-
nowość
Kartki z wakacyjnego pamiętnika jeża Emeryka - ebook
Kartki z wakacyjnego pamiętnika jeża Emeryka - ebook
Pola i jej mama opiekują się afrykańskim jeżem pigmejskim i bardzo go kochają. Dużo czasu zajęło im oswojenie jeżyka, ale teraz dzień za dniem mija im w harmonii i wzajemnym zrozumieniu. Problem pojawia się jednak, kiedy chcą wyjechać na urlop, a znalezienie wakacyjnego opiekuna-ochotnika dla jeżyka jest trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. W dodatku kilka dni przed wyjazdem okazuje się, że Emeryk ma problem stomatologiczny. Czy znajdzie się właściwy opiekun i rodzina pojedzie na wakacje? Czy Emeryk zaakceptuje obecność innego kolczastego stworzenia? I wreszcie czy jeże chodzą do dentysty?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788368684506 |
| Rozmiar pliku: | 4,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
EMERYK
Puk, puk, a właściwie to... tup, tup. Mam nadzieję, że jeszcze nie śpicie, w końcu jest dopiero druga w nocy. A nie, zapomniałem, śpicie. Niedobrze, bo dla mnie to doskonała pora, żeby się przedstawić. Nie, zaraz, przecież ja się wcale nie muszę przedstawiać! Oj, chyba jestem trochę nieprzytomny, bo nie wyspałem się w dzień! No ale jak miałem się wyspać, skoro pół dnia moi domownicy stukali, pukali, odkurzali i przestawiali. Żadnego poszanowania ciszy nocnej! To znaczy dziennej. No naprawdę. Rozumiem, że czasami trzeba posprzątać dom, coś przestawić. Ja też od czasu do czasu przestawiam sobie domek w tuptarni, ale bez przesady...
Wróćmy jednak do przedstawiania. To jasne, że nie muszę się przedstawiać, bo doskonale znacie mnie z mojego pamiętnika. Co najwyżej muszę się przypomnieć, bo na pewno czytaliście go już jakiś czas temu. Zatem uprzejmie przypominam, że jestem Emeryk – afrykański jeż pigmejski.
Afrykański – bo moi prapraprajeżowi przodkowie tuptali po gorącej Afryce. Tylko proszę, nie pytajcie, gdzie jest ta cała Afryka, bo naprawdę nadal nie wiem, choć domyślam się, że trzeba tuptać naprawdę długo, żeby do niej dotuptać.
Pigmejski – bo jestem malutki, podobno znacznie mniejszy niż inne jeże, ale tak naprawdę to tego też nie wiem, bo – wstyd się przyznać – nigdy nie widziałem innego jeża! No, oprócz mamy i rodzeństwa, ale, jak wiecie, zupełnie ich już nie pamiętam.
Ale przede wszystkim jestem jeżem. To brzmi dumnie, bo oznacza, że mam kolce na grzbiecie! Tysiące małych, ostrych kolców. A jak zwinę się w kulkę, to czasami sam się nimi kłuję, ale dzisiaj nie o tym.
A co robię w ludzkim domu? Podobno jestem jedynym gatunkiem jeża, który ludzie mogą hodować. Podobno mam też dzikich kuzynów, którzy tuptają po parkach i lasach, i których zabierać do domu nie wolno. Czyli że jestem wyjątkiem. To naprawdę brzmi dumnie – być jeżem, w dodatku wyjątkowym.
Urodziłem się w terrarium, a nie w gorącej Afryce, a kiedy zacząłem sam jeść pyszne, tłuściutkie drewnojadki, oddzielili mnie od mamy i rodzeństwa, wsadzili w samochód i przywieźli do nowej rodzinki. Och, żebyście wiedzieli, co się wtedy działo! A nie, znowu zapomniałem, przecież czytaliście o tym w moim pamiętniku. Nie ma co tu ukrywać. Łatwo nie było. Wszystko nowe, mama jakaś inna, dwunożna. I jeszcze mała Pola, która koniecznie chciała zrobić sobie ze mnie przytulankę. No i tata... Z tatą to była trochę inna sprawa, bo poczułem do niego na początku nagłą sympatię i przywitałem się z nim dość czule. Może trochę za czule, bo na szyi został mu ślad po zębach, a w sercu zadra do jeży, która nie minęła do dzisiaj. A jestem u mojej dwunożnej rodzinki już prawie dwa lata! Po prostu omijamy się z tatą i nie wchodzimy sobie w drogę. To nie jest trudne, bo tata raczej nie tupta mi po tuptarni, co najwyżej rano, zanim zrobi się widno, popatrzy na mnie dziwnie, kiedy akurat robię ostatnie kółeczko przed spaniem. Ale nigdy nie dołączył się do biegania. Może to i dobrze, bo tuptarnia jest trochę za mała dla nas obu.
Kiedy przybyłem do ludzkiej rodzinki, na początku nasza znajomość nie była łatwa. Trudno było mi przystosować się do nowych warunków, dlatego trochę rozrabiałem. No i wiecie – wstyd powiedzieć, ale Pola była mną zawiedziona. Bo jeż jest jeżem, a nie przytulanką. Miękkie futerko na brzuszku nie załatwia sprawy. Ale wszystko jakoś się ułożyło. Pola zaakceptowała moją naturę, mama (ludzka, ludzka..., jeżowej – jak wspominałem, nie pamiętam) pokochała jak szalona, a tata... Z tatą już pisałem, jak jest.
No i żyjemy tak sobie spokojnie i radośnie. Oni wstają, ja idę spać, oni kładą się spać, ja rozciągam się i szykuję do tuptania. Czasami Poli zdarza się nie zamknąć tuptarni, tak jak wczoraj, i wtedy całe mieszkanie jest moje! Do momentu, gdy tata się obudzi – bo tata budzi się nawet przy najcichszych dźwiękach – i obwieści rodzinie, że oto właśnie Emeryk radośnie tupta po przedpokoju i że on bardzo prosi o odprowadzenie go do tuptarni, bo nie może spać. I że mówił, że tak będzie, ale nikt go nie słuchał. Myślałby kto, że to tuptanie jest takie głośne...
W każdym razie przyzwyczailiśmy się już wszyscy do siebie i jest nam razem dobrze i miło, chyba że ktoś nadepnie na zgubioną igłę albo kupkę. Wtedy mama przypomina wszystkim, że mamy w domu jeża, a razem z nim kilka tysięcy igieł. Tata mówi wtedy... zresztą wiecie, co mówi... Pola za to uśmiecha się i podnosi zgubioną igiełkę, żeby włożyć ją do małego szklanego pudełka w kształcie serduszka. Ma ich już całkiem sporo, nie wiem, nie wnikam, może po prostu kolekcjonuje igły. Widocznie ludzie tak mają.
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------