-
nowość
-
promocja
Królowa podstępna i mściwa - ebook
Królowa podstępna i mściwa - ebook
Czwarta, ostatnia część cyklu „Królestwo kłamstw”.
Ceną miłości jest strata. Prędzej czy później wszyscy w końcu ją płacimy. W każdym życiu.
Niektóre chwile są zbyt bolesne, by dało się je przetrwać. Niektóre chwile cię złamią, jeśli im na to pozwolisz. Ja jednak nie mogę dopuścić do tego, żeby cokolwiek mnie złamało. Ponieważ mamy jedną jedyną szansę, by wygrać tę wojnę. Jedną jedyną szansę, by zapewnić lepsze życie wszystkim w czterech królestwach. Nawet wtedy, kiedy nasi wrogowie jednoczą siły, a nasi sojusznicy są zmuszeni do zdrady swoich królestw, swoich ludów… i samych siebie. I nawet gdy Regner planuje coś tak okrutnego, tak niewyobrażalnie złego, iż wydaje się niemal pewne, że musi zgasnąć ostatnia tląca się iskra nadziei.
Chyba że zabijemy go pierwsi.
| Kategoria: | Fantasy |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-287-3563-7 |
| Rozmiar pliku: | 2,2 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
PRISCA
Regner schylił się i razem z Zathrianem i Eadrikiem podnieśli przedmiot, który starannie ukrywali.
Lustro.
_Gdy fale zastygłe milczeniem spoczną…_
_A odbicie zwiedzie…_
Moc Conretha uderzyła w lustro, ale ono zamiast zamarznąć i rozpaść się na milion kawałków, odbiło ją.
Strach eksplodował w moich trzewiach. Przywołałam moc.
Na próżno.
Czas się nie zatrzymał.
Miałam jeszcze moc. Nie wyczerpała się. Mój kuzyn stał koło Regnera z uśmiechem na ustach.
_Zneutralizował mnie._
Dlatego tu był. Oszczędzał swoją moc tylko po to.
Podstęp. Regner poświęcił kilku najważniejszych ludzi, aby zyskać pewność, że jego osłony wydadzą się nam bezużyteczne, dzięki czemu Conreth nie będzie mógł się powstrzymać i użyje swojej mocy…
Zabójcza siła zmierzała z powrotem w kierunku naszych statków. Ale zamiast w Conretha, trafiła w nas.
Rzuciłam się w stronę Loriana, chcąc go osłonić, ale moc jego własnego brata trafiła go prosto w pierś.
Lorian spojrzał wtedy na mnie, na jego pięknej twarzy pojawiło się zrozumienie.
Zobaczyłam, jak bezgłośnie wypowiada:
_W innym życiu_.
Zamieniał się w lód, oczy stawały się puste. Zniknął.
Przez chwilę jeszcze czułam go obok siebie, jego duszę wtuloną we mnie.
_Kocham cię_.
Lód eksplodował na tysiące kawałków.
Conreth wykrzyknął imię brata.
Wszyscy krzyczeli, chowając się za osłoną.
Dźwięk ucichł.
Nie.
Nie, Lorian nie odszedł.
Obiecał.
_Chcę, żebyś poczuła, jak bardzo cię kocham. Zawsze będziemy razem. Ty i ja_.
Bez wahania złapałam klepsydrę zawieszoną na szyi. Telean krzyczała.
Nie, Nelayra, nie! To cię _zabije_!
Zatrzymałam czas jedną myślą. Czułam, że Zathrian próbuje mnie zneutralizować, ale nie mógł już nic zrobić. Zużył całą moc.
Pewnego dnia mi za to zapłaci. I to słono. Bardzo słono.
Napędzała mnie teraz wściekłość. Grzmiała w mojej duszy.
Zamroziłam czas, ale to nie wystarczyło.
Nie, bo nawet gdyby czas zaczął płynąć od nowa, Loriana nadal by nie było.
Głos Telean zdawał się odbijać echem w moim umyśle.
Świat musi pozostać w równowadze.
Nie dbałam o świat.
Ale ostrzeżenia, które otrzymałam, niezmiennie dźwięczały mi w uszach.
Ysara, współczucie migotało w jej oczach.
_Ciesz się chwilami spędzonymi z księciem fae. Ale wiedz jedno – nie możesz go zatrzymać_.
Widząca królowej, jej głos pozbawiony emocji. _Krwiożerczy Książę umrze_.
Bogowie zażądali jego śmierci. Dostali to, czego chcieli. Ale sprowadzę go z powrotem.
Nie przyjmowałam do wiadomości, że to niemożliwe. Zabronione. Że jeśli mi się uda, zostanę ukarana za zuchwałość.
Odrzucając głowę do tyłu, krzyknęłam i przyciągnęłam całą moc, co do ostatniej kropelki. Zostało jej tak niewiele, a jednak czerpałam z każdego zakamarka. A gdy już nic nie zostało – sięgnęłam po więcej.
Oszalała z bólu przez ułamek chwili czułam obecność Loriana.
– _Puść_ – wyszeptał. To jedno słowo zawierało tyle miłości, że nagle poczułam, jakby ktoś zmiażdżył mi pierś.
Nie puściłam. Zacisnęłam palce mocniej. I jeszcze bardziej szarpnęłam za nić czasu.
Wyobraziłam sobie, jak dusza Loriana powraca do jego ciała. Wyobraziłam sobie, jak te wszystkie rozbite kawałeczki się scalają.
Klepsydra się rozgrzała, jakby sam pradawny artefakt domagał się, żebym przestała. Przeszywający ból głowy powalił mnie na kolana. Zacisnęłam zęby i cały czas próbowałam. Lorian nie mógł mnie zostawić. Nie…
Krew ciekła mi z nosa, z uszu. Nic nie działało.
Mimo to nie przestawałam.
_W każdym życiu, żbiku. Nieważne, co się stanie, pamiętaj. Ty i ja na zawsze razem._
Obnażyłam zęby i z całych sił przeciwstawiłam się bogom i prawom natury.
_W każdym życiu, Lorian_.1
PRISCA
Kawałki Loriana zawisły w powietrzu, lodowy posąg niczym rozbita waza zastygł w chwili uderzenia.
Straciłam zbyt wiele bliskich osób w zbyt krótkim czasie. Z nim nie mogłam się pożegnać. Nie zniosłabym tego. Rozpadłabym się na kawałeczki tak małe, jak lodowe odłamki, na które teraz patrzyłam. Ścisnęłam więc klepsydrę tak mocno, aż rozbolała mnie ręka, i starając się ze wszystkich sił, przywoływałam moc.
Krawędzie mojej duszy zaczęły się spopielać, jej drobne fragmenty ulatywały jak pył. Krew spływała mi z oczu niczym łzy. Zamrugałam i skupiłam się na moim partnerze.
W końcu czas cofnął się o sekundę. A potem o kolejną. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nie mogłam oddychać. Nie mogłam myśleć. Użyłam magii jak liny, aby go do siebie przywiązać.
I nie puszczałam jej.
Nie mogłam go zawieść. _Nie wyrażałam na to zgody_.
Przez ciało przetoczyła się dziwna, przyprawiająca o zawrót głowy fala. Nagle tuż obok pojawiły się dwie kobiety o rysach niesamowicie podobnych do moich.
Wstrząsnął mną szloch. Kobieta po lewej… Gdyby nie delikatne zmarszczki wokół oczu, można by nas uznać za bliźniaczki.
Kiedyś nienawidziłam Ysary za to, że nie chciała pokazać mi swojej twarzy.
Teraz zrozumiałam, że widzę ją każdego dnia w lustrze.
To była moja matka. Moja prawdziwa matka.
Jakaś część mnie miała nadzieję, że udało jej się wydostać z tamtego domu, kiedy mnie porwano. Że gdzieś jednak żyje. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo byłam naiwna, trzymając się tej nadziei.
Ale zrezygnowanie z niej bolało.
Druga kobieta miała oczy dokładnie tego samego koloru, co ja. Z tym że jej były stare i złowrogie, a uśmiech sugerował, że zna wszystkie tajemnice tego świata – i żadna z nich nie robi na niej wrażenia. To była ta, która potrafiła sprawić, że jej wrogowie zamienili się w niedołężnych starców. Ta, która w ostatnich chwilach życia rzuciła się do ataku i zamieniła stolicę Eprothy w Przeklęte Miasto.
Moja babcia.
Matka wyciągnęła rękę, jakby chciała pogłaskać mnie po policzku. Ale od jej dłoni nie biło ciepło. Nigdy nie było mi dane tego doświadczyć.
– Puść, Nelayra. Nie bez powodu to zakazane – powiedziała miękkim, delikatnym głosem.
– Nie mogę.
Jej oczy wypełniły się takim smutkiem, aż ścisnęło mnie w piersi.
– Kocham go. Przepraszam.
Babcia wykrzywiła usta.
– Niech dziecko samo wybierze swój los. Tak jak my.
Obie były martwe. Czy to było ostrzeżenie? Nadal przywoływałam moc. Babcia roześmiała się, zerkając na moją matkę.
– Takie lekkomyślne lekceważenie prawa. Jakbym patrzyła na siebie w młodości.
Ścisnęło mi się serce. Furia tej kobiety zrównała z ziemią całe miasto. Czy moim przeznaczeniem było siać podobne spustoszenie?
– Proszę, Nelayra – błagała matka. – Jeśli to zrobisz…
Babcia rzuciła jej surowe spojrzenie, po czym przeniosła wzrok na mnie.
– Jeśli nie dołączysz do nas po śmierci, choć jest to bardzo mało prawdopodobne, spotkają cię konsekwencje. Bardzo poważne konsekwencje.
Wiedziałam o tym, jak tylko sięgnęłam po klepsydrę, aby spróbować cofnąć czas. Ale wiedziałam też, że nic mnie nie powstrzyma. Nic.
Pokręciła głową, w jej oczach zamigotała litość.
– Myślisz, że znasz cierpienie. Będziesz musiała zmagać się z konsekwencjami tej decyzji do końca życia.
– Bez niego nie uratuję naszego królestwa. – Bez niego nie potrafiłabym żyć_._
Jej spojrzenie zrobiło się jeszcze bardziej surowe.
– Nie próbuj usprawiedliwiać się w taki sposób, dziewczyno. Płynie w tobie moja krew. Królowa, która oddaje moc byle komu. Od własnej wnuczki oczekuję czegoś więcej.
Wstyd ścisnął mnie za gardło i opuściłam głowę. Matka podeszła bliżej, objęła moją twarz i tym razem mogłam niemal poczuć ciepło jej dłoni.
– Kochałam twojego ojca równie mocno. Ja też bym go nie posłuchała. – Zawahała się, jakby chciała coś jeszcze dodać, ale zacisnęła usta. Wyciągnęła rękę, w której trzymała bursztynową kulę światła, w identycznym kolorze, co nasze oczy. Jednym ruchem nadgarstka przycisnęła ją do mojej klatki piersiowej i światło wniknęło we mnie.
Kiedy spojrzała na moją babcię, ta przewróciła oczami.
– Och, już dobrze, niech ci będzie.
Jej bursztynowy ogień zapłonął jeszcze jaśniej.
– Zmień świat, moja droga wnuczko. I ulecz nasze królestwo.
------------------------------------------------------------------------
LORIAN
Miałem przedziwne wrażenie, że coś poszło nie tak. W piersi gęstniało uczucie… niepokoju.
Bum!
Odwróciłem się gwałtownie. Przetoczyła się przeze mnie fala ekscytacji, ponieważ bariera opadła, a niektórzy ludzie na łódkach zaczęli jaśnieć i atakowali flotę Regnera, kierując w nią odzyskaną moc.
Wydałem z siebie triumfalny śmiech.
Zapach Priski poczułem, zanim ją zobaczyłem. Spodziewałem się euforii, tymczasem jej twarz była śmiertelnie blada. Rzuciła się do ataku, jak przystało na mojego żbika. Tak ją nazywałem. Jej stopa przesunęła się za moją, próbując podciąć mi nogi.
Coś było nie tak.
Pozwoliłem jej odepchnąć się kilka kroków do tyłu, w głąb pokładu, równocześnie próbując dotknąć jej twarzy.
I wtedy wszystko eksplodowało.
Zdołałem jedynie wyciągnąć ręce w jej stronę, próbowałem ją chwycić…
Ale siła wybuchu porwała ją w powietrze. W oczach miała dziki strach, kiedy rzuciła się w moją stronę.
Obróciłem się, chcąc złapać jej ramię, nogę, cokolwiek. Nie zdążyłem. Poleciała w bok i zniknęła pod lodowatą wodą.
Powietrze przeszyły krzyki, a po chwili zastąpił je przytłumiony szum w uszach.
Choć słona woda zakłócała mi zmysły, płynąłem do Priski.
_Gdzie była, gdzie była, gdzie była?_
– Prisca! – ryknąłem.
Na powierzchni unosiły się płonące szczątki statku, czarny dym dodatkowo ograniczał widoczność. Zanurkowałem głęboko, mrużąc oczy w spienionej wodzie. Moje serce biło głośno i nierówno, jakby próbowało zgrać się z jej rytmem.
Z sercem Priski.
W głowie wirowało. Płuca płonęły żywym ogniem, kierowałem się czystym instynktem. Każdy cień, każda unosząca się sylwetka przynosiła przypływ nadziei, po którym następował miażdżący ciężar rozczarowania.
W desperacji skupiłem się na tym, że wciąż czułem łączącą nas więź.
Więź, która słabła. Sięgnąłem po moc i za pomocą wiatru spróbowałem odepchnąć szczątki statku.
_Nie waż się mnie zostawić, żbiku_.
W oddali mignęły jasnoblond włosy, które w morskiej toni jawiły się niczym latarnia morska. Na ten widok zebrałem ostatki sił i ruszyłem do Priski. Tonęła, połykana przez wygłodniałe fale. Twarz miała trupio bladą, oczy zamknięte.
Nie oddychała.
Złapałem ją i przycisnąłem usta do jej warg, wdmuchując w nie odrobinę powietrza, jaka pozostała mi w płucach.
_Walcz, Prisca. Proszę_.
Odpychając się mocno nogami, płynąłem na powierzchnię, cały czas próbując zmusić ją do oddychania.
Po długich sekundach wyłoniliśmy się z wody i chłodne, życiodajne powietrze uderzyło mnie w twarz. Wziąłem głęboki, pełen desperacji wdech i ponownie złączyłem nasze usta.
– Lorian!
Zerknąłem w kierunku rozgorączkowanego głosu. Na łódce wśród hybryd stała Madinia. Pewnie Galon użył swojej mocy i skierował ją w naszą stronę. Wepchnąłem Priscę na pokład i natychmiast wskoczyłem za nią.
Łódź zakołysała się niebezpiecznie, kilka hybryd krzyknęło.
Madinia przykucnęła przy Prisce i odgarnęła włosy z jej twarzy.
– Musisz zrobić tak, żeby jest serce znowu zaczęło bić. Widziałam raz, jak uzdrowiciel Regnera dokonał czegoś podobnego.
Przycisnąłem dłonie do klatki piersiowej Priski i zacząłem uciskać. Jej ciało pozostało bezwładne. Żadnej reakcji.
Byłem cały odrętwiały. Czułem się, jakbym patrzył na cudze ręce, które próbują uratować moją partnerkę. Jakby to ktoś inny pochylił się i wdmuchiwał powietrze do jej płuc.
Na pokładzie zapanowała niesamowita cisza. Nikt nawet nie drgnął.
Uciskałem mocniej, szybciej, ruchy stały się coraz bardziej gorączkowe.
Poczułem pod palcami, jak pęka żebro. Miałem wrażenie, jakby ktoś roztrzaskał moje.
– Nie wiem, co zrobiłaś – wyjąkałem. – Ale nie możesz mnie zostawić. Kurwa, wracaj, albo dołączę do ciebie i zawlekę cię tu z powrotem.
– Ona odeszła – usłyszałem.
Warknąłem. Niebo przecięła błyskawica. Gdzie była moc, kiedy jej potrzebowałem?
– Krwiożerczy Książę próbuje uratować swoją partnerkę – szepnął ktoś inny. – Lepiej cicho sza.
Madinia pochyliła się, sprawdzając puls Priski. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, pokręciła głową.
Zignorowałem ją i uderzyłem pięścią w klatkę piersiową Priski. Kolejne żebro pękło. O bogowie.
– Proszę. Proszę, żbiku.
Więź między nami zanikała. Czułem ją, choć ledwo. Kurczowo się tego uczepiłem.
Nie tak miało się to skończyć. Nie zamierzałem się z tym pogodzić. Nikt nie mógł ode mnie tego oczekiwać.
Ruch.
Przez jedną straszną chwilę myślałem, że tylko to sobie wyobraziłem.
A potem z ust Priski wylała się woda. Madinia naciskała na moje ręce, próbując ułożyć Priscę na boku. Obróciłem ją ostrożnie, wiedząc, co zrobiłem jej delikatnym kościom.
Woda wylewała się z płuc niekończącym się strumieniem. Wreszcie Prisca przestała kaszleć. Jej klatka piersiowa unosiła się i opadała.
Oddychała.
Ale oczy pozostały zamknięte.
------------------------------------------------------------------------
MADINIA
Odległy krzyk mew powtarzał się jak refren. Dźwięk mieszał się z pokrzykiwaniami piratów, którzy wymieniali się uwagami, dokonując drobnych napraw na statku. Ich głosy brzmiały pogodnie, bo dobrze wiedzieli, ile mają szczęścia, że w ogóle żyją.
Na ustach czułam smak soli, włosów w żaden sposób nie dało się okiełznać. Uniosłam twarz ku słońcu, wygrzewając się w jego cieple jak kotka.
Minęły trzy dni, odkąd zniszczyliśmy barierę.
A Prisca wciąż się nie obudziła.
Sam fakt, że oddychała, zakrawał na cud, zważywszy na to, jak bardzo była blada. Leżała nieruchomo jak głaz. Ścisnęło mnie w żołądku na samą myśl o niej, więc powoli wciągnęłam słone powietrze, aby oczyścić umysł.
Daharak dała Lorianowi i Prisce kajutę niedaleko swojej. Lorian nie wyściubiał z niej nosa. Każdy, kto chciał tam zajrzeć, był zmuszony do interakcji z oszalałym Krwiożerczym Księciem. Sam król fae wielokrotnie próbował z nim porozmawiać, za każdym razem bezskutecznie. Mnie raz udało się zerknąć, ale tylko dlatego, że samozwańczy strażnik zasnął z głową na łóżku Priski. Jej twarz przynajmniej odzyskała część utraconego koloru.
Bariera przestała działać. W chwili, gdy to się stało, Regner zdołał w jakiś sposób zatopić statek Priski i Loriana.
Większość piratów zginęła. Telean udało się przeżyć jedynie dzięki temu, że któryś z ocalałych korsarzy cały czas ją trzymał i w ten sposób uratował przed utonięciem.
Tymczasem ciotka Priski chodziła po pokładzie z dziwnym wyrazem twarzy. Jakby czuła, że coś poszło strasznie nie tak, ale nie potrafiła odgadnąć co.
Reszta świętowała. Eryndan nie żył, a Regner został zmuszony do odwrotu, ponieważ ludzie odzyskali moc ze zniszczonej bariery. Z miasta dochodziły pogłoski, że mieszkańcy Eprothy nagle zyskali więcej magii, niż mogliby sobie kiedykolwiek wymarzyć.
W moją stronę zmierzała Daharak. Szła z typowym dla siebie zawadiackim luzem, ale usta miała zaciśnięte.
– Tak myślałam, że cię tu znajdę. Lorian chce cię widzieć.
– Prisca się obudziła?
– Nie.
Ogarnęła mnie panika.
– Powinna się już obudzić. Co mówią uzdrowiciele?
– Że nie ma fizycznych przyczyn, które by jej to uniemożliwiały. Żebra się zrosły, a płuca są zdrowe. Moja uzdrowicielka najpierw upewniła się, czy nie działa na nią jakaś magia. Ceri właśnie sprawdziła ją ponownie i powiedziała, że moc Priski albo się wyczerpała, albo została stłumiona do tego stopnia, że w zasadzie jest tak, jakby już jej nie miała.
Skierowałam wzrok na wodę. Moc, którą władała Ceri, była bardzo rzadko spotykana. Na tyle rzadko, że gdyby nie to, że była piratką, Regner wciągnąłby ją w szeregi swoich asesorów. Na szczęście wykorzystywała swój dar do leczenia.
– Prisca wyczerpała moc podczas bitwy – powiedziałam. – Zresztą jak my wszyscy. Ale to, co się z nią dzieje, nie ma sensu.
Daharak westchnęła.
– Kto wie, co jest normalne dla mocy, jaką włada? Tak czy inaczej w życiu czegoś takiego nie widziałam. – Kiedy skierowałam na nią wzrok, odwróciła się i spojrzała w stronę horyzontu, tam gdzie jeszcze niedawno znajdowała się bariera uniemożliwiająca opuszczenie kontynentu.
– Już planujesz następny ruch – szepnęłam.
– Regner został zmuszony do ucieczki. Jego sojusz z Gromalią przestał istnieć, a przynajmniej dopóki Rekja nie zdecyduje, komu zaufać. Skoro bariera zniknęła, nic mnie już nie ogranicza.
– Chodzi o to, o czym tak usilnie starałaś się nie wspominać od dnia, w którym Prisca uratowała twoje statki?
Królowa piratów była wyjątkowo skryta odnośnie do broni, za którą uganiała się od lat. Teraz, gdy w końcu ją miała, nie mogłam przestać się zastanawiać, kogo planuje nią zaatakować.
Rzuciła mi rozbawione spojrzenie.
– Mam własnych wrogów. A po zniszczeniu bariery jestem wolna.
– Tylko nie zapomnij zabrać mnie ze sobą.
Daharak Rostamir wyglądała na taką, co dotrzymuje słowa. Ale… Nie chciałabym ryzykować utraty szansy na opuszczenie tego kontynentu.
Przyglądała mi się przenikliwym wzrokiem. Zachowałam kamienny wyraz twarzy.
– Nie zmieniłaś zdania.
– Nie. I nie zmienię.
– Rozumiem i szanuję to. Nie zapomnę cię zabrać.
Skinęłam głową, wewnętrzne napięcie zaczęło powoli ustępować. Musiałam zaufać królowej piratów. Nigdy nie przychodziło mi to łatwo, ale skoro fae były skłonne wierzyć jej słowom, to ja chyba też mogłam.
– Pójdę się dowiedzieć, czego chce Lorian.
Kakofonia pokładowych dźwięków zaczęła przycichać, gdy zostawiłam Daharak zapatrzoną rozmarzonym wzrokiem w dal i ruszyłam w stronę kajuty Priski i Loriana. Z każdym krokiem hałas zastępowała niepokojąca, zagęszczająca powietrze cisza. Odgłosy statku stawały się przytłumione, jakby sam świat obawiał się tego, co znajdowało się za drzwiami kajuty.
Spojrzałam na Martha, który właśnie wychodził ze swojej kabiny i przywitał się ze mną kiwnięciem głowy. Jak wielu z nas, zrobił się ponury. Ale u kogoś o tak pogodnym usposobieniu było to szczególnie szokujące i rażące.
– Powodzenia – powiedział.
Zmarszczyłam brwi. Im bliżej kajuty Loriana byłam, tym powietrze bardziej gęstniało i przytłaczało. Niepokój ściskał żołądek, ale jakoś zdołałam się pozbyć nieprzyjemnego uczucia i otworzyłam drzwi.
Odwrócił głowę, na moment nasze spojrzenia się skrzyżowały, jego zielone oczy płonęły, tak że uciekłam od nich wzrokiem.
To nie był Lorian.
To był Krwiożerczy Książę.
Najpotężniejszy fae na całym kontynencie patrzył, jak jego partnerka z dnia na dzień słabnie. Napięcie było aż nadto widoczne, w zbielałych kostkach palców zaciśniętych pięści, w szaleńczym błysku w oczach, który uchwyciłam w tym jednym spojrzeniu, w ostrej, metalicznej woni w powietrzu – jakby zaraz miała uderzyć błyskawica.
– Potrzebujesz chwili, żeby się pozbierać? – zapytałam.
– Uważaj. – Zanucił półgłosem. Najwyraźniej moja próba rozbawienia się nie powiodła.
– Prisca pewnie by…
– Zrobiłaby wiele rzeczy, gdyby była przytomna. Ale nie jest.
Miałam dość kulenia się ze strachu. Wyprostowałam się, uniosłam głowę i z ulgą zobaczyłam, że Lorian znów wpatruje się w Priscę.
– Czego chcesz?
Jego spojrzenie znów przeniosło się na mnie. Aż _parzyło_. Żołądek się zasupłał. Prisca była nieprzytomna, więc cała nadzieja w Lorianie. Musiał zachować zdrowy rozsądek, inaczej czekał nas marny los.
– Co się z tobą dzieje? – zażądałam odpowiedzi.
Po twarzy przemknął mu cień.
– Nic. Muszę uwolnić trochę mocy. To wszystko. – Jego spojrzenie powróciło do Priski, jakby oderwanie od niej wzroku na zbyt długo sprawiało mu fizyczny ból. – Vicer nie odpowiedział na wiadomość Galona. Powinien już wrócić. Musimy znać aktualną sytuację hybryd, zarówno tych w obozie, jak i tych, którzy ruszą w stronę Przełęczy Asric.
I chciał, żebym to ja się tym zajęła.
Przez chwilę się zastanawiałam. Potrafiłam się szybko przemieszczać, miałam dość mocy. A jeśli Vicer miał kłopoty, byłam przekonana, że mogę mu pomóc. Poza tym, choć wolałabym pozostać blisko statku, który miał mnie zabrać do nowego życia, tego typu myśli nie miały znaczenia, jeśli groziła nam przegrana w wojnie z Regnerem i utrata jakiejkolwiek przyszłości.
– Dobrze, zrobię to.
Lorian skinął głową. To był ten zimny najemnik, którego Prisca prawdopodobnie poznała wtedy nad rzeką. Nigdy nie zrozumiem, dlaczego się w nim zakochała. Mój wzrok wrócił do Priski. Była tak cholernie blada.
– Nic jej nie będzie – powiedziałam. To na pewno się tak nie skończy. Ani dla Priski, ani dla nas. Po prostu to wiedziałam.
Ale jeśli się myliłam…
– Wiem. – Lorian wypowiedział te słowa z pełnym przekonaniem, jakby nie akceptował innej możliwości. Ostry, metaliczny zapach ponownie wypełnił powietrze.
Przełknęłam pchające się na język słowa, które i tak niczego by nie zmieniły, i wyszłam.