Klęska Zachodu - ebook
"Dziesiąta i ostatnia niespodzianka tej wojny właśnie się urzeczywistnia. Jest nią klęska Zachodu. Stwierdzenie takie może dziwić, zważywszy, że wojna jeszcze się nie skończyła. Klęska jest jednak pewna, ponieważ Zachód bardziej niszczy sam siebie, niż jest atakowany przez Rosję."
Emmanuel Todd
„Stany Zjednoczone i Zachód grają w konflikcie ukraińskim o znacznie wyższą stawkę, niż im się wydaje – zwłaszcza z uwagi na ich postępującą dekompozycję oraz gospodarcze uzależnienie od reszty świata, co może zapowiadać dotkliwą klęskę, której największą cenę zapłacą Europejczycy”.
Olivier Eichenlaub, Institut Iliade
"Krótkie rozdziały tej często prowokacyjnej książki – którą autor najwyraźniej pisał z przyjemnością – na chwilę uwalniają czytelnika od propagandowej mazi, jaka otacza go niemal wszędzie indziej."
Serge Halimi, „Le Monde diplomatique”
Emmanuel Todd (ur. 1951) – francuski demograf, politolog, socjolog i historyk. Autor głośnych książek, m.in. La Chute finale. Essais sur la décomposition de la sphère Soviétique (Ostateczny upadek. Esej o rozkładzie sfery sowieckiej, 1976), w której przewidywał upadek ZSRR, oraz Schyłek imperium. Studium o rozkładzie systemu amerykańskiego (oryg. Après l'empire. Essai sur la décomposition du système américain, 2002; polskie wydanie: 2003).
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Spis treści
Jan Sadkiewicz, Zamiast wstępu do polskiego wydania
Przedmowa, wrzesień 2025. Od klęski do rozpadu
Wprowadzenie. Dziesięć niespodzianek wojny
Rozdział 1. Rosyjska stabilność
Rozdział 2. Ukraińska zagadka
Rozdział 3. Postnowoczesna rusofobia w Europie Wschodniej
Rozdział 4. Czym jest Zachód?
Rozdział 5. Wspomagane samobójstwo Europy
Rozdział 6. Wielka Brytania: w stronę narodu „zero” (Ruń, Brytanio!)
Rozdział 7. Skandynawia: od feminizmu do wojowniczości
Rozdział 8. Prawdziwa natura Ameryki: oligarchia i nihilizm
Rozdział 9. Prawdziwe oblicze amerykańskiej gospodarki
Rozdział 10. Banda z Waszyngtonu
Rozdział 11. Dlaczego reszta świata wybrała Rosję
Zakończenie. Jak Stany Zjednoczone wpadły w ukraińską pułapkę (1990–2022)
Postscriptum. Amerykański nihilizm: dowód Gazy
Spis map i tabel
| Kategoria: | Politologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-242-6858-0 |
| Rozmiar pliku: | 6,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
„Uderzenie młota w szkło” – zatytułował kiedyś Stanisław Mackiewicz swoją recenzję książki Adolfa Bocheńskiego. Podobny efekt może, ba! – powinna wywołać książka Emmanuela Todda. Swoimi rozważaniami, hipotezami, przewidywaniami Francuz rozbija światopoglądową i narracyjną bańkę, w której żyjemy; wskazuje zjawiska, procesy, zagrożenia, o których nie tyle się nie mówi, co często w ogóle ich nie zauważa. Kategorie i pojęcia, które wprowadza, ramy analityczne, które proponuje, inspirują do refleksji wykraczających daleko poza czas samej lektury.
Todd stawia poważne pytania nie tylko o kondycję świata, którego – jako część szeroko rozumianego Zachodu – bronimy, ale przede wszystkim o to, czy nasze działania nie przyspieszają raczej jego upadku.
Dziś w Polsce bardzo popularny, wręcz dominujący jest pogląd, jakoby w stosunkach międzynarodowych naszym najpilniejszym zadaniem było przekonywanie innych do naszego punktu widzenia. Tym, którzy działają na tym polu z autentyczną pasją, nie odmawiam bynajmniej szlachetnych intencji, ale pozostaję sceptyczny wobec faktycznych korzyści, jakie może nam przynieść tego rodzaju przewaga perswazji nad analizą. O wiele ważniejszym zadaniem wydaje mi się poznawanie tego, jak myślą inni. I to wcale nie dlatego, by miało to ułatwić nam przeciąganie ich na „naszą stronę”, ale dlatego, że sami możemy się od nich czegoś nauczyć, czegoś dowiedzieć, zweryfikować – być może – przekonania, które uważamy za niepodważalne. Podnosić jakość własnego myślenia to moim zdaniem w tych burzliwych czasach i w naszym położeniu droga o wiele pewniejsza niż daremne – szczególnie na dłuższą metę – próby sprawienia, by inni myśleli tak jak my.
W Polsce dość regularnie dokonywane jest odkrycie, że „zachodni Europejczycy nie postrzegają świata tak jak my”, a w szczególności piętnowani są za to Francuzi. Autor niniejszej książki jest oczywiście Francuzem, ale to nie to sprawia, że jego zewnętrzne wobec naszego spojrzenie jest tak warte poznania. Emmanuel Todd wyróżnia się dziś na tle całego świata zachodniego intelektualną niezależnością. Jego książka nie tylko prowokuje, ale wręcz zmusza do myślenia; nie sposób go dziś zignorować, jeśli chce się rozumieć otaczający nas świat i poważnie zastanawiać nad tym, dokąd zmierza.
„Czego chcemy od intelektualistów – pisał w 2008 Bronisław Łagowski – żeby nas usypiali powtarzaniem oklepanych i do znudzenia poprawnych poglądów, czy żeby w nas budzili ciekawość, jak wygląda księżyc z drugiej strony? Moim zdaniem Emmanuel Todd to jeden z najbardziej pobudzających badaczy współczesnej polityki”. Te słowa są dziś być może bardziej nawet aktualne niż siedemnaście lat temu.
Jan Sadkiewicz
Kraków, 25 listopada 2025
Dla Georges’a
Pewni, że znają z góry sekret niedokończonej przygody ludzkiego gatunku, przyglądają się zamieszaniu wczorajszych i dzisiejszych wypadków z powagą sędziego, który z wysoka rozdziela pochwały i nagany. Historyczna egzystencja, tak jak ją naprawdę przeżywamy, jest pełna starć pomiędzy jednostkami, grupami i narodami, starć w obronie niemożliwych do pogodzenia interesów i idei. Ani człowiek współczesny, ani historyk nie jest zdolny przyznać bez zastrzeżeń słuszności jednym czy drugim. Nie dlatego, że nie wiemy, co dobre, a co złe. Jednak nie znamy przyszłości, a żadna historyczna sprawa nie jest wolna od skaz.
Raymond Aron
Opium intelektualistów, rozdział V: Sens dziejów,
przeł. Czesław Miłosz
Hier stehe ich, ich kann nicht anders.
(Oto stoję tu i nie mogę inaczej).
Marcin Luter na sejmie w Wormacji (kwiecień 1521)Przedmowa, wrzesień 2025
Od klęski do rozpadu
Niespełna dwa lata po francuskim wydaniu Klęski Zachodu, w styczniu 2024 roku, główne przewidywania zawarte w książce sprawdziły się. Rosja wytrzymała starcie zarówno militarnie, jak i gospodarczo. Amerykański przemysł zbrojeniowy ledwo dyszy. Gospodarki i społeczeństwa europejskie znajdują się na skraju implozji. Jeszcze przed ostatecznym upadkiem armii ukraińskiej osiągnięto kolejne stadium rozkładu Zachodu.
Od zawsze byłem przeciwny rusofobicznej polityce Stanów Zjednoczonych i Europy, lecz jako obywatel Zachodu przywiązany do demokracji liberalnej, Francuz wykształcony w Anglii, dziecko matki, która podczas drugiej wojny światowej znalazła schronienie w Stanach Zjednoczonych, jestem przerażony konsekwencjami, jakie ta nierozsądnie prowadzona wojna przyniesie nam, ludziom Zachodu.
A stoimy dopiero u progu katastrofy. Zbliża się moment przełomowy, po którego przekroczeniu ujawnią się ostateczne skutki klęski.
„Reszta świata” (Globalne Południe, czy też Globalna Większość), która dotąd ograniczała się do wspierania Rosji poprzez odmowę bojkotowania jej gospodarki, otwarcie deklaruje teraz poparcie dla Władimira Putina. BRICS się rozszerza, przyjmując nowych członków i zacieśniając więzi. Naciski Stanów Zjednoczonych, by jednoznacznie opowiedzieć się po którejś ze stron, sprawiły, że Indie wybrały niezależność: zdjęcia ukazujące Putina, Xi i Modiego podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Współpracy w sierpniu 2025 pozostaną symbolem tego przełomowego momentu. Zachodnie media nie przestają jednak przedstawiać nam Putina jako potwora, a Rosjan jako niewolników. Te same media nie były w stanie przyjąć do wiadomości, że Reszta świata widzi w nim przywódcę, a w Rosjanach zwykłych ludzi, nosicieli specyficznej kultury rosyjskiej i woli suwerenności. Obawiam się, że nasze media tylko pogłębią nasze zaślepienie, nie będąc w stanie dostrzec odrodzenia prestiżu Rosji w oczach Reszty świata, która była eksploatowana gospodarczo i traktowana z arogancją przez Zachód przez całe stulecia. Rosjanie odważyli się. Rzucili wyzwanie Imperium – i zwyciężyli.
Ironia Historii polega na tym, że Rosjanie – naród europejski, biały, posługujący się językiem słowiańskim – stali się militarną tarczą dla Reszty świata, ponieważ Zachód odmówił im miejsca we własnym gronie po upadku komunizmu.
Mogę tu naszkicować model rozkładu Zachodu, mimo niespójnej polityki Donalda Trumpa, amerykańskiego prezydenta klęski. Niespójność ta nie wynika, jak sądzę, z jego niestabilnej, a zapewne także perwersyjnej osobowości, lecz z dylematu, którego Stany Zjednoczone nie są w stanie rozwiązać. Z jednej strony ich przywódcy – zarówno w Pentagonie, jak i w Białym Domu – wiedzą, że wojna jest przegrana i że Ukrainę trzeba będzie porzucić. Rozsądek podpowiada więc rezygnację z dalszego prowadzenia wojny. Z drugiej jednak strony ten sam rozsądek każe im przeczuwać, że wycofanie się z Ukrainy będzie miało dla Imperium skutki dramatyczne, znacznie poważniejsze niż te po wojnach w Wietnamie, Iraku czy Afganistanie. Mamy tu bowiem do czynienia z pierwszą strategiczną klęską Ameryki o wymiarze globalnym, w kontekście masowej deindustrializacji Stanów Zjednoczonych i trudnej, zaledwie rozpoczętej reindustrializacji. Chiny stały się fabryką świata – ich bardzo niska dzietność co prawda uniemożliwi im zastąpienie Stanów Zjednoczonych, ale na konkurencję przemysłową jest już za późno.
Dedolaryzacja gospodarki światowej już się rozpoczęła. Trump i jego doradcy nie potrafią się z tym pogodzić, ponieważ oznaczałoby to koniec Imperium. A jednak epoka postimperialna powinna być celem projektu MAGA – Make America Great Again – który zakłada odbudowę amerykańskiego państwa narodowego. Ale dla Ameryki, której zdolność produkcji realnych dóbr jest dzisiaj bardzo słaba (zob. rozdział 9 na temat prawdziwej natury amerykańskiej gospodarki), rezygnacja z życia na kredyt, na jakie pozwala produkcja dolarów, jest niemożliwa. Taki imperialno-monetarny odwrót spowodowałby gwałtowny spadek poziomu życia, także wśród wyborców Trumpa z klasy ludowej. Pierwszy budżet jego drugiej prezydentury – One Big Beautiful Bill Act – pozostaje więc projektem imperialnym, mimo protekcjonistycznych zapisów taryfowych, które stanowią raczej marzenie niż realny program. OBBBA zwiększa wydatki na zbrojenia i deficyt. A w Stanach Zjednoczonych deficyt budżetowy oznacza nieuchronnie produkcję dolarów i deficyt handlowy. Dynamika imperialna, czy też raczej imperialny bezwład, nie przestaje podkopywać marzenia o odrodzeniu produktywnego państwa narodowego.
W Europie klęska militarna jest wciąż błędnie rozumiana przez przywódców. To nie oni kierowali akcjami zbrojnymi. Plany ukraińskiej kontrofensywy latem 2023 roku (kiedy pisałem Klęskę Zachodu) opracował Pentagon. Amerykańscy wojskowi, chociaż prowadzili wojnę rękami Ukraińców, wiedzą, że obrona rosyjska okazała się skuteczna – nie tylko dlatego, że Zachód nie był w stanie wyprodukować wystarczającej ilości broni, ale także dlatego, że rosyjscy wojskowi okazali się po prostu inteligentniejsi. Przywódcy europejscy dostarczyli jedynie uzbrojenie – i to nie to najważniejsze. Nieświadomi rozmiarów klęski militarnej, wiedzą już natomiast, że ich własne gospodarki zostały sparaliżowane polityką sankcji, w szczególności odcięciem od taniej rosyjskiej energii. Podział gospodarczy kontynentu europejskiego był aktem samobójczego szaleństwa. Niemiecka gospodarka pogrąża się w stagnacji. Na całym Zachodzie nasilają się bieda i nierówności społeczne. Wielka Brytania stoi na krawędzi przepaści. Francja znajduje się tuż za nią. Społeczeństwa i systemy polityczne są zablokowane.
Negatywna dynamika gospodarcza i społeczna istniała na Zachodzie już przed wojną i już wówczas rodziła napięcia. Była ona widoczna, w różnym natężeniu, w całej Europie Zachodniej. Wolny handel podkopywał fundamenty przemysłu. Imigracja stała się przyczyną syndromu tożsamościowego, szczególnie wśród klas ludowych pozbawionych stabilnego i godnie opłacanego zatrudnienia.
Spoglądając głębiej, negatywna dynamika rozpadu ma charakter kulturowy: masowy dostęp do wyższego wykształcenia tworzy społeczeństwa rozwarstwione, w których osoby z wyższym wykształceniem – 20, 30 czy nawet 40% populacji – zaczynają żyć we własnej bańce, uważać się za lepsze, gardzić środowiskami ludowymi i odmawiać pracy fizycznej czy w przemyśle. Edukacja podstawowa dla wszystkich (powszechna alfabetyzacja) wykarmiła demokrację, tworząc społeczeństwo jednolite i o egalitarystycznej podświadomości. Powszechność wyższego wykształcenia przyczyniła się natomiast do narodzin oligarchii, a czasem plutokracji – społeczeństw rozwarstwionych, ogarniętych podświadomym poczuciem nierówności. I największy paradoks: rozwój szkolnictwa wyższego doprowadził do obniżenia poziomu intelektualnego w tych oligarchiach i plutokracjach! Opisałem ten łańcuch konsekwencji ponad ćwierć wieku temu w L’illusion économique1, wydanej w 1997 roku. Zachodni przemysł przeniósł się do Reszty świata, a także – rzecz jasna – do dawnych demokracji ludowych Europy Wschodniej, które – uwolnione od sowieckiej Rosji – odzyskały swój wielowiekowy status peryferii zdominowanej przez Europę Zachodnią. W rozdziale 3 omawiam szczegółowo zjawisko tych „wewnętrznych Chin”, gdzie robotnicy przemysłowi wciąż są liczni. Tymczasem w Europie elitaryzm osób z wyższym wykształceniem przyczynił się do rozwoju „populizmu”.
Wojna podniosła temperaturę europejskich napięć. Przyczyniła się też do zubożenia kontynentu. Przede wszystkim jednak – co należy uznać za największą porażkę strategiczną – odebrała wiarygodność przywódcom niezdolnym do poprowadzenia swoich krajów do zwycięstwa. Rozwój konserwatywnych ruchów ludowych (zazwyczaj określanych przez elity medialne jako „populistyczne”, „skrajnie prawicowe” lub „nacjonalistyczne”) nabiera rozpędu: Reform UK w Wielkiej Brytanii, AfD w Niemczech, Zjednoczenie Narodowe we Francji… O, ironio! Sankcje gospodarcze, po których NATO spodziewało się zmiany reżimu w Rosji, są o krok od wywołania całej kaskady zmian reżimów w Europie Zachodniej. Klasy rządzące Zachodu tracą wiarygodność wskutek klęski właśnie w tym momencie, gdy autorytarna demokracja rosyjska odzyskuje legitymizację dzięki zwycięstwu, a raczej zyskuje „superlegitymizację”, gdyż powrót Rosji do stabilności pod rządami Putina zapewnił mu już na samym początku niezaprzeczalne i pełne zaufanie społeczne.
Tak wygląda nasz świat u progu 2026 roku.
Upadek Zachodu przybiera formę „hierarchicznego rozszczepienia”.
Stany Zjednoczone rezygnują z kontroli nad Rosją i, jak sądzę, coraz częściej – również nad Chinami. Poddane chińskiej blokadzie w zakresie importu samaru, rzadkiego pierwiastka niezbędnego w lotnictwie wojskowym, nie mogą już marzyć o militarnym przeciwstawieniu się Chinom. Reszta świata – Indie, Brazylia, świat arabski, Afryka – korzysta z okazji i również wymyka się ich wpływom. Stany Zjednoczone zwracają się więc z werwą przeciwko swoim europejskim i wschodnioazjatyckim „sojusznikom”, w ostatnim wysiłku nadmiernej eksploatacji, ale też – trzeba to przyznać – ze zwykłej frustracji. Chcąc uciec przed upokorzeniem, ukryć przed światem i sobą własną słabość, wymierzają karę Europie. Imperium pożera samo siebie. Taki właśnie sens miały taryfy celne i przymusowe inwestycje narzucone przez Trumpa Europejczykom – raczej kolonialnym sługom kurczącego się imperium niż rzeczywistym partnerom. Czasy solidarnych demokracji liberalnych dobiegły końca.
Trumpizm to „biały ludowy konserwatyzm”. To, co wyłania się na Zachodzie, nie jest solidarnością konserwatyzmów ludowych, lecz zerwaniem wewnętrznych więzi solidarności. Wściekłość wynikająca z porażki popycha każdy kraj do zwracania się przeciwko słabszym od siebie, by odreagować własne rozgoryczenie. Stany Zjednoczone zwracają się więc przeciwko Europie lub Japonii. Francja wznawia konflikt z Algierią, swoją dawną kolonią. Nie można wątpić, że Niemcy, które – od Scholza po Merza – podporządkowywały się Stanom Zjednoczonym, będą chciały odegrać się za swoje upokorzenie na słabszych europejskich partnerach. Mój kraj, Francja, wydaje mi się najbardziej zagrożony.
Jednym z fundamentalnych pojęć związanych z klęską Zachodu jest nihilizm. Wyjaśniam, w jaki sposób „stan zerowy” religii protestanckiej – sekularyzacja w ostatecznym stadium – tłumaczy nie tylko załamanie amerykańskiej edukacji i przemysłu. Stan zerowy otwiera również pustkę metafizyczną. Nie jestem osobą wierzącą i nie opowiadam się za powrotem religii (nie sądzę zresztą, by był on możliwy), muszę jednak – jako historyk – przyznać, że zanik wartości społecznych o rodowodzie religijnym prowadzi do kryzysu moralnego, do impulsu niszczenia rzeczy i ludzi (czyli do wojny), a ostatecznie do próby zniesienia samej rzeczywistości (fenomen transpłciowości w przypadku amerykańskich demokratów i negowanie ocieplenia klimatu wśród republikanów, na przykład). Kryzys dotyka wszystkie kraje całkowicie zsekularyzowane, ale jest bardziej dotkliwy w tych, których religią był protestantyzm lub judaizm – absolutystyczne w swoim poszukiwaniu transcendencji, niż w tych, gdzie dominował katolicyzm, bardziej otwarty na piękno świata i życia na Ziemi. To właśnie w Stanach Zjednoczonych i w Izraelu obserwujemy rozwój parodystycznych form religii tradycyjnych – parodii, moim zdaniem, nihilistycznych.
Ten irracjonalny wymiar jest centralnym elementem klęski. Nie sprowadza się ona jedynie do „technicznej” utraty potęgi, lecz oznacza także moralne wyczerpanie i brak pozytywnego celu egzystencjalnego, co prowadzi do nihilizmu.
Nihilizm stoi za wolą europejskich przywódców – szczególnie tych z protestanckich wybrzeży Bałtyku – by poprzez nieustanne prowokacje rozszerzyć zasięg wojny z Rosją. Z nihilizmu wyrasta również amerykańska destabilizacja Bliskiego Wschodu – regionu, w którym w największym stopniu wyraża się wściekłość wynikająca z amerykańskiej porażki w starciu z Rosją. Przede wszystkim nie powinniśmy ulegać zbyt łatwej oczywistości rzekomej autonomii wojennej reżimu Netanjahu w Izraelu – czy to w sprawie ludobójstwa w Gazie, czy ataku na Iran. Nihilistyczne skutki protestantyzmu zerowego i zerowego judaizmu w sposób zaiste tragiczny splatają się w tych wybuchach przemocy. Ale na całym Bliskim Wschodzie to właśnie Stany Zjednoczone – dostarczając broń, a czasem same atakując – są w ostatecznym rozrachunku sprawcą chaosu. Popychają Izrael do działania, tak jak wcześniej popchnęły Ukrainę. Za pierwszej kadencji prezydenta Trumpa ustanowiono ambasadę Stanów Zjednoczonych w Jerozolimie, a sam Trump jako pierwszy wpadł na pomysł przekształcenia Gazy w nadmorski kurort. Mam świadomość, że należałoby napisać całą książkę, by udowodnić tę tezę – książkę, w której przeanalizowano by jedną po drugiej wszystkie interakcje między graczami. Lecz jako zawodowy historyk, zajmujący się geopolityką od pół wieku, czuję, że – podobnie jak natowska Europa – Izrael przestał być państwem niezależnym. Problemem Zachodu jest w istocie zaprogramowana śmierć państwa narodowego.
Imperium jest rozległe i rozkłada się wśród hałasu i wściekłości. To Imperium jest już policentryczne, podzielone co do swoich celów, schizofreniczne. Żadna z jego części nie jest jednak niezależna od całości. Trump stanowi jego aktualne „centrum” i zarazem najlepszy ideologiczno-praktyczny wyraz, łącząc racjonalną wolę wycofania się do swojej bezpośredniej strefy wpływów (Europa i Izrael) z nihilistycznymi impulsami popychającymi do wojny. Tendencje te – wycofanie i przemoc – ujawniają się także w sercu amerykańskiego Imperium, gdzie działa mechanizm rozszczepiania hierarchii od wewnątrz. Angloamerykańscy autorzy coraz częściej wspominają o nadchodzącej wojnie domowej.
Plutokracja amerykańska ma charakter pluralistyczny. Jest plutokracja finansistów, nafciarzy, Doliny Krzemowej. Trumpowscy plutokraci – teksańscy magnaci naftowi i nowi sprzymierzeńcy z Doliny Krzemowej – gardzą wykształconymi elitami demokratycznymi ze Wschodniego Wybrzeża. Te z kolei pogardzają prostymi białymi trumpistami z amerykańskiego interioru, a ci znowu gardzą czarnoskórymi wyborcami Demokratów. I tak dalej…
Jedną z najbardziej znamiennych cech dzisiejszej Ameryki jest to, że jej przywódcy mają coraz większy problem z odróżnieniem tego, co wewnętrzne, od tego, co zewnętrzne – mimo prób ruchu MAGA, by powstrzymać napływ imigrantów z południa poprzez budowę muru. Armia strzela do łodzi wypływających z Wenezueli, bombarduje Iran, wkracza do centrów amerykańskich miast rządzonych przez Demokratów, a nawet zleca izraelskiemu lotnictwu atak na Katar – państwo, w którym znajduje się ogromna amerykańska baza wojskowa. Każdy czytelnik literatury science fiction rozpozna w tej niepokojącej sekwencji pierwsze symptomy dystopii – świata, w którym potęga miesza się z rozkładem, hierarchią, przemocą, biedą i perwersją.
Pozostańmy więc sobą – poza Ameryką. Zachowajmy samodzielność w postrzeganiu tego, co wewnętrzne i zewnętrzne, miejmy wyczucie proporcji, kontakt z rzeczywistością, własną wizję tego, co sprawiedliwe i piękne. Nie pozwólmy również, by nasi europejscy przywódcy – uprzywilejowani, lecz zagubieni w Historii, zrozpaczeni po porażce i przerażeni perspektywą przyszłego osądu ze strony własnych narodów – pchnęli nas w wojenny obłęd.
A nade wszystko – nie przestawajmy szukać sensu.
Paryż, 25 września 2025
Przypisy:
1 Emmanuel Todd, L’illusion économique. Essai sur la stagnation des sociétés developpées, Gallimard, Paris 1997.