Królewska gra - ebook
On potrzebuje żony. Ona potrzebuje pracy.
Książę Casanova poszukuje dziewczyny, która podczas rodzinnego weekendu odegra rolę jego narzeczonej i zachwyci rodziców. Jeśli Zayn nie przekona ich, że zmienił się na lepsze, może pożegnać się z koroną i dziedzictwem.
Do akcji wkracza Jenny, aktorka, która właśnie została zatrudniona do odegrania roli swojego życia. Zwłaszcza że tak właściwie nie przepada za Zaynem.
Wkrótce jednak oboje odkrywają, że będą potrzebować siebie nawzajem…
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-272-9308-4 |
| Rozmiar pliku: | 1,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
ZAYN
Potrzebował narzeczonej. I to natychmiast!
Jutro jedzie do domu, a jeśli zjawi się tam bez odpowiedniej partnerki, rodzice będą szalenie zawiedzeni. Nie mówiąc już o ryzyku utraty dość pokaźnej sumki i królewskiego tytułu. Tymczasem on przez ostatnie sześć miesięcy kłamał ojcu i matce, rozwodząc się nad kwitnącym związkiem z „uroczą młodą damą”.
Była to, rzecz jasna, nieprawda…
„Książę Casanova”, „Zayn Złamię-Ci-Serce” i – najbardziej chwytliwe – „Nassau na Jedną Noc” były tylko niektórymi z określeń, jakie wymyśliły dla niego media. I choć większość z nich była wysoce obraźliwa, to w zasadzie nie mijały się z prawdą. Nie insynuacje na jego temat najbardziej go jednak irytowały, ale totalny brak kreatywności ich twórców.
Przecież wart był więcej, niż sugerowało tych kilka tytułów opartych na idiotycznych aliteracjach. Doprawdy, to jakiś żart. Żart, który jego ojciec traktował niestety śmiertelnie poważnie.
Plotki o jego „nadprogramowych” aktywnościach zaczynały docierać do jego rodziców. I chociaż ich adriatyckie Księstwo Pannonia przez lata opierało się „dekadenckim” wpływom Zachodu w postaci MTV, magazynów plotkarskich i Kardashianów, to w obliczu tych rewelacji musiało skapitulować. Wątpliwe podziękowania należą się zapewne kuzynowi Andreasowi, tej jadowitej żmii, która od lat próbuje go zniszczyć.
Ojciec nie był zachwycony. Gdy tylko usłyszał, co się dzieje, król Dragan III Nassau natychmiast wsiadł do prywatnego odrzutowca i poleciał do RPA w celu dokonania „interwencji” w życiu swojego rozbestwionego syna. Była to dość niezręczna sytuacja, a zrobiła się wprost nieznośna, gdy zastał go w jacuzzi z trzema nagimi modelkami. Zayn uśmiechnął się na to wspomnienie – przez lata nabrał niezłej wprawy w zaspokajaniu paru kobiet naraz. Czuł się wtedy, jakby dyrygował orkiestrą – trzeba było tylko wiedzieć, kiedy i gdzie przyspieszyć rytm lub zwiększyć tempo. Nie mówiąc już o tym, jaką przyjemność sprawiało mu, gdy one zaspokajały siebie nawzajem…
Przez ułamek sekundy chciał nawet powiedzieć ojcu, że może wybrać sobie jedną z dziewczyn. Na szczęście francuski szampan, spożywany obficie tamtej nocy, nie zdążył wypłukać z niego resztek zdrowego rozsądku. Chwilę później nastąpiła bardzo długa i bardzo głośna tyrada gróźb, która brzmiała mniej więcej tak:
– Hańba! Zgroza! Rażący brak szacunku! Co za wstyd dla kraju! (I tak dalej, i tak dalej, bla, bla, bla). Natychmiast przemyśl swoje zachowanie… Albo znajdziesz porządną żonę przed dwudziestymi siódmymi urodzinami, albo... – albo rodzice odetną go od majątku i odbiorą mu prawo do tronu. A pieniądze i tron przejmie nie kto inny jak kuzyn Andreas. Na mniej niż dwadzieścia cztery godziny przed powrotem w rodzinne strony i na parę dni przed swoimi dwudziestymi siódmymi urodzinami Zayn uświadomił sobie, że jeśli nie przyjedzie z odpowiednią dziewczyną, będzie w poważnych tarapatach.
Na szczęście znał człowieka, który mógł mu pomóc.
JENNY
Poranne pukanie do drzwi sprawiło, że serce Jenny zaczęło bić jak szalone. Wiedziała, kto to, i wiedziała, że nie jest dobrze.
– Jenny, otwórz drzwi! – huknął właściciel mieszkania.
Cholera jasna! Może jeśli się schowa, to sobie pójdzie? Tak, akurat, unika tego biednego faceta już trzy tygodnie, w trakcie których zdarzyło jej się wychodzić wyjściem ewakuacyjnym po drabinie i wykradać nocą przez okno w łazience (nie, nie była z tego dumna). Cóż, jak się nie ma w portfelu, to trzeba mieć w nogach.
A naprawdę nie miała tej kasy! Oto cały powód. I nie chodziło o to, że się nie starała, po prostu robienie kariery aktorskiej okazało się dużo trudniejsze, niż sądziła. Mieszkała w Cape Town, filmowej stolicy RPA, już dwa lata i jak dotąd nie dostała żadnej propozycji, w każdym razie żadnej przyzwoitej.
Spodziewała się, że będzie nieco łatwiej. Była utalentowana, pełna motywacji, ale zgubiła ją naiwność. Okazało się, że talent nie miał tu nic do rzeczy. Liczyło się, kogo znasz, komu się podlizujesz i komu jesteś gotowa obciągnąć. W ciągu ostatnich dwóch lat miała jedną fuchę, w reklamie pasty do zębów, a niewyraźny kształt jej głowy widoczny był na ekranie dokładnie przez sekundę. Agentka wyjaśniła jej potem, że jedynym powodem, dla którego otrzymała tę robotę, była mała przerwa między zębami, która urzekła reżysera reklamy. Według niego była „nietuzinkowa”.
Obecnie jedyną rzeczą, która sprawiała, że nie wprowadziła się jeszcze do kartonu obok bezdomnego, który krzyczał na przejeżdżające samochody, albo gorzej – że nie wystawała na rogu ulicy w kiczowatych szpilkach – była jej praca w Pizzerii Giovanni. Nadgodziny, mikroskopijna pensja, okropna pizza – tak wyglądało teraz jej życie. Mimo to nie poddawała się. Wiedziała, że gdyby porzuciła swoje marzenia i wróciła do domu, byłoby to najgorsze z możliwych przyznanie się do porażki. Rodzice traktowali jej marzenie jak przejściową fanaberię i ostatnie, na czym jej zależało, to udowodnić im, że mają rację. Poza tym to właśnie przez nich nie chciała wracać. Dwoje ludzi, których ją zdradziło i zraniło tak mocno, jak tylko można to sobie wyobrazić. Byli jednym z głównych powodów jej ucieczki do Cape Town, ucieczki bez grosza przy duszy, z głową pełną wzniosłych marzeń i snów o wolności.
– Wiem, że tam jesteś. Nie możesz unikać mnie w nieskończoność. – Usłyszała pobrzękiwanie kluczy.
Cholera jasna! Nie wierzę! Serce stanęło jej w gardle. I choć była zdesperowana, a skarpety miała bardziej dziurawe niż ser szwajcarski, stwierdziła, że takie zachowanie nie jest w jej stylu. Wzięła głęboki oddech, wygładziła sukienkę i podjęła decyzję, że stawi czoła wszystkim przykrym konsekwencjom, jakie czekają na nią za drzwiami. Tak zachowują się dorośli, nawet jeśli w tym momencie bycie dorosłym brzmiało jak zajebiście ciężka praca.
– Cześć, Mike. – Otworzyła drzwi, uśmiechając się potulnie.
Jenny nie była klasyczną pięknością. Miała piegowatą twarz, burzę rudych, bywało, że bardzo niesfornych loków i zmysłową figurę, co, jak podkreśliła agentka, także było problemem. Jej wygląd był tym, czego reżyserzy „aktualnie nie szukali”. Nie miała wystających obojczyków jak modelki i aktorki. Zamiast tego słyszała, że ma urodę „dziewczyny z sąsiedztwa”, co miało pewien urok, ale nie pasowało „do obecnych standardów”.
Czymkolwiek były te pieprzone standardy!
– Jenny, zalegasz z czynszem już trzy tygodnie. – Mike pokręcił głową.
– Wiem, przepraszam. To dlatego, że byłam ostatnio na wielu castingach. Prawie nie miałam czasu pracować i… jestem spłukana. – Spuściła wzrok ze wstydu. Było jej głupio. Czuła się jak zła osoba, jak unikająca-płacenia-czynszu-schodząca-po-drabinie-uboga-kretynka.
Mike ponownie pokręcił głową z dezaprobatą.
– Nie mogę ciągle robić dla ciebie wyjątków. Jesteś jedyną lokatorką, która wiecznie ma problemy z płaceniem.
– Wiem. I jeszcze raz przepraszam. – Było jej naprawdę bardzo głupio.
Mike westchnął.
– Tydzień. Tyle jeszcze mogę zaczekać. Słyszysz, Jenny?
– Dziękuję! Obiecuję, że do tego czasu zapłacę.
– Tak, to też już słyszałem. – Miał całkowite prawo tak twierdzić. Choć naprawdę chciała mu zapłacić, rzeczywistość była taka, że tylko wygrana w lotto albo niespodziewany spadek po dalekim krewnym, o którego istnieniu nawet nie wiedziała, mogły ją uratować.
I właśnie wtedy zadzwonił telefon.
ZAYN
– Musi wyglądać skromnie, ale nie być brzydka. Dobrze, żeby miała ładną buzię, ale glonojady nie wchodzą w grę… – Zayn urwał, przypominając sobie dziewczynę, z którą „spał” zeszłej nocy, choć w zasadzie za dużo to nie spali. – Musi być mądra i elokwentna, ale nie daj Boże nudna. Powinna też być choć trochę towarzyska, w przeciwnym razie rodzice się nie nabiorą. Ale nie towarzyska w sensie chętna na wypad do nocnego klubu czy na wstępie gotowa na gorące akcje. Aha, i najważniejsze: nie może być seksowna! Nie może być w typie dziewczyn, z jakimi zazwyczaj się umawiam. Po prostu ma udawać przez kolejnych pięć dni szczęśliwie zaręczoną ze mną – wyliczał Zayn, leżąc na brzegu basenu z kieliszkiem martini w dłoni.
Goran nie mógł uwierzyć w to, co słyszał. Od ponad dziewięciu lat był zaufanym doradcą i prawą ręką Zayna, ale czegoś takiego jeszcze nie grali. Była to zdecydowanie najbardziej nietypowa z jego próśb. A trochę ich już było, jak wtedy, gdy zażyczył sobie czarne pantery na dwudzieste piąte urodziny albo gdy kazał spuścić wodę z basenu, a następnie zarządził zrobienie tam baru, wykonanego całkowicie z lodu, na okoliczność sylwestra.
– Do kiedy należy wszystko przygotować, Wasza Wysokość? – spytał.
– Wylatujemy jutro rano. – Zayn zmiażdżył oliwkę zębami w kolorze pereł.
– Proszę wybaczyć, ale sądzę, że lampa Aladyna by nie podołała. – Ton głosu Gorana był wyczuwalnie sarkastyczny.
Zayn cisnął swoim martini, obrócił się na pięcie i zsunął z oczu okulary Dolce and Gabbana, żeby z całą mocą wbić wzrok w Gorana.
– Co niby masz na myśli?
– Mam na myśli, że jest to niemożliwe.
– Naprawdę, jestem tobą rozczarowany. Nie wiedziałem, że słowo „niemożliwe” występuje w twoim słowniku. – Książę zrobił małą pauzę. – Nie możesz po prostu zapłacić jakiejś dziewczynie kupy forsy, żeby to zrobiła?
– „Jakiejś dziewczynie?” – powtórzył z oburzeniem Goran, robiąc palcami znak cudzysłowu w powietrzu. – Jakaś dziewczyna nie przekona rodziców Waszej Wysokości! Przejrzą ją, nim upłynie pięć minut. – Na jego twarzy pojawił się smutek. – Ja wiem, Książę, że pod tą całą warstwą kobiet, koktajli i imprez jesteś dobrym człowiekiem. Bardzo dobrym! Z jakiegoś powodu nie dopuszczasz jednak takiej możliwości. Zobaczysz, że twój plan obróci się przeciwko tobie i poniesiesz jego surowe konsekwencje, jestem tego pewien. Może nawet bardziej surowe, niż się spodziewasz.
– Cóż, w takim razie musisz się naprawdę bardzo postarać. – Zayn obrócił leżak w kierunku słońca, musiał popracować nad swoją opalenizną. – Wierzę w ciebie bezgranicznie, staruszku.
Goran zacisnął pięści, próbując ukryć swoją rosnącą złość. – Książę zdaje sobie sprawę, że ten plan zadziała tylko wtedy, jeśli uda mi się znaleźć dziewczynę, która będzie tak przekonująca i tak oddana roli narzeczonej, że będzie w niej przez dwadzieścia cztery godziny dziennie, przez pięć dni, bez najmniejszego potknięcia? Do tego musiałaby wiedzieć o Tobie wszystko, co wiedziałaby prawdziwa narzeczona, a na nauczenie się tego miałaby zaledwie parę godzin…
Goran przerwał w połowie zdania, bo właśnie przyszedł mu do głowy najbardziej szalony, zuchwały pomysł. Jakby czytając w jego myślach, Zayn poderwał się z leżaka i złapał go za ramiona.
– Jesteś genialny, staruszku! Wiedziałem, że ci się uda! – Książę wyszczerzył zęby w uśmiechu godnym kota z Alicji w Krainie Czarów, kota, który upolował dziewczynę i właśnie zlizywał z niej śmietankę.
– Musimy zatrudnić aktorkę.
JENNY
– Ile płacą?! – Jenny wydarła się do telefonu, rozmawiając ze swoją agentką, Simone. – To… To… To… – Nie mogła wykrztusić słowa. – Z takimi pieniędzmi nie musiałabym pracować przez co najmniej rok. Rok. Okej, gdzie jest haczyk? Musi być jakiś haczyk. I to pewnie duży.
– Podali pewne warunki. – Simone nie brzmiała na szczególnie przekonaną. – Musiałabyś podpisać umowę o zachowaniu poufności, zanim jeszcze pójdziesz na casting. W grę wchodzi też podróżowanie przez parę najbliższych dni, wylot dziś wieczorem. Wszystko na ostatnią chwilę. Nie chcieli powiedzieć, kto jest klientem. Jeśli chcesz znać moje zdanie, to wygląda to dość tajemniczo, ale kasa jest z tego niesamowita, a ty od dwóch lat nie dostałaś żadnego zlecenia. Jakby tego było mało, spełniasz praktycznie wszystkie wymagania opisane w zleceniu.
– Wchodzę w to. – Jenny aż podskoczyła z ekscytacji i prawie wywinęła orła, potknąwszy się o poszarpany brzeg uwalanego kawą dywanu. – Powiedz tylko gdzie, kiedy i co mam założyć, resztę już ogarnę.
W telefonie nastąpiła krótka cisza.
– No właśnie, to też jest dziwne. Casting jest w hotelu Lord Nelson, w apartamencie o nazwie Penthouse. Napisali, żeby nie ubierać się seksownie.
– Nieseksownie? To akurat nowość.
**
Dwie godziny później Jenny stała już w recepcji hotelu ord Nelson w Bantry Bay. Desperacko potrzebowała kogoś, kto zgarnie jej szczękę z podłogi, bo było to jak dotąd najbardziej luksusowe, przesadzone miejsce, jakie widziała. Kryształowe żyrandole wielkości małych samochodów zwisały z wysokiego na trzy piętra sufitu, a szklana winda dominowała całą przeciwną stronę holu. Tuż obok windy widniał złoty napis „Penthouse”.
Wiesz, że masz kasy jak lodu, gdy twój hotelowy apartament ma własną windę!
Jenny ruszyła w stronę windy z opuszczoną głową, patrzyła, jak jej małe stopy suną po połyskującej, marmurowej posadzce. Dramatycznie przydałby jej się pedicure, a stare, skórzane sandały, które miała na sobie, lata świetności miały już dawno za sobą. Jej stopy tak bardzo nie pasowały do tych niewiarygodnie błyszczących podłóg, że poczuła, jak przeszywa ją żądło zażenowania.
Droga do apartamentu okazała się absurdalnie krótka. Jako że penthouse znajdował się na dwudziestym drugim piętrze, nie ulegało wątpliwości, że musiała to być najszybsza winda na ziemi. Szklane pudełko zakończyło swoją szaloną podróż melodyjnym „ping!”, a gdy designerskie drzwi rozsunęły się z charakterystycznym, przyjemnym szmerem, Jenny nie zdążyła powstrzymać westchnienia, które wydostało się z jej ust.
Penthouse nie przypominał niczego, co było jej dane dotąd oglądać, poczuła się, jakby wylądowała na nieznanej planecie. W takich miejscach zatrzymywały się gwiazdy Hollywood, miliarderzy z list „Forbesa” czy członkowie rodziny królewskiej. Sądząc po wyrazach twarzy zgromadzonych tu niedoszłych aktorek, nie ona jedna tak myślała. Cała scena wyglądała dość komicznie.
W kącie ogromnego apartamentu, w którym się znalazła, stała ściśnięta grupka około dwudziestu poszeptujących kobiet. Co chwilę jedna z nich rozglądała się nerwowo, jakby w oczekiwaniu na żądnego krwi potwora, który wyskoczy z cienia i zatopi w nią swoje kły. Jenny nie uśmiechało się dołączenie do grupki, ale była ciekawa, o czym rozmawiają.
– …i nie ma scenariusza – dokończyła blondynka obdarzona piersiami, które zaprzeczały sile grawitacji.
– Mój agent twierdzi, że będzie jak na rozmowie o pracę – rzuciła Pani Botoks.
– Ale jaką pracę? – spytała brunetka, której nogi zaczynały się mniej więcej na wysokości uszu.
– A ja mam gdzieś, o co tu chodzi. Za taki hajs zrobię wszystko – powiedziała wyjątkowo ponętna dziewczyna, której tyłek wzbudziłby zazdrość u co najmniej trzech z Kardashianek. Jenny rozpoznała ją z lokalnej telenoweli, gdzie grała zdzirowatą, nikczemną postać, zaciągającą do łóżka każdego napotkanego męża (teraz, widząc ją na żywo, Jenny zastanawiała się, czy życie naśladuje sztukę bardziej, niż sztuka naśladuje życie). Nurtowało ją także, czy żadna z nich nie dostała informacji o wymogu „skromnego ubioru”. Wszystkie wyglądały, jakby miały zaraz kręcić zbliżenia przed kulminacyjną sceną seksu.
Kogo chciała oszukać? Była brzydkim kaczątkiem tej grupy. Nie miała szans w rywalizacji z tymi seksbombami o ustach muśniętych połyskującym błyszczykiem. Postanowiła, że zmyje się stąd jak najszybciej, zanim ktoś ją jeszcze zauważy. Prześlizgnęła się z powrotem w stronę windy i już miała wychodzić, gdy nagle zatrzymała się w pół kroku.
Uderzająco piękny i wytworny głos, jakiego jeszcze nigdy nie słyszała, rozbrzmiał nad przytłumionym gwarem rozmów, toczących się w apartamencie. Przedstawił się jako Goran Angelov i poprosił, by przejść za nim do drugiego pokoju. Uprzejma prośba była jednocześnie tak władcza, że Jenny nie mogła nie posłuchać. Wraz z pozostałymi aktorkami zaprowadzono ją do kolejnego pomieszczenia, by tam niezwłocznie zacząć casting.
Gdy nadeszła jej kolej, Jenny ustawiła się przed okiem kamery i uśmiechnęła. Nagle poczuła, że jest bardzo zdenerwowana, dużo bardziej niż przy poprzednich przesłuchaniach. Czuła się tak kompletnie nie na miejscu, że była przekonana, że ten elegancki mężczyzna o dostojnym głosie zaśmieje jej się w twarz i odeśle ją do domu. Tak się jednak nie stało, zamiast tego dał jej znak, że ma kontynuować. Zrobiła więc, jak kazał.
– Dzień dobry, nazywam się Jenny Simm. – Starała się powstrzymać drżenie głosu. – Mam dwadzieścia cztery lata, a moja agentka to Simone Stars. – Obróciła się, by pokazać swój lewy profil, potem prawy, a następnie uniosła dłonie do kamery.
– Dziękuję, panno Simm – powiedział Dostojny Głos. – Czy mogłabyś powiedzieć nam coś więcej o sobie?
– W sensie o reklamach, w których grałam? – spytała.
– Nie, to mnie nie interesuje. Chciałbym wiedzieć trochę więcej o tym, kim jesteś. – Uśmiechnął się, a ona zamarła. Nie przypominało to castingów, na jakich bywała, faktycznie. Czuła się trochę jak na rozmowie o pracę. Postanowiła, że zrobi to, o co ją proszą.
– Oczywiście. – Miała wrażenie, że coraz trudniej jej było ukryć rosnące zdenerwowanie. – Mam dwadzieścia cztery lata. Oj, już to powiedziałam. Dorastałam w małym rolniczym miasteczku na końcu świata i wspominam to bardzo dobrze. Spędzałam mnóstwo czasu na zewnątrz, pomagając tacie przy gospodarstwie, więc ciężka praca do dziś mi niestraszna. – Wiedziała, że odbiega trochę od tematu, ale nie mogła się powstrzymać. – Skończyłam studia z literatury angielskiej, trochę na przekór rodzicom, którzy chcieli, żebym studiowała rolnictwo, bo wtedy mogłabym przejąć gospodarstwo. Według nich to była strata czasu, podobnie jak to całe aktorstwo, które staram się praktykować. – Ostatnie zdanie wypowiedziała drwiąco. Jakoś tak wyszło.
Mężczyzna o dostojnym głosie uśmiechnął się do niej.
– A jak sobie radzisz? Mam na myśli realizację planów o byciu aktorką.
Jenny rzuciła okiem na grupkę niedoszłych aktorek poprawiających co i rusz swoje i tak już perfekcyjne makijaże i fryzury. Nie miała się co łudzić. Nigdy w życiu nie dostanie tej roboty, więc w sumie co ma do stracenia?
– Tragicznie – rzuciła z rozbrajającą szczerością. – Na tę chwilę mam przy sobie dokładnie… – zaczęła grzebać w swojej starej torebce, wyciągnęła portfel i zajrzała do środka – …pięćdziesiąt randów i dwadzieścia dwa centy. Oznacza to, że nie mam jak zapłacić czynszu za mieszkanie w tym miesiącu, więc mniej więcej za tydzień wyląduję na ulicy i tam, wystając na rogu w stroju klauna, osiągnę szczyt mojej kariery aktorskiej. Nie wiem, co będę jadła do tego czasu, nie mówię, że nie chciałabym zrzucić kilograma albo dziesięciu, może wtedy dostałabym w końcu jakiś angaż, ponieważ jak na razie od dwóch lat nie dostałam żadnej pracy w tej branży. I to nie dlatego, że jestem złą aktorką, proszę mi uwierzyć, jestem naprawdę, ale to naprawdę dobra. Tylko nie wyglądam tak. – Wskazała ręką na stojące za nią dziewczyny, które przypatrywały jej się z wyraźnym rozbawieniem. – Nieważne, pójdę już. Ma pan jeszcze sporo ludzi w kolejce. Miłego dnia i dziękuję za zaproszenie na przesłuchanie. – Delikatnie machnęła dłonią na pożegnanie i ruszyła do wyjścia, ale jego głos ją zatrzymał.
– Przepraszam, dokąd się pani wybiera? – zapytał.
Jenny prychnęła i jeszcze raz wskazała na pozostałe dziewczyny.
– Proszę się rozejrzeć. Ewidentnie jestem tu brzydką siostrą królewny. Przecież one wyglądają jak z reklamy szamponu do włosów, a widział pan moje kudły? – Nie mogła przestać mówić. Gorzkie słowa wypływały z niej falami i nie dało się ich zatrzymać. Ściągnęła gumkę z kucyka, pozwalając, by niesforne loki opadły na ramiona. – I to jest ich dobry dzień! – Zdmuchnęła parę kosmyków, które opadły jej na twarz. – I tak, mam dziś szkła kontaktowe, ale normalnie noszę okulary. Niezbyt seksownie, prawda? Ale jeśli pan chce, chętnie podyskutuję na temat roli, jaką odegrał feminizm w literaturze początków dwudziestego wieku – dodała sarkastycznie. – Chyba że wolałby pan monolog z Makbeta? Nie? Tak myślałam. – Wzruszyła ramionami na koniec swojej przemowy.
Goran z trudem powstrzymywał uśmiech, co sprawiło, że Jenny poczuła się bardzo dotknięta.
– Czy pan się ze mnie śmieje? – Wyciągnęła palec wskazujący w jego kierunku. – Uważam, że to bardzo niegrzeczne. Proszę mi wybaczyć, ale żadne pieniądze nie wynagrodzą mi takiego traktowania. Wychodzę.
– Chwileczkę, pani Simm, proszę zaczekać! – zawołał, ale kompletnie go zignorowała i jak burza wyleciała z pokoju, zaliczając potknięcie przy wyjściu.ROZDZIAŁ 2
ZAYN
– Że co?! – Zayn nacisnął pauzę, obejrzawszy pięć sekund nagrania z castingu. – Nie ma mowy! Ona się nie nadaje! – wysyczał.
– Nie nadaje? Według mnie spełnia wszystkie wymagania. – Goran wyciągnął odręcznie spisaną notatkę i zaczął czytać: – Skromny wygląd, ale niebrzydka. Miła, łagodna twarz. Nie mimoza, inteligentna i towarzyska, ale nie w sensie wypadu do nocnego klubu. I nie przesadnie seksowna. – Uniósł brwi w swoim klasycznym wyrazie dezaprobaty i wbił wzrok w Zayna. – I choć nie jestem do końca pewny, czym są „glonojady”, to wygląda na to, że u tej dziewczyny nie występują.
Zayn westchnął. Goran znowu miał rację. Zresztą jak zawsze. Oczywiście nie powie tego na głos, ale dziewczyna faktycznie spełniała wszystkie wymagania. Po prostu nie poświęcił ani chwili na zastanowienie się, jak taka osoba mogłaby wyglądać, i teraz doznał szoku, widząc ją na nagraniu. Z całą pewnością nie przypominała żadnej z kobiet, z którymi się umawiał. Ale o to właśnie chodziło, czyż nie?
– I jesteś absolutnie przekonany, że ona będzie najlepsza? – Książę miał nadzieję, że może Goran kogoś przeoczył. Kogokolwiek.
– Jestem przekonany, że najlepiej spełnia wszystkie warunki. – W głosie Gorana słychać było nutę irytacji. – Jeśli Wasza Wysokość nie ufa mojemu osądowi, proszę samemu przejrzeć wszystkie nagrania. W końcu nasz czas na podjęcie decyzji jest nieograniczony.
Goran znowu miał rację. Samolot odlatywał wieczorem, a on musiał wsiąść z kimś na pokład.
– Musimy zrobić coś z jej ciuchami. – Zayn wzdrygnął się, patrząc na jej stare skórzane sandały i tandetną sukienkę. Dziewczyna nie miała żadnego stylu. Jeśli nie liczyć oczywiście tego z tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego piątego roku, któremu była najwidoczniej wierna, a który to rok nie był zbyt spektakularny, jeśli chodzi o modę.
– Ja się tym zajmę. – Goran westchnął i wyszedł, sprawiając przy tym wrażenie, jakby był zmęczony. Niewykluczone zresztą, że tak było.
Książę został sam w pokoju. Wcisnął play, zwiększył głośność i się rozsiadł. Sięgnął po drinka i założył nogę na nogę. Telewizor rozświetlił się na nowo, a on uważnie przyjrzał się postaci na ekranie.
Wydawała się całkiem miła, oczywiście jeśli kogoś to kręci. Dość uprzejma, wygadana, no i miała dyplom uczelni wyższej, zaimponowało mu to, pewnie jego rodzice też byliby pod wrażeniem. Szczególnie że dziewczyny, z którymi się spotykał, nie przywiązywały szczególnej wagi do nauki. Jedna z dumą oświadczyła mu kiedyś, że skończyła college tylko dlatego, że sypiała ze swoim wykładowcą.
Może nie była całkowicie nieatrakcyjna, po prostu nie wiedział, że taki typ urody istnieje. Z całą pewnością było w niej coś intrygującego i ciekawego… Nagle doświadczył czegoś niespodziewanego.
Delikatny uśmiech pojawił się w kącikach jego ust, gdy patrzył, jak dziewczyna grzebie w tej swojej ohydnej torebce. Jej ruchy były dość niezdarne, przez co wyglądała uroczo i naiwnie. Uśmiech przemienił się w niski, cichy śmiech, gdy próbował wyobrazić ją sobie w stroju klauna, a gdy zobaczył, jak wygraża swoim małym palcem Goranowi, wybuchnął głośnym śmiechem.
Nie pamiętał, kiedy ostatni raz jakaś kobieta sprawiła, że się zaśmiał. Szczerze zaśmiał. Przewinął nagranie i obejrzał scenę ponownie, jednak tym razem wydarzyło się coś jeszcze bardziej nieprawdopodobnego.
W momencie gdy rozpuściła włosy, zatrzymał nagranie i zaczął się jej przyglądać. Statyczny obraz na telewizorze wpatrywał się w niego bez słowa, a on czuł, jak coś zaczyna się z nim dziać. W sumie była piękna. Nie, nie piękna, olśniewająca. Uświadomił to sobie i nie mógł już tego nie widzieć. Jego typ dziewczyny był zawsze bardzo określony, a ona się w niego nie wpisywała. Zupełnie nie. Lubił długonogie, wypindrzone blondynki, czyli totalną odwrotność dziewczyny, na którą właśnie patrzył. Niemniej było coś w jej niesfornych, ognistych lokach, dużych niebieskich oczach i nosku pokrytym czarującymi piegami, co sprawiło, że poderwał się z fotela i stał z twarzą wlepioną w ekran telewizora. Pociągnął łyk ze szklanki, w poszukiwaniu chłodu, który zbiłby rosnącą temperaturę jego ciała.
Ona była… wyglądała… wydawała się… Nie znajdował odpowiednich słów.
Ponownie włączył nagranie i obserwował, jak dziewczyna rozpuszcza włosy, potrząsa głową, a jej czerwone fale opadają na ramiona. Widać było przy tym, jak jej obfite piersi poruszają się pod sukienką. Wciągnął powietrze. Duży, naturalny biust. Wyobraził sobie, jak kładzie na nim swoje dłonie. Zerwałby jej stanik zębami i patrzył, jak uwolnione piersi falują w jego dłoniach i ustach.
Uśmiechnął się i poprawił wybrzuszenie, które pojawiło się przed chwilą w jego spodniach i napierało na suwak. Może nie będzie tak źle, jak sądził. Przecież żadna dziewczyna mu jeszcze nigdy nie odmówiła. Z tą będzie podobnie.
JENNY
– Mówię ci, to była totalna masakra, Simone! Zrobiłam z siebie megaidiotkę. – Jenny krążyła po pokoju, nie mogąc sobie wybaczyć tego, jak wybuchła na castingu. – Jezu, a naprawdę potrzebowałam tej pracy. Przecież nie mogę wrócić do rodziców, na wieś i… – Zamyśliła się na ich wspomnienie. Tym, co sprawiło, że przetrwała najgorsze momenty życia, było wcielanie się w różne role i udawanie, że nie jest sobą. Nie mogła tego porzucić. Ostatnia rzecz, jakiej teraz chciała, to być sobą. Bycie sobą nic nie znaczyło.
Głośne pukanie do drzwi przerwało jej gorącą relację i sprawiło, że zamarła. – Dobra, muszę lecieć – wyszeptała do telefonu i się rozłączyła. Co, jeśli Mike zmienił zdanie na temat czynszu? Spojrzała na drabinę przeciwpożarową i już miała rzucić się w jej kierunku, gdy coś ją zatrzymało.
– Już idę. – Głos jej drżał, gdy niepewnie otwierała drzwi, spodziewając się najgorszego. Tego, co stało się chwilę później, nie wyobraziłaby sobie w najodważniejszych marzeniach.
– Gratuluję, pani Simm. Ma pani tę pracę – powiedział Dostojny Głos i uśmiechnął się. Teraz to on nie pasował do otoczenia, stojąc w ciemnym korytarzu, w swoim drogim, świetnie skrojonym garniturze.
– To jakiś żart, tak? – Jenny roześmiała się i rozejrzała dookoła. To musiał być jeden z tych programów typu reality show, w którym każą robić ludziom jakieś rzeczy, a potem wyskakują na nich z ukrytą kamerą. Tylko gdzie ekipa filmowców?
– Nie, jeśli o mnie chodzi, nigdy nie żartuję. – Jego Dostojność skinął głową i wręczył jej kopertę.
Spojrzała w jego poważną twarz i zrozumiała, że to wszystko jest totalnie na serio.
– To twój plan podróży na kolejne dni. Pozwoliłem sobie zrobić zakupy odzieżowe. Rozmiary miałem podane w wypełnionym przez ciebie formularzu. Mam nadzieję, że wszystko będzie pasować.
W momencie gdy skończył mówić, brygada ludzi zaopatrzona w torby, pudełka, buty i walizki wszystkich możliwych kształtów i rozmiarów wtargnęła do jej małego mieszkania. Rozpoznała parę marek, które przemknęły jej przed oczyma, jak Prada, Max Mara, Jimmy Choo czy Chanel i inne, których nazw nie odważyłaby się nawet wymówić.
– Zaraz, chwila! – Podniosła ręce do góry. – Co tu się dzieje?!
Zamiast odpowiedzieć, Goran poprowadził Jenny na kanapę i posadził ją na niej.
– Dobrze, gdzie są makijażystka i fryzjer? Czy stylistka dotarła? – spytał głośno.
Zanim zdążyła zaprotestować, ktoś był już przy niej ze szczotką, a ktoś inny przykładał jej maskarę do twarzy. Otworzyła usta, nie mogąc uwierzyć, że tyle ludzi właśnie koło niej skacze.
Nie, to nie działo się naprawdę. Czy to Pretty Woman 2? Z tym że ona nie jest prostytutką i nie wygląda jak Julia Roberts, a już na pewno nie ma figury, która pozwoliłaby jej się wcisnąć w tę kusą sukieneczkę, w której bohaterka występuje na początku filmu. Nie planowała też w przygruchiwać sobie w najbliższym czasie żadnego miliardera. Okej, to na pewno nie Pretty Woman. Bez ostrzeżenia ktoś zaczął piłować jej paznokcie, podczas gdy ktoś inny boleśnie wyrwał pojedynczy włosek z jej brwi.
– Au! – Poderwała się z kanapy z okrzykiem bólu. – Co tu się, do cholery, dzieje? – Musiała wyglądać na przerażoną, i tak się zresztą czuła, bo mężczyzna patrzył na nią, jak gdyby było mu jej żal. Zaraz potem zupełnie niespodziewanie delikatnie położył dłoń na jej ramieniu i przemówił najbardziej uspokajającym głosem z możliwych:
– Mamy dokładnie godzinę do wyjazdu na lotnisko, więc nie ma za wiele czasu na wyjaśnienia. Obiecuję ci jednak, że wszystko będzie dobrze, a ty będziesz wyglądała pięknie. Niczym się nie przejmuj, postaram się wszystko ci wyjaśnić, jak tylko znajdziemy wolną chwilę. Zaufaj mi.
– Kim ty jesteś? – spytała Jenny, wpatrując się w ciepłe, brązowe oczy mężczyzny.
– Goran Angelov. Już się przedstawiłem. – Znowu się uśmiechnął.
– Nie o to mi chodzi. Kim jesteś? – ponowiła pytanie.
– Kimś, komu możesz zaufać. Wiem, że to pewnie dość trudne w obecnej sytuacji. Z pewnością jesteś skonfundowana i chciałabyś zapytać o całe mnóstwo rzeczy, ale na razie musisz mi wierzyć na słowo. – Miał kojący głos, przyjazną twarz, a jego sposób bycia był tak spokojny, że choć dziwiła się sama sobie, ufała mu. Temu dziwnemu, tajemniczemu mężczyźnie, w zbyt formalnym jak na tę gorącą pogodę stroju, dystyngowanemu i elokwentnemu, w którego głosie pobrzmiewał egzotyczny, nieznany jej akcent – ufała mu.
– Dobrze. – Opanowała się i usiadła z powrotem na kanapie, by znów poddawać się bolesnemu usuwaniu włosków.
Godzinę później Jenny stała przed lustrem i przyglądała się nieznanej kobiecie w odbiciu. Kobieta miała proste i lśniące włosy, jej brwi wyginały się w eleganckie łuki, paznokcie pomalowane były na bladoróżowy kolor, a firanka rzęs wywijała się zalotnie. Dotknęła swojej gładkiej skóry. Przebiegła palcami po policzkach muśniętych różem w kolorze brzoskwini i przejechała opuszkami placów po diamentowych kroplach zwisających z uszu. Biała sukienka Max Mary, którą miała na sobie, była przepiękna, a paznokcie stóp wystających spod sukienki, z zachwycających złotych sandałów, były po starannym pedicurze. Kim, do diabła, była ta kobieta w lustrze?
– Mówiłem, że będziesz wyglądać pięknie. – Uśmiech Gorana był serdeczny i szczery. – Czas jechać na lotnisko.
– Dokąd lecimy?
– Nie my, lecz ty. Ja nie lecę z tobą, ale spotkamy się na miejscu.
– Na miejscu, czyli gdzie? – Jenny poczuła nerwowe ukłucie. To wszystko było bardzo dziwne i jakaś jej część chciała się wycofać… ale, no właśnie, te pieniądze. Z takimi pieniędzmi mogłaby opłacić roczny czynsz i skupić się na realizacji swoich planów.
– Jeszcze nie mogę nic powiedzieć. Wszystkiego dowiesz się w samolocie.
Jenny przekrzywiła głowę.
– Zdajesz sobie sprawę, jak to brzmi, prawda?
Na twarzy Gorana ponownie pojawił się uśmiech.
– Jak kompletne szaleństwo?
– Dokładnie. – Spojrzała w jego oczy. – Ale zaufam ci, mimo że nie mam zielonego pojęcia, kim jesteś. Tak naprawdę to może być porwanie w celu handlu ludźmi, czy coś podobnego.
Goran wzdrygnął się, jakby nie mógł znieść takich słów.
– Mogę cię zapewnić, że to bezwzględnie nie jest to. – Wypowiadał słowa w sposób pewny, zdecydowany i z osobliwą powagą. – Muszę cię jednak ostrzec, że gdy wsiądziesz na pokład, nie ma już odwrotu. Musisz kontynuować to, czego się podjęłaś, dlatego jeśli chcesz się wycofać, teraz jest ostatni moment. A jeśli nie chcesz, to proszę, żebyś podpisała ten dokument. – Wyjął z kieszeni złożoną kartkę i długopis i podał jej.
Jenny rozłożyła papier, a to, co było na nim napisane, zbiło ją z tropu.
– Co to jest?
– Dokument, który mówi, że nie wycofasz się z podjętego zlecenia, po tym jak złożysz pod nim swój podpis.
Jenny uważnie przestudiowała zapisy.
– A co, jeśli będę chciała się wycofać?
Goran zrobił krok do przodu.
– Masz dokładnie pięć minut, żeby podjąć decyzję. Zaraz musimy ruszać.
Jenny spojrzała na niego znad kartki.
– I według ciebie muszę to zrobić?
– Powinnaś. Tylko ty sprostasz temu zadaniu.
– Naprawdę? – Jenny zerknęła na czarną linię tekstu na dole strony. Jeśli ją podpisze, nie będzie już możliwości odwrotu, mimo że nie wiedziała, czego się podejmuje. – I nie powiesz mi nic więcej, tak?
Goran rozejrzał się po pokoju, w którym było jeszcze parę osób.
– Mogę cię jedynie zapewnić, że pasujesz jak ulał do tej pracy, a ja będę cię wspierał na każdym kroku.
– Na każdym kroku, tylko nie dziś w samolocie?
– Obawiam się, że mam jeszcze parę spraw do załatwienia przed wyjazdem. Dołączę do ciebie jutro wieczorem. – Zbliżył się do niej i raz jeszcze położył dłoń na jej ramieniu. – Zrozumiem też, jeśli odmówisz.
Jenny się uśmiechnęła.
– Mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś bardzo przekonujący?
– Ktoś coś wspomniał. – Goran odwdzięczył się uśmiechem.
Jenny rozłożyła papier na płasko i podpisała najszybciej jak mogła, żeby przypadkiem się nie rozmyślić. Przekazała dokument Goranowi, który pobieżnie przeskanował go wzrokiem.
– Do zobaczenia jutro. Udanej podróży. – Gestem wskazał, by podążyła za nim.
W co też się znowu wpakowała?
ZAYN
Zayn siedział już wygodnie w swoim prywatnym samolocie, gdy nagle na pokład weszła najbardziej zjawiskowa kobieta, jaką kiedykolwiek widział. Zerwał się z siedzenia, by się przedstawić, i stanął jak wryty. To była ona! Po raz drugi tego dnia nie mógł wykrztusić z siebie słowa.
Wpatrywał się w nią i czuł, jak coś w nim eksploduje, uwalniając rodzaj oszałamiającego, najdzikszego, najbardziej odurzającego pożądania, jakie zdarzyło się mu poczuć. Jego reakcja na nią była kompletnie instynktowna, nie mógł się jej oprzeć. Nie chciał się jej oprzeć. Sprawiła, że to coś, coś głębokiego i pierwotnego, co nosił w sobie, a co do tej pory było uśpione, właśnie się przebudziło. Uczucia, które się pojawiły, nie przypominały tych, które odczuwał przez te wszystkie lata w towarzystwie innych kobiet.
Była delikatna, słodka i apetyczna, tak, że miał ochotę ją pożreć. Miała na sobie prostą białą sukienkę, jakby skrojoną dla jej ponętnych kształtów, która przy każdym, nawet najsubtelniejszym ruchu podkreślała jej szerokie biodra i piersi. Zayn nie pamiętał, kiedy ostatni raz widział lub trzymał w dłoni naturalne piersi. Zazwyczaj miał do czynienia z tymi twardymi, silikonowymi. Świetnie się na nie patrzyło, z dotykiem było gorzej. W tym wypadku byłoby pewnie zupełnie inaczej.
Jej piersi musiały mieć rozmiar E, może 85E, zgadywał. Z upływem lat stał się prawdziwym ekspertem w zgadywaniu rozmiaru miseczek. Kupowanie bielizny dla jego podbojów to było coś, co robił od bardzo dawna. Przebiegł myślami po liście zakupów, jakich dokonał przez lata: skóra, koronka, bielizna ze sznurków i tasiemek, mikroskopijne stringi. Nie wyobrażał jej sobie w czymś takim. Gdyby kupował dla niej, musiałoby to być coś innego.
Coś równie pięknego jak ona. Z każdą kolejną myślą jego serce zaczynało bić szybciej.
Z trudem przesunął wzrok z jej ciała na twarz. Wtedy doświadczył czegoś bardzo dziwnego. Dzika żądza i niepohamowane pożądanie zaczęły się ulatniać, a zamiast nich pojawiła się chęć, nie, nie chęć, ale instynktowna potrzeba, by ją chronić. Chwycić ją w ramiona i trzymać. Było w niej coś tak czystego i niewinnego, coś tak niezepsutego, co chciał za wszelką cenę zachować.
Co, do licha, się z nim działo?
JENNY
Jenny mało nie upadła, gdy stojąc między siedzeniami, zobaczyła naprzeciwko siebie najdoskonalszego mężczyznę, jakiego przyszło jej kiedykolwiek oglądać. Przełknęła nerwowo ślinę i przyjrzała mu się uważnie. Był wysoki, miał na pewno więcej niż metr osiemdziesiąt, a jego skóra miała barwę jej ulubionej kawy mokki. Czarne jak smoła włosy sięgały trochę za kark. Popołudniowy cień padał na dolną część jego twarzy, podkreślając mocne rysy. Surowe, a jednocześnie jakby doskonale wyrzeźbione.
Widać było, że jest umięśniony. Szerokie ramiona rozciągały koszulkę do granic wytrzymałości. Gdy przestąpił z nogi na nogę, jej wzrok od razu powędrował w dół. O Chryste… W jednym konkretnym miejscu spodnie wydawały się szczególnie opięte – widać było, że natura hojnie go wyposażyła.
Szybko podniosła wzrok i natychmiast pochłonęło ją coś innego: jego przeszywające szmaragdowe spojrzenie. Miał czarujące oczy, w których natychmiast i bezwarunkowo się zgubiła. Dryfując w szmaragdowej mgle, poczuła delikatne trzepotanie gdzieś w głębi. Na początku przypominało to cichy, prawie niesłyszalny szept, ale w miarę zanurzania się w głąb szmaragdowej studni szept nasilał się, aż zmienił się w krzyk.
Krzyk niósł się echem po ciele z taką siłą, że pobudził wszystkie zmysły, do momentu aż każdy nerw w jej ciele płonął i drżał. Pierwszy raz doświadczyła czegoś takiego. Nigdy nie czuła się tak blisko swojego ciała i tak daleko od swojego rozumu jak teraz, gdy wpatrywała się w tego mężczyznę. Wyglądało na to, że mózg ustąpił fizycznym odczuciom, które w niej wirowały, i pozwolił im przejąć kontrolę.
Stali naprzeciwko siebie w zupełnej ciszy. Żadne z nich nie mogło wydobyć z siebie słowa, napięcie unoszące się w powietrzu było wprost namacalne. Ich oczy spotkały się i było tak, jakby już nigdy nie miały się rozłączyć, jakby czas stanął w miejscu, a wszystko dookoła zniknęło. Chwila skończyła się, gdy samolot zaczął startować, a głos dobiegający z głośnika poprosił o zajęcie miejsc i zapięcie pasów. Bez słowa wykonali oba polecenia.
Co to było, do diabła?!ROZDZIAŁ 3
JENNY
Serce Jenny biło jak szalone, gdy zaciskała metalową klamrę dookoła bioder. Przybyła tu z milionem pytań, które tylko namnożyły się, gdy zobaczyła prywatny odrzutowiec. Czy miała do niego wsiąść? Co to za praca? Kogo miała zagrać? Dokąd lecieli? I dlaczego ta kiecka sprawia, że swędzą ją najbardziej skryte miejsca?
Wszystkie pytania ustąpiły jednak miejsca jednemu: kim, do jasnej cholery, jest ten facet i co to za dziwne uczucie pojawiło się, gdy go zobaczyła?
Dyskretnie zerknęła na mężczyznę. Z jakiegoś powodu wydawał jej się znajomy, ale nie mogła przypomnieć sobie, skąd go kojarzyła. Silniki zaryczały, a ona poczuła, jak samolot nabiera prędkości na pasie startowym. Stłumiła w sobie chęć spojrzenia do tyłu i sięgnęła po kolorowe czasopismo w nadziei, że zajmie ją choć na chwilę. Nie było to jednak proste, ponieważ całą sobą chciała raz jeszcze popatrzeć na mężczyznę. Musiała się bardzo kontrolować, żeby zwalczyć tę chęć i dalej przerzucać strony. Aż nagle zobaczyła przed sobą… I od razu zrozumiała. Zrozumiała, że nic dotąd nie rozumiała.
Widziany na mieście w tym tygodniu: w czwartek, po imprezie MTV Base niegrzeczny Nassau na Jedną Noc realizuje najśmielsze męskie fantazje i wraca do domu nie z jedną, ale dwiema modelkami.
Co? Poderwała głowę i spojrzała na niego gniewnie. To on! „Nassau na Jedną Noc”, „Książę Casanova” i inne określenia używane przez tabloidy. To na pewno był on, we własnej, żywej i niestety niesamowicie atrakcyjnej osobie. Jenny nie była zachwycona, odrzuciło ją. Czytywała magazyny plotkarskie, słyszała różne historie i wiedziała, jaką ten człowiek ma reputację. Był totalnym dupkiem i kobieciarzem. Nie wspominając o jego arogancji i samoocenie jak stąd do kosmosu. Dlaczego do pieprzonej kurwy nędzy była z nim na pokładzie prywatnego samolotu? I jakim cudem Goran go zna?
Niespodziewanie mężczyzna wstał i ruszył w jej kierunku. Skrzyżowała ręce na piersi i starała się wyglądać na jak najbardziej opanowaną i zdegustowaną. Nie było to zbyt trudne, ponieważ tak się w zasadzie czuła.
– Witaj. Jestem książę Zayn Nassau. Ty musisz być Jenny Simm. Miło cię poznać. – Zbliżył się jeszcze bardziej i wyciągnął dużą (i piękną) dłoń.
Spojrzała na niego, nie ukrywając lekceważenia. Być może był najpiękniejszym facetem, jakiego kiedykolwiek widziała, ale przez to właśnie musiał być tak niebezpieczny i zabójczy dla płci przeciwnej. Pewnie kobiety zadurzały się w nim w mgnieniu wymalowanego oka.
Ona taka nie była! O nie. Teraz, gdy wiedziała już, kim jest, uodporniła się całkowicie na jego atrakcyjny wygląd i urok osobisty. Nie zamierzała wpadać w jego sidła.
ZAYN
Wpatrywała się w jego dłoń tak długo, że zaczął się zastanawiać, czy zamierza w ogóle ją uścisnąć.
– Witaj. Jestem książę Zayn Nassau. Miło cię poznać – powtórzył, na wypadek gdyby go wcześniej nie usłyszała. – To ogromna przyjemność.
Zanim zdążył dokończyć, przerwała mu. Na jej ładnej buzi pojawił się grymas.
– Wiem, kim jesteś. Czytałam o tobie w gazetach.
– Cóż, mam nadzieję, że nie wierzysz ślepo we wszystko, co przeczytasz. – Wypróbował na niej swój zabójczy uśmiech, który zazwyczaj sprawiał, że kobiety topniały i zmieniały się w kałuże zachwytu. Tym razem nic takiego się nie stało.
– A nie powinnam? – Jej oczy pociemniały.
– Nie! – wyrwało mu się. Wyglądało na to, że wytrąciło ją to jeszcze bardziej z równowagi.
– Nie za dobrze idzie nam zapoznanie, co? – spytał.
– No nie za dobrze. – Oburzenie rozpaliło jej ładne niebieskie oczy.
Jezu, ale była śliczna.
– Nie tak to sobie wyobrażałem. – Leniwie osunął się na fotel naprzeciwko niej.
– A jak to sobie wyobrażałeś? – Ton jej głosu był zimny i bezbarwny.
– Tak jak zwykle. Uścisk dłoni, wymiana uśmiechów i uprzejmości, może jakiś niewinny flirt. Raczej nie mam problemów z kobietami, pewnie wiesz. – Ponownie spróbował sztuczki z uśmiechem i ponownie zero reakcji.
– Boże, ale z ciebie arogancki typ – powiedziała i odwróciła się.
Czara goryczy się przelała i oficjalnie był zbity z tropu. Była to pierwsza kobieta od lat, a może i pierwsza w całej historii, która oparła się jego urokowi. Zazwyczaj miał do czynienia z dwiema kategoriami kobiet: jedne nieśmiało mrugały i nerwowo chichotały, a inne od razu, bezwstydnie, rzucały się na niego i lądowały jakimś sposobem na jego penisie. Wyglądało na to, że ona nie należy do żadnej z nich.
Jenny rozejrzała się po pustym samolocie.
– Gdzie są inni ludzie? Ekipa filmowa, reżyser, producent? Ktokolwiek, byle nie ty.
– Mnie również miło Cię poznać – rzucił Zayn beznamiętnie.
– Równie sarkastyczny, co arogancki – odgryzła się.
– Niektórym to się podoba.
– Mnie na pewno nie.
Książę poddał się. Jego próby dowcipnych przekomarzanek spalały na panewce jedna po drugiej.
– Mamy przed sobą długi lot, czy nie moglibyśmy chociaż spróbować zachowywać się jak cywilizowani ludzie?
– Dokąd lecimy?
– Do Pannonii.
– Gdzie to jest?
– Zadajesz bardzo dużo pytań.
– Tylko wtedy, gdy nie otrzymuję żadnych odpowiedzi. Goran powiedział, że wszystkiego dowiem się tutaj. O co chodzi z tą pracą dla niego?
– To nie będzie praca dla niego, panno Simm. To będzie niezwykle istotna praca dla mnie. – Napotkał jej spojrzenie, na pierwszy rzut oka widać było, że jest bardzo skonfundowana, co zaowocowało uroczym zmarszczeniem brwi. – Goran zatrudnił cię w moim imieniu. Będziesz pracować dla mnie.
Wyraz jej twarzy mówił wszystko. Rozdziawiła usta ze zdziwienia, a jej oczy zaokrągliły się w następstwie szoku, jakiego doznała.
– Ja… Ja… Ja nie rozumiem. Co to za praca? – wyjąkała, rozglądając się spłoszonym wzrokiem po samolocie. – Natychmiast mi powiedz, albo każ pilotowi zawrócić i zabierz mnie do domu. – Wyjrzała przez okno, obserwując oddalające się światła miasta.
– O ile wiem, podpisałaś jakiś papier, że od momentu wejścia na pokład nie możesz się już wycofać.
JENNY
Jenny zacisnęła pięści. Czuła się na maksa oszukana. Jak mogła zaufać Goranowi? Przecież nawet go nie znała! W co też się wpakowała, podpisując to oświadczenie?
Zayn wziął głęboki oddech, jakby szykował się do opowiedzenia swojej historii życia, co w zasadzie zaraz potem uczynił. Jenny nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. To było milion razy gorsze niż to, czego oczekiwała. W najśmielszych snach nie spodziewała się, że będzie musiała udawać narzeczoną księcia.
– Zaraz, zaraz! – Podniosła dłoń, czym przerwała mu w połowie zdania. Jej twarz poczerwieniała w wyniku zażenowania pomieszanego z gniewem. – Jeśli sądzisz, że pójdę z tobą do łóżka, to grubo się mylisz. Nie obchodzi mnie, ile mi płacisz. Nie jestem jakąś prostytutką, którą można kupić. – A może to była jednak druga część Pretty Woman?
– Wyluzuj, nie musisz ze mną spać, zapewniam cię. Moja rodzina jest bardzo konserwatywna, więc i tak do ślubu nie wolno by nam było spać w jednym łóżku.
Jenny wbiła spojrzenie w Zayna, szukając ewidentnych oznak kłamstwa: rozbieganego wzroku, napięcia ciała czy podwyższonego głosu. Niczego takiego nie było. Mówił prawdę.
– Dlaczego to robisz? Przecież możesz mieć każdą… prawie każdą kobietę, której zapragniesz. – Szybko się poprawiła. Nie chciała, żeby pomyślał, że zalicza się do tej grupy.
Uśmiech powoli rozjaśnił jego oblicze.
– Mój ojciec nigdy nie był wielkim fanem mojego gustu w kwestii kobiet.
Jenny prychnęła, co przerwało jego odpowiedź.
– Doprawdy, bardzo ciekawe czemu. Te półnagie modelki wydają się niesamowicie miłe. Podobnie jak ta striptizerka, z którą umawiałeś się jakiś czas temu, totalnie sympatyczna. I co za klasa! Idealny materiał na księżniczkę. – Nie obchodziło jej, czy poczuje się obrażony. Ona była obrażona na siebie za to, że dała się wciągnąć w takie bagno. Odpowiedziała więc najbardziej sarkastycznie, jak tylko umiała.
Podniosła wzrok na Zayna, ale najwidoczniej jej sarkazm nie przyniósł oczekiwanego efektu, bo on dalej wpatrywał się w nią z uśmiechem. Niespodziewanie zrobił jednak coś niepokojącego, coś kompletnie, okropnie niestosownego. Pochylił się, a gdy był już przy jej włosach, mogłaby przysiąc, że je powąchał, a następnie zbliżył się jeszcze bardziej, tak, że jego usta prawie dotykały jej ucha. Poczuła jego gorący oddech na szyi i wzdrygnęła się, choć nie z bólu.
– Takie dziewczyny są w porządku, ale do… pieprzenia. To nie typ kobiet, które zabierasz do domu, żeby przedstawić rodzicom.
Jenny sapnęła z oburzenia i zaraz zakaszlała, bo wciągnęła za dużo powietrza naraz. Nikt nigdy nie odezwał się do niej w taki sposób. Jakaś jej część była zdegustowana i przerażona, ale była i taka, która odczuwała niewiarygodne podniecenie. Książę uśmiechnął się z tryumfem, ewidentnie niesamowicie z siebie zadowolony. Miała ochotę go trzepnąć.
Nonszalancko odchylił się na siedzeniu i skrzyżował nogi.
– Kontynuując… – mówił dalej, jak gdyby nigdy nic, jakby w całej tej sytuacji nie było absolutnie nic dziwnego. Zwykła biznesowa transakcja. – Mój ojciec nie akceptował moich wyborów, więc dał mi ultimatum: albo ustatkuję się u boku odpowiedniej dziewczyny, albo koniec z kasą i dziedziczeniem tronu. Mam czas do dwudziestych siódmych urodzin, czyli jeszcze dokładnie cztery dni. Dlatego tu jesteś. Wybrałem cię, bo w niczym nie przypominasz dziewczyn, z jakimi umawiałem się do tej pory…
Jenny wystrzeliła z siedzenia, jakby nagle uświadomiła sobie, że siedzi na rozżarzonych węglach.
– Bo nie jestem jakąś seksowną modelką, tak?! – Wow, jego wytłumaczenie zraniło ją do żywego. Zrozumiała, że naprawdę była brzydkim kaczątkiem na tym castingu i był to prawdziwy powód, dla którego dostała tę robotę.
– Nie, uważam, że jesteś piękna – zapewnił ją, równie szybko wstając z fotela.
– Co? – Jenny nie miała zamiaru wierzyć w ani jedno jego słowo. Przymrużyła swoje zimne, sardoniczne oczy. – Jesteś kłamcą, a to, co robisz, oszukiwanie swojej rodziny w ten sposób, jest obrzydliwe i nieuczciwe. Każ zawrócić samolot i zabierz mnie do domu.
– Wiesz, że nie mogę tego zrobić – odpowiedział obojętnym tonem. – Czy ci się to podoba, czy nie, dostałaś tę pracę i oczekuję, że wypełnisz swoje obowiązki.
Mruknęła ze złością i odwróciła wzrok. Nie mogła na niego patrzeć.
– I jak ma się to wszystko zakończyć? Rozumiem, że nie będziemy żyć razem długo i szczęśliwie? – spytała.
– Zerwiesz ze mną. Najlepiej publicznie.
Jenny zwiesiła głowę i ukryła twarz w dłoniach. Nie mogła uwierzyć, w co się wpakowała.
– A jaki będzie powód zerwania?
– A bo ja wiem? Uświadomisz sobie, że wciąż kochasz swojego eks albo że królewskie życie to zbyt duża presja czy coś w tym stylu. Jesteś kreatywna, na pewno coś wymyślisz.
Wszystkie elementy układanki zaczynały do siebie pasować.
– Zerwę z tobą, żebyś mógł udawać biednego, pogrążonego w żalu narzeczonego ze złamanym sercem, co z pewnością zaowocuje toną współczucia od twoich rodziców. W końcu będziesz mógł udowodnić, jak bardzo się zmieniłeś. No sprytnie to sobie wymyśliłeś.
Jenny marzyła, żeby wydostać się z tego samolotu i magicznie znaleźć się z powrotem w swoim małym, nędznym mieszkanku. Kłamstwo to jedno, ale to, co się tutaj działo, było oszustwem na niesłychaną skalę i nie chciała mieć z tym nic wspólnego. Niestety, prawda była taka, że nie miała wyboru.