Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Kocia Szajka i pożar na zamku - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 maja 2026
2999 pkt
punktów Virtualo

Kocia Szajka i pożar na zamku - ebook

Przybij piątkę Kociej Szajce i daj się porwać detektywistycznej przygodzie!

Koty w towarzystwie policjantki Walerki odpoczywają na pikniku w czeskiej Karwinie, gdy nieopodal dostrzegają dym. Płonie zabytkowy Zamek Frysztat! W akcji gaśniczej bierze udział Bronka od Cieślarów, nowa stażystka w tamtejszej straży pożarnej. Pożar udaje się ugasić, pozostaje jednak pytanie: czy był to nieszczęśliwy wypadek, czy celowe podpalenie?

W kolejnym tomie bestsellerowej serii o kocich detektywach Komandos, Lola, Piksele, Morfeusz i mały Precelek wyruszają na pomoc policji. Razem z małym Jirzikiem, czeskim kotem policyjnym, próbują rozwikłać zagadkę. Czas goni, bo nadchodzący deszcz może zatrzeć ślady.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8380-468-2
Rozmiar pliku: 4,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Dla Kuby

Rozdział pierwszy

Wóz strażacki był wielki i czerwony, a Precelkowi wydawało się, że oparta o koło pojazdu drabina szczerzy do niego zęby. Kociak skulił się, podwinął ogon i cicho zamiauczał. W tym momencie ze środka pojazdu wyskoczyła Bronka od Cieślarów w czerwonym hełmie strażackim ciasno zapiętym pod brodą. Jej wąsy sterczały dumnie na boki. Uśmiechnęła się do kotka i powiedziała:

– Cześć, Precelku, nie bój się. Chcesz zostać strażakiem?

– Nie chcę. – Kotek pokręcił przecząco głową. – Baldzo się boję pożalów.

– Ja też – przytaknął mu Morfeusz, który na widok Bronki wstał z kocyka piknikowego i przydreptał do stanowiska strażaków. – Nie dość, że są niebezpieczne, to jeszcze można sobie nieźle osmalić ogon.

– I dlatego mam specjalny antyogniowy ochraniacz – powiedziała czarna kotka, z dumą prezentując czerwony kawałek materiału, który wyglądał jak pokrowiec na parasolkę. Sprawnie wciągnęła go na ogon.

– O, mój na pewno by się w niego nie zmieścił – zauważył Morfeusz, który rzeczywiście miał imponującą puchatą kitę. – Całe szczęście, że to ty, Broniu, a nie ja, jesteś na stażu w straży pożarnej.

Kotka wyprężyła dumnie pierś pokrytą czarnym futrem i zapozowała do zdjęcia ze strażacką sikawką w łapce. Cyk! Morfeusz zrobił jej portret aparatem, który nosił na piersi.

– Prawda jest jednak taka... – kotka zawiesiła głos i dokończyła szeptem – że jeszcze nie widziałam ognia na żywo, choć zaczęłam staż już dwa tygodnie temu. Nuda. Nic, tylko zdejmujemy jakieś kociaki z drzew albo pomagamy ratować bociany, które zaczepiły się o druty. I dzisiaj to samo. Nic się nie pali i dlatego jesteśmy na tym pikniku, żeby chociaż dzieci miały frajdę.

Morfeusz rozejrzał się dookoła. Faktycznie, dzieci tłoczyły się wokół wozu strażackiego. Niektóre wyciągały rączki, żeby strażacy podsadzili je wysoko do góry, do kabiny czerwonego pojazdu. Inne piszczały, uciekając od strumieni zimnej wody z sikawki. Wszystkie jednak miały uśmiechnięte buzie i błyszczące oczy. Morfeusz też był szczęśliwy, że wybrał się z Precelkiem i Walerką Koczy na letni piknik na przystań w karwińskim parku. Wprawdzie trochę się bał pływania łódką, którą wypożyczyła policjantka, ale robił dobrą minę do złej gry z uwagi na Precelka. Ogon owinął wokół wiosła i dzielnie znosił chlapanie. Morfeusz, Walerka i mały kotek trzy razy okrążyli łódkami staw, płosząc ważki, i wrócili do brzegu.

Rudy kot był wyraźnie zadowolony, kiedy postawił łapy na drewnianym pomoście, jednak musiał przyznać, że samo miejsce było urocze. Trzciny kładły się miękko na wodzie, a na zalanym słońcem trawniku można było wylegiwać się brzuchem do góry. Co prawda Precelek, który trochę się nudził w łódce, domagał się teraz harców na placu zabaw, ale Morfeusz dzielnie dotrzymywał mu kroku. Tylko trochę sapał i dyszał, gdy gramolił się na kolejne drewniane mostki i linowe kładki. W końcu zarządził odpoczynek.

– Do jasnej myszery! Nie wszystkie koty lubią się wdrapywać na co popadnie. Niektóre, na przykład ja, wolą kociastyczną drzemkę na trawie. Zwłaszcza że zbiera się na burzę i trzeba korzystać z pogody – wysapał i położył się na polanie z łapami do góry.

– I pić mrożoną herbatkę ziołową z kocimiętką – powiedziała Walerka, kiedy usiadła obok rudzielca i podała mu butelkę napoju, który kupiła w barze na przystani. – Słodzona miodem lawendowym. Spróbuj, pazurki lizać. To tajna czeska receptura.

– Leceptula? – wyseplenił Precelek. – Chcę splóbować czeskiej leceptuly!

– Znam ten smak bardzo dobrze – zamruczał Morfeusz i wziął łyk napoju. – Piłem taką ostatnio na warsztatach z robienia ziołowych mydełek w Domu Przyrodnika. Jak wrócimy do Cieszyna, to wam pokażę. Wyszedł mi naprawdę piękny zielnik. Na okładce przykleiłem pięciolistną koniczynę, na szczęście.

– A gdzie reszta Szajki? – zapytała Walerka. – Nie chcieli wpaść na piknik i podziwiać Bronki w stroju strażackim?

– Lola z Komandosem i Poziomka zostali w Cieszynie – wyjaśnił Morfeusz – żeby przygotować wieczorne tańce na kładce w Pogwizdowie. Zagrają dwa kocie zespoły jazzowe, polski i czeski. Będzie zabawa na cztery pazury! A jutro mamy w planie oglądać zaćmienie słońca, Piksele wszystko przyszykują. O, zobacz, tam są. Pływają na SUP-ach – powiedział i wskazał na bliźniaków, którzy sprawnie balansowali na dwóch deskach w mysie wzory.

Walerka pomachała im, osłaniając oczy od słońca, po czym zwróciła się do Precelka, który wskoczył jej na kolana:

– A ty w ogóle wiesz, Precelku, że my jesteśmy teraz po czeskiej stronie Olzy, tej samej, która przepływa przez Cieszyn? – zapytała.

– Tak. – Kotek uśmiechnął się, a potem nastroszył wąsy i zeskoczył na trawę, żeby zrobić koziołka. – Molfi pokazał mi na mapie. On wszystko wie! – wyjaśnił, wskazując na Morfeusza, który aż zarumienił się z dumy.

Tymczasem do siedzącej na brzegu stawu ekipy dołączyła Bronka. Zdjęła czerwony hełm i otarła pot z czoła chustą w groszki, którą podała jej policjantka.

– Dziękuję, Walerko – wysapała zgrzana i zmęczona kotka. – Normalnie noszę beret i wtedy mi się tak głowa nie grzeje, ale do pożaru by mnie chyba w berecie nie puścili.

– A gasiłaś już jakiś pożar? – zapytała panna Koczy i wystawiła do słońca piegowatą buzię.

– Rzecz w tym, że nie, na mysie truchło frytowane. Mamy cacany wóz, wspaniały, błyszczący, ale na razie tylko go poleruję ogonem.

– A dlaczego ty jesteś na stażu w czeskiej straży pożarnej, Broniu, a nie w polskiej? – zainteresował się nagle Morfeusz, wyjmując z kosza piknikowego waflowe szulki o smaku cynamonowym. – W Cieszynie nie mają strażaków?

– Mają, a jakże. – Kotka aż podskoczyła, kiedy usłyszała to pytanie. – To są dopiero niezłe galanty.

– Czyli że są eleganccy? – upewniła się Walerka, chrupiąc szulkę.

– Ba! Wiadomo, że eleganccy. I zawsze zapięci na zicher, pod samą szyję. A guziki błyszczą im tak, że można oglądać w nich wąsy jak w lusterku. Ale nie w tym rzecz. Cieszyńska straż pożarna nie ma programu szkoleniowego dla kotów. A czeska, ta w Karwinie, ma, więc się zgłosiłam.

– No a poza tym co zagranica, to zagranica – westchnął Morfeusz, który wcale tak dobrze się nie znał na mapie i umiał na niej wskazać tylko Cieszyn i rzekę Olzę.

Rozmowę przerwały krzyki dorosłych i dzieci. Na brzegu tłoczyli się ludzie i coś sobie pokazywali, machając rękami ze wzburzeniem.

– Co to może być? – zdziwił się Morfeusz. Wskoczył na pieniek i wskazał łapką w kierunku, w którym zwróceni byli wszyscy piknikujący. – Niebo ma jakiś dziwny kolor, a do tego ten dym.

– To łuna pożaru – zawołała Bronka. Błyskawicznie zerwała się z trawy i założyła hełm. – Na mnie czas.

Morfeusz, Walerka i Precelek nie zdążyli nawet nic powiedzieć, a kotki już nie było.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij