-
nowość
-
promocja
Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną - ebook
Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną - ebook
„Jumpman żyl po to, by wzbić się do lotu.”
Efektowne wsady, rekordy punktowe, zdobyte przez niego wyróżnienia indywidualne i buty sygnowane charakterystycznym logo sprawiły, że Michael Jordan mimo woli stał się fenomenem kulturowym, wzorem do naśladowania i superbohaterem łączącym koszykarskich kibiców z całego świata.
Rekonstruując decydujący moment w karierze Jordana – zdobycie pierwszego tytułu mistrza NBA w sezonie 1990/91 – historyk sportu Johnny Smith analizuje wszechobecny wzrost popularności MJ-a i opisuje, jak ogromny ciężar koszykarz dźwigał na swoich barkach jako narodowy skarb i symbol postępu w USA. Jumpman pokazuje, w jaki sposób utrzymywano wokół Jordana aurę tajemniczości, dzięki czemu wydawał się bardziej sympatyczny w oczach ludzi, którzy zwracali uwagę na kolor skóry sportowców. To paradoks, ale na drodze ku wielkości Michael musiał stać się powszechnie znany i ekscytujący, a jednocześnie odległy i enigmatyczny.
Łącząc dramatyczne relacje ze zmagań na parkietach NBA z imponującym opisem sił społecznych, biznesowych, medialnych i politycznych, które kształtowały Amerykę na początku lat 90., autor pokazuje, w jaki sposób rzucający obrońca Byków został legendą i dlaczego mit numeru 23 jest wiecznie żywy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Sport i zabawa |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8330-857-9 |
| Rozmiar pliku: | 5,8 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
James Baldwin, Następnym razem pożar
1963 (rok narodzin Michaela Jordana)
------------------------------------------------------------------------
1.
* J. Baldwin, Następnym razem pożar, tłum. M. Denderski, Kraków 2024, s. 8 (wszystkie przypisy pochodzą od tłumacza, chyba że zaznaczono inaczej).Zdobycie pierwszego mistrzostwa zmieniło Michaela Jordana całkowicie i nieodwracalnie. Jego świat stanął na głowie. Już nigdy nie był w stanie osiągnąć czegoś, co w pełni zaspokoiłoby jego ambicję, opinia publiczna pozostawała zaś nim nienasycona. Finały NBA w 1991 roku otworzyły przed Jordanem nowy wymiar sławy, a wraz z nim bezprecedensowe możliwości reklamowe, lecz jednocześnie sprawiły, że jego życie stawało się w coraz większym stopniu niekomfortowe i samotne. Gdy jesteś na szczycie, stawka rośnie. Jordan pragnął sukcesu, lecz gdy już go osiągnął, miał więcej do stracenia niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz bardziej zamykał się w sobie, wiedząc, że jeśli podporządkuje się wymogom stawianym celebrytom, stanie się kimś, kim być nie chciał. A jednak jego niechęć do tego, by opinia publiczna zbiła otaczający go klosz, sprawiała, że fani koszykówki bardziej i bardziej łaknęli uszczknięcia choćby fragmentu mitu Michaela Jordana.
To zaledwie jeden z wielu paradoksów jego życia: koszykówka zabrała mu wolność, której pragnął, lecz jednocześnie zapewniała mu schronienie, pozwalała na chwilę zapomnieć, że jest Michaelem Jordanem – celebrytą. Każdy mecz, każde pojawienie się na ekranach telewizorów wzmagały poczucie, że musi wypełniać swoje obowiązki bohatera. Występy na parkiecie stwarzały też jednak okazję do tego, by odsunąć od siebie całą tę wrzawę – ciągłe pytania od reporterów i fotografów, nieustanne żądania przedstawicieli sponsorów i producentów, a także niekończące się prośby o podpisy od łowców autografów i sportowych fanatyków. Koszykarski parkiet był jedyną częścią jego życia, która naprawdę należała do niego. Im sławniejszy się stawał, tym bardziej żył dla gry. W trakcie meczów był tak mocno skupiony na współzawodnictwie, że tłum kibiców zamieniał się w jego oczach w rozmazane, wielobarwne tło. „To jedyne miejsce, gdzie mogę odetchnąć od tego wszystkiego, co się dzieje poza boiskiem – mówił po zdobyciu mistrzostwa NBA w 1991 roku. – Koszykówka to moja ucieczka, moje schronienie. Wszystko inne zdaje się takie… skomplikowane”.
Po każdym meczu, schodząc z parkietu, czuł na sobie wzrok kibiców. Tak jakby był obiektem pożądania, a nie człowiekiem. Otoczony grupą ochroniarzy zmierzał w kierunku szatni znajdującej się w trzewiach Chicago Stadium. Każdego wieczora rytuał wyglądał tak samo: setki fanów tłoczyły się przy schodach tylko po to, by przez moment mieć Jordana na wyciągnięcie ręki. Stojący tuż przy nim dorośli faceci promienieli niczym dzieciaki. Kobiety wykrzykiwały jego imię – „Michael! Michael!” – starając się zwrócić uwagę koszykarza. Dzieci wyciągały ręce, licząc na przybicie piątki, inne zaś zamierały, gapiąc się z przejęciem na swojego idola.
Ciekawskie oczy odprowadzały go do ciasnej szatni drużyny, a tam czekała już na niego gromada reporterów. Podczas gdy większość graczy nie miała nic przeciwko odpowiadaniu na pytania jedynie z ręcznikiem przepasanym wokół talii, Jordan odmawiał rozmów z prasą w niekompletnym stroju, nawet w miejscu tak ustronnym jak klubowa szatnia. „Nigdy tego nie robię”, mówił stanowczo. Uznawał to za element niezbędny do zachowania pewnej godności. Najczęściej ubierał się w pomieszczeniu masażysty i prosił dyrektora do spraw kontaktów z mediami, by szatnia była zamknięta do momentu, aż włoży szyty na miarę garnitur. Kiedyś powiedział, że jeśli jakiś fan będzie miał zaledwie jedną okazję, by go zobaczyć, chciałby, aby ujrzał człowieka szacownego i wyrafinowanego.
Gdy wreszcie wracał na swoje miejsce w szatni, tłum dziennikarzy od razu otaczał go szczelnie, blokując wyjście, co zresztą stanowiło złamanie przepisów przeciwpożarowych. W stronę górującego wzrostem nad reporterami Jordana natychmiast kierowano dyktafony i mikrofony, a także mocne światła i obiektywy kamer. W trakcie tych wywiadów przedstawiciele mediów osaczali go coraz ciaśniej, niczym pasażerowie w zatłoczonej kolejce podmiejskiej, zbliżając się do niego tak bardzo, że mogli wręcz poczuć jego oddech, by wyraźnie usłyszeć każde wypowiadane przez niego słowo.
W trakcie tych pomeczowych rozmów Jordan raczej nie mówił niczego odkrywczego. Od ojca nauczył się, by trzymać ludzi na dystans i nie pozwalać nikomu z zewnątrz na wdarcie się do niewielkiego kręgu zaufanych osób. James Jordan „potrafił rozmawiać z każdym – mówił Michael wiele lat po śmierci ojca. – Z każdym był w stanie się dogadać”. James mógł godzinami debatować z nieznajomym, a gdy dyskusja dobiegła końca, osoba ta wciąż nic o nim nie wiedziała ponad to, że był „bardzo miłym dżentelmenem”. Michael opowiadał, że ojciec „nigdy nie wpuszczał ludzi do swojego życia. Nie pozwalał, by inni poznawali jego myśli. Jego sekrety. Ja też tak mam. Mogę usiąść i porozmawiać z tymi wszystkimi sponsorami, ale dowiedzą się tylko tego, co chcę im powiedzieć. Zawsze utrzymuję wokół siebie aurę tajemniczości”.
Michael Jordan pozwalał ludziom widzieć jedynie to, co chciał, by zobaczyli. Był to świadomy wybór, na który wpływ miało nie tylko jego wychowanie, lecz także panująca w kraju kultura, która uczyniła z niego performera. W trakcie jego kariery dosłownie każdy aspekt jego życia był wystawiony na publiczny widok. Zupełnie jakby stale przebywał na scenie, a kamery nigdy nie przestawały pracować. Wszystko, co robił, można było odtworzyć z taśmy i zobaczyć z każdego możliwego ujęcia. W pewnym sensie historia jego życia stała się nieprzerwanym strumieniem odcinków trwającej bezustannie telenoweli, przez co opinia publiczna miała problem z tym, by oddzielić człowieka od mitu, Michaela Jordana od Air Jordana.
W kulturze, w której najbardziej wpływowe formy rozrywki zacierały granicę między rzeczywistością a fikcją, autentycznością i nieautentycznością, iluzja stworzona przez producentów telewizyjnych i speców od reklamy sprawiła, że najsławniejszy koszykarz świata stał się międzynarodowym idolem i bohaterem zarówno osobistych, jak i zbiorowych fantazji. Jego wszechobecność w mediach działała dwutorowo: zwiększała jego sławę, lecz także napędzała zapotrzebowanie na coraz więcej sensacyjnych ujęć z nim w roli głównej.
Jego celebrycki status był produktem konkretnego czasu i miejsca, ideałów i innowacji pojawiających się w jego kraju, postępu w technologii telewizyjnej, a także kultury, w której rozrywka była – i wciąż jest – podstawową wartością życiową. A jednak presja celebrytyzmu doskwierała Jordanowi, nawet gdy zamykał nocą oczy. Czasami nawiedzały go bardzo realistyczne koszmary. Śnił, że napada na bank albo że uzależnia się od kokainy. W jeszcze innym upiornym śnie popadał w alkoholizm. Te wszystkie przerażające wizje miały wspólny mianownik: „W tych koszmarach dzieje się ze mną coś strasznego, coś, co zniszczyłoby wyobrażenie wielu ludzi o mnie – to mój największy koszmar, z którym muszę się mierzyć na co dzień”.
Olbrzymi strach Jordana przed tym, że mógłby zrobić coś, co pogrzebałoby jego wizerunek i zaszkodziło publicznej reputacji, brał się w dużej mierze z konfliktów rasowych, które definiowały rzeczywistość Ameryki w latach 80. i 90. XX wieku. Zdawał sobie sprawę z tego, że podziw tak wielu dzieciaków, które „są jeszcze zbyt młode, by zwracać uwagę na kolory”, niósł za sobą pewne ryzyko. Jordan uważał, że jeśli zawiedzie w oczach społeczeństwa, spotka się z pogardą białych dorosłych. „Kto wie, co powiedzą ich rodzice? A to oni mogą mieć największy wpływ na to, że z Michaela Jordana – człowieka – stanę się Michaelem Jordanem – tym czarnym gościem”.
Jego słowa ujawniają wewnętrzną walkę wynikającą z życia w „podwójnej świadomości” – życia sławnego czarnego mężczyzny patrzącego na siebie oczami tłumu białych. Pomimo bogactwa i popularności Jordan zdawał sobie sprawę, że zaledwie jeden nieuważny krok dzieli go od tego, by zaczęto mu przypominać, iż nie jest po prostu Amerykaninem, a czarnym żyjącym w Ameryce. Ten osobisty bój, ściśle powiązany z rasowymi traumami kraju, ukształtował jego wizerunek.
Choć o Jordanie napisano wiele, kluczowa kwestia rasowa – i niechętna akceptacja czarnych bohaterów przez białą Amerykę – były w jego historii często pomijane. Gdy grał w Chicago Bulls, dziennikarze – w większości biali mężczyźni – raczej umniejszali znaczenie jego pochodzenia rasowego. Na przykład w generalnie bardzo dobrej biografii Playing for Keeps. Michael Jordan and the World He Made* David Halberstam niemal nie wspomina o tym, jak pochodzenie rasowe ukształtowało drogę Jordana na szczyt oraz w jaki sposób było ono postrzegane przez Amerykanów. Autor ten sugerował, że ponieważ Jordan dorastał już po fali walk w imię równości społecznej, gdy zlikwidowano aprobowaną przez państwo segregację rasową, „bardzo niewiele rzeczy było dla niego niedostępnych ze względu na pochodzenie”. Choć jest w takim podejściu do historii sporo prawdy – Jordan mierzył się ze znacznie mniej licznymi barierami rasowymi niż generacja dorastająca za czasów praw Jima Crowa** – autorzy tacy jak Halberstam ignorowali to, w jaki sposób rasowa świadomość Jordana oraz społeczne konflikty targające krajem wpłynęły na fakt, że sportowiec ten stał się bohaterem Ameryki.
Jordan wiedział, czego oczekują od niego fani. Domagali się czarnej gwiazdy, która będzie się uśmiechała i zapewniała ich, że świat zmierza we właściwą stronę. Odbiór jego postaci miał być może równie wielkie znaczenie, jak koszykarski talent. To był jego znak firmowy, a chronienie go wymagało tworzenia wokół siebie aury tajemniczości za każdym razem, gdy stawał w blasku reflektorów. Ten Michael Jordan, którego poznała Ameryka – postać pojawiająca się na ekranie – występował przed kamerami tak, jak robią to aktorzy. Doskonale rozumiał, że sportowy bohater musi zawsze grać swoją rolę i podtrzymywać mit (jak napisał niegdyś Gay Talese o innym nieśmiertelnym sportowcu, Joe DiMaggio).
Po wspięciu się na tron mistrza NBA Jordan stał się najsławniejszym Amerykaninem na świecie, a mimo to pozostał tajemniczy. Tak to jednak zaplanował. Rozumiał, że im mniej realny się zdaje, im głębiej chowa swoje przekonania polityczne i dawniejsze boje z rasizmem, tym bardziej będzie lubiany przez ludzi, którzy żyją w iluzji, że ich kraj poradził już sobie z problemami rasowymi. Jeśli Amerykanie skupią się na jego wyjątkowych cechach i dobrych uczynkach oraz na opowieściach prezentowanych w prasie, nie będzie musiał całkowicie się odsłaniać, a jego pochodzenie nie będzie miało znaczenia. Jego powszechna popularność opierała się na tym, że Ameryce nie przeszkadza świat, w którym spektakl przyćmiewa prawdę, a ludzie chętnie wierzą w wygodne dla nich kłamstwa dotyczące ich samych oraz ich ojczyzny.
Jumpman to przeplatające się historie drogi Michaela Jordana na szczyt amerykańskiej kultury oraz po pierwsze mistrzostwo NBA w sezonie 1990/91. Analizuję tutaj, jak doszło do tego, że Jordan zaczął być postrzegany jako twarz postępu USA w kwestiach rasowych, oraz jak zmieniła go presja bycia narodowym symbolem. To opowieść o miejscu koszykówki w życiu Ameryki, co niechybnie czyni tę książkę także opowieścią o kwestiach rasowych. Czarni zawodnicy – zwłaszcza Jordan, Earvin „Magic” Johnson, Isiah Thomas czy Charles Barkley – zdefiniowali ten sport na nowo. Zmienili nie tylko samą grę, sprawili też, że koszykarski biznes zaczął kręcić się wokół kultu osobowości. Choć interesuję się życiem i karierą Jordana, nie jest to typowa biografia. Skupiam się raczej na tym, w jaki sposób NBA i Nike, publicyści i producenci, reporterzy oraz fani napisali dla niego rolę herosa, która uczyniła go postacią mityczną. W skrócie: Jumpman to książka o tym, jak powstał i co znaczył Michael Jordan.
Jej genezy należy doszukiwać się w mojej młodości. Dorastałem na północnych przedmieściach Chicago, miasta absolutnie zwariowanego na punkcie sportu i hołubiącego Michaela Jordana. Pod koniec lat 80. i w kolejnej dekadzie żadna miejscowość nie była tak jednoznacznie kojarzona z jedną postacią jak Chicago z Jordanem. W tamtym czasie sprawiał wrażenie niezwyciężonego – był legendą, która nie może przegrać. Fani podziwiali go za grę pełną artyzmu, gracji i siły, niesamowite umiejętności i niezłomną wolę. Był czarujący, biło od niego ciepło, które sprawiało, że ludzie dobrze się przy nim czuli. Mieszkańcy Chicago odnosili wrażenie, że go znają, że mógłby być ich przyjacielem. Bezustannie chwalono go za to, że przełamał bariery rasowe, tak jakby ten czarny koszykarz posiadał jakąś nadnaturalną moc likwidowania problemów rasowych w Chicago. Zwracano uwagę na to, że biali fani zaakceptowali go jako miejscowego bohatera, jako reprezentanta całego miasta. „Jordan sprawiał, że czuliśmy się lepiej sami ze sobą, z naszym miastem – pisał pochodzący z Chicago felietonista »Washington Post« Michael Wilbon. – To odważniejsze, bardziej tolerancyjne miejsce, bo Jordanowi udało się połączyć różnych ludzi i kultury – nawet jeśli każdorazowo tylko na dwie godziny – a przed tym podzielone rasowo Chicago zawsze się wzbraniało”.
Opinia ta odzwierciedla popularny pogląd, że wielkość Jordana objawiała się w jego umiejętności łączenia ludzi różnego pochodzenia rasowego i etnicznego. Jego fani widzieli w nim potężną postać, która zdołała przyćmić społeczne podziały panujące w Ameryce. Inni dostrzegali w nim kogoś znacznie mniej szlachetnego. Symbol kraju mającego obsesję na punkcie zwyciężania i gromadzenia bogactwa. Narodu, który zindywidualizował ideę sukcesu i celebrował ambicję dla samej ambicji.
Wraz ze wzrostem publicznego zapotrzebowania na to, by stał się kimś więcej niż tylko koszykarzem, Jordan musiał zacząć brać pod uwagę społeczne i polityczne implikacje swoich sukcesów. Choć wybitne, to wciąż nie należały wyłącznie do niego, nie był wolny od oczekiwań i ocen. Jego droga ku statusowi najbardziej rozpoznawalnego czarnego sportowca Ameryki pozostawała związana z bolesną historią walk i cierpienia ludzi, którym odmawiano władzy i dobrobytu, jakimi on mógł się cieszyć. Wywodzenie się ze społeczności, która desperacko potrzebowała mistrzów – nie tylko na boisku – oznaczało dźwiganie na swoich barkach aspiracji czarnej Ameryki, a to brzemię, które ciążyło Jordanowi niczym królewska korona.
Jordan niósł ten ciężar, goniąc za mistrzostwem pośród wewnętrznych tarć w obozie Bulls, w czasie gdy trener Phil Jackson oraz ligowi rywale wystawiali na próbę jego ambicję i determinację. Przed sezonem 1990/91 rzadko konfrontował się z konsekwencjami swoich aspiracji i osiągnięć, jednak w ciągu tych dwóch lat nici, które pomagały snuć wokół niego aurę tajemniczości, powoli znikały.
Jordan pragnął sam definiować siebie, niespętany niczym i przez nikogo. Musiał się uwolnić. Jumpman*** żył po to, by wzbić się do lotu.
------------------------------------------------------------------------
1.
* Wszystkie cytaty – chyba że zaznaczono inaczej – zostały po raz pierwszy bądź na nowo przetłumaczone podczas przygotowywania polskiego wydania: Grać i wygrać. Michael Jordan i świat NBA, tłum. M. Rutkowski, W. Ziemilski, Kraków 2016 (przyp. red.).
2.
** Regulacje wprowadzone głównie w południowych stanach USA po wojnie secesyjnej w celu ograniczenia praw czarnych oraz pogłębienia separacji między białą i czarną ludnością. Niektóre z tych praw pozostały w mocy aż do 1965 roku. Jim Crow to postać fikcyjna, stereotypowy przedstawiciel Afroamerykanów, często pojawiający się w pejoratywnym kontekście.
3.
*** „Jumpman” to słynne logo oparte na sylwetce Jordana zmierzającego w powietrzu w stronę kosza, z piłką trzymaną w wyciągniętej ręce. Zdobi ono produkty Nike sygnowane marką Air Jordan.