Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Koniec wszystkiego - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
11 marca 2026
55,90
5590 pkt
punktów Virtualo

Koniec wszystkiego - ebook

Tak upadają cywilizacje. Tak kończy się świat

· Dlaczego ludzie, którzy budują cywilizację, potrafią równie łatwo ją zniszczyć?

· Jakie ostrzeżenia zostawiła nam historia – i czy jeszcze umiemy ich słuchać?

· Czy współczesny świat naprawdę jest odporny na totalną wojnę?

· Jak blisko jesteśmy granicy, za którą kończy się nasz świat?

Victor Davis Hanson, wybitny historyk wojskowości, prowadzi czytelnika przez tysiące lat ludzkich konfliktów – od starożytnych oblężeń po podbój Nowego Świata – by ukazać, jak społeczeństwa schodzą z drogi rozumu w otchłań barbarzyństwa. W opowieściach o Tebach, Kartaginie, Konstantynopolu i Tenochtitlánie odsłania dramat, przemoc i złudzenia, które prowadziły do zagłady całych cywilizacji.

To książka, która ostrzega: zmieniły się narzędzia i język konfliktów zbrojnych, lecz ludzka natura pozostała ta sama. A wojna, która nie zna litości, wciąż może powrócić – szybciej, niż nam się wydaje.

Poruszająca, błyskotliwa i przerażająco aktualna lekcja historii, której nie możemy zignorować.

Książka niezwykle aktualna we współczesnym świecie. Zawdzięcza to zarówno umiejętnej analizie szczegółu, jak i mistrzowskiemu budowaniu ogólnego obrazu sytuacji. To dzieło o wyjątkowej głębi.

„Wall Street Journal”

Victor Davis Hanson – erudyta o bogatej wyobraźni, łączący wyważenie z przenikliwością – opowiada historię najbardziej brutalnych wojen starożytności. To dzieło, które niesie ważną lekcję także wobec wyzwań współczesnego świata.

„Claremont Review of Books”

Lektura obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych historią starożytną i przednowoczesną. Victor Davis Hanson pisze znakomitym stylem, korzystając z imponującego zasobu źródeł dawnych i współczesnych oraz uwzględniając różne punkty widzenia.

„Irish Times”

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68380-59-0
Rozmiar pliku: 3,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PRZEDMOWA

Minął zaledwie rok od publikacji pierwszego wydania książki _Koniec wszystkiego_, a nasza rzeczywistość budzi coraz większy niepokój. Zagrożenie wynika dziś z możliwości jednoczesnego wybuchu konfliktów na różnych kontynentach, które stopniowo mogą eskalować w stronę Armagedonu. Po raz pierwszy od kubańskiego kryzysu rakietowego z 1962 roku dziennikarze, politycy i dowódcy wojskowi zaczęli otwarcie mówić o ryzyku totalnej wojny nuklearnej oraz o konfliktach regionalnych zdolnych pochłonąć miliony ludzkich istnień.

Przestały już obowiązywać dawne powojenne ograniczenia wobec wykorzystywania państw klienckich do ataków na terytoria wroga. Stany Zjednoczone otwarcie zachęcały Ukrainę, swojego sojusznika-klienta, do ostrzału celów na terytorium Rosji. Moskwa ostrzegła zaś państwa NATO, że dostarczając broń, same mogą stać się uzasadnionym celem. Przywódcy coraz częściej formułują jawne groźby użycia broni jądrowej wobec wrogów i rywali.

Co więcej, nowe technologie i strategie – zwłaszcza masowe wykorzystywanie dronów oraz uzbrojenia sterowanego przez sztuczną inteligencję – zaczęły na nowo definiować reguły wojny w dwudziestym pierwszym wieku, czyniąc zniszczenie jeszcze łatwiejszym do przeprowadzenia.

Jeśli niektórzy czytelnicy uznali studia przypadków zawarte w _Końcu wszystkiego_ za przynależące do odległej przeszłości – za przejaw niepotrzebnej przemocy sprzed epoki oświecenia i współczesnej globalizacji – to wydarzenia ostatniego roku powinny im przypomnieć, że los Teb, Kartaginy, Bizancjum czy Azteków staje się dziś boleśnie aktualny.

Upokarzająca, ostateczna ewakuacja z Afganistanu w 2021 roku, brak skutecznej reakcji Zachodu, NATO i Stanów Zjednoczonych na działania Władimira Putina, a także zuchwałe wysłanie chińskiego balonu szpiegowskiego nad terytorium USA sprawiły, że Stany Zjednoczone zostały powszechnie uznane za państwo, które abdykowało z roli światowego strażnika porządku. To zaś rodzi obawę, że współczesne konflikty mogą ogarnąć całe kontynenty i eskalować w stronę kryzysu nuklearnego.

W wyniku tak gwałtownej przebudowy światowego ładu teokraci i dyktatorzy – od Bliskiego Wschodu po Rosję – wielokrotnie grozili użyciem broni jądrowej. Zarówno oni, jak i przywódcy Zachodu bagatelizowali ostrzeżenia, że wojna niosąca totalną zagładę może stać się nieunikniona; tym bardziej że nowe sojusze grożą wciągnięciem do bezpośredniego konfliktu państw nuklearnych, których ewentualne działania są nie do przewidzenia.

Podobnie jak w Tebach, Kartaginie, Bizancjum czy państwie Azteków, zarówno ci, którzy stawali się celem, jak i ich sojusznicy oraz neutralni obserwatorzy odrzucali myśl, że napięcia mogą doprowadzić do otwartej wojny – nie mówiąc już o całkowitej zagładzie. Obserwujemy więc sytuację, w której stopniowo to, co zdawało się dotąd niewyobrażalne, staje się coraz bardziej możliwe.

Siódmego października 2023 roku terroryści Hamasu, wspomagani przez część cywilów ze Strefy Gazy, dofinansowani irańskimi funduszami oraz uzbrojeni przez Iran, a także wspierani równoczesnymi atakami rakietowymi Hezbollahu i Huti, wtargnęli do Izraela. Grupy uderzeniowe zaatakowały ludność cywilną i cele wojskowe. Wzięto ponad dwustu pięćdziesięciu zakładników. Około tysiąca dwustu osób zamordowano, zgwałcono lub torturowano. Od Holokaustu nie było dnia, w którym zginęłoby więcej Żydów. Trzy tygodnie później Izrael odpowiedział inwazją na Gazę. Celem było zniszczenie wojennego potencjału Hamasu oraz zlikwidowanie infrastruktury, którą terroryści wykorzystywali jako osłonę dla swoich operacji.

Do września 2024 roku Hamas i Hezbollah wystrzeliły w stronę Izraela ponad piętnaście tysięcy rakiet i pocisków. W odpowiedzi państwo żydowskie przez większą część roku nieprzerwanie bombardowało siedziby i biura terrorystów Hezbollahu. Izrael stosował także pagery i krótkofalówki z opóźnionym zapłonem, aby eliminować tysiące przywódców organizacji. Ostatecznie izraelska armia wkroczyła do Libanu, by oczyścić pogranicze z magazynów broni i wyrzutni rakiet.

Hezbollah przez lata uchodził za najskuteczniejszą i najgroźniejszą organizację terrorystyczną Bliskiego Wschodu. Jednak pod koniec 2024 roku został niemal całkowicie rozbity. Jego arsenały i zapasy amunicji wyczerpały się lub zostały zniszczone, a budzące postrach oddziały bojowe musiały się ukrywać. Resztki rozbitego dowództwa prosiły o pokój.

W odpowiedzi na izraelskie ataki wymierzone w przywódców Hezbollahu, Hamasu i Iranu Teheran po raz pierwszy w historii wystrzelił pociski na terytorium Izraela. W kwietniu 2024 roku było to około trzystu rakiet, dronów i pocisków balistycznych, a w październiku – kolejnych dwieście. Izraelskie wielowarstwowe systemy obrony powietrznej, wspierane przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i państwa arabskie, zdołały strącić niemal wszystkie nadlatujące pociski. Po raz pierwszy w historii Izrael odpowiedział na irańskie ataki bezpośrednim uderzeniem na terytorium Iranu. Zniszczył systemy obrony powietrznej Teheranu, pozostawiając w ten sposób cały kraj bezbronnym wobec przyszłych nalotów i ataków rakietowych.

Szacuje się, że Izrael dysponuje blisko czterystoma głowicami nuklearnymi, które są gotowe do użycia. Mogą być przenoszone przez samoloty, wyrzutnie lądowe oraz okręty, w tym także podwodne.

Krążą pogłoski, że Iran wyprodukował albo niebawem wyprodukuje cztery głowice jądrowe – bądź nawet pięć. Obie strony wielokrotnie ostrzegały się, że dalsza eskalacja konfliktu doprowadzi do ostatecznej konfrontacji.

Pod koniec 2024 roku Izrael jasno dał do zrozumienia Iranowi i całemu światu, że każdy kolejny atak spotka się z katastrofalną odpowiedzią. Analitycy zauważyli, że Jerozolima po cichu sygnalizowała gotowość do całkowitego zniszczenia irańskich zakładów produkujących broń jądrową i drony, a także całego przemysłu naftowego – bez żadnych ograniczeń co do skali i czasu odwetu.

Listopadowe zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w 2024 roku, połączone z przejęciem przez republikanów kontroli nad Kongresem, zapowiada nową politykę USA wobec Bliskiego Wschodu. Politykę, która prawdopodobnie nie będzie nakładać na Izrael żadnych – lub prawie żadnych – ograniczeń w zakresie reakcji.

Jeszcze zanim Trump objął urząd, sunniccy islamscy rebelianci – po dekadzie nieudanego powstania w Syrii – w ciągu kilku dni walki obalili trwające przez pięćdziesiąt lat rządy dynastii Asadów. Natychmiast pojawiły się pytania, czy znaczne zasoby broni biologicznej i chemicznej syryjskiego reżimu trafiły w ręce rebeliantów powiązanych niegdyś z ISIS, czy też zostały wcześniej wywiezione do sojuszniczego Iranu.

Wraz z upadkiem Syrii, a także rozbiciem Hezbollahu i Hamasu Izrael nie był już niczym związany w podejmowaniu działań wobec Iranu. Zyskał swobodę odpowiedzi w taki sposób, jaki uzna za najskuteczniejszy dla własnego bezpieczeństwa.

Konflikt szybko rozprzestrzenił się na cały Bliski Wschód. Trajektorie rakiet w izraelsko-irańskiej wymianie ognia przecinały przestrzenie powietrzne Jordanii, Zachodniego Brzegu, Syrii, Iraku, Arabii Saudyjskiej, Kuwejtu i Turcji. Wszystkie te państwa były klientami Stanów Zjednoczonych, Rosji albo Iranu. Większość z nich albo chętnie zestrzeliwała nadlatujące irańskie pociski, albo ostro protestowała, grożąc obu stronom i żądając poszanowania swojej suwerenności.

Niemal równocześnie konflikt rosyjsko-ukraiński wszedł w nową fazę przemocy. Zaczął się czwarty rok wojny – wojny granicznej, rozpoczętej dwudziestego czwartego lutego 2022 roku, kiedy Rosja podjęła nieudany atak z zaskoczenia, by „urwać łeb” ukraińskiej stolicy. Charakter tego konfliktu coraz bardziej przypomina stagnacyjne walki z czasów pierwszej wojny światowej. Liczba zabitych, rannych i zaginionych po obu stronach sięgnęła niemal półtora miliona istnień.

Ukraiński front stał się największym i najbardziej krwawym polem bitwy w historii Europy – większym niż Stalingrad, gdzie w latach 1942–1943 zginęło około miliona Rosjan i Niemców. Jeśli ta gigantyczna bitwa będzie toczyć się dalej, historykom zabraknie porównań. Już teraz liczba ofiar przewyższa rzeź nad Sommą i pod Verdun z czasów Wielkiej Wojny.

W obu konfliktach istnieje zbyt wiele niewiadomych, by można było przewidzieć, kto zwycięży. Trudno też ocenić, czy zwycięstwo w ogóle jest możliwe – i czy ma jeszcze jakiekolwiek znaczenie strategiczne, jeśli przegrywająca strona dysponuje bronią nuklearną albo ma potężnych sojuszników, którzy takową posiadają.

Tabu, które niegdyś czyniło groźby użycia głowic nuklearnych niewyobrażalnymi, zanika na naszych oczach. Ukraina korzysta dziś z amerykańskich i europejskich pocisków, których systemy, wspierane przez satelity, wymagają bezpośredniego zaangażowania techników z USA i NATO. Wysłanie wojsk zachodnich na terytorium Ukrainy oznacza przekroczenie „linii zapalnej”. Rosja już wcześniej określiła to jako podstawę do odwetu wobec terytorium każdego państwa, którego żołnierze wezmą udział w działaniach zbrojnych przeciwko niej.

Pod koniec roku Korea Północna, posiadająca broń nuklearną, wysłała dziesięć tysięcy żołnierzy na front ukraiński. Celem było wsparcie rosnącej rosyjskiej kontrofensywy przeciwko ukraińskiej inwazji na region Kurska. Stało się to najwyraźniej za pełną zgodą jej patrona i dostawcy broni, czyli Chin. Przywódca Korei Północnej, Kim Dzong Un, ogłosił ponadto gotowość wysłania nawet stu tysięcy żołnierzy.

Tymczasem Pekin uważnie śledzi rozwój obu regionalnych wojen, analizując ich dynamikę. Obserwuje, czy jego sojusznicy – Rosja i Iran – wraz ze swoimi strategiami i uzbrojeniem pozostają zdolni do dalszej walki, a może nawet do zwycięstwa. Chińscy przywódcy ze szczególną uwagą analizują reakcję NATO i Stanów Zjednoczonych na coraz trudniejszą sytuację Ukrainy. Być może traktują to jako punkt odniesienia do oceny działań Zachodu na wypadek, gdyby w czasie, gdy świat będzie zajęty czymś innym, Pekin zdecydował się na inwazję lub blokadę Tajwanu.

Te dwie wojny już teraz zrewolucjonizowały charakter konfliktu zbrojnego. Stale ulepszane pod kątem różnych celów drony okazały się niemal nie do powstrzymania, skutecznie neutralizując tradycyjne środki bojowe – czołgi, transportery opancerzone, artylerię i umocnione bunkry.

W obu teatrach działań użyto również hipersonicznych pocisków poruszających się z prędkością niemal sześciu tysięcy czterystu kilometrów na godzinę. Taka prędkość praktycznie uniemożliwia obrońcy wcześniejsze rozpoznanie, czy zbliżający się pocisk niesie głowicę konwencjonalną, czy nuklearną.

Równocześnie pojawiły się nowe rozwiązania technologiczne. Pentagon pracuje nad systemem HELLADS (High Energy Liquid Laser Area Defense System), a Izrael rozwija laserową broń Iron Beam. Ich celem jest stworzenie uzbrojenia opartego na energii skierowanej, które będzie rutynowo zestrzeliwać pociski balistyczne, także te z głowicami jądrowymi. Paradoksalnie może to oznaczać schyłek osiemdziesięcioletniego okresu, w którym światu udawało się unikać wybuchu trzeciej wojny światowej.

Spokój, jaki nastał po drugiej wojnie światowej, zawsze opierał się na obustronnym lęku. Każda ze stron zdawała sobie sprawę, że użycie broni nuklearnej zakończy się nieuchronnym wzajemnym unicestwieniem. Ta perspektywa czyniła wojnę egzystencjalną między państwami atomowymi czymś niewyobrażalnym, a tym bardziej – niemożliwym do realizacji.

Coraz bardziej realna staje się jednak wizja, że pociski z głowicami nuklearnymi mogą nie trafić w cel. To z kolei skłonić może niektóre mocarstwa do przekonania, iż są w stanie całkowicie osłonić się przed atakiem jądrowym. Wówczas mogłyby uznać, że mają swobodę, by rozpocząć konflikt konwencjonalny na pełną skalę, a nawet użyć broni nuklearnej, nie obawiając się odwetu.

Świat zdaje się tym samym powracać do realiów sprzed zimnej wojny. Dwa obecnie eskalujące konflikty – na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie – oraz groźba zagłady narodów, którą te konflikty niosą, są przygnębiające nie tylko ze względu na skalę przemocy i na liczbę ofiar, lecz także dlatego, że były aż nazbyt przewidywalne.

Współczesne wojny nie toczą się wyłącznie wokół bieżących sporów ideologicznych i politycznych wizji. Z jednej strony mamy rosyjski imperialny irredentyzm, z drugiej – dążenie Ukrainy do pełnej europejskości. Podobnie działają teokratyczne ambicje Iranu, który pragnie unicestwić Izrael, a wraz z nim połowę światowej populacji Żydów. Są to również wojny prowadzone z powodów, które od dawien dawna prowadziły do konfliktu: o przestrzeń życiową i zasoby. Źródła tychże współczesnych wojen można odnaleźć także w klasycznej triadzie Tukidydesa: strachu, honorze i postrzeganiu własnego interesu.

Jeśli Rosja nie zdoła wchłonąć całej Ukrainy, będzie chciała przynajmniej zatrzymać terytoria zajęte po dwudziestym czwartym lutego 2022 roku i zalegalizować trwającą już od dekady aneksję Donbasu oraz Krymu. Hamas z kolei działał zgodnie z hasłem: „Od rzeki aż po morze – Palestyna będzie wolna”. Iran dostarczał rakiety Hamasowi, Hezbollahowi i Huti, by wskrzesić marzenie o panislamskiej ziemi świętej – tym razem jednak pod egidą perskich szyitów, historycznie niedocenianych w świecie islamu.

Tym samym wiele nieroztropnych decyzji uczestników naszych współczesnych konfliktów przypomina nieodpowiedzialne decyzje podejmowane przez bohaterów opisanych w _Końcu wszystkiego_.

Hamas zaatakował i mordował między innymi dlatego, że nie wierzył, iż Izrael rzeczywiście zdecyduje się na niemal całkowite zniszczenie Gazy – ani że świat na to pozwoli. Przywódcy Hamasu powinni pamiętać o wielokrotnych ostrzeżeniach, jakie senat rzymski kierował wobec Kartaginy.

Izrael przez trzy tygodnie zwlekał z odpowiedzią na atak z siódmego października, licząc, że ta prymitywna przemoc oburzy cywilizowany świat, który dołączy do działań przeciwko terroryzmowi Hamasu. Powinien jednak pamiętać, że w przeszłości zarówno papież, jak i miasta-państwa, takie jak Wenecja i Genua, obiecywały wysłać armię na odsiecz Konstantynopolowi – a swoich obietnic ostatecznie nie zrealizowali.

Ukraina nie wierzy, że jej ataki rakietowe na Rosję ani kontrofensywa na terytorium rosyjskim sprowokują Putina do użycia taktycznej broni jądrowej. To zaskakująca ocena przeciwnika, który wielokrotnie wykazywał się silną determinacją; w czasie drugiej wojny światowej stracił ponad sto tysięcy ludzi w obronie Sewastopola, a wcześniej – siedemset tysięcy żołnierzy w kotle kijowskim w 1941 roku.

Być może Ukraina liczy na to, że europejscy i amerykańscy patroni w końcu wkroczą do akcji – gotowi wystawić własne miasta jako potencjalne cele jądrowe – byle tylko zmusić Putina do odwrotu. Powinni jednak zapytać Tebańczyków, ilu Spartan i Ateńczyków, którzy głośno obiecywali wsparcie, faktycznie stawiło się do walki, gdy Aleksander stanął u bram Teb. Oraz czy Aleksander, król-filozof, rzeczywiście żartował, kiedy groził zrównaniem tego ikonicznego miasta z ziemią.

Gdyby na początku 2022 roku ktoś powiedział Ukraińcom, że w ciągu kolejnych trzech lat Rosja zabije lub zrani pół miliona ich młodych obywateli, zmusi dwanaście milionów do opuszczenia kraju i zniszczy infrastrukturę – uznaliby takie prognozy za czyste szaleństwo. Podobnie jak Aztekowie, którzy lekceważyli plany Hernána Cortésa.

Gdyby pierwszego października Izrael usłyszał ostrzeżenie, że w ciągu sześciu dni Hamas ukradkiem wyśle tysiące terrorystów, którzy bez większych przeszkód przedrą się przez nowoczesne ogrodzenia graniczne, wyposażone w czujniki akustyczne i elektroniczne, również nikt by w to nie uwierzył. Wizja, że ci terroryści będą mordować, ćwiartować i torturować żydowskie kobiety i dzieci w sposób przypominający średniowieczne okrucieństwo, brzmiałaby jak fantazja.

A jednak podobne złudzenia mieli Bizantyjczycy. Przez pół wieku przed upadkiem Konstantynopola możnowładcy wmawiali sobie, że Osmanowie w końcu zmądrzeli i zgodzili się na trudny, lecz możliwy do utrzymania pokój z chrześcijańskim światem.

Nie należy lekceważyć Putina i przywódców Hamasu bardziej niż Aleksandra, który stanął u bram Teb. Teokraci w Teheranie i ich poplecznicy wierzą, że mogą zniszczyć i zająć Izrael równie łatwo, jak Mehmed II zdobył Konstantynopol. Z taką samą pewnością liczą, że ewentualna pomoc Zachodu dla oblężonego ośrodka zachodniej cywilizacji przyjdzie zbyt późno i będzie zbyt skromna.

Zachodni komentatorzy często bagatelizują tych, którzy poważnie traktują coraz bardziej desperackie groźby Putina o użyciu taktycznej broni jądrowej przeciwko Ukrainie. Eksperci uspokajają: to tylko pokazówka – ostatnie, rozpaczliwe tchnienia podstarzałego dyktatora.

Tymczasem historia uczy inaczej. Po _Noche Triste_ Aztekowie uznali, że zdziesiątkowana grupa konkwistadorów Cortésa została ostatecznie pokonana, i nie przygotowali się na jego powrót. Lecz tym razem celem Cortésa nie było jedynie pokonanie Tenochtitlánu, lecz jego całkowite unicestwienie.

Izrael wielokrotnie ostrzegał Teheran, by zaprzestał dostarczania rakiet swoim wrogom na Zachodnim Brzegu, w Libanie i Jemenie. Wzywał także, by Iran nie budował broni nuklearnej i nie groził jej użyciem. Izrael jednoznacznie podkreślał, że nie dopuści ani do drugiego Holokaustu, ani do nuklearnego „miecza Damoklesa”, zawieszonego nad państwem żydowskim. Podobnie jednak jak niegdyś Kartagińczycy, swoich od dawna poirytowanych rywali, których cierpliwość niebezpiecznie się wyczerpuje, lekceważą dziś Irańczycy.

Równocześnie świat stopniowo przyzwyczaja się do nowej rzeczywistości. Najważniejsze szlaki morskie – Morze Czarne, Morze Czerwone, cieśnina Ormuz, wschodnia część Morza Śródziemnego i Morze Południowochińskie – stają się coraz częściej strefami zakazanymi dla handlowej żeglugi międzynarodowej oraz arenami konfrontacji militarnych.

W książce tej analizuję, dlaczego rozwinięte, odnoszące sukcesy społeczeństwa znalazły się w stanie wojny. Dlaczego toczyły wojny, które były nie tylko nie do wygrania, ale wręcz nie do przetrwania. Miasta skazane na zagładę ulegały złudnym ocenom własnej siły, pozostawały ślepe na oczywiste oznaki upadku i zbyt ufnie wierzyły w retorykę rzekomo niezawodnych sojuszników. Nie dostrzegały asymetrii zasobów i przewagi przeciwnika; dawały się omamić pozornie racjonalnymi, a zarazem zwodniczymi słowami tych, którzy wkrótce mieli je zniszczyć.

Dzisiaj, tak jak wtedy, koniec może nadejść błyskawicznie. Przypomina o tym nagły upadek wspieranego przez USA rządu w Afganistanie w 2021 roku, gdy amerykańska armia w upokarzający sposób opuściła kraj, pozostawiając talibom sprzęt wojskowy wart pięćdziesiąt miliardów dolarów, ambasadę wartą miliard oraz nowoczesną bazę w Bagram o wartości trzystu milionów. Równie pouczający jest przykład szybkiego rozpadu wspieranego przez Rosję reżimu Baszszara al-Asada w Syrii w grudniu 2024 roku, który nastąpił zaledwie w cztery dni.

Przejście od pozornego spokoju i _status quo_ do całkowitego rozkładu struktur państwowych może dziś zadziać się w ciągu kilku dni, a nawet godzin. W epoce masowej produkcji broni, błyskawicznej globalnej komunikacji oraz odradzających się plemiennych i religijnych nienawiści podobne upadki reżimów, rządów, a nawet całych państw mogą się powtórzyć – i zapewne tak się stanie.

Podsumowując: znaki ostrzegawcze na drodze ku zagładzie są dziś równie wyraźne jak w przeszłości. Obyśmy potrafili wyciągnąć wnioski z doświadczeń, że to, co zazwyczaj wydaje się niewyobrażalne, często staje się bolesną rzeczywistością.

Victor Davis Hanson

10 grudnia 2024

Selma, KaliforniaPRZYPISY

Wstęp

1 Zob. trzytomowa seria o upadku państw, ludów i cywilizacji, której autor Jared Diamond winy zwykle upatruje w chorobach, zmianach klimatycznych, degradacji środowiska lub dysproporcji między liczbą ludności a zasobami: _Guns, Germs, and Steel: The Fates of Human Societies_; _Collapse: How Societies Choose to Fail or Succeed_; oraz _Upheaval: Turning Points for Nations in Crisis_. Por. G. Parker, _Global Crisis: War, Climate Change and Catastrophe in the Seventeenth Century_; W. Scheidel, _The Great Leveler: Violence and the History of Inequality from the Stone Age to the Twenty-First Century_; oraz moją recenzję książki Scheidela _Equal by Catastrophe_, „Inference”, https://inference-review.com/article/equal-by-catastrophe. ↩

2 Aby zapoznać się z fascynującym opisem zapomnianych państw, które zostały zniszczone i w dużej mierze popadły w niepamięć, zob. N. Davies, _Zaginione królestwa_, w tym rozdziały o Tolosie, Alt Clud i Rusinach. ↩

3 R. Beaton, _Greece: Biography of a Modern Nation_, s. 415–444. ↩

.

Epilog

1* Cyceron, _Laelius de amicitia_ (Laeliusz o przyjaźni), przeł. Władysław Witwicki . ↩

2* Percy Bysshe Shelley, _Ozymandias_, przeł. Adam Asnyk. ↩

3* _It Can’t Happen Here_ – taki tytuł nosi powieść Sinclaira Lewisa z 1935 roku. ↩
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij