Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Kate Marshall. W głębinach Shadow Sands. Tom 2 - ebook

Wydawnictwo:
Seria:
Format:
EPUB
Data wydania:
15 maja 2026
3199 pkt
punktów Virtualo

Kate Marshall. W głębinach Shadow Sands. Tom 2 - ebook

Nurkując z synem w Shadow Sands, sztucznym zbiorniku wodnym, Kate Marshall znajduje poturbowane ciało młodego mężczyzny unoszące się pod wodą. Władze uznają to za tragiczny wypadek, jednak Kate nie jest przekonana do tej wersji wydarzeń.

Kobieta wraz ze swoim asystentem z uczelni, Tristanem Harperem, zagłębia się w śledztwo i wpada na trop seryjnego mordercy. Okazuje się, że właśnie została porwana kolejna osoba. Kate i Tristan mają tylko kilka dni, aby uchronić ją przed strasznym losem.

 

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8449-089-1
Rozmiar pliku: 3,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PROLOG

28 sierpnia 2012 roku

Simon płynął na oślep, walcząc o życie i krztusząc się słonawą, lodowatą wodą. Zbiornik był ogromny, a on miotał się gorączkowo w smolistoczarnej toni, płynąc kraulem coraz głębiej w mrok i coraz dalej od jednostajnego warkotu silnika motorówki. Zachmurzone niebo nie przepuszczało ani krzty księżycowej poświaty, a jedyne, co rozświetlało otoczenie, to pomarańczowa łuna z oddalonego o ponad trzy kilometry Ashdean, która ledwo docierała nad taflę wody i okoliczne wrzosowiska.

Buty Nike Air Jordan, które Simon starannie zasznurował przed wyjściem z kempingu, ciążyły mu teraz jak ołów. Mokre dżinsy też go spowalniały, ściągając w dół. Było późne lato i tam, gdzie lodowata woda stykała się z ciepłym nocnym powietrzem, nad powierzchnią unosiły się smugi rzadkiej mgły.

Łódka była mała i solidna, a przy niej, na brzegu zbiornika, majaczyła w ciemności sylwetka mężczyzny. Latarka Simona na chwilę oświetliła ciało, które nieznajomy wkładał do łodzi: bezwładną sylwetkę ciasno owiniętą białym prześcieradłem, upstrzonym plamami krwi i błota.

Wszystko wydarzyło się błyskawicznie. Mężczyzna wepchnął ciało do łodzi i rzucił się w kierunku Simona. Simon wiedział, że to facet, choć widział tylko zarys postaci. Kiedy tamten wytrącił mu latarkę z ręki i uderzył go, Simon poczuł ostry, gryzący zapach potu. Próbował się bronić, ale cóż, strach wziął w nim górę i w panice uciekł do wody. Powinien był pobiec w drugą stronę, w gęsty las otaczający zbiornik.

Dyszał ciężko, ale zmuszał się, by płynąć szybciej. Mięśnie piekły go od wysiłku. Automatycznie liczył w myślach: raz, dwa, trzy, a przy czwartym ruchu nabierał powietrza. Zawsze, gdy dochodził do czterech, warkot silnika był bliżej.

Był dobrym pływakiem, lecz obrażenia go spowalniały. Z każdym wdechem czuł rzężenie w klatce piersiowej, a w żebrach pulsujący ból, tam gdzie raził go napastnik. Nabierał dużo powietrza, ale połykał wodę i tlen nie docierał do płuc.

Nagle wpłynął w nisko zawieszoną mgłę, która spowiła go niczym zimny koc. Pomyślał, że może to go uratuje, lecz właśnie wtedy tuż za nim warknęła łódź i uderzyła go w tył głowy. Szarpnęło nim do przodu i zanurzył się pod wodę. Gdy śruba silnika rozcięła mu ciało, przeszył go palący ból.

Czuł, że zaraz straci przytomność. Przed oczami zamajaczyły mu gwiazdy, cały zdrętwiał od uderzenia. Nie mógł poruszyć rękami. Kopał nogami, ale nasiąknięte wodą buty i ubrania były jak kotwice. Wynurzył się na powierzchnię, otulony mgłą, i wtedy w głowie odezwał się spokojny głos.

_Po co walczysz? Opuść się na dno, tam będzie bezpiecznie_.

Zakaszlał i wypluł wodę. Dzwonienie w uszach zagłuszało inne dźwięki. Woda zafalowała, a dziób łodzi wyłonił się z mgły raz jeszcze. Uderzył go pod brodę, podrzucił i Simon wylądował na plecach. Usłyszał trzask łamanej szczęki. Potem, gdy leżał na powierzchni, łódź przepłynęła po nim. Poczuł jej ciężar na klatce piersiowej, a zaraz po tym ostrza śruby rozerwały mu skórę przy żebrach.

Nie mógł ruszać ani rękami, ani nogami. Głowę i twarz miał otępiałe, a reszta ciała paliła żywym ogniem. Nigdy w życiu nie doznawał podobnych katuszy. Poczuł ciepło wokół dłoni. Nie pochodziło od wody, ale z krwi, która lała się z niego potokiem.

Simon poczuł zapach benzyny z silnika, woda ponownie zafalowała i wiedział, że łódź wraca po niego.

Zamknął oczy i wypuścił powietrze z płuc. Poczuł, jak pochłania go zimna czarna toń.1

Dwa dni później

Kate Marshall wzięła oddech i zanurzyła się w lodowatej wodzie. Wypłynęła na powierzchnię i przez chwilę unosiła się, patrząc przez maskę na skalisty krajobraz Dartmoor i szare niebo. Potem znowu opadła w głębinę. Widoczność była całkiem dobra. Jej nastoletni syn, Jake, zanurzył się pierwszy i czekał na nią. Z jego automatu oddechowego wylatywały pęcherzyki powietrza. Pomachał jej i pokazał kciuk w górę. Kate odwzajemniła gest, po czym przeszedł ją dreszcz od chłodu, który wdarł się wraz z wodą pod piankę. Wyregulowała automat i nabrała pierwsze parę wdechów z butli. Na języku wyczuła metaliczny posmak powietrza.

Nurkowali w Shadow Sands, głębokim sztucznym zbiorniku wodnym kilka kilometrów od domu Kate, niedaleko Ashdean w hrabstwie Devon. Porośnięte glonami skały, z których skoczyli, opadały stromo w dół. Chłód i mrok wzmagały się, gdy podążała za Jakiem coraz głębiej. Jake miał już szesnaście lat, a w ostatnich miesiącach urósł tak, że prawie dorównywał jej wzrostem. Mocno machała nogami, żeby go dogonić.

Na głębokości trzynastu metrów woda przybrała złowieszczy, zielonkawy odcień. Włączyli czołówki. Smugi światła przecięły ciemność, ale nie docierały daleko. Spomiędzy mroku wyłonił się ogromny węgorz słodkowodny, jego obojętne spojrzenie odbiło snop światła. Kate odruchowo się odsunęła, ale Jake patrzył zafascynowany, gdy ryba śmignęła tuż przy jego głowie i zniknęła w ciemności. Odwrócił się do mamy i uniósł brwi pod maską. Kate skrzywiła się i skierowała kciuk w dół.

Jake spędzał z nią całe lato, przyjechał zaraz po egzaminach na zakończenie szkoły średniej. W czerwcu i lipcu razem chodzili na kurs nurkowania w lokalnej szkółce i wybrali się na kilka wycieczek: nurkowali w otwartym morzu i podwodnej jaskini na skraju Dartmoor z luminescencyjną ścianą. Shadow Sands powstało w 1953 roku przez zalanie doliny i wioski o tej samej nazwie. Jake wyczytał w internecie, że da się tu zejść pod wodę i zobaczyć zatopione ruiny starego kościoła.

Nurkowali w górnej części zbiornika, ponad kilometr od śluz zasilających potężne turbiny hydroelektrowni. Znajdował się tam niewielki wydzielony obszar dla nurków. Reszta była niedostępna dla odwiedzających. Po zanurzeniu w wodzie Kate słyszała ciche, niskie buczenie elektrowni, co w tym mroku i chłodzie brzmiało złowieszczo.

Było coś niepokojącego w dryfowaniu ponad miejscem, które kiedyś było zwyczajną wioską. Zastanawiała się, jak teraz wygląda. Czołówki podświetlały jedynie muł i mętną, zielonkawą wodę. Wyobrażała sobie niegdysiejsze suche drogi i domy, w których mieszkali ludzie, oraz szkołę, w której bawiły się dzieci.

Kate usłyszała cichy sygnał i sprawdziła komputer nurkowy. Znajdowali się teraz na głębokości siedemnastu metrów, a przyrząd ponownie zaalarmował o konieczności wolniejszego opadania. Jake wyciągnął rękę i chwycił matkę za ramię, przez co się wzdrygnęła. Wskazał na lewo, w dół. Z mroku wyłaniał się masywny, wyraźny kontur. Popłynęli w jego kierunku, a gdy się zbliżyli, Kate dostrzegła ogromną kopułę kościelnej wieży. Zatrzymali się kilka metrów od niej, a światło czołówek padło na masę słodkowodnych skorupiaków pokrywających wierzch czaszy. Poniżej widać było cegły wieży pokryte zielonymi glonami oraz łukowate kamienne okna. Widok budowli niegdyś górującej nad ludźmi, a teraz ukrytej tak głęboko pod wodą, był zniewalający.

Jake odpiął z paska aparat cyfrowy w wodoszczelnym pokrowcu i zrobił kilka zdjęć. Spojrzał na Kate, która sprawdzała komputer. Zeszli na głębokość dwudziestu metrów. Skinęła głową i podążyła za nim w kierunku okna. Przez chwilę pozostawali w bezruchu, po czym zajrzeli do wnętrza ogromnej starej dzwonnicy. Była pusta, lecz woda w niej wydawała się jeszcze bardziej mętna. Skorupiaki pokrywały każdy centymetr wewnętrznych ścian, tworząc w niektórych miejscach kopczyki. Pomimo grubej narośli Kate dostrzegała kontury łukowego stropu. Wieża miała cztery okna, po jednym na każdej ścianie. Okno po lewej stronie było wypełnione skorupiakami, a w tym po prawej pozostała niewielka szczelina, przez co przypominało ono strzelnicę w średniowiecznym zamku. Okno naprzeciwko było puste i widać było przez nie ciemną zieleń wody.

Kate wpłynęła przez otwór do wieży. Zatrzymali się na środku, a ona podpłynęła, aby przyjrzeć się wnętrzu kopuły. Po jednej stronie przebiegała belka, która kiedyś podtrzymywała dzwon kościelny. Skorupiaki pokryły ją szczelnie, dopasowując się do półkolistego kształtu sklepienia. Spod belki wyłonił się ogromny, ponadtrzydziestocentymetrowy, słodkowodny rak i przemknął po suficie w stronę Kate. Ta niemal krzyknęła z przerażenia, odpłynęła do tyłu i chwyciła Jake’a, machając przy tym rękami w zwolnionym tempie. Rak przepłynął górą, odpychając się odnóżami od pancerzy ciasno stłoczonych skorupiaków. Zatrzymał się ponad nimi. Serce Kate biło teraz jak młot. Oddychała coraz szybciej i zaczerpnęła głęboko powietrza z butli.

Czułki raka drgnęły i zwierzę przemknęło po suficie dalej, po czym zniknęło w oknie po przeciwnej stronie. Kate zauważyła coś unoszącego się w tamtym miejscu. Podpłynęła bliżej, a światło latarki padło na podeszwy jasnoczerwonych butów dryfujących u góry okiennicy.

Kate poczuła przypływ strachu i emocji. Złapała się łuku na górze okna i powoli przez nie przepłynęła. Buty znajdowały się bezpośrednio nad otworem i należały do martwego ciała zawieszonego w wodzie, jakby ustawionego pionowo przy kopule kościoła.

Jake podążył za nią przez wylot i odskoczył, uderzając głową o ścianę wieży. Kate usłyszała stłumiony krzyk syna, a widok przesłoniła jej chmura bąbelków z jego automatu oddechowego. Wyciągnęła rękę i złapała go niezdarnie, nie mogąc porządnie go chwycić z powodu butli. Odciągnęła go od wieży. Następnie spojrzała na zwłoki.

Był to młody mężczyzna o krótkich ciemnych włosach, ubrany w niebieskie dżinsy z paskiem ze srebrną klamrą. Na nadgarstku miał elegancki zegarek. Wokół szyi falowały strzępy podartej białej koszulki. Był dobrze zbudowany, o atletycznej sylwetce. Głowa pochylała się w przód, a twarz, klatka piersiowa i rozdęty brzuch pokryte były szramami i cięciami. Najbardziej zdumiał Kate wyraz jego twarzy. Miał szeroko otwarte oczy, w których malował się strach. Tkwił nieruchomo, ale nagle jego szyja poruszyła się i zaczęła pulsować. Kate poczuła, jak Jake ponownie ją ściska, i przez straszny moment pomyślała, że topielec nadal żyje. Jego głowa drgnęła, szczęka otworzyła się szeroko, a spomiędzy połamanych zębów wyłonił się czarny, błyszczący węgorz, który zdawał się wylewać z jego rozwartych ust.2

– Dlaczego tu dzisiaj nurkowaliście? – zapytał główny inspektor Henry Ko.

– To był pomysł mojego syna Jake’a. Poziom wody spadł przez upały… Chcieliśmy zobaczyć zatopioną wioskę – odpowiedziała Kate.

Pociła się w piance, włosy miała lepkie i głowa swędziała ją od wody. Jake siedział oparty o przednie koło jej niebieskiego forda, wpatrując się w dal, z pianką zsuniętą do pasa. Był bardzo blady. Samochód Kate stał na trawiastej skarpie przy zbiorniku, kila metrów od radiowozu Henry’ego. Skarpa urywała się piętnaście metrów przed autami. Kiedyś woda sięgała poziomu trawy, ale posucha odsłoniła dwudziestometrowy uskok skalny zbudowany z głazów pokrytych glonami wysuszonymi na wiór przez słońce.

– Możesz wskazać, gdzie dokładnie jest ciało? – rzucił Henry, notując coś ołówkiem w kajecie.

Był po trzydziestce, wysportowany i bardzo elokwentny. Wyglądał bardziej na modela z mediolańskiego wybiegu niż na policjanta na miejscu zbrodni. Dżinsy opinały jego umięśnione nogi, a trzy górne guziki koszuli były odpięte. Na opalonych mięśniach klatki piersiowej błyszczał srebrny łańcuszek.

Obok stała młoda policjantka w mundurze, z czapką pod pachą. Miała długie kruczoczarne włosy założone za uszy, a jej gładka, jasna skóra była zaróżowiona od upału.

– Ciało jest pod wodą. Zeszliśmy dwadzieścia metrów pod jej powierzchnię – odparła Kate.

– Znasz dokładną głębokość? – zapytał, przerywając notowanie, by na nią spojrzeć.

– Tak – odpowiedziała, pokazując nadgarstek z komputerem nurkowym. – Ciało młodego chłopaka. Buty Nike Air Jordan, dżinsy z paskiem. Koszulka była podarta na strzępy. Wyglądał na wiek Jake’a, osiemnaście, może dziewiętnaście lat… Twarz i tułów miał pocięte, rozszarpane.

Głos jej się załamał, zamknęła oczy. „Czy matka tego chłopca gdzieś tam na niego czeka? – pomyślała Kate. – Czy się martwi, zastanawia, gdzie jest jej syn?”

Była kiedyś policjantką. Przypomniała sobie wszystkie te chwile, gdy musiała powiadamiać bliskich, że ktoś z ich rodziny nie żyje. Najgorzej było, gdy chodziło o dzieci i młodzież: pukanie do drzwi, czekanie, aż ktoś otworzy, i ten wyraz twarzy rodziców, gdy docierało do nich, że syn czy córka już nie wrócą.

– Czy chłopak miał obrażenia z przodu, z tyłu czy z obu stron? – spytał Henry.

Kate otworzyła oczy.

– Nie widziałam jego pleców. Był zwrócony do nas przodem, unosił się przy wieży kościoła.

– Widzieliście kogoś jeszcze? Innych nurków? Łodzie?

– Nie.

Henry przykucnął obok Jake’a.

– Hej, młody. Jak się trzymasz? – spytał z troską w głosie.

Jake patrzył w dal.

– Chcesz colę? Pomoże na szok.

– Tak, chce. Dziękujemy – powiedziała Kate.

Henry skinął na policjantkę, a ta ruszyła w stronę radiowozu. Kate przykucnęła obok Henry’ego.

– Ten chłopak… Nie miał sprzętu do nurkowania – zauważył Jake, głos mu drżał. – Co on tam robił tak głęboko bez sprzętu? Był tak poturbowany. Cały w siniakach.

Otarł łzę z policzka, ręce mu się trzęsły.

Policjantka wróciła z colą i tartanowym kocem. Choć puszka była ciepła, Kate ją otworzyła i podała Jake’owi. Pokręcił głową.

– Wypij choć łyk. Cukier ci pomoże… – zachęciła.

Jake upił trochę, a policjantka zarzuciła mu koc na ramiona.

– Dziękuję. Jak się nazywasz? – spytała Kate.

– Donna Harris. Proszę pomasować mu dłonie, żeby pobudzić krążenie.

– Donna, wezwij ekipę nurków. I uprzedź, że może trzeba będzie zejść na dużą głębokość – dodał Henry.

Donna skinęła głową i przekazała wiadomość przez radio.

Powietrze było ciężkie i duszne, a nad horyzontem kłębiły się ciemnoszare chmury. Na drugim końcu zbiornika widać było elektrownię wodną – długi, niski, betonowy budynek. Za nim zagrzmiało. Henry postukał ołówkiem w notatnik.

– Oboje macie uprawnienia do nurkowania? Wiem, że tu obwiązują rygorystyczne przepisy, zwłaszcza względem głębokości i z powodu faktu, że woda zasila elektrownię.

– Tak. Zrobiliśmy papiery na początku sierpnia – odparła Kate. – Do dwudziestu metrów. Wyrobiliśmy już trzydzieści godzin w wodzie tego lata, odkąd Jake u mnie mieszka…

Henry przerzucił kartki w notatniku, na jego gładkim czole pojawiła się zmarszczka.

– Zaraz. Odkąd Jake u ciebie mieszka? – spytał.

Kate poczuła ucisk w piersi. Będzie musiała wyjaśnić, jak to wygląda.

– Tak – odparła.

– A kto mieszka pod adresem, który podałaś w zgłoszeniu… Armitage Road dwanaście, Thurlow Bay?

– Ja – odpowiedziała Kate. – Jake mieszka z moimi rodzicami, w Whitstable.

– Ale jesteś jego biologiczną matką?

– Tak.

– I prawną opiekunką?

– On ma szesnaście lat. Mieszka z moimi rodzicami. Byli jego opiekunami do szesnastych urodzin. Teraz idzie do liceum w Whitstable, więc nadal z nimi mieszka.

Henry przyjrzał się Kate i Jake’owi.

– Macie takie same oczy – powiedział.

Jakby to było potwierdzenie, którego potrzebował. Kate i Jake mieli rzadki kolor oczu: niebieskie z pomarańczową smugą przy źrenicy.

– To się nazywa heterochromia sektorowa. Oko ma wtedy więcej niż jeden kolor – wyjaśniła Kate.

Donna wróciła do nich po zakończonej rozmowie przez radio.

– Jak się pisze heterochromia? – zapytał Henry, zerkając znad kajetu.

– Czy to ważne? Pod wodą znajduje się ciało młodego chłopaka i wygląda na to, że nie zginął przypadkiem – warknęła Kate, tracąc cierpliwość. – Jest cały w ranach i siniakach, musiał umrzeć niedawno, bo ciało wypływa po kilku dniach. Głębokość i zimna woda spowalniają rozkład, ale jak wiesz, w końcu każde ciało wypłynie.

Masowała dłonie Jake’a, sprawdzając paznokcie, i ucieszyła się, że wraca im kolor. Podała mu ponownie colę i tym razem wypił spory łyk.

– Dużo wiesz – mruknął Henry, mrużąc oczy.

Miał piękne, karmelowe spojrzenie. „Młody jak na głównego inspektora” – pomyślała Kate.

– Byłam śledczą w policji metropolitalnej – powiedziała.

Coś sobie przypomniał.

– Kate Marshall… Tak. Brałaś udział w tej sprawie parę lat temu. Złapałaś faceta, który naśladował Kanibala z Nine Elms… Czytałem o tym… Ale czekaj. Wtedy pracowałaś jako prywatna detektyw?

– Tak. Złapałam pierwszego Kanibala z Nine Elms jeszcze jako policjantka w dziewięćdziesiątym piątym roku. Dwa lata temu dorwałam naśladowcę jako prywatna detektyw.

Henry kartkował notatnik, zdezorientowany.

– Powiedziałaś wcześniej, że wykładasz kryminologię na Uniwersytecie Ashdean, a teraz mówisz, że byłaś policjantką i jeszcze dorabiałaś jako prywatny detektyw? Co mam wpisać w raporcie?

– Tamta sprawa była jednorazowa. Jestem wykładowczynią na pełen etat – odparła Kate.

– Mieszkasz sama, a Jake z twoimi rodzicami w Whitstable… – Urwał w pół zdania i znów podniósł wzrok. Brwi uniosły mu się wysoko. – O rany. Ojcem Jake’a jest seryjny morderca Peter Conway…

– Tak – rzuciła Kate. Miała dość takich sytuacji. Zdarzały się zbyt często.

Henry wypuścił ciężko powietrze i pochylił się nad Jakiem z nową dozą zainteresowania.

– Kurczę. To musi być ciężkie.

– Tak, trudno nam się organizuje spotkania rodzinne – rzuciła Kate.

– Miałem na myśli Jake’a.

– Wiem. To był żart.

Popatrzył na nią chwilę zdezorientowany. „Miły dla oka, ale niezbyt bystry” – pomyślała. Henry wstał, postukał ołówkiem w kajet.

– Czytałem kiedyś ciekawy artykuł o dzieciach seryjnych morderców. Większość prowadzi potem całkiem normalne życie. W Ameryce była jedna taka, jej ojciec zgwałcił i zamordował sześćdziesiąt prostytutek. Sześćdziesiąt! A teraz pracuje w Targecie… Target to sklep w Ameryce.

– Wiem, co to Target – warknęła Kate.

Był zupełnie nieświadomy, jak bardzo jest nietaktowny. Donna miała przynajmniej na tyle przyzwoitości, by odwrócić wzrok.

– Ciężko mu, co? – powiedział, znów skrobiąc w notesie.

Kate miała ochotę złamać mu ten ołówek wpół.

– Jake to zupełnie normalny, szczęśliwy i dobrze przystosowany nastolatek – odparła.

W tym momencie Jake jęknął, pochylił się i zwymiotował na trawę. Henry odskoczył, ale jeden z jego eleganckich butów z jasnobrązowej skóry oberwał.

– Niech to szlag! Są nowe! – zawołał i pomaszerował do radiowozu. – Donna, gdzie są mokre chusteczki?

– Nie przejmuj się – powiedziała Kate, kucając przy synu.

Jake wytarł usta.

Kate spojrzała w stronę zbiornika. Nad wrzosowisko nadciągał nisko zawieszony wał czarnych chmur, zagrzmiało i błysnęło.

_Jak zginął ten chłopak?_3

Po tym, jak Kate podpisała zeznanie, mogli odjechać. Wyjeżdżając z parkingu nad zbiornikiem, minęli dwie duże policyjne furgonetki i samochód koronera.

Kate obserwowała w lusterku wstecznym, jak zatrzymują się przy brzegu. Obraz młodego topielca znów stanął jej przed oczami. Otarła łzę. Część niej chciała zostać i patrzeć, jak jego ciało wreszcie bezpiecznie wydobędą na powierzchnię. Wyciągnęła rękę i ujęła dłoń Jake’a. Ścisnął ją lekko w odpowiedzi.

– Musimy zatankować – powiedziała, widząc, że bak jest niemal pusty.

Podjechała na stację niedaleko domu, minęła dystrybutory i zaparkowała z tyłu.

– Przebierz się, kochanie. Tu toalety są zawsze czyste i zadbane.

Jake skinął głową, nadal był blady. Marzyła, żeby coś powiedział. Nie mogła znieść tej ciszy. Odgarnął mokre włosy, sięgające już do ramion, i związał je gumką, którą nosił na nadgarstku. Kate już otwierała usta, żeby powiedzieć, jak fatalnie gumki działają na włosy, ale ugryzła się w język. Jeśli zacznie mu teraz marudzić, jeszcze bardziej się zamknie w sobie. Jake wysiadł, zabrał suche ubrania z tylnego siedzenia i powlókł się w stronę toalet ze spuszczoną głową. Przeszedł znacznie więcej niż typowy szesnastolatek.

Kate opuściła lusterko i spojrzała na swoje odbicie. W jej długich włosach było już sporo siwizny. Ona też wyglądała blado i widać było po niej skończone czterdzieści dwa lata. Złożyła lusterko. To był ostatni dzień Jake’a u niej przed powrotem do dziadków. Planowali po nurkowaniu zamówić pizzę, a potem zejść na plażę poniżej jej domu, rozpalić ognisko i opiekać pianki.

Teraz będzie musiała zadzwonić do matki i powiedzieć jej, co się stało. To lato było niemal idealne. Znów byli prawie normalną rodziną. Ale teraz pojawiło się to martwe ciało w wodzie.

Kate odchyliła głowę i zamknęła oczy. Przeciętny człowiek w życiu nie natyka się na trupy, a ona przeżywa to nie pierwszy raz. Czy wszechświat próbował jej coś powiedzieć? Otworzyła oczy.

– Tak, próbuje ci powiedzieć, żebyś wybierała lepsze miejsca na wycieczki z synem – mruknęła na głos.

Sięgnęła do schowka po telefon i włączyła go. Wyszukała numer matki i już miała nacisnąć „zadzwoń”, ale otworzyła przeglądarkę i wpisała: „zaginiony nastolatek, Devon, UK”. Zasięg w tym miejscu, na stacji benzynowej pośród wzgórz Dartmoor, był kiepski, musiała więc poczekać minutę, aż wyniki się załadują. Nie znalazła żadnych aktualności o zaginionym nastolatku. Była tylko wzmianka o siedmioletnim chłopcu na stronie Devon Live – zaginął na parę godzin w centrum Exeter, a potem szczęśliwie wrócił do rodziny.

Wpisała więc „główny inspektor Henry Ko, Devon, Wielka Brytania”. Pierwszy wynik pochodził z lokalnej gazety.

WYBITNY GŁÓWNY NADINSPEKTOR POLICJI DEVON I KORNWALII PRZEKAZUJE PAŁECZKĘ

Artykuł był sprzed tygodnia i opowiadał o odejściu na emeryturę naczelnika policji Arrona Ko. Pisano, że gdy wstępował do policji w 1978 roku, był pierwszym azjatyckim funkcjonariuszem w hrabstwach Devon i Kornwalii. Na dole widniało zdjęcie z podpisem: „Naczelnik policji Arron Ko odbiera od syna, głównego inspektora i detektywa Henry’ego Ko, pamiątkowe srebrne kajdanki i medal za długoletnią i wzorową służbę”.

Henry stał przy ojcu przed komisariatem w Exeter, z oprawionym medalem w rękach. Arron Ko był tęgi i ociężały w porównaniu z przystojnym synem, ale widać było między nimi podobieństwo.

– Aha. Dlatego jesteś taki młody jak na głównego inspektora. Nepotyzm – mruknęła Kate.

Nie podobał jej się ten zazdrosny głos w głowie, ale nie umiała się powstrzymać. Sama przez cztery lata pracowała w pocie czoła, poświęcając wszystko, żeby awansować na detektywa w cywilu w wieku dwudziestu pięciu lat. Henry Ko miał ledwie trzydzieści kilka i już był dwa szczeble wyżej. Pomyślała o swoich londyńskich latach w policji.

Główny inspektor Peter Conway był jej przełożonym, kiedy pracowali nad sprawą seryjnego mordercy znanego jako Kanibal z Nine Elms. Pewnej nocy, po wizycie na miejscu czwartej zbrodni, Kate rozwikłała zagadkę i odkryła, że to właśnie Peter był Kanibalem. Gdy się z nim skonfrontowała, niemal ją zabił.

W tym czasie Kate była już w piątym miesiącu ciąży, nosząc w brzuchu Jake’a, choć jeszcze o tym nie wiedziała. Ojcem dziecka był Peter Conway – był to owoc przelotnego romansu. Kiedy doszła do siebie w szpitalu, okazało się już za późno na aborcję.

Gazety miały z tej historii wyborną pożywkę. Zrujnowała jej reputację i karierę w policji, która skończyła się z dnia na dzień. Po narodzinach Jake’a próbowała jakoś sobie radzić, ale trauma po sprawie, nagłe macierzyństwo i depresja poporodowa zwaliły się na nią naraz. Zaczęła pić.

Rodzice kilka razy przejmowali opiekę nad Jakiem, ale jej nałóg się pogłębiał, aż w końcu trafiła na odwyk. Wyszła z niego czysta, lecz za późno. Gdy Jake miał sześć lat, sąd przyznał prawo do opieki dziadkom. Od dziesięciu lat to oni byli jego prawnymi opiekunami.

Trzeźwość była trudna. Kate odbudowała swoje życie, mogła widywać Jake’a w weekendy i wakacje, ale jego dzieciństwo właśnie dobiegało końca. Wciąż boleśnie odczuwała tę stratę, jak odłamki szkła pod skórą. Stratę syna i kariery, którą kochała.

W szybę zapukał Jake i Kate podskoczyła. Był już przebrany w obcisłe czarne dżinsy i niebieską bluzę z kapturem. Na policzkach znów miał trochę koloru. Kate opuściła szybę.

– Mamo, masz parę funtów na drożdżówkę i batona? Umieram z głodu.

– Oczywiście – odpowiedziała. – Lepiej się czujesz?

Kiwnął głową i uśmiechnął się do niej. Kate odwzajemniła uśmiech. Wyjęła portfel i poszli razem do sklepu.

Jakkolwiek by próbowała, nie mogła wymazać z głowy obrazu młodego chłopaka unoszącego się pod wodą. Frustrowało ją, że teraz może tylko czekać, aż pojawi się o nim coś w wiadomościach.4

Sześć tygodni później

Kate wyszła przez skrzypiące drewniane drzwi ośrodka pomocy społecznej w Ashdean i zatrzymała się, żeby popatrzeć ponad dachami na fale, które kotłowały się i rozbijały o falochron. Wiał przenikliwy wiatr, który targał jej włosy. Wyjęła z torebki paczkę papierosów, wysunęła jednego i cofnęła się pod daszek, żeby go zapalić.

Tego zimnego październikowego wieczoru w spotkaniu Anonimowych Alkoholików uczestniczyło jakieś dwadzieścia, może trzydzieści osób. Wszyscy kiwali jej głową na pożegnanie, przechodząc obok, a ona patrzyła, jak spieszą do samochodów skuleni, by osłonić się przed lodowatym wiatrem.

Chłód szybko dał jej się we znaki. Kate zaciągnęła się jeszcze raz pospiesznie, po czym rzuciła niedopałek na ziemię i przygniotła go obcasem. Ruszyła w stronę swojego samochodu, choć nie miała ochoty wracać do pustego domu. Droga była już ciemna i wyludniona. Jej auto stało na końcu ulicy, między szeregowcami. Kiedy dotarła na miejsce, obok jej starego niebieskiego forda stało białe BMW. Drzwi pojazdu otworzyły się i wysiadła z niego szczupła, blada kobieta.

– Kate? – zapytała z londyńskim akcentem.

Miała brązowe włosy ciasno zaczesane do tyłu nad wysokim czołem. Przez głęboko osadzone oczy z ciemnymi podkówkami przypominała Kate szopa. Rozpoznała ją – była nowa na spotkaniach AA.

– Tak. Wszystko w porządku? – odpowiedziała, podnosząc głos, żeby przekrzyczeć huk wiatru.

– Kate Marshall? – Oczy kobiety łzawiły od zimnego powietrza. Miała na sobie długą śliwkową kurtkę puchową, wyglądającą niemal jak śpiwór, oraz śnieżnobiałe trampki.

Kate zdziwiła się, że kobieta użyła jej nazwiska. Na spotkaniu przedstawiała się tylko imieniem, jak wszyscy w AA. „To pewnie jakaś pieprzona dziennikarka” – pomyślała.

– Bez komentarza – rzuciła, otwierając drzwi samochodu, by jak najszybciej odjechać.

– Nie jestem dziennikarką. To pani znalazła ciało mojego syna… – powiedziała kobieta.

Kate zastygła z ręką na klamce.

– Nazywał się Simon Kendal – dodała, patrząc jej prosto w oczy.

Miała przenikliwe, zielone spojrzenie, pełne smutku.

– Och. Przykro mi – odpowiedziała Kate.

– Powiedziano mi, że się utopił.

– Tak. Widziałam o tym wzmiankę w lokalnych wiadomościach.

– To bzdura – wykrzyknęła kobieta.

Kate śledziła tę sprawę, choć media nie poświęciły jej zbyt wiele uwagi. Podano, że Simon Kendal biwakował z kolegą, wszedł do wody i utonął. Jego ciało zmasakrowała jedna z łodzi patrolujących zbiornik. Lokalne wiadomości wspominały też, że to Kate znalazła zwłoki. Dlatego jej pierwszą myślą było, że ta kobieta to dziennikarka.

– Jego ciało było całe poranione. Nie chcieli, żebym go zobaczyła w kostnicy… Proszę spojrzeć – próbowała przekrzyczeć szum wiatru.

Wyjęła z kieszeni mały plastikowy album, otworzyła go i pokazała zdjęcie przystojnego młodego mężczyzny przy basenie, całego mokrego, w slipach, z dwoma medalami na szyi.

– To mój Simon. Był regionalnym mistrzem Wielkiej Brytanii. W pływaniu. Miał startować zawodowo. Do kadry olimpijskiej w Londynie w 2012 roku nie zakwalifikował się tylko przez głupią kontuzję… – Przewracała zdjęcia i mówiła szybko, jakby się bała, że Kate straci zainteresowanie. – Simon nie wskoczyłby do wody w ubraniu, w nocy!

– Jak ma pani na imię? – zapytała Kate.

– Lyn. Lyn Kendal… – Kobieta podeszła i spojrzała na nią błagalnie. – Co pani myśli? Wiem, że była pani policjantką. Czytałam, że pracowała pani jako prywatna detektyw.

– Nie wiem, co się stało Simonowi – odparła Kate.

Prawda była taka, że w ostatnich tygodniach odsunęła tę sprawę na dalszy plan. Miała głowę zajętą pracą i Jakiem, który po powrocie do Whitstable dziwnie się oddalił.

– Nie jest pani ciekawa? – Lyn trzęsła się i wściekle ocierała łzy. – Uczy pani o zbrodniach. Była pani śledczą. Śmierć mojego syna nie zasługuje na pytania?

– Oczywiście, że zasługuje.

– Możemy gdzieś porozmawiać? Proszę – powiedziała Lyn, odgarniając włosy z twarzy smaganej wiatrem.

Kate zastanawiała się, czy Lyn jest trzeźwa. Kobieta wyglądała na wrak, co zresztą było zrozumiałe.

– Dobrze. Jest taka mała kawiarnia Crawford’s na Roma Terrace, na końcu promenady. Spotkamy się tam.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij