Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Kolebka. Księga 1. Wesele - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 kwietnia 2023
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Kolebka. Księga 1. Wesele - ebook

Maciejowa to kobieta nieugięta i bezwzględna, która żelazną ręką prowadzi sprawy swojego bardzo licznego rodzinnego gangu. Nawet najwięksi twardziele spośród nich, stojąc przed jej obliczem, zawsze kładą uszy po sobie, nikt nie ma odwagi postawić na swoim, bo wszyscy wiedzą, że oznaczałoby to wydanie na siebie wyroku. Tytułowa "Kolebka" Maciejowej jest jak kłębowisko żmij, a za kulisami wesela, które jest sceną pierwszej księgi, toczy się kolejna bezwzględna walka z wrogami…

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8159-813-2
Rozmiar pliku: 669 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

OD AUTORA

Od zawsze słyszałem od kobiet, że my, mężczyźni, jesteśmy prości jak budowa cepa.

I chyba jest to prawda.

Tylko dlaczego te kobiety mają z nami tyle problemów?

Pytam więc, jak to jest z tymi kobietami, że tak prostym urządzeniem, jak cep, nie potrafią się obsługiwać?

Luźna dywagacja, proszę nie brać jej na poważnie.

Wesele trwało już ze dwie godziny, gdy Maciejowa podeszła do Przemka, męża jej najstarszej siostry.

– Oj, widzę, że ci się przytyło od naszego ostatniego spotkania. – Poklepała go przyjaźnie po brzuchu.

– Nie wiesz, że duży koń potrzebuje dużego daszka i dużej stajni? – zaśmiał się, myśląc, że inteligentnie jej dogryzie.

Jednak jak zawsze go zaskoczyła.

– Tylko uważaj, żeby ten koń od tak dużej stajni nie stał się leniwy – odparowała.

– Wypijmy za to, by nie był leniwy! – Podał jej pełen kieliszek.

Ludzie wokół nich przekrzykiwali się, tańczyli, ich twarze robiły się coraz bardziej czerwone i błyszczące. Panował zaduch, a wesele było już nieźle rozkręcone.

– Przemek, dlaczego ty ściemniasz tych ludzi, że niby w ogóle nie pracujesz? – zapytała Maciejowa po wypiciu którejś już wspólnej kolejki.

Widać było, jak się zamyślił, na czole pojawiła się zmarszczka, a z nią pierwsze słowa.

– Widzisz, mam taki sposób bycia, że sprawdzam ludzi, a szczególnie tych młodych, czy się do czegoś nadają. Jeśli ktoś wierzy, że można coś osiągnąć bez pracy od rana do nocy, a często też w nocy, i jeszcze trzeba przy tym myśleć, to znaczy, że jest tak głupi, że szkoda mi czasu, by mu uświadamiać, że jest inaczej, bo jest tak głupi, że i tak mi nie uwierzy.

Maciejowa otwarła usta ze zdziwienia, bo nic dodać, nic ująć nie można było, tyle było w tym prawdy.

– Napijmy się za to – powiedziała i uniosła kieliszek.ROZDZIAŁ 1

Szli we trójkę. Wiatr wiał im w plecy, dzięki czemu poruszali się bez wysiłku. Było późno, a noc była ciemna i tylko nieliczne światła latarni oświetlały im drogę. Okna blokowiska wypełniała matowa czerń, nie dając dodatkowego światła.

Jan szedł twardo do przodu, podtrzymując Agę i Jolę. Choć miały już swoje lata, to nadal dobrze się trzymały, a o ich potrzebach… długo by mówić.

Znał je bardzo dobrze. Już kilka lat spotykali się u niego.

Będąc tuż przed samą klatką, najpierw ich usłyszał, a potem zobaczył. Widywał już tych młodych debili. Czasami zastanawiał się, czy ich nie przygarnąć do firmy, ale zawsze coś szło nie tak. Jednak to, co robili, nie podobało mu się – nie dość, że osiedle samo w sobie było paskudne, to jeszcze znów malowali sprayem te idiotyczne grafiki na ścianie.

– Dziewczyny, traficie same, ja tu muszę chwilę porozmawiać.

– Okej, tylko nie zabaw długo. – Wzięły klucze i skierowały się do klatki schodowej. Nie obawiały się o niego, widziały go już w akcji.

Jan patrzył, jak odchodzą chwiejnym krokiem. Gdy znikły za drzwiami, ruszył w stronę trzech młodych. Jeden z nich był bardzo wysoki i chudy. Wydawało się aż dziwne, że dotąd nie złamał się wpół. Pozostali wzrostem dorównywali Janowi, ale po ich rozdętych brzuchach widać było fastfoodowe żarcie. Jednym słowem: tragedia. Podszedł do nich, choć nie było to łatwe, bo alkohol i trawa swoje zrobiły. Jednak twardo trzymał pion, w końcu miał za sobą lata praktyki. Gdy się do nich zbliżył, na ich mordach malowało się szczere zdziwienie. Popatrzył na ścianę, którą właśnie zagryzmolili. „Jebać pedałów”, brzmiał napis.

Co za pajace, przebiegło mu przez głowę.

– Panowie, czemu piszecie takie rzeczy? To nieładnie.

– A ty co? Pedał? – Podskoczył łysol w zbyt obszernej bluzie.

– Nie, broń Boże, ale żeby ich tępić i prześladować, to szczyt największej głupoty.

Drugi przygłup podskoczył do Jana i chwycił go obiema rękami za płaszcz. Jan jednak odruchowo rzucił nim o glebę – odezwały się lata treningu. Człowiek nie myśli, a już czyjaś gęba obita albo niechcący ręka złamana. Na szczęście dziś raczej ucierpiała tylko duma młodego. Jeszcze mi tu policji potrzeba, pomyślał Jan.

– Spokojnie, panowie, chciałem tylko coś wam wyjaśnić. Nie cierpię tych dupojebców, ale ich negowanie uważam za strzelanie nam, porządnym chłopom, w kolana. – Uniósł ręce w geście pokoju.

– To, kurwa, o co ci chodzi? – wyrzucił z siebie leżący na ziemi.

– Słuchajcie, spokojnie, pomyślcie przez chwilę. Chłopów i bab na świecie jest tyle samo, tak?

Przytaknęli. Po tym, jak grubas nawet nie wiadomo kiedy wyleciał w powietrze, zorientowali się, że z tym gościem lepiej nie zaczynać.

– Kontynuując, im więcej pedałów, tym więcej wolnych lasek! Chyba prościej nie da się tego wytłumaczyć.

Spojrzeli na niego trochę dziwnie.

– Więc gnębiąc tych gnojków, sami sobie robicie krzywdę. Powinniście ich wspierać. Dwa pedały to gdzieś dwie wolne laski.

– Jest w tym sens – odezwał się chudzielec. – To co w takim razie mamy napisać?

Jan się zastanowił. Ciekawe pytanie.

– Daj farbę. – Wziął puszkę z ręki chudzielca i zaczął pisać.

„JEBAĆ LESBIJKI – KTOŚ W KOŃCU MUSI IM ZROBIĆ DOBRZE”.

Młodzi spojrzeli na napis, a potem po sobie i zaczęli się śmiać.

– Spoko z ciebie gość, przybij pionę. – Grubas wyciągnął dłoń w kierunku Jana. – Przemek jestem.

– Jan.

– Artur – rzucił następny. Również przybili sobie pionę.

Mam ich, pomyślał Jan. Te pajace mogą mi się przydać. Postanowił, że w tygodniu do nich zagada, gdy będzie bardziej trzeźwy.

– Bartek. – Pokonany osiłek wstał i też podał rękę Janowi, więc ten przybił trzecią pionę.

Jan chwiejnym krokiem dotarł do klatki, wbił kod w domofonie, a po chwili był już przy windzie. Trochę trzęsła, ale jak na prawie muzealny obiekt to i tak trzymała się nieźle. Niedawno ją trochę wyremontowali, ale znów pojawiły się nieprzyzwoite grafiki. Standard, taka okolica. Jedenaste piętro. Winda zwolniła i z cichym trzaskiem się zatrzymała. Wyszedł szybkim krokiem, już trzeźwiał. Skręcił w prawo, nacisnął klamkę i wszedł.

– Hej, dziewczyny! – zawołał od drzwi. – Muszę skorzystać z łazienki i idę do was.

Stanął przed lustrem. Nabrał wody w dłonie i chlusnął sobie w twarz. Pod palcami poczuł świeży zarost, ale nie chciało mu się już golić. Czekała go jeszcze przyjemna, choć jednocześnie ciężka praca. Otworzył szafkę, wyjął pudełko. Na dłoń posypały się niebieskie tabletki. Wziął jedną z nich i połknął. Jeszcze w ubiegłym roku tego nie potrzebował, dałby radę bez, ale te czasy już minęły. Siwe włosy, choć malował je raz w tygodniu, przypominały, że stuknął mu piąty krzyżyk i lepiej nie będzie. Skorzystał z toalety, umył ręce i wyszedł uśmiechnięty.

– Oto jestem, drogie panie! – zawołał, rozrywając koszulę na piersi. Wiedział, że lubią takie przedstawienia.

– Co tak długo? My już się rozgościłyśmy.

– Młodzi cię nie skrzywdzili? – spytała Jola z zatroskaną miną.

– Przestań, te szczeniaki nie dałyby mi rady…

Kobiety leżały już na jego łóżku w samej tylko bieliźnie. Aga trzymała w dłoni drinka z lodem.

– A dla mnie nie macie? – zapytał Jan.

– Oj nie, kochany, ty masz inne zadanie – odparła i mrugnęła.

Wiedział jakie, nie pierwszy raz się spotykali.

Jola podeszła i zaczęła go namiętnie całować. W jej oddechu czuć było alkohol, ale i wielkie pożądanie. To będzie naprawdę pracowita noc, pomyślał Jan i myśl ta wywołała na jego twarzy uśmiech.

Uniósł ją, a następnie rzucił na łóżko i legł na niej.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij