-
nowość
Kiedy przestajemy być parą - ebook
Kiedy przestajemy być parą - ebook
Byliście parą. A potem pojawiły się dzieci, obowiązki, zmęczenie i codzienność. Rozmawiacie głównie o tym, co trzeba zrobić, coraz rzadziej o tym, co czujecie. Jesteście razem, a jednak czasem tęsknicie za tym, jak było między Wami kiedyś. Kiedy przestajemy być parą to książka o tym, dlaczego nawet kochający się ludzie po pojawieniu się dzieci zaczynają się od siebie oddalać — i co może pomóc im znów się zobaczyć, usłyszeć i zrozumieć. O komunikacji, konfliktach, zmęczeniu, podziale odpowiedzialności, bliskości i intymności. Bez szukania winnych i bez obietnicy idealnego związku. Za to z konkretnymi przykładami, pytaniami do refleksji i tematami do rozmów. Bo czasem nie przestajemy się kochać. Po prostu w natłoku codzienności przestajemy mieć przestrzeń, by być parą.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Poradniki |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788398187404 |
| Rozmiar pliku: | 6,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
„Kiedy przestajemy być parą” to książka o tym:
jak chronić więź, gdy zmienia się wszystko,
jak nie zgubić siebie i siebie nawzajem,
jak budować bliskość w czasie zmęczenia,zmian i wychowywania dzieci,
jak tworzyć relację, która dojrzewa razem z rodziną,
jak budować więź, która potrafi przetrwać kryzysy i kolejne etapy życia,
jak wybierać siebie nawzajem – każdego dnia na nowo,
jak być razem nie idealnie, lecz świadomie.
To opowieść o bliskości, odpowiedzialności i codziennym wyborze bycia razem.
O relacji, która nie jest stanem stałym, lecz procesem i o partner-stwie, które można chronić nawet wtedy, gdy jest trudno.
Nie po to, by dawać gotowe recepty, ale po to, by pomóc odnaleźć się w relacji w czasach, gdy tak wiele związków się rozpada.6
Partnerstwo w rodzicielstwie czyli wszystko zaczyna się od relacji.
Od tej jednej, najbliższej. Od tego, co dzieje się pomiędzy dwojgiem ludzi, którzy kiedyś wybrali siebie z miłości.
Partnerstwo w rodzicielstwie nie jest teorią ani pięknym hasłem z poradników. Nie jest też stanem, który osiąga się raz na zawsze. Jest zwykłą codziennością, która czasem bywa zmęczona, nieidealna, często chaotyczna. Pełną niedopowiedzeń, napięć, cichych pretensji i niewypowiedzianych potrzeb, a jednocześnie jedną z najważniej-szych przestrzeni, w jakiej toczy się nasze dorosłe życie.
Kiedy pojawiają się dzieci, relacja dwojga ludzi zmienia się szyb-ciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Zmienia się rytm dnia, kobiece ciało, ilość i jakość snu, ilość wolnego czasu, jakość rozmów. Zmienia się wszystko to, co kiedyś było naturalne i oczywiste. Nagle jest mniej „nas” jako partnerów. Pojawiają się nowe, często bardzo wymagające obowiązki, odpowiedzialność, zmęczenie i jednocześnie mniej tak ważnej w relacji bliskości.
Wiele par w tym momencie zaczyna się od siebie oddalać, choć nikt tego głośno nie planował ani nie chciał. Po prostu każdego dnia pojawia się coś ważniejszego do zrobienia - dzieci, praca, dom, spra-wy pilne i pilniejsze.
I tak oto rozmowy odkładane są na później, a zmęczenie wygrywa z bliskością i czułością. Drobne napięcia powoli zamieniają się w co-raz większy dystans. Nie dlatego, że ktoś przestał kochać, ale dlatego, że nikt nie nauczył nas, jak być razem w rodzicielstwie.
Wszak nikt nie przygotowuje nas na to, jak bardzo zmienia się relacja, kiedy w jej centrum pojawia się dziecko, kiedy partnerzy stają się rodzicami.
Tak łatwo wpaść w nowe role mamy i taty… i tak absurdalnie szybko można zgubić siebie nawzajem pod piętrzącą się stertą obowiązków. I wtedy właśnie tworzy się nowy rodzaj partnerstwa, wymagający nowego języka, uważności, nowej struktury, innych usta-leń. Wielu zmian i dostosowań do zupełnie innego, nowego świata.
Ta książka nie jest zbiorem recept. I na pewno nie powie Ci, jak „po-winno być”. Nie podzieli ludzi na dobrych i złych rodziców. Nie wskaże winnych.8
Rozdział 1.
Partnerstwo w rodzicielstwie
Słowo „partnerstwo” brzmi pięknie. Jest często powtarzane w roz-mowach o relacjach, w poradnikach i w mediach społecznościowych. Nierzadko staje się hasłem, za którym każdy widzi coś trochę innego.
Dla jednych partnerstwo oznacza równość. Dla innych – sprawie-dliwy podział obowiązków. Dla jeszcze innych – bliskość, wzajemne wsparcie, poczucie bycia zespołem. Są też tacy, którzy rozumieją je jako brak konfliktów, harmonię, spokój.
Tymczasem partnerstwo rzadko wygląda jak ideał z wyobrażeń, bo jest procesem. Czasem spokojnym, niekiedy burzliwym, a na pewno pełnym prób, błędów, korekt oraz powrotów.
W praktyce okazuje się, że dwoje ludzi może używać tego samego słowa, a mówić o zupełnie różnych rzeczywistościach, bo jedno w partnerstwie widzi podział obowiązków i swego rodzaju autono-mię, a drugie – wsparcie emocjonalne i bliskość. I już na tym etapie rodzi się pierwsze źródło napięć – nie wynikające ze złej woli, lecz z odmiennego rozumienia.
Partnerstwo nie jest jedną definicją. Stanowi umowę, która zmienia się w czasie. Jest sposobem bycia razem, który dojrzewa wraz z relacją, doświadczeniem i kolejnymi etapami życia kobiety i mężczyzny w ich związku.
Kiedy pojawia się dziecko, następuje zderzenie z kompletnie nieznaną, zupełnie nową rzeczywistością i układanie struktury życia od podstaw.
Najpierw są pytania:
Kto wstaje w nocy?
Kto zostaje w domu, kto pracuje?
Potem:
Kto pamięta o ubraniach na zmianę, zebraniach w przedszkolu?
Kto planuje posiłki, zakupy, wizyty u lekarza?
Kto i kiedy ma przestrzeń na odpoczynek?
Kto odkłada swoje potrzeby na później?
9
Partnerstwo przestaje być pojęciem teoretycznym, a zaczyna być doświadczeniem bardzo konkretnym, mierzalnym w godzinach snu, poziomie zmęczenia i ilości napięcia w ciele.
Wiele par w tym miejscu po raz pierwszy zaczyna odczuwać, że coś się rozjeżdża. Nie dlatego, że przestali się kochać, ale dlatego, że życie zaczęło wymagać od nich więcej, niż byli gotowi unieść bez renegocjowania dawnych, niepisanych umów.
Jednym z najczęstszych doświadczeń w rodzicielstwie jest poczucie nierówności. Niekoniecznie chodzi tu o ilość nowych zadań czy pię-trzące się obowiązki. Częściej w grę wchodzi nowy ciężar emocjonalny, bo zmęczenie można jeszcze znieść, ale poczucie bycia niewidzianym i niedocenionym – dużo trudniej.
Chodzi o to, kto czuje, że daje więcej, niż dostaje. W wielu parach ro-dzi się cicha rywalizacja o to, kto jest bardziej zmęczony, kto bardziej się poświęca, kto ma prawo do złości wynikającej z tego poświęcenia i poczucia, że „ja daję więcej niż ty”.
A efekt?
Z czasem pojawia się dystans, milczenie lub wręcz przeciwnie, atak na tę drugą stronę. Partnerstwo zaczyna wtedy „pękać” nie z powo-du jednego wielkiego konfliktu, ale przez niezliczoną ilość drobnych, niewypowiedzianych albo wykrzyczanych rozczarowań.
Narodziny dziecka są jednym z największych wyzwań dla relacji. - To musi wybrzmieć!
Zmienia się hierarchia potrzeb, wzajemna dostępność emocjonalna i sposób komunikacji. Relacja dwojga kochających się ludzi, która wcześniej była w centrum ich wspólnego wszechświata, przesuwa się na drugi plan. I bywa to dość gwałtowne, zwłaszcza jeśli nowy członek rodziny jest bardziej wymagający, niż rodzice są w stanie udźwignąć.
Sama doskonale pamiętam, kiedy na świat przyszedł mój pierwszy syn… Ledwo wyszłam z porodówki, a już po dwóch dniach znów byliśmy w szpitalu. Mały płakał niemal bez przerwy, a ja razem z nim w mojej bezsilności.
Szybko okazało się, że przyczyną jego cierpienia i krzyku był niedoj-rzały układ trawienny, nietolerancja laktozy i bakterie w moczu. Jako10
matka, pierworódka, w poczuciu całkowitej bezradności zaczęłam popadać w przygnębienie i strach. To napięcie przenosiłam na relację z partnerem — zupełnie nieświadomie. Obojgu nam było bardzo ciężko. Byliśmy młodymi rodzicami, których nikt nie przygotował na tak trudny początek w rodzicielstwie.
Wiele par w tym początkowym okresie bycia mamą i tatą przeżywa kryzys, który budzi lęk.
Pojawiają się pytania:
Czy coś się psuje?
Co robię źle?
Czy się oddalamy?
Czy on / ona jeszcze mnie kocha?
Dlaczego on / ona mnie nie rozumie?
Pojawiają się myśli:
Ciężko mi.
Czuję się samotny / samotna.
Gdzie się podział mój ukochany?
Gdzie się podziała moja ukochana?
Czy nasz związek się właśnie kończy?
Tymczasem to nie koniec, lecz moment przejścia, ewolucji.
Nastaje nowy etap, który wymaga nowych kompetencji, języka, formy bliskości.
Rodzicielstwo samo w sobie nie zniszczy relacji, pod warunkiem, że oboje rodzice nie stracą uważności — na siebie nawzajem, ale też na samych siebie.
Książka, którą trzymasz w dłoni jest zaproszeniem do spojrzenia na part-nerstwo nie jak na ideał, do którego trzeba dorosnąć, lecz jak na proces, który można świadomie kształtować, wspólną pracą, komunikacją, jednością. Wymaga to wysiłku, a młodzi rodzice są po prostu zmęczeni i często nie mają przestrzeni na budowanie nowego wymiaru by-cia razem. Warto jednak pamiętać, że nie rozpadają się te relacje, w których pojawiają się trudności, lecz te, w których przestaje się o nich rozmawiać, w których przestaje się patrzeć na drugiego człowieka11
z troską i czułością, a zaczyna wyłącznie z perspektywy pretensji: „ja robię więcej, a ty mniej”.
Partnerstwo nie polega na tym, że wszystko jest równo i sprawie-dliwie. To właściwie niemożliwe, by zawsze było po równo, bo raz człowiek ma więcej sił, raz mniej, raz jest w swoim szczycie, a raz ledwo wstaje z łóżka, by wykonać podstawowe obowiązki.
Wtedy jedno daje osiemdziesiąt procent, drugie dwadzieścia, by za jakiś czas proporcje się odwróciły, a tylko gdzieś „pomiędzy” — tylko na chwilę — pojawia się pięćdziesiąt na pięćdziesiąt.
Chodzi o to, by wiedzieć i dać sobie wzajemne przyzwolenie, że raz ja ciągnę bardziej, a raz ty ciągniesz mocniej ten nasz wóz zwany wspólnym życiem.
W tej książce nie będzie oceniania ani szukania winnych. Będzie tylko droga, bo relacja partnerstwa w rodzicielstwie to DROGA, długa, krę-ta, wyboista, mozolna, raz przyjemna a raz trudna do wytrzymania.12
Rozdział 2. Autorka – kim jestem i po co ta książka
Zaczęłam pisać tę książkę z potrzeby przekazania wiedzy oraz dla głębszego zrozumienia — siebie, relacji, rodzicielstwa i tego, co dzieje się pomiędzy dwojgiem ludzi, kiedy próbują razem budować rodzinę.
Relacje nie były dla mnie od początku oczywiste. Rodzicielstwo również nie przyszło jako gotowa umiejętność. Tak jak większość z nas, wchodziłam w bliskość z bagażem własnych doświadczeń, przekonań i nieuświadomionych wzorców, lęków, traum, które wnosi się do związku, często nie wiedząc nawet o ich istnieniu ani o tym, skąd pochodzą.
Dopiero z czasem zaczęłam rozumieć, że to, co dzieje się pomię-dzy partnerami, rzadko jest kwestią charakterów czy złej woli. Znacznie częściej jest odbiciem naszych historii, ran, sposobów radzenia sobie z emocjami i tego, czego nauczyliśmy się o bli-skości bardzo wcześnie — jeszcze zanim potrafiliśmy to nazwać.
Wszak tego, jak budujemy związki w dorosłości, uczymy się jako dzieci w naszym domu rodzinnym, chłonąc niczym gąbki relacje, jakie tworzyli między sobą nasi rodzice.
To ten przekaz staje się wzorcem i fundamentem tego, jak będzie-my postrzegać partnera, siebie oraz wszystko to, co kryje się pod słowami: my para - my rodzice.
Kiedy byłam mała, dostałam kilka niełatwych przekazów, wzorców, które przyjęłam jako jedyne właściwe:
alkohol zawsze prowadzi do awantury, jest sam w sobie zagrożeniem, czystym złem, każdy, bez wyjątku,
łatwiej jest uciekać, schować się niż walczyć,
bycie niewidzialną jest najbezpieczniejszym rozwiązaniem w każdej trudnej sytuacji.
Jak już się domyślasz, drogi czytelniku, pochodzę z rodziny alkoho-lowej. Czy dziś, mając czterdzieści pięć lat, mam nadal ( i to bardzo ważne słowo) żal, gniew, nienawiść wobec rodziców?
13
Być może Cię zaskoczę, ale nie.
Jak to możliwe?
To lata pracy nad sobą, własnym postrzeganiem i setki przeczy-tanych mądrych książek, które uświadomiły mi kilka niezwykle istotnych rzeczy. Niektóre wymienię już teraz:
Wszystko, czego doświadczyłam, miało mnie czegoś nauczyć lub coś mi dać.
Moi rodzice kochali mnie całymi sercami, choć wielokrotnie prze-grywali z własnymi demonami, tymi, które ukształtowały ich, kiedy sami byli dziećmi.
Poznałam historię moich rodziców i ich dzieciństwo dopiero, gdy byłam dorosła. Okazało się, że jako dzieci przeszli niejedno piekło, a moja świętej pamięci mama doświadczyła niewyobrażalnie trud-nych rzeczy.
Możesz powiedzieć, że to ich nie tłumaczy — i masz rację.
Tylko czy dziś najważniejsze jest to, co ja przeszłam jako dziecko? Czy może raczej to, co zrobię dalej z zasobami, w które jestem wyposa-żona, które zdobyłam w drodze no punktu, w jakim jestem obecnie.
Oczywiście każda minuta mojego dzieciństwa mnie ukształtowała — to fakt. Ale dziś mam dostęp do narzędzi, których moi rodzice nie mieli. Do wiedzy, którą mogłam przekuć w umiejętności. Do moż-liwości poszerzania swojej samoświadomości, odkrywania siebie, uczenia się bycia tym, kim mogę i chcę być.
Zbyt długo żyłam przeszłością.
Teraz wybieram kształtowanie swojej teraźniejszości i budowanie przyszłości.
Oczywiście przepracowanie własnych demonów to nie zajęcie na chwilę. Jestem przekonana, że niejedne wciąż stoją za moimi plecami i tylko czekają, by zaatakować. Zapewne do końca życia będę coś odkrywać, czegoś się uczyć... I tak ma być. Takie jest życie w swej doskonałej, nieidealnej kwintesencji.
Każdego dnia pracuję nad sobą, by stawać się bardziej świadomą, tworzyć spójny, dobry i partnerski związek z moim mężem, budować rodzinę z nim i naszymi trzema dorastającymi synami.
Każdego dnia staram się żyć uważnie, pracować z ciałem, myślami14
i emocjami. Czasem się zatrzymuje, niekiedy cofam, innym razem lecę do przodu jak torpeda. Podobnie mój mąż i zapewne podobnie jak ty drogi czytelniku.
Niezwykle ważne jest to, że relacje w związku nie toczą się wyłącznie w rozmowach, wspólnych decyzjach czy codzienności. One toczą się również w naszym układzie nerwowym. To, jak reagujemy na partnera, jak przeżywamy konflikty, jak radzimy sobie ze zmęcze-niem i napięciem, jest w ogromnym stopniu zakorzenione w naszych wcześniejszych doświadczeniach.
Ja uciekałam, milczałam, izolowałam się. Dziś nadal nad tym pra-cuję — raz z lepszym, raz z gorszym efektem. Jednak sama świado-mość tego, że wyniosłam z dzieciństwa taki sposób radzenia sobie z konfliktem, pomaga mi próbować zmieniać ten „wgrany program” i uczyć się komunikować zamiast odsuwać.
Gabor Maté wielokrotnie podkreśla, że „trauma to nie to, co nam się przydarzyło, ale to, co wydarzyło się w nas w odpowiedzi na to, co nas spotkało”. To efekt wypracowanej w dzieciństwie tarczy ochronnej na sytuacje trudne i bolesne.
W relacjach partnerskich rzadko reagujemy wyłącznie na bieżącą sytuację, która stała się zapalnikiem konfliktu. Znacznie częściej reagujemy na coś znacznie starszego — na lęk przed odrzuceniem, potrzebę bycia ważnym, doświadczenie samotności czy brak bez-pieczeństwa, którego kiedyś zabrakło.
A ciało pamięta to wszystko bardzo dobrze. Przypomina nam przez napięcia, przyspieszony oddech, zablokowanie, zaniemówienie, odcięcie, zamrożenie. Albo przeciwnie — wywołuje impulsywną wściekłość.
Pamiętam, kiedy pierwszy raz w życiu świadomie przeżyłam wściekłość. Było to kilka lat temu, gdy bardzo pokłóciłam się z partnerem. Trzasnęłam drzwiami sypialni, rzuciłam się na łóżko, zacisnęłam pięści tak mocno, że przez kilka dni miałam odgniecione paznokcie w punkcie zacisku— i pozwoliłam tej furii mnie zalać. Nigdy15
wcześniej nie pozwoliłam sobie przeżyć jej w pełni. I nigdy wcześniej nie odeszła tak szybko.
Po kilku chwilach poczułam, jak napięcie opada, a w jego miejsce powoli pojawia się uspokojenie. Byłam fizycznie wyczerpana, jak po maratonie, a jednocześnie lżejsza.
Mój partner wszedł do sypialni po jakimś czasie i oboje byliśmy w stanie porozmawiać, przeprosić się. Z tego jednego incydentu nauczyłam się o sobie bardzo dużo.
Partnerzy — a jednocześnie rodzice — często „tworzą” konflikty
o obowiązki, pieniądze, wychowanie dzieci czy brak bliskości. I to jest naturalne. Ale bardzo często nie chodzi bezpośrednio o te tematy.
Pod „oficjalnymi” przyczynami napięć kryją się:
lęk przed byciem nieważnym,
doświadczenie samotności w relacji,
poczucie, że trzeba wszystko unieść samemu,
przekonanie, że na nikim nie można naprawdę polegać,
lęk, że już jej / jemu na mnie nie zależy.
Gabor Maté pisze, że „najgłębszą ludzką potrzebą jest potrzeba więzi”. Te konflikty często są wołaniem o bliskość.
Nie chodzi o to, kto ma rację, tylko o to, by czuć się widzianym, słysza-nym i ważnym. Oczywiście nie mówię tu o relacjach przemocowych czy patologicznych, lecz o „zwykłej” miłości dwojga ludzi, którzy chcą być razem, kochają się, a mimo to czasem jest im trudno.
Bliskość nie jest umiejętnością nabytą w dorosłości, ale wzorcem zapisanym bardzo wcześnie — w pierwszej więzi z opiekunami.
To te wzorce tłumaczą, dlaczego jedni w konflikcie walczą, inni ucie-kają, a jeszcze inni zamierają.
Dlaczego jedni szukają bliskości, a inni chronią się przed nią dystansem.
W relacji partnerskiej wciąż uczymy się tego samego:
Czy mogę być sobą i jednocześnie być blisko?
Czy mogę potrzebować i nie stracić siebie?
Czy mogę być zależny i nie zostać zraniony?16
Nasze wewnętrzne uzdrowienie zaczyna się od uważności wobec siebie.
Nie chodzi o to, by być idealnymi.
Chodzi o to, by być bardziej świadomymi.
Nie chodzi o to, by nie popełniać błędów.
Chodzi o to, by umieć je naprawiać i się na nich uczyć.
Nie chodzi o to, by nigdy się nie oddalać.
Chodzi o to, by umieć do siebie wracać.
Ta książka jest zaproszeniem, by przyjrzeć się swoim relacjom i zoba-czyć w nich nie tylko problemy, ale także historię, emocje i potrzeby, które za nimi stoją.
Na końcu każdego rozdziału znajdziesz pytania, które warto zadać sobie i dać swojemu partnerowi lub partnerce do przemyślenia.
Zacznijmy od teraz:
◄ Pytania do refleksji
Jakie doświadczenia z dzieciństwa najbardziej wpłynęły na to, jak dziś buduję relacje?
Czego nauczyłem / nauczyłam się o bliskości w swojej rodzinie pochodzenia?
W jakich momentach najbardziej boję się utraty więzi?
Jak reaguję, kiedy czuję się nieważny / nieważna?
Co najbardziej pomaga mi wracać do bliskości po trudnych momentach?
Nie po to, by znaleźć szybkie odpowiedzi.
Ale po to, by zacząć widzieć to, co do tej pory było w tle.