Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Kiedy obudzi się nadzieja - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
E-book: EPUB, MOBI
52,99 zł
Audiobook
52,99 zł
52,99
5299 pkt
punktów Virtualo

Kiedy obudzi się nadzieja - ebook

Sławka przeprowadza się do odziedziczonego domu na wsi. Mimo planów na rozwinięcie swojej pracowni, pogrąża się w żalu po stracie mamy. Na rozpamiętywaniu przeszłości mijają jej jesień i zima. Jedyną osobą, która ją odwiedza, jest sąsiadka, Sara. Dopiero wiosna przynosi zmianę. Sławka oswaja się z nową sytuacją i zaczyna działać.
Pewnego razu napotyka pod kapliczką zdezorientowaną starszą kobietę. Proponuje jej gościnę. Okazuje się, że Aniela cierpi na krótkotrwałe zaniki pamięci. Początkowo nieufna, z biegiem czasu postanawia zostać na dłużej w Chabrowym Ustroniu. Mimo różnicy wieku kobiety się zaprzyjaźniają, a ich relacja staje się początkiem czegoś wyjątkowego. Sławka stopniowo otwiera się na ludzi, chwyta okazje, zdobywa się na snucie marzeń, by wreszcie móc posmakować szczęścia i dać szansę miłości.
W Chabrowym Ustroniu zaczyna od nowa, chociaż była przekonana, że to koniec.

Piękna historia o miejscu na końcu świata, w którym milknie rozum, a głośniej rozbrzmiewa serce.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8441-176-6
Rozmiar pliku: 1,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY
NOWY POCZĄTEK W KOŃCÓWCE

Wrastała w ziemię. Spędzała długie godziny na ławce przed domem i poddawała się dojmującemu uczuciu zapuszczania korzeni. Gdy chłód wyganiał ją do chałupy, szła, szurając, jakby nawet krótka przerwa w stykaniu się z podłożem sprawiła, że zostanie porwana przez falę samotności, tęsknoty i rozpaczy.

Resztki sił zużyła wczesną jesienią na zamykanie poprzedniego życia w kartonowych pudłach, załatwianie spraw, takich jak odejście z pracy, żegnanie znajomych i utartych ścieżek. Zaczęła od nowa, chociaż wydawało się, że to koniec.

Po śmierci mamy podjęła decyzję, że przeprowadzi się na wieś. Do odziedziczonego po niej domu, należącego wcześniej do prababki. Domu z zapisaną w ścianach historią ich rodziny. Rozum podpowiadał, że to błąd, serce, że to jedyna droga, by przetrwać.

Na początku czuła się przygnieciona i zdezorientowana. W każdym kącie przycupnęły ślady obecności Danieli. Znajomy zapach w powietrzu, choć zwietrzały, wymieszany z woniami kurzu i stęchlizny, wciąż był wyczuwalny. Z każdym dniem, gdy otwierała drzwi i okna, coraz mniej. Czas płynął, a ona z trudem wyławiała znajome nuty. Skupiona, przymykała oczy i oddychała głęboko. Sfrustrowana, coraz rozpaczliwiej przeszukiwała szafy i szuflady.

Biały kocur w czarne łaty, uparcie nazywany przez matkę Sierściuchem, przyglądał się jej z oddali. Nie pozwalał się dotknąć. Jakby bał się zarazić obłędem, w jaki niechybnie popadała.

Mogła poczekać z przeprowadzką. Pozałatwiać sprawy spadkowe, urzędowe, pogrzebowe. Ale nie, wolała się przenieść od razu. Wtedy wierzyła, że tylko pobyt w Chabrowym Ustroniu ukoi jej ból. Po upłynięciu ponad połowy roku, po spędzeniu jesieni i zimy w odludnym zakątku nie była już tego taka pewna.

* * *

Wczesnomarcowe słońce ledwie lizało ciepłem. Kilka warstw ubrań nie pomagało uchronić się przed niską temperaturą. Mimo to najwięcej czasu spędzała właśnie na ławce po oknem, oparta o nierówności glinianej ściany. Patrzyła przed siebie, jakby chciała zarejestrować moment przebudzenia się przyrody, a tak naprawdę zatopiona w rozmyślaniach traciła kontakt z rzeczywistością.

* * *

– Dzień dobry! – Z drogi dobiegło ją dźwięczne powitanie. Zza kłębowiska nagich jeszcze krzaków wyłoniła się znajoma sylwetka.

– Cholera jasna… – cicho zaklęła Sławka.

Wargi jej popękały, a język wysechł na wiór. Ile godzin tak siedziała? Nie potrafiła odpowiedzieć, ale gdy tylko się poruszyła, zemdliło ją z głodu, a ciałem wstrząsnął dreszcz. Strzepnęła spódnicę i odgarnęła długie splątane włosy.

– Jak się dzisiaj czujesz? – Skrzypnęła furtka i kobieta się zbliżyła.

– Całkiem dobrze, dziękuję.

– Przerwałam ci w czymś?

Stanęła przed nią, w obu rękach trzymała wiklinowy koszyk. Musiał jej ciążyć, bo odgięła się lekko do tyłu.

– Tak, ale w niczym ważnym… – skłamała na odczepnego.

Wiele energii kosztowało ją udawanie, że niezapowiedziane wizyty Sary, najbliższej sąsiadki i dobrej koleżanki mamy, sprawiają jej przyjemność. Za każdym razem, gdy kobieta nawiedzała Chabrowe Ustronie, Sławka miała ochotę ją wygonić.

– Byliśmy z Nikodemem na biojarmarku. Nie potrafiłam się powstrzymać i jak zwykle kupiłam za dużo! – szczebiotała, nie zauważając milczenia Sławki albo celowo je ignorując. – Mam nadzieję, że zechcesz mi pomóc i przygarniesz kilka produktów. Nie mamy komu dać, a żal wyrzucić. Zobacz, jakie cuda! – Odstawiła pakunek na ławkę. Odsłoniła ściereczkę, ukazując szereg słoiczków i butelek.

– Może wejdziesz? Jest dość chłodno – zaproponowała Sławka, siląc się na okazanie gościnności.

Odkąd się przeprowadziła, obie grały w grę zachowania pozorów. Jakby z jakiegoś powodu sąsiadka postawiła sobie za cel opiekę nad Sławką. Tylko że ona nie potrzebowała i nie pragnęła towarzystwa, serdeczności, a już najbardziej tych niezapowiedzianych wizyt i prezentów.

– Chętnie. – Sara potarła ręce skryte w mitenkach.

Znowu złapała za koszyk i ruszyła przodem, zostawiając za sobą chmurę intensywnego orientalnego zapachu.

Mimo mieszkania na wsi wciąż ubierała się jak dziewczyna z miasta. Zamszowe kozaczki na wysokiej szpilce. Długa spódnica z falbanami z przeźroczystego materiału. Krótka kurtka, spod której wystawał gruby sweter. Do tego ogromny szal. Jasne, kręcone włosy lśniły w zszarzałej kuchni. Pozornie nie pasowała do tego miejsca, a jednak odnajdywała się w nim.

– …niesamowite przetwory, dosłownie z wszystkiego. I kiszonki. Zobacz, kalafior wzięłam specjalnie dla ciebie. – Pomachała niewielkim szklanym naczyniem z nieokreśloną zawartością. – Oliwa, ta jest z lubczykiem. A co najważniejsze. Sery i jaja. Bardzo proszę. – Odsunęła się o krok od stołu i rozłożyła ręce, prezentując wypakowaną zawartość koszyka, jak handlarka na targu reklamująca swój towar. – Samo zdrowie. – Bez pytania usiadła na ławie.

Sławka odruchowo poprawiła grubą tkaninę spódnicy po mamie i się odwróciła. Nalała wody do czajnika. Roznieciła ogień. Nie mogła sobie przypomnieć, czy rano coś jadła. Kątem oka zerknęła do zlewu. Na jego dnie stał kubek po kawie. Z dzisiaj? Czy może z wczoraj? Dni zlewały się w jedno, gdy brakowało obowiązków i motywacji do działania.

– Może wpadniesz, na przykład w niedzielę, na obiad?

Sławka zwróciła uwagę na propozycję. Spróbowała zaangażować się w rozmowę, chociaż mimo regularnych wizyt Sary na tyle odwykła od towarzystwa innych ludzi, że przychodziło jej to z trudem.

– W niedzielę chcę jechać na cmentarz. – Wymówka sama się znalazła.

– Jak co tydzień. Przecież wiem, ale jedziesz rano. Prawda? – Sara nie odpuszczała. Wstała i bez pytania wyjęła kubki. Potem zajrzała do chlebaka. Znalazła tam tylko trzy kromki wyschniętego chleba. Westchnęła rozczarowana.

Sławka potarła czoło. Zażenowanie mieszało się ze złością. Kim była ta kobieta, żeby ją osądzać? Widziała, jak kręci głową z naganą.

– Zrobię ci chleba w jajku, co ty na to? Przywiozłam też keczup z cukinii. Będzie pasował. – Sara szeroko się uśmiechnęła i zabrała do pracy. Delikatnie ujęła Sławkę za ramiona i skłoniła, żeby usiadła na ławie pod oknem. Szybko dołączył do nich kot, miaucząc żałośnie, jakby go nie karmiono.

– Uduszę cię, zdrajco – szepnęła mu Sławka do aksamitnego ucha, gdy tylko tłuszcz na patelni zaczął skwierczeć i ją zagłuszył.

Sierściuch nie pozostał jej dłużny. Prychnął ostrzegawczo.

– Proszę. – Na stole pojawił się parujący talerz.

– A ty?

– Jadłam przed wyjściem. – Sara zajęła miejsce naprzeciwko. Wytarła dłonie w ścierkę. – To jak? Dasz się namówić? Po co masz tu sama bez przerwy siedzieć.

– Nie chcę wam przeszkadzać. – Pierwszy kęs niebezpiecznie rósł jej w ustach. Dopiero następny zaczął smakować.

– Nikodema nie będzie. Ma coś do załatwienia, a mnie będzie raźniej w twoim towarzystwie.

Wizja spędzenia kilku godzin w domu Sary wydała się koszmarną perspektywą. Nie przepadała za sąsiadką i godziła się na jej obecność tylko ze względu na pamięć o mamie. Poza tym najbardziej ceniła sobie możliwość rozpamiętywania straty w samotności. Odnalazła w tym bolesną przyjemność. Chwytała się wspomnień ze wszystkich sił i karmiła je wyobraźnią. Strach przed zapomnieniem okazał się tak silny, że nie pozwalała sobie na zwykłą codzienność wypełnioną działaniem. Uparcie wracała do chwil spędzonych z Danielą, ich rozmów, potyczek, a nawet kłótni. Żałowała każdego krzywego spojrzenia i złego słowa. A najbardziej tego, że już nie będzie miała okazji powiedzieć, jak bardzo się myliła w wielu sprawach. I po prostu przeprosić.

– Sławka, mówię do ciebie, a ty nadal bujasz w obłokach.

– Przepraszam. – Ocknęła się na dźwięk swojego imienia. – Możesz powtórzyć?

– Martwię się o ciebie. – Zniknął gdzieś uśmiech rozświetlający bez przerwy twarz Sary, za to pojawiła się troska uwidoczniająca prawdziwy wiek kobiety.

– Dlaczego? Nic się nie dzieje. – Nadmiar zainteresowania zaczął ją dusić. Podniosła się i odstawiła talerz do zlewu.

– Twoja mama nie byłaby zadowolona, gdyby…

– Och, daj spokój! – Niezamierzenie podniosła głos. – Nic nie wiesz o mojej mamie.

– Mylisz się. Możesz usiąść? Zaraz wychodzę. – Przekręciła głowę, żeby ją widzieć, i poklepała ławę przykrytą kocem i poduszkami.

– Nie będę cię zatrzymywać. – Zdecydowanie powinna się pohamować. Sara nie zasłużyła sobie na takie traktowanie. – Na pewno masz sporo obowiązków – dodała polubownie, ścierając paznokciem smugi popiołu z brzegu zlewu. Musiała go ubrudzić podczas mycia rąk po oporządzeniu pieca.

– To prawda. – Znowu się uśmiechnęła, choć wymuszenie. – W takim razie będę się zbierać. Daj mi tylko paczki.

– Jakie paczki?

– No, twoje zamówienia. Ostatnio wspominałaś, że kończysz kilka zleceń. Spódnica, bluzka… – W ostatnie słowa wkradła się niepewność. Uważnie przyglądała się Sławce, aż ta zapragnęła umknąć i się nie tłumaczyć.

– Racja! – Pacnęła się w czoło. – Dzięki, ale wczoraj wszystko wysłałam.

– Skończyłaś?

– Tak i mam kilka nowych zamówień, więc sama rozumiesz.

– Jasne. – Wzruszyła ramionami, chociaż ton jej głosu zdradzał niedowierzanie. – No to uciekam. – Złapała za kurtkę i szal. Ubrała się w pośpiechu.

– Czekaj! – Sławka zatrzymała ją już na zewnątrz, przy studni.

– Tak? – Obróciła się z nadzieją, że jednak będzie ciąg dalszy tego spotkania, ale gdy się zorientowała, że Sławka trzyma w rękach pusty koszyk, z trudem ukryła rozczarowanie. – Ale ze mnie gapa. Dzięki i do zobaczenia.

Sławka odprowadziła ją wzrokiem, upewniając się, że już nie wróci.

– Przemyśl zaproszenie na niedzielę, nie chcę siedzieć sama! – krzyknęła jeszcze Sara, zamykając furtkę.

Dziewczyna odmachała w odpowiedzi, poczekała, aż ucichną kroki, i padła ciężko na swoje ulubione miejsce pod oknem. Tuż nad głową, na parapecie, stało kilka glinianych doniczek z kikutami martwych kwiatów. Podwórko wymagało sprzątania po zimie. Drewniana tablica z nazwą „Chabrowe Ustronie” wyblakła przez zimę i przydałoby się ją odmalować. Ogród wołał o odrobinę troski, jeśli w lecie chciała mieć własne warzywa. W domu też przydałoby się kilka drobnych napraw. Co z tego…

Posiłek ciążył jej na żołądku jak kamień. Podobnie jak kłamstwo na sercu. Jej marzenia, nadzieje i plany przestały mieć znaczenie, gdy została sama. Jeszcze przez chwilę wierzyła, że będzie w stanie kontynuować działalność sklepu internetowego z rękodziełem i obowiązki złagodzą żałobę. Szybko jednak zrozumiała, że oszukiwała samą siebie. Na niczym jej nie zależało. W ciągu ostatnich miesięcy zmobilizowana negatywnymi komentarzami wysłała trzy paczki. Potem zupełnie odpuściła. Mieszkała w Chabrowym Ustroniu odziedziczonym po Danieli, przejadała jej oszczędności. Jak długo jeszcze będzie trwała w tym marazmie?

– Mamo, przepraszam… – Samotna łza połaskotała ją po policzku. Otarła ją mankietem. Zerwał się wiatr i szarpnął brzegiem jej spódnicy. Przymrużyła oczy, chroniąc je przed pyłem. Zmierzchało.

Podniosła się ze stęknięciem i wróciła do domu. Zamknęła za sobą drzwi na klucz. Zmusiła się, by nalać kotu świeżej wody, i napełniła miskę suchą karmą. Upewniła się, że kuweta nie wymaga czyszczenia, a potem przekroczyła próg pokoju matki. Skuliła się na jej łóżku i przykryła szlafrokiem.

* * *

Obudził ją dźwięk telefonu. Niechętnie się podniosła i ziewając przeciągle, odnalazła aparat na regale w końcu niewielkiego korytarza, pełniącym funkcję spiżarni. Po cichu liczyła, że to brat mamy, wujek Artur. Jedyna osoba, z którą miała jeszcze chęć rozmawiać. Być może dlatego, że się nie wpraszał, nie próbował jej niczego narzucać ani przesadnie nie kontrolował Sławki. Zamiast tego zobaczyła, że dzwoni do niej przyjaciółka mamy, Iza. Odchrząknęła i odebrała.ROZDZIAŁ DRUGI
KSIĄŻKA

Po raz pierwszy od dawna zmobilizowała się do działania. Miała dwa dni na doprowadzenie domu do normalnego wyglądu. Zawzięcie wymiatała kurze z kątów, umyła okna, wybrała się do sklepu we wsi i zapełniła lodówkę. Nikt, kto by nagle odwiedził Chabrowe Ustronie, nie zgadłby, jak wyglądały jej ostatnie miesiące.

W dzień zapowiedzianego przyjazdu gości krytycznie przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. Zmartwiała. Zapadnięte policzki, nieobecny wzrok, spłowiałe, zniszczone włosy z widocznymi odrostami. Jak mogła tak się zapuścić?

Rozpaczliwe zabiegi pielęgnacyjne na niewiele się zdały. Ciasne upięcie, pociągnięcie rzęs tuszem, a ust błyszczykiem i do tego w miarę niezniszczone ubrania musiały wystarczyć.

Wysypała na talerzyk kilka ciastek. Ścierką starannie zgarnęła okruszki i wyjrzała przez okno. Spóźniali się, a ona się niepokoiła. Tego dnia aura przypominała jesienną i na pewno trudniej jechało się wiejskimi drogami. Deszcz zacinający w okna mocno ograniczał widoczność, a wiatr nie zachęcał do wyjścia na dwór.

Mimo nerwowego oczekiwania zauważyła zmianę. Jakby pozbyła się zasłony z oczu. Krew szybciej krążyła jej w żyłach, a ona miała chęć. Chęć na oddychanie, ruch, na działanie. Coś, czego nie zaznała od miesięcy.

Nerwowo dreptała wzdłuż stołu. Wysłużona drewniana podłoga skrzypiała pod jej ciężarem. W powietrzu unosił się zapach kawy wypitej chwilę wcześniej. Gdy wreszcie usłyszała dźwięk podjeżdżającego samochodu, wyszła do wąskiego korytarza i szeroko otworzyła drzwi. Drobinki wilgoci osiadły na jej twarzy, a chłód liznął ją po szyi, ale się nie cofnęła.

– Iza, Michał, jak miło was widzieć! – Głos nienawykły do okazywania pozytywnych emocji lekko zadrżał. – A któż to? – Odebrała od Michała gondolę.

– Nasz największy skarb. Danusia. – Mężczyzna przedstawił maleństwo. Na ramieniu niósł kolorową torbę.

– Cześć. Wieki cię nie widziałam. – Iza dopadła do niej. Rzuciła pakunki na ziemię i uściskała ze wszystkich sił. Krawędź gondoli boleśnie wbiła się w brzuch Sławki.

– Nie stójcie tak. Zapraszam.

W trójkę, a właściwie w czwórkę, szczelnie wypełnili niewielką przestrzeń kuchni. Sławka z zaskoczeniem zarejestrowała niemal namacalną zmianę atmosfery. Jakby dom odetchnął z ulgą, że wreszcie wróciło życie. Dźwięki, zapachy, ruch. Sławka z zachwytem rejestrowała te wszystkie elementy.

– Chyba mała potrzebuje zmiany pieluchy – zakomunikował Michał, pospiesznie zrzucając okrycie i wyłuskując dziecko spod kocyka. – Siedź, ja zmienię – zwrócił się do żony. – Sławka, gdzie możemy się zaszyć na chwilę?

Nie od razu odpowiedziała. Oszołomiona patrzyła na malutką dziewczynkę. Dziecko odwzajemniło spojrzenie i okrasiło je bezzębnym uśmiechem, a potem potarło oczy piąstkami w mało skoordynowany sposób i sapnęło.

– Proszę, tutaj będzie wam wygodnie. – Wskazała swoją sypialnię, zadowolona, że tam też gruntownie posprzątała.

– Myślałam, że wpadniesz do nas, żeby zobaczyć Danusię. – Iza nie bawiła się w subtelności, od razu zarzuciła ją wyrzutami. Wierciła się, ściągając kurtkę i przesuwając bagaże.

– Wybacz. Naprawdę nie miałam jak – skłamała bez mrugnięcia okiem.

– Aż tak pochłonęła cię praca?

– Nie tylko ona. Wiesz, zostało jeszcze kilka spraw urzędowych. Po przeprowadzce musiałam zrobić miejsce dla siebie, przestawić się na mieszkanie na wsi.

– Nadal nie jestem pewna, czy to było dobre rozwiązanie.

– Dlaczego nie? – Sławka udała, że nie domyśla się, o co chodzi przyjaciółce mamy.

Iza pokręciła głową i z przyniesionej przez siebie torby wyjęła kartonik.

– Proszę, coś słodkiego. – Sama odnalazła talerze, potem nóż w szufladzie wiekowego kredensu. Kiedyś spędzała dużo czasu w Chabrowym Ustroniu. Mimo zmiany gospodyni i wielu miesięcy, które upłynęły od ostatniej wizyty, wciąż zachowywała się swobodnie i pewnie. – No wiesz.

Sławka nabrała powietrza, spodziewając się tyrady, co powinna, a czego absolutnie nie podczas żałoby.

– Zawsze prowadziłaś aktywny tryb życia, aż do przesady. Miałaś wokół siebie ludzi, mnóstwo zajęć. Pamiętam, jak Daniela cię wyglądała. Nie wiedziała, kiedy się zjawisz, ale zawsze czekała i miała nadzieję, że właśnie teraz. – Przysiadła na brzegu ławy przykrytej spłowiałym kocem. Ręka automatycznie powędrowała w bok, pewnie w poszukiwaniu kota. To Iza niestrudzenie agitowała za pełnoprawnym pobytem zwierzaka w Chabrowym Ustroniu. Daniela się opierała, aż przyszedł moment, gdy doceniła obecność Sierściucha, a z czasem pozwoliła mu wejść sobie na głowę.

– Tutaj też się nie nudzę, naprawdę. – Sławka dorzuciła dwie szczapy do pieca, zamknęła drzwiczki, ustawiła czajnik z wodą i przysiadła zwyczajem mamy na brzegu taboretu.

– To dobrze. Niedługo wiosna się rozkręci. Będziesz miała jeszcze więcej roboty, w ogrodzie, obejściu. A przecież musisz dbać o swoją firmę.

– Byliście na cmentarzu czy dopiero się wybieracie? – Sławka sprytnie zmieniła temat.

– Od razu. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, że tak dawno nie odwiedziłam Danieli.

– Coś innego cię zajmowało. Mama by to zrozumiała. Poza tym grób jest zadbany. Jeżdżę co tydzień.

– Żałuję, że nie poznała Danusi. Mam wrażenie, że to wszystko… – musnęła torbę z rzeczami niezbędnymi dla dziecka – nie wydarzyłoby się, gdybym nie trafiła do Chabrowego Ustronia. – Iza zmieniła ton. Mówiła cicho i gorączkowo, mocno wychylając się w stronę Sławki. – Święty bez głowy musiał mnie sprowadzić do Danieli. Wiedział, że twoja mama ustawi mnie do pionu. Odeszła, ale wcześniej zadbała o mnie.

Sławka wzdrygnęła się na te słowa. Z trudem przełknęła ślinę. Nie bacząc na Izę, położyła łokcie na stole i zakryła twarz rękoma. Wywołany tym wyznaniem żal okazał się zbyt silny, a rany za świeże, by mogła je po prostu ukryć.

– Trochę to trwało, ale jesteśmy! – Do kuchni wrócił triumfalnie Michał z córeczką w ramionach. – Gdzie mogę wyrzucić bombę?

Gdy pomachał pieluchą, Sławka wróciła do rzeczywistości.

– Uważaj, jest toksyczna! – żartował.

Zastanawiała się, czy nie zauważył napięcia w powietrzu, czy może był tak bardzo skupiony na Danusi, że omijały go subtelne różnice. Dumny tata usiadł koło żony i odruchowo cmoknął ją w skroń.

– Nakarmię ją i pewnie zaraz zaśnie. – Tym razem Iza schowała się w pomieszczeniu obok, delikatnie przymknąwszy drzwi.

– Kawy czy herbaty? A może jesteście głodni? – Sławka otrząsnęła się z rozmyślań i przypomniała sobie o dobrych manierach.

– Kawę poproszę. Słuchaj, pewnie się zastanawiasz, po co przyjechaliśmy?

– To znaczy? – Przygotowała filiżanki, wsypała do nich kawę, zalała ją gorącą wodą i postawiła na stole. Dokończyła krojenie ciasta przywiezionego przez gości. – To zrozumiałe, że Iza zechciała mnie odwiedzić. Przecież do niedawna często tu bywała. Cieszę się, że jesteście i mogę wreszcie poznać Danusię. Śliczna dziewczynka – mówiła szczerze. I nie zadawała pytań, dlaczego dopiero teraz przyjechali, bo powód był oczywisty. Ich życie uległo radykalnej zmianie.

– Chodzi mi o to, że nie jesteśmy tutaj tylko z towarzyską wizytą. – Poklepał siedzenie dookoła siebie, wszędzie piętrzyły się kurtki, szaliki, kocyk i jakieś torby. W końcu z męskiej skórzanej listonoszki wyjął książkę i przesunął w jej stronę.

– Co to jest? – Nie sięgnęła po nią. Patrzyła na minimalistyczną okładkę z zegarem i wyrazistym tytułem _Sztuka panowania nad czasem._ Rzuciło się jej w oczy nazwisko autora. – Gratuluję! Twoja pierwsza?

– Można tak powiedzieć. Zdecydowałem się napisać przystępny poradnik. – Z jego oczu wyzierała niepewność i Sławka nie mogła zrozumieć, dlaczego tak się kryguje. Od dawna nie sięgała po książki, może wreszcie się przełamie. Nigdy nie znała osobiście żadnego autora ani autorki. Zastanowiła się, czy przez to, że poradnik otrzymała od Michała, odbierze go inaczej, niż gdyby czytała tekst kogoś zupełnie obcego. Przysunęła do siebie książkę i otworzyła. Od razu w oczy rzuciła się wydrukowana dedykacja.

_Danieli, która czerpała z życia pełnymi garściami. Znała wartość czasu i nie marnowała ani minuty. Dziękuję, że podzieliłaś się swoją mądrością z innymi._

Sławka poczuła pieczenie pod powiekami. Nic z tego nie rozumiała.

– Niedługo przed śmiercią udało mi się ją uprosić o rozmowę do tej książki. Początkowo się opierała. Zgodziła się chyba tylko ze względu na Izę albo żebym dał jej spokój. – Zaśmiał się smutno. – Była wyjątkowa. Wielu mogło jej pozazdrościć organizacji, samodyscypliny i energii.

– To prawda… – Nie odrywała wzroku od liter, które rozmazały się jej przed zaszklonymi oczami.

– W każdym razie jeden rozdział to właśnie rozmowa z Danielą. Uznałem, że powinnaś mieć egzemplarz.

– Dziękuję… – wydusiła z siebie akurat, gdy wróciła Iza.

– Zasnęła. – Odłożyła dziecko do gondoli. Usiadła koło Michała i nałożyła sobie ciasta.

– Dziękuję, że o mnie pomyśleliście. Nie pamiętałam o tym, nawet nie jestem pewna, czy mama wspominała mi o wywiadzie.

– Nie traktowała tego jak coś ważnego. Chyba nie wierzyła, że książka wyjdzie, a może myślała, że to nic takiego. W każdym razie poradnik pnie się po listach bestsellerów. – Dumna Iza podzieliła się wieściami. – Jakby nad nami czuwała.

– Och, przestań. – Mimo wzruszenia wtręty o ponadnaturalnych wpływach świętego bez głowy albo spozierania Danieli zza światów irytowały Sławkę. Za bardzo przypominały jej gadki uduchowionej Sary.

– Brzmisz jak Daniela. Ale inaczej byś śpiewała, gdybyś doświadczyła tylu cudów, co ja.

Sławka powstrzymała się przed ostentacyjnym przewróceniem oczami.

– Lepiej powiedzcie, co tam u was? – Naprawdę była ciekawa, chociaż najbardziej pragnęła zostać sama i zatopić się w lekturze.

– Wciąż szukamy odpowiedniej działki pod budowę domu. Nie znaleźliśmy na rynku domu, który by nas w pełni satysfakcjonował, więc postanowiliśmy zaryzykować z budową. Nie spieszy się nam. Możemy poczekać.

– Naprawdę? – Wykazała uprzejme zainteresowanie. Nie potrafiła do końca się rozluźnić. Goście w Chabrowym Ustroniu to była dla niej obca sytuacja i wymuszała zachowanie, do którego nie przywykła. Poza tym Iza była blisko z Danielą, nie z nią. – Ile będzie trwała budowa? – Fakt, że podjęli się wyzwania, nie zrobił na niej wrażenia, ale oboje się tym ekscytowali.

Z trudem zachowywali się cicho, żeby nie obudzić Danusi, i opowiadali ze szczegółami o planach.

Sławkę dopadło zmęczenie. Jej ciało stało się ociężałe, oczy piekły, być może od wyższej niż zwykle temperatury. Tęskniła za wyjściem na dwór, ale wciąż padało. Nie mogła nawet zaproponować spaceru. No i książka. Kusiła tajemnicą. Jaka okaże się mama w wywiadzie? Czy znała ją taką? Czy powiedziała coś, o czym jej córka nie miała pojęcia? Czy siliła się na okrągłe zdania? Może minęła się z prawdą, żeby lepiej wypaść? Owszem, Daniela robiła wiele rzeczy, ale w sposób chaotyczny. Chociaż, co Sławka mogła wiedzieć. Wpadała do Chabrowego Ustronia jak po ogień. Zwykle zaraz się kłóciły, więc opuszczała ten dom z ulgą, by kilka kilometrów za Końcówką zacząć znowu tęsknić.

– No, będziemy się zbierać. Jak na pierwszy wyjazd Danusi, całkiem nieźle poszło, ale w domu czeka nas pranie i inne atrakcje – zarządziła Iza. – Słuchaj. Marta mnie o ciebie pytała.

– O mnie? – Zaczerwieniła się na wspomnienie połączeń od siostry Izy, które odrzucała.

– Po prostu się z nią skontaktuj, gdy będziesz miała chwilę.

Błyskawicznie się spakowali, serdecznie pożegnali, nie szczędząc uścisków, i wyruszyli w drogę powrotną.

Została sama w mętlikiem w głowie, zasłuchana w melodię deszczu wystukiwaną na parapecie.ROZDZIAŁ TRZECI
POKRZEPIENIE

Nie od razu zaczęła czytać. Książka, która ją przyciągała, niemal parzyła, gdy tylko wzięła ją do ręki. Przekładała ją kilka razy, sprzątając po gościach. Chciała, żeby wrócił spokój, ale po krótkiej wizycie Izy z rodziną coś się zmieniło. Pobudzona, nie mogła znaleźć sobie miejsca. Wciąż pozostawała w ruchu.

Odwlekała lekturę, jakby była ważnym spotkaniem, z którym wiążą się nadmierne oczekiwania. Obawiała się, czy rozpozna w spisanych przez Michała zdaniach własną matkę.

Gdy już nic nie zostało do zrobienia, a za oknem zapadł zmrok, usiadła na łóżku i zapaliła lampkę. W chałupie panował ziąb. Rozkojarzona nie pamiętała, aby dorzucić do pieca. Okryła kolana kołdrą, pod plecy wsunęła puchową poduszkę i skierowała książkę pod strumień światła. Przejrzała kilka kartek. Przeczytała dwa akapity. Michał pisał konkretnie, ale z humorem. Zerknęła na spis treści i otworzyła przedostatni rozdział. Dziesięć wywiadów z ludźmi z różnych środowisk. Bez trudu trafiła na rozmowę z Danielą. Zasłoniła stronę dłonią, przymknęła oczy i kilka razy głęboko odetchnęła.

_Emerytura nie oznacza bezczynności. Dom z ogrodem, dbanie o siebie, pomaganie innym, życie rodzinne i własna firma zyskująca na popularności, a przez to coraz bardziej wymagająca czasu i uwagi, jaki jest sekret na pogodzenie tylu obowiązków?_

Nigdy nie patrzyła na mamę w ten sposób. Nie sądziła, że aż tyle robi. Za to Michał zauważył.

_To nie jest trudne, jeśli ma się ustalone priorytety. Są jak drogowskazy. Nie pozwalają zboczyć z obranego kursu._

Krótko i na temat, cała mama, pomyślała Sławka. Zawsze nalegała, by córka podjęła decyzję i konsekwentnie realizowała swoje cele. Często się o to sprzeczały. Sławka kilka razy zmieniała kierunki studiów, by finalnie je rzucić. Podejmowała różnego rodzaju zlecenia, bo marzyła o niezależności finansowej. Nie miała na nic czasu, a jednak dni uciekały.

Ominęła kolejne pytanie i przeszła od razu do odpowiedzi Danieli.

_Powodem jest miłość. I nie mam na myśli tej romantycznej, która w najbardziej skrajnych przypadkach zaślepia i bywa powodem podejmowania najgorszych możliwych decyzji._

Serce Sławki zabiło szybciej. Ona też nie pozwalała sobie na żadne porywy serca, zakochanie czy chociażby romans. Zaszycie się na wsi było jej na rękę. Nikt nie pytał o plany osobiste, o partnera, randki, o te wszystkie rzeczy, którymi ekscytowały się jej znajome. Niby drobiazg, ale uprzykrzający codzienność. Ojciec zadbał, żeby pozbyła się naiwności. Wiedziała, że małżeństwo nie musi oznaczać porażki. Iza z Michałem byli najlepszym dowodem na to, że może się udać. Podobnie Jadzia i Mietek, sąsiedzi, na miejsce których wprowadzili się Sara i Nikodem. Kolejne bardzo zgrane i zakochane po uszy małżeństwo. Niestety, doświadczenia z dzieciństwa skrzywiły jej postrzeganie świata. Nigdy nie pozwoli sobie na utratę zdrowego rozsądku przez faceta.

Pomasowała skronie. Nadmiar wrażeń przyprawił ją o ból głowy. Wyszła spod ciepłej kołdry i postanowiła zachować się jak normalna, dorosła osoba. Napaliła w piecu, włączyła światło w kuchni i po raz pierwszy od dawna usiadła przy stole nad stertą kanapek. Po posiłku zaparzyła sobie czarną, mocną herbatę i umościła się z książką bliżej pieca.

_Zawsze lubiłam błyskotki, a projektowanie i wykonywanie biżuterii stało się moją pasją. Przy okazji zaczęłam zarabiać, początkowo symboliczne kwoty. Nie traktowałam tego zajęcia jako obowiązku, raczej jak przyjemność. Podobnie z domem. Kocham to miejsce, więc z radością się nim zajmuję. Co do organizacji czasu… czasami mam wrażenie, że dysponuję jego większą ilością niż inni. Wcale nie chodzi o to, że jestem na emeryturze i nie mam wnuków. Nie tracę go na bezsensowne przeglądanie Internetu, nie robię zbędnych zakupów, nie podglądam codzienności obcych ludzi. Chcę być obecna tu i teraz. Wszystkie współczesne udogodnienia mogą stać się pułapką. Coraz trudniej wytrwać bez telefonu. Bez dostępu do mediów. Cieszę się, że pamiętam świat sprzed rewolucji technologicznej i potrafię funkcjonować jak dawniej._

Z poszczególnych elementów wywiadu wyłaniał się znajomy obraz, ale styl wypowiedzi za nic nie pasował do Danieli. Sławka domyśliła się, że pewnie Michał nieco przeredagował poszczególne fragmenty. Z zainteresowaniem kontynuowała lekturę. Mama szczegółowo opisała swój zwyczajny dzień, oszacowała, ile godzin poświęca na projektowanie, tworzenie, zamówienia, sprawy formalne, wysyłkę… Sławka zauważyła, że czyta z przyjemnością. Jakby miała możliwość obserwować mamę, kiedy ta jest tego nieświadoma. Na pewno trudno było w uporządkowany sposób opisać swoje zajęcia, gdy zwykle każdym dniem rządził przypadek. Miała wrażenie, że u Danieli ciągle coś się działo. A to Iza nawiedziła Chabrowe Ustronie i stała się stałą bywalczynią, a to zjawił się wujek Artur, z którym Daniela nie widziała się od dzieciństwa. Potrącenie przez samochód, wyprowadzka najbliższej sąsiadki, zasłabnięcie w szczerym polu, to zaledwie wydarzenia z poprzednich dwóch lat, a jednak konsekwentnie wykrawała chwile, by kontynuować swoją pracę. W domu zawsze było wysprzątane, ogród zadbany, na kredensie stało ciasto na wypadek niezapowiedzianej wizyty, a w sezonie Daniela suszyła zioła i robiła przetwory. Do tej pory na niewielkim regale w kącie za sypialnią stały przyrządzone przez nią nalewki, mieszanki do naparów, dżemy i konfitury oraz zapas cukru chabrowego.

Z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem Sławka czuła coraz większe zadowolenie. Nie potrafiła tego wytłumaczyć. Jakby mama stała tuż obok i opowiadała. Spokojnie, bez zniecierpliwienia i złości objaśniała sprawy dla niej oczywiste.

_Wydaje mi się, że najważniejsza w tym wszystkim jest elastyczność. Plany zdecydowanie za często ulegają zmianie. Nigdy nie wiemy, co nas za chwilę spotka. I być może dlatego trzeba szanować czas. Wiedzieć, co jest dla nas istotne, i na to świadomie go przeznaczać. Nie marnować na zbędne kłótnie, na przejmowanie się zdaniem innych, na rozpamiętywanie przeszłości, na wielogodzinne wpatrywanie się w ekran. Chociaż to banał, w pędzie codzienności zapominamy, że mamy jedno życie. Możemy się złościć na to, co nas spotkało, stać w miejscu i nieuchronnie zbliżać się ku końcowi, możemy też spalać się w złości na innych, bo nie spełniają naszych oczekiwań czy nas skrzywdzili, albo otrzepać się i pójść dalej. Zrobić coś dobrego dla siebie, dla innych. Poświęcić się temu, co nas uszczęśliwia. To chyba wszystko. Dziękuję._

Sławka zamknęła książkę porażona ostatnimi słowami.

Nikt nie zwróci jej tych dni, które minęły. Pogrążyła się w cierpieniu, odsunęła od ludzi, zaszyła na końcu świata, jakby jutra miało nie być. Mama nie po to o nią zadbała, żeby teraz jej wysiłki miały pójść na marne. Czy chciałaby widzieć swoją jedyną córkę obrażoną na los, złamaną i słabą? Tak bardzo się cieszyła, gdy wspólnie pracowały przy sklepie. Rozszerzyły działalność, bo nagle się okazało, że Sławka doskonale radzi sobie z igłą. Mało tego, pomysłów i chęci do pracy jej nie brakowało. Dlaczego tak łatwo odpuściła? Tyle miesięcy po prostu trwała. Już dosyć tego! Pora ruszyć dalej. Zadbać o siebie tak, jak robiła to do niedawna. Nie wierzyła, że w przypadku kłopotów może na kogoś liczyć. Dopiero po fakcie okazało się, że mama za jej plecami konsekwentnie splatała siatkę bezpieczeństwa. To dlatego wciąż znosiła wizyty Sary, wydzwaniała do niej Marta, a na koncie bankowym zachowała całkiem sporą sumę pieniędzy.

Poderwała się z krzesła i przytuliła książkę do piersi. Potem zaniosła do sypialni i odłożyła na szafkę przy łóżku. Chciała mieć ją pod ręką na wypadek, gdy znowu ogarnie ją niechęć do działania albo przejmujący smutek zmuszający do leżenia. Myśli urządziły sobie gonitwę w jej głowie. Wiedziała, że mimo późnej pory na pewno nie zaśnie. Narzuciła na ramiona kurtkę, sięgnęła po klucze i wyszła na podwórze. Wciąż padało, ale wiatr ustał. Przemknęła do budynku gospodarczego i dopadła ostatnich drzwi. Od dawna nieużywana kłódka nie od razu się poddała, ale to Sławka wygrała. Otworzyła drzwi i uderzyło w nią zatęchłe powietrze. Zapaliła światło.

Zaraz po przeprowadzce wstawiła do warsztatu mamy maszynę do szycia odziedziczoną po nieżyjącej żonie wujka Artura. Do tej pory jej nie wypakowała. Wykroje leżały na stole. Pod ścianą walały się bele materiałów i plastikowe pojemniki z wstążkami, koronkami, guzikami i zamkami błyskawicznymi. Przymknęła drzwi. Zsunęła kaptur kurtki pokryty kroplami deszczu i przysiadła na krześle. Na stole wciąż leżała biżuteria Danieli.

Najwyższa pora, by się tym zająć. Zaczęła porządkować, segregować, układać. Nie zamierzała pozbyć się śladów bytności mamy. To była jej pracownia. Sławka nadal tak traktowała to miejsce. Ale stworzyła przestrzeń dla swojej pracy. Ręką odkurzyła manekin krawiecki i postawiła go bliżej lampy. Pośrodku stołu znalazło się miejsce dla maszyny. Pod oknem, na blacie rozłożyła wykroje. Zamiotła podłogę. Nad ranem opadła z sił. Miesiące bezruchu pogorszyły jej formę. Miała zakwasy po sprzątaniu przed wizytą Izy i Michała, a teraz doszedł jeszcze ból pleców. Zdecydowanie była za młoda, by pozwolić sobie na takie zaniedbanie.

Usatysfakcjonowana swoimi działaniami, raz jeszcze obrzuciła wzrokiem pomieszczenie, a potem wróciła do domu, żeby się przespać. Wczesnym popołudniem, po szybkim śniadaniu, które w siebie wmusiła, z termosem kawy, wcześniej należącym do mamy, weszła do swojego nowego królestwa. Otworzyła szeroko drzwi i pozwoliła, by wnętrze trochę się ogrzało. Po deszczu nie został ślad, a podwórko zalało słońce. Wraz z nowym dniem pojawiły się pomysły. Zaczęła je pospiesznie szkicować. Po chwili zebrała kolorowe ścinki i kilka dopasowała do siebie. Już wiedziała, że niebawem zamienią się w patchworkową torebkę. Palce nie nadążały za myślą. Opamiętanie przyszło, gdy się ukłuła igłą. Syknęła i nacisnęła zraniony fragment, by zatamować krwawienie.

Nie tędy droga. Rzuciła się na szycie, jakby chciała nadrobić w jedno popołudnie kilka miesięcy. Niechętnie odsunęła zaczęty projekt na bok i wyszła z budynku. Po obiedzie zasiadła z laptopem i zerknęła do sklepu internetowego. Kolejna rzecz niecierpiąca zwłoki.

Miała do siebie żal. Za obrażenie się na los. Za próbę ucieczki przed życiem. Za zmarnowany czas, okazje i pieniądze mamy. Przed osobistą tragedią Sławka trzymała się planu. Obiecała sobie, że do trzydziestki kupi mieszkanie. Pracowała bez przerwy, żeby uzbierać jak najwięcej na wkład własny. Była przekonana, że może polegać tylko na sobie. Uważała, że Daniela ledwie sobie radzi, a ojciec, po założeniu nowej rodziny, pojawiał się tylko z prośbami o pożyczki. O ile co do niego miała rację, w przypadku matki się pomyliła. Paradoksem okazało się, że po jej odejściu Sławka nie musiała się martwić o byt. Miała zapewniony dach nad głową i fundusze na życie, a nawet na rozkręcenie własnego biznesu. Daniela zapewniła jej idealne warunki do realizacji celu – własnej pracowni krawieckiej. Jednak Sławka zbyt łatwo zaprzepaściła dobry początek.

Pokręciła głową nad swoją lekkomyślnością. Kiedy mogła liczyć na wsparcie, nie zauważała go. Gdy sytuacja się zmieniła i została zupełnie sama, odpuściła wysiłek zadbania o swoją przyszłość.

* * *

Po obiedzie raz jeszcze sięgnęła po książkę od Michała. Przejrzała kilka kartek, a potem z szuflady w sypialni wygrzebała stary notes mamy i starannie, szczegółowo rozplanowała najbliższe tygodnie. Uzbrojona w dawno niewidzianą determinację, korzystając z wczesnej jeszcze pory, wybrała się na cmentarz.

– Mamo, przepraszam. Za te wszystkie razy, gdy się na ciebie złościłam. I za to, że poddałam się bez reszty tęsknocie. Zawsze walczyłaś o samodzielność, a ja zachowałam się jak obrażona na świat mała dziewczynka, czekająca, aż ktoś ją wybawi od podejmowania decyzji i odpowiedzialności. Zabrnęłam w ślepą uliczkę, ale już jest dobrze. Zaczynam od nowa. Jeszcze będziesz ze mnie dumna.

Dotknęła zimnej nagrobnej tablicy i się odwróciła. Szła z uniesioną głową, gotowa sprostać wyzwaniu, jakiego się podjęła.ROZDZIAŁ CZWARTY
NIEDZIELNA WIZYTA

Miała nadzieję, że Sara doceni drobny gest i przyjmie torebkę. W podziękowaniu i na przeprosiny. Sławka długo się wahała, czy skorzystać z zaproszenia, ale w końcu uznała, że jest jej to winna. Sąsiadka nie zasłużyła sobie na oschłe traktowanie.

* * *

W niedzielny poranek jak zwykle pojechała swoją rozklekotaną Toyotą na cmentarz. Wyjątkowo ładna pogoda nastroiła ją pozytywnie. Widząc promienie słońca przeciskające się przez nagie gałęzie i radośnie drgające na grobie, pomyślała, że Daniela wściekłaby się, gdyby wiedziała, jak Sławka traktuje jej znajomą. Czym prędzej postanowiła to naprawić.

Nie uprzedziła Sary. Za to ubrała się odświętnie. Rozpuściła dawno niefarbowane włosy i pozwoliła, by przez całą drogę bawił się nimi ciepły wiatr. Skorzystała ze sprzyjającej pogody i zostawiła samochód przed domem. Szła spacerowym krokiem, dziwiąc się pustej okolicy. Chociaż krajobraz nie budził zachwytów, ona czuła w sercu lekkość. Naprawianie błędów, a przynajmniej podjęcie próby napawało ją nadzieją, że jeszcze i na nią czeka coś dobrego.

Przy kapliczce ze świętym bez głowy zatrzymała się i przyjrzała mu się uważnie. Niewiele się zmienił, odkąd go widziała ostatni raz. Mimo postępującego zniszczenia ktoś go nadal odwiedzał, bo na ziemi stał bukiet sztucznych kwiatów w słoiku i kilka świeczek. Sławka przypomniała sobie miejscową legendę, jakoby miał wysłuchiwać próśb. Chyba działał wybiórczo, bo Daniela wściekała się na każdą wzmiankę o cudownych właściwościach okaleczonej najprawdopodobniej przez piorun rzeźby. Sławka nie rozumiała jego fenomenu. Dla niej był to tylko lokalny koloryt. Element nierozerwalnie związany z Końcówką, jak dworek i od ostatniego lata kręgi w zbożu. Rozbawiło ją wspomnienie doniesień medialnych o wizytach kosmitów we wsi. Przez krótki moment Końcówka była na ustach wszystkich. Zrobiło się zamieszanie i zewsząd przybywali zwolennicy teorii o istnieniu obcej cywilizacji odwiedzającej Ziemię. Nie miałaby nic przeciwko temu, żeby i w tym roku wrócili.

Przed domem Sary zatrzymała się. Wcześniej odwiedziła to miejsce kilka razy, gdy mieszkał tu listonosz ze swoją żoną. Po pojawieniu się Nikodema i Sary nie miała okazji, a potem chęci na wizyty. Zaskoczyło ją obejście. Brakowało starej szklarni, przystosowanej przez poprzednich właścicieli do uprawy kwiatów. Za to wszędzie poustawiano kolorowe doniczki czekające na obsadzenie. Na ścianie domu wisiały różnorodne ramki ozdobione fragmentami kolorowego szkła. Na płocie przymocowano reklamę działalności Sary. Malarstwo intuicyjne, warsztaty, kręgi kobiet – krzyczały jaskrawe napisy. Sławka straciła rezon. Gdy zauważyła małe miejskie auto zaparkowane przy budynku gospodarczym i odkryła, że reflektory zostały ozdobione naklejkami udającymi rzęsy, zapragnęła obrócić się na pięcie i wrócić do zacisznego i oswojonego Chabrowego Ustronia. Na co ona się sili? Przecież jej i Sary nic nie łączyło. Zaraz jednak przypomniała sobie prawdziwy powód wizyty.

Mocniej ścisnęła zawiniętą w ozdobny papier i przewiązaną wstążką torebkę i weszła na teren posesji. Pospiesznie, bojąc się zmiany zdania, wspięła się po schodach i zastukała zdecydowanie. W ten sposób odcięła sobie drogę powrotną.

Zazgrzytał klucz w zamku i omiotło ją ciepłe powietrze pachnące mieszaniną jedzenia i czegoś chemicznego.

– Jak dobrze cię widzieć!

Gospodyni najwidoczniej nie wierzyła, że Sławka się zjawi, bo przywitała ją w poplamionym farbą fartuchu. Ledwie przykrywał jej pupę i niemal w całości odsłaniał gołe, zgrabne nogi. Włosy związała w niechlujny węzeł na czubku głowy i wetknęła w niego dwa pędzle.

– Przeszkadzam?

– Ależ nie, właśnie skończyłam i przymierzałam się do sprzątania. – W jej głosie pobrzmiewało zaskoczenie, ale i radość. – Nie stój tak. Zapraszam. – Szeroko otworzyła drzwi i się odsunęła.

– Proszę, to dla ciebie. – Sławka nieco sztywno wyciągnęła ręce, w których trzymała pakunek.

– A cóż to?

– Taki tam drobiazg. Za to, że wciąż o mnie pamiętasz. No i na przeprosiny – wydusiła z siebie. Wydawało się jej, że powinna pozamykać i naprawić pewne sprawy. Niewątpliwie należało do nich utrzymywanie dobrych stosunków z najbliższymi sąsiadami, jeśli chce zostać na wsi.

– Nic nie rozumiem, ale wejdźmy chociaż do pokoju. – Sara odebrała podarek i poczekała, aż Sławka zdejmie kurtkę.

Zajęła wskazane miejsce przy obszernym stole przykrytym kawałkiem tkaniny w kolorowe mazaje udającym obrus i przeczesała frędzle dłonią.

– Może najpierw otworzysz? – Spróbowała zyskać na czasie i pozbierać myśli.

– Wiesz co? Daj mi chwilę, przebiorę się i zrobię coś do picia.

Sławka została sama i rozejrzała się po pokoju. Dwupiętrowy budynek z zewnątrz nie wyglądał ciekawie. Przypominał klocek, ale w środku można było ulec złudzeniu, że jest się w galerii. Wszystkie ściany zdobiły obrazy. Oczywiście namalowane przez Sarę. Sławka nie musiała szukać sygnatur, bo od razu rozpoznała styl. W zeszłym roku miała okazję być na wernisażu w bibliotece w pobliskim miasteczku. Okazał się ogromnym sukcesem. Sara za motyw przewodni wystawy obrała kręgi w zbożu. Temat okazał się na tyle nośny, że przyciągnął wielu ciekawskich, a lokalne media jeszcze długo rozpisywały się o tym wydarzeniu. W Chabrowym Ustroniu też znajdował się jeden obraz autorstwa Sary. Prezent dla mamy. Chociaż raził poczucie estetyki Sławki, to zostawiła go w sypialni Danieli. Podobnie jak resztę rzeczy. Do tej pory niczego nie zmieniła w domu.

Podparła brodę i zawiesiła wzrok na wizerunku anioła unoszącego się na nocnym niebie nad chałupką krytą strzechą. Mogłaby przysiąc, że Sara odwzorowała Chabrowe Ustronie.

– Podoba ci się? Powstał niedługo po śmierci Danieli. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe…

Gospodyni niespostrzeżenie stanęła tuż za nią. Rozpuściła włosy i założyła spódnicę sięgającą ziemi oraz sweter odsłaniający ramiona i spięty paskiem z ostentacyjną klamrą. Przez tę krótką chwilę zdążyła pociągnąć usta szminką, rzęsy tuszem, a do tego wybrać wyrazistą biżuterię. Sławka od razu się najeżyła, gdy rozpoznała wisior i kolczyki mamy. Zacisnęła pięści i spojrzała ze złością na znajomą, zaraz jednak odpuściła. Przecież nie przyszła się kłócić. Nie ona jedna przeżywała żałobę po odejściu Danieli. W sercach wielu osób ziała dziura po stracie i musiała się z tym pogodzić.

– Ładnie tutaj macie.

– Jeśli chcesz, oprowadzę się. Trochę zmieniliśmy, dostosowaliśmy dom i okolicę pod moją działalność. Mam pracownię, w stodole zorganizowaliśmy przestrzeń pod warsztaty. Musimy wreszcie ruszyć, bo niebawem skończą nam się pieniądze. – Machnęła ręką, zaskoczona, jak łatwo się zagalopowała.

– Jesteście zadowoleni ze zmiany? – Sławka wysiliła się, by przypomnieć sobie, jak to jest prowadzić zwyczajną rozmowę. Upiła herbaty z ceramicznego kubka ręcznej roboty. Miał nieregularny kształt i ciekawy kolor. Ze zdziwieniem stwierdziła, że się jej podobał.

– Oczywiście. Mam więcej miejsca, swobody i możliwości rozwoju. Przez chwilę było naprawdę dobrze, no wiesz, po tych kręgach. Niestety, zamieszanie szybko się skończyło, a o mnie ludzie zapomnieli. To jedyny minus.

– Ale przecież od dawna działasz w Internecie. No i Nikodem chyba też czymś się zajmuje?

– Musieliśmy zweryfikować pewne sfery działalności, że tak to nazwę. Dokształca się, bo marzy o zostaniu rolnikiem z prawdziwego zdarzenia, takim bio i eko. Właśnie ten weekend spędza na uczelni. Poza tym jest moją prawą ręką. Organizacja lepiej mu wychodzi. Dba o zaopatrzenie, farby, płótna, o stronę internetową, o sprzedaż moich dzieł. Zajmuje się wysyłką. Kwestie techniczne też mu zostawiam. Zresztą chodź, pokażę ci…

Ruszyły wąskim korytarzem, aż trafiły do przestronnego pokoju zalanego jasnym, wpadającym przez spore okna światłem.

– To część domu, w której pracuję. Tu maluję. – Wskazała większe pomieszczenie. – A tu prowadzę spotkania online z neurografiki i inne. W tym tygodniu robiłyśmy wspólnie z uczestniczkami mapę marzeń. Wiesz, że już niektóre mi pisały, że coś się zmieniło w ich życiu? To działa!

_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij