Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Klątwa Yiga - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 sierpnia 2026
2,49
249 pkt
punktów Virtualo

Klątwa Yiga - ebook

Oklahoma, rok 1889. Walker Davis wraz z żoną Audrey wyruszają na dziewicze ziemie Terytorium, by rozpocząć nowe życie. Osadnicy nie znają jednak dawnych praw tej ziemi – praw Yiga, wężowego boga czczonego przez Indian, ojca wszystkich węży, który bezlitośnie mści się na każdym, kto skrzywdzi jego pełzające dzieci. Gdy jesienią rozlega się złowrogi łoskot indiańskich bębnów, a wokół samotnej chaty zaczynają gromadzić się grzechotniki, paniczny lęk Walkera przed wężami przeradza się w koszmar, z którego nie ma przebudzenia. Opowieść o pierwotnej grozie prerii, gdzie zabobon okazuje się straszliwie realny – a kara boga-węża dosięga winnych w sposób, którego ludzki umysł nie jest w stanie pojąć.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Horror i thriller
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788368914597
Rozmiar pliku: 592 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

W roku 1925 wyruszyłem do Oklahomy w poszukiwaniu podań o wężach, a wróciłem stamtąd z lękiem przed tymi stworzeniami, który zostanie ze mną do końca życia. Przyznaję, że to niedorzeczne – wszystko, co widziałem i słyszałem, da się przecież wyjaśnić w sposób naturalny – a jednak lęk ten włada mną niepodzielnie. Gdyby chodziło tylko o starą opowieść, nie byłbym tak wstrząśnięty. Praca etnologa badającego amerykańskich Indian uodporniła mnie na najbardziej wybujałe legendy, a wiem też, że prości biali ludzie potrafią pobić czerwonoskórych ich własną bronią, gdy idzie o fantastyczne zmyślenia. Nie mogę jednak zapomnieć tego, co na własne oczy ujrzałem w zakładzie dla obłąkanych w Guthrie.

Zajrzałem do owego zakładu, ponieważ kilku najstarszych osadników napomknęło mi, że znajdę tam coś ważnego. Ani Indianie, ani biali nie chcieli rozmawiać o legendach wężowego boga, których śladem podążałem. Przybysze z czasów naftowej gorączki, rzecz jasna, nie mieli o takich sprawach pojęcia, czerwonoskórzy zaś i starzy pionierzy okazywali wyraźny strach, ilekroć o nie pytałem. Ledwie sześć czy siedem osób wspomniało o zakładzie, a i te mówiły ostrożnym szeptem. Szeptano jednak, że doktor McNeill może mi pokazać pewną straszliwą pamiątkę i powiedzieć wszystko, co chciałbym wiedzieć. Że potrafi wyjaśnić, czemu Yig, na wpół ludzki ojciec węży, jest w środkowej Oklahomie istotą budzącą odrazę i strach – i dlaczego starzy osadnicy drżą na wspomnienie tajemnych indiańskich orgii, które czynią jesienne dni i noce upiornymi nieustannym biciem tam-tamów w odludnych miejscach.

Ruszyłem do Guthrie niczym ogar, który zwietrzył trop, bo od wielu lat gromadziłem materiały o rozwoju kultu węża wśród Indian. Zawsze przeczuwałem – z wyraźnych półtonów legend i wykopalisk – że wielki Quetzalcoatl, łaskawy wężowy bóg Meksykanów, miał starszego i mroczniejszego poprzednika; a w ostatnich miesiącach niemal tego dowiodłem w serii badań rozpiętych od Gwatemali po równiny Oklahomy. Wszystko jednak było dręcząco niepełne, bo na północ od granicy kult węża otaczał mur strachu i skrytości.

Teraz zdawało się, że odkryłem oto nowe, obfite źródło wiedzy, toteż szukałem dyrektora zakładu z zapałem, którego nawet nie próbowałem ukrywać. Doktor McNeill był niewysokim, gładko ogolonym mężczyzną w podeszłym już wieku i od razu poznałem po jego mowie i obejściu, że mam przed sobą uczonego niepośledniej miary, biegłego także w dziedzinach dalekich od jego profesji. Poważny i pełen wahania, gdy wyjawiłem mu cel wizyty, zasępił się w zadumie, uważnie przeglądając moje papiery i list polecający, który wystawił mi życzliwy stary eks-agent do spraw Indian.

– A więc badał pan legendę Yiga, tak? – rzekł z namysłem. – Wiem, że wielu naszych oklahomskich etnologów próbowało powiązać ją z Quetzalcoatlem, ale chyba żaden nie prześledził ogniw pośrednich tak dokładnie jak pan. Wykonał pan niezwykłą pracę jak na człowieka tak młodego, na jakiego pan wygląda, i z pewnością zasługuje pan na wszystko, czym możemy służyć.

Nie sądzę, żeby stary major Moore czy ktokolwiek inny powiedział panu, co tu przechowuję. Nie lubią o tym mówić – ja zresztą też nie. To rzecz bardzo tragiczna i bardzo straszna, ale nic ponadto. Odmawiam dopatrywania się w niej czegokolwiek nadprzyrodzonego. Wiąże się z nią historia, którą panu opowiem, gdy pan to zobaczy – historia diabelnie smutna, ale nie nazwę jej czarami. Pokazuje jedynie, jaką władzę ma nad niektórymi ludźmi wiara. Przyznaję, że bywają chwile, gdy przechodzi mnie dreszcz nie całkiem cielesnej natury, ale za dnia składam to wszystko na karb nerwów. Nie jestem już, niestety, młodzieniaszkiem!
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij