-
nowość
Kłopot z Zełenskim - ebook
Kłopot z Zełenskim - ebook
Można lubić Ukraińców, ale nie sposób lubić ukraińskiej polityki. Polityka Zełenskiego sprawiła, że polskie elity dochodzą do wniosku, że poza wrogością wobec Rosji istnieje całkowita sprzeczność między interesami Polski i Ukrainy. Co gorsza, że tej sprzeczności rozwiązać się nie da, bo Ukraina jest partnerem nieobliczalnym, w przypadku konfliktu interesów nie siada rozmawiać, ale daje w gębę. Podobne problemy mają inni. Czemu Biden krzyczał na Zełenskiego, czemu Trump go nie znosi. Czemu politycy europejscy, od Orbana po Starmera czy Macrona – też mają z nim problem?
Jak pisze Zbigniew Parafianowicz, Zełenski jest i był mistrzem przetrwania. Tę sowiecką cechę prezydent rozwinął do rozmiarów politycznego monstrum. Cechę każdego człowieka sowieckiego, która pozwalała przeżyć w warunkach gułagu i terroru, Wołodymyr Zełenski zmienił w technologię polityczną, która pozwoliła trwać również fantomowemu państwu, jakim stała się Ukraina. W gruncie rzeczy to zdolność fenomenalna.
Wołodymyr Zełenski miał poczucie, że wobec Polski – ale też i wobec reszty Europy – nic nie musi. Może, ale nie musi. To dlatego w Davos na początku 2026 roku wygłosił przemówienie, w którym nawrzucał Europie, że jest nieprzygotowana i żyje snem o wiecznym pokoju, który dawno jest przeszłością. Mimo tego, że był klientem Europy, nie szczędził jej gorzkich słów. Od niej brał pieniądze, ale nie hamował się w besztaniu jej.
Książka to kontynuacja bestselleru „Polska na wojnie”. Jest zapisem wielu rozmów z polskimi i europejskimi politykami, oraz z Ukraińcami, którzy współpracują z Zełenskim.
Polski dyplomata:Niezależnie czy to Trump czy Tusk, Sikorski czy Starmer, Zełenski każdego potrafił obrazić.
Minister w kancelarii prezydenta Dudy:Duda odchodził z urzędu z ogromnym rozczarowaniem do Zełenskiego. Nosił w sobie żal do ukraińskiego prezydenta o brak wystarczającego szacunku dla pomocy, której udzieliła mu Polska.
Współpracowniczka prezydenta Zełenskiego: Do dziś nie wiem, kiedy Zełenski jest prawdziwy. Czy wtedy, gdy prezentuje zmęczoną twarz pooraną zmarszczkami na potrzeby okładek w zachodnich magazynach, czy wtedy, gdy jego osobisty barber trymuje mu brodę, aby wyglądała na spontaniczny trzydniowy zarost.
Urzędnik w KPRM:Zełenskiego naprawdę trudno lubić. Niczym się nie różni od Muska czy Trumpa.
Dyplomata X: Polacy myślą, że w odbudowie Ukrainy będzie uczestniczyć tylko Zachód, że tylko my podzielimy się tortem. Tymczasem chwilę po zawarciu rozejmu wejdzie tam również Białoruś.
Minister w rządzie Tuska:Powiedzmy szczerze: Ukraińcy nas nie chcą przy odbudowie.
Współpracownik prezydenta Zełenskiego: Zełenski prywatyzuje zasługi, a uwspólnotawia porażki. Jest w tym mistrzem. Czy słyszał pan kiedykolwiek o tym, by prezydent przyznał się do jakiegoś błędu?
Wysokiej rangi urzędnik w ministerstwie rolnictwa w rządzie Tuska:Ukraińcy w wojnie o zboże i usługi z Polską byli bezlitośni. Donosili na Kołodziejczaka, wiceministra rolnictwa, do Brukseli. Zrobili z niego niemal ćpuna i wariata.
| Kategoria: | Politologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68401-13-4 |
| Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Józef Mackiewicz „Przestępca czasu wojny”, Lwów i Wilno 1947. Ze zbioru „Fakty, przyroda i ludzie”Tusk w trzeciej klasie
DYPLOMATA A: W maju 2025 roku Donald Tusk był pod presją. Ruszały rozmowy pokojowe w Stambule. Wcześniej prowadzono negocjacje o wysłaniu kontyngentu wojskowego państw europejskich na Ukrainę. W dyskusjach o przyszłości wojny i rozejmu nie było Polski, mimo że sprawowała prezydencję w UE. Premier musiał mieć jakiś sukces. Musiał mieć zdjęcie, że jest w procesie. W końcu pojawiła się na to szansa – spotkanie w Kijowie, na którym był on oraz byli prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer i kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Rozdzwoniły się telefony. Polski premier musiał być na miejscu w Kijowie akurat wtedy. Nie sam. Musiał mieć zdjęcie w dobrym towarzystwie. Problem polegał na tym, że Wołodymyr Zełenski pamiętał, że Tusk był pierwszym, który zadeklarował, że nie wyśle polskiego kontyngentu na Ukrainę. Wiedział też od swoich urzędników i współpracowników z Biura Prezydenta, w jakim kierunku idą rozmowy o umowie o wolnym handlu z UE, która była negocjowana w czasie polskiej prezydencji.
DYPLOMATA Z: Gdy wszyscy w KPRM cieszyli się z tego Kijowa i szykowanego zdjęcia, nikt nie zwrócił uwagi, jak organizowana jest logistyka tej wizyty. Jak mogliśmy przegapić coś takiego? Okazało się, że polski premier pojedzie do Kijowa osobnym pociągiem. Na ważny szczyt, na którym dyskutowano o przyszłości wojny i pokoju, jednym pociągiem pojechali Merz, Macron i Starmer, a w drugim pociągu, trzeciej klasy, niczym w płackarcie – podróżował Donald Tusk. W internecie i mediach społecznościowych krążyły już zdjęcia z narady w pociągu w drodze do ukraińskiej stolicy wielkich tego świata: Macrona, Starmera i Merza. Oczywiście bez Tuska. Oni rozważali, co dalej z Ukrainą, Tusk czytał po drodze gazety.
DYPLOMATA Z KIJOWA: O wysadzeniu Tuska z pociągu zdecydował Zełenski, a konkretnie szef jego protokołu dyplomatycznego.
BYŁY MINISTER W RZĄDZIE MATEUSZA MORAWIECKIEGO: Przemyśl jest miastem polskim. Mieliśmy możliwość zatrzymania pociągu, który wyruszył bez Tuska. Zabrakło nam jaj. Sławomir Dębski na X dawał jasno do zrozumienia, że zabrakło ludzi, którzy byliby gotowi zamarkować awarię na torach i doprowadzić do tego, aby wszyscy pojechali „na kołach”, czyli samochodami. Najwyraźniej w ekipie Tuska nie było ludzi, którym zależało na prestiżu i uratowaniu powagi urzędu premiera.
UKRAIŃSKI DYPLOMATA X: Przed spotkaniem Merza, Starmera, Macrona i Tuska z Zełenskim w Kijowie polski premier marudził. Chciał, aby maraton dyplomatyczny, również z udziałem szefów MSZ państw Unii, trwał jeden dzień, a nie dwa. Uznaliśmy, że to trochę niepoważne. Polska nie deklaruje wysyłania swoich wojsk na Ukrainę, wiosną 2025 mocno schłodziła też swój wkład w pomoc dla nas. Dlaczego więc mielibyście ustawiać agendę takich spotkań? Tym bardziej że chcieliśmy tymi spotkaniami przykryć paradę 9 maja w Moskwie. Taka była nasza perspektywa.
UKRAIŃSKI DYPLOMATA Y: Tusk podobno uzasadniał konieczność skrócenia szczytu w Kijowie swoimi problemami zdrowotnymi. Rezultat był taki, że Ukraińcy postanowili go przeczołgać i wysadzili z pociągu, w którym w salonce zdjęcia robili sobie Starmer, Merz i Macron.
WYSOKIEJ RANGI URZĘDNIK W MON: Nie jestem w stanie tego zrozumieć. Tusk pojechał do Kijowa zaledwie kilka tygodni po tym, jak przekazaliśmy Ukraińcom poważny pakiet broni. Może to nie była jakaś supernowoczesna technika, ale jednak wciąż odgrywamy ważną rolę w ich dozbrajaniu.
MINISTER W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Numer z pociągiem to było zwykłe chamstwo. I mówię to mimo ogromnej sympatii do Ukraińców. Jednak oni mają w sobie jakiś taki komponent sowieckości. Czasami zapominamy, że oni razem z Rosjanami tworzyli ZSRR. Budowali jedno państwo. Zapominamy, że kraje na wschód od naszej granicy – również Litwa – to stara szkoła dyplomacji, w której okazywanie pogardy i braku szacunku jest istotną składową. Wydaje nam się, że jesteśmy zachodni i że możemy ich pouczać i im coś radzić. A tak naprawdę to my moglibyśmy się od nich uczyć cwaniactwa, właściwie rozumianego chamstwa i asertywności w dyplomacji.
POLSKI DYPLOMATA Z KIJOWA: Kierownik naszej placówki w Kijowie nie miał lekko po tym incydencie. Zebrał opierdol za ten pociąg. On sam oczywiście podkreślał, że nic się nie stało. Marginalizował temat, no bo co miał robić? Sukces mu się zamienił w poważny problem. Zaklinał rzeczywistość, choć wszyscy na placówce wiedzieli, i w Warszawie zresztą też, że – jak to się mówi – „Tusk się wściekł”. Szukał winnych, dopóki nie pojawiły się inne problemy na horyzoncie. Żądał głów. Atmosferę ostudziła dopiero prezydencka kampania wyborcza i problemy Rafała Trzaskowskiego.
URZĘDNIK KPRM: Nie mam odpowiedzi na pytanie, dlaczego pozwoliliśmy na wyjazd pociągu z Przemyśla bez Tuska. Mimo wszystko to nasz dworzec i nasze tory. Były miliony sposobów, aby temu zapobiec. Mieliśmy wiedzę, że Zełenski lubi pokazywać swoim partnerom miejsce w szeregu. Niezależnie od tego, czy jest silny, czy obiektywnie nie ma kart. Miałem wrażenie, że poczuł się jak w szczycie sławy na przełomie lat 2022 i 2023. Wtedy gdy był gwiazdą i rozdawał zaszczyty.
BYŁY MINISTER W RZĄDZIE MATEUSZA MORAWIECKIEGO: Historia prezydentury Zełenskiego to zarządzanie prestiżem. On jest aktorem, rozumie popkulturę. Orientuje się, jak sprawić, aby ktoś wiedział, gdzie jest jego miejsce w szeregu. Do tego ma w sobie pewną bezczelność. Uderza nawet wtedy, gdy jego pozycja jest słaba. Bo przecież w maju 2025 roku Ukraina była klientem świata. Przypominała potworka – państwo z silną, ogromną armią oraz służbami specjalnymi i zarazem państwo wydmuszka gospodarcza i demograficzna. A Zełenski uderzył w swoim stylu, bo to przecież było nie pierwszy raz. Wiosną 2022 roku z pociągu wysadził Franka-Waltera Steinmeiera. Nie powiem, nawet ucieszyło nas to, że Niemiec nie pojechał z Andrzejem Dudą i przywódcami państw bałtyckich do Buczy. Tamta wizyta była historyczna. Później był czerwiec 2022 roku, a wtedy Zełenski uderzył w nas. Zapomniał już, że to Polska i Duda osobiście naciskali, aby dać perspektywę członkostwa w UE Ukrainie. Zapomniał, że to Polska uruchomiła proces zbliżenia Ukrainy do Unii Europejskiej. Do Kijowa zostali zaproszeni Macron, Mario Draghi i Olaf Scholz, nas tam nie było. Europę Środkową miał reprezentować prezydent Rumunii Klaus Iohannis. Ale on też – jak Tusk kilka lat później – pojechał osobnym składem. Dokładnie na tej samej zasadzie co Tusk. Innym pociągiem. I wtedy też w sieci były zdjęcia trzech przywódców Wspólnoty Reńskiej i „biedaka” z unijnych zadupi.
WSPÓŁPRACOWNIK PREZYDENTA ANDRZEJA DUDY: Pamiętam spotkanie w maju 2022 roku. Siedzieliśmy na Bankowej (administracja prezydenta Ukrainy w Kijowie mieści się przy ulicy Bankowej – przyp. Z.P.). Jakiś alkohol był. Ale niedużo, bez przesady. Rozmawialiśmy ja, Jakub Kumoch, Andrij Sybiha i Andrij Jermak. To już było po wysadzeniu z pociągu Steinmeiera. W zasadzie upokorzeniu go. Śmialiśmy się. Darliśmy łacha z Niemców. Pamiętam, że Jermak i Sybiha z emfazą zapewniali, że Polska i Ukraina są skazane na wieczną miłość i przyjaźń. „Już na zawsze razem, nic nas nie podzieli, jesteśmy na siebie skazani” – tak to jakoś brzmiało. Zapewniali, że z Niemcami nic się nie da zrobić. Sprawa jest nie do odbudowania. Brzmiało to patetycznie. Po kilku głębszych nawet miło się tego słucha. Pamiętam jednak też, że powiedziałem: „Panowie, obyśmy nie musieli tego odszczekiwać”. Nie pomyliłem się.
NIEMIECKI DYPLOMATA Z AMBASADY W WARSZAWIE: Wiem, że w Polsce dobrze pamięta się wysadzenie prezydenta Steinmeiera z pociągu jadącego do Kijowa wiosną 2022 roku. Pamięta pozytywnie. Polakom podobała się tamta sytuacja. Nam nie bardzo. Niezależnie od barw politycznych. Nasze państwo nie zapomni tego Zełenskiemu. A jeśli chodzi o Polaków, to mam wrażenie, że potraktowaliście ten wypadek jako wydarzenie jednostkowe i takie, które się nie powtórzy. I to był błąd. Bo jak widać Zełenski traktuje takie zachowania jako metodę. Uznaje, że to skuteczny sposób na zmiękczenie partnerów. To jego osobliwe nadzorowanie i karanie. Zełenskiemu wydaje się, że jest jak panoptikon. Wszyscy są widoczni i czytelni, tylko nie on. No nie. Tak nie jest.
DYPLOMATA POLSKI Z KIJOWA: Prośba czy też sugestia, aby Tusk jechał innym pociągiem, przyszła do Kijowa z Berlina. To ludzie Merza poprosili Zełenskiego o przysługę. Prestiżowy prztyczek. Niemcy nie zapomnieli o wysadzeniu Steinmeiera i o tym, że nie płakaliśmy z tego powodu. Oni do dziś mają z tym zgryz. W zasadzie niezależnie od barw politycznych. W ich MSZ do dziś wspomina się ten incydent.
URZĘDNIK W KPRM: Od początku obawialiśmy się, że Merz będzie dążył do podważenia wszędzie, gdzie się da, stosunków Warszawa – Kijów. W interesie Niemiec nie było wzmacnianie potencjału Europy Środkowo-Wschodniej. To miał być region umiarkowanie problematyczny, a nie historia sukcesu. To Berlin miał być głównym rozgrywającym w kształtowaniu polityki europejskiej wobec Ukrainy. Czy miał potencjał i czy się do tego nadawał, jest inną sprawą. Najważniejsze jest to, że podstawowym zadaniem było trzymanie Polski z dala od Ukrainy.
Drony nad Polską
MINISTER W KPRM: Jesienią 2025 roku Rosjanie nad Polskę wysłali co najmniej dwadzieścia dronów. Z czytelną intencją sprawdzenia naszych systemów obrony powietrznej. Ewentualnie, aby wymusić na Polsce zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rosją, żeby móc przedstawić nas Trumpowi jako państwo nieracjonalne i rusofobiczne.
Ale swoją grę wokół dronów rozpoczęli też Ukraińcy. Zełenski zawyżył liczbę dronów, które wleciały w polską przestrzeń powietrzną. Powiedział, że było ich ponad dziewięćdziesiąt. Mógł w zasadzie powiedzieć milion. Liczby nie miały znaczenia. Markował wolę pomocy Polsce. Ale my jej nie chcieliśmy. Zełenski natychmiast wszedł w narrację konieczności strącania rosyjskich dronów i pocisków rosyjskich nad Ukrainą za pomocą natowskich, polskich systemów. W najlepszym wariancie byłoby rozmieszczenie natowskich systemów na Ukrainie. W mojej ocenie Zełenski od początku wojny próbował nas wciągnąć w jakimś stopniu w konflikt z Rosją. Chciał ten konflikt umiędzynarodowić. Tę ocenę od początku wojny podzielały polskie służby specjalne.
MINISTER W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Znów zabrakło Zełenskiemu wyczucia. Stracił okazję, by siedzieć cicho – można zacytować klasyka. Podobnie jak na szczycie NATO w Wilnie w 2023 roku, kreował się na kogoś, kto rozdaje karty. Wtedy zaproponował Polsce rozmieszczenie ukraińskich wojsk w zamian za amerykańskie. Zgłosił taką propozycję Amerykanom, oczywiście bez konsultowania tego z nami. Teraz było podobnie. „Rozmawiałem z Meloni, rozmawiałem ze Starmerem, z sekretarzem generalnym NATO”. Kurwa, ze wszystkimi rozmawiał, tylko znowu nie z nami. Apelował o reakcję. Chyba najlepiej, jakbyśmy od razu Rosjanom i Białorusinom wypowiedzieli wojnę. Albo zapłacili za zbudowanie tarczy antyrakietowej dla Ukrainy. Całe NATO żeby się zrzuciło – byłoby najlepiej.
URZĘDNIK W KPRM: Zełenskiego naprawdę trudno lubić. Niczym się nie różni od Muska czy Trumpa. Kilka dni po tym, jak drony wleciały do Polski, powiedział publicznie, że w razie zmasowanego ataku nie zdołalibyśmy uratować ludzi. Mówił to polityk, który w wyniku wojny stracił dwadzieścia procent terytorium swojego kraju. Brakowało mu umiaru. Zaczął wyliczać, ile Ukraińcy zestrzeliwują dronów. Że mają prawie dziewięćdziesięcioprocentową skuteczność. A my z dziewiętnastu strąciliśmy cztery. Już nie było ponad dziewięćdziesiąt dronów, tylko dziewiętnaście. Z liczeniem skuteczności też kłamał. Oni każdego drona, który spadnie, traktują jako zestrzelonego. Czyli jeśli Gerań albo Gerbera wpadnie do Zalewu Kijowskiego, do Dniepru albo na pole, to też liczy się jako zestrzelony.
WYSOKI RANGĄ URZĘDNIK W MON: Powiedzmy sobie szczerze, cała akcja strącania dronów nad Polską nie była – najdelikatniej mówiąc – naszym sukcesem. Nie potrzebowaliśmy jednak od Ukraińców mentorskiego tonu i setek memów, na których z nas drwili. Tym bardziej że nie mieli pojęcia, jak wyglądało to wtargnięcie dronów nad Polskę.
MINISTER X W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: To, że Zełenski próbował wtedy po raz drugi umiędzynarodowić konflikt, było oczywiste. Takie działanie jest logiczne z ich punktu widzenia. To samo robili po Przewodowie. Możliwe, że dlatego do dziś Zełenski nie chce przyznać, że tam spadł ukraiński pocisk. Wtedy też chciał umiędzynarodowić konflikt.
WYSOKI RANGĄ URZĘDNIK W MON: Zełenski nie doceniał naszej wiedzy na temat tego, co w chwili wtargnięcia dronów nad Polskę robili Amerykanie i co robiło NATO. Jesteśmy członkiem organizacji, zatem wiemy, co nieco na temat kulis sprawy. Przede wszystkim gdy Amerykanie dowiedzieli się, że drony wlatują nad Polskę, połączyli się bezpośrednio z Rosjanami i zapytali, o co chodzi. Amerykanie mają swoją stałą linię z Rosją. Na potrzeby kryzysowych sytuacji. Amerykanie spytali więc wprost: bawicie się, to prowokacja czy naprawdę zaczynacie wojnę? Gdyby Rosjanie rzeczywiście chcieli się bić, reakcja NATO byłaby natychmiastowa.
POLSKI DYPLOMATA W KWATERZE GŁÓWNEJ NATO: W czasie kryzysu dronowego NATO oddelegowało na potrzeby obrony polskiego nieba sto maszyn z państw NATO. Były gotowe w każdej chwili do kontruderzenia w Rosję. Te sto maszyn zabezpieczał SACEUR (naczelny dowódca sił NATO w Europie – przyp. Z.P.).
MINISTER W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Gdy do Polski wleciały rosyjskie drony, Zełenski oczywiście nie mógł powstrzymać się przed komentarzami. I tradycyjnie pojawił się jako oferent pomocy. Gdybyśmy wzięli tę mityczną pomoc od niego, już do końca świata przekonywałby, jaki jest ważny i jak bardzo nam pomógł. Mam wrażenie, że on powtarzał te swoje mantry przede wszystkim dlatego, że nie miał pojęcia, jak wyglądała nasza współpraca w ramach NATO. OK, nie daliśmy rady z tymi dronami. Ale to nie było tak, że my tylko czekaliśmy, aby poprosić Zełenskiego o pomoc. W momencie kryzysu ściśle współpracowaliśmy przede wszystkim z Francuzami i Amerykanami. Zełenski jak zwykle grzał atmosferę. Najlepiej, gdybyśmy od razu uderzyli na Moskwę. Weszli do wojny. Tymczasem naszym celem było coś zupełnie innego. Amerykanie pierwsze, co zrobili, to chwycili za telefon i zadzwonili do Moskwy, żeby zapytać, o co chodzi i czy chcą naprawdę wojny. Francuzi pomagali nam ustalić, skąd lecą drony i wspierali nas w prowadzeniu walki radioelektronicznej. Nie potrzebowaliśmy pomocy Ukraińców. Uczyliśmy się sami. Zełenski publicznie nas wyśmiewał, a nic nie wiedział o tym, jak spadały poszczególne Gerbery. Nie miał pojęcia o sprawie. A my niespecjalnie chcieliśmy z nim o tym rozmawiać.
DYPLOMATA X: Amerykanie nie chcieli eskalacji. Dążyli do wyciszenia konfliktu. Ukraińcy mieli przeciwny cel. Chcieli grzać atmosferę. Wykorzystać, ile się da, z tego zamieszania. Amerykanie na tamtym etapie wojny dążyli do jak największej ukrainizacji wojny. Chcieli wyizolowania tej wojny. Zamknięcia jej na Donbasie, maksimum na Zaporożu. Nie zamierzali wchodzić w nową awanturę z Putinem. Wierzyli, że uda im się porozumieć z Rosją. Chcieli uzyskać jej neutralność w rywalizacji USA z Chinami. W mojej opinii ta wiara była naiwna. Reset z Rosją nie mógł się udać.
WYSOKIEJ RANGI URZĘDNIK BBN ZA PREZYDENTURY KAROLA NAWROCKIEGO: Amerykanie nie chcieli eskalacji, ale to uderzało również w nas. Trump i jego ekipa byli przekonani, że Europa pełna jest rządów koalicyjnych, które straszą swoich obywateli wojną. Poprzez strach próbują utrzymać władzę i dlatego potrzebują kontynuowania wojny na Ukrainie. Dla nas taka logika była niekorzystna. Z perspektywy Pałacu Prezydenckiego próbowaliśmy przekonać Amerykanów, że dla Polski zagrożenie nie jest iluzją. Podawaliśmy przykład zbrojeń Rosji w Leningradzkim Okręgu Wojskowym, mówiliśmy, jak Rosjanie kłamią w kwestii swojej obecności wojskowej w Arktyce, przykładem ich złej woli był atak dronowy przeciwko Polsce.
MINISTER X W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Po wtargnięciu dronów do Polski Ukraińcy nie docenili jeszcze jednego. Naszej współpracy z Białorusinami. Teoretycznie stosunki z nimi mamy zamrożone, jednak w sprawach wojskowych współpracujemy. Oni, niezależnie od tego, co mówi Łukaszenka – nie są zainteresowani wybuchem wojny i eskalacją. Wiedzą, że będą terenem, przez który przetoczy się wojna. Nie chcą być pobojowiskiem. Każda eskalacja to również zagrożenie dla władzy Łukaszenki. Gdy coś leciało w naszą stronę albo z terenu Białorusi, albo z kierunku ukraińskiego, Białorusini informowali nas o tym. W tym największym kryzysie dronowym ujawnili fakt współpracy z nami. Ale wcześniej też dostarczali nam informacje.
BYŁY MINISTER W RZĄDZIE MATEUSZA MORAWIECKIEGO: Jeśli chcemy zrozumieć, jaką pozycję zajmujemy w głowie Zełenskiego i jego współpracowników, należy przypomnieć pewną mapę. Widziałem ją osobiście w gabinecie szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR) Kyryła Budanowa, który dziś jest ważną postacią w otoczeniu Zełenskiego. Ta mapa przedstawiała rozpad Rosji. Obwód kurski był dla Ukrainy. Inne regiony przejmowały narody zamieszkujące Rosję. A czyj był obwód kaliningradzki? Zaznaczono go jako teren Niemiec. Ukraińcom nawet przez myśl nie przeszło, że można go zaznaczyć jako część wspólną Polski i państw bałtyckich.
POLSKI DYPLOMATA Z: Ta buta prowadzi mnie do wniosku, że w razie wojny z Rosją nie będziemy mieli z automatu pomocy ze strony Ukrainy. Oni zaczną handlować bezpieczeństwem. Nie zachowają się tak jak Polska w 2022 roku.
Kulisy przekazania MiG-ów i Su
WYSOKIEJ RANGI URZĘDNIK W MON: Ukraińcy po zmianie władzy w Polsce szybko zaczęli domagać się dostaw polskich MiG-29. Do rządu Donalda Tuska pierwsze prośby w tej sprawie trafiły zaraz po zaprzysiężeniu. Ukraińcy narzekali, że dajemy tylko amunicję. Chcieli coś większego. Mówili o „pakiecie Tuska”. O pozostałych w Polsce czołgach T-72, które, nawiasem mówiąc, były kompletną ruiną, i o samolotach. Promowali również możliwość przekazania przez nas koreańskich czołgów K2.
MINISTER X W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Latem 2024 roku głośną sprawą było zaangażowanie żołnierzy z Korei Północnej po stronie rosyjskiej w odbijaniu zajętych przez Ukraińców powiatów w obwodzie kurskim. Nasza ambasada w Seulu pisała, że Korea Południowa rozważała przekazanie broni Ukraińcom, aby ograniczyć zapędy Kim Dzong Una we współpracy z Rosją. Sondowano, czy nie moglibyśmy przekazać Ukraińcom koreańskich czołgów K2, które docierały do Polski, albo zestawów artyleryjskich Chunmu. Wykluczyliśmy taką możliwość. Nie było opcji, aby oddawać nowy sprzęt.
MINISTER W KANCELARII PREZYDENTA RP ANDRZEJA DUDY: Zapewniano nas, że jeśli oddamy jakąś część koreańskiego sprzętu, dostaniemy rekompensatę. Rozmowy były czysto teoretyczne. Nie zgodziliśmy się. Pamiętaliśmy zapewnienia Niemców po przekazaniu T-72 wiosną 2022 roku. Miała być podmiana. My dostarczamy czołgi Ukraińcom, Niemcy nam starsze wersje Leopardów. Nigdy się tego nie doczekaliśmy. Nie dostaliśmy od Niemców ani jednego czołgu w zamian za przekazane Ukraińcom maszyny posowieckie. Ringtausch, tak to nazywali Niemcy. Wymiana okrężna. Wszystko u nich jest okrężne. Zagmatwane i nieczytelne. Potem Niemcy przekonywali nas, że źle ich zrozumieliśmy. Ich zdaniem miało chodzić o to, że jeśli zdecydujemy się na zakup Leopardów w Niemczech, to oni nam obniżą cenę za tak zwane odstępne, czyli czołgi przekazane Ukrainie.
DYPLOMATA A: Friedrich Merz krytykował swojego poprzednika Olafa Scholza za niewywiązanie się z obietnic w ramach programu Ringtausch. Gdy tylko Merz doszedł do władzy, tak zmienił zasady tego programu, że z naszego punktu widzenia po prostu kontynuował politykę Scholza. To za Merza Niemcy zaczęli mówić, że umowa była inna. Czyli my oddajemy swoje czołgi Ukraińcom, ale nie kupujemy nowych w Korei Południowej czy USA, tylko Leopardy. W końcu powiedzieli rozbrajająco, że nie mają tych czołgów i ich nie wyczarują, dlatego nam ich nie przekazali. Oczywiście kłamali. Cały czas mają około sześciuset Leopardów. My chcieliśmy raptem czterdzieści cztery. Ich wojsko nie zawaliłoby się, gdyby przekazali nam te czołgi, tak jak się umawialiśmy.
MINISTER Y W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Niemcy skompromitowali się tym, że nie dotrzymali słowa w sprawie Ringtausch. PiS na każdym kroku oskarża Tuska o to, że jest niemieckim agentem. Powiem tak: dyskusje o tym, jak Niemcy robią nas w ch…, prowadzone są niemal cały czas. Sikorski zwykł mówić: „Niemcy? Niemcy jak zawsze nie chcą płacić”. Mówią dużo. Zapewniają. Ale to zawsze przede wszystkim słowa. Ładne deklaracje. Błaszczak mówił, że ta okrężna wymiana to propaganda. Nie powiedziałbym nigdy tego pod nazwiskiem – Błaszczak miał rację.
DYPLOMATA A: Z powodu zachowania Niemców temat przekazywania Ukraińcom sprzętu koreańskiego całkowicie upadł. Nikt go nie podjął, a Andrzej Duda ostatecznie podczas wizyty w Korei Południowej jesienią 2024 roku oświadczył, że nie ma o czym gadać.
MINISTER X W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Trudno było się nie zgodzić z Dudą. Skorzystaliśmy, że to on za nas zrobił brudną robotę.
MINISTER Y W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Gdy Ukraińcy zaczęli na nas naciskać w sprawie MiG-29, postanowiliśmy dać sobie czas. Znaliśmy wszystkie doświadczenia z bronią dla Kijowa z przeszłości. Znane nam były prośby i groźby, które wobec Andrzej Dudy na początku 2022 roku stosował Zełenski. Te jego płacze i jęki, aby przekazać mu polskie MiG-i, bo giną kobiety i dzieci. Tym razem też postanowił robić nas w ch… Z jednej strony szły rozmowy. Z drugiej publicznie pozwalał sobie na połajanki pod adresem Polski. Oczywiście podczas wizyty w 2025 roku w Warszawie, gdy już było jasne, że MiG-i dostanie, oświadczył bez żenady, że nigdy nie naciskał w tej sprawie. Tak jakbyśmy to my jeszcze go prosili, żeby je przyjął. Całujemy rączki, niech pan przyjmie od nas samoloty, dziękujemy, polecamy się na przyszłość. Coś tu było nie tak.
DYPLOMATA X: Gdy Zełenski odbierał samoloty w Warszawie w grudniu 2025 roku, zapewniał, że nie naciskał w ich sprawie. My pamiętaliśmy to inaczej. Pod koniec października 2024 roku miał występ w Użhorodzie. Zarzucił nam, że to przez nas Rosjanie zbombardowali magazyny gazu w Stryju. Bo nie dostarczyliśmy mu MiG-ów i nie zestrzeliwujemy rakiet rosyjskich ze swojego terytorium. Bełkotał coś o obietnicy Jensa Stoltenberga dla Polski. Zapewniał, że rozmawiał z nim o misji Air Policing dla nas, choć my go o żadną przysługę nigdy nie prosiliśmy. Więcej – mówił, że Stoltenberg miał mu tę misję obiecać. Mimo że główny zainteresowany, czyli Polska, o nią nie poprosił. To było żałosne. Nie dało się tego słuchać. On wprost powiedział, że szukamy wymówek, aby nie przekazać im MiG-ów. To było w całości kłamstwo. I to prymitywne. Bez znajomości zasad funkcjonowania NATO. Bez szacunku dla nas. Od początku mówiliśmy Ukraińcom, że przekażemy MiG-i, jeśli w zamian dostaniemy lub kupimy inne samoloty w tej samej liczbie albo wtedy gdy MiG-om skończą się resursy. I tak się stało.
MINISTER X W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Zełenski w swoich kłamstwach się pogubił. Mocno napsuł nam krwi. Autentycznie chcieliśmy przekazać im te MiG-i już w 2024 roku. Sami rozmawialiśmy ze Szwedami i Niemcami, czy nie byliby gotowi wysłać do Malborka swoich samolotów za te maszyny. Tylko że chcieliśmy to mieć zapisane w dwustronnej umowie, a nie jako misję policyjną na pół roku. We wrześniu 2024 roku szef BBN mówił publicznie, że MiG-i polecą na Ukrainę, gdy skończą im się resursy albo gdy Polska zdobędzie maszyny na ich zastępstwo.
DYPLOMATA PRZY NATO: Rozmowy ze Szwedami to nie były jakieś tajne informacje. Sprawa była omawiana publicznie. Dziwiłem się tym wypowiedziom Zełenskiego z Użhorodu. To była manipulacja. I to bardzo prymitywna.
MINISTER X W RZĄDZIE DONALDA TUSKA: Najbardziej denerwujące było to, że Zełenski powołał się przy tym na dopiero co podpisaną przez Tuska umowę międzyrządową z Ukrainą, dotyczącą współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa. Twierdził, że na jej podstawie zobowiązaliśmy się do zestrzeliwania rosyjskich rakiet nad Ukrainą. To kompletna bzdura. Aberracja. W umowie jest zapisane, że rozważymy przekazanie MiG-ów, a nie, że je przekażemy natychmiast. Moja teoria jest taka, że Zełenski wpiął swoje pretensje w prezentowany wówczas przez siebie Plan Zwycięstwa. Dostawy broni były częścią planu. Tak jak członkostwo w NATO, o którym on w tym planie mówił, a którego nikt nie przewidywał. Zełenski budował iluzję. Od jesieni 2024 roku ukraiński prezydent przygotowywał tak zwany stratcom (komunikację strategiczną – przyp. Z.P.), który uzasadni podpisanie jakiejś formy rozejmu z Rosją. Daleko idące ustępstwa ze strony Ukrainy byłyby możliwe tylko, jeśli Zełenski otrzyma członkostwo w NATO albo gwarancje bezpieczeństwa na wzór art. 5 Paktu Północnoatlantyckiego. W tym wszystkim ważne są również stałe i regularne dostawy broni czy zaangażowanie NATO w zestrzeliwanie pocisków nad Ukrainą albo szerzej – ochrona ukraińskiego nieba. Myślę, że dlatego Zełenski był tak bezczelny. Grał o wysoką stawkę i wydawało mu się, że może sobie na to pozwolić.
MINISTER W KPRM: W rozmowie z Sikorskim na kongresie YES w Kijowie jesienią 2024 roku Zełenski miał żal, że udajemy wsparcie dla Ukrainy w jej rozmowach z UE. Bo Zełenski zakłada, że stanie się to za jego kadencji. Co jest zupełnie nierealne. Na tym samym spotkaniu z Sikorskim miał pretensje o to, że nie chcemy przekazać Ukrainie naszych MiG-29, choć rozmowy na ten temat były już zaawansowane, a z biegiem czasu zaczęliśmy w transzach przekazywać maszyny. Pokrzykiwał na Sikorskiego, aż ten się obraził. Sikorski w takich sytuacjach jest pamiętliwy. W 2010 roku próbował namawiać Łukaszenkę na zmianę kursu wobec opozycji. Wydawało mu się, że namówił go do tego, ale Łukaszenka go oszukał. Od tamtego czasu ma uraz. To samo jest z Zełenskim. U Sikorskiego ma przechlapane. On go uważa za furiata cierpiącego na PTSD. To nie był koniec podtapiania Sikorskiego. Gdy na zamkniętym panelu Sikorski powiedział, że Krym powinien zostać poddany na dwadzieścia lat pod zarząd ONZ, Ukraińcy natychmiast napuścili na niego lidera Tatarów krymskich Refata Czubarowa. Krytyczne stanowisko zajął Jermak. A na końcu ukraiński MSZ. A Sikorski nie powiedział niczego kontrowersyjnego.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki