Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Józef Weyssenhoff (1860-1932). Niezwykłe życie pisarza - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
6 sierpnia 2026
27,00
2700 pkt
punktów Virtualo

Józef Weyssenhoff (1860-1932). Niezwykłe życie pisarza - ebook

Józef Weyssenhoff ‒ znany pisarz schyłku XIX i początku XX wieku, choć już nieco zapomniany, to i dziś ceniony za wytworną polszczyznę, subtelny dowcip, wciągający tok narracji i opisy piękna przyrody. Jego książki, np. Żywot i myśli Zygmunta Podfilipskiego czy Soból i panna należą do klasyki polskiej literatury. Arystokrata z Kresów Wschodnich i miłośnik tamtejszych krajobrazów, określany jako grand seigneur o szerokim geście, bywalec salonów, entuzjasta tradycji, uczestnik polowań. Mąż Aleksandry, córki „króla kolei” Jana Gottlieba Blocha, a rozwiązanie ich małżeństwa odbyło się w atmosferze skandalu.  Wytrawny znawca sztuki, literatury, wielbiciel zagranicznych podróży, kolekcjoner ksiąg, rękopisów, grafik, numizmatów i dzieł sztuki. Człowiek o szerokich horyzontach i zainteresowaniach oraz sprecyzowanych politycznych poglądach. Weyssenhoff, dziedzic Samoklęsk, przegrał w karty majątek po przodkach. Utrata majątku spowodowała, że zajmował się głównie pisarstwem. Był docenianym i nagradzanym autorem, czytanym i podziwianym, który na nagrobku kazał wyryć słowa: „polski pisarz”.

Ewa Danowska

Ewa Danowska – historyk, dr hab., autorka szeregu książek, edycji źródłowych, katalogów rękopisów, ponad 170 artykułów opublikowanych w czasopismach naukowych i opracowaniach zbiorowych, a także ponad 120 artykułów popularnonaukowych ukazujących się głównie w miesięcznikach „Kraków” i „Mówią wieki”. Członek Towarzystwa do Badań nad Wiekiem Osiemnastym, a przed opuszczeniem Krakowa na rzecz Bochni – Towarzystwa Miłośników Historii i Zabytków Krakowa. Emerytowana kierowniczka Działu Zbiorów Specjalnych Biblioteki Naukowej PAU i PAN, od 2020 r. adiunkt z Zakładzie Medioznawstwa PUNO w Londynie, prof. nadzw. w Tarnowskiej Szkole Wyższej – Akademii Nauk Stosowanych.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Spis treści

Wstęp

Antenaci

Dzieciństwo i młodość Józefa Weyssenhoffa

Pan na Samoklęskach

Uśmiech Fortuny

Fortuna się odwraca

Intelektualne zatrudnienia

„Biblioteka Warszawska”

Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych

Głośny debiut i rozwój literackiego talentu

Czasy wielkiej wojny

W niepodległej Rzeczypospolitej

Kolekcjonerska pasja i losy zbiorów Józefa Weyssenhoffa

Zbiór rękopisów

Księgozbiór

Grafika i inne dzieła sztuki

Numizmaty

Sława i zaszczyty

Zakończenie

Bibliografia

Spis ilustracji

Spis nazwisk

Kategoria: Biografie
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-242-6947-1
Rozmiar pliku: 9,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

Jó­zef Weys­sen­hoff to znany i swego czasu po­czytny pi­sarz schyłku XIX i po­cząt­ków XX stu­le­cia, a jego po­wie­ści Ży­wot i my­śli Zyg­munta Pod­fi­lip­skiego czy So­ból i panna na­leżą do kla­syki pol­skiej li­te­ra­tury. To ary­sto­krata z uro­dze­nia i prze­ko­nań, czło­wiek świa­towy, który prze­grał w karty ma­ją­tek ziem­ski po przod­kach. Mąż córki ży­dow­skiego mi­lio­nera nie­kiedy da­jący upust swemu an­ty­se­mi­ty­zmowi w książ­kach, które pi­sał. Wy­trawny znawca sztuki i li­te­ra­tury oraz mi­ło­śnik po­dróży. Był czło­wie­kiem o sze­ro­kich za­in­te­re­so­wa­niach i zdol­no­ściach, ko­rzy­stał z uro­ków ży­cia, a li­te­racki ta­lent umoż­li­wił mu utrzy­ma­nie po nie­szczę­ściu utraty ma­jątku ziem­skiego. Męż­czy­zna przy­stojny – co po­wszech­nie za­uwa­żano – by­wa­lec sa­lo­nów, klu­bów dla dżen­tel­me­nów i za­gra­nicz­nych ku­ror­tów, uczest­nik po­lo­wań.

Pi­sarz Jan Mi­chal­ski we wspo­mnie­niach 55 lat wśród ksią­żek tak go okre­ślił: „Był to grand se­igneur o sze­ro­kim ge­ście, róż­no­rod­nych upodo­ba­niach i sil­nych na­mięt­no­ściach”. Ży­cie Jó­zefa Weys­sen­hoffa – świa­to­wego mło­dzieńca i stu­denta pre­sti­żo­wego uni­wer­sy­tetu, pana na Sa­mo­klę­skach, któ­rego losy ob­fi­to­wały w suk­cesy, ale też ka­ta­stro­falne w skut­kach wy­da­rze­nia, au­tora ksią­żek w swym cza­sie ma­sowo czy­ta­nych i czę­sto na­gra­dza­nych – za­słu­guje na fil­mowy sce­na­riusz.

Jego twór­czość pi­sar­ska przy­pada na czasy po­mię­dzy Pru­sem i Sien­kie­wi­czem z jed­nej strony, a Że­rom­skim, Rey­mon­tem i po czę­ści Wy­spiań­skim z dru­giej. Z żad­nym z nich nie spo­sób go ze­sta­wić. Weys­sen­hoff po­słu­gi­wał się w swej twór­czo­ści iro­nią i sa­tyrą, które zni­kały, gdy au­tor przy­stę­po­wał do opi­sów przy­rody. Wtedy górę brała wznio­sła nuta, za­mie­nia­jąca tekst w czy­stą po­ezję. Okres jego naj­buj­niej­szej twór­czo­ści przy­pada na lata 1895‒1925 – wtedy po­wsta­wały naj­waż­niej­sze po­wie­ści. Jest to rów­no­cze­śnie czas ja­ko­ściowo i ilo­ściowo naj­zna­mie­nit­szy w ca­łej na­szej li­te­ra­tu­rze, co spo­wo­do­wało, że gwiazda Weys­sen­hoffa zo­stała przy­ćmiona przez inne pierw­szo­rzędne pol­skie pi­sar­skie ta­lenty.

W okre­sie Pol­ski Lu­do­wej twór­czość Jó­zefa Weys­sen­hoffa była zmar­gi­na­li­zo­wana, nie­wy­da­wana, usu­wana z bi­blio­tecz­nych pó­łek. Pro­pa­gan­dzie lu­do­wego pań­stwa nie było po dro­dze z pi­sa­rzem uzna­nym wów­czas za apo­lo­getę klasy próż­nia­czej, ko­smo­po­li­tycz­nego śro­do­wi­ska zie­miań­skiego i in­te­lek­tu­al­nego; wiele zro­biono, by o nim za­po­mnieć.

Pa­nuje opi­nia, że z nad­gra­nicz­nych ziem każ­dego pań­stwa po­cho­dzą naj­wy­bit­niej­sze jed­nostki. Znana jest „in­wa­zja” Kre­sów do li­te­ra­tury pol­skiej – Adam Mic­kie­wicz, Ju­liusz Sło­wacki, An­toni Mal­czew­ski, Boh­dan Za­le­ski, Se­we­ryn Gosz­czyń­ski czy An­toni Ody­niec. „Kre­sow­cem” był rów­nież Jó­zef Weys­sen­hoff, uro­dzony na Pod­la­siu, zwią­zany z tą zie­mią z do­mo­stwa, tra­dy­cji i wy­boru.

Mało znany jest pe­wien ważny aspekt w ży­ciu Jó­zefa Weys­sen­hoffa – otóż był przez dłu­gie lata ko­lek­cjo­ne­rem np. ksiąg, mo­net, me­dali i gra­fik. Wiele ku­po­wał w okre­sie swej fi­nan­so­wej pro­spe­rity, a w cza­sie kry­zy­sów czy nie­do­statku – wy­zby­wał się czę­ści ko­lek­cji, poza obiek­tami, do któ­rych był szcze­gól­nie przy­wią­zany. Na­leży do­dać, że nie był zwy­kłym zbie­ra­czem ‒ ko­lek­cjo­ner­stwo było prze­ja­wem za­in­te­re­so­wań in­te­lek­tu­al­nych. Wczy­ty­wał się w dawne do­ku­menty ro­dowe, gro­ma­dził szty­chy, stare me­dale i nu­mi­zmaty, rę­ko­pisy i książki. Swoją sie­dzibę w Sa­mo­klę­skach urzą­dził nie tyle jako sie­dzibę dzie­dzica agro­noma, lecz eru­dyty i ko­lek­cjo­nera. Zna­jo­mo­ści sze­roko po­ję­tego ko­lek­cjo­ner­stwa da­wał wy­raz w pu­bli­ka­cjach, by­wał też za­pra­szany przez mu­zea i osoby pry­watne jako eks­pert i rze­czo­znawca. Do­brze znał i wy­soko oce­niał swoje umie­jęt­no­ści i wie­dzę w tym wzglę­dzie, bo też miał ku temu po­wody. Jego pa­sja ko­lek­cjo­ner­ska trwała przez dzie­się­cio­le­cia, przy­bie­ra­jąc różne formy.

Na­zwi­sko Wey­sen­hoffa jed­nak ko­ja­rzy się głów­nie z ty­tu­łami ksią­żek, któ­rych był au­to­rem. On sam uwa­żał się jed­no­znacz­nie za pi­sa­rza, na­ka­zu­jąc w te­sta­men­cie, aby wy­ryto na jego na­grobku: „Jó­zef Weys­sen­hoff – pi­sarz pol­ski” oraz daty ży­cia. Spo­czął w są­siedz­twie mo­giły Wła­dy­sława Sta­ni­sława Rey­monta w Alei Za­słu­żo­nych na Cmen­ta­rzu Po­wąz­kow­skim w War­sza­wie. W świe­tle tego, co na­pi­sał pu­bli­cy­sta, po­eta i tłu­macz Sta­ni­sław Mi­ła­szew­ski w ar­ty­kule Jó­zef Weys­sen­hoff po czter­dzie­sto­le­ciu, pro­ste epi­ta­fium jest w pełni uza­sad­nione: „Jó­zef Weys­sen­hoff wszedł do li­te­ra­tury od razu – przez główne drzwi. Ten Mistrz – ani przez chwilę nie był cze­lad­ni­kiem”.

Za­da­niem, któ­rego się pod­ję­łam, nie bę­dzie ana­liza li­te­rac­kiej twór­czo­ści Weys­sen­hoffa. Ten ele­ment jego dzia­łal­no­ści zo­stał już do­brze roz­po­znany i omó­wiony w licz­nych ar­ty­ku­łach i opra­co­wa­niach. Nie spo­sób jed­nak nie uwzględ­nić naj­waż­niej­szych dzieł, wszak za­ist­niał i po­zo­stał we wspo­mnie­niach jako pi­sarz. W ni­niej­szym opra­co­wa­niu przed­sta­wiona jest jego bio­gra­fia, pełna wy­da­rzeń i za­wi­ro­wań losu – mam na­dzieję, że przed­sta­wiona w in­te­re­su­jący spo­sób i w miarę do­głęb­nie. Opiera się na licz­nych opra­co­wa­niach, pra­so­wych ar­ty­ku­łach, bio­gra­fiach róż­nych osób z jego epoki, z któ­rymi się sty­kał. On sam nie­chęt­nie mó­wił o so­bie, twór­czo­ści czy za­in­te­re­so­wa­niach po­za­li­te­rac­kich. Strzegł swo­jej pry­wat­no­ści. Nie byli tak dys­kretni jego zna­jomi czy przy­ja­ciele, stąd po­sia­damy kilka in­te­re­su­ją­cych źró­deł – wy­da­nych wspo­mnień czy pa­mięt­ni­ków, w któ­rych można od­szu­kać wiele cen­nych in­for­ma­cji na jego te­mat. Pi­sarz pod ko­niec ży­cia nieco zre­zy­gno­wał z dys­kre­cji, od­da­jąc do druku kilka frag­men­tów swo­ich wspo­mnień. Oczy­wi­ście ujaw­nił to, co uwa­żał za sto­sowne, a w spra­wie swych licz­nych ro­man­sów był kon­se­kwent­nie dys­kretny.

Ma­te­riały po Jó­ze­fie Weys­sen­hof­fie są za­cho­wane w zbio­rach bi­blio­tecz­nych i ar­chi­wal­nych – przede wszyst­kim w Bi­blio­tece Na­uko­wej PAU i PAN w Kra­ko­wie (81 wo­lu­mi­nów: au­to­grafy dzieł, ko­re­spon­den­cja, do­ku­menty ma­jąt­kowe oraz do­ty­czące także jego po­li­tycz­nej dzia­łal­no­ści, zbiory za­pro­szeń ślub­nych, klep­sydr i ‒ co ważne – ka­ta­logi róż­no­rod­nych ko­lek­cji). Sta­no­wią one zna­czący frag­ment spu­ści­zny po pi­sa­rzu.

Się­gnę­łam rów­nież do zbio­rów m.in. Ar­chi­wum Pań­stwo­wego Li­twy w Wil­nie, Bi­blio­teki Li­tew­skiej Aka­de­mii Nauk im. Wró­blew­skich, Wo­je­wódz­kiej i Miej­skiej Bi­blio­teki Pu­blicz­nej im. Wi­tolda Bełzy w Byd­gosz­czy, Bi­blio­teki Na­ro­do­wej i Bi­blio­teki In­sty­tutu Ba­dań Li­te­rac­kich w War­sza­wie, a także Mu­zeum Na­ro­do­wego w War­sza­wie i Kra­ko­wie. Winna je­stem wy­razy po­dzię­ko­wa­nia pani An­nie Weys­sen­hof­fo­wej, żo­nie wnuka pi­sa­rza, An­to­niego, za udo­stęp­nie­nie ar­chi­wum ro­dzin­nego.An­te­naci

O ro­dzie Weys­sen­hof­fów herbu Ła­będź znaj­du­jemy w Pol­skiej en­cy­klo­pe­dii szla­chec­kiej in­for­ma­cję, że była to sta­rosz­la­checka ro­dzina po­cho­dze­nia nie­miec­kiego, wy­wo­dząca się z Nad­re­nii, gdzie jako We­is­so­wie na­le­żała do naj­za­moż­niej­szej w śre­dnio­wie­czu war­stwy ry­cer­stwa tur­nie­jo­wego. Około 1500 r. We­is­so­wie osie­dlili się w pro­win­cjach bał­tyc­kich, da­jąc po­czą­tek Weys­sen­hof­fom – od po­łowy XVII w. dwóm li­niom tej ro­dziny. Li­nia Go­tarda (kur­landzka), pi­sząca się von We­iss, wy­ga­sła w końcu XVIII w., na­to­miast druga, wy­wo­dząca się od Jana, znana pod na­zwi­skiem Weyss v. Weys­sen­hoff prze­nio­sła się do Inf­lant Pol­skich. Ród ten za­li­czał się do ro­dzin zwa­nych inf­lancko-pol­skimi, cho­ciaż, jak wia­domo, był nie­miec­kiego po­cho­dze­nia. Ba­dacz Inf­lant Gu­staw Man­teuf­fel w opra­co­wa­niu Inf­lanty pol­skie, wy­da­nym w 1879 r., wśród ro­dzin tam osia­dłych już po in­kor­po­ra­cji w 1620 r., wy­mie­nił We­is­sów. Wtedy to Go­tard We­iss przed­sta­wił kur­landz­kiemu Rit­ter­ban­kowi w Mi­ta­wie po­sia­dane do­ku­menty, lecz otrzy­mał co do wpisu od­po­wiedź od­mowną. Do­piero gdy w 1642 r. Go­tard i Jan We­is­so­wie na po­sie­dze­niu Rit­ter­banku zło­żyli dy­plom króla Zyg­munta III Wazy na­da­jący im szla­chec­two, sąd uznał, że do­ku­ment jest wy­star­cza­jący i za­li­czył We­is­sów do dru­giej klasy szlachty miej­sco­wej. Her­bem ich zo­stał biały ła­będź na nie­bie­skim polu.

Z upły­wem wie­ków We­is­so­wie, po­dob­nie jak i inne rody wów­czas osia­dłe w Inf­lan­tach, ule­gli po­lo­ni­za­cji. Wcho­dzili też drogą mał­żeństw w ko­li­ga­cje i ob­ra­stali w ziem­skie do­bra.

Dzie­jami ro­dziny zaj­mo­wał się pi­sarz Jó­zef Weys­sen­hoff, zbie­ra­jąc do­ku­menty do­ty­czące naj­wcze­śniej­szej jej hi­sto­rii (o czym bę­dzie jesz­cze mowa). Efek­tem było wy­da­nie dru­kiem przez jego brata Wal­de­mara Kro­niki ro­dziny Weys­sów-Weys­sen­hof­fów, trzy lata po śmierci pi­sa­rza. Na­leży za­uwa­żyć, iż Gu­staw Man­teuf­fel uwa­żał, że ro­dzina Weys­sen­hof­fów nie ma prawa do po­słu­gi­wa­nia się ty­tu­łem ba­rona, gdyż przy­była ja­koby do wo­je­wódz­twa inf­lanc­kiego już po 1571 r., czyli po włą­cze­niu go do Rze­czy­po­spo­li­tej, a za­tem z ry­cer­stwem nie­miec­kim nie miała nic wspól­nego. Pracę Man­teuf­fla Jó­zef Weys­sen­hoff oczy­wi­ście do­kład­nie prze­stu­dio­wał, po czym uznał za „wielce ba­ła­mutną”, a jego wy­wody na­zwał „bred­niami”. Za ży­cia Man­teuf­fla nie pod­jął jed­nak z nim po­le­miki, ale po jego śmierci w 1916 r. za­czął już ofi­cjal­nie ty­tu­ło­wać się ba­ro­nem, dru­ku­jąc ten ty­tuł na wi­zy­tów­kach, a na­wet za­miesz­cza­jąc przy swoim na­zwi­sku w nie­miec­ko­ję­zycz­nym wy­da­niu po­wie­ści Syn mar­no­trawny. Trzeba jed­nak uznać, że Jó­zef Weys­sen­hoff miał trud­no­ści, mimo upo­rczy­wych po­szu­ki­wań, w udo­ku­men­to­wa­niu śre­dnio­wiecz­nych ko­rzeni ro­dziny. W naj­bar­dziej ce­nio­nym przez Niem­ców her­ba­rzu Jo­seph Sieb­ma­cher’s Gros­sen Wap­pen­buch, w roz­dziale „Szlachta ro­syj­skich pro­win­cji wschod­nich”, po­dano, że po­cho­dze­nie ro­dziny Weys­sów nie jest ja­sne, „praw­do­po­dob­nie uszlach­ceni zo­stali w Pol­sce”, a jako pro­to­pla­sta fi­gu­ruje Za­cha­riasz We­iss. Co do Weys­sen­hof­fów znaj­duje się in­for­ma­cja: „Ro­dzina ta osie­dliła się w Inf­lan­tach Pol­skich w 1780 r. i na­leży do pol­skiego rodu herbu Ła­będź”. Jó­zef Weys­sen­hoff na­to­miast wy­wo­dził swój ro­do­wód od wy­ga­słej ro­dziny We­is­sów – pa­nów na As­sern i Weys­sen­hof­fie, taka bo­wiem była naj­star­sza wer­sja ro­dzinna. Pierw­szym przod­kiem za­pi­sa­nym w do­ku­men­tach miał być Abra­ham We­iss, ży­jący w XV w. Na­stęp­nie znany był jego wnuk Za­cha­riasz We­iss, na­miest­nik kró­lew­ski w Ry­dze. Pi­sarz utrzy­my­wał, że wy­wo­dzili się z po­łu­dnio­wych Nie­miec. Na­leży do­dać, że he­ral­dyk Szy­mon Ko­nar­ski w opra­co­wa­niu O he­ral­dyce i „he­ral­dycz­nym” sno­bi­zmie, po­dob­nie jak Gu­staw Man­teuf­fel uwa­żał, że Weys­sen­hof­fo­wie nie mają prawa do ty­tułu ba­rona, tak jak i 26 in­nych „pseudo-ba­ro­nów” w Pol­sce.

O swo­jej ro­dzi­nie Jó­zef Weys­sen­hoff we wstę­pie do Kro­niki ro­dziny Weys­sen­hof­fów na­pi­sał:

Utrzy­my­wała się długo w za­moż­no­ści wyż­szej niż śred­nia, a w po­ło­wie 18-go wieku Mi­chał, pi­sarz gro­madzki inf­lancki, do­szedł do wiel­kiej for­tuny, która jed­nak nie utrzy­mała się w pełni po jego śmierci w rę­kach spad­ko­bier­ców. W ogóle Weys­sen­hof­fo­wie nie­zbyt byli za­wzięci na gro­ma­dze­nie do­stat­ków ani na zdo­by­wa­nie za­szczyt­nych od­zna­czeń. Na ogół typ ro­dzinny jest prawy, praw­do­mówny, prze­strze­ga­jący pil­nie za­sad uczci­wo­ści i ho­noru, hardy, dbały o swą god­ność, ale i o uza­sad­nie­nie tej god­no­ści. Typ wy­bit­nie oby­wa­tel­ski, ko­cha­jący swój kraj nie tylko dla oso­bi­stego po­żytku, lecz pra­gnący ogól­nego do­bro­bytu, triumfu po­wszech­nego ładu i spra­wie­dli­wo­ści.

Z ba­dań – nie tylko pi­sa­rza – wy­nika, że po­dział na dwie li­nie w ro­dzie na­stą­pił w XVIII w., gdy straż­nik smo­leń­ski i sta­ro­sta an­dzel­ski Mi­chał Weys­sen­hoff (zmarły w 1737 r.), po­zo­sta­wił dwóch sy­nów: pod­ko­mo­rzego Mi­chała i sę­dziego ziem­skiego Jana. Po­tom­ko­wie Mi­chała zwą się Weys­sen­hof­fami ju­żync­kimi, a po­tom­ko­wie Jana – an­dżel­muj­skimi (od nazw ich sie­dzib). Z tego też wieku po­cho­dzą naj­do­kład­niej­sze wia­do­mo­ści o Weys­sen­hof­fach. Mi­chał Weys­sen­hoff, syn Mi­chała, był pi­sa­rzem grodz­kim, a na­stęp­nie pod­ko­mo­rzym Jego Kró­lew­skiej Mo­ści i inf­lanc­kim w la­tach 1756‒1789, po­słem na sejmy 1756 i 1764 r. Zgro­ma­dził spory ma­ją­tek, po­mno­żony po­sa­go­wymi do­brami ziem­skimi dwóch jego ko­lej­nych żon, a za­tem na­le­żał do naj­bo­gat­szych oby­wa­teli inf­lanc­kich. Jego po­tom­kowi pi­sa­rzowi Jó­ze­fowi Weys­sen­hof­fowi udało się usta­lić, że pod­ko­mo­rzy Mi­chał ufun­do­wał ko­ściół w Ju­żyn­tach w 1790 r. Nie prze­szka­dzał temu fakt, że był ma­so­nem, choć „nie­szko­dli­wego ga­tunku”, człon­kiem loży „Gor­liwy Li­twin”.

Młod­szym bra­tem Mi­chała Weys­sen­hoffa był Jan, sę­dzia ziem­ski inf­lancki (1765‒1786), ko­niu­szy inf­lancki osia­dły w An­dżel­mujży (łot. An­dzeļi). Z żoną He­leną Röme­równą, primo voto Soł­ta­nową, miał liczne po­tom­stwo: 12 dzieci, a wśród nich: Jó­zefa – po­sła inf­lanc­kiego na Sejm Czte­ro­letni, Ksa­we­rego – sę­dziego ziem­skiego inf­lanc­kiego, Mi­chała – mar­szałka rze­życ­kiego, na­stęp­nie Win­cen­tego, Te­resę – póź­niej­szą Soł­ta­nową, Kon­stan­tego – mar­szałka lu­cyń­skiego, Jana – ge­ne­rała i au­tora Pa­mięt­nika oraz Sta­ni­sława.

Naj­bar­dziej znany spo­śród po­tom­stwa Jana Weys­sen­hoffa był Jó­zef, szam­be­lan króla Sta­ni­sława Au­gu­sta i cze­śnik inf­lancki. Na­leży o nim sze­rzej wspo­mnieć, bo nie­wy­klu­czone, że bo­ha­ter na­szej opo­wie­ści wła­śnie po nim odzie­dzi­czył li­te­racki ta­lent. W wieku 28 lat zo­stał wy­brany po­słem inf­lanc­kim na Sejm Czte­ro­letni; uznano go wtedy za jed­nego z naj­lep­szych mów­ców. Do­ma­gał się re­form ustro­jo­wych, go­spo­dar­czych i spo­łecz­nych, a w toku ob­rad za­brał głos pra­wie 150 razy. Ak­tyw­nie pra­co­wał w wielu de­pu­ta­cjach, np. zo­stał wy­brany do de­pu­ta­cji opra­co­wu­ją­cej nową formę rzą­dów, do spraw sej­mi­ków, do kwe­stii Kur­lan­dii i Se­mi­ga­lii, do de­pu­ta­cji kon­sty­tu­cyj­nej, a także ma­ją­cej uło­żyć nowy ko­deks praw cy­wil­nych i kry­mi­nal­nych. Znany był rów­nież z przy­go­to­wy­wa­nia not do dwo­rów eu­ro­pej­skich. Przy­jaź­nił się z naj­waż­niej­szymi oso­bami tam­tej epoki, np. z Igna­cym Po­toc­kim, Hu­go­nem Koł­łą­ta­jem czy Sta­ni­sła­wem Ma­ła­chow­skim. Znał sześć ję­zy­ków ob­cych, swo­bod­nie w nich ko­re­spon­do­wał i pi­sał pro­jekty sej­mowe. Wraz z Ta­de­uszem Mo­stow­skim i Ju­lia­nem Ur­sy­nem Niem­ce­wi­czem od 1 stycz­nia 1791 r. przez rok wy­da­wał i re­da­go­wał „Ga­zetę Na­ro­dową i Obcą”. Po zwy­cię­stwie kon­fe­de­ra­cji tar­go­wic­kiej zmu­szony zo­stał do emi­gra­cji, pod­czas któ­rej to­wa­rzy­szyła mu uko­chana Do­rota z Ja­bło­now­skich, żona Jó­zefa Kle­mensa Czar­to­ry­skiego, stol­nika li­tew­skiego. W Lip­sku na­pi­sał i wy­dał bez­i­mien­nie w 1793 r. książkę O usta­no­wie­niu i upadku Kon­sty­tu­cji 3 Maja. Roz­po­czął też pracę nad hi­sto­rią Sejmu Czte­ro­let­niego. Słabe zdro­wie (za­cho­ro­wał na su­choty) nie po­zwo­liło mu na wzię­cie udziału w po­wsta­niu ko­ściusz­kow­skim, cho­ciaż prze­wi­dziane były dla niego wy­so­kie funk­cje. Z po­wodu po­gar­sza­ją­cego się stanu zdro­wia opu­ścił Dre­zno i udał się przez Ca­pri, Mo­denę, Man­tuę do Pizy, gdzie zmarł w 1798 r. w wieku 38 lat.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij