach świeżego mleka i jeszcze ciep­łego pieczywa. Wojny i epidemie wydawały się odległe”⁴⁰ – pisał z miłością do tego miejsca i celnością literata noblisty. Fascynowała go anachroniczność miasta:

Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Biłgoraja, prawie każdy Żyd modlił się trzy razy dziennie i rzadko można było spotkać kobietę z krótkimi włosami… W przeddzień nowiu księżyca wszyscy recytowali śpiewnie stosowne modlitwy. Niektórzy pościli w poniedziałki i czwartki, wstawali wczesnym rankiem i lamentowali w pokutnych modlitwach, już zapomnianych przez inne społeczności. W Tomaszowie i w Szczebrzeszynie można było znaleźć jednostki oświecone, ale w Biłgoraju tych kilku „oświeconych” nadal chodziło w długich chałatach i nigdy nie opuszczało modlitwy. Rzadko widywano gazety w języku żydowskim, a chociaż Perec pochodził z tych okolic, nikt o nim nie słyszał… Mój dziadek chronił Biłgoraj od złych pokus, czemu sprzyjała duża odleg­łość od kolei. Przed nadejściem Austriaków niektórzy mieszkańcy nigdy nie widzieli pociągu. Jidysz, jaki tam usłyszałem, jak również obyczaje, jakich byłem świadkiem, zachowały się ze znacznie wcześniejszych czasów⁴¹.

Równocześnie fascynujące było to, jakie możliwości rozwoju intelektualnego miał w pozornie prowincjonalnym i zagubionym wśród lasów Biłgoraju: „Biblioteka była niewielka, lecz zacząłem już wówczas czytać po polsku i miałem również sposobność przeczytać po niemiecku his­torię filozofii oraz _Etykę_ Spinozy. Czytałem nawet _Kapitał_ Karola Marksa w jidysz… Pewien oświecony Żyd, zegarmistrz Todros, prenumerował kilka czasopism naukowych z Warszawy i dowiedziałem się od niego o Einsteinie i Plancku”⁴². Nawiasem mówiąc, skreślony w kilku zdaniach obraz zegarmistrza Todrosa jest przykładem opisu jednej z sympatyczniejszych postaci rzemieślnika filozofa, jaki powstał w polskiej literaturze żydowskiej:

Zegarmistrz Todros, chociaż ubrany jak tradycyjny chasyd, był w mieście filarem oświecenia. Słyszałem o nim jeszcze w Warszawie, jako o niezwykle utalentowanym uczniu mego dziadka, który nagle przerwał naukę, wyuczył się zawodu zegarmistrza, rozwiódł się ze swoją nabożną żoną i ożenił z nowoczesną panną, nienosząca peruki. W szabas, zamiast modlić się w syna­godze albo w domu nauki, przyłączał się do robotników w domu modlitwy krawców i tam czytał Torę z gramatyczną dokładnością, jako oficjalny lektor. Zegarmistrz grał również na skrzypcach… Z zegarmistrzem Todrosem rozprawiałem o Bogu, Naturze, Pierwszej Przyczynie i na inne tematy⁴³.

Chciałbym zaprosić Czytelników do odwiedzenia sztetla Biłgoraj – miasta pracowitych, pobożnych, zarabiających na utrzymanie swoich rodzin Żydów, spośród których wielu starało się także uczynić to miejsce lepszym. Jedni robili to przez zbliżenie się do Boga, drudzy przez rewolucję, a jeszcze inni marzyli o powrocie do mitycznego Kraju Przodków i budowie Erec Israel. Nawet Holo­caust nie przekreśli tego, że żyli tu ponad 400 lat.

_Dalsza część w wersji pełnej_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij