-
nowość
-
promocja
Kate Marshall. Zapada mrok. Tom 3 - ebook
Kate Marshall. Zapada mrok. Tom 3 - ebook
Agencja detektywistyczna Kate Marshall oficjalnie rozpoczyna działalność, gdy ona i jej partner, Tristan Harper, otrzymują zlecenie na swoją pierwszą dużą sprawę. Chodzi o wyjaśnienie zagadki zniknięcia młodej dziennikarki sprzed prawie trzynastu lat.
Joanna Duncan rozpłynęła się bez śladu po ujawnieniu skandalu politycznego, a jej matka wciąż nie może się z tym pogodzić. Dlatego prosi Kate i Tristana o rozwiązanie tej sprawy. Kiedy detektywi docierają do akt i zaczynają podążać śladami poprzedniego śledztwa, odkrywają, że dziennikarka prawdopodobnie wpadła na trop seryjnego mordercy.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Kryminał |
| Zabezpieczenie: | brak |
| ISBN: | 978-83-8449-311-3 |
| Rozmiar pliku: | 2,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_Sobota, 7 września 2002 roku_
Joanna Duncan wyszła z biurowca i przecięła ulicę, chowając głowę przed deszczem. „Dobrze, że pada”, pomyślał mężczyzna obserwujący ją z wnętrza samochodu. Człowiek mniej widzi, gdy ma opuszczoną głowę czy parasol nad sobą.
Kobieta szybkim krokiem zmierzała w stronę starego wielopoziomowego parkingu przy Deansgate. Była drobna, miała falowane blond włosy do ramion, a z twarzy przypominała krasnoluda, ale zdecydowanie nie wydawała się brzydka. Jej uroda przywodziła raczej na myśl wojowniczą boginię. Miała na sobie długi czarny płaszcz oraz brązowe skórzane kowbojki. Mężczyzna poczekał, aż przejedzie autobus, i ruszył z miejsca parkingowego, ale na chwilę stracił Joannę z oczu, gdy pojazd przed nim rozprysnął wokół siebie brudną wodę. Włączył wycieraczki. Kobieta znajdowała się tuż przy przystanku, na którym stało kilka osób.
O siedemnastej czterdzieści robiło się już spokojniej, szykowano się do zamknięcia sklepów, ludzie kończyli pracę i wracali do domów. Autobus dojechał do przystanku i się zatrzymał. Gdy tylko Joanna przeszła za nim, mężczyzna przyspieszył, wykorzystując pojazd jako zasłonę.
Szary parking z pustaków czekała rozbiórka za kilka miesięcy, a Joanna była jedną z ostatnich osób, które z niego korzystały. Miała stąd blisko do biura, a poza tym była uparta. Ta jej zawziętość pomogła mu wcielić w życie jego plan.
Gdy skręcił w prawo w kierunku wjazdu na parking, zobaczył, że kobieta właśnie mija autobus. Rampa samochodowa wiła się w górę, więc kiedy dotarł na trzeci poziom, lekko kręciło mu się w głowie od jeżdżenia w kółko. Niebieski Ford Sierra Joanny stał na środku pustego sektora, jedyny na tym piętrze. Wnętrze parkingu było słabo oświetlone i wystawione na działanie czynników atmosferycznych przez rzadko rozmieszczone nieobrobione okiennice.
W niknącym świetle widać było delikatną mżawkę, od której mókł i tak już wilgotny beton. Kierowca zaparkował po lewej stronie szybu windowego i klatki schodowej. Windy nie działały, więc Joanna musiała skorzystać ze schodów. Mężczyzna wyłączył silnik, wysiadł i podbiegł do jednego z okien z widokiem na główną ulicę. Zobaczył czubek głowy kobiety przechodzącej przez jezdnię, aby wejść na parking. Wrócił do samochodu, włożył rękę do środka i otworzył bagażnik. Wyjął czarny foliowy worek.
Szła szybko – ledwie zdążył się przygotować, już słyszał odgłos jej kroków na schodach. Sytuacja była nieciekawa i musiał prędko myśleć. Ustawił się przy wejściu na klatkę schodową.
Gdy tylko dotarła na górę i przestąpiła próg, włożył jej worek na głowę, szarpnął do tyłu i pociągnął mocno wokół szyi za uchwyty. Joanna krzyknęła i zatoczyła się, upuszczając swoją dużą torbę. Zacisnął worek jeszcze mocniej. Plastik przylegał szczelnie do jej twarzy i wybrzuszał się w okolicy ust i nosa, kiedy walczyła o oddech.
Przez folię chwycił ją za włosy, szarpnął mocniej, a ona wydała z siebie zduszony jęk. Do środka wpadł zimny powiew wiatru i mężczyzna poczuł krople deszczu na policzkach. Joanna miotała się i krztusiła, próbując rozedrzeć gruby plastik. Facet był od niej znacznie wyższy, ale musiał użyć całej siły, aby utrzymać równowagę. Zawsze zadziwiało go, jak długo trzeba czekać, aż człowiek się udusi.
Wola życia nie nadawała się do seriali telewizyjnych, zbyt długo pozostawała w człowieku. Po pierwszej minucie bezskutecznych prób zerwania gładkiego plastiku z głowy Joanna postanowiła sprytnie zaatakować, zadając dwa mocne ciosy w żebra i kopiąc w krocze, ale udało mu się uniknąć natarcia.
Spocony z wysiłku, jedną ręką chwycił ją za gardło, po czym uniósł nad betonem, aż worek zacisnął się jak pętla, przyspieszając jej śmierć. Joanna machała nogami w powietrzu, a potem wydała z siebie straszny charczący jęk, jakby traciła siły.
Drgnęła po raz ostatni i znieruchomiała. Przez chwilę tkwiła w jego ścisku. Puścił ją i ciało uderzyło o betonową podłogę z paskudnym tępym odgłosem. Spocony, z trudem łapał oddech. Zakaszlał, a dźwięk rozbrzmiał echem w ogromnej pustej przestrzeni. Wielopoziomowy parking cuchnął moczem i wilgocią. Poczuł chłód powietrza na skórze, rozejrzał się.
Uklęknął, zawiązał plastikową torbę na karku kobiety i zaciągnął jej ciało do swojego auta. Położył ją na ziemi w szczelinie między samochodem a zewnętrzną ścianą szybu windowego. Otworzył bagażnik, jedną rękę włożył pod nogi, a drugą pod ramiona, niczym pan młody przenoszący żonę przez próg, i podniósł zwłoki. Położył je na tylnym siedzeniu, przykrył kocem i zamknął bagażnik. W panice zauważył, że torba Joanny nadal leży obok schodów. Zabrał ją i wrócił do auta. W torbie znajdowały się laptop, notatnik i telefon. Sprawdził historię połączeń i wiadomości, a następnie wyłączył komórkę i dokładnie wytarł ją szmatką. Pobiegł do samochodu Joanny i wrzucił pod niego telefon.
Przez kolejną minutę dokładnie oświetlał latarką miejsce, w którym złapał kobietę, aby upewnić się, że nie upuściła niczego więcej, ale nic nie znalazł. Wsiadł do auta i przez chwilę siedział w ciszy. Co teraz? Musiała zniknąć. Jej ciało. Jej komputer. Wszystkie dowody DNA musiały zniknąć. Wpadł na pewien pomysł. Był śmiały i ryzykowny, ale jeśli się powiedzie… Uruchomił silnik i odjechał.1
Trzynaście lat później. _Wtorek, 5 maja 2015 roku_
– Ile będzie kosztowała naprawa? – zapytała Kate Marshall, obserwując Dereka, sędziwego fachowca, który powoli mierzył uszkodzoną ramę okienną.
Stali obok aluminiowej przyczepy kempingowej Airstream z 1950 roku, a poranne słońce odbijało się od opływowej krawędzi jej dachu. Kate zmarszczyła brwi i zsunęła okulary przeciwsłoneczne.
– Mówimy o _okrągłej_ szybie – powiedział Derek z silnym kornwalijskim akcentem. Stuknął taśmą mierniczą o ramę. – Naprawa będzie kosztowna.
– Jak bardzo?
Zawahał się, wciągając powietrze przez usta. Nie potrafił odpowiadać bez irytująco długich przerw. Przesuwał protezę po podniebieniu.
– Pięćset.
– Za naprawę takiego okna policzyłeś Myrze dwieście funtów – zauważyła Kate.
– Miała trudny czas z powodu raka. A okrągłe okno to więcej pracy dla szklarza. Klamka jest osadzona w szkle.
Myra była przyjaciółką Kate od dziewięciu lat i z czasem bardzo się zżyły. Zmarła nagle, osiemnaście miesięcy temu, co było dla Kate prawdziwym wstrząsem.
– Wspaniale, że chciałeś ulżyć Myrze, ale pięćset funtów to zdecydowanie za dużo. Znajdę kogoś innego.
Derek ponownie obrócił protezę w ustach, ukazując na moment jej różowy fragment między wargami. Kate zdjęła okulary i złapała jego spojrzenie. Nie odwróciła wzroku.
– To tydzień roboty, w tym specjalistyczne cięcie szkła i takie tam, ale powiedzmy, że mogę zejść do dwustu pięćdziesięciu.
– Dziękuję.
Mężczyzna podniósł swoją torbę z narzędziami i razem zeszli po zboczu przez teren kempingu do drogi.
Stało tam osiem przyczep, równo rozmieszczonych, w najróżniejszych stylach, od nowoczesnych białych z PCV po najstarszą, romską, o wyblakłej czerwono-zielonej powierzchni. Przyczepy wynajmowali wczasowicze, którzy przyjeżdżali w te strony na trekking lub surfing. Każda miała kilka sypialni i małą kuchnię, a te nowsze również łazienki. Kemping wyglądał raczej skromnie, ale cieszył się szczególną popularnością wśród surferów, ponieważ był niedrogi i znajdował się blisko jednej z najlepszych plaż do surfowania w Devon i Kornwalii. Sezon wakacyjny miał się rozpocząć za tydzień i wydawało się, że wiosna w końcu nadeszła. Drzewa wokół pokrywały się liśćmi, a niebo było czyste i błękitne.
Kiedy dotarli do krótkich betonowych schodów prowadzących w dół do drogi, Kate zaoferowała Derekowi pomoc, lecz on zignorował ją z grymasem. Potem powoli zeszli do jego samochodu. Otworzył bagażnik i wrzucił do niego torbę. Spojrzał na Kate jasnoniebieskimi przenikliwymi oczami.
– Pewnie byłaś zaskoczona, że Myra zostawiła ci w spadku dom i firmę.
– Owszem.
– A synowi nic nie zostawiła… – Derek cmoknął z niezadowoleniem i pokręcił głową. – Wiem, że nie byli ze sobą blisko, ale ja zawsze powtarzam: rodzina to rodzina.
Kate była zdziwiona, że przyjaciółka zapisała jej cały dobytek. Rozgniewało to syna Myry i jego żonę, stało się też przedmiotem lokalnych plotek i kąśliwych uwag.
– Masz mój numer. Daj mi znać, kiedy okno będzie gotowe – powiedziała Kate, nie chcąc brnąć w tę rozmowę.
Dereka wyraźnie rozdrażniło to, że kobieta nie ma zamiaru uraczyć go żadnym wyjaśnieniem.
Skinął szybko głową, wsiadł do samochodu i odjechał, pozostawiając ją w smudze czarnego dymu. Zakaszlała i otarła oczy, a potem usłyszała cichy dźwięk dzwonka telefonu. Przebiegła przez ulicę do niskiego kwadratowego budynku. Na parterze znajdował się sklep, nadal nieczynny po zimie. Weszła bocznymi schodami na drugie piętro i dostała się do małego mieszkania Myry, w którym urządziła biuro.
Wzdłuż tylnej ściany budynku ciągnął się rząd okien z widokiem na plażę. Odpływ odsłaniał pokryte czarnymi wodorostami skały. Po prawej stronie ciągnęły się klify, wyznaczając granicę zatoki, a za nimi rozpościerało się miasteczko uniwersyteckie Ashdean, które w ten jasny, słoneczny dzień widać było całkiem dobrze. Gdy dotarła do biurka, telefon zamilkł.
Nieodebrane połączenie pochodziło z telefonu stacjonarnego o nieznanym jej numerze kierunkowym. Miała właśnie oddzwonić, gdy pojawiła się wiadomość głosowa. Odsłuchała ją. Starsza kobieta z kornwalijskim akcentem mówiła nerwowo, zacinając się:
– Witam… Znalazłam pani numer w internecie… Widziałam, że właśnie otworzyła pani agencję detektywistyczną. Nazywam się Bev Ellis i dzwonię w sprawie swojej córki Joanny Duncan. Była dziennikarką i zaginęła prawie trzynaście lat temu. Po prostu zniknęła. Policja nigdy nie dowiedziała się, co się z nią stało, a ona naprawdę zniknęła. Nie uciekła ani nic takiego… Miała wszystko, czego potrzebowała. Chcę zatrudnić prywatnego detektywa, który dowie się, co się z nią stało. Co stało się z jej ciałem… – Kobieta straciła rezon, wzięła głęboki oddech i głośno przełknęła ślinę. – Błagam, niech pani do mnie oddzwoni.
Kate ponownie odsłuchała wiadomość. Ton kobiety wskazywał na to, że musiała zebrać się na ogromną odwagę, aby zadzwonić. Kate otworzyła laptopa, by wyszukać informacje o tej sprawie w internecie, ale się zawahała. Powinna natychmiast oddzwonić. W pobliżu, w Exeter, były jeszcze dwie agencje detektywistyczne o ugruntowanej pozycji, z eleganckimi stronami internetowymi i biurami, do których Bev Ellis również mogła się zgłosić.
Głos Bev nadal drżał, kiedy odezwała się w słuchawce. Kate przeprosiła za nieodebrane połączenie i złożyła kondolencje z powodu śmierci córki.
– Dziękuję – powiedziała Bev.
– Mieszka pani w okolicy? – zapytała Kate, wpisując w wyszukiwarce: „Joanna Duncan poszukiwana”.
– W Salcombe. Około godziny drogi od pani.
– Salcombe jest bardzo ładne – odparła Kate, przeglądając wyniki wyszukiwania, które pojawiły się na ekranie.
Dwa artykuły z września 2002 roku w „West Country News” informowały:
ZDRUZGOTANA MATKA LOKALNEJ DZIENNIKARKI JOANNY DUNCAN APELUJE DO ŚWIADKÓW ZAGINIĘCIA CÓRKI W POBLIŻU CENTRUM EXETER.
GDZIE JEST JO?
PORZUCONY TELEFON ZNALEZIONY
PRZY SAMOCHODZIE NA PARKINGU DEANSGATE.
W artykule z gazety „Sun” pisano:
LOKALNA DZIENNIKARKA Z WEST COUNTRY ZNIKNĘŁA.
– Mieszkam ze swoim partnerem Billem – oznajmiła Bev. – Jesteśmy razem od lat, ale dopiero niedawno się do niego wprowadziłam. Wcześniej mieszkałam na Osiedlu Moor Side na obrzeżach Exeter… To zupełnie co innego.
Kate zwróciła uwagę na inny nagłówek z 1 grudnia 2002 roku, w którym potwierdzono, że Joanna zaginęła niemal trzy miesiące wcześniej.
Prawie wszystkie artykuły zawierały to samo zdjęcie Joanny Duncan na plaży na tle błękitnego nieba i idealnie białego piasku. Miała jasnoniebieskie oczy, wyraźne kości policzkowe, spory nos i lekko wystające zęby. Na zdjęciu się uśmiechała. Zza lewego ucha wystawał jej duży czerwony goździk, a w dłoni trzymała koktajl z parasolką w skorupie kokosa.
– Mówiła pani, że Joanna była dziennikarką? – zapytała Kate.
– Tak. Pracowała dla „West Country News”. Miała przed sobą świetlaną przyszłość. Chciała przeprowadzić się do Londynu i pracować w jednym z tabloidów. Kochała swoją pracę. Właśnie wyszła za mąż. Jo i jej mąż Fred chcieli mieć dzieci… Zaginęła w sobotę, 7 września. Była w pracy w Exeter, skończyła około siedemnastej trzydzieści. Jeden z jej kolegów widział, jak wychodziła. Od redakcji gazety do wielopoziomowego parkingu było mniej niż pół kilometra, ale gdzieś po drodze coś się wydarzyło. Po prostu zniknęła bez śladu… Znaleźliśmy jej samochód na parkingu, a pod nim jej telefon. Policja nie miała żadnych informacji. Nie mieli żadnych podejrzanych. Przez prawie trzynaście lat robili Bóg wie co, a w zeszłym tygodniu zadzwonili, by mnie powiadomić, że sprawa została zamknięta. Zrezygnowali z poszukiwań Jo. Muszę się dowiedzieć, co się z nią stało. Wiem, że prawdopodobnie nie żyje. Chcę ją znaleźć i zapewnić jej godny pochówek. Widziałam artykuł o pani w „National Geographic”, o tym, jak znalazła pani ciało młodej kobiety, która zaginęła dwadzieścia lat temu… Potem wyszukałam panią w Google i zobaczyłam, że właśnie założyła pani agencję detektywistyczną. Czy to prawda?
– Tak – odparła Kate.
– Podoba mi się, że jest pani kobietą. Przez tyle lat miałam do czynienia z policjantami, którzy traktowali mnie protekcjonalnie – powiedziała Bev, podnosząc głos w przypływie złości. – Czy możemy się spotkać? Mogę przyjechać do pani biura.
Kate rozejrzała się po czymś, co uchodziło za „biuro”. Pomieszczenie było kiedyś salonem Myry. Nadal leżał w nim wzorzysty dywan z lat siedemdziesiątych, a za biurko służył rozkładany stół jadalniany. Wzdłuż jednej ze ścian poustawiane były butelki ze środkiem do dezynfekcji pisuarów i paczki ręczników papierowych na kemping. Na dużej tablicy korkowej wiszącej na ścianie widniał napis „SPRAWY AKTUALNE”, ale pod nim było pusto. Od ostatniej sprawy, czyli sprawdzenia przeszłości młodego mężczyzny dla jego potencjalnego pracodawcy, Kate nie miała zleceń. Kiedy Myra przekazała jej swoją nieruchomość, postawiła warunek, że ta rzuci pracę i spełni swoje marzenie o założeniu agencji detektywistycznej. Działali już od dziewięciu miesięcy, ale przekształcenie agencji w dochodowe przedsięwzięcie okazało się trudne.
– Może przyjadę do pani ze swoim współpracownikiem Tristanem? – zaproponowała Kate.
Tristan Harper był wspólnikiem Kate, ale dzisiaj miał inne zajęcia. Trzy dni w tygodniu pracował na Uniwersytecie Ashdean jako asystent naukowy.
– Oczywiście. O Tristanie też czytałam w „National Geographic”. Jutro mam wolne, ale pewnie wasz grafik jest już zapełniony.
– Porozmawiam z Tristanem, sprawdzę nasz kalendarz i oddzwonię – powiedziała Kate.
Kiedy odłożyła słuchawkę, serce biło jej mocniej z podekscytowania.2
Gdy Kate kończyła rozmowę, Tristan Harper siedział w małym przeszklonym biurze swojej siostry w Banku Barclays przy Ashdean High Street.
– No dobrze. Miejmy to już za sobą – powiedział, przesuwając po biurku plastikową teczkę zawierającą wniosek o kredyt hipoteczny. Miał niedobre przeczucia.
– Co masz na myśli?
– To przesłuchanie dotyczące moich finansów.
– Czy ubrałbyś się tak na rozmowę o nowy kredyt hipoteczny, gdybym była obcą osobą? – zapytała Sarah, otworzyła teczkę i spojrzała na niego zza biurka.
– Tak się ubieram do pracy – odparł Tristan, spoglądając na swoją gustowną białą koszulkę z dekoltem w serek, dżinsy i sportowe buty.
– Mało elegancko jak na rozmowę w banku – stwierdziła, poprawiając szarą marynarkę i niebieską bluzkę. Sarah miała dwadzieścia osiem lat, była o trzy lata starsza od Tristana, lecz czasem się zdawało, że raczej o dwadzieścia.
– Idąc tu, nie zauważyłem zbyt wielu klientów w trzyczęściowych garniturach czekających w kolejce, by zrealizować swoje czeki. A te buty są z limitowanej edycji Adidasa.
– Ile kosztowały?
– Dużo. To inwestycja. Czyż nie są boskie? – Uśmiechnął się.
Sarah przewróciła oczami i skinęła głową.
– Są bardzo fajne.
Tristan był wysoki, szczupły i umięśniony. Przedramiona pokrył tatuażami, głowa orła wytatuowana na klatce piersiowej wystawała zza dekoltu koszulki. Rodzeństwo było do siebie podobne, mieli takie same łagodne brązowe oczy. Kasztanowe kręcone włosy Tristana sięgały teraz ramion i były potargane. Sarah swoje włosy związała z tyłu głowy i starannie poskromiła prostownicą.
Ktoś zapukał do szklanych drzwi i do biura wszedł niski, łysiejący mężczyzna w garniturze i krawacie.
– Czy zaczęła już przesłuchanie? – zapytał. – Chciała przynieść lampę, żeby postawić ją na biurku i świecić ci nią w twarz!
To był Gary, mąż Sarah i kierownik oddziału banku. Tristan wstał i uściskał szwagra.
– Gary! Nie gadaj bzdur – powiedziała Sarah, teraz śmiejąc się razem z nimi. – Zadaję te same pytania, które zadałabym każdemu innemu wnioskodawcy o kredyt hipoteczny.
– Ale masz długie włosy. Szkoda, że moje tak nie rosną! – Gary poklepał swoją powiększającą się łysinę.
– Zdecydowanie bardziej podoba mi się z krótkimi włosami – odparła Sarah.
– Chcesz kawę, Tris?
– Tak, poproszę.
– Dla mnie czarna, dziękuję, Gary – wtrąciła Sarah.
Wyszedł z biura, a ona wyjęła formularz wniosku o kredyt hipoteczny, przejrzała go, odwróciła kartkę i westchnęła.
– Co? – zapytał Tristan.
– Patrzę na tę żałosną kwotę, którą zarabiasz za pół etatu na uniwersytecie. – Pokręciła głową.
– Mam umowę z agencją i nowego współlokatora z umową najmu – przypomniał jej Tristan.
Sarah zajrzała do plastikowej teczki, wyjęła dwa dokumenty i przerzuciła je ze zmarszczonymi brwiami.
– Ile zleceń ma dla ciebie Kate?
Tristan zauważył, że wypowiedziała imię Kate z naciskiem, jak zawsze, gdy odnosiła się do kobiet, których nie akceptowała.
– Zainwestowałem w agencję jako partner – odparł Tristan zirytowany. – Agencja płaci nam obojgu stałą pensję niezależnie od ilości pracy. Wszystko jest zapisane w umowie.
– A czy agencja ma teraz jakieś zlecenia? – zapytała, zerkając na niego.
Tristan się zawahał.
– Nie.
Sarah uniosła brwi i wróciła do czytania dokumentów. Jej brat chciał się bronić, ale jednocześnie wolał uniknąć kolejnej kłótni. W ciągu dziewięciu miesięcy od momentu, gdy wraz z Kate założyli agencję detektywistyczną, mieli cztery sprawy. Dwie kobiety poprosiły ich o zebranie dowodów niewierności swoich mężów. Właścicielka sklepu z artykułami biurowymi w Exeter zleciła im sprawdzenie, czy jedna z jej pracownic kradnie towar i sprzedaje go, co okazało się prawdą. Przeprowadzili również szczegółową weryfikację młodego mężczyzny, którego chciała zatrudnić lokalna bizneswoman.
Gary pojawił się za drzwiami, niósł tacę z kawą w plastikowych kubkach i chcąc wejść do środka, oparł się łokciem o klamkę. Tristan wstał i mu otworzył.
– Dochody agencji są nieregularne, a ty nie złożyłeś jeszcze żadnego zeznania podatkowego. – Sarah trzymała umowę z Agencją Detektywistyczną Kate Marshall między kciukiem a palcem wskazującym, jakby była to para brudnych majtek.
Gary postawił na biurku kubki z parującą kawą.
– Agencja uzyskuje również dochody z kempingu – powiedział Tristan.
– Więc kiedy nie ma zbyt wielu zleceń detektywistycznych, Kate każe ci zmieniać pościel i opróżniać toalety chemiczne?
– Założyliśmy razem firmę, Sarah. Jej rozwój wymaga czasu. Jake, syn Kate, wraca za kilka tygodni z uniwersytetu. Będzie dla nas pracował, pomagając w prowadzeniu kempingu przez lato.
Sarah potrząsnęła głową. Zawsze była wrogo nastawiona do Kate, ale odkąd Tristan zaczął pracować na uniwersytecie w niepełnym wymiarze godzin, aby zatrudnić się w nowo powstałej agencji detektywistycznej, niechęć Sarah wzrosła jeszcze bardziej. W jej opinii Kate odbierała Tristanowi bezpieczną pracę z dobrymi świadczeniami. Mężczyzna chciał, aby siostra zaakceptowała Kate jako jego przyjaciółkę i wspólniczkę. Kate była mądra i nigdy nie mówiła nic negatywnego o Sarah, tymczasem ta chętnie wygłaszała tyrady na temat Kate i jej licznych wad. Tristan rozumiał, dlaczego była tak protekcjonalna. Ich ojciec odszedł, gdy byli jeszcze mali, a matka zmarła, kiedy Sarah miała osiemnaście lat, a Tristan piętnaście. W bardzo młodym wieku musiała ich utrzymać i stać się dla nich rodzicem.
– Masz teraz lokatora, prawda, Tris? – wtrącił Gary, próbując rozluźnić atmosferę. – To miły dodatkowy dochód.
– Tak. Przyniosłem umowę najmu – odparł Tristan.
– Jak tam nasz yeti? – zapytał Gary.
Tristan się uśmiechnął. Jego nowy lokator Glenn miał ciemne włosy na każdym widocznym kawałku skóry, a do tego gęstą, krzaczastą brodę.
– To porządny facet. Bardzo schludny. Przez większość czasu przebywa w swoim pokoju. Nie rozmawiamy zbyt wiele – powiedział Tristan.
– Więc nie jest w twoim typie?
– Nie, wolę facetów z przerwą między brwiami.
Gary się roześmiał. Sarah podniosła wzrok znad dokumentów.
– Gary… Teraz, kiedy Tristan rzucił pracę na uniwersytecie, przy jego obecnych dochodach trudno mu będzie otrzymać zgodę na pożyczkę na spłatę kredytu.
Gary obszedł biurko i delikatnie dotknął jej ramion.
– Spójrzmy na to. Wszystko da się zrobić, wystarczy odrobina magii Gary’ego – skwitował.
Wstała i pozwoliła mu usiąść na krześle, a on wyświetlił na ekranie wniosek o kredyt hipoteczny.
– Masz szczęście, że twój szwagier jest kierownikiem banku – rzuciła Sarah.
W kieszeni Tristana zadzwonił telefon. Wyjął go i zobaczył na ekranie imię Kate.
– Kto to? Robimy coś ważnego.
– Kate. Szybko to załatwię. – Tristan wstał i wyszedł z małego biura.
Idąc korytarzem, usłyszał głos Sarah:
– No jasne, przecież to nie Kate ma kredyt hipoteczny na _swój_ dom…
– Halo – powiedział do telefonu. – Poczekaj chwilę. Jestem w banku. – Przeszedł obok kolejki ludzi czekających do kas, przez hol, aż znalazł się na chodniku.
– Jak poszło? – zapytała Kate.
– Sarah i Gary właśnie wszystkim się zajmują.
– Jeśli chcesz, mogę zadzwonić później.
– Nie, nie trzeba.
Kate była podekscytowana, kiedy opowiadała mu o rozmowie telefonicznej z Bev Ellis.
– Czy to może być głośna nierozwiązana sprawa? – zapytał.
– Tak. Ale wygląda na skomplikowaną. Zaginięcie Joanny Duncan było tematem _Crimewatch_¹, a po dwunastu latach policja nadal nie ma zbyt wielu informacji – odpowiedziała Kate.
– Myślisz, że ta kobieta może sobie pozwolić na długie śledztwo?
– Nie wiem. Szukałam informacji w Google. Prasa zrobiła wielką aferę z tego, że Bev jest samotną matką o niskich dochodach.
– Rozumiem.
– Ale wiesz, jak dziennikarze lubią przekręcać fakty. Niedawno przeprowadziła się do Salcombe i mieszka ze swoim długoletnim partnerem. Ich adres znajduje się w dzielnicy milionerów. Chciałabym się spotkać z nimi jutro, jeśli nie masz nic przeciwko temu.
– Oczywiście.
Kiedy Tristan odłożył słuchawkę, poczuł lekki przypływ ekscytacji. Odwrócił się i zobaczył Sarah wychodzącą z głównych drzwi banku.
– Jesteś winien Gary’emu piwo – oznajmiła, krzyżując ramiona na niebieskiej bluzce, by ochronić się przed wiatrem. – Zatwierdził refinansowanie twojego kredytu na znacznie lepszym stałym oprocentowaniu na pięć lat. Zaoszczędzisz osiemdziesiąt funtów miesięcznie.
– Cudownie. – Objął ją i poczuł ulgę. – Dzięki, siostro.
– Czego chciała Kate?
– Możemy dostać nową sprawę, zaginięcie. Jutro spotykamy się z klientką.
Sarah skinęła głową i się uśmiechnęła.
– To dobrze. Wiesz, Tris, nie lubię być dla ciebie surowa. Chcę tylko, żebyś miał się dobrze. Zawsze obiecywałam mamie, że będę się tobą opiekować. A kiedy kupiłam mieszkanie, to był pierwszy przypadek w naszej rodzinie, gdy ktoś stał się właścicielem nieruchomości. Musisz mieć pewność, że będziesz w stanie spłacać ten kredyt.
– Wiem, i tak będzie – odparł.
– Kiedyś, kiedy go spłacisz, zostaniesz właścicielem mieszkania i będę o ciebie spokojna.
– _Albo_ poznam jakiegoś przystojnego milionera, który zawróci mi w głowie – dodał Tristan.
Sarah rozejrzała się po głównej ulicy, na której kręciło się kilku nędznie wyglądających mieszkańców.
– Widujesz milionerów w Ashdean?
– Exeter jest niedaleko…
Sarah przewróciła oczami i się zaśmiała.
– Gdzie spotykasz się z tą nową klientką?
– W Salcombe. Mieszka w dużym domu z widokiem na zatokę.
– No cóż. Pamiętaj, żeby nie rozwiązać sprawy zbyt szybko, jeśli płaci ci od godziny.3
Kate nie spała dobrze tej nocy. Jej myśli krążyły wokół spotkania. Czy Bev Ellis skontaktowała się z innymi detektywami? Co dokładnie znalazła w internecie na jej temat? Wszystko było ogólnie dostępne. Wystarczyło jedno kliknięcie myszką, a wyniki wyszukiwania Google mówiły same za siebie.
Przewracała się w łóżku z boku na bok, rozważając w myślach swoje porażki z przeszłości. Była młodą funkcjonariuszką londyńskiej policji, kiedy odkryła, że jej kolega Peter Conway, starszy funkcjonariusz, zgwałcił i zamordował w Londynie cztery młode kobiety. Co gorsza, sama romansowała z Peterem i spodziewała się jego dziecka, kiedy rozwiązała sprawę. Dziennikarze nie szczędzili jej ostrych słów w artykułach w prasie brukowej i wtrącali się w jej życie prywatne, a skandal położył kres jej karierze w policji. Następnie zmagała się z uzależnieniem od alkoholu, w wyniku czego jej matka i ojciec otrzymali prawo do opieki nad synem jej i Petera, Jakiem, kiedy miał sześć lat.
Przeprowadziła się na południowe wybrzeże, aby odbudować swoje życie, i przez ostatnie jedenaście lat pracowała jako wykładowczyni kryminologii na Uniwersytecie Ashdean.
W tym czasie Myra stała się dla niej opoką. Była dobrą przyjaciółką i sponsorką w Anonimowych Alkoholikach, a Kate czuła się odpowiedzialna wobec siebie i Myry za sukces swojej agencji detektywistycznej.
Kate wstała o piątej i poszła na codzienną poranną kąpiel w morzu. Pływanie w spokojnej wodzie przy akompaniamencie dobiegających z oddali dźwięków mew uspokajało ją, a gdy świtało, niebo rozjaśniało się błękitem, różem i złotem.
Czekała przed domem, kiedy Tristan podjechał swoim niebieskim Mini Cooperem.
– Dzień dobry. Przywiozłem ci kawę – powiedział, podnosząc kubek ze Starbucksa, gdy wsiadła do samochodu.
– Świetnie. Podwójna? – zapytała, czując ciepło kubka na zimnych dłoniach.
– Potrójna. Nie spałem zbyt dobrze.
Miał na sobie granatowy garnitur i białą koszulę z rozpiętym kołnierzykiem. Kate pomyślała, że wygląda bardzo stylowo. Sama starannie dobrała swój strój, wybrała ciemne dżinsy, białą bluzkę i elegancką jasnoniebieską marynarkę z lekkiej wełny. Upiła łyk kawy, delektując się działaniem kofeiny.
– Doskonale, ja też nie mogłam spać.
– Stresuję się – przyznał Tristan, gdy mijali pole kempingowe. – Wciąż czuję się jak nowicjusz.
– Nie martw się. Bev Ellis bardzo chce wiedzieć, co stało się z jej córką, a my jesteśmy osobami, które mogą ją odnaleźć. Prawda?
Tristan skinął głową.
– Tak.
– Pomyśl o tym w ten sposób, a przestaniesz się stresować – dodała. Powtarzała to sobie podczas pływania i przygotowań do wizyty i prawie w to uwierzyła.
– Szukałaś informacji o Joannie Duncan w internecie? – zapytał Tristan. – Nikt nie ma pojęcia, co się z nią stało. Zniknęła z wielopoziomowego parkingu przy Exeter High Street w ruchliwy sobotni wieczór. Jest w tym coś przerażającego. Że zniknęła bez śladu.
– Kiedy przebrnęłam przez wszystkie opisy jej zniknięcia, znalazłam kilka interesujących informacji o jej karierze jako dziennikarki śledczej – powiedziała Kate. – Opublikowała artykuł demaskujący ówczesnego lokalnego posła do parlamentu Noah Huntleya. Przyjmował łapówki za przyznawanie kontraktów samorządowych. Krajowe brukowce podchwyciły temat, co skończyło się przeprowadzeniem wyborów uzupełniających, w wyniku których stracił posadę.
– Kiedy to było?
– Sześć miesięcy przed jej zaginięciem, w marcu 2002 roku. Ciekawie będzie dowiedzieć się od Bev, nad jakimi innymi sprawami pracowała jej córka w tamtym czasie.
*
Pogoda szybko się poprawiła i po raz pierwszy w tym roku nie potrzebowali ogrzewania w samochodzie. Przejechali kilka kilometrów nadmorską drogą. Wybrzeże Jurajskie zapierało dech w piersiach – Kate nigdy nie nudził się ten widok. W porównaniu z resztą Wielkiej Brytanii było tu prawie jak w Kalifornii. Zjechali z drogi przy brzegu, aby przez następne czterdzieści minut jechać autostradą, po czym ponownie wrócili na wybrzeże, skręcając w kierunku Salcombe. Droga wiła się w dół w kierunku zatoki, a domy stawały się coraz bardziej okazałe. Łodzie rybackie i jachty cumowały na spokojnym morzu, które niczym lustro odbijało słońce i błękitne niebo.
Nawigacja Tristana mówiła, że powinni skręcić w prawo, co doprowadziło ich do wąskiej prywatnej drogi. Z czasem drzewa ustąpiły miejsca wysokiemu białemu murowi z bramą. Tristan otworzył okno i nacisnął przycisk na domofonie.
– Czym zajmuje się Bill? – zapytał.
– Nie wiem. Prawdopodobnie czymś dochodowym – odpowiedziała Kate.
– Ceni sobie prywatność. Spójrz na te ogromne drzewa – dodał, wskazując na rząd gigantycznych jodeł za murem.
Konsola zatrzeszczała.
– Witam. Widzę was. Zapraszam do środka – rozległ się głos Bev przez domofon.
Brama przesunęła się bezgłośnie w prawo. Kate spojrzała w górę i dostrzegła kamerę bezpieczeństwa zamontowaną w szklanej kopule na jednym z filarów. Podążali krętą wybrukowaną aleją, która prowadziła w górę przez zadbany ogród z palmami, figowcami i różnorodnymi roślinami zimozielonymi. Ścieżka była otoczona rabatami z równomiernie rozmieszczonymi tulipanami w kolorach czerwonym, białym, żółtym i fioletowym, które wkrótce miały się otworzyć. Podjazd biegł wzdłuż domu, a następnie skręcał ostro w lewo i prowadził na utwardzony parking. Od tyłu dom wyglądał jak ogromne minimalistyczne białe pudełko, bez okien, z niewielkimi dębowymi drzwiami.
Wysiedli z samochodu i drzwi się otworzyły. Bev Ellis stanęła w progu w towarzystwie bardzo wysokiego mężczyzny. Kate zauważyła, że był prawie o pół głowy wyższy od Tristana, który miał nieco ponad metr osiemdziesiąt wzrostu – Bev sięgała mu zaledwie do ramienia. Jej podobieństwo do Joanny było uderzające. Chuda jak patyk, miała taki sam wydatny nos, pełne usta, wystające kości policzkowe i niebieskie oczy jak córka, jednak jej skóra była blada i pomarszczona, a pod oczami rysowały się ogromne worki. Krótko ścięte włosy zafarbowała na nieco zbyt ciemny kolor. Fryzura odsłaniała odstające uszy. W różowych Crocsach, dżinsach i brudnej zielonej bluzie z polaru zupełnie nie pasowała do tego miejsca – wyglądała jak uboga krewna z prowincji lub zwyciężczyni loterii. Kate odepchnęła tę nieprzychylną myśl.
Bill wyglądał młodziej niż Bev, był szczupły i umięśniony, miał gęste siwe włosy ścięte na krótko, a na sobie wyblakłą koszulkę Rolling Stonesów, na której wisiał złoty łańcuch. Stał boso, w dżinsach z przetarciami i dziurami na kolanach. Jego sympatycznej, rumianej twarzy uroku dodawały piękne zielone oczy.
– Witam – powiedziała Bev. Wyciągnęła drżącą dłoń w stronę Kate. – To jest Bill. Mogłabym powiedzieć, że to mój chłopak, ale jesteśmy już trochę za starzy na takie określenie. – Zaśmiała się. – Jesteśmy ze sobą od zawsze.
– Miło cię poznać, Kate, i ciebie również, Tristanie – powiedział Bill, ściskając im dłonie. W porównaniu z Bev emanował spokojem.
Wszelkie obawy Kate o to, że zostanie osądzona, zniknęły.
– Mam nadzieję, że trafiliście bez problemu.
Kate chciała odpowiedzieć, ale Bev kontynuowała:
– Oczywiście, że tak. Przecież tu jesteście! Wejdźcie.
Drzwi wejściowe prowadziły prosto do ogromnego otwartego salonu. Od frontu domu przeszklone ściany od podłogi do sufitu ukazywały widok na taras i zatokę. Podłogi wyłożono białym marmurem z delikatnymi złotymi i czarnymi wzorami, a na ogromnej przestrzeni znajdowało się bardzo niewiele mebli. Po lewej stronie mieścił się salon z dużym kominkiem. Nad nim umieszczono telewizor z płaskim ekranem, naprzeciwko długiej białej skórzanej sofy stojącej na białym dywanie.
Po prawej znajdowała się przestronna minimalistyczna kuchnia, całkowicie biała i bez żadnych przedmiotów na blatach. Kate zastanawiała się, jak długo Bev tu mieszka. Była osobą rozmowną i nerwową. Z doświadczenia detektywki wynikało, że rozmowni, nerwowi ludzie lubią, gdy ich przestrzeń jest wypełniona meblami i bibelotami, bo to odzwierciedla ich potrzebę wypełnienia ciszy.
– O ja cię sunę. Co za widok! – wyrwało się Tristanowi, gdy podeszli bliżej okien.
Rozległa panorama nieprzesłonięta żadnymi budynkami rozciągała się nad zatoką i morzem. Odległe faliste skały Wybrzeża Jurajskiego niknęły w błękitnej poświacie.
– Przepraszam, poniosło mnie.
– Nie ma sprawy, skarbie. Zdaje się, że ja na ten widok krzyknęłam: „O ja pierdolę” – powiedziała Bev.
Nastąpiła niezręczna cisza, a Bev się zarumieniła.
– Siadajcie, zrobię herbatę i kawę – dodała, wskazując na sofę.
Kate i Tristan usiedli i patrzyli, jak gospodarze przygotowują napoje. Bev miała problem z otwarciem białych drzwi szafki, które były wpuszczane, bez uchwytów, i dwukrotnie trafiła na drzwi lodówki.
– Jak długo ona tu mieszka? – mruknął Tristan.
Kate wzruszyła ramionami i zajęła się szukaniem notesu oraz długopisu.
Po kilku minutach Bill i Bev przynieśli duży zaparzacz do kawy i trzypiętrową paterę wypełnioną babeczkami i herbatnikami. Bill usiadł na podłodze i oparł się plecami o kamienny kominek. Bev zajęła miejsce na krawędzi fotela obok niego.
– Czy możemy robić notatki? – zapytała Kate, wskazując na swój zeszyt. – Żebyśmy niczego nie przegapili.
– Tak, śmiało – odparł Bill.
Bev nacisnęła tłok zaparzacza i nalała kawę. W pokoju nagle zapadła cisza. Ręce kobiety drżały tak bardzo, że Bill musiał odebrać jej dzbanek i sam podać filiżanki Kate i Tristanowi.
– Spokojnie. – Pochylił się, aby pogłaskać ją po nodze.
Bev chwyciła swoją drobną i delikatną dłonią jego rękę.
– Przepraszam. Bardzo obawiałam się tej rozmowy – wyznała, zabierając dłoń, by potrzeć nią nerwowo o spodnie. – Nie wiem, od czego zacząć.
– Może opowiesz nam o Joannie? – zaproponowała Kate. – Jaka była?
– Zawsze nazywałam ją „Jo” – powiedziała Bev, zaskoczona tak prostym pytaniem. – Była cudownym dzieckiem. Ciąża przebiegała bez komplikacji. Poród był szybki, a ona okazała się taka grzeczna i spokojna. Jej ojcem był starszy ode mnie mężczyzna, z którym przez krótki czas się spotykałam. Miał dwadzieścia sześć lat, a ja siedemnaście. Zmarł, gdy Jo miała dwa lata. Zawał, nietypowy dla tak młodego faceta. Miał wadę serca, o której nie wiedział. Nigdy nie wzięliśmy ślubu, a on nigdy nie był obecny w naszym życiu, więc wychowywałam Jo sama. Byłyśmy bardzo blisko. Bardziej jak przyjaciółki, zwłaszcza gdy była starsza.
– Gdzie pracowałaś? – zapytała Kate.
– Byłam sprzątaczką w firmie Reed, która wynajmowała biura. Mieli dwa duże lokale w Exeter i Exmouth… Przez lata zajmowałam mieszkanie komunalne na Moor Side Estate, a potem wynajęłam lokal nieco bliżej centrum miasta. Przeprowadziłam się tutaj zaledwie dwa miesiące temu. Właściciel poinformował mnie, że sprzedaje nieruchomość. To wszystko należy do Billa.
Bill podniósł wzrok i uśmiechnął się do niej.
– Teraz również do ciebie, kochanie.
Bev skinęła głową, wyciągnęła z rękawa podartą chusteczkę i otarła oczy.
– Długo jesteście razem? – zapytał Tristan.
– Boże. Z przerwami od jakichś trzydziestu lat? Nigdy się nie pobraliśmy. Lubiliśmy mieć swoją przestrzeń – odpowiedziała.
Bill skinął głową. Bev znowu się zarumieniła, a Kate pomyślała, że bardzo sztucznie to zabrzmiało. Jak wyuczona kwestia.
– Czy Jo zawsze chciała zostać dziennikarką? – kontynuowała Kate.
– Tak. Kiedy Joanna miała jedenaście lat, pojawiły się maszyny do pisania dla dzieci. Model Petite 990. Działały jak prawdziwe maszyny. Pamiętasz reklamę? Była w niej młoda dziewczyna ubrana w stylu Dolly Parton, która pisała na maszynie, a w tle leciała piosenka _9 to 5_.
– Pamiętam – przyznała Kate. – Kiedy to było?
– W 1985 roku.
Kate szybko policzyła. Jeśli Joanna miała jedenaście lat w osiemdziesiątym piątym, to musiała urodzić się w siedemdziesiątym czwartym roku. Oznaczało to, że miała dwadzieścia osiem lat, kiedy zaginęła w 2002.
– W osiemdziesiątym piątym nie było mnie jeszcze na świecie, urodziłem się cztery lata później – powiedział Tristan, podnosząc rękę.
Wszyscy się roześmiali i napięcie w pokoju nieco opadło.
– Gdy tylko Jo zobaczyła reklamę, chciała dostać tę maszynę do pisania pod choinkę, ale wtedy kosztowała majątek: trzydzieści funtów! Powiedziałam jej: „Po co ci maszyna do pisania? Skończy w szafie w drugi dzień świąt i będzie zbierać kurz”. A Jo odparła: „Będę reporterką”. Zebrałam trzydzieści funtów, prosiłam i pożyczyłam, głównie od Billa…
Bill uśmiechnął się na to wspomnienie i skinął głową.
– Kupiłam Jo maszynę do pisania na Boże Narodzenie. A ona dotrzymała słowa. Co tydzień pisała na maszynie biuletyn, głupotki o tym, co się działo u nas lub w szkole. Nigdy nie przestała pisać i zadawać pytań… Była mądra. Zdała egzamin jedenastolatków i dostała się do szkoły średniej. Studiowała dziennikarstwo na Uniwersytecie Exeter i pracowała jako reporterka w „West Country News”. W tamtych czasach gazeta sprzedawała pół miliona egzemplarzy dziennie… Aplikowała o pracę w Londynie w jednej z ogólnokrajowych gazet, dostała się nawet na rozmowę kwalifikacyjną… – Bev urwała. – A potem zaginęła.
– Czy w miesiącach lub tygodniach poprzedzających zaginięcie Joanny zmieniło się jej zachowanie? Czy była przygnębiona lub czymś zmartwiona?
– Nie. Była szczęśliwsza niż kiedykolwiek wcześniej.
– Często ją widywałaś?
– Kilka razy w tygodniu. Rozmawiałyśmy przez telefon prawie codziennie, nawet po parę razy. Właśnie kupiła dom w Upton Pyne, małej wiosce na obrzeżach Exeter, razem ze swoim mężem Fredem.
– Jaki jest Fred?
– Fred był… jest uroczym facetem. On tego nie zrobił – odparła Bev bez wahania. – Był w domu przez cały dzień. Miał na to wielu świadków. Malował elewację, chodził po drabinie… Mnóstwo osób widziało go w wiosce i potwierdziło jego alibi.
– Czy przed jej zniknięciem wydarzyło się coś niezwykłego? – zapytała Kate.
– Nie.
– Nad czym pracowała? Czytałam, że była dziennikarką śledczą.
– Pracowała nad wieloma artykułami. – Bev spojrzała na Billa. – Ale nad niczym, co mogłoby doprowadzić do jej śmierci lub porwania – stwierdziła. – W sobotę, 7 września, poszła do pracy i skończyła o siedemnastej trzydzieści. Od samochodu dzielił ją tylko krótki spacer, ale gdzieś po drodze zniknęła. Tego dnia razem z Billem byliśmy w Killerton House, około godziny jazdy stąd. Wróciliśmy po południu. Bill zatrzymał się w biurowcu, który jego firma remontowała w Exeter, a ja pojechałam do domu. Potem, około dziewiętnastej, zadzwonił do mnie Fred i powiedział, że Jo nie wróciła z pracy. Obdzwoniliśmy wszystkich, ale nikt nie wiedział, gdzie ona jest. W końcu Fred przyjechał po mnie i zaczęliśmy jej szukać. Policja nie traktowała jej jako osoby zaginionej przez pierwsze dwadzieścia cztery godziny, więc objechaliśmy lokalne szpitale i sprawdziliśmy parking w pobliżu jej biura. Jej auto nadal tam stało. Pod nim znaleźliśmy jej wyłączoną komórkę . Nie było na niej żadnych odcisków palców. Nawet jej, a to sprawiło, że policjanci się zaangażowali. Stwierdzili, że ktoś ją porwał, wyłączył telefon i starł z niego swoje odciski.
– To był parking Deansgate, który kilka miesięcy później, w 2003 roku, został zburzony? – zapytał Tristan.
– Tak. Teraz stoją tam bloki mieszkalne – potwierdziła Bev.
– Joanna, Jo, prowadziła śledztwo dziennikarskie dotyczące oszustwa lokalnego posła Noah Huntleya. To było w marcu 2002 roku, sześć miesięcy przed jej zaginięciem, zgadza się? – Kate chciała się upewnić.
– Tak, artykuł Jo trafił do ogólnokrajowych gazet, co doprowadziło do wcześniejszych wyborów i Noah Huntley stracił mandat, ale to było w maju, cztery miesiące przed zaginięciem Joanny.
– A po utracie mandatu znalazł pracę w sektorze prywatnym, gdzie zarabiał znacznie więcej niż jako poseł – dodał Bill, z niesmakiem potrząsając głową.
– Czy Joanna pracowała nad jakąś inną sprawą, która mogła narazić ją na niebezpieczeństwo? – zapytała Kate.
– Nie, nie wydaje nam się – odpowiedziała Bev, patrząc na Billa, a gdy pokręcił głową, kontynuowała: – Jo nie mówiła zbyt wiele o sprawach, nad którymi pracowała, ale nie było nic, co budziłoby niepokój jej szefa, redaktora… Policja rozmawiała z tym Noah Huntleyem. Myślę, że byli zdesperowani, ponieważ nie znaleźli innych podejrzanych, ale on nie miał żadnego motywu, aby coś zrobić Jo po opublikowaniu artykułu, a ponadto miał alibi.
– Czy było wielu świadków, którzy widzieli Jo przed jej zaginięciem? – pytała dalej Kate.
– Kilka osób zgłosiło się z informacją, że widziało ją wychodzącą z redakcji gazety. Jakaś starsza pani pamiętała, że Jo przechodziła obok przystanku autobusowego w drodze do Deansgate. Policja zdobyła nagranie z kamery monitorującej na głównej ulicy, którą minęła mniej więcej dwadzieścia po szóstej tego wieczoru, ale kamera była skierowana w przeciwną stronę niż parking. Nikt nie wie, co się stało potem. To tak, jakby wyparowała.
Zapadła długa cisza i Kate po raz pierwszy zauważyła tykający w tle zegar. Bill odstawił filiżankę na stół.
– Słuchajcie, Bev jest dla mnie wszystkim – powiedział. – Nie mogę dłużej patrzeć, jak cierpi. Nie zastąpię Jo, ale jeśli została zamordowana, chcę pomóc w jej odnalezieniu, aby Bev mogła ją pochować…
Bev spojrzała na chusteczkę, którą skręcała na kolanach, łzy spływały po jej pomarszczonych policzkach.
– Wiem, że jeśli was zatrudnię, śledztwo nie potrwa kilku godzin. Jestem gotowa zapłacić za wasz czas, ale nie podpiszę czeku in blanco. Czy to jasne?
– Oczywiście – odparła Kate. – Nigdy nie składamy fałszywych obietnic, niemniej każda sprawa, której się podjęliśmy, została przez nas rozwiązana.
Bill skinął głową, a potem wstał.
– Chcę wam coś pokazać, chodźcie ze mną.