Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Krew, Klucz i Słowiańskie Wrota - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
23 marca 2026
2804 pkt
punktów Virtualo

Krew, Klucz i Słowiańskie Wrota - ebook

Legendy – jak i twoje demony – tylko czekają, by je obudzić

Po śmierci ukochanego dziadka Aleks spędza wakacyjny czas na Helu, gdzie ma uczestniczyć w kursie windsurfingu. Tam poznaje Lenę, Klarę i Kubę – trójkę nastolatków, którzy, tak jak on, szukają ucieczki od przeszłości. Wspólnie wyruszają w spontaniczną podróż przez Polskę: od bałtyckich plaż, przez tajemnicze zamki, aż po mroczne jaskinie.

Zwykła wakacyjna przygoda szybko zamienia się jednak w wyprawę pełną zagadek, słowiańskich legend i… cieni. Z każdym przystankiem nastolatkowie coraz wyraźniej czują, że ktoś lub coś podąża ich tropem. Tajemnicza istota zostawia po sobie ślady, a napięcie rośnie.

Rozpoczyna się wyścig z niewidzialnym przeciwnikiem, a sekrety dotyczące starych opowieści i guseł wychodzą na jaw.
Czy wszystkim uda się wyjść z tej wyprawy cało?

„Krew, Klucz i Słowiańskie Wrota” to fantastyczna opowieść o dojrzewaniu, stracie, samotności, sile przyjaźni oraz cieniach – zarówno tych z jaskini, jak i tych z przeszłości.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Fantasy
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8423-303-0
Rozmiar pliku: 2,7 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I

Zimne wiatry Helu

Hel pachniał solą, wiatrem i trochę jak otwarta paczka solonych chipsów. Był początek lipca, czyli czas, kiedy wszyscy udają, że deszcz na plaży to już egzotyka. Powietrze było wilgotne, mewy darły się, jakby ktoś im odebrał Netflixa, a fale robiły swoje, jak zwykle bez pytania o zgodę.

Aleks poprawił kaptur bluzy, wpatrując się w srebrzyste morze, jakby próbował odnaleźć tam sens życia. To miało być tylko kilka dni. Kurs windsurfingu, nic wielkiego. Przyjechał tu z przymusu – ciotka wysłała go na Hel, bo po śmierci dziadka nie bardzo wiedziała, co z nim zrobić. Aleks chciał to wszystko tylko przeczekać, jak deszcz w lipcu, który w końcu i tak minie.

Na plaży stała już ekipa kursantów.

Lena – wysoka brunetka z takim spojrzeniem, że ludzie automatycznie przypominali sobie, że mają coś ważnego do załatwienia gdzie indziej. Przyjechała tu, bo jej matka znowu zmieniała chłopa.

Kuba był typem sportowego zapału, włosy jak z reklamy szamponu, energia jak po trzech energetykach. Dla niego lato stanowiło coś między terapią a ucieczką od patchworkowej rodzinki.

I Klara. Cicha, drobna, jakby zawsze chciała się schować za ręcznikiem plażowym. Nikt nie wiedział, dlaczego tu jest. Może i dobrze.

Pierwsze dni na Helu leciały jak beztroskie utwory z playlisty _chill vibes_: słońce, fale, piasek w kieszeniach. Aleks, zanim jeszcze kurs się rozpoczął, wstawał co rano, siadał na plaży i gapił się na wodę. Morze miało w sobie coś dziwnego, jakby skrywało jakąś tajemnicę. Trochę jak babcia, która niby śpi, ale jednak wszystko słyszy.

Instruktor Oskar wyglądał jak typowy książę z okładki: wysoki, opalony, oczy jak Bałtyk w dobrym świetle. Dziewczyny w jego obecności traciły zdolność do mówienia z sensem. Lena udawała, że jej to nie rusza, a Klara wyglądała, jakby naprawdę jej to nie ruszało. A jednak Aleks zauważył, że Lena z każdym dniem ma coraz większy problem z udawaniem obojętności.

– Patrz, jak ona na niego zerka – rzucił Kuba, kiedy Lena stanęła zbyt blisko Oskara, niby przypadkiem. – Mówię ci, wpadła po uszy.

Aleks tylko wzruszył ramionami w stylu „nie mój cyrk, nie mój surfing”.

Zajęcia były… zaskakująco fajne. Aleks poczuł coś nowego, jakby życie wskoczyło na inny poziom: „tryb lepszy”. Deska, wiatr w twarz, zero myśli. Oskar był spoko – nie krzyczał, nie wywracał oczami, tylko spokojnie tłumaczył, jak nie zabić się na fali. Aleks go szanował, choć mimo wszystko unikał zwierzeń. Nikt nie potrzebował jego dramy.

Klara całkiem nieźle sobie radziła, chociaż na głębokiej wodzie wyglądała jak ja przy spotkaniu z byłym – napięcie level expert. Kuba miał talent, ale lubił się popisywać, jakby na plażę zaraz miały wjechać kamery. Lena? No oczywiście, królowa fali. Tyle że Aleks podejrzewał, że sport to tylko pretekst. Głównym celem był Oskar.

I wtedy nadszedł wieczór. Po jednej z tych imprez przy szkółce, gdzie DJ-em był Bluetooth i wszyscy udawali, że lubią siebie nawzajem, czwórka bohaterów wylądowała na pustej plaży.

Lena, zirytowana (zapewne Oskarem), odpaliła papierosa z miną bohaterki dramatu. Kuba, klasycznie, miał przy sobie butelkę wina „pożyczoną” z zaplecza.

– Oskar cię olewa? – rzucił z uśmiechem do dziewczyny.

Lena zmroziła go wzrokiem, ale ostatecznie burknęła tylko:

– Zamknij się.

Wino zaczęło krążyć, a rozmowy zrobiły się… poważniejsze. Lena opowiedziała o swojej mamie i jej rotacyjnym systemie mężczyzn. Kuba przyznał, że jego tata był bardziej fanem nowych żon niż własnych dzieci. Klara długo milczała, aż w końcu rzuciła cicho:

– Czasem żałuję, że jeszcze tu jestem.

Zapadła cisza. Taka prawdziwa. Aleks poczuł, jak jego ręka ląduje na srebrnym wisiorku, który zostawił mu dziadek. Nigdy nie nosił biżuterii, ale tego nie potrafił zdjąć. Ostatnio przepełniało go dziwne uczucie, że powinien coś zrobić, dokądś jechać. Ale nie w stylu „do Lidla po chipsy”, tylko tak na serio.

Spojrzał na resztę. Ich twarze wyglądały… znajomo. Jakby nagle nie byli obcy.

– A co, jeśli zrobimy coś totalnie szalonego? – powiedział, czując delikatny szum w głowie.

Lena uniosła brew. Kuba spojrzał na niego z zainteresowaniem. Klara lekko się poruszyła.

– Nie wracajmy jeszcze do swoich domów. Ruszmy w Polskę. Bez planu. Po prostu… jedźmy.

Przez moment nikt się nie odezwał. Tylko fale robiły swoje, jakby im też się ten pomysł podobał. W oczach trójki jego towarzyszy pojawił się błysk – pierwszy od bardzo dawna.

Coś się zaczynało. I wyglądało na to, że nikt nie zamierza naciskać „pauzy”.ROZDZIAŁ II

Kamienne serce Gdańska

Gdańsk przywitał ich jak stary znajomy, który z uśmiechem mówi „hejka!”, a potem cicho dodaje: „i może trochę cię rozwalę emocjonalnie, ale nie od razu”. Złote światło przedzierało się przez lipy przy dworcu, ludzie się spieszyli, a oni wysiedli z pociągu, przypominając ekipę, która właśnie przeżyła apokalipsę: niewyspani, z kacem moralnym i prawdziwym kacem po wypiciu wina, które Kuba „wypożyczył” noc wcześniej.

Aleks szedł przodem, udając, że ogarnia sytuację. Tak naprawdę serce trochę mu fikało, bo Gdańsk to nie był dla niego zwykły punkt na mapie. To było miasto wspomnień, miasto jego dziadka i miasto, w którym znajdowało się mieszkanie, do którego nie chciał nawet zaglądać. No i ten srebrny wisiorek na szyi – coraz cięższy, jakby ważył tonę.

– No to co, liderze naszej wycieczki? Dokąd teraz? – rzucił energicznie Kuba, choć wyglądał, jakby mógł zasnąć w biegu.

– Może by coś wrzucić na ząb, zanim zginiemy z głodu i stylu? – Lena poprawiła okulary przeciwsłoneczne. Wyglądała jak celebrytka po trudnym wieczorze.

Klara nic nie powiedziała, tylko lekko skinęła głową. Blada jak ściana, ale jak zwykle – zero komentarza.

Zgarnęli kilka najtańszych bułek ze sklepu obok dworca. Ich budżet krzyczał: „uciekliśmy z domu z tym, co było pod ręką” – trochę gotówki, biżuteria z szuflady mamy i marzenie o przygodzie. Aleks zaproponował, że zjedzą nad Motławą – może tłum turystów zakryje ich „zaspane dramatami” twarze.

Szli w ciszy przez stare uliczki. Ceglane kamienice wyglądały, jakby skrywały wszystkie sekrety tego świata. Aleks znał to miasto za dobrze – pamiętał je jeszcze z czasów, kiedy dziadek trzymał go za rękę, opowiadając bajki o bursztynie i zaklętych w nich mocach. Dotknął wisiorka pod koszulką, ale zaraz się opamiętał – nie chciał, żeby ktoś to zauważył.

Usiedli na murku nad Motławą, przy słynnym Żurawiu, który sprawiał wrażenie strażnika tego całego chaosu. Kuba rzucił się na bułkę, jakby od tego zależało jego życie. Lena jadła z klasą, gapiąc się w wodę, i zdawała się szukać tam sensu istnienia. Klara natomiast tylko dłubała w pieczywie – klasyczne „jem, ale nie jem”.

– Wszystko git? – spytał Aleks, patrząc na nią z troską, lecz bez presji.

Dziewczyna drgnęła, jakby ktoś ją teleportował z kosmosu.

– Chyba tak – mruknęła, co oczywiście znaczyło: „absolutnie nie, ale nie mam siły gadać”.

Nikt nie ciągnął tematu. Niby panowała cisza, a jednak każdy czuł, że to jedna z tego typu ciszy, w której mieści się więcej emocji niż w pięciu sezonach dramatu na Netflixie.

Po jedzeniu ruszyli dalej, totalnie bez planu – klasyczne „idziemy, dokąd nas nogi poniosą”. Starówka żyła swoim życiem: muzyk grał _Stand By Me_ na gitarze z brakującą struną, ktoś handlował bursztynem, a Lena stanęła przy stoisku z kolczykami w kształcie ważek.

– Weź sobie kup, póki nas jeszcze stać – rzucił Kuba. – Potem będziemy wymieniać buty na chleb.

Aleks odsunął się nieznacznie, oparł się o ceglaną ścianę i na moment totalnie odpłynął. W jednym z zaułków mignęła mu znajoma sylwetka – starszy facet w czarnym płaszczu. Patrzył w jego stronę. Serio. Aleks zmrużył oczy, serducho mu podskoczyło… Ale nie, zaułek był pusty. Zmęczenie plus natłok myśli równa się klasyczne przywidzenie.

– Idziemy? – Kuba szturchnął go lekko.

– Ta, jasne.

Wyszli na ulicę Długą, gdzie turystów było tylu, że Aleks poczuł się jak w symulacji życia. Przewodnicy opowiadali legendy z takim entuzjazmem, jakby robili to trzeci raz w tym samym dniu (bo tak właśnie było). Aleks znał każdą cegłę na tej ulicy, bo niegdyś dziadek robił z niej żywą mapę opowieści: o królach, duchach, zagubionych pierścieniach i innych cudach.

Przy Fontannie Neptuna zrobili sobie przystanek. Lena i Kuba od razu pstryknęli fotki, Klara… nie. Dziewczyna jakby nagle zniknęła – blada jak ściana, oczy szerokie, przyspieszony oddech. Aleks od razu do niej podszedł.

– Co się dzieje?

– Nic… tylko… za dużo wszystkiego – wyszeptała, łapiąc się za ręce, jakby próbowała się skleić.

Aleks kiwnął głową. Wiedział, że Klara ma problem z tłumami. Świat czasem bywał dla niej za głośny.

– Chodźmy gdzieś, gdzie jest spokojniej – rzucił do wszystkich.

Ekipa ruszyła dalej, próbując znowu udawać, że są tylko turystami na city breaku. Niestety luz się rozmył jak pianka z kiepskiej kawy. Atmosfera zrobiła się cięższa. Aleks zerknął na każdego po kolei: Kuba rzucał suchary, jakby próbował zakląć rzeczywistość w dowcipy, Lena się uśmiechała, ale jakby tylko twarzą, a Klara szła obok, obejmując się ramionami, jakby chciała się zwinąć w kulkę.

To miała być spontaniczna podróż, czysta wolność, lecz Aleks zrozumiał nagle, że być może przeszłość nie zostaje w miejscu, z którego uciekasz. Może przyłapuje cię w kolejnym mieście, dogania cię w kolejnym zaułku.

A jednak był gotów. Bo po raz pierwszy od dawna czuł, że nie musi tego ogarniać sam.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij