Kobieta gangstera - ebook
Nela po tym, co odkryła, nie chce mieć nic wspólnego z Kostkiem. Nie, ONA nie chce go znać! Ale Kostek umie postawić na swoim. Poza tym ON nie jest facetem, o którym można tak łatwo zapomnieć…
Nela, wbrew własnym przekonaniom, daje kolejną szansę swojemu ukochanemu. A to wiąże się z wieloma zmianami i poświęceniem, na które być może wcale nie jest gotowa. Dziewczyna nie podejrzewa, że „nowa praca” może ją zaprowadzić w miejsce, do którego nie powinna nawet zaglądać – do samego piekła.
Kostek wie, że popełnia straszny błąd, ale nie potrafiąc zapomnieć o Neli, decyduje się na związek bez przyszłości. Jednak ukrywanie istnienia ukochanej przed światem, to chyba nienajlepszy pomysł, o czym wkrótce przekonają się oboje.
Czy Kostek wraz z Nelą zdołają stworzyć namiastkę prawdziwego domu, w którym ONA się wychowała, a o którym ON od zawsze marzył?
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8318-076-2 |
| Rozmiar pliku: | 3,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nela
Od dawna byłam pewna, że kiedyś pożałuję tej znajomości, ale nigdy, nawet w najczarniejszych snach, nie podejrzewałam, że spotka mnie coś takiego.
Leżałam skulona, w cuchnącym, zatęchłym kącie, a bolącą dłoń przyciskałam do piersi. Przed oczami miałam mroczki, które w ciemności iskrzyły niczym gwiazdki. Z pewnością były wynikiem uderzenia głową o podłogę i utraty krwi, która nadal sączyła mi się z nosa i chyba też z czoła. Nie próbowałam jej już nawet ścierać. Nie było po co…
Spojrzałam na swoją rękę, którą ledwie wypatrzyłam w tych ciemnościach. Była opuchnięta. Z pewnością miałam też połamane, a nawet zmiażdżone palce. Nie płakałam jednak, nie miałam na to dość siły, choć wiedziałam, co to oznaczało w praktyce. Już nigdy nie spełnię swoich marzeń.
Może to kara?
Ponownie usłyszałam zgrzyt klucza w zamku. Zadrżałam i jeszcze mocniej wpełzłam w kąt. Obawiałam się, że to znów ONA. Aż bałam się pomyśleć, jaką teraz wymyśliła dla mnie torturę.
Kostek
Uśpiłem jej czujność. Długo z nią pertraktowałem. Najpierw były obietnice, potem alkohol, spożywany głównie przez nią. A potem był seks na zgodę. Tak, przespałem się z NIĄ, tak jak chciała, udowadniając, że Nela nic dla mnie nie znaczy. Najpierw jednak, tuż przed pójściem do łóżka, oboje zażyliśmy sporą dawkę koki. ONA ją lubiła, a ja? Cóż, musiałem się wspomóc, żeby to jakoś przetrwać.
Nie chciałem tego, ale nie miałem wyjścia. Musiałem tańczyć tak, jak mi zagrano. Kiedyś nie miałem z tym żadnych problemów, ale się zmieniłem. Dla Neli. I teraz właśnie dla mojej ukochanej Neli musiałem udawać i zachowywać się jak nie ja.
Wobec NIEJ nigdy bym się na to nie zdobył. Dla mojej byłej żony nie byłem już gotów na takie poświęcenia. Ale Gośki chyba nigdy nie kochałem.
Po fakcie Małgośka znów zażądała drinka. Przesadzała, rzecz jasna, ale po raz pierwszy było mi to na rękę. Dosypałem jej więc do brandy środek nasenny. Miałem nadzieję, że to załatwi sprawę, a ja zdążę zabrać stąd moją dziewczynę. I załatwiło. Gośka zasnęła kamiennym snem.
Potem zająłem się tym typem. Poszło sprawnie.
Przez moment rozważałem, czy nie powinienem raz jeszcze dokładniej sprawdzić wszystkich pomieszczeń, gdzie Gośka mogłaby ukryć naszego syna, ale od strony drzwi, wiodących do piwnicy, doszedł mnie szmer.
Widok, który zastałem chwilę później, kiedy zszedłem na dół, przeszedł moje najśmielsze oczekiwania…ROZDZIAŁ 1
Nela
– Wysłuchaj mnie, proszę.
Nawet na niego nie spojrzałam. Już wszystko zostało powiedziane. Wszystko stało się jasne. Jak słońce… I w jednej chwili dotarło do mnie, jaka głupia byłam. Naiwność to zbyt delikatne słowo. Byłam po prostu głupia. A jedyne, co miałam na usprawiedliwienie, to to, że byłam bez pamięci zakochana. Ale czy to wystarczało, by zmyć plamę na honorze? Nie sądzę…
– Nela?
Kostek jeszcze próbował coś ugrać, jednak nie zwracałam na niego uwagi. Pozbierałam swoje rzeczy z podłogi, a potem na moment zaszyłam się w łazience. Nigdy dotąd nie ubierałam się tak szybko, choć ręce trzęsły mi się okrutnie, co stwarzało niemały problem, zwłaszcza podczas zapinania guzików. Niemniej po dwóch, góra trzech minutach byłam gotowa do wyjścia. Zanim jednak opuściłam łazienkę, rzuciłam jeszcze ukradkowe spojrzenie w stronę olbrzymiego, zajmującego całą ścianę lustra. Mogłam się określić zaledwie w kilku słowach: wyglądałam fatalnie. Zapłakana, zasmarkana i zakochana idiotka.
Odwróciłam spojrzenie od własnego odbicia, nabrałam powietrza w płuca i nacisnęłam klamkę. Dlaczego nie zdziwił mnie jego widok? Czekał na mnie pod drzwiami.
– Porozmawiajmy – powiedział łagodnie, choć głos mu wyraźnie drżał.
Udałam, że tego nie słyszę. Ominęłam go, a właściwe próbowałam to zrobić, ale zastąpił mi drogę i schwycił za przegub dłoni.
– Nela, do cholery! Nie odchodź w ten sposób! – dodał, na powrót ukazując swoje prawdziwe oblicze.
Wyszarpnęłam rękę i wymierzyłam mu policzek. Wiem, że tego nie lubił. Zresztą kto lubi dostawać po pysku? Ale to był jedyny sposób, żeby mu pokazać, że już nie pozwolę wodzić się za nos. Tylko tak mogłam zamanifestować swój ból, swoją złość i… niemoc. Więcej nie byłam w stanie zrobić. Poza tym na więcej on by mi chyba nie pozwolił.
Był wściekły. Patrzył na mnie gniewnie, rozcierając piekące miejsce na twarzy.
Może i byłam chucherkiem, ale potrafiłam zranić. Także słowem.
Tym razem wyminęłam go bez problemu. Już mnie nie zatrzymywał. I dobrze. Nie chciałam kolejnych, do niczego nieprowadzących spięć. Wszystko już zostało powiedziane, wyjaśnione. To koniec. Ta myśl bolała mnie okrutnie, wywoływała niekontrolowane łzy, które nawet teraz zaiskrzyły w moich oczach, ale postanowiłam się z nią zmierzyć. Właściwie nie miałam większego wyboru. Nie zamierzałam być tą trzecią.
Wyszłam na korytarz, a potem, patrząc pod nogi, ruszyłam schodami w dół. Kolana miałam jak z waty. Zresztą cała trzęsłam się okrutnie, ale wiedziałam, że nie mogę postąpić inaczej. To był jedyny sposób, by zakończyć tę farsę, w którą tak bezsensownie dałam się wciągnąć. Będąc już prawie na samym dole, uzmysłowiłam sobie, że niemal biegnę, a po mojej twarzy płyną łzy.
„Przeżyję – pomyślałam z rozdzierającym serce smutkiem i dodałam, próbując samą siebie usilnie pocieszyć: – Dam radę”.
Oczywiście nie byłam tego taka pewna, bo od razu pomyślałam o mamie i lawinie pytań, które za jej sprawą na mnie spadną, kiedy tylko wrócę do domu. Nie trzeba być Sherlockiem, żeby stwierdzić, że coś poszło nie tak. Wystarczyło tylko na mnie spojrzeć, by wiedzieć, że mój świat właśnie legł w gruzach. Poza tym mama znała mnie lepiej niż ktokolwiek. Chwilami zdawało mi się, że czyta mi w myślach. Może przesadzałam, a może nawet upatrywałam czegoś, co nie istniało, ale niezaprzeczalnym faktem było, że mama zawsze znajdowała się obok, ilekroć jej potrzebowałam. I na ogół dzielnie słuchała moich wynurzeń. Czasem jednak potrafiła mi też zmyć głowę. Cóż, nie byłaby sobą, gdyby nie pokazała odmienności poglądów. Poza tym wynikało to pewnie także z tego, że była matką. W dodatku moją własną, a to dawało jej większe możliwości i przywileje.
Było późno, a ja nawet nie musiałam spoglądać w lusterko w moim samochodzie, by wiedzieć, że nadal wyglądam fatalnie. Nie mogłam zatem w takim stanie wrócić do domu. Wyjęłam więc z kieszeni kurtki telefon, by wygooglować jakiś tani hotelik w okolicy. Właśnie wtedy natknęłam się na wiadomość od Pauliny. Dawno nie pisała, ale teraz właściwie spadała mi z nieba.
Hejka, Nelka. Co tam u Ciebie? – odczytałam pośpiesznie.
Nie zastanawiając się ani sekundy, odpisałam:
Bywało lepiej. Masz chwilę?
Wysłałam wiadomość, a po chwili kolejną:
I wolną chatę?
Odpowiedź nadeszła niemal natychmiast:
Jasne. Jakieś wino też się znajdzie. Adres znasz.
„Wino? O tej porze?” – pomyślałam, krzywiąc się z niesmakiem, który jednak nie trwał zbyt długo. Szybko uznałam, że alkohol to nie taki głupi pomysł.
Uśmiechnęłam się przez łzy. Jak ona mnie dobrze znała. Co prawda nasze kontakty ostatnio mocno się rozluźniły, ale, jak widać, nie na tyle mocno, by zupełnie nas od siebie oddalić.
Wzięłam kilka głębszych wdechów, niedbale starłam wilgoć z policzków, a potem odpaliłam silnik.
„Wszystko będzie dobrze” – powtarzałam w myślach, chociaż nie wierzyłam w ani jedno słowo.
Kostek
Najpierw patrzyłem, jak puszcza się schodami w dół. Gnała na złamanie karku, a mnie na ten widok żołądek zaciskał się w ciasny supeł. Chciałem ją zatrzymać, naprawdę, ale wiedziałem, że i tak nie posłucha, więc zaniechałem tego. Nie byłem jednak pewien, czy dobrze robię, bo kiedy zniknęła mi z pola widzenia, omal nie pękło mi serce.
Przekląłem z bezradności i wróciłem do mieszkania. Stanąłem przy oknie i dosłownie po chwili wypatrzyłem jej drobną sylwetkę. Wybiegła wprost na chodnik i w pośpiechu zmierzała do auta. Pomimo że wyglądała, jakby gnała na oślep, w jej ruchach było tyle niepewności i bólu, który jej osobiście zadałem.
Znów pomyślałem, że mógłbym ją zatrzymać. Zdołałbym. Byłem tego pewien. Tylko co potem? Czy to miało sens?
Jeszcze nie odjechała, a ja już tęsknym wzrokiem patrzyłem w stronę jej samochodu, w którym przed chwilą zniknęła.
* * *
Nie potrafiłem znaleźć sobie miejsca. Najpierw wziąłem prysznic. W zasadzie zrobiłem to wyjątkowo niechętnie. Wciąż bowiem na swojej skórze czułem jej słodki, uwodzicielski zapach, którego nie chciałem się pozbywać. Ale żeby doprowadzić się do stanu używalności, musiałem to zrobić. Problem w tym, że długi, oczyszczający prysznic na niewiele się zdał. Wciąż czułem się jak kutas, którym w istocie byłem. Na usprawiedliwienie miałem jedynie fakt, że dla niej chciałem się zmienić. Nie przewidziałem jednak, że ona będzie żądała zbyt wiele, a właściwie, że będzie oczekiwała niemożliwego. Tak, Nela pragnęła więcej, niż mógłbym jej zaoferować. A ja, żeby ją chronić, musiałem z niej zrezygnować.
Natępnie zjadłem kolację. Mogłem ją uznać za wczesne śniadanie, bo za oknami powoli świtało. Nie byłem głodny – a może byłem, tylko żołądek wciąż miałem zaciśnięty w ciasny supeł – więc ledwie wcisnąłem w siebie małą porcję musli z jogurtem naturalnym i miodem. Następnie zajarałem zioło. Zazwyczaj mnie uspokajało. Ale nie dziś. W tej chwili niewiele pomogło, a ja nadal nie umiałem sobie znaleźć miejsca.
Uruchomiłem apkę, dzięki której wiedziałem, gdzie teraz znajdowała się Nela. Wgrałem ją w jej telefon w Kazimierzu, kiedy spała. Może i naruszałem jej prywatność, może nawet właziłem z buciorami tam, gdzie nie powinienem nigdy zaglądać, ale jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to wkrótce się skończy. Poza tym lubiłem mieć wszystko pod kontrolą. Zwłaszcza ją. Strasznie mnie to jarało. Zresztą, kiedy się zdecydowałem na ten krok, myślałem także o tym, by w przyszłości zaoszczędzić sobie kolejnych trudów, wynikających z jej poszukiwania. Nela lubiła wodzić mnie za nos. Była też mistrzynią spektakularnych ucieczek.
Teraz jednak nie chciałem jej nękać czy prześladować. Po prostu musiałem wiedzieć, że dotarła cała i zdrowa do domu. Mogłem oczywiście zadzwonić lub napisać, ale byłem przekonany, że i tak by mnie olała.
Spojrzałem z niedowierzaniem w ekran smartfona. Nela nie dotarła do domu?! Gdzie więc, do cholery, pojechała?
Powiększyłem mapkę i przyjrzałem się uważniej jej obecnej lokalizacji. Z pewnością nie wróciła do Różanek, do swojego rodzinnego domu. Zatrzymała się w mieście, w jednej ze starych, zamieszkiwanych głównie przez Cyganów i z pewnością budzących niemiłe skojarzenia, dzielnic.
Co tam robiła?
Aż zerwałem się na równe nogi, odkrywając ten niepokojący fakt. Natychmiast wybrałem jej numer. Oczywiście nie odbierała. Głucha cisza w słuchawce oznaczała, że albo była poza zasięgiem, albo miała wyłączony telefon.
Przekląłem. Uruchomiłem WhatsAppa. Tam też nie było jej od kilku godzin. Podobnie zresztą jak na Messengerze.
– Kurwa! – przekląłem, chwytając kurtkę, i wybiegłem w pośpiechu z mieszkania.ROZDZIAŁ 2
Nela
Może i nie miałam zbyt mocnej głowy, ale z pewnością nigdy nie zdarzyło mi się upić po dwóch, średniej wielkości kieliszkach wina.
– Zawsze ci powtarzałam, że faceci, każdy jeden, to straszne…
– Dranie? – zapytałam bełkotliwie, znów pociągając mały łyczek. Chyba powinnam podziękować i odstawić kieliszek, ale sytuacja była wyjątkowa, więc nie zamierzałam się tym zbytnio przejmować.
– Chujki – skwitowała Paulina, szczerząc się od ucha do ucha, i przewracając wymownie oczami, widząc moją zniesmaczoną minę.
Nie byłam świętoszką, ale niezwykle rzadko używałam wulgaryzmów. Zwłaszcza tak… wyświechtanych.
– No już, nie rób takiej miny – zaśmiała się jeszcze, po raz kolejny dolewając sobie wina. – Tyle razy cię przestrzegałam, że powinnaś to wiedzieć. Faceci to kanalie. Im zależy tylko na jednym. A jak już to dostaną, to szybko się nudzą.
Nadal, pomimo tego, co zrobił mi Kostek, nie podzielałam jej opinii. Wierzyłam, że nie wszyscy mężczyźni są pozbawieni zasad. Mój ojciec był tego żywym przykładem. Bracia również. Zwłaszcza Marcin, choć i Misiek, który póki co był zbyt młody, by to realnie ocenić, miał zadatki na naprawdę porządnego faceta. Mój starszy brat od gimnazjum miał jedną i tę samą dziewczynę, z którą zresztą zamierzał się pobrać i stworzyć szczęśliwą rodzinę, jak ta, w której wspólnie mieliśmy się okazję wychowywać. Dlaczego więc miałam wszystkich facetów upychać do jednego wora, skoro, jak widać, nie wszyscy są zimnymi draniami. Może właśnie też z tego powodu, naiwnie wierzyłam, że Kostek, który od samego początku naszej znajomości budził we mnie skrajne emocje, nie jest aż taki zły? Teraz jednak musiałam przyznać, jak bardzo się pomyliłam w jego ocenie. Wybielałam go na siłę, a właściwie patrzyłam na niego przez pryzmat tego, jak postrzegałam ojca czy Marcina. Po prostu łudziłam się, że zdoła się choć odrobinę zmienić, by aż tak strasznie nie odróżniać się na tle ideałów, które sobie stworzyłam dla własnych potrzeb.
– Ale powiedz… – usłyszałam nagle.
Musiałam odpłynąć na moment, ale szybko się otrząsnęłam.
– Co?
– Podobało ci się chociaż?
Westchnęłam.
Cała Paulina. Od zawsze lubiła konkrety. A i sama też lubiła opowiadać ze szczegółami o swoim życiu intymnym. Ja nie byłam aż taka wylewna. No i po tym, co zaszło później, nie miałam ochoty do tego wracać. Musiałam jednak powiedzieć cokolwiek, choćby na odczepnego, bo w innym razie Paulina nie da mi spokoju. Taka już była. Upierdliwa i strasznie ciekawska.
– Tak.
– Jak zwykle wyczerpująca odpowiedź – wytknęła, nie szczędząc mi sarkazmu.
– A co chciałaś usłyszeć? Że było fantastycznie? – zapytałam z nutą pretensji. – Tak, było. Poza chwilowym bólem, było naprawdę…
– Zajebiście? – podchwyciła szybko moja koleżanka.
– Tak – odparłam, czując, jak głupie łzy napływają mi do oczu.
– Ej, Nelka? – Paulina, może i nie była zbyt bystra, ale właśnie teraz, jak na złość, zauważyła moje rozterki. – Chyba nie zamierzasz mi tutaj znów ryczeć? – ostrzegła mnie, grożąc mi palcem przed nosem. – On nie jest tego wart. Żaden facet nie zasługuje, żeby po nim płakać.
– No nie jest – powiedziałam, wachlując się, żeby zapanować nad niepotrzebnymi emocjami. Pociągnęłam nosem i dodałam: – I nie zasługuje, ale…
– Nie ma żadnego „ale” – przerwała mi stanowczo. – Było minęło. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Poza tym nikt ci jeszcze nie mówił, że tego kwiatu jest pół światu?
Uśmiechnęłam się przez łzy. Paulina pewnie miała rację, ale ja jakoś nagle nie umiałam się przestawić i w jednej chwili zacząć myśleć inaczej. Może i byłam naiwna, może nawet byłam głupią gąską z prowincji, ale do tej pory wierzyłam, że jak zakocham się naprawdę, to już na zawsze. A że byłam do szaleństwa zakochana w Kostku, sądziłam, że będzie on moim pierwszym, a zarazem jedynym mężczyzną. Cóż, jak widać, znów się pomyliłam.
– No już – dodała szybko Paulina, dolewając mi wina.
Nie miałam ochoty na więcej, ale wiedziałam, że oponowanie nie miało najmniejszego sensu. Zawsze, odkąd ją poznałam, robiła, co chciała i kiedy chciała. Innym też skutecznie narzucała swoją wolę. Ot, cała Paulina.
– Nie maż się – powiedziała jeszcze, a potem, wstając i lekko chwiejnym krokiem kierując się w stronę łazienki, dopowiedziała: – Napij się jeszcze. Alkohol dobrze ci zrobi.
Nie wiem, czy dobrze robiłam, ulegając jej namowom po raz kolejny, ale jak tylko zniknęła za drzwiami łazienki, znów umoczyłam usta w czerwonym trunku. Wino było smaczne, ale mocne, bo uderzało do głowy.
A może to ja byłam w wyjątkowo kiepskiej formie?
Wtedy też rozległo się pukanie do drzwi. Pomyślałam, że to pizza. Miałam nadzieję, że będzie zjadliwa. Co prawda nie byłam głodna, ale nie od dziś wyznawałam zasadę, że pusty żołądek dodatkowo wpływa na zły nastrój. Wypadało więc coś zjeść, zwłaszcza że poza alkoholem od wczorajszego popołudnia nie miałam nic w ustach. No może poza…
Nieważne. To już była przeszłość.
A propos pizzy. Zamówiłyśmy ją z Pauliną w jakiejś podrzędnej knajpce. Jedynej zresztą, która działała przez całą dobę. Fast food o tej godzinie to raczej nie był najlepszy pomysł, ale coś trzeba było zjeść, a lodówka mojej koleżanki świeciła pustkami. Trochę zdziwiło mnie to odkrycie, ale po dłuższym zastanowieniu uznałam, że to żadna nowość. Paulina, jak większość lasek, które znałam, była na diecie. A według powszechnie panującej mody, nie ma lepszej diety niż głodówka. Takie przynajmniej przekonanie krąży wśród dzisiejszej młodzieży.
– Otworzysz? – doszło mnie zza drzwi łazienki. – Pieniądze leżą na komodzie.
– Tak. Już idę – odparłam, przechodząc obok i sięgając do zamka, na który zamknięte były drzwi wiodące na klatkę.
Postanowiłam nie tłumaczyć się przed Pauliną, ale zamierzałam sama zapłacić za zamówienie, bo i pewnie, jak znam życie, samej przyjdzie mi zmierzyć się z pizzą. Paulina ledwie tknie kawałek i powie, że już jest pełna. A ja, pomimo że nie dopisywał mi nastrój, zamierzałam wmusić w siebie jedzenie. Z doświadczenia wiedziałam bowiem, że po napełnieniu żołądka, nastrój momentalnie się poprawia. Miałam więc nadzieję, że tym razem będzie podobnie.
Omal nie doznałam szoku, widząc stojącego w progu Kostka zamiast dostawcy pizzy. Próbowałam mu jeszcze zamknąć drzwi przed nosem, ale ubiegł mnie i już wtargnął do mieszkania mojej koleżanki.
– Co ty tutaj, do cholery, robisz?! – ryknęłam na niego, na co spojrzał na mnie spode łba.
Jeszcze wyglądał, jakby miał do mnie o coś pretensje?! Też mi coś!
– A ty? – spytał, zmierzając w moim kierunku i gniewnie mrużąc oczy.
Wycofałam się, ale raptem zrobiłam parę kroków w tył, a zetknęłam się ze ścianą.
– Nie sądzisz, że to już nie twój zasrany interes? – wycedziłam przez zęby. Bałam się sposobu, w jaki na mnie patrzył, ale najwyraźniej alkohol dodawał mi odwagi, bo nagle postanowiłam nie milczeć.
– A o tym, to już zdecyduję sam – odparł, czym mnie totalnie wyprowadził z równowagi.
Nie wiem, czy kierowała mną odwaga, czy zwyczajna głupota, ale bez wahania wymierzyłam mu kolejny policzek. Złapał mnie wówczas za rękę, a potem za drugą, którą zamierzałam mu poprawić z lewej strony.
– Wiesz, jak tego nie lubię – warknął, a potem przycisnął mnie mocno do ściany, aż zabrakło mi tchu.
Byłam przerażona, ale mimo wszystko patrzyłam mu z furią w oczy.
– Co się tutaj – usłyszałam gdzieś za jego plecami – dzieje?
Nagle Paulina doskoczyła do nas i pociągnęła Kostka za ramię. Jego uścisk zelżał, choć nadal mnie nie puszczał. Spojrzał tylko przez ramię na szarpiącą go dziewczynę. Był wściekły.
– Puść ją! – wydarła się na całe gardło moja koleżanka. – I wypieprzaj z mojego domu! – dodała, a kiedy nie zareagował, tylko obrzucił ją rozjuszonym wzrokiem, chwyciła za mój telefon leżący jako pierwszy na brzegu stołu.
Nie byłam pewna, czy Paulina rzeczywiście zamierzała zadzwonić na policję, ale mamrocząc pod nosem, po kolei, cyfry numeru alarmowego, skutecznie o tym przekonała Kostka. Puścił mnie momentalnie i doskoczył do niej, bez problemu wyrywając jej telefon z rąk. A następnie cisnął nim o ścianę. Patrzyłam, jak mój, nowiutki smartfon odbija się od niej z hukiem, a potem upada na podłogę, rozbijając się w drobny mak.
– Wyjdź, do cholery! – przemówiłam ponownie, starając się opanować drżenie głosu. – Bo, bo…
– Bo co? – zakpił, patrząc na mnie z wyraźnym triumfem. – Nawet tego nie próbuj – dodał jeszcze, znów zwracając się do Pauliny, widząc, jak sięga po kolejny, tym razem własny telefon. – Bawcie się dobrze – powiedział jeszcze, zerkając na kieliszki z niedopitym winem, a potem, nie szczędząc Paulinie zadziornego czy wręcz chamskiego uśmiechu, wyszedł.
– Co to miało być?! – zapytała Paulina, zamykając drzwi tym razem na wszystkie możliwe spusty. – Jak cię tutaj znalazł?
– Nie wiem – odparłam zgodnie z prawdą.
– Śledził cię? – Nie ustępowała. Zawsze taka była. Drążyła sprawę do końca. – Bo jeśli tak, to powinnaś to zgłosić na policję.
– Niczego nie będę zgłaszać – przerwałam jej. – I tobie też zabraniam – dodałam, obawiając się, że nie zrozumiała dość jasno.
– Jak chcesz – odparła, zerkając wymownie na to, co pozostało po moim telefonie. – Ale opowiadałam ci kiedyś, jak koleżanka mojej koleżanki…
Znałam tę historię. Niemniej z dwojga złego uznałam, że lepiej usłyszeć ją po raz kolejny, niż pozwolić Paulinie, by znów pastwiła się nade mną, dając mi kolejne złote rady, i mówiąc, co powinnam zrobić, a czego nie. Nie byłam w nastroju. A właściwie byłam, tylko nie w takim, jaki sobie mogłam wymarzyć.
Kostek
Oczywiście odetchnąłem z ulgą, gdy dotarło do mnie, że Nela nie spędziła reszty nocy z jakimś kochasiem, a jedynie z mocno popieprzoną koleżanką. Tak, laska była naprawdę szurnięta i do tego niezdrowo odważna. Lubiłem odważne kobiety, ale nie takie, u których odwaga mieszała się z głupotą. Nie powinna mnie szarpać. Bardzo nie lubiłem, kiedy ktoś naruszał moją przestrzeń, a szczególnie nietykalność cielesną. Nikomu na to nie pozwalałem. Nawet Gośce. Nela stanowiła wyjątek, choć kiedy po raz kolejny podniosła na mnie rękę, miałem ochotę ją ukarać. Ona także powinna wreszcie zrozumieć, że nie wolno jej tak bezkarnie lać mnie po pysku. Działałem zgodnie z zasadą: szanuj innych, ale tylko wtedy, gdy oni szanują ciebie.
Darowałem jej jednak. Była zła i rozgoryczona, więc czułem, że nie powinienem się aż tak unosić. Poza tym moja złość minęła mi na nią niemal bezpowrotnie, kiedy odkryłem, że, zaraz po wyjściu ode mnie, nie poleciała do jakiegoś chłoptasia, by pocieszyć się w jego ramionach. Tego bym, kurwa, nie zniósł!
Kiedy jednak wróciłem do samochodu i odkryłem, że prawdopodobnie rozwaliłem telefon Neli, bo nagle aplikacja szpiegująca zainstalowana w moim telefonie straciła ją z pola widzenia, przekląłem.
„Tak to już na ogół bywa, jak nie panuje się nad własnymi nerwami” – pomyślałem, odpalając samochód i wyjeżdżając z parkingu.
Początkowo zamierzałem wrócić do swojego mieszkania, ale po chwili, widząc, że powoli wstaje słońce, uznałem, że szkoda tracić dnia na siedzenie w domu i użalanie się nad sobą i nad własnym, spierdolonym życiem. Tak, wiodłem zjebany byt. I byłem podrzędnym gangusem, z lekko spierdoloną moralnością. Przez moment wierzyłem, że właśnie dzięki niej, Neli, zdołam wyjść na prostą. Zresztą, obiecałem jej to. I starałem się dotrzymać słowa. Ale ona oczekiwała więcej, niż byłem w stanie jej dać. Nie, ona oczekiwała niemożliwego. Chciała mnie na wyłączność, a to nie wchodziło w rachubę.
Dla jej własnego bezpieczeństwa nie zamierzałem jej tego tłumaczyć ani zasypywać jej szczegółami. Im mniej wiedziała, tym lepiej. Nie mogłem jej zdradzić, co stało za tym, że znów się zawahałem. Zwyczajnie nie chciałem jej straszyć. Moim zadaniem było ją chronić, choć ona tego nie rozumiała. Prawda bowiem była taka, że gdyby Małgośka dowiedziała się o moim romansie czy raczej planach, jakie snuła wobec mnie Nela, a które mnie, pomimo tego że nic nie mogłem z tym zrobić, podobały się coraz bardziej, zrobiłoby się naprawdę gorąco. Już raz udowodniła mi, że przygodna znajomość, niewinny romans, to zupełnie coś innego niż głębsza relacja czy uczucie, które dla niej w zasadzie zawsze było obcym zjawiskiem.
Obrałem kurs na obrzeża miasta i od razu pojechałem na plantację. W zasadzie przy moich roślinkach, na tym etapie wzrostu, nie było zbyt wiele roboty – ostatni zbiór miał nastąpić wkrótce – ale uznałem, że mam ochotę właśnie tam pojechać. Tylko na łonie natury i wśród moich roślinek byłem w stanie się odstresować. Ta robota zawsze dawała mi poczucie błogości i spełnienia. Cisza, spokój, wytchnienie. Dobrze spożytkowany czas. Gocha nieraz śmiała się ze mnie, że ciągnie mnie do ziemi, mówiąc, że byłby ze mnie grabarz, jak się patrzy. Kiedyś nawet bawiły mnie te jej insynuacje czy wręcz chore żarty. Dziś już trochę mniej.
Niemniej na wspomnienie grabarza uśmiechnąłem się. Naraz bowiem przypomniało mi się, że jakiś czas temu Nela napomknęła, jak to spekulowały z jej matką na temat mojej profesji. Wśród zaszczytnych zawodów, na liście których się dzięki nim znalazłem, był kierowca śmieciarki, a także grabarz.
Ach, wiele bym dał, by móc z nią znów pogadać na tak banalnie śmieszne tematy…
Wracając jednak do tematu natury i mojej plantacji. Nie odczuwałem satysfakcji z bycia rolnikiem czy innym gościem, specjalistą od wszelakich hodowli czy uprawiania ziemi. Mnie zwyczajnie miło było czuć, że coś potrafię. Poza tym odczuwałem dziką satysfakcję, wiedząc, że los tych roślin leży wyłącznie w moich rękach. Wiem, to trochę głupie, ale przy nich nie czułem się jak zwykły plantator. Przy nich czułem się trochę jak… Stwórca.
* * *
Moje roślinki miały się świetnie. Rozwijały się prawidłowo, co mnie niezmiernie radowało. Zapowiadał się obfity plon i jeszcze większy zbiór. Wystarczyło więc już powoli zacząć dogadywać warunki z Magnum. A potem? No właśnie, co potem? Obiecałem Neli zmiany. Ale czy w obliczu tego, co zaszło raptem dzisiejszej nocy, jakiekolwiek zmiany miały jeszcze jakiś sens?
Zszedłem ze strychu, zamknąłem za sobą drzwi do mojego królestwa i wróciłem do kuchni, znajdującej się w głównej części domu. Izba była stara, urządzona w archaiczny wręcz sposób. Stary kaflowy piec znajdował się zaraz na wejściu po lewej stronie. Rzekomo służył do gotowania, co mnie jakoś nie mieściło się w głowie. Niewiele miał wspólnego z indukcją czy nawet zwykłą gazówką. Raz próbowałem w nim rozpalić, ale skończyło się to tylko kaszlem powstałym przez dym unoszący się znad tego cholerstwa. Odpuściłem więc definitywnie. Nie zamierzałem bowiem, wydostającym się z okien i komina dymem, wzbudzać zainteresowania lokalnych, choć w istocie nielicznych mieszkańców, ani tym bardziej sfajczyć całej chaty. Jak na razie była dla mnie zbyt cenna.
Spojrzałem na elektryczny czajnik, który tu przywiozłem zaraz po tym przykrym incydencie. Wystarczyło nalać wody, podłączyć do prądu i zaparzyć herbaty. Jednak szybko uznałem, że lepiej wrócić do własnego mieszkania i do panujących w nim normalnych warunków.
„Szkoda zachodu na takie pierdoły” – pomyślałem jeszcze, na moment znów wracając wspomnieniami do dnia, w którym tu przywiozłem Nelę.
Ona wydawała się zachwycona tym widokiem. Wywnioskowałem to po jej zaciekawionym spojrzeniu rzucanym raz po raz w kierunku starych, choć wciąż użytecznych mebli. Ten piec także nie umknął jej uwadze i chyba była nim równie mocno zaciekawiona co całą resztą.
Potarłem nerwowo szczękę.
Nela to już przeszłość. To dlaczego nie umiałem przestać o niej myśleć? Czemu wciąż zaprzątałem sobie nią głowę? Nawet teraz wyjąłem z kieszeni telefon i jak idiota sprawdziłem, czy się do mnie odzywała. Tak, byłem skończonym kretynem, wierząc, że po tym, jak ją potraktowałem, zechce jeszcze ze mną gadać. Poza tym jak niby miała to zrobić, skoro w afekcie rozwaliłem jej telefon?
Nie czekając, aż do reszty zeżrą mnie wyrzuty sumienia, uruchomiłem przeglądarkę w telefonie i zacząłem przewijać oferty lokalnych marketów z elektroniką. Nie wiem, czy chciałem jedynie uciszyć sumienie, czy raczej szukałem kolejnej okazji do ponownego kontaktu, może nawet spotkania z tą dziewczyną. Szybko znalazłem model odpowiadający jej smartfonowi. Bez mrugnięcia okiem kliknąłem „kup teraz”. Pozostawało tylko odebrać telefon w salonie i dostarczyć go Neli. Tylko jak to zrobić?