Komandosi Hitlera. Niemieckie siły specjalne w czasie II wojny światowej - ebook
Komandosi Hitlera. Niemieckie siły specjalne w czasie II wojny światowej - ebook
Na morzach Niemcy rzucili do walki flotylle „żywych torped” i kutrów wypełnionych materiałami wybuchowymi. W powietrzu z pierwszych sprawnych samolotów odrzutowych zorganizowali eskadry mające powstrzymać aliancką ofensywę bombową. Z kolei na lądzie elitarne, świetnie wyszkolone i śmiałe jednostki „Brandenburg” przenikały daleko na nieprzyjacielskie tyły, a pod koniec wojny bataliony starszych wiekiem mężczyzn wyruszyły pieszo lub rowerami do Berlina, aby bronić stolicy Rzeszy przed szturmem radzieckich sił pancernych. W innych częściach Niemiec organizacja o nazwie Werwolf werbowała i szkoliła młodzież w prowadzeniu działań partyzanckich. W wojnie wzięli też czynni udział młodzicy z Hitlerjugend, nastolatki, czasem po prostu dzieci, dokonujące aktów sabotażu w obiektach wojskowych i napadające na brytyjskich i amerykańskich żołnierzy. Niemieckie siły specjalne w latach drugiej wojny światowej nigdy nie osiągnęły potencjału dorównującego temu, który stał się udziałem alianckich spadochroniarzy, komandosów i rangersów czy też jednostek SAS (Special Air Service). Szkodliwe wewnętrzne konflikty oraz tradycyjna nieufność i konserwatywność niemieckiego naczelnego dowództwa hamowały ich rozwój. Miały jednak swój udział w próbach uchronienia Rzeszy przed klęską w ostatniej fazie wojny.
Spis treści
Wstęp
Przedsłowie
Podziękowania
Wprowadzenie
Część pierwsza JEDNOSTKI SPECJALNE WOJSK LĄDOWYCH
Rozdział 1 Abwehra i jednostka specjalna „Brandenburg”
Rozdział 2 Pretekst do wypowiedzenia wojny
Rozdział 3 Blef, który zadziałał
Rozdział 4 Szturm z przestworzy
Rozdział 5 Interdykt
Rozdział 6 „Barbarossa”
Rozdział 7 Rajdy na nieprzyjacielskim zapleczu
Rozdział 8 Skorzeny
Rozdział 9 Niedoszła likwidacja partyzanckiego sztabu
Rozdział 10 Nieoczekiwana kontrofensywa
Rozdział 11 Krach niemieckich sił specjalnych
Część druga JEDNOSTKI SPECJALNE KRIEGSMARINE
Rozdział 1 Grupa „K”
Rozdział 2 „Żywe torpedy” i miniaturowe łodzie podwodne
Rozdział 3 Łodzie motorowe i oddziały płetwonurków
Część trzecia JEDNOSTKI SPECJALNE LUFTWAFFE
Rozdział 1 W obronie nieba nad Rzeszą
Rozdział 2 Sokoły i żółtodzioby
Rozdział 3 Sonderkommando Elbe
Rozdział 4 KG 200
Część czwarta „POLITYCZNE” FORMACJE SPECJALNE
Rozdział 1 Starcy i dzieci
Rozdział 2 Werwolf na zachodzie
Rozdział 3 Werwolf na wschodzie
Rozdział 4 Freikorpsy
Zakończenie
Dodatek 1 Glosariusz
Dodatek 2 Działania formacji Brandenburg (1939–1945)
Wybrana bibliografia
| Kategoria: | Historia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-7773-478-0 |
| Rozmiar pliku: | 12 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Wstęp
Przedsłowie
Podziękowania
Wprowadzenie
Część pierwsza JEDNOSTKI SPECJALNE WOJSK LĄDOWYCH
Rozdział 1 Abwehra i jednostka specjalna „Brandenburg”
Rozdział 2 Pretekst do wypowiedzenia wojny
Rozdział 3 Blef, który zadziałał
Rozdział 4 Szturm z przestworzy
Rozdział 5 Interdykt
Rozdział 6 „Barbarossa”
Rozdział 7 Rajdy na nieprzyjacielskim zapleczu
Rozdział 8 Skorzeny
Rozdział 9 Niedoszła likwidacja partyzanckiego sztabu
Rozdział 10 Nieoczekiwana kontrofensywa
Rozdział 11 Krach niemieckich sił specjalnych
Część druga JEDNOSTKI SPECJALNE KRIEGSMARINE
Rozdział 1 Grupa „K”
Rozdział 2 „Żywe torpedy” i miniaturowe łodzie podwodne
Rozdział 3 Łodzie motorowe i oddziały płetwonurków
Część trzecia JEDNOSTKI SPECJALNE LUFTWAFFE
Rozdział 1 W obronie nieba nad Rzeszą
Rozdział 2 Sokoły i żółtodzioby
Rozdział 3 Sonderkommando Elbe
Rozdział 4 KG 200
Część czwarta „POLITYCZNE” FORMACJE SPECJALNE
Rozdział 1 Starcy i dzieci
Rozdział 2 Werwolf na zachodzie
Rozdział 3 Werwolf na wschodzie
Rozdział 4 Freikorpsy
Zakończenie
Dodatek 1 Glosariusz
Dodatek 2 Działania formacji Brandenburg (1939–1945)
Wybrana bibliografiaWstęp
Książka Jamesa Lucasa o niemieckich jednostkach specjalnych z czasów drugiej wojny światowej ukazała się w 1985 roku i z naukowego punktu widzenia wytrzymała próbę czasu. Już od wojny prusko-francuskiej w 1870 roku, podczas której francuscy franc tireurs atakowali niemieckie linie komunikacyjne nad Renem, armia niemiecka miała bardzo niechętny stosunek do wszelkich działań partyzanckich. Akcje nieregularnych oddziałów wojskowych uchodziły za podstępne i zdradzieckie, a użycie broni przez cywilów – za nieuczciwe. Niemiecki żołnierz uważał się za szlachetnego obrońcę ojczyzny. Na wojnie nie było miejsca dla powstańców, których w trakcie kolonialnych konfliktów zbrojnych w Afryce oraz w latach pierwszej wojny światowej rozstrzeliwano na miejscu.
W efekcie niewielki rozwój niemieckich sił specjalnych w latach drugiej wojny światowej wynikał w pewnej mierze z tradycyjnie niechętnego nastawienia do takich niekonwencjonalnych działań. Przedwojenna niemiecka Reichswehra odnosiła się z dezaprobatą do tworzenia jednostek Fallschirmjäger (spadochronowych). Ostatecznie ich organizację powierzono Luftwaffe, która i tak dysponowała odpowiednim wyposażeniem. Oddziały spadochroniarzy lekceważono jako zbyt słabo uzbrojone, a dowództwo niemieckiej armii lądowej podzielało rozpowszechniony wtedy prawie na całym świecie pogląd, że formacje takie nie mogą operować skutecznie na nieprzyjacielskim terytorium. Oddziałami specjalnymi w dzisiejszym rozumieniu tego terminu, jednostkami desantu powietrznego czy morskiego, niezbyt się interesowano.
Biorąc przykład z Sowietów, którzy w 1935 roku w czasie ćwiczeń pod Kijowem zademonstrowali masowy desant spadochronowy, szef Luftwaffe Göring postanowił przekształcić doborową jednostkę pruskiej policji polowej pod dowództwem majora Weckego w pierwszą niemiecką formację wojsk spadochronowych. Oberstleutnant (podpułkownik), a później generał Kurt Student, który przypatrywał się wspomnianym sowieckim ćwiczeniom i był pod ich wrażeniem, otrzymał zadanie rozbudowy tej jednostki. Zastanawiano się tylko, czy te nowe wojska spadochronowe powinny być przeznaczone do nagłych ataków i rajdów na tyłach wroga, czy też, jak chciało dowództwo armii lądowej, do odgrywania roli oddziałów czołowych, zrzucanych tuż za frontem na szlaku natarcia wojsk naziemnych. Student opowiadał się za samodzielnym użyciem jednostek powietrznodesantowych na szczeblu operacyjnym. Wymagało to utworzenia całej dywizji powietrznodesantowej, mającej w składzie pułk spadochronowy oraz dwa pułki lekkiej piechoty przystosowane do przewozu drogą powietrzną. Problem przerzutu broni ciężkiej dla tych jednostek rozwiązano za sprawą wprowadzenia wojskowych szybowców transportowych. Były to duże konstrukcje, zdolne do przewożenia broni przeciwpancernej i artylerii, przysposobione do korzystania z przygodnych lądowisk, a nie, w odróżnieniu od szybowców sportowych, do podniebnych akrobacji. Niemiecką dywizję powietrznodesantową zorganizowano po cichu w przededniu drugiej wojny światowej.
Do czasu błyskawicznego ataku z powietrza na „twierdzę Holandia” w 1940 roku masowy desant spadochronowy w warunkach bojowych był, przynajmniej na Zachodzie, czymś niespotykanym. Wojska alianckie zaszokowała łatwość, z jaką mały oddział szybowcowy opanował potężną belgijską fortecę Eben Emael. W sierpniu 1914 roku te nadgraniczne belgijskie fortyfikacje szturmowało – przez jedenaście dni – aż 60 000 niemieckich żołnierzy, nim udało się je zdobyć. Natomiast 10 maja 1940 roku zaledwie nieco ponad 400 żołnierzy wojsk powietrznodesantowych lecących w 48 samolotach transportowych holujących 42 szybowce desantowe zajęło mosty oraz Eben Emael w ciągu zaledwie godziny. Okazało się, że jednostki specjalne mogą zdobywać strategiczne cele w ramach wielkich operacji militarnych.
Podczas rozbudowy organizacyjnej towarzyszącej tworzeniu niemieckiego Korpusu Powietrznodesantowego grupę szturmową Koch, która zdobyła Eben Emael, rozwinięto w pełny szturmowy pułk szybowcowo-spadochronowy. Wspomniany korpus został zdziesiątkowany w następnym roku podczas powietrznego desantu na Kretę – jedynego celu strategicznego, jaki kiedykolwiek miał zostać opanowany wyłącznie przez siły powietrzne. Pułk Szturmowy stracił 70 procent spośród 1860 żołnierzy, natomiast 7. Dywizja Lotnicza została zredukowana z dziewięciu do niepełnych czterech batalionów. Hitler zakazał wtedy dalszego rozbudowywania wojsk desantu powietrznego.
Przez resztę wojny niemieckie dywizje i korpusy spadochronowe wykorzystywano w roli doborowej piechoty, formacji „awaryjnych”, które kierowano na zagrożone odcinki frontów. Akcje desantowe z udziałem oddziałów szybowcowych i spadochronowych ograniczały się do szczebla kompanii, maksymalnie batalionu. Włoskiego dyktatora Mussoliniego uwolniono z aresztu domowego za sprawą spektakularnego desantu szybowcowego – wylądował on w pobliżu hotelu, w którym internowano Mussoliniego we włoskiej „republice” Gran Sasso w lipcu 1943 roku.
Jednostka o sile batalionu przeprowadziła także desant szybowcowy na kwaterę główną partyzantów Tity w Drvarze, w maju 1944 roku, w dniu urodzin Tity, jednak udało mu się uciec. Pomniejsze akcje z udziałem oddziałów desantu szybowcowego poprzedziły niemiecką karną operację wymierzoną we francuskich Marquis na z pozoru niedostępnym płaskowyżu Vercors w lipcu 1944 roku, już po lądowaniu aliantów w Normandii.
Lucas słusznie zwrócił uwagę na nieudolne działania niemieckich służb szpiegowskich, choć siatką agenturalną kierowali zdolni organizatorzy na czele z admirałem Wilhelmem Canarisem, który objął w 1935 roku kierownictwo Abwehry w Ministerstwie Wojny Rzeszy. Canaris zwiedził kawał świata, a Himmler, szef SS, uważał go za „urodzonego szpiega”. W czasach Canarisa personel niemieckich siatek wywiadowczych rozrósł się dziesięciokrotnie, lecz w działaniach przeszkadzały im konkurencyjne organizacje, przede wszystkim SD (Siecherheitsdienst) Reinharda Heydricha – tajna służba SS. Heydrich, przezywany przez swoich podwładnych blond bestią, okazał się obłudnym i nieustępliwym adwersarzem aż do swojej śmierci z rąk zamachowców w 1942 roku. Canaris był coraz bardziej rozczarowany poczynaniami nazistowskiego kierownictwa i ostatecznie, gdy naraził się SD, w lutym 1944 roku został pozbawiony swojej funkcji. Aresztowano go po lipcowym zamachu na Hitlera i stracono na miesiąc przed zakończeniem wojny.
Niemiecki wywiad wojskowy, rozdarty przez wewnętrzne spory, z biegiem wojny coraz częściej zawodził. Lucas dobrze opisał jego amatorskie działania na początku wojny i chaotyczny charakter wywiadowczych przygotowań do operacji „Lew Morski”, czyli planowanej w 1940 roku inwazji na Wielką Brytanię. Szacunki niemieckiego wywiadu dotyczące liczebności alianckiego garnizonu przed okupionym wielkimi stratami desantem na Kretę, okazały się aż trzykrotnie zaniżone. Niemieckich spadochroniarzy poinformowano, że na wyspie tej nie napotkają silniejszych alianckich wojsk, a Kreteńczycy mieli być rzekomo usposobieni przyjaźnie do Niemców. Oszacowania dotyczące sił Armii Czerwonej przed atakiem na ZSRR były jeszcze mniej trafne. Dane na temat sowieckiego potencjału militarnego, ocenianego na 200 dywizji, trzeba było szybko skorygować – na rzecz 360 dywizji – już po dwóch miesiącach po uderzeniu na Związek Radziecki. Kraj ten, złośliwie nazywany robotniczym rajem, który miał się błyskawicznie rozpaść, nieoczekiwanie stawił twardy opór, rzucając do walki nowoczesne czołgi ze skutecznym opancerzeniem. T-34 i KW, o których Niemcy nic wcześniej nie wiedzieli, okazały się cięższe i lepiej uzbrojone od niemieckich wozów pancernych. Po wyznaczeniu w kwietniu 1942 roku Oberstleutnanta (podpułkownika) Reinharda Gehlena na szefa oddziału wywiadowczego Obce Armie Wschód, oceny te stały się precyzyjniejsze. Nieco wcześniej na przełomie roku 1941 i 1942 Niemców całkowicie zaskoczyła sowiecka kontrofensywa zimowa, podobnie zresztą jak nagła zmiana ogólnej sytuacji na froncie wschodnim po klęsce pod Stalingradem zimą następnego roku.
Formacją najbardziej zbliżoną do współczesnych sił specjalnych była zapewne jednostka Brandenburg, której fascynujące operacje Lucas opisał dość szczegółowo. W odróżnieniu od oddziałów spadochronowych korzystających z zaskoczenia i siły ogniowej, żołnierze tej jednostki uciekali się do forteli i działań sabotażowych. Po opanowaniu obcych języków w 1940 roku udawali personel holenderskich barek rzecznych, a w 1941 roku, przed atakiem na Jugosławię, serbskich robotników. W przebraniu sowieckich robotników i żołnierzy prowadzili swoje akcje w przededniu uderzenia na ZSRR i nawet, w strojach arabskich, monitorowali ruch alianckich okrętów wojennych w Cieśninie Gibraltarskiej i u wybrzeży Afryki Północnej. Komandosi z jednostki Brandenburg odważnie operowali wśród nieprzyjacielskich żołnierzy, przeinaczając przechwycone rozkazy, kierując na bezdroża alianckie konwoje wojskowe, przecinając połączenia telefoniczne i zdobywając dane wywiadowcze. Gdy wojska niemieckie w początkowej fazie operacji na froncie wschodnim dokonywały błyskawicznych podbojów, zapuszczali się za linie wroga, aby przechwycić najważniejsze obiekty, takie jak mosty, w ramach akcji, które czasem trwały tygodniami, do czasu nadejścia frontowych jednostek Wehrmachtu. Do tej formacji, podobnie jak do oddziałów spadochronowych, rekrutowano pomysłowych „odmieńców”, ludzi nie do końca przystosowanych do rygorów żołnierskiej dyscypliny. Zdarzały się wśród nich barwne osobowości, o życiorysach nadających się na kanwę scenariuszy hollywoodzkich filmów.
Lucas opisał też wiele innych, mniej znanych jednostek specjalnych Kriegsmarine i Luftwaffe, w rodzaju KG 200, również uczestniczących w tajnych operacjach. W książce znajduje się opis „żywej torpedy” Neger, z której odpalano typową torpedę z częściowo zanurzonego, sterowanego nosiciela. Motorowe kutry wypełnione ładunkami wybuchowymi miały służyć do niszczenia żeglugi w nieprzyjacielskich portach, a nurkowie morskich sił specjalnych niszczyli i wysadzali w powietrze główne przeprawy rzeczne, mosty utracone w trakcie błyskawicznej alianckiej ofensywy w zachodniej Europie po przełamaniu frontu w Normandii. Przeprowadzano rajdy na most na rzece Waal w pobliżu Nijmegen, zdobyty przez aliantów we wrześniu 1944 roku, oraz na ocalały most na Renie w Remagen w marcu 1945 roku.
Niemieckie siły specjalne w latach drugiej wojny światowej nigdy nie osiągnęły potencjału dorównującego temu, który stał się udziałem alianckich spadochroniarzy, komandosów i rangersów czy też jednostek SAS (Special Air Service). Szkodliwe konflikty wewnętrzne i tarcia oraz tradycyjna nieufność i konserwatyzm niemieckiego naczelnego dowództwa hamowały ich rozwój. Po odejściu Canarisa wiele jednostek specjalnych wcielono do SS, a w organizacji tej, powstałej w czasach bójek ulicznych nazistów z komunistami, doceniano znaczenie i rolę agentów oraz prowokatorów. Członkowie niemieckich oddziałów specjalnych poprzebierani w amerykańskie mundury przeniknęli na tyły wojsk alianckich lub byli zrzucani ze spadochronami na nieprzyjacielskie zaplecze tuż przed kontrofensywą w Ardenach, ostatnim wielkim kontruderzeniem przeprowadzonym przez Hitlera na froncie zachodnim. Wprawdzie udało im się wywołać pewne zamieszanie, lecz akcja ta była już tylko cieniem skutecznych działań jednostki Brandenburg ze szczytowego okresu ery blitzkriegu.
Robert Kershaw, 2014Przedsłowie
Konflikt zbrojny między Niemcami a Polską, który wybuchł 1 września 1939 roku, wciągnął w swoją orbitę tyle krajów, że z czasem przeobraził się w wojnę światową. Książka ta opowiada o militarnych służbach specjalnych tylko jednego z europejskich uczestników tego globalnego starcia – Niemiec – a w szczególności o dziejach jednostek specjalnych niemieckich wojsk lądowych, marynarki wojennej i sił powietrznych, zorganizowanych i wykorzystanych bojowo podczas pięciu lat owej wojny.
W tym miejscu powinienem wyznaczyć zakres pojęciowy terminu „siły specjalne”. W moim rozumieniu są to formacje, spełniające co najmniej jedno z trzech kryteriów. Po pierwsze, należą do nich oddziały konwencjonalnych sił zbrojnych, przekształcone w jednostki bojowe o specjalnym przeznaczeniu. Zaliczam do tej kategorii na przykład pilotów tych jednostek Luftwaffe, których zadaniem było taranowanie w powietrzu samolotów przeciwnika. Po drugie, chodzi o jednostki przeprowadzające akcje bojowe z użyciem oryginalnej, niecodziennej taktyki i broni. Kryterium to spełniają wojska desantu szybowcowego, które zaatakowały fortecę Eben Emael, posługując się w niszczeniu bunkrów ładunkami kumulacyjnymi. I wreszcie chodzi o takie formacje, które zorganizowano w celu prowadzenia specyficznych działań militarnych – choćby niemiecki ruch partyzancki czy Werwolf.
Nie należy mylić niemieckich jednostek specjalnych z tak zwanymi grupami bojowymi (Kampfgruppen), organizowanymi z różnych oddziałów sił zbrojnych dla przeprowadzenia pojedynczej, konkretnej operacji wojskowej. Zasadniczą różnicą między jednostkami specjalnymi a grupami bojowymi było to, że owe pierwsze powoływano na stałe, te drugie zaś formowano w trybie doraźnym i na krótko.Podziękowania
Jestem szczególnie wdzięczny i dziękuję za pomoc oraz współpracę wielu osobom i instytucjom, które przyczyniły się do powstania tej książki.
Spośród tych instytucji na szczególne wyróżnienie zasługują wydział dokumentów, zdjęć i książek drukowanych Imperialnego Muzeum Wojny, różne komórki historyczne brytyjskiego Ministerstwa Obrony oraz Public Record Office (PRO). Chciałbym też podziękować zagranicznym muzeom i archiwom, szczególnie tym w Stanach Zjednoczonych, Niemczech i Austrii.
Spośród organizacji weteranów, z których pomocy korzystałem, wspomnę o tej skupiającej byłych żołnierzy mojej dawnej jednostki, czyli Pułku Spadochronowego, a także Bund Deutscher Fallschirmjäger, Traditionsverband Panzerkorps „Grossdeutschland” oraz HIAG. Tych, których pomoc okazała się dla mnie bezcenna, jest zbyt wielu, by wymienić ich tu wszystkich z nazwiska, lecz szczególnie gorąco dziękuję takim osobom, jak: Matthew Cooper, Terry Charman, George Clout i John Harding (wszyscy z Wielkiej Brytanii) oraz pułkownik Erich Busch, pułkownik Rudolf Witzig, Karl Heinz Bruch, Rudi Hambuch, Franz Josef Kugel i Paul Beck z Niemiec.
Niczego nie udałoby mi się osiągnąć bez wsparcia i zachęty ze strony mojej drogiej żony Edeltraude i naszej córki Barbary Shaw, która przepisała na maszynie rękopis. I wreszcie chcę serdecznie podziękować wydawcy Lionelowi Leventhalowi, którego pracownicy przeobrazili wspomniany manuskrypt w książkę w jej ostatecznym kształcie – zwłaszcza Davidowi, Beryl, Tessie i Lyndzie z zespołu redakcyjnego wydawnictwa Arms and Armour Press.
Gdy składam te podziękowania po zakończonej pracy nad książką, wspominam tych wszystkich, którzy przyczynili się do ubarwienia jej treści swoimi listami, anegdotami i opowieściami. Aż trudno sobie wyobrazić, że łagodni, starsi dżentelmeni, których poznałem i z którymi korespondowałem, to ci sami ludzie, których niegdysiejsze wyczyny opisałem w tej książce. Spośród tych wszystkich, którzy służyli w siłach specjalnych, jedno nazwisko zasługuje na szczególne wyróżnienie – porucznik Grabert, jeden z pierwszych brandenburczyków, który poległ za swój kraj na froncie wschodnim. To właśnie jego pamięci, jako reprezentantowi wszystkich żołnierzy niemieckich jednostek specjalnych, dedykuję tę książkę z wyrazami szacunku.
James S. Lucas, LondynWprowadzenie
Dzisiaj w każdej armii siły specjalne uważa się za jej elitę. Po części wynika to zapewne z ich doborowego charakteru i niejawnej natury ich operacji. Publikuje się niewiele oficjalnych informacji o misjach, które formacje te podejmują, a wobec braku fachowej i ścisłej wiedzy na ich temat opinia publiczna fantazjuje o śmiałych wyczynach komandosów, ich specjalnym uzbrojeniu, skrajnie wyczerpującym szkoleniu i błyskotliwie wykonywanych zadań.
Siły specjalne są na pewno formacjami elitarnymi. Otacza je zwycięski nimb. Dyskretnie, po cichu prowadzą nabór kandydatów i przyjmują tylko tych, którzy spełniają niezwykle wyśrubowane wymagania. Komandosi cieszą się opinią ludzi twardych jak stal. Wydaje się, że mają nieokreślony, swoisty urok, który przyciąga rzesze chętnych, skuteczniej nawet niż niegdysiejsze eleganckie, barwne mundury wojskowe. Obecnie żołnierze jednostek specjalnych nie noszą wyróżniających się uniformów, lecz zwyczajne umundurowanie polowe, a nawet odzież cywilną, gdyż takie stroje ułatwiają przeprowadzanie wielu tajnych akcji. Współcześnie członkom oddziałów specjalnych zależy na tym, aby nie rzucać się w oczy, nie wyróżniać z tłumu, a więc nie zdradzać swojej przynależności do sił zbrojnych. Pokusa dołączenia do grupy anonimowych, przeciętnie ubranych ludzi prowadzących sekretne działania to nowe zjawisko, które pojawiło się w połowie XX wieku.
Wobec wspomnianej aury wyjątkowości, jaką roztaczają wokół siebie zamaskowani ludzie z sił specjalnych, może zaskakiwać, że wykorzystywanie przebrań i taktyki typowej dla wojny partyzanckiej, dziś nieodłącznie powiązane z akcjami wspomnianych formacji, wzbudzało wielką niechęć u wojskowych i strategów z pierwszych dziesięcioleci minionego stulecia. Sposób postępowania personelu dzisiejszych sił specjalnych byłby niezrozumiały dla typowych żołnierzy z przeszłości.
W dawniejszych, poniekąd „romantycznych” czasach, żołnierze elitarnych jednostek wojskowych obnosili się ze swoją przynależnością do tak świetnych oddziałów, z dumą prezentując dystynkcje, wyróżniające ich jako wybrańców ze znanych wszystkim, doborowych pułków. W elitarnym pułku żołnierz czuł się kimś wyjątkowym, niezastąpionym. Poza nim – gubił się w bezimiennym tłumie. Ta buta związana ze służbą w doborowych pułkach sprawiała, że tradycyjnie żołnierze uważali partyzantów i powstańców za zwyczajnych bandytów; traktowano ich bezlitośnie, ponieważ byli niebezpieczni z racji noszenia cywilnych strojów, przez które nie można ich było zidentyfikować jako członków sił zbrojnych nieprzyjaciela. Poza tym partyzanci, aby osiągnąć swoje cele, często nie grali czysto: przebierali się w mundury okupantów, przeprowadzali akty sabotażu i stosowali niekonwencjonalne środki, aby zaszkodzić wrogowi – przy tym prawie nigdy nie stawali do otwartej walki. Woleli zniknąć w ciemnościach albo ukryć się pośród miejscowej ludności. Taką taktykę uważano za nieuczciwą.
W minionych czasach zawodowi pruscy i niemieccy wojskowi odnosili się do koncepcji sił specjalnych z nieskrywaną odrazą. W Niemczech żołnierze, a zwłaszcza oficerowie, mieli wyjątkowo uprzywilejowany status społeczny. Żołnierz był tam kimś oddanym wspólnej sprawie; chodził pod bronią, bo powinien bronić ojczyzny, i odczuwał dumę z faktu noszenia niemieckiego munduru. W armii niemieckiej, tak jak w większości wojsk krajów europejskich w tamtych czasach, istniała niemal mistyczna więź między wojownikiem a suwerenem, a później własnym narodem, zbudowana przede wszystkim na honorze. Odczuwano dumę ze swojego narodu i dumę żołnierską. Honoru tego nie można było niczym zbrukać, a uważano, że wykorzystywanie cywilnych strojów w celu zamaskowania swojej militarnej funkcji albo też noszenie mundurów wroga dla osiągnięcia określonego sukcesu taktycznego, to coś, co plami ów żołnierski honor, a zatem i honor całego kraju. W istocie takiego rodzaju podstępy uznawano za coś niemal równie odrażającego jak szpiegostwo – za coś oszukańczego, podstępnego i niegodnego dżentelmena.
Na krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej w gronie wyższych rangą dowódców armii niemieckiej rozważano pomysł zorganizowania w ramach Wehrmachtu oddziałów specjalnych, które stosowałyby taktykę partyzancką albo prowadziły działania podjazdowe, być może w przebraniu. Tradycjonaliści z niemieckiego korpusu oficerskiego, mający niemal mistyczny szacunek dla munduru, odrzucali jako perfidne posługiwanie się przebraniem i wyrażali opinię, że żołnierze służący w nieregularnych jednostkach to albo ludzie nieprzystosowani do przestrzegania dyscypliny wojskowej, albo szpiedzy lub agenci. Pomimo takiego nader niechętnego nastawienia starszych rangą oficerów niemiecki kontrwywiad, czyli Abwehra, zorganizował niewielkie komanda, później znane jako jednostka Brandenburg, które miały zostać użyte do działań na zapleczu wroga i w akcjach antysabotażowych. Już w trakcie wojny oficerowie niemieckich wojsk lądowych mieli okazję się przekonać, że oddziały tego typu i stosowana przez nich dywersyjna taktyka są skuteczne przy minimalnych stratach własnych. Mimo to wielu dowódców przez większość lat wojny sprzeciwiało się użyciu jednostek specjalnych.
Jednak o ile konserwatywnie nastawieni dowódcy wojsk lądowych uważali wykorzystanie nieregularnych jednostek za niehonorowe, o tyle inne niemieckie organizacje militarne i paramilitarne nie miały takich oporów. Osoby z kierownictwa SS entuzjastycznie podchwyciły nowe idee i metody walki. Nie czuły się skrępowane przez tradycyjne wojskowe dogmaty i okazały się na tyle otwarte na nowe koncepcje, że dostrzegały praktyczne korzyści użycia nieregularnych wojsk jako wsparcia podczas walk konwencjonalnych formacji. Wielu oficerów SS było weteranami starć ulicznych, toczonych w początkowym okresie walk partii nazistowskiej o władzę w Niemczech, w związku z czym sami mieli okazję się przekonać, jaki potencjał tkwi w odpowiednio wykorzystywanych małych zbrojnych jednostkach. Jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej SD, Służba Bezpieczeństwa SS, przerzuciła swoich ludzi do Czech w roli prowokatorów, którzy podgrzewali kryzys polityczny, co ostatecznie doprowadziło do rozbicia Czechosłowacji oraz zajęcia Czech i Moraw przez Niemcy. Kiedy wybuchła wojna, ludzie ze wspomnianej służby nie wahali się wykorzystać wszelkich dostępnych środków dla pokrzyżowania szyków nieprzyjacielowi i zapewnienia swoim wojskom różnych korzyści; w SS mniej przejmowano się kwestiami etycznymi, a bardziej dążeniem do odniesienia zwycięstwa.
Dowódcy z SS i ich koledzy z SD byli ambitni. Wobec odrzucenia przez wojsko koncepcji użycia nieregularnych jednostek i bardziej pragmatycznego nastawienia SS do takich formacji, zrozumiałe jest, że kiedy w końcu doszło do organizowania w Niemczech niekonwencjonalnych formacji militarnych, to właśnie SS mogła to uczynić najlepiej i najsprawniej. W organizacji tej dobrze bowiem rozumiano, jakie są możliwości i jakie korzyści można uzyskać, wprowadzając do walki małe oddziały dobrze uzbrojonych i zdeterminowanych ludzi.
Najwięcej niemieckich formacji specjalnych powstało w efekcie rywalizacji pewnego admirała i pewnego generała SS o przejęcie kontroli nad agencjami wywiadowczymi Trzeciej Rzeszy. Wspomniany admirał, Wilhelm Canaris, uczynił z komórki wywiadowczo-szpiegowskiej Wehrmachtu – Abwehry – sprawną i rozbudowaną organizację. Konkurował z nim generał (Gruppenführer, potem Obergruppenführer) SS Reinhard Heydrich będący przez pewien czas szefem służby bezpieczeństwa SS. Byli to dwaj główni gracze, ale istotną rolę odegrali także inni. Dowódcy jednostek specjalnych wykazali się pomysłowością, odwagą i przytomnością umysłu w kierowaniu swoimi ludźmi podczas akcji na lądzie, morzu i w powietrzu. Jednakże każda z tych jednostek i broń, z której korzystały, to efekt – choćby pośredni – starań i zabiegów oraz dyspozycji i rozkazów wydanych przez Canarisa albo Heydricha.