Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

Komandosi Hitlera. Niemieckie siły specjalne w czasie II wojny światowej - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 października 2016
Produkt niedostępny.  Może zainteresuje Cię

Komandosi Hitlera. Niemieckie siły specjalne w czasie II wojny światowej - ebook

Na morzach Niemcy rzucili do walki flotylle „żywych torped” i kutrów wypełnionych materiałami wybuchowymi. W powietrzu z pierwszych sprawnych samolotów odrzutowych zorganizowali eskadry mające powstrzymać aliancką ofensywę bombową. Z kolei na lądzie elitarne, świetnie wyszkolone i śmiałe jednostki „Brandenburg” przenikały daleko na nieprzyjacielskie tyły, a pod koniec wojny bataliony starszych wiekiem mężczyzn wyruszyły pieszo lub rowerami do Berlina, aby bronić stolicy Rzeszy przed szturmem radzieckich sił pancernych. W innych częściach Niemiec organizacja o nazwie Werwolf werbowała i szkoliła młodzież w prowadzeniu działań partyzanckich. W wojnie wzięli też czynni udział młodzicy z Hitlerjugend, nastolatki, czasem po prostu dzieci, dokonujące aktów sabotażu w obiektach wojskowych i napadające na brytyjskich i amerykańskich żołnierzy. Niemieckie siły specjalne w latach drugiej wojny światowej nigdy nie osiągnęły potencjału dorównującego temu, który stał się udziałem alianckich spadochroniarzy, komandosów i rangersów czy też jednostek SAS (Special Air Service). Szkodliwe wewnętrzne konflikty oraz tradycyjna nieufność i konserwatywność niemieckiego naczelnego dowództwa hamowały ich rozwój. Miały jednak swój udział w próbach uchronienia Rzeszy przed klęską w ostatniej fazie wojny.

Spis treści

Wstęp
Przedsłowie
Podziękowania
Wprowadzenie
Część pierwsza JEDNOSTKI SPECJALNE WOJSK LĄDOWYCH

Rozdział 1 Abwehra i jednostka specjalna „Brandenburg”
Rozdział 2 Pretekst do wypowiedzenia wojny
Rozdział 3 Blef, który zadziałał
Rozdział 4 Szturm z przestworzy
Rozdział 5 Interdykt
Rozdział 6 „Barbarossa”
Rozdział 7 Rajdy na nieprzyjacielskim zapleczu
Rozdział 8 Skorzeny
Rozdział 9 Niedoszła likwidacja partyzanckiego sztabu
Rozdział 10 Nieoczekiwana kontrofensywa
Rozdział 11 Krach niemieckich sił specjalnych
Część druga JEDNOSTKI SPECJALNE KRIEGSMARINE

Rozdział 1 Grupa „K”
Rozdział 2 „Żywe torpedy” i miniaturowe łodzie podwodne
Rozdział 3 Łodzie motorowe i oddziały płetwonurków
Część trzecia JEDNOSTKI SPECJALNE LUFTWAFFE

Rozdział 1 W obronie nieba nad Rzeszą
Rozdział 2 Sokoły i żółtodzioby
Rozdział 3 Sonderkommando Elbe
Rozdział 4 KG 200
Część czwarta „POLITYCZNE” FORMACJE SPECJALNE

Rozdział 1 Starcy i dzieci
Rozdział 2 Werwolf na zachodzie
Rozdział 3 Werwolf na wschodzie
Rozdział 4 Freikorpsy
Zakończenie
Dodatek 1 Glosariusz
Dodatek 2 Działania formacji Brandenburg (1939–1945)
Wybrana bibliografia

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7773-478-0
Rozmiar pliku: 12 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Spis treści

Wstęp

Przedsłowie

Podziękowania

Wprowadzenie

Część pierwsza JEDNOSTKI SPECJALNE WOJSK LĄDOWYCH

Rozdział 1 Abwehra i jednostka specjalna „Brandenburg”

Rozdział 2 Pretekst do wypowiedzenia wojny

Rozdział 3 Blef, który zadziałał

Rozdział 4 Szturm z przestworzy

Rozdział 5 Interdykt

Rozdział 6 „Barbarossa”

Rozdział 7 Rajdy na nieprzyjacielskim zapleczu

Rozdział 8 Skorzeny

Rozdział 9 Niedoszła likwidacja partyzanckiego sztabu

Rozdział 10 Nieoczekiwana kontrofensywa

Rozdział 11 Krach niemieckich sił specjalnych

Część druga JEDNOSTKI SPECJALNE KRIEGSMARINE

Rozdział 1 Grupa „K”

Rozdział 2 „Żywe torpedy” i miniaturowe łodzie podwodne

Rozdział 3 Łodzie motorowe i oddziały płetwonurków

Część trzecia JEDNOSTKI SPECJALNE LUFTWAFFE

Rozdział 1 W obronie nieba nad Rzeszą

Rozdział 2 Sokoły i żółtodzioby

Rozdział 3 Sonderkommando Elbe

Rozdział 4 KG 200

Część czwarta „POLITYCZNE” FORMACJE SPECJALNE

Rozdział 1 Starcy i dzieci

Rozdział 2 Werwolf na zachodzie

Rozdział 3 Werwolf na wschodzie

Rozdział 4 Freikorpsy

Zakończenie

Dodatek 1 Glosariusz

Dodatek 2 Działania formacji Brandenburg (1939–1945)

Wybrana bibliografiaWstęp

Książ­ka Ja­me­sa Lu­ca­sa o nie­miec­kich jed­nost­kach spe­cjal­nych z cza­sów dru­giej woj­ny świa­to­wej uka­za­ła się w 1985 roku i z na­uko­we­go punk­tu wi­dze­nia wy­trzy­ma­ła pró­bę cza­su. Już od woj­ny pru­sko-fran­cu­skiej w 1870 roku, pod­czas któ­rej fran­cu­scy franc ti­reurs ata­ko­wa­li nie­miec­kie li­nie ko­mu­ni­ka­cyj­ne nad Re­nem, ar­mia nie­miec­ka mia­ła bar­dzo nie­chęt­ny sto­su­nek do wszel­kich dzia­łań par­ty­zanc­kich. Ak­cje nie­re­gu­lar­nych od­dzia­łów woj­sko­wych ucho­dzi­ły za pod­stęp­ne i zdra­dziec­kie, a uży­cie bro­ni przez cy­wi­lów – za nie­uczci­we. Nie­miec­ki żoł­nierz uwa­żał się za szla­chet­ne­go obroń­cę oj­czy­zny. Na woj­nie nie było miej­sca dla po­wstań­ców, któ­rych w trak­cie ko­lo­nial­nych kon­flik­tów zbroj­nych w Afry­ce oraz w la­tach pierw­szej woj­ny świa­to­wej roz­strze­li­wa­no na miej­scu.

W efek­cie nie­wiel­ki roz­wój nie­miec­kich sił spe­cjal­nych w la­tach dru­giej woj­ny świa­to­wej wy­ni­kał w pew­nej mie­rze z tra­dy­cyj­nie nie­chęt­ne­go na­sta­wie­nia do ta­kich nie­kon­wen­cjo­nal­nych dzia­łań. Przed­wo­jen­na nie­miec­ka Re­ichs­we­hra od­no­si­ła się z dez­apro­ba­tą do two­rze­nia jed­no­stek Fal­l­schirm­jäger (spa­do­chro­no­wych). Osta­tecz­nie ich or­ga­ni­za­cję po­wie­rzo­no Luft­waf­fe, któ­ra i tak dys­po­no­wa­ła od­po­wied­nim wy­po­sa­że­niem. Od­dzia­ły spa­do­chro­nia­rzy lek­ce­wa­żo­no jako zbyt sła­bo uzbro­jo­ne, a do­wódz­two nie­miec­kiej ar­mii lą­do­wej po­dzie­la­ło roz­po­wszech­nio­ny wte­dy pra­wie na ca­łym świe­cie po­gląd, że for­ma­cje ta­kie nie mogą ope­ro­wać sku­tecz­nie na nie­przy­ja­ciel­skim te­ry­to­rium. Od­dzia­ła­mi spe­cjal­ny­mi w dzi­siej­szym ro­zu­mie­niu tego ter­mi­nu, jed­nost­ka­mi de­san­tu po­wietrz­ne­go czy mor­skie­go, nie­zbyt się in­te­re­so­wa­no.

Bio­rąc przy­kład z So­wie­tów, któ­rzy w 1935 ro­ku w cza­sie ćwi­czeń pod Ki­jo­wem za­de­mon­stro­wa­li ma­so­wy de­sant spa­do­chro­no­wy, szef Luft­waf­fe Göring po­sta­no­wił prze­kształ­cić do­bo­ro­wą jed­nost­kę pru­skiej po­li­cji po­lo­wej pod do­wódz­twem ma­jo­ra We­cke­go w pierw­szą nie­miec­ką for­ma­cję wojsk spa­do­chro­no­wych. Obe­rstleut­nant (pod­puł­kow­nik), a póź­niej ge­ne­rał Kurt Stu­dent, któ­ry przy­pa­try­wał się wspo­mnia­nym so­wiec­kim ćwi­cze­niom i był pod ich wra­że­niem, otrzy­mał za­da­nie roz­bu­do­wy tej jed­nost­ki. Za­sta­na­wia­no się tyl­ko, czy te nowe woj­ska spa­do­chro­no­we po­win­ny być prze­zna­czo­ne do na­głych ata­ków i raj­dów na ty­łach wro­ga, czy też, jak chcia­ło do­wódz­two ar­mii lą­do­wej, do od­gry­wa­nia roli od­dzia­łów czo­ło­wych, zrzu­ca­nych tuż za fron­tem na szla­ku na­tar­cia wojsk na­ziem­nych. Stu­dent opo­wia­dał się za sa­mo­dziel­nym uży­ciem jed­no­stek po­wietrz­no­de­san­to­wych na szcze­blu ope­ra­cyj­nym. Wy­ma­ga­ło to utwo­rze­nia ca­łej dy­wi­zji po­wietrz­no­de­san­to­wej, ma­ją­cej w skła­dzie pułk spa­do­chro­no­wy oraz dwa puł­ki lek­kiej pie­cho­ty przy­sto­so­wa­ne do prze­wo­zu dro­gą po­wietrz­ną. Pro­blem prze­rzu­tu bro­ni cięż­kiej dla tych jed­no­stek roz­wią­za­no za spra­wą wpro­wa­dze­nia woj­sko­wych szy­bow­ców trans­por­to­wych. Były to duże kon­struk­cje, zdol­ne do prze­wo­że­nia bro­ni prze­ciw­pan­cer­nej i ar­ty­le­rii, przy­spo­so­bio­ne do ko­rzy­sta­nia z przy­god­nych lą­do­wisk, a nie, w od­róż­nie­niu od szy­bow­ców spor­to­wych, do pod­nieb­nych akro­ba­cji. Nie­miec­ką dy­wi­zję po­wietrz­no­de­san­to­wą zor­ga­ni­zo­wa­no po ci­chu w przeded­niu dru­giej woj­ny świa­to­wej.

Do cza­su bły­ska­wicz­ne­go ata­ku z po­wie­trza na „twier­dzę Ho­lan­dia” w 1940 ro­ku ma­so­wy de­sant spa­do­chro­no­wy w wa­run­kach bo­jo­wych był, przy­naj­mniej na Za­cho­dzie, czymś nie­spo­ty­ka­nym. Woj­ska alianc­kie za­szo­ko­wa­ła ła­twość, z jaką mały od­dział szy­bow­co­wy opa­no­wał po­tęż­ną bel­gij­ską for­te­cę Eben Ema­el. W sierp­niu 1914 roku te nad­gra­nicz­ne bel­gij­skie for­ty­fi­ka­cje sztur­mo­wa­ło – przez je­de­na­ście dni – aż 60 000 nie­miec­kich żoł­nie­rzy, nim uda­ło się je zdo­być. Na­to­miast 10 maja 1940 roku za­le­d­wie nie­co po­nad 400 żoł­nie­rzy wojsk po­wietrz­no­de­san­to­wych le­cą­cych w 48 sa­mo­lo­tach trans­por­to­wych ho­lu­ją­cych 42 szy­bow­ce de­san­to­we za­ję­ło mo­sty oraz Eben Ema­el w cią­gu za­le­d­wie go­dzi­ny. Oka­za­ło się, że jed­nost­ki spe­cjal­ne mogą zdo­by­wać stra­te­gicz­ne cele w ra­mach wiel­kich ope­ra­cji mi­li­tar­nych.

Pod­czas roz­bu­do­wy or­ga­ni­za­cyj­nej to­wa­rzy­szą­cej two­rze­niu nie­miec­kie­go Kor­pu­su Po­wietrz­no­de­san­to­we­go gru­pę sztur­mo­wą Koch, któ­ra zdo­by­ła Eben Ema­el, roz­wi­nię­to w peł­ny sztur­mo­wy pułk szy­bow­co­wo-spa­do­chro­no­wy. Wspo­mnia­ny kor­pus zo­stał zdzie­siąt­ko­wa­ny w na­stęp­nym roku pod­czas po­wietrz­ne­go de­san­tu na Kre­tę – je­dy­ne­go celu stra­te­gicz­ne­go, jaki kie­dy­kol­wiek miał zo­stać opa­no­wa­ny wy­łącz­nie przez siły po­wietrz­ne. Pułk Sztur­mo­wy stra­cił 70 pro­cent spo­śród 1860 żoł­nie­rzy, na­to­miast 7. Dy­wi­zja Lot­ni­cza zo­sta­ła zre­du­ko­wa­na z dzie­wię­ciu do nie­peł­nych czte­rech ba­ta­lio­nów. Hi­tler za­ka­zał wte­dy dal­sze­go roz­bu­do­wy­wa­nia wojsk de­san­tu po­wietrz­ne­go.

Przez resz­tę woj­ny nie­miec­kie dy­wi­zje i kor­pu­sy spa­do­chro­no­we wy­ko­rzy­sty­wa­no w roli do­bo­ro­wej pie­cho­ty, for­ma­cji „awa­ryj­nych”, któ­re kie­ro­wa­no na za­gro­żo­ne od­cin­ki fron­tów. Ak­cje de­san­to­we z udzia­łem od­dzia­łów szy­bow­co­wych i spa­do­chro­no­wych ogra­ni­cza­ły się do szcze­bla kom­pa­nii, mak­sy­mal­nie ba­ta­lio­nu. Wło­skie­go dyk­ta­to­ra Mus­so­li­nie­go uwol­nio­no z aresz­tu do­mo­we­go za spra­wą spek­ta­ku­lar­ne­go de­san­tu szy­bow­co­we­go – wy­lą­do­wał on w po­bli­żu ho­te­lu, w któ­rym in­ter­no­wa­no Mus­so­li­nie­go we wło­skiej „re­pu­bli­ce” Gran Sas­so w lip­cu 1943 roku.

Jed­nost­ka o sile ba­ta­lio­nu prze­pro­wa­dzi­ła tak­że de­sant szy­bow­co­wy na kwa­te­rę głów­ną par­ty­zan­tów Tity w Drva­rze, w maju 1944 roku, w dniu uro­dzin Tity, jed­nak uda­ło mu się uciec. Po­mniej­sze ak­cje z udzia­łem od­dzia­łów de­san­tu szy­bow­co­we­go po­prze­dzi­ły nie­miec­ką kar­ną ope­ra­cję wy­mie­rzo­ną we fran­cu­skich Ma­rqu­is na z po­zo­ru nie­do­stęp­nym pła­sko­wy­żu Ver­cors w lip­cu 1944 roku, już po lą­do­wa­niu alian­tów w Nor­man­dii.

Lu­cas słusz­nie zwró­cił uwa­gę na nie­udol­ne dzia­ła­nia nie­miec­kich służb szpie­gow­skich, choć siat­ką agen­tu­ral­ną kie­ro­wa­li zdol­ni or­ga­ni­za­to­rzy na cze­le z ad­mi­ra­łem Wil­hel­mem Ca­na­ri­sem, któ­ry ob­jął w 1935 roku kie­row­nic­two Abweh­ry w Mi­ni­ster­stwie Woj­ny Rze­szy. Ca­na­ris zwie­dził ka­wał świa­ta, a Him­m­ler, szef SS, uwa­żał go za „uro­dzo­ne­go szpie­ga”. W cza­sach Ca­na­ri­sa per­so­nel nie­miec­kich sia­tek wy­wia­dow­czych roz­rósł się dzie­się­cio­krot­nie, lecz w dzia­ła­niach prze­szka­dza­ły im kon­ku­ren­cyj­ne or­ga­ni­za­cje, przede wszyst­kim SD (Sie­cher­he­its­dienst) Re­in­har­da Hey­dri­cha – taj­na służ­ba SS. Hey­drich, prze­zy­wa­ny przez swo­ich pod­wład­nych blond be­stią, oka­zał się ob­łud­nym i nie­ustę­pli­wym ad­wer­sa­rzem aż do swo­jej śmier­ci z rąk za­ma­chow­ców w 1942 roku. Ca­na­ris był co­raz bar­dziej roz­cza­ro­wa­ny po­czy­na­nia­mi na­zi­stow­skie­go kie­row­nic­twa i osta­tecz­nie, gdy na­ra­ził się SD, w lu­tym 1944 roku zo­stał po­zba­wio­ny swo­jej funk­cji. Aresz­to­wa­no go po lip­co­wym za­ma­chu na Hi­tle­ra i stra­co­no na mie­siąc przed za­koń­cze­niem woj­ny.

Nie­miec­ki wy­wiad woj­sko­wy, roz­dar­ty przez we­wnętrz­ne spo­ry, z bie­giem woj­ny co­raz czę­ściej za­wo­dził. Lu­cas do­brze opi­sał jego ama­tor­skie dzia­ła­nia na po­cząt­ku woj­ny i cha­otycz­ny cha­rak­ter wy­wia­dow­czych przy­go­to­wań do ope­ra­cji „Lew Mor­ski”, czy­li pla­no­wa­nej w 1940 roku in­wa­zji na Wiel­ką Bry­ta­nię. Sza­cun­ki nie­miec­kie­go wy­wia­du do­ty­czą­ce li­czeb­no­ści alianc­kie­go gar­ni­zo­nu przed oku­pio­nym wiel­ki­mi stra­ta­mi de­san­tem na Kre­tę, oka­za­ły się aż trzy­krot­nie za­ni­żo­ne. Nie­miec­kich spa­do­chro­nia­rzy po­in­for­mo­wa­no, że na wy­spie tej nie na­po­tka­ją sil­niej­szych alianc­kich wojsk, a Kre­teń­czy­cy mie­li być rze­ko­mo uspo­so­bie­ni przy­jaź­nie do Niem­ców. Osza­co­wa­nia do­ty­czą­ce sił Ar­mii Czer­wo­nej przed ata­kiem na ZSRR były jesz­cze mniej traf­ne. Dane na te­mat so­wiec­kie­go po­ten­cja­łu mi­li­tar­ne­go, oce­nia­ne­go na 200 dy­wi­zji, trze­ba było szyb­ko sko­ry­go­wać – na rzecz 360 dy­wi­zji – już po dwóch mie­sią­cach po ude­rze­niu na Zwią­zek Ra­dziec­ki. Kraj ten, zło­śli­wie na­zy­wa­ny ro­bot­ni­czym ra­jem, któ­ry miał się bły­ska­wicz­nie roz­paść, nie­ocze­ki­wa­nie sta­wił twar­dy opór, rzu­ca­jąc do wal­ki no­wo­cze­sne czoł­gi ze sku­tecz­nym opan­ce­rze­niem. T-34 i KW, o któ­rych Niem­cy nic wcze­śniej nie wie­dzie­li, oka­za­ły się cięż­sze i le­piej uzbro­jo­ne od nie­miec­kich wo­zów pan­cer­nych. Po wy­zna­cze­niu w kwiet­niu 1942 roku Obe­rstleut­nan­ta (pod­puł­kow­ni­ka) Re­in­har­da Geh­le­na na sze­fa od­dzia­łu wy­wia­dow­cze­go Obce Ar­mie Wschód, oce­ny te sta­ły się pre­cy­zyj­niej­sze. Nie­co wcze­śniej na prze­ło­mie roku 1941 i 1942 Niem­ców cał­ko­wi­cie za­sko­czy­ła so­wiec­ka kontr­ofen­sy­wa zi­mo­wa, po­dob­nie zresz­tą jak na­gła zmia­na ogól­nej sy­tu­acji na fron­cie wschod­nim po klę­sce pod Sta­lin­gra­dem zimą na­stęp­ne­go roku.

For­ma­cją naj­bar­dziej zbli­żo­ną do współ­cze­snych sił spe­cjal­nych była za­pew­ne jed­nost­ka Bran­den­burg, któ­rej fa­scy­nu­ją­ce ope­ra­cje Lu­cas opi­sał dość szcze­gó­ło­wo. W od­róż­nie­niu od od­dzia­łów spa­do­chro­no­wych ko­rzy­sta­ją­cych z za­sko­cze­nia i siły ognio­wej, żoł­nie­rze tej jed­nost­ki ucie­ka­li się do for­te­li i dzia­łań sa­bo­ta­żo­wych. Po opa­no­wa­niu ob­cych ję­zy­ków w 1940 roku uda­wa­li per­so­nel ho­len­der­skich ba­rek rzecz­nych, a w 1941 roku, przed ata­kiem na Ju­go­sła­wię, serb­skich ro­bot­ni­ków. W prze­bra­niu so­wiec­kich ro­bot­ni­ków i żoł­nie­rzy pro­wa­dzi­li swo­je ak­cje w przeded­niu ude­rze­nia na ZSRR i na­wet, w stro­jach arab­skich, mo­ni­to­ro­wa­li ruch alianc­kich okrę­tów wo­jen­nych w Cie­śni­nie Gi­bral­tar­skiej i u wy­brze­ży Afry­ki Pół­noc­nej. Ko­man­do­si z jed­nost­ki Bran­den­burg od­waż­nie ope­ro­wa­li wśród nie­przy­ja­ciel­skich żoł­nie­rzy, prze­ina­cza­jąc prze­chwy­co­ne roz­ka­zy, kie­ru­jąc na bez­dro­ża alianc­kie kon­wo­je woj­sko­we, prze­ci­na­jąc po­łą­cze­nia te­le­fo­nicz­ne i zdo­by­wa­jąc dane wy­wia­dow­cze. Gdy woj­ska nie­miec­kie w po­cząt­ko­wej fa­zie ope­ra­cji na fron­cie wschod­nim do­ko­ny­wa­ły bły­ska­wicz­nych pod­bo­jów, za­pusz­cza­li się za li­nie wro­ga, aby prze­chwy­cić naj­waż­niej­sze obiek­ty, ta­kie jak mo­sty, w ra­mach ak­cji, któ­re cza­sem trwa­ły ty­go­dnia­mi, do cza­su na­dej­ścia fron­to­wych jed­no­stek We­hr­mach­tu. Do tej for­ma­cji, po­dob­nie jak do od­dzia­łów spa­do­chro­no­wych, re­kru­to­wa­no po­my­sło­wych „od­mień­ców”, lu­dzi nie do koń­ca przy­sto­so­wa­nych do ry­go­rów żoł­nier­skiej dys­cy­pli­ny. Zda­rza­ły się wśród nich barw­ne oso­bo­wo­ści, o ży­cio­ry­sach na­da­ją­cych się na kan­wę sce­na­riu­szy hol­ly­wo­odz­kich fil­mów.

Lu­cas opi­sał też wie­le in­nych, mniej zna­nych jed­no­stek spe­cjal­nych Kriegs­ma­ri­ne i Luft­waf­fe, w ro­dza­ju KG 200, rów­nież uczest­ni­czą­cych w taj­nych ope­ra­cjach. W książ­ce znaj­du­je się opis „ży­wej tor­pe­dy” Ne­ger, z któ­rej od­pa­la­no ty­po­wą tor­pe­dę z czę­ścio­wo za­nu­rzo­ne­go, ste­ro­wa­ne­go no­si­cie­la. Mo­to­ro­we ku­try wy­peł­nio­ne ła­dun­ka­mi wy­bu­cho­wy­mi mia­ły słu­żyć do nisz­cze­nia że­glu­gi w nie­przy­ja­ciel­skich por­tach, a nur­ko­wie mor­skich sił spe­cjal­nych nisz­czy­li i wy­sa­dza­li w po­wie­trze głów­ne prze­pra­wy rzecz­ne, mo­sty utra­co­ne w trak­cie bły­ska­wicz­nej alianc­kiej ofen­sy­wy w za­chod­niej Eu­ro­pie po prze­ła­ma­niu fron­tu w Nor­man­dii. Prze­pro­wa­dza­no raj­dy na most na rze­ce Waal w po­bli­żu Nij­me­gen, zdo­by­ty przez alian­tów we wrze­śniu 1944 roku, oraz na oca­la­ły most na Re­nie w Re­ma­gen w mar­cu 1945 roku.

Nie­miec­kie siły spe­cjal­ne w la­tach dru­giej woj­ny świa­to­wej ni­g­dy nie osiąg­nęły po­ten­cja­łu do­rów­nu­ją­ce­go temu, któ­ry stał się udzia­łem alianc­kich spa­do­chro­nia­rzy, ko­man­do­sów i ran­ger­sów czy też jed­no­stek SAS (Spe­cial Air Se­rvi­ce). Szko­dli­we kon­flik­ty we­wnętrz­ne i tar­cia oraz tra­dy­cyj­na nie­uf­ność i kon­ser­wa­tyzm nie­miec­kie­go na­czel­ne­go do­wódz­twa ha­mo­wa­ły ich roz­wój. Po odej­ściu Ca­na­ri­sa wie­le jed­no­stek spe­cjal­nych wcie­lo­no do SS, a w or­ga­ni­za­cji tej, po­wsta­łej w cza­sach bó­jek ulicz­nych na­zi­stów z ko­mu­ni­sta­mi, do­ce­nia­no zna­cze­nie i rolę agen­tów oraz pro­wo­ka­to­rów. Człon­ko­wie nie­miec­kich od­dzia­łów spe­cjal­nych po­prze­bie­ra­ni w ame­ry­kań­skie mun­du­ry prze­nik­nę­li na tyły wojsk alianc­kich lub byli zrzu­ca­ni ze spa­do­chro­na­mi na nie­przy­ja­ciel­skie za­ple­cze tuż przed kontr­ofen­sy­wą w Ar­de­nach, ostat­nim wiel­kim kontr­ude­rze­niem prze­pro­wa­dzo­nym przez Hi­tle­ra na fron­cie za­chod­nim. Wpraw­dzie uda­ło im się wy­wo­łać pew­ne za­mie­sza­nie, lecz ak­cja ta była już tyl­ko cie­niem sku­tecz­nych dzia­łań jed­nost­ki Bran­den­burg ze szczy­to­we­go okre­su ery blitz­krie­gu.

Ro­bert Ker­shaw, 2014Przedsłowie

Kon­flikt zbroj­ny mię­dzy Niem­ca­mi a Pol­ską, któ­ry wy­buchł 1 wrze­śnia 1939 roku, wcią­gnął w swo­ją or­bi­tę tyle kra­jów, że z cza­sem prze­obra­ził się w woj­nę świa­to­wą. Książ­ka ta opo­wia­da o mi­li­tar­nych służ­bach spe­cjal­nych tyl­ko jed­ne­go z eu­ro­pej­skich uczest­ni­ków tego glo­bal­ne­go star­cia – Nie­miec – a w szcze­gól­no­ści o dzie­jach jed­no­stek spe­cjal­nych nie­miec­kich wojsk lą­do­wych, ma­ry­nar­ki wo­jen­nej i sił po­wietrz­nych, zor­ga­ni­zo­wa­nych i wy­ko­rzy­sta­nych bo­jo­wo pod­czas pię­ciu lat owej woj­ny.

W tym miej­scu po­wi­nie­nem wy­zna­czyć za­kres po­ję­cio­wy ter­mi­nu „siły spe­cjal­ne”. W moim ro­zu­mie­niu są to for­ma­cje, speł­nia­ją­ce co naj­mniej jed­no z trzech kry­te­riów. Po pierw­sze, na­le­żą do nich od­dzia­ły kon­wen­cjo­nal­nych sił zbroj­nych, prze­kształ­co­ne w jed­nost­ki bo­jo­we o spe­cjal­nym prze­zna­cze­niu. Za­li­czam do tej ka­te­go­rii na przy­kład pi­lo­tów tych jed­no­stek Luft­waf­fe, któ­rych za­da­niem było ta­ra­no­wa­nie w po­wie­trzu sa­mo­lo­tów prze­ciw­ni­ka. Po dru­gie, cho­dzi o jed­nost­ki prze­pro­wa­dza­ją­ce ak­cje bo­jo­we z uży­ciem ory­gi­nal­nej, nie­co­dzien­nej tak­ty­ki i bro­ni. Kry­te­rium to speł­nia­ją woj­ska de­san­tu szy­bow­co­we­go, któ­re za­ata­ko­wa­ły for­te­cę Eben Ema­el, po­słu­gu­jąc się w nisz­cze­niu bun­krów ła­dun­ka­mi ku­mu­la­cyj­ny­mi. I wresz­cie cho­dzi o ta­kie for­ma­cje, któ­re zor­ga­ni­zo­wa­no w celu pro­wa­dze­nia spe­cy­ficz­nych dzia­łań mi­li­tar­nych – choć­by nie­miec­ki ruch par­ty­zanc­ki czy We­rwolf.

Nie na­le­ży my­lić nie­miec­kich jed­no­stek spe­cjal­nych z tak zwa­ny­mi gru­pa­mi bo­jo­wy­mi (Kamp­fgrup­pen), or­ga­ni­zo­wa­ny­mi z róż­nych od­dzia­łów sił zbroj­nych dla prze­pro­wa­dze­nia po­je­dyn­czej, kon­kret­nej ope­ra­cji woj­sko­wej. Za­sad­ni­czą róż­ni­cą mię­dzy jed­nost­ka­mi spe­cjal­ny­mi a gru­pa­mi bo­jo­wy­mi było to, że owe pierw­sze po­wo­ły­wa­no na sta­łe, te dru­gie zaś for­mo­wa­no w try­bie do­raź­nym i na krót­ko.Podziękowania

Je­stem szcze­gól­nie wdzięcz­ny i dzię­ku­ję za po­moc oraz współ­pra­cę wie­lu oso­bom i in­sty­tu­cjom, któ­re przy­czy­ni­ły się do po­wsta­nia tej książ­ki.

Spo­śród tych in­sty­tu­cji na szcze­gól­ne wy­róż­nie­nie za­słu­gu­ją wy­dział do­ku­men­tów, zdjęć i ksią­żek dru­ko­wa­nych Im­pe­rial­ne­go Mu­zeum Woj­ny, róż­ne ko­mór­ki hi­sto­rycz­ne bry­tyj­skie­go Mi­ni­ster­stwa Obro­ny oraz Pu­blic Re­cord Of­fi­ce (PRO). Chciał­bym też po­dzię­ko­wać za­gra­nicz­nym mu­ze­om i ar­chi­wom, szcze­gól­nie tym w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, Niem­czech i Au­strii.

Spo­śród or­ga­ni­za­cji we­te­ra­nów, z któ­rych po­mo­cy ko­rzy­sta­łem, wspo­mnę o tej sku­pia­ją­cej by­łych żoł­nie­rzy mo­jej daw­nej jed­nost­ki, czy­li Puł­ku Spa­do­chro­no­we­go, a tak­że Bund Deut­scher Fal­l­schirm­jäger, Tra­di­tion­sver­band Pan­zer­korps „Gross­deutsch­land” oraz HIAG. Tych, któ­rych po­moc oka­za­ła się dla mnie bez­cen­na, jest zbyt wie­lu, by wy­mie­nić ich tu wszyst­kich z na­zwi­ska, lecz szcze­gól­nie go­rą­co dzię­ku­ję ta­kim oso­bom, jak: Mat­thew Co­oper, Ter­ry Char­man, Geo­r­ge Clo­ut i John Har­ding (wszy­scy z Wiel­kiej Bry­ta­nii) oraz puł­kow­nik Erich Busch, puł­kow­nik Ru­dolf Wit­zig, Karl He­inz Bruch, Rudi Ham­buch, Franz Jo­sef Ku­gel i Paul Beck z Nie­miec.

Ni­cze­go nie uda­ło­by mi się osią­gnąć bez wspar­cia i za­chę­ty ze stro­ny mo­jej dro­giej żony Edel­trau­de i na­szej cór­ki Bar­ba­ry Shaw, któ­ra prze­pi­sa­ła na ma­szy­nie rę­ko­pis. I wresz­cie chcę ser­decz­nie po­dzię­ko­wać wy­daw­cy Lio­ne­lo­wi Le­ven­tha­lo­wi, któ­re­go pra­cow­ni­cy prze­obra­zi­li wspo­mnia­ny ma­nu­skrypt w książ­kę w jej osta­tecz­nym kształ­cie – zwłasz­cza Da­vi­do­wi, Be­ryl, Tes­sie i Lyn­dzie z ze­spo­łu re­dak­cyj­ne­go wy­daw­nic­twa Arms and Ar­mo­ur Press.

Gdy skła­dam te po­dzię­ko­wa­nia po za­koń­czo­nej pra­cy nad książ­ką, wspo­mi­nam tych wszyst­kich, któ­rzy przy­czy­ni­li się do ubar­wie­nia jej tre­ści swo­imi li­sta­mi, aneg­do­ta­mi i opo­wie­ścia­mi. Aż trud­no so­bie wy­obra­zić, że ła­god­ni, star­si dżen­tel­me­ni, któ­rych po­zna­łem i z któ­ry­mi ko­re­spon­do­wa­łem, to ci sami lu­dzie, któ­rych nie­gdy­siej­sze wy­czy­ny opi­sa­łem w tej książ­ce. Spo­śród tych wszyst­kich, któ­rzy słu­ży­li w si­łach spe­cjal­nych, jed­no na­zwi­sko za­słu­gu­je na szcze­gól­ne wy­róż­nie­nie – po­rucz­nik Gra­bert, je­den z pierw­szych bran­den­bur­czy­ków, któ­ry po­legł za swój kraj na fron­cie wschod­nim. To wła­śnie jego pa­mię­ci, jako re­pre­zen­tan­to­wi wszyst­kich żoł­nie­rzy nie­miec­kich jed­no­stek spe­cjal­nych, de­dy­ku­ję tę książ­kę z wy­ra­za­mi sza­cun­ku.

Ja­mes S. Lu­cas, Lon­dynWprowadzenie

Dzi­siaj w każ­dej ar­mii siły spe­cjal­ne uwa­ża się za jej eli­tę. Po czę­ści wy­ni­ka to za­pew­ne z ich do­bo­ro­we­go cha­rak­te­ru i nie­jaw­nej na­tu­ry ich ope­ra­cji. Pu­bli­ku­je się nie­wie­le ofi­cjal­nych in­for­ma­cji o mi­sjach, któ­re for­ma­cje te po­dej­mu­ją, a wo­bec bra­ku fa­cho­wej i ści­słej wie­dzy na ich te­mat opi­nia pu­blicz­na fan­ta­zju­je o śmia­łych wy­czy­nach ko­man­do­sów, ich spe­cjal­nym uzbro­je­niu, skraj­nie wy­czer­pu­ją­cym szko­le­niu i bły­sko­tli­wie wy­ko­ny­wa­nych za­dań.

Siły spe­cjal­ne są na pew­no for­ma­cja­mi eli­tar­ny­mi. Ota­cza je zwy­cię­ski nimb. Dys­kret­nie, po ci­chu pro­wa­dzą na­bór kan­dy­da­tów i przyj­mu­ją tyl­ko tych, któ­rzy speł­nia­ją nie­zwy­kle wy­śru­bo­wa­ne wy­ma­ga­nia. Ko­man­do­si cie­szą się opi­nią lu­dzi twar­dych jak stal. Wy­da­je się, że mają nie­okre­ślo­ny, swo­isty urok, któ­ry przy­cią­ga rze­sze chęt­nych, sku­tecz­niej na­wet niż nie­gdy­siej­sze ele­ganc­kie, barw­ne mun­du­ry woj­sko­we. Obec­nie żoł­nie­rze jed­no­stek spe­cjal­nych nie no­szą wy­róż­nia­ją­cych się uni­for­mów, lecz zwy­czaj­ne umun­du­ro­wa­nie po­lo­we, a na­wet odzież cy­wil­ną, gdyż ta­kie stro­je uła­twia­ją prze­pro­wa­dza­nie wie­lu taj­nych ak­cji. Współ­cze­śnie człon­kom od­dzia­łów spe­cjal­nych za­le­ży na tym, aby nie rzu­cać się w oczy, nie wy­róż­niać z tłu­mu, a więc nie zdra­dzać swo­jej przy­na­leż­no­ści do sił zbroj­nych. Po­ku­sa do­łą­cze­nia do gru­py ano­ni­mo­wych, prze­cięt­nie ubra­nych lu­dzi pro­wa­dzą­cych se­kret­ne dzia­ła­nia to nowe zja­wi­sko, któ­re po­ja­wi­ło się w po­ło­wie XX wie­ku.

Wo­bec wspo­mnia­nej aury wy­jąt­ko­wo­ści, jaką roz­ta­cza­ją wo­kół sie­bie za­ma­sko­wa­ni lu­dzie z sił spe­cjal­nych, może za­ska­ki­wać, że wy­ko­rzy­sty­wa­nie prze­brań i tak­ty­ki ty­po­wej dla woj­ny par­ty­zanc­kiej, dziś nie­od­łącz­nie po­wią­za­ne z ak­cja­mi wspo­mnia­nych for­ma­cji, wzbu­dza­ło wiel­ką nie­chęć u woj­sko­wych i stra­te­gów z pierw­szych dzie­się­cio­le­ci mi­nio­ne­go stu­le­cia. Spo­sób po­stę­po­wa­nia per­so­ne­lu dzi­siej­szych sił spe­cjal­nych był­by nie­zro­zu­mia­ły dla ty­po­wych żoł­nie­rzy z prze­szło­ści.

W daw­niej­szych, po­nie­kąd „ro­man­tycz­nych” cza­sach, żoł­nie­rze eli­tar­nych jed­no­stek woj­sko­wych ob­no­si­li się ze swo­ją przy­na­leż­no­ścią do tak świet­nych od­dzia­łów, z dumą pre­zen­tu­jąc dys­tynk­cje, wy­róż­nia­ją­ce ich jako wy­brań­ców ze zna­nych wszyst­kim, do­bo­ro­wych puł­ków. W eli­tar­nym puł­ku żoł­nierz czuł się kimś wy­jąt­ko­wym, nie­za­stą­pio­nym. Poza nim – gu­bił się w bez­i­mien­nym tłu­mie. Ta buta zwią­za­na ze służ­bą w do­bo­ro­wych puł­kach spra­wia­ła, że tra­dy­cyj­nie żoł­nie­rze uwa­ża­li par­ty­zan­tów i po­wstań­ców za zwy­czaj­nych ban­dy­tów; trak­to­wa­no ich bez­li­to­śnie, po­nie­waż byli nie­bez­piecz­ni z ra­cji no­sze­nia cy­wil­nych stro­jów, przez któ­re nie moż­na ich było zi­den­ty­fi­ko­wać jako człon­ków sił zbroj­nych nie­przy­ja­cie­la. Poza tym par­ty­zan­ci, aby osią­gnąć swo­je cele, czę­sto nie gra­li czy­sto: prze­bie­ra­li się w mun­du­ry oku­pan­tów, prze­pro­wa­dza­li akty sa­bo­ta­żu i sto­so­wa­li nie­kon­wen­cjo­nal­ne środ­ki, aby za­szko­dzić wro­go­wi – przy tym pra­wie ni­g­dy nie sta­wa­li do otwar­tej wal­ki. Wo­le­li znik­nąć w ciem­no­ściach albo ukryć się po­śród miej­sco­wej lud­no­ści. Taką tak­ty­kę uwa­ża­no za nie­uczci­wą.

W mi­nio­nych cza­sach za­wo­do­wi pru­scy i nie­miec­cy woj­sko­wi od­no­si­li się do kon­cep­cji sił spe­cjal­nych z nie­skry­wa­ną od­ra­zą. W Niem­czech żoł­nie­rze, a zwłasz­cza ofi­ce­ro­wie, mie­li wy­jąt­ko­wo uprzy­wi­le­jo­wa­ny sta­tus spo­łecz­ny. Żoł­nierz był tam kimś od­da­nym wspól­nej spra­wie; cho­dził pod bro­nią, bo po­wi­nien bro­nić oj­czy­zny, i od­czu­wał dumę z fak­tu no­sze­nia nie­miec­kie­go mun­du­ru. W ar­mii nie­miec­kiej, tak jak w więk­szo­ści wojsk kra­jów eu­ro­pej­skich w tam­tych cza­sach, ist­nia­ła nie­mal mi­stycz­na więź mię­dzy wo­jow­ni­kiem a su­we­re­nem, a póź­niej wła­snym na­ro­dem, zbu­do­wa­na przede wszyst­kim na ho­no­rze. Od­czu­wa­no dumę ze swo­je­go na­ro­du i dumę żoł­nier­ską. Ho­no­ru tego nie moż­na było ni­czym zbru­kać, a uwa­ża­no, że wy­ko­rzy­sty­wa­nie cy­wil­nych stro­jów w celu za­ma­sko­wa­nia swo­jej mi­li­tar­nej funk­cji albo też no­sze­nie mun­du­rów wro­ga dla osią­gnię­cia okre­ślo­ne­go suk­ce­su tak­tycz­ne­go, to coś, co pla­mi ów żoł­nier­ski ho­nor, a za­tem i ho­nor ca­łe­go kra­ju. W isto­cie ta­kie­go ro­dza­ju pod­stę­py uzna­wa­no za coś nie­mal rów­nie od­ra­ża­ją­ce­go jak szpie­go­stwo – za coś oszu­kań­cze­go, pod­stęp­ne­go i nie­god­ne­go dżen­tel­me­na.

Na krót­ko przed wy­bu­chem dru­giej woj­ny świa­to­wej w gro­nie wyż­szych ran­gą do­wód­ców ar­mii nie­miec­kiej roz­wa­ża­no po­mysł zor­ga­ni­zo­wa­nia w ra­mach We­hr­mach­tu od­dzia­łów spe­cjal­nych, któ­re sto­so­wa­ły­by tak­ty­kę par­ty­zanc­ką albo pro­wa­dzi­ły dzia­ła­nia pod­jaz­do­we, być może w prze­bra­niu. Tra­dy­cjo­na­li­ści z nie­miec­kie­go kor­pu­su ofi­cer­skie­go, ma­ją­cy nie­mal mi­stycz­ny sza­cu­nek dla mun­du­ru, od­rzu­ca­li jako per­fid­ne po­słu­gi­wa­nie się prze­bra­niem i wy­ra­ża­li opi­nię, że żoł­nie­rze słu­żą­cy w nie­re­gu­lar­nych jed­nost­kach to albo lu­dzie nie­przy­sto­so­wa­ni do prze­strze­ga­nia dys­cy­pli­ny woj­sko­wej, albo szpie­dzy lub agen­ci. Po­mi­mo ta­kie­go na­der nie­chęt­ne­go na­sta­wie­nia star­szych ran­gą ofi­ce­rów nie­miec­ki kontr­wy­wiad, czy­li Abweh­ra, zor­ga­ni­zo­wał nie­wiel­kie ko­man­da, póź­niej zna­ne jako jed­nost­ka Bran­den­burg, któ­re mia­ły zo­stać uży­te do dzia­łań na za­ple­czu wro­ga i w ak­cjach an­ty­sa­bo­ta­żo­wych. Już w trak­cie woj­ny ofi­ce­ro­wie nie­miec­kich wojsk lą­do­wych mie­li oka­zję się prze­ko­nać, że od­dzia­ły tego typu i sto­so­wa­na przez nich dy­wer­syj­na tak­ty­ka są sku­tecz­ne przy mi­ni­mal­nych stra­tach wła­snych. Mimo to wie­lu do­wód­ców przez więk­szość lat woj­ny sprze­ci­wia­ło się uży­ciu jed­no­stek spe­cjal­nych.

Jed­nak o ile kon­ser­wa­tyw­nie na­sta­wie­ni do­wód­cy wojsk lą­do­wych uwa­ża­li wy­ko­rzy­sta­nie nie­re­gu­lar­nych jed­no­stek za nie­ho­no­ro­we, o tyle inne nie­miec­kie or­ga­ni­za­cje mi­li­tar­ne i pa­ra­mi­li­tar­ne nie mia­ły ta­kich opo­rów. Oso­by z kie­row­nic­twa SS en­tu­zja­stycz­nie pod­chwy­ci­ły nowe idee i me­to­dy wal­ki. Nie czu­ły się skrę­po­wa­ne przez tra­dy­cyj­ne woj­sko­we do­gma­ty i oka­za­ły się na tyle otwar­te na nowe kon­cep­cje, że do­strze­ga­ły prak­tycz­ne ko­rzy­ści uży­cia nie­re­gu­lar­nych wojsk jako wspar­cia pod­czas walk kon­wen­cjo­nal­nych for­ma­cji. Wie­lu ofi­ce­rów SS było we­te­ra­na­mi starć ulicz­nych, to­czo­nych w po­cząt­ko­wym okre­sie walk par­tii na­zi­stow­skiej o wła­dzę w Niem­czech, w związ­ku z czym sami mie­li oka­zję się prze­ko­nać, jaki po­ten­cjał tkwi w od­po­wied­nio wy­ko­rzy­sty­wa­nych ma­łych zbroj­nych jed­nost­kach. Jesz­cze przed wy­bu­chem dru­giej woj­ny świa­to­wej SD, Służ­ba Bez­pie­czeń­stwa SS, prze­rzu­ci­ła swo­ich lu­dzi do Czech w roli pro­wo­ka­to­rów, któ­rzy pod­grze­wa­li kry­zys po­li­tycz­ny, co osta­tecz­nie do­pro­wa­dzi­ło do roz­bi­cia Cze­cho­sło­wa­cji oraz za­ję­cia Czech i Mo­raw przez Niem­cy. Kie­dy wy­bu­chła woj­na, lu­dzie ze wspo­mnia­nej służ­by nie wa­ha­li się wy­ko­rzy­stać wszel­kich do­stęp­nych środ­ków dla po­krzy­żo­wa­nia szy­ków nie­przy­ja­cie­lo­wi i za­pew­nie­nia swo­im woj­skom róż­nych ko­rzy­ści; w SS mniej przej­mo­wa­no się kwe­stia­mi etycz­ny­mi, a bar­dziej dą­że­niem do od­nie­sie­nia zwy­cię­stwa.

Do­wód­cy z SS i ich ko­le­dzy z SD byli am­bit­ni. Wo­bec od­rzu­ce­nia przez woj­sko kon­cep­cji uży­cia nie­re­gu­lar­nych jed­no­stek i bar­dziej prag­ma­tycz­ne­go na­sta­wie­nia SS do ta­kich for­ma­cji, zro­zu­mia­łe jest, że kie­dy w koń­cu do­szło do or­ga­ni­zo­wa­nia w Niem­czech nie­kon­wen­cjo­nal­nych for­ma­cji mi­li­tar­nych, to wła­śnie SS mo­gła to uczy­nić naj­le­piej i naj­spraw­niej. W or­ga­ni­za­cji tej do­brze bo­wiem ro­zu­mia­no, ja­kie są moż­li­wo­ści i ja­kie ko­rzy­ści moż­na uzy­skać, wpro­wa­dza­jąc do wal­ki małe od­dzia­ły do­brze uzbro­jo­nych i zde­ter­mi­no­wa­nych lu­dzi.

Naj­wię­cej nie­miec­kich for­ma­cji spe­cjal­nych po­wsta­ło w efek­cie ry­wa­li­za­cji pew­ne­go ad­mi­ra­ła i pew­ne­go ge­ne­ra­ła SS o prze­ję­cie kon­tro­li nad agen­cja­mi wy­wia­dow­czy­mi Trze­ciej Rze­szy. Wspo­mnia­ny ad­mi­rał, Wil­helm Ca­na­ris, uczy­nił z ko­mór­ki wy­wia­dow­czo-szpie­gow­skiej We­hr­mach­tu – Abweh­ry – spraw­ną i roz­bu­do­wa­ną or­ga­ni­za­cję. Kon­ku­ro­wał z nim ge­ne­rał (Grup­pen­füh­rer, po­tem Obe­rgrup­pen­füh­rer) SS Re­in­hard Hey­drich bę­dą­cy przez pe­wien czas sze­fem służ­by bez­pie­czeń­stwa SS. Byli to dwaj głów­ni gra­cze, ale istot­ną rolę ode­gra­li tak­że inni. Do­wód­cy jed­no­stek spe­cjal­nych wy­ka­za­li się po­my­sło­wo­ścią, od­wa­gą i przy­tom­no­ścią umy­słu w kie­ro­wa­niu swo­imi ludź­mi pod­czas ak­cji na lą­dzie, mo­rzu i w po­wie­trzu. Jed­nak­że każ­da z tych jed­no­stek i broń, z któ­rej ko­rzy­sta­ły, to efekt – choć­by po­śred­ni – sta­rań i za­bie­gów oraz dys­po­zy­cji i roz­ka­zów wy­da­nych przez Ca­na­ri­sa albo Hey­dri­cha.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij