Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Kciuk Inżyniera - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
2 października 2026
E-book: EPUB, PDF
2,49 zł
Audiobook
2,49 zł
2,49 zł
249 pkt
punktów Virtualo

Kciuk Inżyniera - ebook

Młody inżynier hydraulik Victor Hatherley dostaje zlecenie idealne: pięćdziesiąt gwinei za jedną noc pracy. Warunki są tylko dwa — absolutna dyskrecja i przyjazd ostatnim pociągiem. Na odludnej stacji w Eyford w hrabstwie Berkshire czeka na niego powóz z zasłoniętymi oknami, milczący woźnica i tajemniczy pułkownik Lysander Stark, który każe naprawić potężną prasę hydrauliczną rzekomo tłoczącą ziemię foluszniczą. Nim noc dobiegnie końca, inżynier będzie uciekał o życie — i straci kciuk. Nazajutrz rano trafia z zakrwawioną dłonią na Baker Street, gdzie jego opowieść bada Sherlock Holmes i doktor Watson. Mroczne opowiadanie z cyklu Przygody Sherlocka Holmesa łączy klasyczną zagadkę kryminalną z atmosferą prawdziwego koszmaru — i kończy się odkryciem, którego nikt się nie spodziewał. Wydanie uwspółcześnione na podstawie anonimowego tłumaczenia z 1907 roku (Jan Fiszer, Warszawa, 1907).

Tekst zredagowany i uwspółcześniony przez Marcina Gołdę

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368914795
Rozmiar pliku: 651 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Ze wszystkich trudnych zagadek kryminalnych, których rozwiązanie powierzano mojemu przyjacielowi, Sherlockowi Holmesowi, tylko dwie trafiły do niego za moim pośrednictwem: sprawa kciuka pana Hatherleya i sprawa obłędu pułkownika Warburtona. Ta ostatnia bez wątpienia stanowiła dla bystrego badacza wdzięczniejsze zadanie, pierwsza jednak już w samym początku była tak niezwykła, a w całym przebiegu tak wysoce dramatyczna, że wydaje mi się godniejsza opowiedzenia, choć niezwykły dar dedukcji mego przyjaciela, któremu zawdzięczał zazwyczaj swe nieraz zdumiewające sukcesy, miał tu znacznie mniej pola do popisu. Historia ta, jak wszystkie tego rodzaju sensacyjne wiadomości, obiegła wszystkie dzienniki, ale opowiedziana na pół kolumny druku z pewnością wywarła na czytelniku znacznie mniejsze wrażenie niż tutaj, gdzie cały jej przebieg powoli rozegra się przed oczyma jego wyobraźni.

* * *

Było to latem 1889 roku, wkrótce po moim ślubie. Powróciłem do prywatnej praktyki i nie mieszkałem już oczywiście u Holmesa przy Baker Street; niemniej jednak odwiedzałem go często, a od czasu do czasu nakłaniałem go nawet, by sprzeniewierzył się swym kawalerskim przyzwyczajeniom i zajrzał do nas. Moja praktyka powoli się rozrastała, a ponieważ przypadkiem mieszkałem w pobliżu dworca Paddington, zgłaszało się do mnie po poradę niemało tamtejszych kolejarzy. Jeden z nich, konduktor, którego wyleczyłem z przewlekłej i bolesnej choroby, zaczął głosić moją sławę na wszystkie strony i przysyłał mi każdego pacjenta, jakiego tylko zdołał pochwycić.

Pewnego ranka, nieco przed siódmą, obudziło mnie pukanie służącej, która oznajmiła, że dwóch panów przybyło z Paddington i czeka na mnie w gabinecie. Ubrałem się pospiesznie, wiedziałem bowiem z doświadczenia, że wypadki kolejowe rzadko bywają błahe. Kiedy schodziłem po schodach, z gabinetu wyszedł mój dawny pacjent, konduktor, i starannie zamknął za sobą drzwi.

– Mam go tutaj – szepnął, wskazując kciukiem przez ramię. – Wszystko w porządku.

– O co chodzi? – zapytałem, bo jego zachowanie sugerowało, że zamknął w moim gabinecie jakieś osobliwe stworzenie.

– To nowy pacjent – szepnął. – Uznałem, że najlepiej będzie przyprowadzić go osobiście, żeby mi się nie wymknął. Siedzi tam cały i zdrów. Ale ja już muszę iść, doktorze, obowiązki wzywają, tak samo jak pana.

I wybiegł, poczciwiec, zanim zdążyłem mu podziękować.

W gabinecie zastałem siedzącego przy stole pana w skromnym brązowym tweedowym garniturze; miękką sukienną czapkę położył przed sobą na moich książkach. Jedną rękę miał owiniętą chustką, całą przesiąkniętą krwią. Był młody, na pierwszy rzut oka miał najwyżej dwadzieścia pięć lat; twarz miał męską, o mocnych rysach, ale tak bladą, że sprawiał wrażenie człowieka, który niedawno przeżył gwałtowny wstrząs i mimo wszelkich wysiłków wciąż nie zdołał nad nim zapanować.

– Przepraszam, że tak wcześnie pana zbudziłem, doktorze – rzekł. – Tej nocy spotkał mnie bardzo poważny wypadek. Przyjechałem porannym pociągiem na Paddington i tam na stacji dopytywałem się, gdzie mógłbym znaleźć lekarza. Pewien uprzejmy człowiek przyprowadził mnie tutaj. Dałem pańskiej służącej swój bilet wizytowy, ale jak widzę, leży jeszcze na stoliku.

Wziąłem go do ręki i przeczytałem: „Victor Hatherley, inżynier hydraulik, Victoria Street 16A, III piętro”. Takie zatem były nazwisko, zawód i adres mego porannego gościa.

– Bardzo mi przykro, że musiał pan czekać – rzekłem, zajmując miejsce za biurkiem. – Jeśli dobrze rozumiem, przybywa pan prosto z nocnej podróży, a to zazwyczaj dość nudna rzecz.

– O, tym razem nie mogę tego powiedzieć – odparł i roześmiał się.

Śmiał się tak głośno i hałaśliwie, że aż odchylił się na krześle do tyłu i musiał trzymać się za boki. W tej przesadnej wesołości było coś chorobliwego, poznałem to natychmiast.

– Proszę przestać! – zawołałem. – Niech pan się opanuje!
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij