Kochaj najlepiej, jak potrafisz! - ebook
Kochaj najlepiej, jak potrafisz! - ebook
Nie czekaj, aż ta jedyna właściwa osoba zapuka do twoich drzwi albo obecny partner zmieni się i nagle spełni wszystkie twoje oczekiwania. To się nie wydarzy.
Nieważne, czy już jesteś z kimś, czy dopiero o tym myślisz – książka, którą masz przed sobą, uświadomi ci, jak wiele może zyskać twoja relacja z najbliższą osobą dzięki twojemu nastawieniu i jak znaczący wpływ na twoje uczucia i emocje ma ukształtowana w dzieciństwie emocjonalność i wrażliwość.
Stefanie Stahl, niemiecka psycholożka, terapeutka i autorka bestsellerowej książki "Odkryj swoje wewnętrzne dziecko", postanowiła tym razem wziąć na warsztat relacje i przekonać cię, że masz potencjał, by stworzyć udany związek. To, jaki będzie, zależy od ciebie.
Dzięki temu poradnikowi osiągniesz wymarzony cel!
Nie wahaj się, kochaj najlepiej, jak potrafisz!
| Kategoria: | Podróże |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8135-859-0 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Tak, dobrze przeczytałeś. Ludzie, którzy daremnie szukają szczęścia w miłości, gdyż, jak sądzą, nie znaleźli dotychczas tej właściwej osoby albo utknęli w nieudanym związku, w zdecydowanej większości mają w sobie potencjał, aby stworzyć ze swoim partnerem – także obecnym – szczęśliwą relację. Jednak żeby to osiągnąć, należy nauczyć się kilku rzeczy, które stanowią podstawę udanego związku. W tej książce wyjaśnię, o jakie umiejętności chodzi i jak można je zdobyć. Spełniony związek miłosny nie jest bowiem sprawą szczęścia, ale kwestią osobistych decyzji i wewnętrznego nastawienia.
Spełniony związek miłosny nie jest bowiem sprawą szczęścia, ale kwestią osobistych decyzji i wewnętrznego nastawienia.
Oczywiście istnieją pojedyncze osoby, które nie potrafią stworzyć bliskiego związku lub są zdolne to zrobić tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Doświadczyły one albo wielkiej psychicznej traumy, która zniszczyła ich zaufanie do innych ludzi, albo/i brakuje im – co bywa częściowo uwarunkowane genetycznie – empatii bądź pewnej pobudliwości emocjonalnej, która jest ważna w miłości. Przy bardzo trudnych zaburzeniach afektywnych psychoterapeuci mają ograniczone możliwości działania. Takich przypadków nie będzie zatem dotyczyło moje bezczelne stwierdzenie, że każdy potrafi stworzyć udany związek.
Jestem jednak przekonana, że (prawie) każdy może być w szczęśliwym związku miłosnym, jeśli uda mu się zachować _równowagę między dopasowywaniem się a posiadaniem własnego zdania_ czy – jak to mawiają psychologowie – między więzią a autonomią. Chociaż brzmi to banalnie, i w pewnym sensie takie właśnie jest, mało kto ma świadomość, jak bardzo obie te umiejętności – z jednej strony dopasowania się do kogoś innego, a z drugiej wyrażania własnego zdania – określają nasze uczucia, myśli i zachowania. Potrzeba więzi (czyli dopasowania) i potrzeba autonomii (czyli wyrażania siebie) dotyczą całej ludzkości i zaliczają się do podstawowych potrzeb egzystencjalnych człowieka. Wpływają również na _poczucie naszej wartości_, ponieważ to, czy czujemy się ważni i wartościowi, czy raczej wątpimy w naszą wartość, wynika z doświadczeń, jakie mieliśmy jako dzieci i dorośli, z jednej strony w tworzeniu więzi i w miłości, a z drugiej w wyrażaniu własnego zdania i utrzymywaniu autonomii.
Jestem przekonana, że na wybór naszego partnera czy partnerki oraz na to, czy nasz związek jest udany czy też nie, rzutują dwie opozycje: więź i autonomia oraz podporządkowanie i dominacja (poczucie własnej wartości). Również kłopoty ze znalezieniem jakiegoś partnera, mimo że chce się być w związku, a także decyzja, by wieść życie w pojedynkę, mają źródło w niepomyślnym ustawieniu się w stosunku do bieguna więzi i bieguna autonomii.
Sprawiedliwość, podział obowiązków, kompromisy, walka o władzę, atrakcyjność, namiętność, erotyka, rodzicielstwo, małżeństwo, życie w pojedynkę, skoki w bok, romanse, zaufanie, nieufność – wszystkie te kwestie odgrywają ważną rolę w naszym życiu. Można je zredukować do potrzeb więzi i autonomii, poczucia podporządkowania i dominacji, zrozumieć je w ich kontekście i, co ważne, naprawić je albo zlikwidować dotyczące ich problemy. Kto znajduje właściwą równowagę między dopasowaniem się a wyrażaniem własnego zdania i kto czuje się na równi z partnerem (i innymi ludźmi), jest _zdolny do tworzenia związków, budowania kariery zawodowej i czerpania radości z życia_. Te trzy umiejętności są podstawowymi filarami zdrowia psychicznego.
Jak wskazuje sam tytuł mojej książki, jej głównym tematem będzie umiejętność tworzenia związków. Chcę pokazać, jak silnie nasze podstawowe ludzkie potrzeby więzi, autonomii i wyrażania siebie wpływają na kształtowanie się naszych relacji. Sposób, w jaki obchodzimy się z naszymi podstawowymi potrzebami, w istotnej mierze określa bardzo wiele kwestii, w tym to, czego chcemy i kim jesteśmy; kogo kochamy i jak traktujemy naszego partnera; czego się boimy i jak się przed tym lękiem chronimy; czy żyjemy po swojemu, czy jesteśmy zależni od innych; co nas pochłania, a co zniechęca; o co się kłócimy, a kiedy ulegamy.
Ponadto chciałabym wam wyjaśnić, jak możecie odnaleźć szczęście w miłości, polepszyć swoją umiejętność tworzenia więzi i zachowania autonomii, a także ustabilizować idące z tym w parze poczucie własnej wartości. W tym celu przedstawię wiele praktycznych wskazówek i ćwiczeń.
Książka jest przeznaczona dla osób o każdej orientacji seksualnej, ponieważ w każdym związku ważną rolę odgrywają opisane tu mechanizmy dotyczące więzi, autonomii i poczucia własnej wartości. Nawet jeśli piszę o parach heteroseksualnych, to również geje, lesbijki i osoby transseksualne mogą to wszystko odnieść do swoich związków.
Chciałabym sprawić, abyście wzięli kwestię szczęścia w miłości w swoje ręce, a nie biernie czekali, aż wasz partner czy partnerka kiedyś się zmieni lub że do waszych drzwi zapuka ta jedyna i właściwa osoba. Dzięki tej książce będziecie mogli samodzielnie wejść na drogę poszukiwania wymarzonego partnera albo zrozumieć, że znaleźliście go już dawno temu.
Chciałabym sprawić, abyście wzięli kwestię szczęścia w miłości w swoje ręce, a nie biernie czekali, aż wasz partner czy partnerka kiedyś się zmieni lub że do waszych drzwi zapuka ta jedyna i właściwa osoba.
Zebrałam tu wiele praktycznych ćwiczeń, które wymagają od czytelników zaangażowania. Zdecydujcie sami, czy wszystkie ćwiczenia aktywnie przeprowadzicie, czy tylko je przeczytacie i poukładacie sobie w głowie. Możecie też wykonać tylko te ćwiczenia, które was zainteresują.CZYŻBYŚMY BYLI POKOLENIEM NIEZDOLNYM DO TWORZENIA ZWIĄZKÓW, PANI STAHL?
Od czasu pojawienia się na początku 2016 roku bestsellerowej książki blogera Michaela Nasta _Pokolenie ja. Niezdolni do relacji_* dziennikarze często zadają mi to pytanie. Nast twierdzi, że przesadny perfekcjonizm i koncentracja na sobie w naszym społeczeństwie, a szczególnie w młodym pokoleniu, powodują, że ludzie coraz rzadziej są chętni do tworzenia związków. Młodsze pokolenie szuka idealnego partnera, a taki niestety nie istnieje. Zwłaszcza młodzi mężczyźni częstokroć mówią: „Jestem niezdolny do tworzenia związku”, traktując to jako wymówkę mającą usprawiedliwić ich niechęć do wchodzenia w relacje. Jest to taka niby-męska migrena. Jak twierdzi Nast, portale randkowe dodatkowo przyczyniają się do tego, że relacje stają się coraz bardziej powierzchowne i niezobowiązujące. Autor pisze na podstawie własnych przeżyć, a ogromna popularność, jaką się cieszy, dowodzi, że jego doświadczenia nie są odosobnione.
Z pewnością wiele osób można uznać za niezdolne do tworzenia związków – ale czy nie zawsze tak było? Może ta niezdolność do wchodzenia w relacje wyraża się dziś inaczej niż kiedyś? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przejrzałam aktualne wyniki badań psychologicznych na temat miłości i związków w różnych pokoleniach i doszłam do następujących wniosków: złe relacje i rozbite małżeństwa zdarzały się od zawsze i nie można krótkotrwałości związku/małżeństwa traktować jako kryterium niezdolności do tworzenia relacji. Obecnie wprawdzie pary rozstają się częściej i szybciej, ale nie dlatego, że ludzie nie potrafią już tworzyć związków, tylko dlatego, że zwiększyły się wymagania dotyczące jakości związku. Wynika to między innymi z rosnącej niezależności kobiet, które są dziś dużo mniej skłonne niż kiedyś do pozostawania w nieszczęśliwym „małżeństwie opiekuńczym”. Większość pozwów rozwodowych składają kobiety. Poza tym społeczny gorset jest obecnie dużo luźniejszy – nikt nie musi brać ślubu i zakładać rodziny, aby być uznanym za wartościowego członka społeczeństwa. Również seksualność może być doświadczana w dużo bardziej swobodny i niezobowiązujący sposób. Internet pozwala bez przeszkód przeżywać seksualne przygody. Nie są to jednak okoliczności przyczyniające się do nasilenia ludzkich obaw przed tworzeniem związków, ale raczej warunki ułatwiające życie osobom niezdolnym do wchodzenia w relacje. Liczba osób wzbraniających się przed związkami nie jest zatem większa niż dawniej, lecz osoby takie są po prostu bardziej widoczne w naszym współczesnym społeczeństwie. Ponadto chciałabym tu wspomnieć, że już w latach sześćdziesiątych XX wieku życie bez tworzenia stałych związków było stanem pożądanym. „Kto wolnej miłości nie uznaje, ten po stronie establishmentu staje” – brzmiała dewiza ówczesnej młodzieży i już wtedy, w dobie bez internetu, całkiem dobrze funkcjonowała.
Obecnie wprawdzie pary rozstają się częściej i szybciej, ale nie dlatego, że ludzie nie potrafią już tworzyć związków, tylko dlatego, że zwiększyły się wymagania dotyczące jakości związku.
Przyczyną nieumiejętności budowania związków nie jest ani dostęp do internetu i wynikające z niego liczne możliwości wyboru, ani życie w wielkim mieście. Tę niezdolność wynosimy z domu. Od mamy i taty dowiadujemy się, czy jesteśmy istotami godnymi miłości, ich postępowanie zadecyduje też, czy będziemy umieli całkowicie zaufać drugiej osobie w relacjach międzyludzkich. Wzorce, które przejęliśmy od rodziców, znacząco wpływają na nasze późniejsze życie uczuciowe. Warunki wychowywania dzieci nie pogorszyły się w ostatnich dziesięcioleciach. Statystycznie rzecz biorąc, rodzice młodszej generacji są znacznie lepiej poinformowani, co jest dobre dla dziecka, i traktują swoje potomstwo z większą empatią niż silnie straumatyzowani rodzice powojennego pokolenia. Wiedza na temat wychowywania dzieci niezmiernie się poszerzyła, także w warstwach mniej wykształconych powszechna stała się świadomość, że bicie dzieci to nic dobrego. Wzrósł natomiast odsetek rozwodów, lecz – jak pokazują liczne badania – rozwód bywa dla dzieci łatwiejszy do zniesienia niż ciągłe kłótnie rodziców. Przebywanie z nieustannie kłócącymi się rodzicami to częsta przyczyna lęku przed związkiem.
Lęk ten powstaje także wtedy, gdy dzieci za bardzo muszą się dopasowywać do rodziców, aby im się przypodobać. Kiedy rodzice nie potrafią w sposób empatyczny wspierać rozwoju swego dziecka, wówczas przejmuje ono odpowiedzialność za udane relacje z rodzicami. Od nich zależy bowiem jego egzystencja i gotowe jest zrobić wszystko, żeby rodzie je kochali. Za nadmierne dopasowanie płaci jednak wysoką cenę, jaką jest rezygnacja z części własnej tożsamości. A to stanowi pożywkę dla lęku przed związkiem w dorosłości. Obawy przed wchodzeniem w relację są wynikiem połączenia lęku przed utratą partnera z lękiem przed zatraceniem siebie w bliskim związku uczuciowym. Zajmę się tym obszerniej w dalszej części książki. Fenomeny, które Nast opisał w swojej książce, czyli poszukiwanie idealnego partnera, nagłe wycofywanie się po pierwszych randkach, promiskuityzm, wchodzenie w niezobowiązujące relacje oraz gwałtowne przeskoki między bliskością a dystansem, to typowe symptomy lęku przed związkiem. Kto jednak sądzi, że osoby odczuwające taki lęk zazwyczaj nie zawierają małżeństw, myli się – istnieje niemało małżeństw z lękowymi partnerami. W takich stadłach jedna lub obie osoby przeprowadzają liczne manewry dystansowania się, takie jak na przykład ucieczka w pracę i hobby, utrata popędu seksualnego, utrzymywanie stosunków pozamałżeńskich, milczenie lub częste kłótnie.
Przyczyną nieumiejętności budowania związków nie jest ani dostęp do internetu i wynikające z niego liczne możliwości wyboru, ani życie w wielkim mieście. Tę niezdolność wynosimy z domu.
Potrzeba więzi to wrodzona potrzeba podstawowa, która dotyczy wszystkich ludzi. Obecnie z wielu ankiet wynika, że większość ludzi nadal chce znaleźć partnera, z którym spędzi życie, a nawet się z nim zestarzeje. W tej materii nic się nie zmieniło. Moje osobiste obserwacje również to potwierdzają – znam wiele młodych osób, które bardzo wcześnie, czasem nawet już w szkole, wiążą się z jakimś partnerem i pozostają z nim długo w związku. Za moich czasów zdarzało się to sporadycznie. Dawniej dużo częściej zmienialiśmy partnerów. Być może właśnie dziś mamy do czynienia z pokoleniem, które lepiej niż kiedykolwiek „umie tworzyć związki”.
Większość ludzi nadal chce znaleźć partnera, z którym spędzi życie, a nawet się z nim zestarzeje.
* M. Nast, _Pokolenie ja. Niezdolni do relacji_, tłum. E. Kochanowska, Warszawa 2017.WIĘŹ I AUTONOMIA
Jak pamiętamy, potrzeba więzi i przynależności oraz potrzeba bycia człowiekiem wolnym i niezależnym należą do podstawowych ludzkich potrzeb egzystencjalnych. Towarzyszą nam przez całe życie, od narodzin do śmierci. Jeśli noworodek nie znajdzie żadnej osoby, która stworzyłaby z nim więź i przyjęłaby go, to umiera, jest bowiem całkowicie zależny od troski i opieki innych osób. Nasze pierwsze doświadczenie na tym świecie dotyczy więc zależności naszej egzystencji. Więź i zależność łączą się ze sobą. Jedyne autonomiczne zachowanie, które umożliwia noworodkowi zwrócenie na siebie uwagi, to krzyk. Tylko w taki sposób dziecko może wpływać na swoich rodziców. Jeśli rodzice nie reagują na krzyk i pozwalają mu wrzeszczeć w nieskończoność, dziecko przekonuje się, że jego działanie jest nieskuteczne i że nie może samo wpływać na swoje życie. Skutki tego głębokiego doświadczenia bezsilności pojawiają się w dorosłym życiu, przede wszystkim wtedy, gdy dalszy okres dzieciństwa i młodości jest naznaczony niewielkim wpływem dziecka na rodziców, ponieważ do jego potrzeb podchodzą w sposób autorytarny i rygorystyczny.
Nasz rozwój polega na tym, że się coraz bardziej usamodzielniamy i uniezależniamy. Celem jest stanie się w okresie wczesnej dorosłości osobą całkowicie autonomiczną, potrafiącą wieść oddzielne od rodziców i samodzielnie kształtowane życie. Możliwości wpływania na świat zwiększają się wraz z rozwojem dziecka – najpierw uczy się chwytać, raczkować, chodzić, mówić, a z czasem jego przestrzeń działania coraz bardziej się poszerza. U rozwijającego się człowieka bardzo ważną rolę odgrywa potrzeba więzi – na początku tworzy się więź z rodzicami, potem z rodziną, czyli rodzeństwem i dziadkami. W przedszkolu ramy odniesienia poszerzają się o wychowawców i kolegów, a w szkole – nauczycieli i przyjaciół. W okresie dojrzewania pojawiają się pierwsze próby nawiązania relacji miłosnych.
Jeśli rodzice nie reagują na krzyk i pozwalają mu wrzeszczeć w nieskończoność, dziecko przekonuje się, że jego działanie jest nieskuteczne i że nie może samo wpływać na swoje życie.
Przez całe życie zajmujemy się zaspokajaniem z jednej strony potrzeby więzi, z drugiej zaś potrzeby samostanowienia i postępowania zgodnie z własną wolą. Nasza potrzeba więzi oczywiście nie ogranicza się tylko do związków miłosnych, ale dotyczy także innego rodzaju kontaktów z drugim człowiekiem: pogawędek z przygodnie napotkanymi osobami, udziału w masowych imprezach, spotkań ze znajomymi w knajpie, spędzania czasu z przyjaciółmi. Pierwszych dwadzieścia lat naszego życia jest określone przez zdobywanie niezależności i poszerzanie międzyludzkich kontaktów, a jego środek naznaczony jest próbami osiągnięcia właściwej równowagi między więzią a autonomią. Pod koniec życia nasza niezależność w znacznym stopniu znowu się kurczy, gdyż jesteśmy zdani na pomoc innych oraz tracimy więzi z bliskimi nam rówieśnikami, ponieważ umierają. Nasza własna śmierć kończy zarówno nasze relacje, jak i naszą niezależność.DOPASOWYWANIE SIĘ I WYRAŻANIE WŁASNEGO ZDANIA
Aby jakiekolwiek stosunki międzyludzkie mogły być udane, ich uczestnicy powinni umieć zarówno się dopasowywać, jak i wyrażać własne zdanie. To pierwsze służy naszej potrzebie więzi, to drugie zaś potrzebie autonomii. Kto nie potrafi się dopasować, nie zdoła też stworzyć więzi, a kto nie umie wyrazić własnego zdania, straci w relacji osobistą wolność. Większość osób albo zanadto się do innych dopasowuje, albo za bardzo się od nich odseparowuje. Niektórzy przeskakują między tymi dwoma biegunami w zależności od rodzaju i fazy związku. Bywa, że ktoś podporządkowuje się silnemu partnerowi, ale w innym związku sam obiera pozycję dominującą.
Osoby nadmiernie się dopasowujące w relacjach międzyludzkich, a szczególnie w związkach miłosnych, silnie tłumią swoje potrzeby i pragnienia. Próbują najlepiej jak to możliwe spełniać oczekiwania swego partnera (a często także innych ludzi). Kierują się podprogowym lękiem, że w przeciwnym razie utracą bliskość osoby, z którą są związane. Zdarza się też, że osoba nadmiernie się dopasowująca postępuje odwrotnie, unikając bliskich relacji lub po chwilach bliskości wytwarzając dystans. To również jest objawem lęku przed związkiem. Osoby nim dotknięte nie widzą innej możliwości uratowania wolności osobistej, jak tylko przez stałe dystansowanie się od partnera. Prawdziwie wolne i niezależne mogą się poczuć dopiero wtedy, kiedy są same lub w otoczeniu ludzi niemających wobec nich żadnych szczególnych oczekiwań. Tylko wtedy dają sobie prawo do postępowania zgodnego ze swoimi pragnieniami i potrzebami, które odczuwają najlepiej, gdy w pobliżu nie ma nikogo, kto by od nich czegokolwiek wymagał.
Kto nie potrafi się dopasować, nie zdoła też stworzyć więzi, a kto nie umie wyrazić własnego zdania, straci w relacji osobistą wolność.
Żeby móc się dopasować, muszę mieć określone społeczne umiejętności – dostrzegać potrzeby bliźnich i je rozumieć. Potrzeby drugiego człowieka poznam dzięki umiejętności współodczuwania, czyli empatii. To ona buduje most od Ja do Ty. W kontaktach i relacjach międzyludzkich niezbędne jest, aby ich uczestnicy wychodzili sobie naprzeciw, otwierali się, wypracowywali kompromisy, integrowali się, zwracali się o pomoc, ustępowali, jednoczyli się i trzymali razem. Te wszystkie zachowania służą wzajemnemu dopasowywaniu się i tworzeniu więzi. Dopasowując się do partnera, zmniejszam różnicę między sobą a nim, upodabniam się do niego. Spełniam jego oczekiwania, aby mnie zaakceptował. Do takich zachowań motywują nas takie uczucia, jak miłość, sympatia i pociąg erotyczny, natomiast do przystosowywania się do panujących reguł i norm społecznych zmusza nas uczucie wstydu.
Chcąc stworzyć z drugą osobą więź, potrzebuję jednak także pewnej dozy autonomii osobistej, w przeciwnym bowiem razie zagrozi mi w relacji utrata własnej wolności. Wielu ludzi odczuwa obawę przed takim zagrożeniem na samą myśl o nawiązaniu bliskiego związku miłosnego.
Dbanie o własne interesy i potrzeby wymaga innych umiejętności niż te, które są niezbędne do zaspokojenia potrzeby więzi – muszę umieć oddzielać się od drugiej osoby i stawiać jej granice. Moje spojrzenie kieruje się wtedy nie na więź i na to, co wspólne, lecz na to, czym się od swojego partnera różnię i co nas dzieli. Kiedy się z kimś sprzeczam, nabieram wobec niego dystansu. Podejmuję więc ryzyko, że tracę – przynajmniej w tym momencie – bliskość z tą osobą. Aby poradzić sobie z takim oddzieleniem od innych, niezbędna mi jest własna wola, dzięki której dążę do własnych celów i interesów. Muszę też oczywiście wykazać się umiejętnością wchodzenia w konflikt – potrafić zająć własne stanowisko i umieć bronić swojego punktu widzenia.
Pojęcia związane z autonomią to między innymi: wolność, kontrola, oddzielanie, władza, samostanowienie, odpuszczanie, separacja, dominacja, współzawodnictwo i konkurencja. Chodzi tu o walkę o przeżycie i o forsowanie własnych interesów także wtedy, gdy są sprzeczne z interesami innych osób czy partnera. Dlatego by osiągnąć osobistą wolność i autonomię, musimy umieć odseparować się od innych i pewne rzeczy sobie odpuszczać. W trakcie dorastania odseparowanie dotyczy rodziców, a czasem też innych osób, jeśli chcemy iść własną drogą. Umiejętność oddzielenia się, będąca jednocześnie przyzwoleniem na nie, stanowi warunek dania sobie zgody na wejście w związek miłosny. Kto bowiem żywi przekonanie, że _nie może_ nigdy zostać porzucony przez swego partnera lub że _nie ma prawa_ nigdy się z nim rozstać, temu trudno powiedzieć „tak” partnerowi – wyimaginowana utrata wolności byłaby w tym przypadku zbyt duża. Z reguły takie osoby mają za sobą doświadczenie dotyczące przynajmniej jednego z rodziców, że nie mogą się od niego oddzielić bez poczucia winy. Wyraz rozczarowania na twarzy matki może tak głęboko wryć się w pamięć, że w późniejszych latach związek miłosny będzie się kojarzyć z nadmiernym przywiązaniem i obowiązkiem.
Do obrony naszej autonomii potrzebujemy uczucia agresji, mówi się nawet o tak zwanej agresji separacyjnej. Złość i agresję odczuwamy wtedy, kiedy zostały przekroczone nasze osobiste granice, kiedy czujemy się niespokojni, zablokowani, niezrozumiani, odepchnięci, obrażeni czy niesprawiedliwie potraktowani. Agresja jest konieczna, abyśmy mogli się bronić i chronić. Potrzebujemy też pewnej dozy agresji, aby sięgać w życiu po to, czego chcemy.PODPORZĄDKOWYWANIE SIĘ I DOMINACJA
Oprócz potrzeby bycia autonomiczną jednostką i potrzeby tworzenia więzi wszyscy mamy ogromną potrzebę akceptacji i uznania naszej osoby. Nasza samoocena ściśle się wiąże z jakością naszych relacji i z subiektywnie odczuwaną zdolnością do obrony. Kto potrafi wyrażać własne zdanie, ten czuje się silny psychicznie. Kto wchodzi w czułe i dobrze funkcjonujące związki, ten czuje się akceptowany. Wzmacnia to poczucie własnej wartości.
Co powinienem robić, aby być kochanym i akceptowanym? Czy wystarczy, że po prostu jestem, jaki jestem? Czy wolno mi obstawać w związku przy swoich uczuciach, pragnieniach i potrzebach? Czy muszę spełniać oczekiwania innych i się do nich dopasowywać? Odpowiedzi na te pytania zależą od mojej samooceny. Jeśli mam stabilne poczucie własnej wartości, będę uważał, że jestem OK taki, jaki jestem, i że w związku nie muszę się ani uginać, ani ukrywać. Jeśli moja samoocena jest trochę albo bardzo nadszarpnięta, wówczas dojdę do wniosku, że w jakiś sposób muszę się wysilać, aby być kochanym. I tu leży główna przyczyna problemów w związku – ludzie często nie mają odwagi być autentyczni. Ukrywają jakąś część siebie, wypierając pewne uczucia, nie wyrażając swoich potrzeb, przejmują określoną rolę, unikając konfliktów czy zmiatając problemy pod dywan. Nie czują się na równi ze swoim partnerem, lecz roją sobie, że w jakiś sposób są mu podporządkowani. A gdy stajemy się ulegli wobec (pozornie) silniejszego partnera, wówczas naszą naturalną reakcją jest podporządkowywanie się mu (albo ucieczka od niego). Pokrewną reakcją jest dopasowywanie się, które znajduje wyraz w tym, że staramy się spełniać oczekiwania naszego pozornie silniejszego partnera, aby mu się przypodobać i zyskać jego akceptację. Innymi słowy, poświęcamy część własnej autonomii, aby zaspokoić naszą potrzebę więzi.
To zaś, kto znajduje się na pozycji dominującej, a kto na podporządkowanej, zależy nie tylko od samooceny człowieka, lecz także od tego, jak pewnie czuje się w związku. Może więc się zdarzyć, że zakocha się w sobie dwoje ludzi z niestabilną samooceną, którzy teoretycznie są ze sobą na równi. Ale wtedy często bywa tak, że jeden z partnerów chroni swoje niestabilne poczucie własnej wartości, utrzymując dystans wobec drugiego, a więc uciekając w niezależność, podczas gdy inny się dopasowuje i bardzo zbliża się do partnera, odczuwając silną potrzebę więzi. Dużą rolę odgrywa tu oczywiście dynamika samego związku – im bardziej dystansuje się partner pozornie niezależny, tym bardziej podsyca lęk przed stratą w tym drugim, w wyniku czego wzbudza w nim gwałtowny impuls do silnego przywiązania. W takim układzie władzę ma „uciekający przed bliskością”, a bezsilny jest „czepiak”. Z powodu różnicy poziomu władzy uciekający zajmuje silniejszą, dominującą pozycję, a uczepiony go partner czuje się podporządkowany i zależny. Utrzymywanie dystansu przez walczącego o autonomię partnera odbywa się nie tylko w sposób aktywny, czyli przez ograniczanie spędzanego wspólnie czasu oraz zachowywanie fizycznego dystansu, ale również pasywnie, gdy ten partner, będąc fizycznie obecny, mało się otwiera i prawie nie angażuje w związek.
Pożądana jest sytuacja, kiedy spotyka się dwoje ludzi, którzy są ze sobą _na równi_ i czują się równowartościowi. Wówczas każdy z nich może liczyć na zaspokojenie zarówno swoich potrzeb więzi, bliskości i zależności, jak i swego pragnienia samodzielności i autonomii. W udanym związku człowiek może ufać drugiej osobie, wsłuchiwać się w nią, być empatyczny, poświęcać się, ustępować i zawierać kompromisy. Zachowując prawdziwą autonomię, może być autentyczny, stawać po stronie swoich pragnień i potrzeb, argumentować, negocjować i się kłócić. Jeśli z partnerem będą mieć wspólny system wartości, podobne zainteresowania oraz kilka innych wspólnych cech, stworzenie udanego i szczęśliwego związku stanie się możliwe. Ta książka mówi o tym, jak to osiągnąć.
Pożądana jest sytuacja, kiedy spotyka się dwoje ludzi, którzy są ze sobą _na równi_ i czują się równowartościowi.PROGRAM NASZEGO ZWIĄZKU
Jeśli chcemy zrozumieć samych siebie oraz nasze schematy wchodzenia w związki, musimy wiedzieć, jak ważne są nasze doświadczenia z dzieciństwa. Naszymi pierwszymi związkami miłosnymi są relacje z rodzicami. Uczymy się w nich, czy jesteśmy warci, żeby się o nas troszczono, czy możemy mieć wpływ na nasze życie. W relacjach z rodzicami zdobywamy pierwsze egzystencjalne doświadczenia więzi i autonomii. Doświadczenia te zostawiają trwały ślad w naszym mózgu, przede wszystkim w strefie odpowiedzialnej za życie uczuciowe. Mamy tu do czynienia z silnym uwarunkowaniem, które staje się naszym nieświadomym psychicznym programem działania w dorosłym życiu. Jest tak dlatego, że w pierwszych sześciu latach życia mózg rozwija się najintensywniej i doświadczenia z tego czasu powodują powstanie połączeń neuronowych, które w naszym mózgu tworzą swego rodzaju mapę. Wytłumaczę tę kwestię na konkretnym przykładzie. Julia od dwóch lat spotyka się z Robertem. Często czuje się w tym związku samotna. Po okresie początkowego zakochania Robert zaczął coraz bardziej się od niej oddalać. Dużo pracuje i ma dla Julii mało czasu. A nawet gdy są razem, często sprawia wrażenie zestresowanego i mentalnie nieobecnego. Julia cierpi w tym związku na silny lęk przed utratą i robi wiele, aby mocniej przywiązać do siebie Roberta, usiłując mu się przypodobać. Julia wspomina swoich rodziców z miłością. Ale byli oni osobami publicznymi, często przebywali poza domem i wtedy opiekę nad nią przejmowały nianie. Dziewczynka często czuła się samotna i okropnie tęskniła za rodzicami. Ta mała Julia ciągle siedzi w dorosłej kobiecie jako jej tak zwane wewnętrzne Dziecko. „Wewnętrzne Dziecko” jest psychologiczną metaforą dla tej części naszej osobowości, która ciągle nieświadomie powraca do starych, dziecięcych wzorców zachowania. Dystans Roberta przywołuje na pierwszy plan wewnętrzne Dziecko Julii – czuje się więc tak samo samotna i bezbronna jak wtedy, gdy jej rodzice przebywali gdzieś daleko, a ją pozostawiali w domu. Julia nie ma – tak jak wówczas z rodzicami – żadnego wpływu na tę sytuację. Robert uparcie robi swoje, mimo że partnerka często prosiła go o więcej bliskości i przywiązania. Julia w relacji z Robertem walczy o silniejszą więź.
Robert jest domem dla własnego wewnętrznego Dziecka. Matka ubóstwiała go i
Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej.