-
nowość
Kocham cię, nieznajomy - ebook
Kocham cię, nieznajomy - ebook
Miłość, która rani. Spojrzenie, które zniewala. Prawda, która zabija.
Aleksandra, współwłaścicielka kancelarii prawnej, wierzyła, że Rafał jest jej największą miłością… do chwili, gdy po raz pierwszy podniósł na nią rękę. Od tamtej pory ich – z pozoru idealnym – małżeństwem rządzą cisza, nieufność i strach.
Podczas wspólnego wyjazdu do Sopotu, w hotelowej windzie, spotykają jego – mężczyznę o lazurowych oczach, którego spojrzenie zdaje się sięgać zbyt głęboko. Cyfra sześć, wytatuowana na ciele nieznajomego, nie daje Aleksandrze spokoju – doświadcza rzeczy, których nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć. Dziwne znaki, niepokojące sny i głos rozbrzmiewający w jej wnętrzu z każdym dniem nasuwają coraz więcej pytań.
Kim jest mężczyzna o przenikliwym spojrzeniu, którego obecność budzi w niej jednocześnie lęk i pragnienie? I jaką cenę przyjdzie jej zapłacić, by poznać odpowiedzi?
Już wkrótce Aleksandra będzie musiała nie tylko skonfrontować się z mroczną prawdą, lecz także zawalczyć o wolność, kontrolę nad własnym przeznaczeniem… i życie.
Bo gdy serce zaczyna bić szybciej, ciało zamiera.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-159-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Aleksandra
Głos serca
Otworzyłam szafę; dobre kilka minut stałam wpatrzona w ogromną liczbę dokładnie poukładanych ubrań. Ze względu na moją pracę większość to spódniczki, koszule, marynarki, ale dzisiaj mogę zaszaleć. Kocham kolory, a dni takie jak ten, czyli wolne od pracy, pozwalają mi na bycie inną Aleksandrą niż zwykle. Pogoda nas nie rozpieszczała, jednak od samego rana uśmiech nie schodził mi z twarzy. Zrzucenie maski i eleganckich strojów podobało mi się najbardziej. Wiedziałam, że należy nam się odpoczynek. Prowadzenie dużej kancelarii w centrum Warszawy kiedyś dawało mi ogromną satysfakcję i mobilizację do działania, jednak zawsze jest jakieś „ale”. Rozejrzałam się po garderobie. Piętnaście metrów kwadratowych wyposażonych w liczne półki; od podłogi aż po sufit: szafki, wieszaki i masa ubrań. Jednak w tym luksusie moje myśli nie dawały mi spokoju. Mój wewnętrzny głos zadawał mi pytania, a ja starałam się na nie odpowiedzieć lub, co gorsza, może bardziej siebie usprawiedliwić.
_Masz wszystko: ogromny dom, pracę, wyjazdy! Czego ty jeszcze chcesz?_
Wnętrze ucichło, czekało na moją odpowiedź.
_Znudziłam się tą wygodą, chcę znaleźć inną ścieżkę, to nie jest ta Aleksandra, którą chcę być do końca życia._
Stałam dalej w tym samym miejscu, rozmawiając ze sobą. Przyprowadziłam walizkę i zaczęłam układanie ubrań.
_Jedziesz nad morze, masz wiele możliwości, spróbuj czegoś innego._
_Wiem, że wiele osób ma gorzej, tylko moja rzeczywistość mnie zabija. Zabija mnie od środka._
Wróciłam do pakowania; chowałam kolorowe ubrania, swetry, dresy. Chociaż były to głównie ciepłe stroje, to chciałam przełamać tę jesienną aurę. Wieloletnie wysłuchiwanie o rozpadach rodziny, kryzysach, zdradach, rozwodach, podziałach majątków i smutkach życiowych potargało moją psychikę. Dopadało mnie wypalenie zawodowe, ale i życiowe. Mąż też się zmienił – od pół roku rozpieszcza mnie na każdym kroku. Wcześniej – porywczy, wybuchowy, pijący duże ilości alkoholu. Momentami zachowywał się narcystycznie, karmił mnie kłamstwami, a ja w większość wierzyłam. Po takiej ilości sprzeczek nasza miłość umarła. Doszliśmy do porozumienia wyłącznie ze względu na wygodę i przyzwyczajenie do drugiej osoby. Czy można powiedzieć, że on się zmienił, złagodniał? A może dojrzał? Po tylu latach małżeństwa wiemy o sobie wszystko, dlatego już po minie rozpoznaje moje emocje. Na tę chwilę wszystko było bardzo trudne. Trudno jest dzielić życie z osobą, której się nie kocha. Robiłam dwie czynności naraz: walczyłam ze swoim wnętrzem oraz pakowałam ubrania. Zdecydowanie to pierwsze sprawiało mi więcej trudności. Walizkę wypchałam aż po brzegi. Kolanem docisnęłam górę, aby chociaż się zamknęła; zamek wydawał dziwne dźwięki, ale się udało. Nie chciałam niczego wyjmować.
Wybrałam mój ulubiony strój, jeansy i różowy sweterek. Oglądając się w lustrze, wiedziałam, że muszę dodać coś jeszcze. Z kosmetyczki wyciągnęłam różową szminkę i kilkukrotnie pomalowałam nią usta.
– Teraz jest idealnie – powiedziałam z uśmiechem. – Przecież dzisiaj mogę być inna niż na sali sądowej czy w kancelarii, mogę być sobą. Pewnie nie obejdzie się bez komentarza ze strony Rafała, bo kolor moich ust jest odważny, ale jego zdanie już mnie nie interesuje. Jestem przed czterdziestką – mówiłam, przeczesując włosy. – Wiek to tylko liczba, a żaden facet nie będzie mnie ograniczał. A tym bardziej mówił, co mi wypada.
Rozmawiałam ze sobą, podziwiając swoje odbicie w lustrze. Usłyszałam głos Rafała dobiegający z dołu:
– Aleksandra, jesteś już gotowa? Wyjeżdżamy?
– Tak, tak, już idę.
Kolejny raz przeciągnęłam szminką usta i stwierdziłam, że jestem gotowa, wszystko jest idealnie. Schodząc po schodach, widziałam wzrok męża skupiony na moim ciele. Obserwował każdy mój ruch. Miał słabość do moich ponętnych kształtów, chociaż z biegiem lat wszystko słabło: nasza miłość, namiętność – to już nie było to, co kiedyś. Uśmiechnęłam się najszczerzej, jak tylko potrafiłam. Przecież to właśnie on jest moim mężem i życiowym partnerem. Przez chwilę zaczęły migać mi przed oczami najważniejsze momenty z naszego życia. Pierwsze spotkanie na studiach, pierwsza randka, pierwszy pocałunek, pierwszy seks, zaręczyny, ślub. Wiele wyjazdów, podczas których poznawaliśmy siebie i odległe zakątki świata. Na końcu schodów stał on. Przystojny, dobrze zbudowany mąż, jak z okładki. Ubrany w białą koszulę z długim rękawem, która uwydatniała każdy jego mięsień, ale również podkreślała opaleniznę. Długie spodnie w kolorze khaki oraz adidasy – wszystko ze sobą współgrało. Fryzura jak zwykle nienaganna, czarne gęste włosy – idealnie ułożone. Wyciągnął do mnie rękę z pięknym uśmiechem, na który tyle razy zwracałam uwagę. Telefon, który miał w kieszeni, nie przestawał dzwonić, przychodziły SMS-y, ale my nie zwracaliśmy na to uwagi.
– Wyglądasz bardzo na luzie, kochanie. Nawet można powiedzieć, że za bardzo, może chociaż zmyjesz te usta? Nie są w moim guście. Nie dlatego, że jestem zazdrosny, ale ten kolor? – Rafał podrapał się po głowie.
W tych piwnych oczach widziałam iskierkę, jakby ogień naszej miłości, który cały czas płonął. W przeciwieństwie do moich, w których już wszystko zgasło.
– Jestem tylko twoja, ale poza kancelarią mam swobodę. Uważam, że w tak pochmurny jesienny dzień kolory są wskazane.
– Są wskazane, ale… – Rafał zamilkł.
– Ale co? Może bardziej: komu wskazane? Młodszym, to chciałeś powiedzieć?
– Nie będę się kłócił, lecz nic się nie zmieniłaś, jesteś uparta jak od pierwszego spotkania.
Stałam na ostatnim schodku. Rafał, niewiele myśląc, podniósł mnie. W jego objęciach zrobiliśmy kilka obrotów. Nie wiem, co czułam, chyba tylko ciepło bijące z tych silnych, mocnych ramion. I tylko tyle albo aż tyle.
– Kocham cię z całego serca, moja królowo.
Rafał nie mógł przestać mnie całować.
– Też cię kocham – odpowiedziałam dla świętego spokoju. Chociaż w sercu czułam inaczej. _Dla mnie jesteś obcym człowiekiem, kłamcą, który chce wynagrodzić mi każde poniżenie._
Zapakowaliśmy wszystko do największego samochodu.
– Wydaje się, że to tylko weekend. Ale co ty tutaj nabrałaś, kochanie? Nasz mercedes nie daje rady, a moje mięśnie wręcz przeciwnie: są zawsze w gotowości.
Widziałam każdą napiętą żyłę na dłoniach męża.
– Tylko potrzebne rzeczy. Chcę wyglądać olśniewająco na dzisiejszej imprezie. Będą nasi przyjaciele, a Magda na pewno wybierze coś seksownego.
– Tak, Maciej dzwonił, gdy się szykowałaś, że są już prawie na miejscu. Ruszamy, kochanie, czeka nas długa droga.
– Faktycznie, do Sopotu jest kawałek. Muszę zadzwonić do Doroty, naszej nowej sekretarki, aby przestawiła kilku klientów, bo mamy sprawę w sądzie. Pamiętasz, zdrada męża, nazwisko, bodajże, Rutik?
Ruszyliśmy w drogę. Rafał prowadził w milczeniu. Jest doskonałym kierowcą, ale każde kolejne wyprzedzanie jeżyło wszystkie włoski na moim ciele. Był skupiony, nabuzowany emocjami, jakby miał coś na sumieniu. Lecz pomimo moich starań przeszukania domu nic nie znalazłam; nie wierzę w to, że ludzie się zmieniają, bo to jest niemożliwe. Po dłuższej chwili Rafał wyrwał mnie z zamyślenia.
– Tak, pamiętam, Michał mi coś wspominał. Szkoda, że Ania, nasza wcześniejsza sekretarka, zaszła w ciążę. Trzeba od nowa wdrażać we wszystko nową osobę… Ile to potrzeba czasu? A po drugie Ania nie była aż tak atrakcyjna jak Dorota. Bo teraz tylko każdy nasz prawnik czy nawet klient stoi przy biurku i oczu nie może oderwać.
– Pewnie ty też się zaliczasz do tej grupy. Dorota jest bardzo fajna, ma duże doświadczenie, a wygląd jest wyłącznie jej atutem. A po drugie to nasza wizytówka. Jak wchodzisz do kancelarii, z nią pierwszą masz do czynienia.
– Może i racja, nie będę się sprzeczał. Jestem w stanie sobie wyobrazić minę Michała, jak ją zobaczy po powrocie z urlopu. Na pewno nie oprze się jej wdziękom.
– Faktycznie, to jest dopiero kobieciarz, ale z tego, co mi opowiadał, teraz ma jakąś stałą partnerkę i to właśnie z nią poleciał do Grecji, a zresztą są dorośli, niech robią, co chcą. Ważne, że dobrze wykonują swoje obowiązki, a reszta mnie nie interesuje. Chociaż… może nowa krew rozbuja naszego Adama, bo taki z niego sztywniak.
Rozmowa ucichła, wykonałam kilka telefonów. Głównie rozmawiałam z Dorotą i Adamem, jak to wszystko ustawić na przyszły tydzień. Spojrzałam na kilka SMS-ów od Madzi.
„Ten wyjazd pomoże nam odpocząć. Lepiej by było, jakbyśmy były same, ale i tak będzie zajebiście”.
Odpisałam:
„Będziemy wieczorem w klubie, w którym Maciej zarezerwował miejscówki, ale my musimy poważenie porozmawiać”.
Rafał dalej prowadził w milczeniu. Dojechaliśmy do naszego hotelu ze spa i innymi atrakcjami. Nie mogłam oderwać wzroku od tego miejsca. Ogromny pięciogwiazdkowy hotel. Prawie cały ze szkła, wszędzie pełno żywych roślin. Wejście do recepcji to ogromny hol, cały w bieli i złocie; rozglądałam się w zachwycie na wszystkie strony. Zauważyłam męża przy recepcji – piękne ciało oparte o blat. Tylko ciało było atrakcyjne, bo jego wnętrze odpychało mnie totalnie, wiedziałam, jakim potrafi być tyranem. Z anioła w sekundę potrafi zmienić się w diabła.
_Kto by pomyślał, że jesteś tylko mój. Przystojny, mądry i oschły jednocześnie. Czy kobieta w moim wieku może liczyć na zmiany? Co ja gadam, mam wszystko, przecież Rafał zmienił się nie do poznania, niczego mi teraz nie brakuje. Tylko ja nie potrafię tego zła wymazać z pamięci. Nie chcę kolejny raz się stresować, kiedy zmienisz się w potwora. Nie darzę cię uczuciem jak kiedyś, ale mamy wszystko, jesteśmy małżeństwem z długim stażem. Czego ja jeszcze oczekuję po dziesięciu wspólnych latach?_
_A jednak masz wątpliwości?_ – Ten okropny głos znowu się pojawił, starał się namieszać w mojej głowie.
_Tym razem nie zepsujesz mi weekendu. Na pewno na to nie pozwolę_.
Rafał podszedł do mnie od tyłu. Przytulił i zaczął kołysać nasze ciała na boki. Szepnął do ucha kilka miłych słów:
– Mamy apartament na najwyższym piętrze z widokiem na cały Sopot, wszystko tak, jak chciałaś. Jeżeli masz jeszcze jakieś życzenia, mów śmiało, spełnię każde.
Wplotłam swoje drobne palce w dłonie męża i równym krokiem poszliśmy do windy.
– Nasz wspólny wolny czas – wypowiadając te słowa, poczułam zwątpienie w swoim głosie.
_Czyżbyś na pewno wiedziała, co mówisz? Wszystko się zmieni, pokrzyżuje, ale może teraz się mnie posłuchasz i nie będę twoją wyrocznią, bo w głębi serca sama wiesz, że Rafał nie jest dla ciebie._
Weszliśmy do przeszklonej windy, byłam zafascynowana widokiem, Rafał nacisnął guzik dziewiątego piętra i stanął za mną, obejmując mnie w pasie. Nasze oczy były skierowane na morze, które z każdym pokonanym piętrem stawało się większe, słońce zachodziło nad horyzontem, a niebo podzieliło się na kilka kolorów. Mąż jak zwykle był skupiony na mnie, zaczął całować mój policzek, później zszedł ustami na szyję, następnie na ramiona. Delikatne pieszczoty pobudziły moją wyobraźnię.
_A może zaszaleć i zrobić to w windzie? Przecież i tak nikt nas nie zna w tym hotelu._
W pewniej chwili winda zatrzymała się na szóstym piętrze. Nasze ciała się odsunęły, Rafał oparł się o boczną ścianę, szklane drzwi windy się otworzyły. Na progu stał młody mężczyzna, wysoki, dobrze zbudowany, w eleganckim garniturze. Piękny blondyn o niebieskich oczach, wręcz lazurowych, z nienagannym uśmiechem. Wszedł do windy, nic nie mówiąc; oplótł tylko spojrzeniem moje ciało. Stałam w prawym rogu obok męża, pomiędzy dwoma przystojnymi facetami. Tylko każdy był inny, ale pociągający na swój sposób. Nieznajomy blondyn nacisnął guzik piętra numer dziewięć, a mój mózg zadał pytanie: _Czyżby on miał pokój obok nas?_ Odruchowo poprawiłam swoje długie blond włosy do tyłu. Rafał wziął mnie za rękę, jakby odczuwał zagrożenie płynące z tych spokojnych niebieskich oczu.
Mężczyzna nie spuszczał ze mnie wzroku. Starał się zapamiętać każdy centymetr mojego ciała. W tej chwili przestałam podziwiać morze, które mieliśmy na wyciągnięcie ręki. Ten spokojny wyraz twarzy zdecydowanie przyciągał mnie do siebie. Wszystko w nim zachęcało z każdą minutą do jego osoby. Mężczyzna zdecydowanym ruchem odsunął mankiet koszuli, ukazując nam tatuaż z cyfrą „6”. Jego niebieskie oczy spoglądały na ogromny zegarek na lewym nadgarstku. Po chwili jego wzrok znowu spoczął na mojej osobie. W tych niebieskich oczach mogłam dostrzec anioła, były tak błękitne. Na szczęście winda bardzo szybko dojechała na dziewiąte piętro. Rafał wyszedł pierwszy, pociągnął mnie za rękę. Nieznajomy mężczyzna stał za mną, poczułam ciepło jego ciała tuż za sobą. Ten koszmarny głos znowu się odezwał: _To on! To właśnie ten człowiek będzie twoim drugim mężem. Da ci wszystko, czego teraz ci brakuje._
Szliśmy długim korytarzem, a moja ciekawość wzięła górę. Ciągnięta przez Rafała obejrzałam się za siebie, ale nieznajomego mężczyzny już nie było, zniknął tak samo, jak się pojawił.
– To tu mamy swój pokój.
Stanęłam przed białymi drzwiami ze złotą tabliczką o numerze „666”. Przeszła mnie dziwna fala gorąca, jakby tamten facet maczał w tym palce, te liczby nie dawały mi spokoju.
– Jakby liczby samego diabła. Czyżby to wszystko ze sobą grało i szóstka na jego dłoni miała coś wspólnego z naszym apartamentem? – zadałam pytanie Rafałowi. Chciałam sprawdzić, co on o tym wszystkim myśli.
– Misiu, to jakiś dziwny facet, pożerał cię wzrokiem, jakby nigdy kobiety na oczy nie widział. Wiem, że jesteś piękna, ale bez przesady, nie zamierzam się z nikim dzielić. Jesteś moją żoną i tylko moją.
Rafał dalej walczył z kartą, aby otworzyć te piekielne drzwi. Zamek puścił, drzwi się otworzyły, ukazując biały apartament z ogromną wanną na środku.
– Zapraszam, kochanie, tu wszystko jest bajeczne.
Weszłam niepewnym krokiem. W powietrzu czuć było zapach zapalonych świec. Balony i dekoracja z płatków róż ozdabiająca łoże małżeńskie dawały tylko jedną odpowiedź, jak to się skończy.ROZDZIAŁ 2.
Rafał
Ciężar sumienia
Ta jedna noc zmieniła wszystko, otworzyła drzwi, o których zapomniałem. Wyjazd z Michałem sprawił, że puściły mi wszystkie hamulce. Zdarzało mi się popełniać błędy, lecz nigdy nie zrobiłem tego ostatecznego kroku. Walczyłem ze swoimi emocjami, lecz często podnoszenie ręki czy psychiczne wyżywanie się było jedynym rozwiązaniem. Po tylu latach bycia razem dało się wszystko wybaczyć. Nasze życie nie układało się tak, jak powinno w normalnym domu. Po tylu latach starań o dziecko i masie badań wiedziałem, że ona jest winna temu wszystkiemu, a dokładnie – jej bezpłodność. Tej nocy ogromna ilość alkoholu zrobiła swoje. Przez tyle lat byłem bardzo wierny, podziwiałem inne kobiety, ale nigdy się nie zbliżałem. Tamta noc odblokowała moje wnętrze, w domu codziennie musiałem coraz więcej udawać. Grałem idealnego męża, ale tak naprawdę było zupełnie inaczej. Postanowiłem się zmienić, ale mój romans codziennie mi o sobie przypominał. Drugi telefon, który kupiłem, żeby to ukryć, nie dawał mi spokoju. Przecież Olga o wszystkim wiedziała, mówiłem jej wprost, że jest pocieszeniem po kłótni z żoną. Aleksandra była inna. Chciała być tą samą kobietą, co przed laty: kolorową, żywiołową, tętniącą życiem, tylko wszystko się zmieniło i to właśnie ja ją ususzyłem. Wiedziałem, że jeżeli jej powiem o swoim błędzie, to odejdzie, zabierając połowę majątku i większość udziałów w kancelarii, a cała ta sytuacja mogłaby zniszczyć moją karierę. Wszystko było nie po mojej myśli. Michał wyjechał, Ania zaszła w ciążę, a to głównie sekretarka mnie kryła. Relacja, jaka tworzyła się pomiędzy Dorotą a Aleksandrą, nabierała ogromnego tempa. Często się spotykały na zapleczu kancelarii, omawiały sprawy klientów, spędzały tam bardzo dużo czasu, miały bardzo dobry kontakt. Olga dalej nie dawała za wygraną, w kółko pisała, dzwoniła. Poinformowałem ją, że wyjeżdżam z żoną, więc chociaż dzisiaj powinna dać mi spokój. Pod pretekstem przeparkowania samochodu uciekłem z pokoju, chciałem uciszyć ten telefon, jeżeli mi się uda.
– Kochanie, wychodzę, idę przeparkować samochód. Za chwilkę wracam.
Aleksandra podziwiała sypialnię, wybierała strój na wieczorne wyjście. Pozostało nam tylko kilka godzin. Mogłem spokojnie uciec, zwiałem z podkulonym ogonem. Na korytarzu z tylnej kieszeni spodni wyciągnąłem drugi telefon. Po odblokowaniu wyświetliła mi się masa połączeń i SMS-ów od Olgi.
„Tęsknię, kochanie, za Tobą, za Twoim ciałem, dotykiem. Jak tylko wrócisz, spotkajmy się! Nie wytrzymam tej rozłąki”.
Ta małolata oczekiwała ode mnie, że zostawię to wszystko dla niej. Odejdę od takiej kobiety, bo zachciało mi się innego seksu. Wybrałem numer Olgi, która odebrała już po pierwszym sygnale.
– Halo, kochanie, jak się cieszę, że wreszcie dzwonisz!
– Olga, zrozum to wreszcie, że ja nie odejdę od żony, to było jednorazowe spotkanie. Nie wiem, jak mam ci to wszystko tłumaczyć. Jesteś dorosła, a zachowujesz się jak dziecko. Wiedziałaś, z kim idziesz do łóżka.
Głos ucichł, słyszałem tylko cichutki szloch.
– Już mi to mówiłeś wiele razy, tylko że ja się w tobie zakochałam. Chcę się z tobą spotykać, nawet jeżeli ma to być potajemnie. Mogę być tą drugą, ale nigdy nie gorszą.
– Nie mam siły tłumaczyć ci tego przez telefon. Jak wrócę, zadzwonię i się umówimy. Tylko daj mi w ten weekend spokój.
Nie usłyszałem już nic więcej, żadnych słów. Rozłączyła się.
– Wredna suka!
Kolejny raz puściły mi nerwy, nie wytrzymałem napięcia. Nie może to się więcej powtórzyć, a tym bardziej przy Aleksandrze. Za bardzo się starałem zdobyć jej zaufanie, żeby teraz wszystko spieprzyć przez jakąś smarkulę.
Rozejrzałem się, czy na pewno nikt nie słyszał mojej rozmowy. Odetchnąłem z ulgą. Stałem sam na ogromnym parkingu, zastanawiając się, co ja narobiłem. Jak mogłem wszystko zepsuć swoim zachowaniem?
Wpadłem na pomysł zaskoczenia żony. Z drugiej kieszeni wyjąłem służbowy telefon.
– Dzień dobry, recepcja hotelu. Słucham, w czym mogę pomóc? – usłyszałem głos młodej kobiety.
– Dzień dobry, z tej strony Rafał Podbalski z apartamentu numer sześćset sześćdziesiąt sześć. Chciałbym złożyć zamówienie na szampan i truskawki. Tylko bardzo bym prosił, aby były dostarczone szybko. Żona o niczym nie wie, chciałbym ją zaskoczyć i troszkę porozpieszczać – mówiłem ciągiem, nie dałem dojść do głosu recepcjonistce, zależało mi na czasie.
– Dobrze, wszystko zostanie dostarczone w kilka minut. Bardzo dziękuję za telefon. W razie potrzeby proszę dzwonić. Do widzenia.
– Do widzenia. – Rozłączyłem się, telefon schowałem do kieszeni. Wyjąłem paczkę papierosów, odpaliłem jednego. – Za wszystkie popełnione grzechy muszę teraz odpokutować. – Wypuściłem dym tytoniowy z ust.