Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Jeżeli zobaczysz Szafarnię, Płonne, Radomin - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 czerwca 2026
10,10
1010 pkt
punktów Virtualo

Jeżeli zobaczysz Szafarnię, Płonne, Radomin - ebook

Książka opowiada o mniej znanym rozdziale życia Fryderyka Chopina — o latach młodości spędzonych na ziemi dobrzyńskiej. To opowieść o miejscach, ludziach i wydarzeniach, które ukształtowały wrażliwość przyszłego geniusza. Szafarnia, Sokołowo, Obory, Płonne, Radomin i okoliczne dwory stały się miejscami jego młodzieńczych zachwytów, przyjaźni i pierwszych spotkań z polską kulturą ludową. Tutaj poznawał świat, który na zawsze pozostał w jego pamięci.


Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8455-553-8
Rozmiar pliku: 2,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

W Polsce nie brakuje książek o Fryderyku Chopinie. Wiemy, że był genialnym kompozytorem, poetą fortepianu i jednym z najbardziej rozpoznawalnych Polaków na świecie.

Znacznie rzadziej pamiętamy jednak o tym, że zanim zachwycił Paryż, był zwyczajnym chłopcem. Miał rodzinę, przyjaciół, marzenia i ulubione miejsca. Jednym z takich miejsc była ziemia dobrzyńska.

To tutaj, w Szafarni, Sokołowie, Oborach i okolicznych dworach, młody Frycek spędzał wakacje. Tutaj zawierał przyjaźnie, poznawał życie szlacheckich dworów i wiejskich chat, słuchał ludowych muzykantów, obserwował ludzi i ich obyczaje. To właśnie stąd pisał słynne „Kuryery Szafarskie”, pełne humoru, spostrzegawczości i młodzieńczej radości.

Niewiele osób wie, że związki rodziny Chopinów z ziemią dobrzyńską rozpoczęły się jeszcze przed narodzinami Fryderyka. Rodzina Dziewanowskich z Szafarni odegrała ważną rolę już w życiu Mikołaja Chopina, ojca przyszłego kompozytora. Później te rodzinne i przyjacielskie więzi sprawiły, że młody Fryderyk trafił właśnie tutaj.

Nie jest to książka o wielkim pomniku narodowym. Jest to opowieść o młodym Frycku, który zachwycał się światem, żartował z przyjaciółmi, pisał listy i chłonął wszystko, co go otaczało. O chłopcu, który jeszcze nie wiedział, że jego muzyka podbije świat.

Pisząc tę książkę, korzystałam z opracowań historycznych poświęconych związkom Fryderyka Chopina z ziemią dobrzyńską, a szczególnie z prac profesora Mirosława Krajewskiego, autora książek _Dobrzyńskie listy Fryderyka F. Chopina_ oraz _Fryderyk Chopin na Mazowszu Płockim, Ziemi Dobrzyńskiej i Pomorzu (1825–1827)_. To właśnie dzięki jego badaniom udało się odtworzyć wiele faktów, miejsc i wydarzeń związanych z pobytami młodego Chopina na naszej ziemi.

Moją intencją nie jest tworzenie kolejnej naukowej biografii kompozytora. Chciałam raczej przybliżyć czytelnikom miejsca, ludzi i wydarzenia związane z jego dobrzyńskimi wakacjami oraz pokazać Fryderyka nie jako pomnikową postać z podręczników, lecz jako młodego człowieka pełnego ciekawości świata, humoru i wrażliwości.

Do napisania tej książki zainspirowała mnie pani Zofia Dziewanowska-Kunert, potomkini rodu Dziewanowskich, od wielu lat mieszkająca w Stanach Zjednoczonych. Nasza korespondencja, rozpoczęta przy okazji moich wcześniejszych publikacji o Płonnem i Szafarni, pozwoliła mi spojrzeć na historię tych miejsc z zupełnie innej perspektywy — oczami potomków ludzi, którzy przed dwustu laty gościli młodego Fryderyka Chopina.

W jednym z listów pani Zofia napisała do mnie:

„Dominik (Domuś), przyjaciel Chopina, był jednym z ostatnich właścicieli Szafarni. Jego krewnym był Ignacy Kazimierz Dziewanowski, mój prapradziadek, który wrócił na Mazowsze i założył rodzinne gniazdo w Grodkowie. Tam przez kolejne pokolenia żyli potomkowie Dziewanowskich związanych wcześniej z Dziewanowem, Szafarnią i Płonnem. Do wybuchu II wojny światowej przechowywano w Grodkowie rodzinne pamiątki, między innymi mundur Jana Nepomucena Dziewanowskiego, w którym został ranny pod Somosierrą, listy Fryderyka Chopina do Domusia oraz wiele innych bezcennych dokumentów. Niestety wszystko to zginęło podczas wojny”.

Słowa te uświadomiły mi, jak żywa pozostaje pamięć o Fryderyku Chopinie i rodzinie Dziewanowskich. Stały się również jedną z inspiracji do napisania tej książki — opowieści o młodym Frycku, jego przyjaźniach, wakacjach na ziemi dobrzyńskiej oraz miejscach, które zachował w sercu na całe życie.

Zapraszam więc do wspólnej podróży śladami Frycka po ziemi dobrzyńskiej.CHOPIN W SZAFARNI

Kiedy czternastoletni Fryderyk Chopin przyjechał na wakacje do Szafarni, nie był jeszcze wielkim kompozytorem świata. Był zdolnym i wrażliwym chłopcem z Warszawy, wychowanym w domu, w którym ceniono naukę, kulturę, muzykę i dobre maniery.

Ojciec Fryderyka, Mikołaj Chopin, doskonale rozumiał, że sam talent muzyczny nie wystarczy. Chciał, aby syn zdobył solidne wykształcenie i rozwijał się wszechstronnie. Frycek był więc uczniem pilnym, oczytanym i pracowitym. Ale nawet najzdolniejsze dziecko potrzebuje czasem odpoczynku od książek, szkolnych obowiązków i miejskiego zgiełku.

Szafarnia okazała się dla niego właśnie takim miejscem. Była oddechem.

Podróż z Warszawy na ziemię dobrzyńską musiała być dla młodego chłopca prawdziwą wyprawą. Drogi ciągnące się przez pola, dwory ukryte wśród drzew, małe miasteczka, wiejskie chaty, zapach lata i wieczorne zmęczenie po całym dniu wrażeń — wszystko to różniło się od życia przy warszawskim Krakowskim Przedmieściu.

Do Szafarni przyjechał nie jako obcy gość, lecz jako ktoś oczekiwany. Czekał tam na niego Dominik Dziewanowski, zwany Domusiem, kolega z warszawskiej pensji prowadzonej przez rodzinę Chopinów. W pobliżu mieszkał także Jan Białobłocki z Sokołowa, a niedaleko, w Kawęczynie, Piotr Dziewanowski. W niewielkim kręgu dobrzyńskich dworów Frycek znalazł bliskich przyjaciół.

To bardzo ważne. Szafarnia nie była dla niego tylko wakacyjnym adresem. Była miejscem przyjaźni.

Tutaj mógł spacerować, rysować, grać, żartować i oddychać świeżym wiejskim powietrzem. W listach do rodziny zapewniał, że czuje się dobrze i korzysta z uroków życia na wsi. Rodzice wysłali go przecież nie tylko dla przyjemności, ale również dla zdrowia. Delikatny i wątły Frycek potrzebował ruchu oraz odpoczynku.

Można powiedzieć, że Szafarnia karmiła go podwójnie — ciałem i duszą.

Najważniejsza była jednak muzyka.

Fryderyk nie zostawił jej w Warszawie. Przywiózł ją ze sobą, a ziemia dobrzyńska zaczęła dopisywać do niej własne brzmienia. Słuchał śpiewu pastuchów, ludowych przyśpiewek, wiejskich kapel i muzyki rozbrzmiewającej podczas zabaw oraz dożynek.

Nie były to dla niego jedynie ciekawe obrazki z prowincji. On naprawdę słuchał.

Można wyobrazić sobie młodego Frycka spacerującego o świcie w stronę pól. Gdzieś w oddali słychać dziecięce głosy, nawoływania pasterzy, śpiew unoszący się nad łanami zbóż. Chłopiec z Warszawy zapamiętuje te dźwięki, choć jeszcze nie wie, jak bardzo pozostaną w jego pamięci. Po latach ich echo odnajdziemy w mazurkach i innych utworach kompozytora.

Szafarnia była również miejscem swobody i humoru. Frycek nie był smutnym geniuszem zamkniętym przy fortepianie. Był żywy, dowcipny, ciekawy świata i skłonny do żartów. Próbował jazdy konnej, choć nie zawsze kończyło się to pełnym sukcesem. Wybierał się z Domusiem i panną Ludwiką do Golubia, gdzie miał wygłaszać żartobliwe „kazania” w budowanym kościele ewangelickim, podczas gdy Dominik pomagał mu odpowiednią gestykulacją. Towarzystwo śmiało się serdecznie, a Frycek bawił wszystkich swoim talentem aktorskim.

Bo Fryderyk miał nie tylko słuch muzyczny. Miał także bystre oko obserwatora i wielkie poczucie humoru.

Najlepszym dowodem są „Kuryery Szafarskie” — żartobliwe gazetki pisane podczas pobytu w Szafarni. Pełne humoru, trafnych obserwacji i młodzieńczej fantazji, stały się bezcennym świadectwem tego, jakim był chłopcem: inteligentnym, uważnym i ciekawym świata.

W Szafarni grywał również dla domowników i gości. W salonie Dziewanowskich rozbrzmiewały utwory znanych kompozytorów, ale pojawiały się także jego własne próby twórcze. To tutaj miał wykonywać mazurka zwanego „Żydkiem”, o którym wspominał w swoich relacjach. Badacze do dziś spierają się, który z późniejszych utworów mógł mieć z nim związek.

Najważniejsze jest jednak coś innego.

To właśnie tutaj młody Chopin słuchał, zapamiętywał, improwizował i przetwarzał ludowe melodie na własny język muzyczny.

Szafarnia nie była wielkim i wystawnym dworem. Może właśnie dlatego tak dobrze służyła Fryckowi. Życie było tu prostsze i bardziej naturalne. Dwór sąsiadował ze wsią, a wieś wchodziła do dworu ze swoją muzyką, pracą, śpiewem i codziennością.

Frycek odwiedzał także okoliczne miejscowości: Sokołowo, Gulbiny, Obory, Ugoszcz, Kawęczyn, Płonne i inne dobrzyńskie dwory. Zapraszano go chętnie, bo już wtedy dostrzegano jego niezwykły talent. Nikt jednak nie przypuszczał, że gości przyszłego geniusza.

Szczególne miejsce zajmowało Sokołowo, gdzie mieszkał Jan Białobłocki. Ich przyjaźń była wyjątkowa, a zachowane listy pokazują, jak wiele dla siebie znaczyli.

Dlatego szafarskich wakacji nie można zamknąć w granicach jednej miejscowości. Był to cały świat przyjaźni, spotkań i wspomnień: Szafarnia, Sokołowo, Kawęczyn, Obory, Gulbiny, Ugoszcz i Golub.

Mały świat wielkich przeżyć.

Ziemia dobrzyńska dała Fryckowi to, czego młody człowiek potrzebuje najbardziej: przyjaźń, swobodę, zachwyt, zdrowie, śmiech i muzykę. Dała mu również prawdziwe spotkanie z polską wsią — nie z książki, lecz z życia.

Kiedy po wakacjach wracał do Warszawy, nie wracał już taki sam. Zabierał ze sobą zapach pól, głosy pastuchów, ludowe melodie, rozmowy przyjaciół i życzliwość ludzi, którzy przyjęli go pod swój dach.

A przecież właśnie z tego Frycka wyrósł Chopin.

Chopin w Oborach

W dobrzyńskich wakacjach Fryderyka Chopina szczególne miejsce zajmują Obory. Nie była to zwykła miejscowość na mapie okolicy. Od początku XVII wieku istniał tu kościół i klasztor Ojców Karmelitów, malowniczo położony i otoczony czcią okolicznych rodzin ziemiańskich.

Frycek trafił do Obór najprawdopodobniej za sprawą Dziewanowskich i Borzewskich, z którymi związany był podczas wakacyjnych pobytów w Szafarni. Rodzina Borzewskich z Ugoszcza od dawna opiekowała się oborskim sanktuarium. Rodzice Honoraty z Borzewskich Dziewanowskiej — Salomea i Antoni Borzewscy — byli kolatorami tego miejsca i spoczęli w podziemiach oborskiego kościoła.

Jeszcze starsze związki z Oborami mieli Dziewanowscy. Juliusz Dziewanowski z Płonnego, żyjący w XVIII wieku, szczególną czcią otaczał Matkę Bożą Bolesną Oborską. Po cudownym uzdrowieniu córki Teresy ufundował przy kościele kaplicę Opatrzności Bożej. Wraz z synami założył także Bractwo Opatrzności Bożej, skupiające okolicznych ziemian. Fundował wota, sprzęty kościelne, a nawet ułożył słowa pieśni dziękczynnej ku czci Matki Bożej Oborskiej.

Można więc przypuszczać, że podczas pobytu w Szafarni młody Frycek nieraz odwiedzał Obory wraz z rodziną Dziewanowskich. Być może siedział w kościelnej ławce obok Domusia Dziewanowskiego, może obok jego sióstr — Ludwiki i Józefy. Był jeszcze bardzo młody, ale już wtedy muzyka była jego naturalnym językiem.

Najbardziej poruszająca pozostaje informacja, że Chopin miał grać na oborskich organach. Instrument zachował się do dziś. Jego historia sięga co najmniej XVII wieku, a w XVIII stuleciu został rozbudowany przez znanego warszawskiego organmistrza Wawrzyńca Zachorskiego. Prospekt zdobią rzeźby króla Dawida grającego na harfie oraz muzykujących aniołów.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij