-
nowość
-
promocja
Królowa Ogrodów Kosmosu - ebook
Królowa Ogrodów Kosmosu - ebook
Pragnienia mają swoją cenę – a Ziemia musi ją zapłacić.
Nad Ziemię nadciąga kataklizm, który ma oczyścić ją ze złej energii nagromadzonej na wyspie zamieszkałej przez Alantów. Ta pradawna rasa zapędziła się w dążeniu do nieśmiertelności i teraz musi stawić czoła własnemu końcowi.
Ludzie przygotowują się do opuszczenia znanych sobie krain. Pragną schronić się w wysokich górach, gdyż upatrują w nich szansy na przetrwanie, a na ich czele staje młoda Irika, mieszkanka krainy nad oceanem. W tym samym czasie jej ukochany, Gerumid, próbuje znaleźć sposób na ocalenie Ziemi i udaje się na Alantę.
Tam, gdzie wszystko się zaczęło – i gdzie wszystko może się skończyć.
„Królowa Ogrodów Kosmosu” to niezwykła powieść o granicach ludzkiego poznania, pragnieniu nieśmiertelności i sile, która tworzy oraz niszczy całe światy. To podróż przez przestrzeń, czas i emocje – aż po sam początek istnienia.
Nad Ziemię nadciąga kataklizm, który ma oczyścić ją ze złej energii nagromadzonej na wyspie zamieszkałej przez Alantów. Ta pradawna rasa zapędziła się w dążeniu do nieśmiertelności i teraz musi stawić czoła własnemu końcowi.
Ludzie przygotowują się do opuszczenia znanych sobie krain. Pragną schronić się w wysokich górach, gdyż upatrują w nich szansy na przetrwanie, a na ich czele staje młoda Irika, mieszkanka krainy nad oceanem. W tym samym czasie jej ukochany, Gerumid, próbuje znaleźć sposób na ocalenie Ziemi i udaje się na Alantę.
Tam, gdzie wszystko się zaczęło – i gdzie wszystko może się skończyć.
„Królowa Ogrodów Kosmosu” to niezwykła powieść o granicach ludzkiego poznania, pragnieniu nieśmiertelności i sile, która tworzy oraz niszczy całe światy. To podróż przez przestrzeń, czas i emocje – aż po sam początek istnienia.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Science Fiction |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8423-301-6 |
| Rozmiar pliku: | 1 006 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
ROZDZIAŁ I
IRIKA
Płaski teren sprawiał, że Bin, stojący na niewielkim, nieporośniętym niczym oprócz traw wzniesieniu, widział przed sobą daleką przestrzeń. Znał każdy skrawek tego terenu i z przyjemnością patrzył, jak wierzchołki drzew pochylały się na słabym wietrze. Wysokie sosny stały oddzielone od siebie, a przestrzeń między nimi wypełniały brzozy, tworząc z liściastymi krzewami niewielkie zagajniki. Ziemia była pokryta trawą, która dopiero co się zazieleniła, a cały obszar przecinały niebieskie wstęgi wolno płynących rzek. Najbliżej niego, prawie u stóp wzgórza, wiła się, połyskując drobnymi niczym rybia łuska falami, dostojna Lana. Nieco dalej, z prawej strony, wpadała do niej inna, równie szeroka rzeka, która nazywała się Lena. Ich ramiona tworzyły ze wzniesienia trudno dostępną enklawę.
Bin obrócił się, by przebiec wzrokiem po całym horyzoncie. Tereny po zachodniej stronie sięgały aż do niewidocznego stąd morza, a po wschodniej również niewidocznych gór.
Ubiegłej jesieni zza Lany przybyła grupa ludzi. Przywędrowali z bardzo daleka, znad oceanu. Bin nigdy nie był nad oceanem. Najdalszymi podróżami, jakie odbył, były wędrówki do wielkiego jeziora w górach, gdzie znajdują się źródła rzeki Leny. Niewiele rodzin zamieszkiwało tamte tereny. Domostwa tych, którzy godzili się na ciężkie warunki, znajdowały się w oddaleniu kilku dni marszu od siebie. Jedną z tych rodzin byli jego krewni mieszkający na samym brzegu jeziora. Dalej kraina była już bezludna, a niebosiężne góry jaśniały blaskiem śniegu wiecznie leżącego na ich szczytach. Jedynie myśliwi zapuszczali się w tamte miejsca. Bin znał się na myślistwie i czas odwiedzin u wujostwa wykorzystywał na polowania. Wtedy przez wiele dni wędrował po górach, poznając ich rozległe tereny, które stanowiły praktycznie granicę cywilizacji.
Teraz, stojąc na wzgórzu, przypomniał sobie wydarzenie sprzed prawie pół roku. Kobieta, a raczej dziewczyna, która przewodziła wędrowcom, była wysoka i zgrabna. Ciemne włosy miała dość krótko obcięte. Ubrana była w kombinezon z materiału, na który narzuciła dopasowaną do figury kurtkę. Na nogach nosiła solidne trzewiki ze skóry. Od pierwszego spotkania wzbudziła w nim zaufanie, a jednocześnie bardzo mu się spodobała. Nazywała się Irika. Przybysze zatrzymali się w jego wiosce, by przeczekać nadchodzącą zimę. Bin na własną prośbę został ich opiekunem.
W tamtym czasie większość ludzi od wielu miesięcy odczuwała niepokój, którego źródła nikt nie potrafił określić. Rozmowy z cudzoziemcami, wędrującymi po świecie kupcami i przybyszami pozwoliły ustalić, że napięcie i obawa o przyszłość były powszechne we wszystkich krainach tworzących znany świat. Przekazywano sobie wizje o wielkim zagrożeniu i nieszczęściach, jakie miały dotknąć ludzi. Nikt nie umiał jednak udzielić informacji o przyczynie katastrofy, a to skutkowało tym, że nie znano sposobu zażegnania nieszczęścia. Przybycie wędrowców wzbudziło ogromną ciekawość. Zastanawiano się, jaki ma związek z zapowiedzią światowej katastrofy.
Bin ucieszył się, że powierzono mu czuwanie nad przybyszami. Dawało mu to możliwość częstego kontaktu z nimi, a chciał się dowiedzieć czegoś więcej o przyczynach niepokoju na świecie. Nie bez znaczenia, a może nawet istotniejsze było to, że w każdej chwili mógł spotykać się z Iriką. Już na tym pierwszym spotkaniu zadawał ludziom wiele pytań – ich odpowiedzi jednak niczego mu nie wyjaśniały i go nie uspokajały.
– Próbujemy się ocalić przed wielką katastrofą, która ma ogarnąć całą ziemię. – Usłyszał, gdy zapytał o powód i cel ich wędrówki. – Przepowiednie i proroctwa mówią, że nastąpi ona niebawem i będzie wszechogarniającym kataklizmem. Jedynym miejscem ratunku mają być wysokie góry. Tam więc idziemy. Z wielkim bólem rozstaliśmy się ze swoimi bliskimi i krewnymi. Opuściliśmy tereny, na których żyliśmy od niepamiętnych czasów. To Irika przekonała nas do tego. Ci, których tu widzisz, uwierzyli jej, ale wielu pozostało w swoich domach.
– Długo wędrujecie? – spytał Bin.
– O tak. – Usłyszał przeciągłą odpowiedź. – Z wioski wyszliśmy żegnani płaczem i lamentem pozostających. Wszyscy nasi bliscy, krewni, rodzice wiedzieli, że już nigdy się nie zobaczymy. Od tego pamiętnego dnia wędrujemy codziennie od rana do zmierzchu. Przebyliśmy już większość drogi. Niedługo dotrzemy do gór i w ich najwyższych, możliwych jeszcze do zasiedlenia partiach, założymy osiedle. Będziemy tam czekać na kataklizm, mając nadzieję, że tragiczne proroctwo się nie spełni.
Bin słuchał tych opowieści, przypatrując się jednocześnie Irice. Fascynowała go jej postać, zgrabne ruchy oraz pewne i wyraziste gesty. Wkrótce zauważył, jak wielokrotnie spoglądała w jego stronę, a to pozwoliło mu mieć nadzieję, że nie jest jej obojętny.
Na drugi dzień, wczesnym rankiem, Bin poszedł do obozowiska z propozycją odbycia wspólnych modłów z okazji obchodzonego święta. Okazało się jednak, że przyszedł zbyt wcześnie i większość ludzi jeszcze spała, ale nie Irika. Zobaczył ją, jak stała przed swoim namiotem, coś przy nim poprawiając. Dziewczyna wyczuła, że jest przez kogoś obserwowana, rozejrzała się. Ich wzrok się spotkał. Wtedy podeszła do Bina, wzięła go za rękę, jakby od dawna się znali, i poprowadziła ścieżką wzdłuż strumyka.
– Chcesz wiedzieć, dlaczego tu jesteśmy? Opowiem ci wszystko od początku. – Nie czekając na przyzwolenie, Irika rozpoczęła długą opowieść.
Było to już bardzo dawno temu. Byłam wtedy młodą, ciekawską panienką poszukującą swojego miejsca na świecie. Któregoś dnia obudziłam się wcześnie rano, bo w chacie mocno pachniało dymem. Przypomniałam sobie, że ojciec i moi dwaj bracia umawiali się na ryby. Domyśliłam się, że wychodząc, dorzucili chrustu do ognia, który teraz nadmiernie dymił. Leżałam przykryta miękką pościelą. Podniosłam głowę i rozejrzałam się. Było jasno. Zobaczyłam śpiącą matkę, moją siostrę z jej dwojgiem dzieci i babcię. Mężczyzn nie było. „To dobrze” – pomyślałam – „lubię pieczone ryby”. Wstałam, zabrałam w ręce moją odzież zdjętą na noc i prawie nieubrana wyszłam z chaty. Poczułam rześki chłód. By się rozgrzać, pobiegłam w stronę strumyka. Zastałam już tam dwie kobiety z dziećmi. W ciepłe dni strumyk służył nam do kąpieli, toalety i prania, ale miał jeszcze jedną ważną funkcję. W drodze do niego i nad jego brzegiem można było spotkać wszystkich ludzi z wioski. Wymieniano się tu informacjami o drobnych i poważnych sprawach, ale też zawzięcie plotkowano. Tym razem usłyszałam donośny wrzask dzieci, które ich matki bezlitośnie poddawały oczyszczającemu działaniu zimnej wody. Pozdrowiłam obie kobiety głośnym okrzykiem, na co usłyszałam wesołą odpowiedź i jeszcze większy pisk dzieci.
Weszłam do strumienia nieco wyżej od zastanej gromadki, schyliłam się i zanurzyłam ręce w przepływającej wodzie. Nabrałam jej w złożone dłonie, wyprostowałam się i odchyliłam głowę tak, jakbym chciała kontemplować obłoki. Wówczas gwałtownie uniosłam ręce, by woda wylała mi się na twarz. Uwielbiam moment, gdy zimne krople spływają po mnie ciurkiem. Rozkoszuję się wtedy odczuciem gęsiej skórki, która stopniowo obejmuje każdy zakamarek ciała. Zaczęłam energicznie rozcierać wodę. Skóra szybko się nasyciła i rozgrzała. Mogłam się już ubrać. Na cienką, delikatną koszulkę ubrałam suknię sięgającą kolan, na nią kurtkę bez rękawów, a nogi obułam w sandały z grubej skóry. Potem, by ułożyć włosy, ujęłam je w dłonie.
– Weź. – Usłyszałam nagle obok siebie. To był Grid. Lubiłam go. Często urządzaliśmy wspólne zabawy, kąpiele w morzu lub po prostu chodziliśmy do lasu zbierać grzyby i jagody. Był moim rówieśnikiem.
– Zrobiłem go dla ciebie. Jeżeli pozwolisz, to pomogę ci rozczesać włosy – dokończył.
Spojrzałam na wyciągniętą rękę. Trzymał w niej grzebień. Uśmiechnęłam się.
– Dziękuję, grzebień wypróbuję, ale czesać będę się sama – odpowiedziałam. – Nie potrwa to długo, bo niedawno czesała mnie babcia.
Grzebień był ładny i wygodny. Wyrzeźbiono na nim scenę z cietrzewiami. Delikatne linie rytów wiernie oddawały szczegóły upierzenia i lekkość ptasich ruchów.
– Ładny.
– Kość dał mi ojciec. Gdy pokazałem mu gotowy grzebień i powiedziałem, że zrobiłem go dla ciebie, był zadowolony i się uśmiechnął.
Wtedy zrozumiałam, że Grid przyszedł do mnie nie tylko po to, by podarować mi grzebień. Był napięty i patrzył na mnie z niepewnością. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale się ociągał. Domyśliłam się, że chciał wyznać mi swoje uczucia. Nie chciałam do tego dopuścić. W jego bliskości moje serce nie biło mocniej, a w piersiach nie czułam drżenia. Nie kochałam go. Był też inny powód – niepewność co do przyszłości otaczającego nas świata. Od pewnego czasu, z każdym miesiącem wyraźniej objawiała się we mnie umiejętność odczuwania rzeczywistości dotychczas dla mnie ukrytych. Wyczuwałam niespokojne drżenia ziemi i powietrza, słyszałam przepełnione strachem dźwięki docierające do mnie z roziskrzonego gwiazdami nieba. Emocje, jakich z tego powodu doznawałam, były niepokojące.
– Chodź ze mną – odezwałam się do Grida, by przerwać milczenie oraz nie dopuścić do wyjawienia głównego powodu jego wizyty. – Idę na łowisko, gdzie mój ojciec i bracia od wczesnego ranka łowią ryby.
Nie czekałam na jego decyzję i ruszyłam w drogę. Łowisko było w miejscu, gdzie strumyk wpadał do szerokiej na kilkadziesiąt metrów, leniwie płynącej Tagi. Dosyć szeroka ścieżka prowadziła brzegiem rzeczki, prostując niektóre zakola. Kątem oka widziałam, że Grid z ociąganiem ruszył za mną. Trzymał się jednak kilka metrów z tyłu. Widać było, że zrozumiał znaczenie mojego zachowania i rozważał, co powinien zrobić.
Szliśmy bez słów. Niespodziewanie, z przodu, w niewielkiej od nas odległości, usłyszałam cichy szelest i trzask łamanych gałązek. Okolica wioski nie była niebezpieczna. Dzikie zwierzęta rzadko podchodziły pod zabudowania i nikt nie pamiętał, by kiedykolwiek zaatakowały ludzi. Przestraszyłam się jednak i przystanęłam. Grid podszedł do mnie i stanął obok. Nasłuchiwaliśmy. Oprócz szumu wywołanego wiatrem nic nie było słychać. Chwilę potem usłyszałam głos i zobaczyłam znajomą postać.
– Nie bójcie się. To ja. Miałem ochotę pomyszkować po okolicy. A wy dokąd idziecie?
Na ścieżkę, tuż przed nami, wyszedł Gerumid. Patrzył na Grida i uśmiechał się ironicznie. Nie czekając na odpowiedź, zadał następne pytanie:
– Co to, boisz się sama chodzić i znalazłaś sobie ochronę?
Irika przerwała opowieść i zwróciła się do Bina:
– Wyjaśnię ci, kim jest Gerumid, gdyż jest to bardzo ważna osoba i odgrywa w dziejących się wydarzeniach zasadniczą rolę.
Rozejrzała się wokół, a zauważywszy zwalone drzewo, usiadła na nim i zaprosiła gestem Bina, by do niej dołączył. Kontynuowała swoją historię:
Mieszkamy w Andonii, krainie leżącej nad morzem, a w zasadzie nad zatoką wielkiego oceanu. Przewodzi nam ojciec Gerumida, mądry, rozważny i bardzo odpowiedzialny człowiek. Jego erudycja, nabyta podczas wędrówek, w trakcie których przemierzył cały kontynent od oceanu do oceanu, przewyższa wiedzę wszystkich ludzi. Bardzo lubiłam słuchać jego opowieści. To dzięki niemu dowiedziałam się, że na południu kontynentu, na małych, odizolowanych od otoczenia terenach, mieszkają prymitywne istoty podobne do nas. Mimo że porozumiewają się mową, są na tyle odmienne, że nie zaliczamy ich do naszej rasy. Całą pozostałą ziemię zasiedlają ludzie tacy jak my, posiadający bardzo podobny język, wyznający te same zasady moralne i mający wspólne fundamenty religii. Różni nas tylko stopień rozwoju materialnego. Najwygodniej urządzili się ludzie mieszkający blisko wybrzeża oceanicznego. Rozwinęli kulturę i sztukę oraz otaczają się kunsztownie wykonanymi przedmiotami zbytku. Posiadają szkoły, w których kształcą młodych. W parkach i miejscach publicznych ustawiają przepiękne rzeźby przedstawiające wybitnych ludzi, a także sceny ze zwierzętami i motywami roślinnymi. Opanowali umiejętność obróbki kamieni bez użycia narzędzi. Dokonują tego, generując fale wpływające na formę i strukturę skał. Dzięki temu wznoszą imponujące budowle. Sztuki tej nauczyli ich mieszkańcy ogromnej wyspy położonej na środku oceanu. Ludzie stamtąd, których nazywamy Alantami, odwiedzają czasem ludzi mieszkających wzdłuż wybrzeży i przekazują im cenne informacje. Uczą ich uprawy ziemi, medycyny i uzdrawiania oraz technologii budowy różnych maszyn i urządzeń. W czasie ich wizyt dochodzi często do niewytłumaczalnych zdarzeń. W tajemniczy sposób znika wtedy wielu ludzi. W większości przypadków nigdy nie znajdowano nawet ich ciał. Jedynie sporadycznie, nieraz dopiero po kilku dniach, trafiano na okaleczone szczątki. Chociaż nigdy nie znaleziono dowodów, uważano, że przyczyniają się do tego ludzie z wyspy. W najgorszych warunkach żyją ludzie z interioru, najbardziej oddaleni od wybrzeża. Ich kontakt z naszą cywilizacją jest rzadki i dlatego odbiegają od naszych standardów. Andonia i moja wioska wchodzą w skład Iberany, krainy obejmującej obszar nad brzegiem oceanu i mórz. Największym miastem Iberany jest Bilbio, które leży nad oceanem. Przybywają do niego kupcy i podróżni z najdalszych zakątków. Dzięki nim zdobywamy informacje o wszystkich ważnych zdarzeniach, które miały miejsce na świecie. W Bilbio znajduje się szkoła, w której uzyskujemy wiedzę i umiejętności pozwalające nam wieść dostatnie życie.
Młodzi ludzie z mojej wioski regularnie pobierają w niej nauki. Obowiązkiem uczniów, których się tam wysyła, jest przekazywanie uzyskanej wiedzy i umiejętności całej społeczności. Pozwala to wszystkim zapoznać się z najnowszą wiedzą i metodami produkcji, co przyczynia się do polepszania jakości naszego życia.
Gerumida, w towarzystwie trzech innych kolegów, wysłano na nauki do miasta, ale tym razem otrzymali dodatkowe polecenie. W związku z powtarzającymi się proroctwami i przepowiedniami katastrofy, która miała nawiedzić Ziemię, mieli się dowiedzieć, co o tym mówią w Bilbio, czy podejmowane są środki zaradcze, a najważniejsze – jak się ratować.
Siedzenie na pniu nie było wygodne, więc Irika przerwała na chwilę opowieść, by poprawić swoje ułożenie. Bin wykorzystał ten moment i przysunął się tak blisko, że dotknęli się ramionami. Wyczuwając, że nie była temu nieprzychylna, ujął jej dłoń. Irika rzeczywiście nie zaprotestowała, a wręcz przeciwnie – odwróciła się w jego stronę, uchwyciła jego drugą dłoń i czule się uśmiechnęła. Pozostali w tej pozycji, a ona rozpoczęła kolejną część swego opowiadania:
– Gdy Gerumid z towarzyszami dotarł do szkoły, na oceanie w pobliżu miasta zauważono statek Alantów. Młodzi, bezrozumnie zaciekawieni, całą czwórką udali się na wybrzeże, by odszukać i zobaczyć przybyszów. Po trzech dniach do szkoły wrócił tylko Gerumid – innych nigdy już nie zobaczono. Zaraz po powrocie chłopiec twierdził, że nic nie wie i niczego nie pamięta. Dziwił się, że minęły już trzy dni, wydawało mu się, że nie było żadnego upływu czasu i że jeszcze nigdzie nie poszli. Nic nie wiedział o losie kolegów. Gdy wrócił do naszej wioski, z czasem powróciła mu pamięć o tym tragicznym zdarzeniu. Powoli przypominał sobie szczegóły tamtych nieszczęsnych dni. Twierdził, że zostali uprowadzeni przez Alantów, a on otrzymał od nich misję, która miała polegać na przekazaniu wszystkim ludziom ostrzeżenia przed nadchodzącą katastrofą. Miał również przekazać wiedzę o początkach Kosmosu, powstaniu rasy Alantów, naszym pochodzeniu oraz przyczynach nadchodzącego kataklizmu.
Irika puściła dłoń Bina, wstała i zaczęła przechadzać się wokół. Kontynuowała opowieść:
– O Gerumidzie jeszcze wiele usłyszysz, gdyż jest postacią tworzącą nasze dzieje. Teraz jednak dokończę historię mojej wyprawy z Gridem – powiedziała Irika, wracając do momentu spotkania z Gerumidem.
– Idziemy na łowisko, gdzie ojciec i moi bracia łowią ryby – odpowiedziałam szybko, aby zapobiec zatargowi z Gridem, który poczuł się urażony.
– Tak? Widziałem ich, wracam stamtąd. Mają udany połów – powiedział Gerumid, starając się załagodzić swoją wcześniejszą wypowiedź. – Ładnie wyglądasz – szepnął mi do ucha, po czym minął nas i zniknął za zakrętem ścieżki. Z Gridem ruszyliśmy dalej.
– Witajcie – zawołałam z daleka, gdy tylko ujrzałam ojca i braci. – Przyszłam popatrzeć na rzekę i morze, a Grid zgodził się mi towarzyszyć – dodałam, gdy byłam już bliżej, pokazując ojcu grzebień, który trzymałam w dłoni.
W oczach ojca dostrzegłam błysk zadowolenia. Często odnosił się do Grida z przychylnością i życzliwością. Byłam pewna, że szybko zaakceptowałby go przy mnie.
Spojrzałam przed siebie, szukając wzrokiem morskiego horyzontu. Za rzeką rozciągał się błotnisty obszar, porośnięty rzadkimi kępami traw i niskimi, płożącymi się krzewami. Dopiero za nim leżał wąski pasek złocistego piasku i falujące, sine morze.
Ten widok zawsze mnie zachwycał. Podczas silnych wiatrów słychać było głuchy łoskot fal uderzających o brzeg. W letnie upały często chodziliśmy na plażę, by się kąpać. Nauczyłam się pływać i z przyjemnością pozwalałam, by łagodne fale kołysały mnie na wodzie.
Dziś nie było na to czasu. Skończono łowić ryby i szykowano się do powrotu. Spojrzałam jeszcze raz na morze. Słońce było już prawie na linii horyzontu. Blisko brzegu, na falach, unosiły się dwa łabędzie. Widok tych ptaków jak zwykle wprawił mnie w zachwyt. Mogłam zatracić się w czasie, kontemplując ich harmonię kształtów i elegancję ruchów.
Jednak tym razem coś innego przyciągnęło moją uwagę i skierowało wzrok na pełne morze. Powietrze na lądzie było przejrzyste, ale horyzont spowijała delikatna mgła – stał się ulotny, prawie niewidoczny. Wszystko zlewało się w szarą, niewyraźną przestrzeń, gdzieniegdzie upstrzoną bardziej przejrzystymi fragmentami z widocznymi grzywami fal.
– Statek – krzyknęłam, podniecona widokiem czegoś, czego zarys majaczył w oddali.
Nad wodą unosiło się, nie dotykając jeszcze fal, czerwono-pomarańczowe słońce, a tuż obok niego dostrzegłam jakiś osobliwy obiekt, błyszczący fenomen wielkością porównywalny ze słońcem, bardzo powoli przesuwający się na wschód. Wszyscy odwrócili się i odszukali wzrokiem wskazywany przeze mnie punkt. Okrzyki niedowierzania potwierdziły, że zobaczyli to, co ja – majestatyczną budowlę wydającą się nie z tego świata, która wznosiła się wysoko ponad morski horyzont i błyszczała na tle wody wyrazistą, białą poświatą.
– Nie. – Usłyszałam po chwili głos ojca. – To góra lodowa. Nigdy nie widziano tu statku – dodał, jakby chciał przypieczętować swoją ocenę.
Spojrzałam na horyzont jeszcze raz, bardzo uważnie. Wydawało mi się, że obiekt zmienia kolory i łagodnie pulsuje. To nie mogła być góra lodowa. Chciałam powiedzieć to ojcu, ale on i bracia odeszli już daleko, znikli za niewielkim wzniesieniem. Zrozumiałam, że nie interesowała go ta sprawa, bo nie miał wpływu na to, co mogło się wydarzyć. Jeśli to była góra lodowa, przepłynie i zniknie bez śladu. Jeśli to statek Alantów, nie moglibyśmy się przeciwstawić ich działaniom. Nie było czasu na dalsze rozmyślania. Pobiegłam za mężczyznami, którzy weszli już do lasu.
Gdy wróciliśmy do osiedla, zastaliśmy tam Logę. Przyszła, by zwołać jak najwięcej ludzi. Miała ważną wiadomość dotyczącą przyszłości naszej wioski i wszystkich żyjących istot.
Loga miała wielki dar. Potrafiła nawiązywać kontakty ze zwierzętami, przewidywać przyszłość, opuszczać swoje ciało i podróżować w niewidzialny sposób do bliskich i odległych miejsc. Wielu ludzi miało takie umiejętności, ale rzadko kto panował nad nimi tak jak ona. Podziwiałam ją i jej dar. Byłam nią zauroczona. Ona też mnie lubiła. Często zapraszała mnie do siebie i częstowała rzadkimi przysmakami. Opowiadała mi o rzeczywistościach, które poznała dzięki nadnaturalnym umiejętnościom. Jej nauki wprowadzały harmonię do mojej wiedzy o świecie, uzupełniając to, czego uczyłam się w szkole i w domu. Nauczyła mnie rozumieć informacje napływające z ziemi, powietrza, wody, a nawet Kosmosu. Pokazała mi, jak opuścić ciało i podróżować w przestrzeni bez obawy o powrót.
Na apel Logi przed zachodem słońca zgromadziła się większość ludzi z naszej wioski.
– Miałam prorocze widzenie – rozpoczęła Loga – dotyczące naszej przyszłości. Nadciąga wielkie niebezpieczeństwo. Widziałam, jak Ziemia wybuchła. Ogromne wulkany zalały płonącą lawą całe kontynenty. Widziałam, jak rośliny, zwierzęta i ludzi trawi pożar, zatapia je woda, jak gaśnie słońce, księżyc i wszystkie gwiazdy. Woda w rzekach i morzach stała się czerwona jak krew. Widziałam też krainy, które na wieki zasypane zostały śniegiem, a rzeki po nich płynące stanęły skute lodem. Świat zginie. Nikt nie będzie opłakiwał tej tragedii, bo nikogo nie będzie, a ci, którzy przeżyją, stracą rozum. Mimo że żadne widoczne oznaki nie zapowiadają takiego nieszczęścia, to czas jego nadejścia jest bliski. W niczym nie mogę was pocieszyć, gdyż nie znam przyczyny ani sposobu ratunku.
Chciała jeszcze coś mówić, ale Gerumid zbliżył się do podwyższenia, na którym stała Loga, i głośno, prawie krzycząc, powiedział:
– Ja znam przyczynę tej tragedii i sposób, by jej zapobiec.
Okrzyki grozy i przerażenia, które towarzyszyły wizjom Logi, nagle ustały. Po słowach Gerumida zapanowała głęboka cisza. Patrzyliśmy na niego z niedowierzaniem, bo nigdy nie ujawnił, że posiada dar jasnowidzenia. W napięciu czekaliśmy na jego dalsze słowa. Wtedy wyjaśniło się, że jego wiedza nie jest nadprzyrodzona, lecz pochodzi od Alantów.
– Gdy razem z kolegami dotarłem do szkoły w Bilbio – zaczął Gerumid cicho, ale stopniowo jego wypowiedź nabierała ekspresji i emocji – usłyszałem, że gdzieś niedaleko miasta przebywają przybysze z tajemniczej wyspy na oceanie. Postanowiliśmy ich odszukać, mając nadzieję, że nauczą nas zaklęć albo ofiarują rzeczy o cudownych właściwościach. Nie przewidzieliśmy, że jak wielu innych ciekawskich możemy już nigdy nie wrócić do szkoły i naszej wioski. Dwa dni szukaliśmy Alantów, chodząc w pobliżu brzegu oceanu, nasłuchując i wypatrując przybyszów. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk, który po chwili stał się intensywnym jazgotem, przekraczającym granicę tolerancji naszego słuchu. Straciliśmy władzę nad ciałami i osunęliśmy się na ziemię, jednak zachowaliśmy świadomość wszystkiego, co się wokół działo. Wkrótce pojawiło się przy nas kilku ludzi. Jeden z nich zaczął manipulować przedmiotem w kształcie małego koszyczka, który trzymał w dłoni. Poczułem, że unoszę się nad ziemię i przemieszczam w ich kierunku. To samo stało się z moimi towarzyszami. Wkrótce wszyscy leżeliśmy bezwładni na podłodze pojazdu, którym po nas przybyli. W głowie usłyszałem słowa:
– Nie bój się, tobie nic się nie stanie. Zostałeś wybrany i wrócisz do swoich.
Platforma ruszyła i po chwili dotarliśmy nad ocean. Blisko brzegu, na falach unosił się olbrzymi kulisty obiekt pulsujący łagodnymi barwami błękitu i morskiej zieleni. Przetransportowano nas do środka i umieszczono w oddzielnych, ale umożliwiających wzrokowy i słowny kontakt, klatkach. Dopóki byliśmy bez czucia, mogliśmy tylko spoglądać na otoczenie, gdy jednak paraliż ustąpił, zaczęliśmy wołać o pomoc. Był to daremny wysiłek. Nikt nie zareagował na nasze krzyki. Przestaliśmy w oczekiwaniu na najgorsze. Rozglądaliśmy się wokół i byliśmy przerażeni tym, co widzieliśmy. W pomieszczeniach podobnych do tych, w których my byliśmy, uwięzionych było setki istot. Przeprowadzano na nich eksperymenty. Dla mnie były one niepojęte i okrutne, niegodne ludzi. Te bestialskie badania prowadziły zazwyczaj do śmierci w długotrwałych mękach. Przeprowadzający te praktyki nie zważali na to, jaki wyrządzają ból. Zdawało się, że nie słyszą ryku okaleczanych zwierząt, krzyku i płaczu ludzi lub jęków stworzonych tu ludzkich hybryd. Moich towarzyszy również poddano tym okrutnym doświadczeniom. Patrzyłem, jak umierali, cierpiąc przy tym okrutne męki. Płakałem, ale nie potrafiłem temu zaradzić. Zobaczyłem jeszcze, jak rozcinają ciała moich towarzyszy, amputują z nich różne organy, a nawet całe fragmenty ciała. To, co pozostało po do niedawna żywych chłopcach wrzucono do wielkich pojemników i gdzieś wywieziono. Po chwili zbliżyła się do mnie jakaś postać, a w głowie usłyszałem przekaz:
– To, co tu widzisz i czego jesteś świadkiem, przyczynia się do istnienia naszego świata. Dzięki takim doświadczeniom i eksperymentom stworzyliśmy was. To dzięki nam żyjecie na tej planecie. Jesteśmy waszymi stwórcami. Właśnie nadszedł czas, by to ujawnić i by ludzie o tym wiedzieli. Ty będziesz naszym narzędziem, które tego dokona. Wszystkie informacje potrzebne do wypełnienia tej misji zostaną ci zapisane bezpośrednio w pamięci. Będziesz ich nieświadomy do czasu, gdy stosownie do harmonogramu przenikać będą do twojej świadomości, a ty, etapami, przekazywać je będziesz ludziom.
Przekaz się skończył, a przede mną pojawiła się niewielka, unosząca się nad podłogą platforma. Osoba, która przekazywała mi informacje, weszła na nią i ruchem ręki wskazała miejsce obok siebie. Gdy tam się znalazłem, nad platformą uformowała się przezroczysta, prawie niewidoczna osłona w kształcie klosza. Pojazd zaczął się przemieszczać w niepojęty dla mnie sposób. Znikaliśmy w jednym miejscu, by w następnej chwili pojawić się w innym. Nie było w tym przenoszeniu się z miejsca na miejsce żadnego wyczuwalnego ruchu ani upływu czasu. Pokazano mi w ten sposób strukturę obiektu, w którym się znajdowaliśmy. Było to ogromne, pływające po oceanie laboratorium. Wyjaśniono mi, że podobnych konstrukcji było kilkanaście. Alanci obawiali się o czystość swojej rasy i ze względów bezpieczeństwa przyjęli zasadę, że statki, które miały na swych pokładach ludzi z kontynentów, nigdy nie mogły zbliżyć się do ich wyspy. Zainstalowane zabezpieczenia sprawiały, że każda próba dopłynięcia do wyspy, skończyłaby się całkowitą destrukcją obiektu. Laboratoria były niezbędne ze względu na konieczność utrzymania nas, ludzi, na odpowiednim do potrzeb Alantów poziomie rozwoju. Za pomocą przeprowadzanych eksperymentów modyfikują nasze organizmy tak, by zwiększyć naszą inteligencję, wytrzymałość, byśmy tworzyli właściwe z ich punktu widzenia struktury społeczne, kulturowe i byli bardziej dla nich przydatni. Zostałem zapoznany również z kosmologią, kosmogonią i historią Alantów. Zrozumienie wiedzy, którą posiadłem i którą muszę wam przekazać, nie będzie łatwe.
– Dobrze Gerumidzie, ale nie teraz – głośno zawołała Loga – jest już późno. – To, o czym mówisz, nie zmienia faktu, a raczej potwierdza, że niebezpieczeństwo istnieje. Dzisiaj zakończmy już nasze spotkanie. Niech wszyscy w domach spokojnie przemyślą, jak odpowiedzieć na to wezwanie. Spotkajmy się tu jutro, by wysłuchać do końca relacji Gerumida i określić, co dalej robić.
Rano, gdy ludzie wrócili na wzgórze, Gerumid tak rozpoczął przekaz Alantów:
– Nieskończoność zawierająca się w punkcie, bezczas i Możliwość bez granic i ograniczeń, to było przed istnieniem. Dzięki posiadanym właściwościom Możliwość uformowała posiadające potencjał niestacjonarne pole świadomości i czasu. Potencjał tego pola charakteryzował się zerowym stanem informacji, ale zawierał w sobie wszystkie możliwe zdarzenia wraz ze wszystkimi ewentualnościami, w tym prawdopodobieństwo utworzenia fluktuacji. Zaburzenie, będące następstwem zaistnienia tej możliwości, wywołało zmianę stanu informacji na niezerowy. Zunifikowanie zerowego i niezerowego stanu informacji wyodrębniło z Możliwości świadomość i upływający czas, a to spowodowało przyrost informacji. Nowy, trzeci składnik dał początek transformacji pola świadomości i czasu w przestrzeń zawierającą świadomość, czas i informację, czyli byt podstawowy, Życie. Życie jest tożsame z Kosmosem. Bezwzględną koniecznością istnienia Życia jest przyrost informacji w upływie czasu. Uzyskiwana informacja przetwarzana jest przez Życie w pierwotną energię, występującą w dualistycznej postaci: energii fizycznej i metafizycznej. Za przyczyną tych energii istnieją światy fizyczne i światy duchowe, a ogół tych światów stanowi Wszechświat.
Gerumid przerwał i popatrzył na słuchających. Na ich twarzach rysowało się zdumienie i ciekawość. Zaczęli ponaglać go, by kontynuował przekaz.
– Najbardziej aktywnymi składowymi Kosmosu w zdobywaniu informacji – wznowił wypowiedź Gerumid – są istoty żywe. Wyodrębniły się one z pierwotnej energii dzięki woli wyrażonej przez Życie oraz przywilejowi tworzenia indywidualnego pola energii życia, w którym mogą gromadzić informacje na własne potrzeby. Zasób gromadzonych informacji oraz przywilej wolności decydowania umożliwiają istotom dokonywanie wyboru, czyli obierania kierunku swego przemieszczania się w przestrzeni świadomości, czasu i informacji. Zdolność ta prowadzi do przekształcania ich w byty coraz doskonalsze, zdolne kreować własne, wszechstronne rzeczywistości. Nowe rzeczywistości przyczyniają się do nieustannej ekspansji Kosmosu. W ten sposób Życie się rozwija, wzbogacane coraz liczniejszymi i obfitszymi strumieniami informacji. Mechanizm wzrostu Kosmosu oparty jest na kreowaniu matryc z informacjami tworzącymi rzeczywistość. Zapisy na matrycach dokonywane są dzięki nowym informacjom pozyskiwanym z pola energii życia istot żywych. Z zasobu wiadomości zgromadzonych na matrycach uformowało się kosmiczne pole informacji.
Inteligencja jest naturalnym i bezpośrednim rezultatem procesów zachodzących w Kosmosie. Im Kosmos starszy, tym więcej zamieszkuje go istot inteligentnych. Ich badania, dociekania i wnioski z tych działań przyczyniają się, poprzez zapisy na matrycach kreujących rzeczywistość, do przyspieszania ekspansji Kosmosu. Nie wszystkie kierunki zmian są jednak przez Kosmos akceptowane. Po przekroczeniu punktu krytycznego zasobów informatycznych kosmiczne pole informacji stało się niepodatne na czynniki mogące je zdestabilizować. Pole stało się autonomiczne i zaczęło przejawiać niektóre cechy istot żywych, szczególnie obronę własnego istnienia. Od tego momentu każdą niezgodność, która mogłaby doprowadzić do zachwiania równowagi i zagrożenia jego istnienia, pole natychmiast izoluje i usuwa. Czasy, których doświadcza teraz Ziemia, są bezpośrednim rezultatem tego procesu.
Przerwał, gdyż usłyszał odgłosy wzburzenia wśród zgromadzonych:
– Wyjaśnij, czym zawiniliśmy?!
– W jaki sposób zagrażamy Kosmosowi?!
– Dlaczego musimy zginąć?!
Gerumid, by uspokoić emocje, uniósł ręce.
– Bądźcie cierpliwi – powiedział – wszystko, co przekazali mi Alanci, ja przekażę wam, tak jak mi to nakazali.
Poczekał, aż tłum się uspokoił.
– Życie we wszechświecie przybiera niewyobrażalnie różne formy – rozpoczął ponownie. – Na Ziemi również powstało ich wiele, a wśród nich Prastarzy, istoty inteligentne, nazywane przez nas, Iberanów, Alantami. Są oni naturalnymi dziećmi Kosmosu i jedną z niezliczonych inteligentnych ras, które narodziły się wraz z jego początkiem. Od zarania dziejów tworzą swoją cywilizację. Na pewnym, dość odległym już etapie, odkryli istnienie Kosmicznego Pola Informacji. Zbadawszy ten fenomen, stwierdzili, że zawiera w sobie także niewielką cząstkę ich, ludzkiej energii życia. Stanowiło to przełom w ich rozwoju. Zrozumieli, że wykorzystując moc informacji, mogą stać się najpotężniejszymi istotami w kosmosie. Zapragnęli tego. Wykorzystując swoją świadomość, wyodrębnili przynależne tylko jednej osobie indywidualne, ludzkie pole energii życia. Następnie wszystkie indywidualne pola połączyli w zwarty układ i umieścili w izolowanej, ograniczonej przestrzeni. Pod względem właściwości układ zawierający energię życia ludzi był tożsamy z Kosmicznym Polem Informacji, lecz jego potencjał był nieporównywalnie mniejszy. Odizolowanie układu ludzkiego pola życia od Kosmicznego Pola Informacji sprawiło, że pojawił się strumień kosmicznej energii, który dążył do wyrównania różnicy potencjałów, a w zasadzie wchłonięcia ludzkiego pola i zawartej w nim informacji. Prastarzy, przewidując taką reakcję, opracowali technologię kontrolowania wielkości porcji kosmicznej energii wprowadzanej jednorazowo do zasobnika z energią życia ludzi. Poprzez agregację treści zawartej w takiej porcji czerpią moc z Kosmicznego Pola Informacji. Z upływem czasu swoim zasobem informacji zaczęli dorównywać Kosmosowi. Stwierdzili, że mogą i powinni stać się nieśmiertelnymi. Realizując ten projekt, zrozumieli, że jeżeli do tworzenia pola energii życia wykorzystywać będą swoją własną energię, to po nieokreślonym, ale skończonym czasie potencjały obu pól, to jest kosmicznego i ich ludzkiego, wyrównają się, a oni utracą indywidualność i zostaną wchłonięci przez Kosmiczne Pole Informacji. Nie chcieli tego, gdyż pragnęli zachować swą odrębność. Szybko znaleźli rozwiązanie. Było nim powołanie do życia nowej rasy istot, ludzi stworzonych na ich podobieństwo po to, by mogli od nich pobierać energię życia. Wszyscy, którzy tu jesteście, wiedzcie, że jesteśmy tymi ludźmi, jesteśmy stworzeni przez Prastarych, przez Alantów.
Gerumid przerwał wyczerpany. W trakcie opowiadania widać było, że słabł coraz bardziej. W końcu osunął się na kolana, a po chwili upadł na twarz bez oznak świadomości. Pobiegłam do niego, ale Loga już się nim zaopiekowała. Położyła go na wznak i cuciła, używając olejków, które zawsze miała przy sobie. Po chwili Gerumid otworzył oczy i rozejrzał się po otaczających go ludziach. Zauważywszy mnie, uśmiechnął się i powiedział niespodziewanie mocnym głosem:
– Myślę, że wiem, w jaki sposób uratować ciebie i świat.
Wiedziałam, czułam, że oprócz deklaracji złożonej wszystkim było to przede wszystkim wyznanie uczucia do mnie. Nie odniosłam się do tych słów, jedynie odwzajemniłam uśmiech.
Tu Irika przerwała opowiadanie, wróciła do czasu rzeczywistego i oznajmiła Binowi:
– Dzisiaj obchodzimy święto. Pójdę już, by przygotować się do modlitwy, a opowieść dokończę kiedy indziej.
– Właśnie w tej sprawie do ciebie przyszedłem. My też dzisiaj świętujemy i dlatego proponujemy wspólne odmówienie modlitw. Miejsce, w którym się spotykamy, znajduje się w górze strumyka.
*
Irika i jej towarzysze przyjęli zaproszenie. Mimo narastającego niepokoju miejscowi i przybysze byli życzliwi względem siebie. Na miejsce modlitwy poszli we wspólnej procesji. Było to malownicze miejsce, otoczone bujną roślinnością i szumem wody, co dodawało uroku całemu wydarzeniu. Bin zadbał o to, by iść blisko Iriki.
Rozmowy podczas drogi toczyły się wokół kosmogonii i struktury rzeczywistości. Mimo że percepcje obu wspólnot nigdy nie wyszły poza ziemski świat fizyczny, powszechna była wiara, że w kosmosie istnieje nieskończona liczba rzeczywistości zamieszkiwanych przez istoty świadome. Niektóre z tych istot mogą swobodnie przenikać różne światy, inne, tak jak ludzie, są przynależne tylko jednemu.
– Czy wierzysz, że istnieją inne światy? – zapytała Irika, spoglądając na Bina.
– Tak, wierzę – odpowiedział z przekonaniem. – Nasze ciała mogą być schronieniem dla wielu duchów, które pochodzą z tych niewidzialnych światów.
Obrzędy religijne w zasadniczej części polegają na kontakcie z duchami, jak nazywano stworzenia z innych, niewidzialnych dla ludzi światów. Uważa się, że ciała istot ziemskich są schronieniem dla wielu duchów. Ludzie wykorzystywali ich obecność, odczuwając jednocześnie wobec nich mieszankę ciekawości i szacunku.
Natomiast dla tych duchowych istot ziemskie ciało było rodzajem awatara, dzięki któremu mogły obcować z energią i ziemską materią. Dwie z tych duchowych istot wpływają bezpośrednio na czyny człowieka, kształtują jego osobowość i przebieg życia. Są to Duch Świadomości oraz Duch Intuicji.
Dzięki Świadomości ludzie są zanurzeni w nurcie jednostajnie przepływającego czasu i doświadczają oddziaływania świata fizycznego. Duch ten wpływa na ludzkie czyny, kierując się rozumem i logiką. Ludzie utożsamiają się z nim, nazywając go: Ja.
Duch Intuicji, często nazywany po prostu Intuicją, działa bardzo spontanicznie. Sprowadza to nieraz na człowieka stosującego się do proponowanych przez nią rozwiązań wiele kłopotów i rozczarowań – stąd ducha tego nazywa się również Ułudą. Rekompensatą za negatywne skutki tych porad jest euforia, jaka ogarnia ludzi, gdy podjęte działanie okazuje się kreatywne i właściwe. Wskazówki, jakich ludziom udziela Intuicja, są rezultatem tego, że może ona chwilowo przebywać poza nurtem czasu. Poznaje dzięki temu najbliższą lub nieco dalszą przyszłość, tak jak człowiek patrzący na przepływającą rzekę widzi jej bieg zarówno przed nim, jak i za nim. Znając najbliższą przyszłość, Intuicja wskazuje kierunek, w którym człowiek ma podążać. Ludzie, którzy stosują się do tych sugestii, mówią, że mają przeczucie albo właśnie intuicję. Intuicja posiada jeszcze jedną, niezwykle ważną zdolność. Jest nią możliwość porozumiewania się z nadzwyczajnymi, absolutnie doskonałymi istotami zwanymi Duchami Opiekunami. Ludzie nie potrafią bezpośrednio zwracać się do nich i, by przekazywać im swoje prośby i modlitwy, muszą polegać na pomocy Intuicji. Duchy Opiekuni tylko czasami goszczą w ciałach ludzi, na stałe zamieszkują najwyższe sfery duchowe. Przestrzeń oraz czas są dla nich elementami plastycznymi, dającymi się dowolnie formować. Sprawia to, że zmieniając rzeczywistość w świecie fizycznym, potrafią spełniać prośby modlących się ludzi i kształtować ich losy zgodnie z wyrażoną w modlitwach wolą. Aby skutecznie modlić się do swoich Opiekunów, ludzie muszą najpierw zgromadzić jak najwięcej energii życia, a następnie przekazać ją Ułudzie, prosząc, by wraz z intencją modlitwy przekazała ją Opiekunowi. Gdy to nastąpi, Opiekun odczytuje prośby człowieka i, jeżeli są zgodne z celami Kosmosu, urzeczywistnia je. Domeną Opiekunów jest dobro Kosmosu, a zmiany rzeczywistości, które wprowadzają, nie mogą być z nią niezgodne. Nadrzędnym zaś zadaniem Opiekunów jest zapewnienie stałego rozwoju Kosmosu, czyli powiększanie jego zasobów informacji. Nowych informacji dostarczają istoty, które go zasiedlają i obserwują. Im obserwatorzy znajdują się na wyższym stopniu rozwoju, tym więcej pozyskują informacji. Opiekunowie, dla zapewnienia pomyślnego przebiegu ewolucji Kosmosu, troszczą się więc głównie o byty inteligentne i pomnażają ich liczność. Te trzy istoty duchowe: Świadomość, Intuicja i Opiekun tworzą ludzką duszę. Gdy ciało człowieka jest żywe, wspólnie je zamieszkują i wykorzystują do swoich celów. W chwili śmierci dusza opuszcza ciało, rozdziela się, a tworzące ją istoty wracają do swoich światów. Wymóg powiększania zasobów Kosmicznego Pola Informacji sprawia, że Opiekunowie inicjują proces reinkarnacji, powołują nowe dusze i zasiedlają nimi ciała nowych istot.
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
IRIKA
Płaski teren sprawiał, że Bin, stojący na niewielkim, nieporośniętym niczym oprócz traw wzniesieniu, widział przed sobą daleką przestrzeń. Znał każdy skrawek tego terenu i z przyjemnością patrzył, jak wierzchołki drzew pochylały się na słabym wietrze. Wysokie sosny stały oddzielone od siebie, a przestrzeń między nimi wypełniały brzozy, tworząc z liściastymi krzewami niewielkie zagajniki. Ziemia była pokryta trawą, która dopiero co się zazieleniła, a cały obszar przecinały niebieskie wstęgi wolno płynących rzek. Najbliżej niego, prawie u stóp wzgórza, wiła się, połyskując drobnymi niczym rybia łuska falami, dostojna Lana. Nieco dalej, z prawej strony, wpadała do niej inna, równie szeroka rzeka, która nazywała się Lena. Ich ramiona tworzyły ze wzniesienia trudno dostępną enklawę.
Bin obrócił się, by przebiec wzrokiem po całym horyzoncie. Tereny po zachodniej stronie sięgały aż do niewidocznego stąd morza, a po wschodniej również niewidocznych gór.
Ubiegłej jesieni zza Lany przybyła grupa ludzi. Przywędrowali z bardzo daleka, znad oceanu. Bin nigdy nie był nad oceanem. Najdalszymi podróżami, jakie odbył, były wędrówki do wielkiego jeziora w górach, gdzie znajdują się źródła rzeki Leny. Niewiele rodzin zamieszkiwało tamte tereny. Domostwa tych, którzy godzili się na ciężkie warunki, znajdowały się w oddaleniu kilku dni marszu od siebie. Jedną z tych rodzin byli jego krewni mieszkający na samym brzegu jeziora. Dalej kraina była już bezludna, a niebosiężne góry jaśniały blaskiem śniegu wiecznie leżącego na ich szczytach. Jedynie myśliwi zapuszczali się w tamte miejsca. Bin znał się na myślistwie i czas odwiedzin u wujostwa wykorzystywał na polowania. Wtedy przez wiele dni wędrował po górach, poznając ich rozległe tereny, które stanowiły praktycznie granicę cywilizacji.
Teraz, stojąc na wzgórzu, przypomniał sobie wydarzenie sprzed prawie pół roku. Kobieta, a raczej dziewczyna, która przewodziła wędrowcom, była wysoka i zgrabna. Ciemne włosy miała dość krótko obcięte. Ubrana była w kombinezon z materiału, na który narzuciła dopasowaną do figury kurtkę. Na nogach nosiła solidne trzewiki ze skóry. Od pierwszego spotkania wzbudziła w nim zaufanie, a jednocześnie bardzo mu się spodobała. Nazywała się Irika. Przybysze zatrzymali się w jego wiosce, by przeczekać nadchodzącą zimę. Bin na własną prośbę został ich opiekunem.
W tamtym czasie większość ludzi od wielu miesięcy odczuwała niepokój, którego źródła nikt nie potrafił określić. Rozmowy z cudzoziemcami, wędrującymi po świecie kupcami i przybyszami pozwoliły ustalić, że napięcie i obawa o przyszłość były powszechne we wszystkich krainach tworzących znany świat. Przekazywano sobie wizje o wielkim zagrożeniu i nieszczęściach, jakie miały dotknąć ludzi. Nikt nie umiał jednak udzielić informacji o przyczynie katastrofy, a to skutkowało tym, że nie znano sposobu zażegnania nieszczęścia. Przybycie wędrowców wzbudziło ogromną ciekawość. Zastanawiano się, jaki ma związek z zapowiedzią światowej katastrofy.
Bin ucieszył się, że powierzono mu czuwanie nad przybyszami. Dawało mu to możliwość częstego kontaktu z nimi, a chciał się dowiedzieć czegoś więcej o przyczynach niepokoju na świecie. Nie bez znaczenia, a może nawet istotniejsze było to, że w każdej chwili mógł spotykać się z Iriką. Już na tym pierwszym spotkaniu zadawał ludziom wiele pytań – ich odpowiedzi jednak niczego mu nie wyjaśniały i go nie uspokajały.
– Próbujemy się ocalić przed wielką katastrofą, która ma ogarnąć całą ziemię. – Usłyszał, gdy zapytał o powód i cel ich wędrówki. – Przepowiednie i proroctwa mówią, że nastąpi ona niebawem i będzie wszechogarniającym kataklizmem. Jedynym miejscem ratunku mają być wysokie góry. Tam więc idziemy. Z wielkim bólem rozstaliśmy się ze swoimi bliskimi i krewnymi. Opuściliśmy tereny, na których żyliśmy od niepamiętnych czasów. To Irika przekonała nas do tego. Ci, których tu widzisz, uwierzyli jej, ale wielu pozostało w swoich domach.
– Długo wędrujecie? – spytał Bin.
– O tak. – Usłyszał przeciągłą odpowiedź. – Z wioski wyszliśmy żegnani płaczem i lamentem pozostających. Wszyscy nasi bliscy, krewni, rodzice wiedzieli, że już nigdy się nie zobaczymy. Od tego pamiętnego dnia wędrujemy codziennie od rana do zmierzchu. Przebyliśmy już większość drogi. Niedługo dotrzemy do gór i w ich najwyższych, możliwych jeszcze do zasiedlenia partiach, założymy osiedle. Będziemy tam czekać na kataklizm, mając nadzieję, że tragiczne proroctwo się nie spełni.
Bin słuchał tych opowieści, przypatrując się jednocześnie Irice. Fascynowała go jej postać, zgrabne ruchy oraz pewne i wyraziste gesty. Wkrótce zauważył, jak wielokrotnie spoglądała w jego stronę, a to pozwoliło mu mieć nadzieję, że nie jest jej obojętny.
Na drugi dzień, wczesnym rankiem, Bin poszedł do obozowiska z propozycją odbycia wspólnych modłów z okazji obchodzonego święta. Okazało się jednak, że przyszedł zbyt wcześnie i większość ludzi jeszcze spała, ale nie Irika. Zobaczył ją, jak stała przed swoim namiotem, coś przy nim poprawiając. Dziewczyna wyczuła, że jest przez kogoś obserwowana, rozejrzała się. Ich wzrok się spotkał. Wtedy podeszła do Bina, wzięła go za rękę, jakby od dawna się znali, i poprowadziła ścieżką wzdłuż strumyka.
– Chcesz wiedzieć, dlaczego tu jesteśmy? Opowiem ci wszystko od początku. – Nie czekając na przyzwolenie, Irika rozpoczęła długą opowieść.
Było to już bardzo dawno temu. Byłam wtedy młodą, ciekawską panienką poszukującą swojego miejsca na świecie. Któregoś dnia obudziłam się wcześnie rano, bo w chacie mocno pachniało dymem. Przypomniałam sobie, że ojciec i moi dwaj bracia umawiali się na ryby. Domyśliłam się, że wychodząc, dorzucili chrustu do ognia, który teraz nadmiernie dymił. Leżałam przykryta miękką pościelą. Podniosłam głowę i rozejrzałam się. Było jasno. Zobaczyłam śpiącą matkę, moją siostrę z jej dwojgiem dzieci i babcię. Mężczyzn nie było. „To dobrze” – pomyślałam – „lubię pieczone ryby”. Wstałam, zabrałam w ręce moją odzież zdjętą na noc i prawie nieubrana wyszłam z chaty. Poczułam rześki chłód. By się rozgrzać, pobiegłam w stronę strumyka. Zastałam już tam dwie kobiety z dziećmi. W ciepłe dni strumyk służył nam do kąpieli, toalety i prania, ale miał jeszcze jedną ważną funkcję. W drodze do niego i nad jego brzegiem można było spotkać wszystkich ludzi z wioski. Wymieniano się tu informacjami o drobnych i poważnych sprawach, ale też zawzięcie plotkowano. Tym razem usłyszałam donośny wrzask dzieci, które ich matki bezlitośnie poddawały oczyszczającemu działaniu zimnej wody. Pozdrowiłam obie kobiety głośnym okrzykiem, na co usłyszałam wesołą odpowiedź i jeszcze większy pisk dzieci.
Weszłam do strumienia nieco wyżej od zastanej gromadki, schyliłam się i zanurzyłam ręce w przepływającej wodzie. Nabrałam jej w złożone dłonie, wyprostowałam się i odchyliłam głowę tak, jakbym chciała kontemplować obłoki. Wówczas gwałtownie uniosłam ręce, by woda wylała mi się na twarz. Uwielbiam moment, gdy zimne krople spływają po mnie ciurkiem. Rozkoszuję się wtedy odczuciem gęsiej skórki, która stopniowo obejmuje każdy zakamarek ciała. Zaczęłam energicznie rozcierać wodę. Skóra szybko się nasyciła i rozgrzała. Mogłam się już ubrać. Na cienką, delikatną koszulkę ubrałam suknię sięgającą kolan, na nią kurtkę bez rękawów, a nogi obułam w sandały z grubej skóry. Potem, by ułożyć włosy, ujęłam je w dłonie.
– Weź. – Usłyszałam nagle obok siebie. To był Grid. Lubiłam go. Często urządzaliśmy wspólne zabawy, kąpiele w morzu lub po prostu chodziliśmy do lasu zbierać grzyby i jagody. Był moim rówieśnikiem.
– Zrobiłem go dla ciebie. Jeżeli pozwolisz, to pomogę ci rozczesać włosy – dokończył.
Spojrzałam na wyciągniętą rękę. Trzymał w niej grzebień. Uśmiechnęłam się.
– Dziękuję, grzebień wypróbuję, ale czesać będę się sama – odpowiedziałam. – Nie potrwa to długo, bo niedawno czesała mnie babcia.
Grzebień był ładny i wygodny. Wyrzeźbiono na nim scenę z cietrzewiami. Delikatne linie rytów wiernie oddawały szczegóły upierzenia i lekkość ptasich ruchów.
– Ładny.
– Kość dał mi ojciec. Gdy pokazałem mu gotowy grzebień i powiedziałem, że zrobiłem go dla ciebie, był zadowolony i się uśmiechnął.
Wtedy zrozumiałam, że Grid przyszedł do mnie nie tylko po to, by podarować mi grzebień. Był napięty i patrzył na mnie z niepewnością. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale się ociągał. Domyśliłam się, że chciał wyznać mi swoje uczucia. Nie chciałam do tego dopuścić. W jego bliskości moje serce nie biło mocniej, a w piersiach nie czułam drżenia. Nie kochałam go. Był też inny powód – niepewność co do przyszłości otaczającego nas świata. Od pewnego czasu, z każdym miesiącem wyraźniej objawiała się we mnie umiejętność odczuwania rzeczywistości dotychczas dla mnie ukrytych. Wyczuwałam niespokojne drżenia ziemi i powietrza, słyszałam przepełnione strachem dźwięki docierające do mnie z roziskrzonego gwiazdami nieba. Emocje, jakich z tego powodu doznawałam, były niepokojące.
– Chodź ze mną – odezwałam się do Grida, by przerwać milczenie oraz nie dopuścić do wyjawienia głównego powodu jego wizyty. – Idę na łowisko, gdzie mój ojciec i bracia od wczesnego ranka łowią ryby.
Nie czekałam na jego decyzję i ruszyłam w drogę. Łowisko było w miejscu, gdzie strumyk wpadał do szerokiej na kilkadziesiąt metrów, leniwie płynącej Tagi. Dosyć szeroka ścieżka prowadziła brzegiem rzeczki, prostując niektóre zakola. Kątem oka widziałam, że Grid z ociąganiem ruszył za mną. Trzymał się jednak kilka metrów z tyłu. Widać było, że zrozumiał znaczenie mojego zachowania i rozważał, co powinien zrobić.
Szliśmy bez słów. Niespodziewanie, z przodu, w niewielkiej od nas odległości, usłyszałam cichy szelest i trzask łamanych gałązek. Okolica wioski nie była niebezpieczna. Dzikie zwierzęta rzadko podchodziły pod zabudowania i nikt nie pamiętał, by kiedykolwiek zaatakowały ludzi. Przestraszyłam się jednak i przystanęłam. Grid podszedł do mnie i stanął obok. Nasłuchiwaliśmy. Oprócz szumu wywołanego wiatrem nic nie było słychać. Chwilę potem usłyszałam głos i zobaczyłam znajomą postać.
– Nie bójcie się. To ja. Miałem ochotę pomyszkować po okolicy. A wy dokąd idziecie?
Na ścieżkę, tuż przed nami, wyszedł Gerumid. Patrzył na Grida i uśmiechał się ironicznie. Nie czekając na odpowiedź, zadał następne pytanie:
– Co to, boisz się sama chodzić i znalazłaś sobie ochronę?
Irika przerwała opowieść i zwróciła się do Bina:
– Wyjaśnię ci, kim jest Gerumid, gdyż jest to bardzo ważna osoba i odgrywa w dziejących się wydarzeniach zasadniczą rolę.
Rozejrzała się wokół, a zauważywszy zwalone drzewo, usiadła na nim i zaprosiła gestem Bina, by do niej dołączył. Kontynuowała swoją historię:
Mieszkamy w Andonii, krainie leżącej nad morzem, a w zasadzie nad zatoką wielkiego oceanu. Przewodzi nam ojciec Gerumida, mądry, rozważny i bardzo odpowiedzialny człowiek. Jego erudycja, nabyta podczas wędrówek, w trakcie których przemierzył cały kontynent od oceanu do oceanu, przewyższa wiedzę wszystkich ludzi. Bardzo lubiłam słuchać jego opowieści. To dzięki niemu dowiedziałam się, że na południu kontynentu, na małych, odizolowanych od otoczenia terenach, mieszkają prymitywne istoty podobne do nas. Mimo że porozumiewają się mową, są na tyle odmienne, że nie zaliczamy ich do naszej rasy. Całą pozostałą ziemię zasiedlają ludzie tacy jak my, posiadający bardzo podobny język, wyznający te same zasady moralne i mający wspólne fundamenty religii. Różni nas tylko stopień rozwoju materialnego. Najwygodniej urządzili się ludzie mieszkający blisko wybrzeża oceanicznego. Rozwinęli kulturę i sztukę oraz otaczają się kunsztownie wykonanymi przedmiotami zbytku. Posiadają szkoły, w których kształcą młodych. W parkach i miejscach publicznych ustawiają przepiękne rzeźby przedstawiające wybitnych ludzi, a także sceny ze zwierzętami i motywami roślinnymi. Opanowali umiejętność obróbki kamieni bez użycia narzędzi. Dokonują tego, generując fale wpływające na formę i strukturę skał. Dzięki temu wznoszą imponujące budowle. Sztuki tej nauczyli ich mieszkańcy ogromnej wyspy położonej na środku oceanu. Ludzie stamtąd, których nazywamy Alantami, odwiedzają czasem ludzi mieszkających wzdłuż wybrzeży i przekazują im cenne informacje. Uczą ich uprawy ziemi, medycyny i uzdrawiania oraz technologii budowy różnych maszyn i urządzeń. W czasie ich wizyt dochodzi często do niewytłumaczalnych zdarzeń. W tajemniczy sposób znika wtedy wielu ludzi. W większości przypadków nigdy nie znajdowano nawet ich ciał. Jedynie sporadycznie, nieraz dopiero po kilku dniach, trafiano na okaleczone szczątki. Chociaż nigdy nie znaleziono dowodów, uważano, że przyczyniają się do tego ludzie z wyspy. W najgorszych warunkach żyją ludzie z interioru, najbardziej oddaleni od wybrzeża. Ich kontakt z naszą cywilizacją jest rzadki i dlatego odbiegają od naszych standardów. Andonia i moja wioska wchodzą w skład Iberany, krainy obejmującej obszar nad brzegiem oceanu i mórz. Największym miastem Iberany jest Bilbio, które leży nad oceanem. Przybywają do niego kupcy i podróżni z najdalszych zakątków. Dzięki nim zdobywamy informacje o wszystkich ważnych zdarzeniach, które miały miejsce na świecie. W Bilbio znajduje się szkoła, w której uzyskujemy wiedzę i umiejętności pozwalające nam wieść dostatnie życie.
Młodzi ludzie z mojej wioski regularnie pobierają w niej nauki. Obowiązkiem uczniów, których się tam wysyła, jest przekazywanie uzyskanej wiedzy i umiejętności całej społeczności. Pozwala to wszystkim zapoznać się z najnowszą wiedzą i metodami produkcji, co przyczynia się do polepszania jakości naszego życia.
Gerumida, w towarzystwie trzech innych kolegów, wysłano na nauki do miasta, ale tym razem otrzymali dodatkowe polecenie. W związku z powtarzającymi się proroctwami i przepowiedniami katastrofy, która miała nawiedzić Ziemię, mieli się dowiedzieć, co o tym mówią w Bilbio, czy podejmowane są środki zaradcze, a najważniejsze – jak się ratować.
Siedzenie na pniu nie było wygodne, więc Irika przerwała na chwilę opowieść, by poprawić swoje ułożenie. Bin wykorzystał ten moment i przysunął się tak blisko, że dotknęli się ramionami. Wyczuwając, że nie była temu nieprzychylna, ujął jej dłoń. Irika rzeczywiście nie zaprotestowała, a wręcz przeciwnie – odwróciła się w jego stronę, uchwyciła jego drugą dłoń i czule się uśmiechnęła. Pozostali w tej pozycji, a ona rozpoczęła kolejną część swego opowiadania:
– Gdy Gerumid z towarzyszami dotarł do szkoły, na oceanie w pobliżu miasta zauważono statek Alantów. Młodzi, bezrozumnie zaciekawieni, całą czwórką udali się na wybrzeże, by odszukać i zobaczyć przybyszów. Po trzech dniach do szkoły wrócił tylko Gerumid – innych nigdy już nie zobaczono. Zaraz po powrocie chłopiec twierdził, że nic nie wie i niczego nie pamięta. Dziwił się, że minęły już trzy dni, wydawało mu się, że nie było żadnego upływu czasu i że jeszcze nigdzie nie poszli. Nic nie wiedział o losie kolegów. Gdy wrócił do naszej wioski, z czasem powróciła mu pamięć o tym tragicznym zdarzeniu. Powoli przypominał sobie szczegóły tamtych nieszczęsnych dni. Twierdził, że zostali uprowadzeni przez Alantów, a on otrzymał od nich misję, która miała polegać na przekazaniu wszystkim ludziom ostrzeżenia przed nadchodzącą katastrofą. Miał również przekazać wiedzę o początkach Kosmosu, powstaniu rasy Alantów, naszym pochodzeniu oraz przyczynach nadchodzącego kataklizmu.
Irika puściła dłoń Bina, wstała i zaczęła przechadzać się wokół. Kontynuowała opowieść:
– O Gerumidzie jeszcze wiele usłyszysz, gdyż jest postacią tworzącą nasze dzieje. Teraz jednak dokończę historię mojej wyprawy z Gridem – powiedziała Irika, wracając do momentu spotkania z Gerumidem.
– Idziemy na łowisko, gdzie ojciec i moi bracia łowią ryby – odpowiedziałam szybko, aby zapobiec zatargowi z Gridem, który poczuł się urażony.
– Tak? Widziałem ich, wracam stamtąd. Mają udany połów – powiedział Gerumid, starając się załagodzić swoją wcześniejszą wypowiedź. – Ładnie wyglądasz – szepnął mi do ucha, po czym minął nas i zniknął za zakrętem ścieżki. Z Gridem ruszyliśmy dalej.
– Witajcie – zawołałam z daleka, gdy tylko ujrzałam ojca i braci. – Przyszłam popatrzeć na rzekę i morze, a Grid zgodził się mi towarzyszyć – dodałam, gdy byłam już bliżej, pokazując ojcu grzebień, który trzymałam w dłoni.
W oczach ojca dostrzegłam błysk zadowolenia. Często odnosił się do Grida z przychylnością i życzliwością. Byłam pewna, że szybko zaakceptowałby go przy mnie.
Spojrzałam przed siebie, szukając wzrokiem morskiego horyzontu. Za rzeką rozciągał się błotnisty obszar, porośnięty rzadkimi kępami traw i niskimi, płożącymi się krzewami. Dopiero za nim leżał wąski pasek złocistego piasku i falujące, sine morze.
Ten widok zawsze mnie zachwycał. Podczas silnych wiatrów słychać było głuchy łoskot fal uderzających o brzeg. W letnie upały często chodziliśmy na plażę, by się kąpać. Nauczyłam się pływać i z przyjemnością pozwalałam, by łagodne fale kołysały mnie na wodzie.
Dziś nie było na to czasu. Skończono łowić ryby i szykowano się do powrotu. Spojrzałam jeszcze raz na morze. Słońce było już prawie na linii horyzontu. Blisko brzegu, na falach, unosiły się dwa łabędzie. Widok tych ptaków jak zwykle wprawił mnie w zachwyt. Mogłam zatracić się w czasie, kontemplując ich harmonię kształtów i elegancję ruchów.
Jednak tym razem coś innego przyciągnęło moją uwagę i skierowało wzrok na pełne morze. Powietrze na lądzie było przejrzyste, ale horyzont spowijała delikatna mgła – stał się ulotny, prawie niewidoczny. Wszystko zlewało się w szarą, niewyraźną przestrzeń, gdzieniegdzie upstrzoną bardziej przejrzystymi fragmentami z widocznymi grzywami fal.
– Statek – krzyknęłam, podniecona widokiem czegoś, czego zarys majaczył w oddali.
Nad wodą unosiło się, nie dotykając jeszcze fal, czerwono-pomarańczowe słońce, a tuż obok niego dostrzegłam jakiś osobliwy obiekt, błyszczący fenomen wielkością porównywalny ze słońcem, bardzo powoli przesuwający się na wschód. Wszyscy odwrócili się i odszukali wzrokiem wskazywany przeze mnie punkt. Okrzyki niedowierzania potwierdziły, że zobaczyli to, co ja – majestatyczną budowlę wydającą się nie z tego świata, która wznosiła się wysoko ponad morski horyzont i błyszczała na tle wody wyrazistą, białą poświatą.
– Nie. – Usłyszałam po chwili głos ojca. – To góra lodowa. Nigdy nie widziano tu statku – dodał, jakby chciał przypieczętować swoją ocenę.
Spojrzałam na horyzont jeszcze raz, bardzo uważnie. Wydawało mi się, że obiekt zmienia kolory i łagodnie pulsuje. To nie mogła być góra lodowa. Chciałam powiedzieć to ojcu, ale on i bracia odeszli już daleko, znikli za niewielkim wzniesieniem. Zrozumiałam, że nie interesowała go ta sprawa, bo nie miał wpływu na to, co mogło się wydarzyć. Jeśli to była góra lodowa, przepłynie i zniknie bez śladu. Jeśli to statek Alantów, nie moglibyśmy się przeciwstawić ich działaniom. Nie było czasu na dalsze rozmyślania. Pobiegłam za mężczyznami, którzy weszli już do lasu.
Gdy wróciliśmy do osiedla, zastaliśmy tam Logę. Przyszła, by zwołać jak najwięcej ludzi. Miała ważną wiadomość dotyczącą przyszłości naszej wioski i wszystkich żyjących istot.
Loga miała wielki dar. Potrafiła nawiązywać kontakty ze zwierzętami, przewidywać przyszłość, opuszczać swoje ciało i podróżować w niewidzialny sposób do bliskich i odległych miejsc. Wielu ludzi miało takie umiejętności, ale rzadko kto panował nad nimi tak jak ona. Podziwiałam ją i jej dar. Byłam nią zauroczona. Ona też mnie lubiła. Często zapraszała mnie do siebie i częstowała rzadkimi przysmakami. Opowiadała mi o rzeczywistościach, które poznała dzięki nadnaturalnym umiejętnościom. Jej nauki wprowadzały harmonię do mojej wiedzy o świecie, uzupełniając to, czego uczyłam się w szkole i w domu. Nauczyła mnie rozumieć informacje napływające z ziemi, powietrza, wody, a nawet Kosmosu. Pokazała mi, jak opuścić ciało i podróżować w przestrzeni bez obawy o powrót.
Na apel Logi przed zachodem słońca zgromadziła się większość ludzi z naszej wioski.
– Miałam prorocze widzenie – rozpoczęła Loga – dotyczące naszej przyszłości. Nadciąga wielkie niebezpieczeństwo. Widziałam, jak Ziemia wybuchła. Ogromne wulkany zalały płonącą lawą całe kontynenty. Widziałam, jak rośliny, zwierzęta i ludzi trawi pożar, zatapia je woda, jak gaśnie słońce, księżyc i wszystkie gwiazdy. Woda w rzekach i morzach stała się czerwona jak krew. Widziałam też krainy, które na wieki zasypane zostały śniegiem, a rzeki po nich płynące stanęły skute lodem. Świat zginie. Nikt nie będzie opłakiwał tej tragedii, bo nikogo nie będzie, a ci, którzy przeżyją, stracą rozum. Mimo że żadne widoczne oznaki nie zapowiadają takiego nieszczęścia, to czas jego nadejścia jest bliski. W niczym nie mogę was pocieszyć, gdyż nie znam przyczyny ani sposobu ratunku.
Chciała jeszcze coś mówić, ale Gerumid zbliżył się do podwyższenia, na którym stała Loga, i głośno, prawie krzycząc, powiedział:
– Ja znam przyczynę tej tragedii i sposób, by jej zapobiec.
Okrzyki grozy i przerażenia, które towarzyszyły wizjom Logi, nagle ustały. Po słowach Gerumida zapanowała głęboka cisza. Patrzyliśmy na niego z niedowierzaniem, bo nigdy nie ujawnił, że posiada dar jasnowidzenia. W napięciu czekaliśmy na jego dalsze słowa. Wtedy wyjaśniło się, że jego wiedza nie jest nadprzyrodzona, lecz pochodzi od Alantów.
– Gdy razem z kolegami dotarłem do szkoły w Bilbio – zaczął Gerumid cicho, ale stopniowo jego wypowiedź nabierała ekspresji i emocji – usłyszałem, że gdzieś niedaleko miasta przebywają przybysze z tajemniczej wyspy na oceanie. Postanowiliśmy ich odszukać, mając nadzieję, że nauczą nas zaklęć albo ofiarują rzeczy o cudownych właściwościach. Nie przewidzieliśmy, że jak wielu innych ciekawskich możemy już nigdy nie wrócić do szkoły i naszej wioski. Dwa dni szukaliśmy Alantów, chodząc w pobliżu brzegu oceanu, nasłuchując i wypatrując przybyszów. Nagle usłyszeliśmy dziwny dźwięk, który po chwili stał się intensywnym jazgotem, przekraczającym granicę tolerancji naszego słuchu. Straciliśmy władzę nad ciałami i osunęliśmy się na ziemię, jednak zachowaliśmy świadomość wszystkiego, co się wokół działo. Wkrótce pojawiło się przy nas kilku ludzi. Jeden z nich zaczął manipulować przedmiotem w kształcie małego koszyczka, który trzymał w dłoni. Poczułem, że unoszę się nad ziemię i przemieszczam w ich kierunku. To samo stało się z moimi towarzyszami. Wkrótce wszyscy leżeliśmy bezwładni na podłodze pojazdu, którym po nas przybyli. W głowie usłyszałem słowa:
– Nie bój się, tobie nic się nie stanie. Zostałeś wybrany i wrócisz do swoich.
Platforma ruszyła i po chwili dotarliśmy nad ocean. Blisko brzegu, na falach unosił się olbrzymi kulisty obiekt pulsujący łagodnymi barwami błękitu i morskiej zieleni. Przetransportowano nas do środka i umieszczono w oddzielnych, ale umożliwiających wzrokowy i słowny kontakt, klatkach. Dopóki byliśmy bez czucia, mogliśmy tylko spoglądać na otoczenie, gdy jednak paraliż ustąpił, zaczęliśmy wołać o pomoc. Był to daremny wysiłek. Nikt nie zareagował na nasze krzyki. Przestaliśmy w oczekiwaniu na najgorsze. Rozglądaliśmy się wokół i byliśmy przerażeni tym, co widzieliśmy. W pomieszczeniach podobnych do tych, w których my byliśmy, uwięzionych było setki istot. Przeprowadzano na nich eksperymenty. Dla mnie były one niepojęte i okrutne, niegodne ludzi. Te bestialskie badania prowadziły zazwyczaj do śmierci w długotrwałych mękach. Przeprowadzający te praktyki nie zważali na to, jaki wyrządzają ból. Zdawało się, że nie słyszą ryku okaleczanych zwierząt, krzyku i płaczu ludzi lub jęków stworzonych tu ludzkich hybryd. Moich towarzyszy również poddano tym okrutnym doświadczeniom. Patrzyłem, jak umierali, cierpiąc przy tym okrutne męki. Płakałem, ale nie potrafiłem temu zaradzić. Zobaczyłem jeszcze, jak rozcinają ciała moich towarzyszy, amputują z nich różne organy, a nawet całe fragmenty ciała. To, co pozostało po do niedawna żywych chłopcach wrzucono do wielkich pojemników i gdzieś wywieziono. Po chwili zbliżyła się do mnie jakaś postać, a w głowie usłyszałem przekaz:
– To, co tu widzisz i czego jesteś świadkiem, przyczynia się do istnienia naszego świata. Dzięki takim doświadczeniom i eksperymentom stworzyliśmy was. To dzięki nam żyjecie na tej planecie. Jesteśmy waszymi stwórcami. Właśnie nadszedł czas, by to ujawnić i by ludzie o tym wiedzieli. Ty będziesz naszym narzędziem, które tego dokona. Wszystkie informacje potrzebne do wypełnienia tej misji zostaną ci zapisane bezpośrednio w pamięci. Będziesz ich nieświadomy do czasu, gdy stosownie do harmonogramu przenikać będą do twojej świadomości, a ty, etapami, przekazywać je będziesz ludziom.
Przekaz się skończył, a przede mną pojawiła się niewielka, unosząca się nad podłogą platforma. Osoba, która przekazywała mi informacje, weszła na nią i ruchem ręki wskazała miejsce obok siebie. Gdy tam się znalazłem, nad platformą uformowała się przezroczysta, prawie niewidoczna osłona w kształcie klosza. Pojazd zaczął się przemieszczać w niepojęty dla mnie sposób. Znikaliśmy w jednym miejscu, by w następnej chwili pojawić się w innym. Nie było w tym przenoszeniu się z miejsca na miejsce żadnego wyczuwalnego ruchu ani upływu czasu. Pokazano mi w ten sposób strukturę obiektu, w którym się znajdowaliśmy. Było to ogromne, pływające po oceanie laboratorium. Wyjaśniono mi, że podobnych konstrukcji było kilkanaście. Alanci obawiali się o czystość swojej rasy i ze względów bezpieczeństwa przyjęli zasadę, że statki, które miały na swych pokładach ludzi z kontynentów, nigdy nie mogły zbliżyć się do ich wyspy. Zainstalowane zabezpieczenia sprawiały, że każda próba dopłynięcia do wyspy, skończyłaby się całkowitą destrukcją obiektu. Laboratoria były niezbędne ze względu na konieczność utrzymania nas, ludzi, na odpowiednim do potrzeb Alantów poziomie rozwoju. Za pomocą przeprowadzanych eksperymentów modyfikują nasze organizmy tak, by zwiększyć naszą inteligencję, wytrzymałość, byśmy tworzyli właściwe z ich punktu widzenia struktury społeczne, kulturowe i byli bardziej dla nich przydatni. Zostałem zapoznany również z kosmologią, kosmogonią i historią Alantów. Zrozumienie wiedzy, którą posiadłem i którą muszę wam przekazać, nie będzie łatwe.
– Dobrze Gerumidzie, ale nie teraz – głośno zawołała Loga – jest już późno. – To, o czym mówisz, nie zmienia faktu, a raczej potwierdza, że niebezpieczeństwo istnieje. Dzisiaj zakończmy już nasze spotkanie. Niech wszyscy w domach spokojnie przemyślą, jak odpowiedzieć na to wezwanie. Spotkajmy się tu jutro, by wysłuchać do końca relacji Gerumida i określić, co dalej robić.
Rano, gdy ludzie wrócili na wzgórze, Gerumid tak rozpoczął przekaz Alantów:
– Nieskończoność zawierająca się w punkcie, bezczas i Możliwość bez granic i ograniczeń, to było przed istnieniem. Dzięki posiadanym właściwościom Możliwość uformowała posiadające potencjał niestacjonarne pole świadomości i czasu. Potencjał tego pola charakteryzował się zerowym stanem informacji, ale zawierał w sobie wszystkie możliwe zdarzenia wraz ze wszystkimi ewentualnościami, w tym prawdopodobieństwo utworzenia fluktuacji. Zaburzenie, będące następstwem zaistnienia tej możliwości, wywołało zmianę stanu informacji na niezerowy. Zunifikowanie zerowego i niezerowego stanu informacji wyodrębniło z Możliwości świadomość i upływający czas, a to spowodowało przyrost informacji. Nowy, trzeci składnik dał początek transformacji pola świadomości i czasu w przestrzeń zawierającą świadomość, czas i informację, czyli byt podstawowy, Życie. Życie jest tożsame z Kosmosem. Bezwzględną koniecznością istnienia Życia jest przyrost informacji w upływie czasu. Uzyskiwana informacja przetwarzana jest przez Życie w pierwotną energię, występującą w dualistycznej postaci: energii fizycznej i metafizycznej. Za przyczyną tych energii istnieją światy fizyczne i światy duchowe, a ogół tych światów stanowi Wszechświat.
Gerumid przerwał i popatrzył na słuchających. Na ich twarzach rysowało się zdumienie i ciekawość. Zaczęli ponaglać go, by kontynuował przekaz.
– Najbardziej aktywnymi składowymi Kosmosu w zdobywaniu informacji – wznowił wypowiedź Gerumid – są istoty żywe. Wyodrębniły się one z pierwotnej energii dzięki woli wyrażonej przez Życie oraz przywilejowi tworzenia indywidualnego pola energii życia, w którym mogą gromadzić informacje na własne potrzeby. Zasób gromadzonych informacji oraz przywilej wolności decydowania umożliwiają istotom dokonywanie wyboru, czyli obierania kierunku swego przemieszczania się w przestrzeni świadomości, czasu i informacji. Zdolność ta prowadzi do przekształcania ich w byty coraz doskonalsze, zdolne kreować własne, wszechstronne rzeczywistości. Nowe rzeczywistości przyczyniają się do nieustannej ekspansji Kosmosu. W ten sposób Życie się rozwija, wzbogacane coraz liczniejszymi i obfitszymi strumieniami informacji. Mechanizm wzrostu Kosmosu oparty jest na kreowaniu matryc z informacjami tworzącymi rzeczywistość. Zapisy na matrycach dokonywane są dzięki nowym informacjom pozyskiwanym z pola energii życia istot żywych. Z zasobu wiadomości zgromadzonych na matrycach uformowało się kosmiczne pole informacji.
Inteligencja jest naturalnym i bezpośrednim rezultatem procesów zachodzących w Kosmosie. Im Kosmos starszy, tym więcej zamieszkuje go istot inteligentnych. Ich badania, dociekania i wnioski z tych działań przyczyniają się, poprzez zapisy na matrycach kreujących rzeczywistość, do przyspieszania ekspansji Kosmosu. Nie wszystkie kierunki zmian są jednak przez Kosmos akceptowane. Po przekroczeniu punktu krytycznego zasobów informatycznych kosmiczne pole informacji stało się niepodatne na czynniki mogące je zdestabilizować. Pole stało się autonomiczne i zaczęło przejawiać niektóre cechy istot żywych, szczególnie obronę własnego istnienia. Od tego momentu każdą niezgodność, która mogłaby doprowadzić do zachwiania równowagi i zagrożenia jego istnienia, pole natychmiast izoluje i usuwa. Czasy, których doświadcza teraz Ziemia, są bezpośrednim rezultatem tego procesu.
Przerwał, gdyż usłyszał odgłosy wzburzenia wśród zgromadzonych:
– Wyjaśnij, czym zawiniliśmy?!
– W jaki sposób zagrażamy Kosmosowi?!
– Dlaczego musimy zginąć?!
Gerumid, by uspokoić emocje, uniósł ręce.
– Bądźcie cierpliwi – powiedział – wszystko, co przekazali mi Alanci, ja przekażę wam, tak jak mi to nakazali.
Poczekał, aż tłum się uspokoił.
– Życie we wszechświecie przybiera niewyobrażalnie różne formy – rozpoczął ponownie. – Na Ziemi również powstało ich wiele, a wśród nich Prastarzy, istoty inteligentne, nazywane przez nas, Iberanów, Alantami. Są oni naturalnymi dziećmi Kosmosu i jedną z niezliczonych inteligentnych ras, które narodziły się wraz z jego początkiem. Od zarania dziejów tworzą swoją cywilizację. Na pewnym, dość odległym już etapie, odkryli istnienie Kosmicznego Pola Informacji. Zbadawszy ten fenomen, stwierdzili, że zawiera w sobie także niewielką cząstkę ich, ludzkiej energii życia. Stanowiło to przełom w ich rozwoju. Zrozumieli, że wykorzystując moc informacji, mogą stać się najpotężniejszymi istotami w kosmosie. Zapragnęli tego. Wykorzystując swoją świadomość, wyodrębnili przynależne tylko jednej osobie indywidualne, ludzkie pole energii życia. Następnie wszystkie indywidualne pola połączyli w zwarty układ i umieścili w izolowanej, ograniczonej przestrzeni. Pod względem właściwości układ zawierający energię życia ludzi był tożsamy z Kosmicznym Polem Informacji, lecz jego potencjał był nieporównywalnie mniejszy. Odizolowanie układu ludzkiego pola życia od Kosmicznego Pola Informacji sprawiło, że pojawił się strumień kosmicznej energii, który dążył do wyrównania różnicy potencjałów, a w zasadzie wchłonięcia ludzkiego pola i zawartej w nim informacji. Prastarzy, przewidując taką reakcję, opracowali technologię kontrolowania wielkości porcji kosmicznej energii wprowadzanej jednorazowo do zasobnika z energią życia ludzi. Poprzez agregację treści zawartej w takiej porcji czerpią moc z Kosmicznego Pola Informacji. Z upływem czasu swoim zasobem informacji zaczęli dorównywać Kosmosowi. Stwierdzili, że mogą i powinni stać się nieśmiertelnymi. Realizując ten projekt, zrozumieli, że jeżeli do tworzenia pola energii życia wykorzystywać będą swoją własną energię, to po nieokreślonym, ale skończonym czasie potencjały obu pól, to jest kosmicznego i ich ludzkiego, wyrównają się, a oni utracą indywidualność i zostaną wchłonięci przez Kosmiczne Pole Informacji. Nie chcieli tego, gdyż pragnęli zachować swą odrębność. Szybko znaleźli rozwiązanie. Było nim powołanie do życia nowej rasy istot, ludzi stworzonych na ich podobieństwo po to, by mogli od nich pobierać energię życia. Wszyscy, którzy tu jesteście, wiedzcie, że jesteśmy tymi ludźmi, jesteśmy stworzeni przez Prastarych, przez Alantów.
Gerumid przerwał wyczerpany. W trakcie opowiadania widać było, że słabł coraz bardziej. W końcu osunął się na kolana, a po chwili upadł na twarz bez oznak świadomości. Pobiegłam do niego, ale Loga już się nim zaopiekowała. Położyła go na wznak i cuciła, używając olejków, które zawsze miała przy sobie. Po chwili Gerumid otworzył oczy i rozejrzał się po otaczających go ludziach. Zauważywszy mnie, uśmiechnął się i powiedział niespodziewanie mocnym głosem:
– Myślę, że wiem, w jaki sposób uratować ciebie i świat.
Wiedziałam, czułam, że oprócz deklaracji złożonej wszystkim było to przede wszystkim wyznanie uczucia do mnie. Nie odniosłam się do tych słów, jedynie odwzajemniłam uśmiech.
Tu Irika przerwała opowiadanie, wróciła do czasu rzeczywistego i oznajmiła Binowi:
– Dzisiaj obchodzimy święto. Pójdę już, by przygotować się do modlitwy, a opowieść dokończę kiedy indziej.
– Właśnie w tej sprawie do ciebie przyszedłem. My też dzisiaj świętujemy i dlatego proponujemy wspólne odmówienie modlitw. Miejsce, w którym się spotykamy, znajduje się w górze strumyka.
*
Irika i jej towarzysze przyjęli zaproszenie. Mimo narastającego niepokoju miejscowi i przybysze byli życzliwi względem siebie. Na miejsce modlitwy poszli we wspólnej procesji. Było to malownicze miejsce, otoczone bujną roślinnością i szumem wody, co dodawało uroku całemu wydarzeniu. Bin zadbał o to, by iść blisko Iriki.
Rozmowy podczas drogi toczyły się wokół kosmogonii i struktury rzeczywistości. Mimo że percepcje obu wspólnot nigdy nie wyszły poza ziemski świat fizyczny, powszechna była wiara, że w kosmosie istnieje nieskończona liczba rzeczywistości zamieszkiwanych przez istoty świadome. Niektóre z tych istot mogą swobodnie przenikać różne światy, inne, tak jak ludzie, są przynależne tylko jednemu.
– Czy wierzysz, że istnieją inne światy? – zapytała Irika, spoglądając na Bina.
– Tak, wierzę – odpowiedział z przekonaniem. – Nasze ciała mogą być schronieniem dla wielu duchów, które pochodzą z tych niewidzialnych światów.
Obrzędy religijne w zasadniczej części polegają na kontakcie z duchami, jak nazywano stworzenia z innych, niewidzialnych dla ludzi światów. Uważa się, że ciała istot ziemskich są schronieniem dla wielu duchów. Ludzie wykorzystywali ich obecność, odczuwając jednocześnie wobec nich mieszankę ciekawości i szacunku.
Natomiast dla tych duchowych istot ziemskie ciało było rodzajem awatara, dzięki któremu mogły obcować z energią i ziemską materią. Dwie z tych duchowych istot wpływają bezpośrednio na czyny człowieka, kształtują jego osobowość i przebieg życia. Są to Duch Świadomości oraz Duch Intuicji.
Dzięki Świadomości ludzie są zanurzeni w nurcie jednostajnie przepływającego czasu i doświadczają oddziaływania świata fizycznego. Duch ten wpływa na ludzkie czyny, kierując się rozumem i logiką. Ludzie utożsamiają się z nim, nazywając go: Ja.
Duch Intuicji, często nazywany po prostu Intuicją, działa bardzo spontanicznie. Sprowadza to nieraz na człowieka stosującego się do proponowanych przez nią rozwiązań wiele kłopotów i rozczarowań – stąd ducha tego nazywa się również Ułudą. Rekompensatą za negatywne skutki tych porad jest euforia, jaka ogarnia ludzi, gdy podjęte działanie okazuje się kreatywne i właściwe. Wskazówki, jakich ludziom udziela Intuicja, są rezultatem tego, że może ona chwilowo przebywać poza nurtem czasu. Poznaje dzięki temu najbliższą lub nieco dalszą przyszłość, tak jak człowiek patrzący na przepływającą rzekę widzi jej bieg zarówno przed nim, jak i za nim. Znając najbliższą przyszłość, Intuicja wskazuje kierunek, w którym człowiek ma podążać. Ludzie, którzy stosują się do tych sugestii, mówią, że mają przeczucie albo właśnie intuicję. Intuicja posiada jeszcze jedną, niezwykle ważną zdolność. Jest nią możliwość porozumiewania się z nadzwyczajnymi, absolutnie doskonałymi istotami zwanymi Duchami Opiekunami. Ludzie nie potrafią bezpośrednio zwracać się do nich i, by przekazywać im swoje prośby i modlitwy, muszą polegać na pomocy Intuicji. Duchy Opiekuni tylko czasami goszczą w ciałach ludzi, na stałe zamieszkują najwyższe sfery duchowe. Przestrzeń oraz czas są dla nich elementami plastycznymi, dającymi się dowolnie formować. Sprawia to, że zmieniając rzeczywistość w świecie fizycznym, potrafią spełniać prośby modlących się ludzi i kształtować ich losy zgodnie z wyrażoną w modlitwach wolą. Aby skutecznie modlić się do swoich Opiekunów, ludzie muszą najpierw zgromadzić jak najwięcej energii życia, a następnie przekazać ją Ułudzie, prosząc, by wraz z intencją modlitwy przekazała ją Opiekunowi. Gdy to nastąpi, Opiekun odczytuje prośby człowieka i, jeżeli są zgodne z celami Kosmosu, urzeczywistnia je. Domeną Opiekunów jest dobro Kosmosu, a zmiany rzeczywistości, które wprowadzają, nie mogą być z nią niezgodne. Nadrzędnym zaś zadaniem Opiekunów jest zapewnienie stałego rozwoju Kosmosu, czyli powiększanie jego zasobów informacji. Nowych informacji dostarczają istoty, które go zasiedlają i obserwują. Im obserwatorzy znajdują się na wyższym stopniu rozwoju, tym więcej pozyskują informacji. Opiekunowie, dla zapewnienia pomyślnego przebiegu ewolucji Kosmosu, troszczą się więc głównie o byty inteligentne i pomnażają ich liczność. Te trzy istoty duchowe: Świadomość, Intuicja i Opiekun tworzą ludzką duszę. Gdy ciało człowieka jest żywe, wspólnie je zamieszkują i wykorzystują do swoich celów. W chwili śmierci dusza opuszcza ciało, rozdziela się, a tworzące ją istoty wracają do swoich światów. Wymóg powiększania zasobów Kosmicznego Pola Informacji sprawia, że Opiekunowie inicjują proces reinkarnacji, powołują nowe dusze i zasiedlają nimi ciała nowych istot.
Pozostało jeszcze 90% treści tej książki.
więcej..