-
nowość
Jeszcze zdążę się zakochać - ebook
Jeszcze zdążę się zakochać - ebook
Czy po przejściach można jeszcze uwierzyć w miłość? „Jeszcze zdążę się zakochać” to szczera i poruszająca historia kobiety, która po latach życia w trudnej relacji postanawia zawalczyć o siebie, swoją wolność i prawo do szczęścia. To opowieść o dzieciństwie, dorosłości, macierzyństwie, przemocy, terapii, stracie, samotności i trudnej drodze do odzyskania własnej wartości. Ale przede wszystkim to historia o nadziei. Krystyna pokazuje, że nawet po najbardziej bolesnych doświadczeniach można zacząć od nowa. Można nauczyć się stawiać granice, pokochać siebie i uwierzyć, że przed nami może być jeszcze coś dobrego. To książka dla kobiet, które choć raz pomyślały, że na szczęście jest już za późno. Bo czasami najważniejsza miłość zaczyna się od miłości do samej siebie.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Obyczajowe |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788398326407 |
| Rozmiar pliku: | 22 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
OD AUTORKI
Przez lata myślałam, że o niektórych rzeczach najlepiej po prostu milczeć. Wydawało mi się, że jeśli zamknę bolesne wspomnienia na klucz, to one przestaną boleć. Dzisiaj wiem, że milczenie nie sprawia, że wydarzenia znikają. One zostają w człowieku, cicho rosną i wracają wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewam – w zapachu, w nagłym lęku, w ciszy przed snem.
Nie piszę tej historii po to, żeby wzbudzać litość ani po to, by rozliczać przeszłość. Chcę, żeby ktoś, kto weźmie do ręki te strony, zobaczył we mnie człowieka z jego słabościami, lękami i błędami, a nie tylko kobietę, której przydarzyły się złe rzeczy. Chcę opowiedzieć swoje życie takim, jakie było: bez upiększania, bez ukrywania wstydu, ale też bez rezygnowania z prawdy o tym, kim jestem. Tam, gdzie korzystam z dawnych dokumentów, listów i wiadomości, staram się oddać ich prawdziwy sens. Imiona innych osób zostały zmienione, ale moje imię i moje emocje pozostają prawdziwe.
Przez długi czas czułam, że nie mam prawa do własnego głosu. Największym szczęściem na świecie były jednak dla mnie moje dzieci – to dla nich, w najczarniejszych momentach, znajdowałam w sobie siłę, o której istnieniu sama nie wiedziałam. To one były moją największą tarczą i powodem, by walczyć o jeden dzień dłużej. Ta książka to moja droga od strachu do wolności. Od kobiety, która żyła oczekiwaniami innych, do kogoś, kto wreszcie odważył się powiedzieć: „to moje życie”.
Jeśli chociaż jedna osoba, czytając to, poczuje, że nie jest sama w swoim bólu – to znaczy, że warto było przełamać milczenie.CZĘŚĆ I. DZIECIŃSTWO
1. NAJSTARSZA CÓRKA
Byłam dzieckiem, ale bardzo szybko nauczyłam się dorosłych obowiązków. Zamiast myśleć tylko o zabawie, często zastanawiałam się, komu trzeba pomóc i co jeszcze jest do zrobienia.
Byłam najstarszą z pięciorga dzieci. W domu szybko zrozumiałam, że ode mnie oczekuje się więcej niż od pozostałych dzieci. Kiedy ktoś z rodzeństwa coś nabroił, często to ja dostawałam lanie od mamy.
Moja siostra, młodsza ode mnie o rok, była traktowana inaczej. Tłumaczono mi, że miała problemy ze zdrowiem i po operacji usunięcia śledziony nie powinna się przemęczać. Ja mogłam robić wszystko.
Wtedy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego tak jest. Nie znałam słowa „niesprawiedliwość”. Wiedziałam tylko, że od niej wymaga się mniej, a ode mnie więcej.
I choć wtedy nie umiałam tego nazwać, gdzieś we mnie zostawało pytanie: dlaczego ja muszę być zawsze tą silną?
Może właśnie dlatego tak szybko przyzwyczaiłam się do tego, że trzeba pomagać, pracować i nie narzekać. Tak wyglądała moja codzienność.
Mieszkaliśmy na wsi. Od najmłodszych lat pomagałam przy gospodarstwie. Pomagałam sąsiadom przy sianokosach i wykopkach.
W domu mieliśmy kozy i owce. Kosiłam kosą trawę, zanosiłam ją zwierzętom, a także wyprowadzałam je na łąkę.
Pamiętam, że pomagałam mamie ciąć drzewo na zimę, bo tata nigdy się tym nie zajmował. Mama robiła to, żebyśmy mieli ciepło, a ja jej pomagałam.
Dla dziecka takie obowiązki nie powinny być całym światem. Dla mnie jednak były codziennością.
Ale jak każde dziecko chciałam też czasem po prostu pobawić się na dworze. Jedna z sąsiadek miała córkę, z którą często się bawiłam. Zdarzało się, że podczas tych zabaw robiła mi krzywdę.
Pamiętam, jak turlałyśmy się z górki. W pewnym momencie rzuciła we mnie cegłówką.
Innym razem chciałyśmy zerwać czereśnie, ale gałąź była za wysoko. Wzięła kopaczkę, żeby ją przygiąć. Nie utrzymała jej i kopaczka spadła mi na głowę. Rozcięła skórę i poleciała krew.
To był wypadek, nie zrobiła tego celowo. A jednak znów wróciłam do domu z rozbitą głową. I jak zawsze okazało się, że to ja byłam winna.
Zawsze pomagałam innym. Starałam się być najlepsza w tym, co robiłam, bo bardzo chciałam, żeby ludzie mnie lubili. Może już wtedy nauczyłam się, że na uwagę i dobre słowo trzeba sobie zasłużyć.
Marzyłam o tym, żeby zostać opiekunką. Chciałam też mieć kiedyś własną stadninę konną. Były to proste, dziecięce marzenia, ale wtedy wydawały mi się czymś wielkim.
Dzisiaj, kiedy patrzę na tamtą małą dziewczynkę, widzę w niej coś więcej niż tylko dziecko, które dużo pomagało. Widzę dziecko, które bardzo chciało usłyszeć:
„Jesteś dobra.
Jesteś potrzebna.
Jesteś ważna.”2. DOM
Być może właśnie dlatego przez tyle lat tak łatwo przychodziło mi branie odpowiedzialności za innych. Bardzo wcześnie nauczyłam się, że muszę być odpowiedzialna nie tylko za siebie.
W domu trudno było o poczucie bezpieczeństwa. Nie wiedziałam, jaki będzie następny dzień ani jaki nastrój zastanę.
Moja mama piła alkohol i miała próby samobójcze. Przez część dzieciństwa przebywała w szpitalu psychiatrycznym, więc większość czasu byliśmy z tatą.
Mama najczęściej chodziła do sąsiadek pić i wracała do domu pijana.
Jedna noc szczególnie została mi w pamięci. Tata był wtedy w pracy, a ja spałam z siostrą przy mamie. Kiedy zaczęła wymiotować, od razu podawałyśmy jej miskę.
Bałam się, że mama może się zadławić. Nie wiedziałam, co mogłoby się wtedy stać, ale ten strach był silniejszy ode mnie. Pilnowałam jej, żeby nic jej się nie stało.
Z siostrą prawie całą noc nie spałyśmy. Rano o ósmej musiałyśmy iść do szkoły.
Innym razem mama spała przez cały dzień. Nie rozumiałam wtedy, co się dzieje. Dopiero później dowiedziałam się, że przedawkowała leki. Zrobiła to celowo, bo chciała odebrać sobie życie.
Wtedy przyjechała karetka i zabrała mamę do szpitala.
Nie pamiętam z tamtego dnia wszystkiego. Niektóre obrazy zostały we mnie jak przez mgłę. Pamiętam jednak strach. Jako dziecko nie rozumiałam, dlaczego mama robi takie rzeczy i dlaczego nasze życie tak często wyglądało inaczej niż życie innych dzieci.
W takich chwilach tata był w pracy albo pozostawał gdzieś obok, ale nigdy nie potrafił przejąć odpowiedzialności za to, co działo się w domu. Zawsze mówił, że to, co mama powie, jest święte. Nie podejmował własnych decyzji.
Nie umiem przypomnieć sobie wielu dobrych rzeczy z dzieciństwa. Pamiętam przede wszystkim poczucie, że jestem niekochana. Pamiętam też, że zawsze broniłam rodzeństwa i często to ja się narażałam.
Dziecko powinno móc schować się przed światem u swoich rodziców. Ja często miałam wrażenie, że muszę sama być silna. Bardzo wcześnie nauczyłam się, że nie zawsze mogę liczyć na dorosłych i że czasami to ja muszę zatroszczyć się o innych.
Mama, przytłoczona obowiązkami i własnymi problemami, gubiła się i wyładowywała swój żal na mnie. Dzisiaj, z perspektywy czasu, potrafię spojrzeć na to szerzej. Wiem, że jej również było trudno. Wychowywała piątkę dzieci praktycznie sama.
Tata żył głównie pracą, a kiedy wracał do domu, odcinał się od wszystkiego i niewiele się angażował. Mama została ze swoim bólem, uzależnieniem i ciężarem codzienności niemal całkowicie sama.
To nie usprawiedliwia tego, co spotykało mnie jako dziecko. Z czasem nauczyłam się rozumieć, że dorośli też mogą być pogubieni i bezradni.