Król Sas - ebook
Śmierć Stanisława II Augusta postawiła przed pytaniem dalsze losy Rzeczypospolitej po śmierci protektorki carycy Katarzyny Wielkiej nowy król Fryderyk August I musi stanąć przed wyzwaniem.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Proza |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8440-379-2 |
| Rozmiar pliku: | 1,0 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Rozdział 1
Za króla Sasa…
Śmierć Stanisława II Augusta spowodowała, że wygasła unia między Rzecząpospolitą Polską a Imperium Rosyjskim. Syn Carycy Katarzyny z małżeństwa z Piotrem III Paweł Piotrowicz Romanow został nowym carem. Elity rosyjskie całkowicie odrzuciły kandydaturę drugiego syna ze związku z Poniatowskim.
Wiadomość o śmierci króla dotarła do Fryderyka Augusta III elektora saskiego i marszałka Rzeszy.
— Panie. — odezwał się Pierwszy minister Dietrich August von Sinzendorf. — Poselstwo z Polski.
— Wprowadzić. — odparł książę elektor.
Do komnaty wszedł poseł w czerni, z biało-czerwoną wstęgą przy płaszczu. Ukłonił się głęboko, po czym podał zapieczętowany dokument.
Fryderyk August nie sięgnął po niego od razu.
— Czy Sejm zebrał się legalnie? — zapytał.
Poseł zawahał się przez ułamek sekundy.
— Zgodnie z Konstytucją, Wasza Wysokość.
Elektor skinął głową.
— W takim razie możemy rozmawiać.
Poseł był mężczyzną w sile wieku, o twarzy zmęczonej podróżą. Zatrzymał się w połowie sali, po czym skłonił się głęboko.
— Wasza Wysokość — zaczął po polsku, po czym poprawił się i przeszedł na niemiecki — przybywam z polecenia Rady Straży Praw i w imieniu Sejmu Rzeczypospolitej.
Fryderyk August skinął głową, wskazując krzesło.
— Proszę mówić. I proszę pamiętać, że w Saksonii najpierw słucha się prawa, a dopiero potem próśb.
Poseł wyciągnął dokument opatrzony wielką pieczęcią państwową.
— Po śmierci Jego Królewskiej Mości Stanisława Augusta unia personalna z Rosją ustała. Tron jest wakujący. Sejm obraduje w trybie przewidzianym przez Konstytucję trzeciego maja.
— A Petersburg? — zapytał spokojnie elektor.
— Nowy car uznał wygaśnięcie unii — odparł poseł po krótkiej pauzie. — Choć uważnie przygląda się naszym decyzjom.
W sali zapadła cisza.
— Rozumiem — powiedział w końcu Fryderyk August. — A czego oczekuje ode mnie Rzeczpospolita?
Poseł nie odpowiedział od razu. Jakby ważył każde słowo.
— Oczekuje ciągłości prawa. Stabilności. I wierności konstytucji, którą Wasza Wysokość zna i… którą przyjęto z myślą o dynastii saskiej.
Elektor oparł dłonie na poręczach fotela.
— Konstytucja nie jest zaproszeniem — odparł. — Jest zobowiązaniem. Także dla króla.
— Właśnie dlatego Sejm zwraca się do Waszej Wysokości — powiedział poseł. — Nie jako do zdobywcy tronu. Lecz jako do jego strażnika.
Fryderyk August spojrzał na ministra Sinzendorfa, potem znów na posła.
— Odpowiedź Saksonii nie zapadnie dziś. — rzekł w końcu. — Ale jeśli Rzeczpospolita wybrała drogę prawa, nie odwrócę od niej wzroku.
Poseł skłonił się ponownie, tym razem głębiej.
— Tylko o to prosiliśmy, Wasza Wysokość.
…
Fryderyk August pozostawał w milczeniu przez kilka sekund. W jego oczach nie było ani entuzjazmu, ani strachu. Był przyzwyczajony do decyzji wymagających precyzji i chłodnej kalkulacji.
— Wasza Wysokość. — odezwał się Dietrich August von Sinzendorf — Czy mamy od razu odpowiedzieć poselstwu?
Elektor skinął głową, ale jego spojrzenie nie opuściło posła.
— Nie, Dietrichu. Proszę pozostawić nas w spokoju na chwilę.
Gdy poseł wyszedł, Fryderyk August odwrócił się ku swojemu ministrowi:
— Myślisz, że Sejm liczy na moją zgodę?
— Na akceptację. — poprawił się minister — Nie na wolną elekcję. Konstytucja 3 maja przewiduje, że w braku męskiego potomka król saski wskazuje następcę. Polska potrzebuje przede wszystkim stabilności, Wasza Wysokość.
— Zgoda. — rzekł książę, marszcząc brwi — Stabilności. To słowo waży więcej niż wszystkie korony Europy.
…
Poseł wrócił z raportem dyplomatycznym od ambasadorów sąsiednich państw. Każdy dokument był ostrożnie zredagowany: Prusy wzywały do „utrzymania pokoju i porządku w regionie”, Austria przestrzegała przed „jakimikolwiek jednostronnymi decyzjami”, Rosja milczała, choć wiadomo było, że obserwuje wszystko z Petersburga.
— Widzisz, Dietrichu. — powiedział Fryderyk August, rozkładając ręce nad mapą — Nie mogę po prostu powiedzieć „tak”. Każda decyzja będzie obserwowana, każda może wywołać konflikt.
— Wasza Wysokość. — odezwał się minister — Ale jeśli nie przyjmiecie tronu, Polska może zwrócić się ku innemu kandydatowi. A to oznacza wojnę lub interwencję Rosji.
Elektor westchnął. Cisza wypełniła gabinet, a jedynym dźwiękiem był szelest pergaminów.
— W takim razie. — powiedział w końcu Fryderyk August — przygotujcie odpowiedź dla poselstwa. Powiem im, że rozważam propozycję Sejmu, że nie ignoruję konstytucji… i że żadna decyzja nie zapadnie pochopnie.
Poseł został przyjęty ponownie. Elektor spojrzał mu w oczy:
— Polska wybrała drogę prawa i konstytucji. Ja nie odwrócę od niej wzroku — rzekł spokojnie. — Ale pamiętajcie: tron nie jest nagrodą ani prezentem. To odpowiedzialność, którą przyjmuję tylko wtedy, gdy będzie ona zgodna z prawem.
Poseł ukląkł, a jego oczy zabłysły szacunkiem i ulgą.
— Tylko o to prosiliśmy, Wasza Wysokość.
Fryderyk August skinął głową, nie zdradzając ani lęku, ani radości. Wiedział, że decyzja, którą podejmie, może zmienić oblicze Europy Środkowej na dekady.
…
Warszawa przywitała elektora chłodnym, wietrznym porankiem. Bramy miasta zamknięto dopiero po godzinach, gdy konwój królewski wkroczył na plac Zamkowy. Tłum był skromny, złożony głównie z urzędników, żołnierzy i nielicznych mieszczan, którzy zdążyli dowiedzieć się o przybyciu nowego władcy.
Fryderyk August wysiadł z powozu, niosąc ze sobą jedynie mały kuferek dokumentów. W jego oczach nie było triumfu ani radości. Był świadom wagi chwili — nie przyjechał, by świętować koronację, lecz by sprawdzić, czy państwo, które wkraczało w jego ręce, naprawdę żyje według prawa.
Pierwszym punktem wizyty było spotkanie z przewodniczącymi Sejmu i Radą Straży Praw. W sali obrad panował półmrok. Świece migotały na drewnianych stołach, a po kątach cicho stąpali sekretarze.
— Wasza Wysokość. — odezwał się marszałek Sejmu, skłaniając głowę — Witamy w Warszawie w imieniu całego stanu politycznego. Przybycie Waszej Wysokości jest znakiem, że Rzeczpospolita pozostaje wierna Konstytucji 3 maja.
— Dziękuję. — odpowiedział król, tonem spokojnym, choć stanowczym. — Przybywam, aby wypełnić obowiązki przewidziane prawem, a nie z własnej ambicji. Władza bez prawa jest niczym więcej niż siłą.
Sekretarz podał mu kolejne dokumenty. Były to raporty z prowincji, informacje o stanie wojska, podatkach i administracji miejskiej. Król przejrzał je uważnie, z wyraźnym skupieniem.
— Zgodnie z raportami. — kontynuował — Wojsko pozostaje lojalne, a prowincje funkcjonują. To dobra podstawa. Ale chcę wiedzieć więcej o nastrojach społeczeństwa. Chcę, aby każdy kraj, każda prowincja miała pewność, że prawo jest przestrzegane.
Przewodniczący Sejmu wymienił spojrzenia z ministrami. Nikt nie kwestionował jego słów — w tym momencie liczyła się jedynie praktyka, nie, ceremonialne tytuły.
— Wasza Wysokość — rzekł wreszcie jeden z radców — Sejm pragnie, abyście teraz wyznaczyli kandydatów na urzędy centralne, a także zatwierdzili projekt pierwszej ustawy dotyczącej reformy administracji.
Fryderyk August skinął głową. — Dobrze. Rozpocznijmy pracę od porządku administracyjnego. Potem zajmiemy się wojskiem i sprawami prowincji. Chcę widzieć efekty, zanim decyzje staną się formalnością.
Na zewnątrz, wśród ludzi zgromadzonych przy placu Zamkowym, dało się słyszeć szept: „Czy to naprawdę nowy król, czy jedynie strażnik konstytucji?” Król słyszał to w myślach, choć nie spojrzał w stronę tłumu. Wiedział, że jego prawdziwa praca dopiero się zaczyna.
I tak, w ciszy sali sejmowej i przy szeptach mieszkańców, Fryderyk August rozpoczął swoje pierwsze dni w Warszawie — nie jako władca zdobywca, lecz jako strażnik prawa i konstytucji.
…
Plac Zamkowy tętnił spokojnym ruchem — strażnicy ustawieni w regularnych rzędach, mieszkańcy wciąż ciekawie spoglądający na powozy królewskie. W samym Pałacu Królewskim atmosfera była gęsta od rozmów i negocjacji. Fryderyk August, choć nadal ostrożny, coraz lepiej orientował się w układzie sił, który zastawał w Warszawie.
…
W sali Sejmu Wielkiego zebrała się najważniejsza szlachta. Wielcy i średni książęta oraz senatorowie rozmawiali między sobą szeptem, obserwując króla z dystansu.
— Czy przyjmie naszą prośbę o utrzymanie przywilejów? — szepnął jeden z senatorów do sąsiada.
–Stabilizacja jest ważniejsza niż ambicje. — odpowiedział drugi, ale w oczach miał wątpliwość. — Jeśli teraz go przekonamy, później nie będzie miejsca na reformy.
Fryderyk August siedział naprzeciw, w milczeniu słuchając sekretarzy i notując sugestie w notesie. Jego spojrzenie spoczywało na mapie kraju rozłożonej na stole, gdzie zaznaczone były prowincje, garnizony i drogi pocztowe.
— Dobrze, żeby każdy z krajów mógł zachować swój lokalny sejm i prawo podatkowe. — powiedział w końcu, kierując słowa do marszałka. — Ale administracja centralna musi mieć władzę nad wojskiem i finansami państwa.
…
W tym czasie w Ratuszu i cechowniach warszawskich pojawiały się delegacje mieszczan. Ich przedstawiciele składali królowi i ministrom petycje o reformę prawa handlowego, ujednolicenie ceł i lepszą ochronę własności.
— Niech król wie, że bezpieczeństwo handlu i miast jest kluczowe dla lojalności obywateli. — mówił starszy cechmistrz, wręczając dokument.
–Będziemy współpracować. — odparł Fryderyk August. — Ale każdy kraj w federacji będzie mógł decydować o sprawach lokalnych.
Mieszczanie spojrzeli po sobie z zaskoczeniem. „Strażnik prawa, a nie zdobywca” — pomyśleli.
…
Dowódcy garnizonów i oficerowie stali wzdłuż korytarza, przynosząc raporty o stanie jednostek. Każdy garnizon miał lojalność wobec państwa, ale nie wobec jednostki.
— Wojsko jest gotowe. — oznajmił jeden z generałów. — Rozkazy królewskie zostaną wykonane. Lecz mieszkańcy wschodnich prowincji obserwują każdy ruch.
–Dobrze. — odpowiedział król. — Chcę, aby armia była gwarantem prawa, a nie narzędziem osobistych ambicji.
…
Do królewskiego biura dotarły raporty z Wilna, Kowna i Lwowa. Posłowie litewscy i rusińscy negocjowali prawo do własnych sejmów, podatków i sądownictwa lokalnego w zamian za lojalność wobec tronu.
— Zależność od centrum nie może naruszać naszych tradycji — pisał jeden z delegatów.
–A jednak musimy stworzyć wspólną politykę zagraniczną i skarb państwa. — odparł Fryderyk August w liście zwrotnym. — W tej równowadze leży stabilność przyszłej federacji.
…
Plac Zamkowy wciąż wypełniał szept mieszkańców, strażników i ciekawskich kupców. Każda decyzja króla była obserwowana, analizowana i komentowana. Fryderyk August wiedział, że jego rola nie jest łatwa: od jego zdolności negocjacji i utrzymania równowagi między magnaterią, mieszczanami, armią i krajami wschodnimi zależy, czy Rzeczpospolita pozostanie spójna i gotowa do ewolucji w federację.
— To dopiero początek. — pomyślał, spoglądając na mapę. — Jeśli nie uda się utrzymać tej równowagi, nawet prawo i konstytucja nie ochronią państwa.Rozdział 2
Reformy
Gabinet Fryderyka Augusta w Pałacu Królewskim w Warszawie był wypełniony pergaminami, mapami i modelami garnizonów wojskowych. Świece rzucały ciepłe światło na ściany, a cienie falowały przy każdym ruchu ministra Dietricha von Seizendorfa, który stał nad stołem pełnym dokumentów.
— Wasza Wysokość. — rozpoczął minister — Sejm i delegaci prowincji czekają na decyzje. Reforma administracyjna i podatkowa musi być przygotowana w tym miesiącu. Rosja i Prusy obserwują każdy ruch.
Fryderyk August przesunął palcem po mapie kraju, na której zaznaczono prowincje, garnizony i drogi pocztowe.
— Najpierw ministerstwa. — powiedział w końcu, głosem spokojnym, lecz stanowczym. — Finansów, wojny, sprawiedliwości i handlu. Każde z nich odpowiada centralnie, ale delegaci prowincji muszą wiedzieć, że ich autonomia zostaje nienaruszona.
— To oznacza, że stworzymy coś w rodzaju federalnej administracji. — zauważył Dietrich.
— Dokładnie, — odparł król. — Ale centrum musi mieć kontrolę nad armią i skarbem. Bez tego nawet najlepsza konstytucja nie obroni państwa.
…
Sala sejmowa była pełna rozmów, szeptów i szelestu pergaminów. Delegaci z Litwy i Rusi wchodzili w napięte rozmowy z senatorami polskimi. Magnateria obserwowała króla, próbując przewidzieć jego decyzje.
— Wasza Wysokość. — zaczął marszałek Sejmu — Proponujemy uchwałę o ustanowieniu centralnych ministerstw. Z drugiej strony chcemy zapewnić krajom wschodnim pełną autonomię w zakresie prawa lokalnego i podatków.
— Zgadzam się. — powiedział król, spoglądając na mapy. — Autonomia zostaje, ale centrum musi mieć możliwość koordynacji armii i finansów. Każda jednostka garnizonowa musi raportować do ministra wojny, a dochody z podatków centralnych muszą być jawne i kontrolowane.
Delegaci z Litwy i Rusi wymienili spojrzenia, a starszy poseł z Wilna powiedział:
Za króla Sasa…
Śmierć Stanisława II Augusta spowodowała, że wygasła unia między Rzecząpospolitą Polską a Imperium Rosyjskim. Syn Carycy Katarzyny z małżeństwa z Piotrem III Paweł Piotrowicz Romanow został nowym carem. Elity rosyjskie całkowicie odrzuciły kandydaturę drugiego syna ze związku z Poniatowskim.
Wiadomość o śmierci króla dotarła do Fryderyka Augusta III elektora saskiego i marszałka Rzeszy.
— Panie. — odezwał się Pierwszy minister Dietrich August von Sinzendorf. — Poselstwo z Polski.
— Wprowadzić. — odparł książę elektor.
Do komnaty wszedł poseł w czerni, z biało-czerwoną wstęgą przy płaszczu. Ukłonił się głęboko, po czym podał zapieczętowany dokument.
Fryderyk August nie sięgnął po niego od razu.
— Czy Sejm zebrał się legalnie? — zapytał.
Poseł zawahał się przez ułamek sekundy.
— Zgodnie z Konstytucją, Wasza Wysokość.
Elektor skinął głową.
— W takim razie możemy rozmawiać.
Poseł był mężczyzną w sile wieku, o twarzy zmęczonej podróżą. Zatrzymał się w połowie sali, po czym skłonił się głęboko.
— Wasza Wysokość — zaczął po polsku, po czym poprawił się i przeszedł na niemiecki — przybywam z polecenia Rady Straży Praw i w imieniu Sejmu Rzeczypospolitej.
Fryderyk August skinął głową, wskazując krzesło.
— Proszę mówić. I proszę pamiętać, że w Saksonii najpierw słucha się prawa, a dopiero potem próśb.
Poseł wyciągnął dokument opatrzony wielką pieczęcią państwową.
— Po śmierci Jego Królewskiej Mości Stanisława Augusta unia personalna z Rosją ustała. Tron jest wakujący. Sejm obraduje w trybie przewidzianym przez Konstytucję trzeciego maja.
— A Petersburg? — zapytał spokojnie elektor.
— Nowy car uznał wygaśnięcie unii — odparł poseł po krótkiej pauzie. — Choć uważnie przygląda się naszym decyzjom.
W sali zapadła cisza.
— Rozumiem — powiedział w końcu Fryderyk August. — A czego oczekuje ode mnie Rzeczpospolita?
Poseł nie odpowiedział od razu. Jakby ważył każde słowo.
— Oczekuje ciągłości prawa. Stabilności. I wierności konstytucji, którą Wasza Wysokość zna i… którą przyjęto z myślą o dynastii saskiej.
Elektor oparł dłonie na poręczach fotela.
— Konstytucja nie jest zaproszeniem — odparł. — Jest zobowiązaniem. Także dla króla.
— Właśnie dlatego Sejm zwraca się do Waszej Wysokości — powiedział poseł. — Nie jako do zdobywcy tronu. Lecz jako do jego strażnika.
Fryderyk August spojrzał na ministra Sinzendorfa, potem znów na posła.
— Odpowiedź Saksonii nie zapadnie dziś. — rzekł w końcu. — Ale jeśli Rzeczpospolita wybrała drogę prawa, nie odwrócę od niej wzroku.
Poseł skłonił się ponownie, tym razem głębiej.
— Tylko o to prosiliśmy, Wasza Wysokość.
…
Fryderyk August pozostawał w milczeniu przez kilka sekund. W jego oczach nie było ani entuzjazmu, ani strachu. Był przyzwyczajony do decyzji wymagających precyzji i chłodnej kalkulacji.
— Wasza Wysokość. — odezwał się Dietrich August von Sinzendorf — Czy mamy od razu odpowiedzieć poselstwu?
Elektor skinął głową, ale jego spojrzenie nie opuściło posła.
— Nie, Dietrichu. Proszę pozostawić nas w spokoju na chwilę.
Gdy poseł wyszedł, Fryderyk August odwrócił się ku swojemu ministrowi:
— Myślisz, że Sejm liczy na moją zgodę?
— Na akceptację. — poprawił się minister — Nie na wolną elekcję. Konstytucja 3 maja przewiduje, że w braku męskiego potomka król saski wskazuje następcę. Polska potrzebuje przede wszystkim stabilności, Wasza Wysokość.
— Zgoda. — rzekł książę, marszcząc brwi — Stabilności. To słowo waży więcej niż wszystkie korony Europy.
…
Poseł wrócił z raportem dyplomatycznym od ambasadorów sąsiednich państw. Każdy dokument był ostrożnie zredagowany: Prusy wzywały do „utrzymania pokoju i porządku w regionie”, Austria przestrzegała przed „jakimikolwiek jednostronnymi decyzjami”, Rosja milczała, choć wiadomo było, że obserwuje wszystko z Petersburga.
— Widzisz, Dietrichu. — powiedział Fryderyk August, rozkładając ręce nad mapą — Nie mogę po prostu powiedzieć „tak”. Każda decyzja będzie obserwowana, każda może wywołać konflikt.
— Wasza Wysokość. — odezwał się minister — Ale jeśli nie przyjmiecie tronu, Polska może zwrócić się ku innemu kandydatowi. A to oznacza wojnę lub interwencję Rosji.
Elektor westchnął. Cisza wypełniła gabinet, a jedynym dźwiękiem był szelest pergaminów.
— W takim razie. — powiedział w końcu Fryderyk August — przygotujcie odpowiedź dla poselstwa. Powiem im, że rozważam propozycję Sejmu, że nie ignoruję konstytucji… i że żadna decyzja nie zapadnie pochopnie.
Poseł został przyjęty ponownie. Elektor spojrzał mu w oczy:
— Polska wybrała drogę prawa i konstytucji. Ja nie odwrócę od niej wzroku — rzekł spokojnie. — Ale pamiętajcie: tron nie jest nagrodą ani prezentem. To odpowiedzialność, którą przyjmuję tylko wtedy, gdy będzie ona zgodna z prawem.
Poseł ukląkł, a jego oczy zabłysły szacunkiem i ulgą.
— Tylko o to prosiliśmy, Wasza Wysokość.
Fryderyk August skinął głową, nie zdradzając ani lęku, ani radości. Wiedział, że decyzja, którą podejmie, może zmienić oblicze Europy Środkowej na dekady.
…
Warszawa przywitała elektora chłodnym, wietrznym porankiem. Bramy miasta zamknięto dopiero po godzinach, gdy konwój królewski wkroczył na plac Zamkowy. Tłum był skromny, złożony głównie z urzędników, żołnierzy i nielicznych mieszczan, którzy zdążyli dowiedzieć się o przybyciu nowego władcy.
Fryderyk August wysiadł z powozu, niosąc ze sobą jedynie mały kuferek dokumentów. W jego oczach nie było triumfu ani radości. Był świadom wagi chwili — nie przyjechał, by świętować koronację, lecz by sprawdzić, czy państwo, które wkraczało w jego ręce, naprawdę żyje według prawa.
Pierwszym punktem wizyty było spotkanie z przewodniczącymi Sejmu i Radą Straży Praw. W sali obrad panował półmrok. Świece migotały na drewnianych stołach, a po kątach cicho stąpali sekretarze.
— Wasza Wysokość. — odezwał się marszałek Sejmu, skłaniając głowę — Witamy w Warszawie w imieniu całego stanu politycznego. Przybycie Waszej Wysokości jest znakiem, że Rzeczpospolita pozostaje wierna Konstytucji 3 maja.
— Dziękuję. — odpowiedział król, tonem spokojnym, choć stanowczym. — Przybywam, aby wypełnić obowiązki przewidziane prawem, a nie z własnej ambicji. Władza bez prawa jest niczym więcej niż siłą.
Sekretarz podał mu kolejne dokumenty. Były to raporty z prowincji, informacje o stanie wojska, podatkach i administracji miejskiej. Król przejrzał je uważnie, z wyraźnym skupieniem.
— Zgodnie z raportami. — kontynuował — Wojsko pozostaje lojalne, a prowincje funkcjonują. To dobra podstawa. Ale chcę wiedzieć więcej o nastrojach społeczeństwa. Chcę, aby każdy kraj, każda prowincja miała pewność, że prawo jest przestrzegane.
Przewodniczący Sejmu wymienił spojrzenia z ministrami. Nikt nie kwestionował jego słów — w tym momencie liczyła się jedynie praktyka, nie, ceremonialne tytuły.
— Wasza Wysokość — rzekł wreszcie jeden z radców — Sejm pragnie, abyście teraz wyznaczyli kandydatów na urzędy centralne, a także zatwierdzili projekt pierwszej ustawy dotyczącej reformy administracji.
Fryderyk August skinął głową. — Dobrze. Rozpocznijmy pracę od porządku administracyjnego. Potem zajmiemy się wojskiem i sprawami prowincji. Chcę widzieć efekty, zanim decyzje staną się formalnością.
Na zewnątrz, wśród ludzi zgromadzonych przy placu Zamkowym, dało się słyszeć szept: „Czy to naprawdę nowy król, czy jedynie strażnik konstytucji?” Król słyszał to w myślach, choć nie spojrzał w stronę tłumu. Wiedział, że jego prawdziwa praca dopiero się zaczyna.
I tak, w ciszy sali sejmowej i przy szeptach mieszkańców, Fryderyk August rozpoczął swoje pierwsze dni w Warszawie — nie jako władca zdobywca, lecz jako strażnik prawa i konstytucji.
…
Plac Zamkowy tętnił spokojnym ruchem — strażnicy ustawieni w regularnych rzędach, mieszkańcy wciąż ciekawie spoglądający na powozy królewskie. W samym Pałacu Królewskim atmosfera była gęsta od rozmów i negocjacji. Fryderyk August, choć nadal ostrożny, coraz lepiej orientował się w układzie sił, który zastawał w Warszawie.
…
W sali Sejmu Wielkiego zebrała się najważniejsza szlachta. Wielcy i średni książęta oraz senatorowie rozmawiali między sobą szeptem, obserwując króla z dystansu.
— Czy przyjmie naszą prośbę o utrzymanie przywilejów? — szepnął jeden z senatorów do sąsiada.
–Stabilizacja jest ważniejsza niż ambicje. — odpowiedział drugi, ale w oczach miał wątpliwość. — Jeśli teraz go przekonamy, później nie będzie miejsca na reformy.
Fryderyk August siedział naprzeciw, w milczeniu słuchając sekretarzy i notując sugestie w notesie. Jego spojrzenie spoczywało na mapie kraju rozłożonej na stole, gdzie zaznaczone były prowincje, garnizony i drogi pocztowe.
— Dobrze, żeby każdy z krajów mógł zachować swój lokalny sejm i prawo podatkowe. — powiedział w końcu, kierując słowa do marszałka. — Ale administracja centralna musi mieć władzę nad wojskiem i finansami państwa.
…
W tym czasie w Ratuszu i cechowniach warszawskich pojawiały się delegacje mieszczan. Ich przedstawiciele składali królowi i ministrom petycje o reformę prawa handlowego, ujednolicenie ceł i lepszą ochronę własności.
— Niech król wie, że bezpieczeństwo handlu i miast jest kluczowe dla lojalności obywateli. — mówił starszy cechmistrz, wręczając dokument.
–Będziemy współpracować. — odparł Fryderyk August. — Ale każdy kraj w federacji będzie mógł decydować o sprawach lokalnych.
Mieszczanie spojrzeli po sobie z zaskoczeniem. „Strażnik prawa, a nie zdobywca” — pomyśleli.
…
Dowódcy garnizonów i oficerowie stali wzdłuż korytarza, przynosząc raporty o stanie jednostek. Każdy garnizon miał lojalność wobec państwa, ale nie wobec jednostki.
— Wojsko jest gotowe. — oznajmił jeden z generałów. — Rozkazy królewskie zostaną wykonane. Lecz mieszkańcy wschodnich prowincji obserwują każdy ruch.
–Dobrze. — odpowiedział król. — Chcę, aby armia była gwarantem prawa, a nie narzędziem osobistych ambicji.
…
Do królewskiego biura dotarły raporty z Wilna, Kowna i Lwowa. Posłowie litewscy i rusińscy negocjowali prawo do własnych sejmów, podatków i sądownictwa lokalnego w zamian za lojalność wobec tronu.
— Zależność od centrum nie może naruszać naszych tradycji — pisał jeden z delegatów.
–A jednak musimy stworzyć wspólną politykę zagraniczną i skarb państwa. — odparł Fryderyk August w liście zwrotnym. — W tej równowadze leży stabilność przyszłej federacji.
…
Plac Zamkowy wciąż wypełniał szept mieszkańców, strażników i ciekawskich kupców. Każda decyzja króla była obserwowana, analizowana i komentowana. Fryderyk August wiedział, że jego rola nie jest łatwa: od jego zdolności negocjacji i utrzymania równowagi między magnaterią, mieszczanami, armią i krajami wschodnimi zależy, czy Rzeczpospolita pozostanie spójna i gotowa do ewolucji w federację.
— To dopiero początek. — pomyślał, spoglądając na mapę. — Jeśli nie uda się utrzymać tej równowagi, nawet prawo i konstytucja nie ochronią państwa.Rozdział 2
Reformy
Gabinet Fryderyka Augusta w Pałacu Królewskim w Warszawie był wypełniony pergaminami, mapami i modelami garnizonów wojskowych. Świece rzucały ciepłe światło na ściany, a cienie falowały przy każdym ruchu ministra Dietricha von Seizendorfa, który stał nad stołem pełnym dokumentów.
— Wasza Wysokość. — rozpoczął minister — Sejm i delegaci prowincji czekają na decyzje. Reforma administracyjna i podatkowa musi być przygotowana w tym miesiącu. Rosja i Prusy obserwują każdy ruch.
Fryderyk August przesunął palcem po mapie kraju, na której zaznaczono prowincje, garnizony i drogi pocztowe.
— Najpierw ministerstwa. — powiedział w końcu, głosem spokojnym, lecz stanowczym. — Finansów, wojny, sprawiedliwości i handlu. Każde z nich odpowiada centralnie, ale delegaci prowincji muszą wiedzieć, że ich autonomia zostaje nienaruszona.
— To oznacza, że stworzymy coś w rodzaju federalnej administracji. — zauważył Dietrich.
— Dokładnie, — odparł król. — Ale centrum musi mieć kontrolę nad armią i skarbem. Bez tego nawet najlepsza konstytucja nie obroni państwa.
…
Sala sejmowa była pełna rozmów, szeptów i szelestu pergaminów. Delegaci z Litwy i Rusi wchodzili w napięte rozmowy z senatorami polskimi. Magnateria obserwowała króla, próbując przewidzieć jego decyzje.
— Wasza Wysokość. — zaczął marszałek Sejmu — Proponujemy uchwałę o ustanowieniu centralnych ministerstw. Z drugiej strony chcemy zapewnić krajom wschodnim pełną autonomię w zakresie prawa lokalnego i podatków.
— Zgadzam się. — powiedział król, spoglądając na mapy. — Autonomia zostaje, ale centrum musi mieć możliwość koordynacji armii i finansów. Każda jednostka garnizonowa musi raportować do ministra wojny, a dochody z podatków centralnych muszą być jawne i kontrolowane.
Delegaci z Litwy i Rusi wymienili spojrzenia, a starszy poseł z Wilna powiedział:
więcej..